26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Patrzył na stojącą przed nim dziewczynę, powoli oswajając się z ciszą, która zapadła w sali po wyjściu tamtego furiata. Przyglądał jej się z lekkim podziwem, którego oczywiście nie zamierzał okazywać. Facet rzucał jadem, a po Prescott to spłynęło. Sam czuł w środku irytację, musiał interweniować, a ona stała tu z chłodną obojętnością, z jaką pewnie codziennie rano parzyła sobie kawę. Zastanawiał się, zerkając za okno, co właściwie o niej wie. Prawda była taka, że praktycznie nic. Ojciec rzadko wtajemniczał go w sprawy personelu, a on sam przez ostatnie trzy miesiące tonął w papierach, próbując utrzymać ten biznes na powierzchni.
Wypuścił powietrze, widząc, że Ruelle ani myśli czuć się niezręcznie w jego obecności. Fakt, że do dzisiaj pewnie nawet nie kojarzyła jego twarzy, wcale mu nie przeszkadzał. Wręcz przeciwnie – dawał mu rzadki komfort bycia ocenianym za to, co robi teraz, a nie za nazwisko ojca.
Przeniósł wzrok z powrotem na dziewczynę, przyłapany na zerkaniu przez szybę. Sam zdążył zauważyć, że ta praca wymaga odporności, której on jeszcze nie miał. Ojciec ją miał – potrafił przyjąć na klatę każdy wybuch klienta, a potem wracał do swoich zajęć, jakby nic się nie stało. Noe po jednej ostrzejszej wymianie zdań czuł jedynie irytację i niesmak.
- Żelazny autorytet? – powtórzył pod nosem, krzywiąc się lekko. – Nie mam na to zdrowia. Wystarczy, że nikt mi nie wmawia, że okradam ludzi na trumnach.
Włożył dłonie głębiej do kieszeni spodni, opierając się ramieniem o ścianę. Zastanawiał się, co trzeba mieć w głowie, żeby świadomie wybierać zaplecze i bycie tanatopraktorką zamiast użerania się z żywymi ludźmi. Dla niego praca z ciałami była koszmarem, przed którym uciekał przez całe życie, wywołując tym samym wieczne awantury z ojcem. Sam widok zmarłego budził w nim opór, którego do dziś nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć. - Zmarli przynajmniej nie kłócą się o rachunki - mruknął, a w kąciku jego ust pojawił się lekki, nieco cyniczny cień rozbawienia. - Zaczynam ci zazdrościć tego zaplecza. Ktoś jednak musi tu zbierać baty od żywych.
Przyznanie się przed Ruelle - dziewczyną, która na co dzień unikała tej części zakładu i wychodziła tylko wtedy, kiedy sytuacja tego wymagała - do własnej bezradności kosztowało go więcej dumy, niż chciałby przyznać. Zmierzył ją wzrokiem, starając się wyczuć, czy jego szczerość nie zostanie uznana za słabość. Nie zamierzał się jednak wycofywać ani pozwalać jej odejść z powrotem na tyły bez konkretnej odpowiedzi. Skoro podjął decyzję, że nie pozwoli tej firmie upaść, musiał przełamać własne obrzydzenie. Czekał na to, co odpowie, zastanawiając się, czy pierwsza prawdziwa lekcja, o którą właśnie poprosił, rzeczywiście będzie tak trudna, jak mu się wydawało.
Porównanie do wróżki zębuszki sprawiło, że wypuścił powietrze nosem, mocno rozbawiony. Dziewczyna była bezczelna w ten specyficzny sposób, który kompletnie go nie obrażał, a raczej zmuszał do zastanowienia. Miała rację. Przez te trzy miesiące siedział za biurkiem jak duch, zarządzając wszystkim z cienia, byle tylko nie konfrontować się z rzeczywistością tego miejsca.
- Może i tak - odpowiedział krótko, odrywając ramię od ściany. - Ale wróżka zębuszka przynajmniej lubiła swoją robotę.
Jej pytania, choć zadane bez drwiny, trafiały w coś, czego sam nie potrafił jeszcze nazwać. Nie było w tym łatwych pieniędzy ani nagłego powołania. Gdyby mógł, zostawiłby ten zakład pierwszemu lepszemu kupcowi. Trzymało go tu jedynie cholerne poczucie obowiązku wobec ludzi, którzy potrzebowali, żeby na koniec miesiąca przelewy się zgadzały.
Spojrzał na nią z ukosa, chowając dłonie z powrotem do kieszeni spodni. Jej bezpośredniość zaczynała mu się podobać o wiele bardziej niż sztuczne uprzejmości, którymi raczyli go inni pracownicy od czasu śmierci ojca. Skinął głową w stronę drzwi prowadzących na zaplecze.
