34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszyscy doskonale to wiedzieli, że ten plan miał więcej dziur niż jakiś pewników. Policja przecież też mogła wiedzieć więcej, jak oni Madoxowi przekazali jakieś szczątkowe informacje. A Pablo, czy on też był taki głupi, żeby nic nie zauważyć, że jego kobieta ma romans ze swoim ochroniarzem? No i co właściwie chciała zrobić Esmeralda? Uciec z Lopezem, gdzie tym razem, do Hiszpanii? Żeby tam wejść w jakiś handel... ludźmi na przykład? Skoro prochy i broń miała już obcykane.
Madox znowu zrobił kilka kroków za plecami Pilar, znowu przejechał palcami po jasnych włosach, bo to było jak rozsypane puzzle tysiąc kawałków, a oni teraz musieli to poskładać w jakąś sensowną całość. A zaraz się okazało, że to jeszcze nie wszystko. Bo jeszcze była jakaś jego siostra, mała dziewczynka. Oczywiście, że Madox od razu sobie pomyślał o tym, że Esme jest pierdolnięta, skoro skazała na takie coś drugie dziecko, tylko, że w zasadzie nie wiedzieli jakie dzieciństwo miała Aura, miał nadzieję, że trochę lepsze niż on. Usiadł koło Pilar opierając rękę na oparciu jej krzesła. I chyba nawet chciał zapytać o to samo co ona, czy Pablo wie czyje to dziecko, więc zaraz po jej słowach, wbił spojrzenie w matkę.
A ona co? Ona poprawiła sobie włosy, jak księżniczka, ale później zupełnie nie jak takowa pociągnęła ze swojego kieliszka rumu, zanim im odpowiedziała.
- Nie wie, nikt nie wie, tylko wy i ja, Lopez też nie... Ale on kocha Aurę, a Aura jego też... byłby dobrym ojcem - powiedziała ciszej. A Madox przesunął ręką po twarzy. Nie no kurwa cudownie. Chociaż Aura miała dwóch dobrych ojców, trafiła lepiej niż on, ale... jeden z nich był mafiosem, który handlował bronią, a drugi bezwzględnym ochroniarzem, jakimś kurwa mafijnym egzekutorem.
Noriega uderzył głowa w blat, bo to było już za dużo, matka, która uciekła od mafii do innej mafii, od jednego tyrana, z którym miała dziecko, do kolejnego, z którym też miała dziecko i znowu chciała uciec.
- Kocham Lopeza, a on mnie, chcemy... stworzyć normalną rodzinę - zajebiście. Madox nawet nie podniósł głowy, chociaż na usta cisnęło mu się tyle słów. Zajebista normalna rodzina.
Kiedy Pilar zapytała Esme, jak ona to sobie wyobraża, ta zaraz spojrzała na Madoxa, a później na Pilar.
- Skoro tutaj jesteście... - zaczęła, a Madox się podniósł, bo to brzmiało źle. Już dużo jej zaproponowali. Pilar kontynuowała i to na nią zerknął Noriega, ale Esmeralda wbiła spojrzenie w swój talerz, na którym leżała samotna, nie tknięta nawet empanada.
- Plan był taki, że jutro zadzwonią z posterunku, że znaleźli moje ciało, wszystko się zgadzało, oprócz tego pierdolonego tatuażu... A ja zniknę, razem z Lopezem, który zawsze mnie pilnuje. Pablo się wkurwi, że to jakieś porachunki, a za jakiś czas mieliśmy przechwycić Aurę. Pieniądze mam... - wyjaśniła, a Madox aż uniósł obie brwi, bo co ona pierdoliła - tylko plan się wyjebał - wzruszyła ramionami, a zaraz znowu wbiła te ciemne oczy w Madoxa. Oczy miał po niej. Miał też po niej najwidoczniej to, że jak plan się wysypał, to trzeba było go na bieżąco dziergać, uzupełniać, bo ona zaraz znowu się odezwała.
- Ale skoro już tutaj jesteście, to zabierzecie Aurę od razu, bo po śmierci mojej i zaginięciu Lopeza ty jesteś jej jedynym krewnym - powiedziała patrząc w oczy Noriegi.
- Pojebało cię, nie ma takiej opcji - Madox aż znowu wstał przeszedł się po pokoju - przecież Pablo myśli, że to jego córka, i co tak po prostu nam ją odda? - znowu stanął za plecami Stewart.
- Dowie się, że nie jest jego córką, mam wyniki badań genetycznych - Madox aż parsknął łapiąc się za głowę. Znowu zrobił dwa kroki w głąb pokoju, ale za chwilę już stał koło Pilar.