- Masz tam teraz kogoś do przygotowania? - zapytał wprost, starając się, by w jego głosie nie było słychać cholernego oporu, który ścisnął mu gardło na samą myśl o przejściu przez tamte drzwi.

Ruelle I. Prescott
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po tym jak klienci wyszli z zakładu, a Chris i inni potencjalni pracownicy zniknęli gdzieś w jego głębi, zapadła cisza, która przez niektórych pewnie mogłaby zostać nazwana niekomfortową. Tylko, że Ruelle ona w żadnym wypadku nie ciążyła. Nie sądziła też, aby Noe również odczuwał ten ciężar, bo był przecież zajęty szpiegowaniem przez okno furiata, który chyba całkowicie zniknął z okolicy. Nawet nie miała pojęcia dlaczego to robił. Obawiał się, że ten wkurzony rzuci w nich koktajlem mołotowa albo nasra na wycieraczkę? Prescott nie sądziła, aby jakikolwiek taki incydent miał miejsce. Facet musiał się zwyczajnie przewietrzyć i ochłonąć. Nie on pierwszy i nie on ostatni wpadł w podobny stan. Może i tanatopraktorka nie nawykła w takim stopniu jak inni do obcowania z żywymi klientami, ale nie miała powodów do przejmowania się jego zdaniem.
Dotychczas kojarzyła go raczej mgliście. Jasne, mijała się z nim parę razy na terenie White Lily, ale nigdy nie zainteresowała się nim szczególnie mocno. W końcu nie miała ku temu jakiegokolwiek powodu. Teraz jednak wpadli już na siebie i nie było większej szansy do tego, aby uciec od tej interakcji. Chociaż nie miała powodów do tego, aby próbować się od tego wszystkiego wykręcić w jakikolwiek sposób. Nie była też kimś, kto miałby się z jakiegokolwiek powodu czuć skrępowanym ze względu na obecność szefa tuż obok.
- Czyli nie masz takich zapędów ani ambicji? Rozumiem - przytaknęła, jakby godząc się z taką odpowiedzią jakiej jej udzielił.
Czy to w szpitalu czy to w zakładzie pogrzebowym: nie chciała użerać się zbytnio z żywymi. Byli zdecydowanie zbyt... Intensywni. Wolała ciszę, spokój i przestrzeń do tego, aby bez jakichkolwiek przeszkód wykonywać swoje zadania. Nie przeszkadzał jej w żaden sposób kontakt z ciałami. Odnajdywała się w tym. Właśnie dlatego postanowiła się zabrać za zajmowanie nimi. W końcu odkryła, że radzi sobie z tym całkiem nieźle.
- Zapraszam zatem do mojej pracowni. O ile nie będziesz przeszkadzał - rzuciła niezrażona tym, że przecież rozmawiała ze swoim przełożonym.
Nie sądziła, aby Noe w tym momencie jakoś szczególnie się przed nią otwierał czy obnażał ze swoich słabości. Zwyczajnie wyrażał to, co pewnie wielu osobom chodziło po głowie. Ci, którzy mieli bezpośredni kontakt z klientami zawsze najbardziej obrywali. Za każdy drobiazg. Nawet jeśli nie mieli na to wpływu. Tacy już byli ludzie. Mało kto lubił ten aspekt pracy, który był jednak nie był do przeskoczenia.
Być może była bezczelna, a może zwyczajnie nieskrępowana. Nie miała trudności z tym, aby zarzucić żartem, który jedynie ukazywał jej wyjątkowe poczucie humoru.
- Czyli zakładasz, że mała tajemnicza postać, która wykrada ludziom zęby spod poduszki musi lubić swoją pracę? - zapytała, bo sama jakoś nieszczególnie się nad tym zastanawiała.
Rodzice wciskali ciągle dzieciom, że ich ząbki zostaną wymienione na pieniążki przez wróżkę, ale czy nie było czegoś złowróżbnego w takiej wizji? Ale to ona była tą dziwną za to, że lubiła gotyckie klimaty. Ale czy ktokolwiek zapytał kiedyś po co wróżce zębuszce było to wszystko? Albo do czego mogłyby się posunąć dzieciaki, które desperacko pragnęły uzyskać bogactwa poprzez system, który ustanowiła i reprezentowała? Raczej nikt się tym nie interesował.
Powoli wyczuwała jakąś nerwową atmosferę, która pojawiła się pomimo jej całkiem udanego żartu. Było po prostu coś w Noe, co sprawiało, że wydawał się czuć nieswojo w tym otoczeniu. Na jego pytanie wyciągnęła z kieszeni telefon, aby sprawdzić czy nie ma na nim żadnych wiadomości.
- Jeszcze nie - odpowiedziała. - Czekam na jednego delikwenta, który zostanie przysłany od balsamisty, ale na razie jestem wolna. A czemu pytasz?
Zakładała, że czegoś od niej chciał. W końcu nie pytałby tak po prostu czy jest wolna. Musiała jednak poczekać na to, aż w końcu wykrztusi z siebie, co właściwie obecnie mu chodziło po głowie.

Noe Villeneuve-Scott
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W tym fachu wolał mieć oczy dookoła głowy. Ludzie napędzeni świeżym żalem i wściekłością bywają nieprzewidywalni. Widział już takich, którzy potrafili rzucić się z pięściami, bo emocje brały górę. Wolał się upewnić, że facet faktycznie poszedł w swoją stronę.
Odsunął się w końcu od szyby, poprawiając mankiety koszuli i przeniósł wzrok na Ruelle. Jej bezpośredniość, wręcz ocierająca się o bezczelność, była w przedziwny sposób odświeżająca. Większość pracowników w obecności przełożonego ważyła każde słowo, a ona traktowała go z taką samą obojętnością, z jaką zapewne podchodziła do ciał na stole do balsamacji.
- I tak, dobrze rozumiesz. Nie mam takich zapędów - dodał, nawiązując do jej wcześniejszego pytania o ambicje. Na chwilę uciekł wzrokiem w stronę korytarza, po czym znów spojrzał na nią z lekkim uśmiechem. - Niektórzy rodzą się po to, by gonić za awansami, ja wolę spokój i robienie tego, co do mnie należy.
- Nie mam zamiaru przeszkadzać - odpowiedział, na wpół rozbawiony, na wpół zaintrygowany jej zaproszeniem do pracowni. - Żywi potrafią wyssać z człowieka całą energię, zanim w ogóle zdążysz zapytać ich o nazwisko. Martwi... cóż, martwi przynajmniej nie kłócą się o kolor obicia trumny - zażartował, puszczając do niej oko. Kiedy przeszła do tematu wróżki, nie potrafił powstrzymać szerokiego uśmiechu. Z miejsca podchwycił żart, opierając się o ścianę.
- Zakładam, że każdy, kto kolekcjonuje ludzkie kości, musi mieć w tym jakiś osobliwy cel albo pasję - rzucił, mrugając do niej znacząco - Jeśli tego nie lubi, to może buduje z nich zębowy zamek? Kto wie, w naszym biznesie widuje się dziwniejsze fetysze.
Atmosfera na moment zgęstniała, a Noe poczuł, jak narasta w nim lekkie spięcie. Nie wynikało ono z jej towarzystwa, wręcz przeciwnie, Prescott była na swój sposób magnetyczna w swojej gotyckiej, surowej aurze, ale z faktu, że cisza zakładu zawsze przypominała mu o rzeczach, o których wolałby zapomnieć.
Gdy wyciągnęła telefon i odpowiedziała, że wciąż czeka na dostawę od balsamisty, schował dłonie do kieszeni spodni. Przez chwilę ważył słowa, zanim w końcu wykrztusił z siebie powód tego podchodzenia do tematu jak pies do jeża.
- Pytam, bo... skoro masz jeszcze chwilę, pomyślałem, że mógłbym rzucić okiem na twoje królestwo – zaczął wolno, zniżając nieco głos. - A tak całkiem szczerze? W biurze zaraz utonę w papierach, a tu... tu jest przynajmniej święty spokój. No i chciałem zobaczyć, jak radzi sobie osoba, która jako jedyna w tym budynku nie boi się mówić mi prosto w twarz tego, co myśli.

Ruelle I. Prescott
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogło być tak, że Ruelle nieco bagatelizowała zagrożenie, ale naprawdę nie widziała potrzeby, aby się przejmować tak mocno tym jednym awanturującym się klientem, który nic takiego nie wnosił do jej życia. W większości wypadków przecież nic takiego się nie działo. Nie widziała powodu, dla którego ten jeden facet miałby się stać kimś w rodzaju jej prześladowcy czy chuligana, który się odegra na zakładzie pogrzebowym za to, że zaproponowali mu opcjonalną płatną usługę.
Nie czuła potrzeby tego, aby gryźć się przy nim w język. Może i był jej szefem, ale nie sądziła, aby miał ją zwolnić za to, że pozwoliła sobie na taki czy inny żart. W końcu to nie tak, że w jakiś sposób mu ubliżała lub próbowała mu dokuczyć w inny sposób.
- Mądrze - podsumowała, bo zdecydowanie więcej osób powinno mieć podobne podejście.
W zasadzie to czy nie tacy ludzie powinni dostawać awanse? Właśnie ci, którym nie zależało na nich za bardzo, a skupiali się jedynie na jak najlepszym wypełnianiu swoich obowiązków. Nie przejmowali się oni zanadto opinią innych osób i po prostu poświęcali swoją energię na wypełnianie swoich obowiązków, a nie zadowalaniu ludzi wokół siebie.