- Dobra, wykreśl nas z tego planu. Pilar chodź, spierdalamy stąd - już wyciągnął rękę ozdobioną tym tatuażem z różą do Stewart, ale zerknął jeszcze na matkę. Nie, to wszystko nie miało sensu, nie musieli jej przecież pomagać, skoro ona sobie tak to świetnie zaplanowała...
- Ona jest taka sama jak ty Madito… taka narwana - zaczęła, ale Madox doskonale wiedział, że teraz będzie go chciała wziąć na litość. Dobrze, że on nie był litościwy.
- I co z tego? Mam to w dupie - wypalił od razu. Tylko, że Esmeralda, nie dała za wygraną, bo zaraz przesunął się w kierunku Pilar, zaraz sięgała do niej, żeby złapać ją za rękę.
- Nie mogę jej tutaj zostawić Pilar, ona ma tylko siedem lat - na jej twarzy od razu wymalowało się pełne przejęcie.
- Nie no kurwa, chyba śnisz - warknął Madox i aż wstąpił miedzy nie, żeby jednak stanąć przed Stewart. Teraz jego ciemne tęczówki odszukały jej piękne, brązowe oczy - chodźmy stąd Pilar, ona robi to specjalnie, przecież wiesz - wszyscy to wiedzieli, ale Esme i tak zdecydowała się kontynuować przedstawienie, bo zaraz schowała twarz w dłoniach i odezwała się łamiącym głosem.
- Ja już nie wiem co mam zrobić, to wszystko miało być dla niej - Madox parsknął i się odsunął.
- No nie wierzę, nagle się w tobie obudziły matczyne uczucia? - syknął, ale zaraz znowu spojrzał na Stewart - Pilar... - według niego to już był ten moment, że powinni jednak stąd wyjść. Mieli wyjść po kolacji, co prawda nie zjedli za wiele, ale i tak żadne z nich już pewnie nic nie przełknie.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że Pablo nic nie wiedział. Tak samo jak oczywistym było, że Lopez nie miał pojęcia, że był ojcem Aury. Esmeralda trzymała to przed wszystkimi. A jednak — teraz ten sekret znali i oni. Pilar chociaż z początku łyknęła to wszystko od razu, zaczęła zastanawiać się, dlaczego Esme im o tym powiedziała. Jasne, chciała ich pomocy, ale przyszło to jakoś… za łatwo. Nikt nie wiedział. Nikt na tej jebanej planecie nie wiedział, a jednak im powiedziała. Coś tu kurwa nie grało, albo jeszcze nie mówi im całej prawdy. Chyba że faktycznie sama już nie dawała sobie rady?
Pilar czuła, jak boli ją głowa. Skronie pulsowały jej już tak energicznie, że miała wrażenie, że zaraz zwariuje. Nic tu nie trzymało się kupy, a kiedy Esmeralda oznajmiła, że plan był, żeby sobie po prostu uciekli, a potem przechwycili Aure, Pilar prychnęła głośno. Może za głośno.
Przechwycili jak? — pokręciła głową z niedowierzaniem, po czym wbiła ciemne oczy w te należące do matki Madoxa. — Co ty się kurwa filmów naoglądałaś? — nie mogła powstrzymać się od złośliwości. Plan Esmeraldy miał w sobie więcej dziur niż każdy spontaniczny Noriegi, w którym zawsze coś się wypierdalało. Jak ona niby chciała ją przechwycić, jeszcze po tym jakby uciekła? Przecież Pablo z pewnością wystosował by jakieś poszukiwania, nie mówiąc o tym, że skoro ktoś zamordował jego żonę, to mógłby chcieć też Aurę, więc pilnowali by jej jeszcze bardziej.
Dowie się, że nie jest jego córką? — znowu prychnęła. — A przepraszam jak? OD TRUPA? Skoro upozorowałaś swoją śmierć jak chcesz mu to przekazać? A może zostawić gdzieś wyniki, żeby sam się dowiedział? — nachyliła się w kierunku kobiety i spojrzała na nią surowo. Jakby to ona była tutaj matką albo jakimś bosem. — Wiesz co się robi z takimi dzieciakami? Myślisz, że Aura nie byłaby od razu do odstrzału, gdyby się dowiedział, że to dziecko Lopeza? Że pieprzyłaś się z innym od siedmiu jebanych lat, a on to dziecko wychowywał? — gadała jak najęta i szczerze? Mogła gadać tak jeszcze drugie tyle i to bez przerwy, aż do rozpoczęcia tego pieprzonego balu, bo TYLE właśnie było mankamentów w tym wspaniałym planie Esmeralny.