- W takim razie nic nie stoi na przeszkodzie, abyś wpadł do środka - przyznała, bo skoro Noe miałby wpaść i tylko cicho obserwować jej pracę to jak najbardziej mógł się zjawić w pracowni tanatopraktorki.
W pełni podzielała jego opinię odnośnie żywych. Bywali naprawdę wyczerpujący i nieznośni. Dlatego właśnie nie zamierzała spędzać z nimi więcej czasu niż było to absolutnie konieczne. Ja do tej pory szło jej to całkiem dobrze.
- Czyli zakładamy, że robi to z własnej woli, a nie jest wysłannikiem jakiejś wyższej istoty? Może też w sumie nie lubić tego zajęcia, ale musi je wykonywać, by osiągnąć swój cel: niecny lub nie - powiedziała, poświęcając zdecydowanie zbyt wiele czasu na podobne rozmyślania.
W momencie, gdy tylko rozmowa umarła śmiercią naturalną, sytuacja stała się nieco niezręczna. Nie zawsze bowiem można było z kimś milczeć komfortowo. Przynajmniej mieli jeszcze pracę jako temat, który można było poruszyć.
- Sama zapraszałam chwilę temu, więc jeśli tego chcesz - wykonała zachęcający gest w stronę korytarza, na którego końcu znajdowała się jej pracownia. - Pozostali aż tak depczą wokół ciebie na paluszkach?
Domyślała się, że niektórzy z pewnością tak robili, ale nie potrafiła sobie w tej roli wyobrazić absolutnie każdego. Taki Chris wydawał jej się człowiekiem, który od razu wytknąłby komuś, że się na czymś nie zna.
W końcu jednak dotarli do drzwi położonych głęboko wewnątrz budynku. Temperatura była tam zdecydowanie niższa niż w innych pomieszczeniach, ale Ruelle już dawno przywykła do podobnego stanu rzeczy. Pomieszczenie było dosyć oszczędnie urządzone. W jego centralnym punkcie znajdował się stół, na którym zawsze kładziono denatów. Nad nim zwieszał się klosz lampy, która zawsze zapewniała odpowiednie i silne oświetlenie, w którym można było dostrzec wszelkie niedoskonałości cery umarlaka. Oprócz tego przy zimnym blacie znajdowało się siedzisko tanatopraktorki oraz niewielki stolik na kółkach, który zawsze mogła sobie przestawić w dowolny sposób, aby mieć potrzebne rzeczy pod ręką.
- Zrobiłam ostatnio spis materiałów, które mi się kończą. Chris ci go przekazał? - zapytała, bo musiała przejrzeć wszelkie zapasy, aby ocenić czy coś jej się przypadkiem nie kończy lub nie znajduje na skraju terminu ważności, który zdecydowanie wpłynąłby na jakość kosmetyków.

Noe Villeneuve-Scott
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Noe nie spierał się z nią, choć jego milczenie mogło być mylące. Dla niego świat rzadko działał w ten sposób. Wręcz przeciwnie, z jego perspektywy najgorsze scenariusze wyjątkowo często sprawdzały się w najmniej odpowiednich momentach. Nie zamierzał jej jednak prawić kazań.
Gdy skwitowała jego podejście do pracy, na jego twarzy nie drgnął ani jeden mięsień, choć w duchu przyjął to z chłodnym rozbawieniem. Ludzie, którzy nie dbali o opinie innych, rzadko byli pupilkami systemów. Zwykle byli po prostu skuteczni. I najwyraźniej to ich łączyło.
- Z własnej woli czy nie, każdy wykonuje jakąś robotę - skomentował jej wcześniejsze rozważania o wysłannikach wyższych istot, gdy szli w stronę pracowni. - Różnica polega na tym, czy robisz to z uśmiechem, czy z zaciśniętymi zębami. - Słysząc pytanie o resztę personelu, kącik jego ust uniósł się minimalnie, co mogłoby uchodzić za cień uśmiechu. - Chris ma specyficzny rodzaj instynktu samozachowawczego. Wie, kiedy ugryźć się w język, a kiedy może sobie pozwolić na więcej. Reszta... - zawiesił na chwilę głos, opierając się ramieniem o chłodną ścianę, z dala od jej stanowiska pracy, by nie przeszkadzać. - Reszta po prostu nie lubi niespodzianek. -
Gdy weszli do pomieszczenia, chłód uderzył w niego od razu, ale nawet się nie wzdrygnął. Rozejrzał się po wnętrzu, omiatając wzrokiem stół, lampę i starannie poukładane narzędzia. To było miejsce, w którym panowały jasne zasady. Martwi nie kłamali, nie zmieniali zdania i przynajmniej nie robili zbędnego hałasu. Dopiero gdy wspomniała o spisie materiałów, przeniósł na nią swoje uważne spojrzenie.
- Przekazał - odpowiedział, a jego głos zabrzmiał w pomieszczeniu wyjątkowo wyraźnie. - Przejrzałem to w samochodzie. Zamówienie poszło dzisiaj rano. Hurtownia twierdzi, że nowa partia kosmetyków i chemii będzie u nas najpóźniej we wtorek. Sprawdź, czy wszystko się zgadza z tym, co tam napisałaś, bo facet z magazynu marudził coś o brakach w barwnikach i musiał ściągać je z innej filii. - Skrzyżował ramiona na piersi, przyglądając jej się. - Masz tu wszystko, czego potrzebujesz na te kilka dni, czy mam załatwiać coś na cito? - zapytał z uśmiechem. - Jeśli do wtorku zabraknie ci płynów do balsamowania, zawsze możemy zacząć odmawiać klientom terminów i kazać im po prostu trochę poczekać. Choć wiem, że oni akurat nigdzie się już nie spieszą. -
Ruelle I. Prescott
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zapewne nigdy nie mogłaby zaznać spokoju, gdyby zakładała tylko i wyłącznie czarne scenariusze, które miały się ziścić. Jasne, dopuszczała do siebie możliwość tego, że coś może się wydarzyć, ale raczej nie zaprzątała sobie tym głowy, jeśli tylko szanse były na to marne. Nie pierwszy i nie ostatni klient, który postanowił się awanturować. Nie było sensu się nim przejmował.
Nie czuła zbytniej presji, aby przypodobać się swojemu przełożonemu. Może dlatego, że taka już była, a może dlatego, że nie zależało jej tak na tej pracy. Nie potrzebowała jej. Nie musiała się utrzymywać. Po prostu dorabiała sobie, aby mieć potem nieco łatwiejszy start w dorosłość i pozwolić sobie na nieco lepszy standard życia, gdy tylko skończy studia. Oficjalnie. Traktowała jednak to wszystko poważnie. Nawet jeśli to było chwilowe zajęcie i plan B, gdyby jej się nie powiodło w życiu. Po prostu chciała wykonywać dobrą pracę.
- Uważaj tylko, aby nie przerodziło się to w szczękościsk - ostrzegła go lojalnie, co zabrzmiało niczym lekka kpina, ale było zwyczajną ripostą na wcześniej zastosowany tekst.
Na uwagę odnośnie drugiego pracownika jedynie skinęła głową. Wiedziała, co miał na myśli. Zdążyła już go pozna wystarczająco,, aby wiedzieć jakim był typem, a dodatkowe uwagi Noe jedynie ją w tym utwierdzały.
- Mało kto je lubi, gdy chodzi o pracę. Chyba, że chodzi o podwyżkę - dodała, bo nawet awans wiązał się potencjalnie ze zmianą obowiązków, więc nie dla każdego mógł być on, aż tak mile widziany.
Pomieszczenie było bezosobowe, praktyczne. Takie jakie powinno być. Przynajmniej w odczuciu Ruelle. Nie było to bowiem biurko w korporacji, które każdy przystrajał sobie w dowolny sposób, kładąc na nim zdjęcia rodzinne, jakieś drobne bibeloty czy cokolwiek innego. Dla niej to było zwyczajnie miejsce, w którym upiększała pozostawione pod jej opieką zwłoki i tylko do tego powinno być dostosowane.
- W porządku. Przynajmniej nie wciskali nam gorszej jakości zamienników, aby przyspieszyć proces - odpowiedziała, bo na pewno nie byłaby w stanie zdzierżyć wciskania jej czegoś, co nie odpowiadało jej standardom. - Nie ma takiej potrzeby. Robię zawsze zamówienia zawczasu, żeby niczego nie zabrakło, więc powinno być wszystko dobrze.
Zawsze starała się przewidywać takie drobne opóźnienia w dostawie. Gorzej jeśli realizacja zamówienia przedłużałaby się o przeszło tydzień. Wtedy to już mogłaby zacząć jechać na oparach, a czegoś mogłoby zabraknąć. Zwłaszcza, gdyby był sezon na umarlaków.

Noe Villeneuve-Scott
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Noe nie miał zwyczaju zakładać, że wszystko pójdzie źle. Po prostu wystarczająco długo pracował z ludźmi, żeby wiedzieć, że spokojny klient potrafił w ciągu kilku minut zmienić się w awanturującego kretyna, a pozornie prosta sprawa nagle wymagała gaszenia kilku pożarów naraz. Nie zamierzał jednak wracać do tematu mężczyzny, który już wyszedł. Jeśli więcej się nie pojawi, tym lepiej. Jeśli wróci, będą się nim martwić wtedy.
Na jej ostrzeżenie uniósł lekko brwi, a po chwili przesunął językiem po wewnętrznej stronie policzka, jakby rzeczywiście przez moment rozważał tę możliwość.
- Będę uważał. Dentysta jest droższy niż terapia, a na jedno i drugie szkoda mi pieniędzy - odparł spokojnie. - Chociaż jak tak dalej pójdzie, powinienem chyba wrzucić jedno i drugie w koszty prowadzenia firmy.
Nie ciągnął już tematu Chrisa. Ruelle pracowała z nim wystarczająco długo, żeby sama wyrobić sobie zdanie, a Noe nie miał potrzeby urządzać jej przeglądu charakterów całego personelu. Zresztą, dopóki każdy wykonywał swoją robotę i nie zmuszał go do rozwiązywania problemów, które równie dobrze mógł rozwiązać sam, niewiele go obchodziło, kto z kim się lubił.
Parsknął cicho na wzmiankę o podwyżce i pokiwał głową.
- Podwyżki wszyscy lubią. Gorzej, kiedy razem z większą wypłatą pojawia się większa odpowiedzialność. Wtedy nagle okazuje się, że poprzednie stanowisko wcale nie było takie złe. - Zerknął na nią z cieniem rozbawienia. - Dlatego staram się nie robić ludziom zbyt wielu miłych niespodzianek. Jeszcze się przyzwyczają.
W pracowni nie było właściwie niczego, co zatrzymywałoby wzrok na dłużej. Noemu akurat odpowiadał taki stan rzeczy. Wszystko miało swoje miejsce i konkretne zastosowanie, a pomieszczenie nie próbowało udawać niczego więcej niż było. Nie zaglądał jej przez ramię ani nie podchodził do stanowiska. Zatrzymał się tam, gdzie wcześniej, pozostawiając jej przestrzeń do pracy.
- Gdyby próbowali, zamówienie wróciłoby do nich szybciej, niż zdążyliby wystawić fakturę - odpowiedział bez większego namysłu. Na jakości materiałów nie zamierzał oszczędzać, szczególnie kiedy efekt widziała później rodzina zmarłego. - Nie mam zamiaru tłumaczyć komuś przy trumnie, że jego matka wygląda inaczej niż powinna, bo zaoszczędziliśmy parę dolarów na kosmetykach.
Kiedy zapewniła go, że zapasów wystarczy, skinął głową. Taka odpowiedź całkowicie mu wystarczała.
- Dobra. W takim razie czekamy do wtorku. Jeśli coś się zmieni, daj mi znać wcześniej, a nie wtedy, kiedy zostanie ci ostatnia butelka. - Odepchnął się ramieniem od ściany, ale zamiast od razu ruszyć do wyjścia, spojrzał jeszcze na przygotowane stanowisko.
Kącik jego ust drgnął lekko. Skoro sprawa zamówienia była załatwiona, właściwie nie miał już tutaj niczego do dopilnowania. Mimo to nie wyglądał, jakby szczególnie spieszyło mu się z powrotem do własnych obowiązków.
- Dużo masz jeszcze dzisiaj roboty? - zapytał, przenosząc wzrok z narzędzi z powrotem na Ruelle.
Ruelle I. Prescott
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jeśli chodziło o Ruelle to zawsze miała się za realistkę. Starała się myśleć logicznie przez większość czasu, ale bywało, że latynoski temperament przejmował kontrolę i w tedy robiła coś impulsywnego. Wtedy zdecydowanie myślenie schodziło na dalszy tor, a emocje przejmowały kontrolę. Nie miała jednak tendencji do czarnowidztwa, jeśli tylko nie musiała faktycznie usiąść i zastanowić się nad konsekwencjami tego czy innego ruchu. Wtedy jednak było to, co innego.
— Dentysta chociaż od razu usunie ci problem. Terapia? No nie wiem — wzruszyła jeszcze ramionami, ale nie chciała się zagłębiać w kwestie związane z tym, co właściwie sądziła na temat terapii i dlaczego nie planowała nigdy na jakąś się udać, choć może powinna.
Nie miała w zwyczaju rozmawiać zbytnio o innych. Nie miała zatem nic przeciwko temu, że temat wygasł w naturalny sposób zamiast być podtrzymywanym i reanimowanym na siłę. W końcu czy oni próbowali w tym zakładzie denatom udzielać pierwszej pomocy? Nie. I tak samo powinno być z tymi rozmowami, które mogły się zakończyć na krótkiej wymianie zdań, która nie ciągnęła się w nieskończoność.
— Odpowiedzialność, dyspozycyjność, kolejne obowiązki i poświęcenie… Wszystko zależy od tego o jakiej pozycji mówimy. Czasem są to też po prostu o wiele trudniejsze i mniej wdzięczne zadania - kontynuowała, myśląc o tym, że dla niej z pewnością takie było użeranie się z klientelą lub konieczność szkolenia młodszych adeptów sztuki funeralnej, co całe szczęście jej nie groziło.
Pragmatyzm Ruelle mógł mieć jakieś odzwierciedlenie w miejscu, w którym pracowała. Charakter, tymczasowość pracy oraz raczej niezbyt zachęcające do zadomowienia się w sobie pomieszczenie na pewno miały również w tym jakiś udział, ale o powodach tej skrajnej praktyczności i minimalizmu można byłoby się rozwodzić przez naprawdę długi czas.
— Całe szczęście, że tutaj się zgadzamy — przytaknęła, bo również miała podobne podejście do kwestii związanej z zamiennikami.
Mogła przyjąć wyłącznie to, co mogło jej obiecać wysoką jakość. Produkt, który nie różnił się zanadto od tego, co zwykle stosowała i nosił praktycznie wyłącznie inną etykietkę producenta. Jeśli jednak trafiłaby na coś, co nie spełniałoby jej standardów to nie omieszkałaby o tym wspomnieć swojemu przełożonemu.
— Jasne. Nie sądzę, aby coś się stało, ale w razie czego dam znać — obiecała, ale przypuszczała, że o ile nagle nie otrzymają prawdziwego nawału zleceń to powinna dać sobie radę z tym, co obecnie mieli w pracowni.
Nie spodziewała się takiego pytania, które nadeszło w zasadzie chwilę później. Czy jako jej szef nie powinien najlepiej zdawać sobie sprawy z tego ile właściwie miała pracy przed sobą? Czy było to jakieś pytanie kurtuazyjne? Nie miała pojęcia.
— W zasadzie tylko tego jednego delikwenta i powinnam kończyć. Dlaczego pytasz?[/b] — musiała się odwdzięczyć własnym pytaniem.
Może chciał jeszcze z nią o czymś porozmawiać? Może miał jakieś zadanie lub po prostu czegoś chciał. Na razie jednak mogła tyko zgadywać.

Noe Villeneuve-Scott
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Noe nie miał szczególnie wyrobionej opinii na temat terapii. Nigdy z żadnej nie korzystał, choć zapewne znalazłoby się kilka osób, które z przyjemnością zasugerowałyby mu taką wizytę. Sam uważał, że ze swoimi problemami radzi sobie całkiem nieźle, nawet jeśli jego metody nie zawsze należały do najzdrowszych. Zresztą trudno było mu wyobrazić sobie sytuację, w której siedziałby naprzeciwko obcego człowieka i opowiadał o wszystkim, co go w życiu spotkało. Niektórych rzeczy zwyczajnie nie miał ochoty rozgrzebywać.
- Zależy od dentysty. Jeden usunie problem, drugi przy okazji wyrwie ci pół szczęki - zauważył z rozbawieniem. - Ale przynajmniej wiadomo, za co płacisz.
Nie zamierzał dopytywać, dlaczego Ruelle podchodziła do terapii z takim sceptycyzmem. Każdy miał własne zdanie na ten temat, a on zdecydowanie nie należał do ludzi, którzy próbowali przekonywać innych do korzystania z pomocy specjalistów. Byłby w tym zresztą wyjątkowo kiepskim przykładem.
Kwestia awansów również nie była czymś, nad czym spędzał długie godziny. Prowadzenie zakładu pogrzebowego wystarczająco często przypominało mu, że wyższe stanowisko nie zawsze oznaczało wygodniejsze życie. Bywały dni, kiedy z przyjemnością zamieniłby się obowiązkami z kimś, kto po skończonej zmianie mógł po prostu zamknąć za sobą drzwi i przestać odbierać służbowy telefon.
- Właśnie dlatego nie rozumiem ludzi, którzy za wszelką cenę chcą awansować. Czasami te kilkaset dolarów więcej kompletnie nie rekompensuje dodatkowego użerania się z ludźmi - stwierdził, wzruszając ramionami. - Chociaż przyznaję, że gdybym miał wybierać między przygotowywaniem zwłok a tłumaczeniem rodzinie, dlaczego nie możemy zorganizować pogrzebu na jutro, wybrałbym twoje stanowisko.
Nie przeszkadzało mu, że pracownia była pozbawiona osobistych akcentów. Właściwie trudno byłoby mu wskazać cokolwiek, co sam chciałby tutaj zmienić. Dopóki pomieszczenie spełniało swoją funkcję, nie widział potrzeby ingerowania w jego wygląd. Zdecydowanie bardziej interesowało go to, co działo się na stole, niż to, co wisiało na ścianach.
- Widzisz? A mówią, że trudno się ze mną dogadać - rzucił, kiedy przyznała mu rację w kwestii zamienników. Nie miał zamiaru rozwijać tego tematu, skoro oboje najwyraźniej podchodzili do sprawy podobnie. Ruelle wiedziała, jakich produktów potrzebowała, a on nie zamierzał podważać jej kompetencji.
Oczywiście wiedział, ile ciał znajdowało się obecnie w zakładzie. Nie oznaczało to jednak, że potrafił dokładnie przewidzieć, ile czasu Ruelle potrzebowała na dokończenie swojej pracy. Zwłaszcza że nie zamierzał zaglądać jej przez ramię i sprawdzać postępów co kilkanaście minut.
- Bo zastanawiałem się, czy masz ochotę wyskoczyć gdzieś po pracy - odpowiedział po prostu. - Na kawę, coś do jedzenia. Cokolwiek, co nie wymaga przebywania w towarzystwie nieboszczyków.
Przez chwilę przyglądał jej się z rozbawieniem, po czym wsunął dłonie do kieszeni spodni. Nie miał w zwyczaju szczególnie komplikować podobnych propozycji. Jeśli chciał z kimś spędzić trochę czasu, po prostu o to pytał.
- Po prostu pomyślałem, że moglibyśmy pogadać o czymś innym niż trupy, dostawy i niezadowoleni klienci. Chyba że masz już jakieś plany.
Ruelle I. Prescott
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przynajmniej jedno z nich nie było negatywnie nastawione do terapii. Może i niejednemu pomogła, ale na pewno trzeba było się w nią odpowiedni angażować i starać się w swoim życiu coś zmienić. Sam fakt, że ktoś regularnie się zjawiał w gabinecie nie gwarantował, że wszystko nagle zacznie się układać. Wiedziała też, że na pewno nie nadawała się do czegoś podobnego. Jej metodą na radzenie sobie ze wszystkim było izolowanie się i zamykanie w sobie. Dotychczas jej nie zawiodło.
— Fakt — przytaknęła, bo lekarze bywali różni niezależnie od specjalizacji.
Nie sądziła, aby faktycznie były jakieś powody do tego, żeby rozwijała dalej ten temat. Nie sądziła też, aby Noe oczekiwał od niej, że jakoś to pociągnie. Rozmowa samoistnie wygaszała się i chyba żadne z nich nie czuło przymusu podtrzymywania sztucznej kurtuazji.
Każdy miał w życiu inne priorytety. Dla niektórych były nimi pieniądze i rzeczy lub usługi, jakie mogli za nie nabyć. Szkoda tylko, że często przez pogoń za bogactwem zaprzepaszczali czas, który mogliby poświęcić, aby się tym wszystkim nacieszyć. Chociaż: kto wie jak wyglądało życie tych najbogatszych miliarderów na co dzień.
— Jeśli liczysz, że kiedyś się z tobą zamienię to zapomnij — uprzedziła lojalnie, ale wiedziała, że zapewne nie o to mu chodziło.
Lubiła swoją pracę. Nawet jeśli była tymczasowa. Z pewnością nie byłoby tak samo, gdyby poza zajmowaniem się ciałami musiała jeszcze dodatkowo użerać ze wszystkimi klientami, którzy pewnie mieliby zdecydowanie zbyt dużo uwag i byli wprost irytujący. Wolała chłód i względną ciszę swojej pracowni.
— Po prostu mamy podobną etykę pracy — wyjaśniła pokrótce, bo była zdania, że dogadywanie się z kimś pewnie wymagało odrobinę więcej.
Czekał ją jeden denat, który został już zabalsamowany przez kogoś innego. Miała tylko go przygotować do umieszczenia w trumnie i ubrać. Całe szczęście nie miała do czynienia z kimś wyjątkowo schorowanym lub ofiarą wypadku czy brutalnego morderstwa. Standardowa procedura. Nie powinno jej to zająć zbyt wiele czasu.
— Nie piję kawy — odpowiedziała od razu na jego propozycję, ucinając twardo tę propozycję i dopiero wtedy przeniosła spojrzenie na Noego. — Ale pewnie powinnam coś zjeść. Powinnam skończyć za godzinę czy półtorej.
Nie miała pojęcia, co takiego chodziło mu po głowie. Nie bardzo umiała rozszyfrować jego zamiary. No, ale nigdy nie była najlepsza w odczytywaniu ludzkich emocji oraz w wyłapywaniu subtelnych sygnałów w czasie interakcji z innymi.
— Pewnie bym mogła, ale to zależy czy chcesz coś konkretnego. Raczej nie jestem szczególnie dobrą towarzyszką do rozmów — uprzedziła go lojalnie, bo pewnie zdążył już zauważyć, że nie należała do wyjątkowo rozmownych osób, ani takich, które pewnie ludzie mogliby uznać za nadzwyczaj przyjemne w obyciu.

Noe Villeneuve-Scott
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”