A jak się po chwili okazało, byli ich jeszcze więcej, kiedy z jej pełnych, czerwonych ust wyszło zdanie, że to Pilar i Madox powinni zabrać Aurę ze sobą. Pilar aż się wyprostowała i spojrzała na nią, jakby ona autentycznie postradała wszystkie zmysły. Wszystkie. Co do kurwa jednego.
Chyba cię popierdoliło — rzuciła, nawet przez moment się nie wahając. Pilar może i była narwana, bywała empatyczna, ale to? Narażanie się najbardziej niebezpiecznej osobie w całym Meksyku poprzez uprowadzanie jego dziecka? No kurwa na tyle głupi to nawet oni nie byli. Przecież to było skazanie się na śmierć.
Wzdrygnęła się, kiedy poczuła dotyk Esmeraldy na swojej skórze. Docierały do niej te łzy, kodowała je w swojej świadomości, a jednak zebrała dłoń i od razu wstała z miejsca. Teraz to ona musiała się przejść. Nawet nie zauważyła momentu, kiedy faktycznie zaczęła za sobą walczyć, by faktycznie jej pomóc.
Błagam was, naprawdę skończyły mi się opcje — Esme nie dawała za wygraną, ciągle łkając. Pewnie osiemdziesiąt procent z tego było tylko i wyłącznie na pokaz, ale brzmiało kurewsko realistycznie. — Tak bardzo ją kocham. Ona ma dopiero siedem lat — Stewart zacisnęła ręce w pięści i podeszła do jednej z gablotek, gdzie znajdowała się porcelana z motywem kwiatowym. Musiała zebrać myśli, zawiesić oko na czymś, co nie było kurwa nią. Tylko co z tego jak ona dalej mówiła, jakby czuła, że Stewart się łamie. — Madox, to jest twoja siostra… Chcesz ją tutaj tak zostawić? — kilka głębszych wdechów. Przejechała spojrzeniem po filiżankach równiutko ułożonych na górnej półce, próbując z całych sił ignorować przyśpieszone bicie serca, szalejące w piersi. — Pilar… przecież dobrze wiesz, jak to jest wychowywać się bez rodziców — trafiła w sedno. Jeszcze jak samą Esme Pilar miała głęboko w poważaniu, tak do dzieci zawsze miała słabość. Bo to zawsze chodziło o te niczemu niewinne dzieci, które po prostu urodziły się w złej rodzinie. — Chcesz żeby spotkał ją taki los? Żeby była tu z tym tyranem…
Zamknij się — przerwała jej w końcu, odwracajac się w ich kierunku i pociągając nosem. Nie płakała. Ale była kurwa blisko. Albo to pyłki czy coś. Nie zmieniało to faktu, że mentalnie faktycznie się ugięła. — Dobra, zrobimy to — rzuciła w końcu, przecierając twarz dłonią, by już po chwili znowu znaleźć się przy stole. Zanim jednak usiadła na miejscu zgarnęła butelkę rumu do ręki i nawet nie przejmując się by nalać cokolwiek do szklanki, złapała kilka łyków bezpośrednio do gardła.
Tylko trzeba to zrobić kurwa z głową. I na naszych zasadach — warknęła, już ani trochę się nie powstrzymując. Esmeralda nic nie odpowiedziała. Patrzyła na nią przeszklonymi oczami z wyczekiwaniu. Stewart złapała kilka głębszych oddechów, spróbują zebrać myśli i coś wymyślić na poczekaniu. — Po pierwsze trzeba nas jakoś wkręcić na ten bankiet. Pablo wie kim jest Madox? Widział go kiedykolwiek, wie jak wygląda? Jeśli nie to zdecydowanie powinno tak zostać. Nie powinniśmy iść tam jako goście… Zrobisz go jednym z twoich goryli. Dasz mu broń i powiesz wszystko, co powinien wiedzieć. Upewnisz się, że będzie jednym z tych, co będą pilnować Aury podczas imprezy. Mi załatwisz robotę przy kelnerowaniu. I broń — zamilkła na moment, zastanawiając się chwilkę. — Jeszcze przed tortem ty ulotnisz się z Lopezem. Nie będzie można zacząć bez ciebie. Pójdą cie szukać. Zostawią Aurę z Madoxem. Zgarniamy ją do siebie. A wy odbieracie ją od nas w określonym miejscu. To oczywiście scenariusz optymistyczny. Zostaje kwestia tego jak sprawić, żeby z nami poszła, jak pozbyć się ochrony i jak nie dać się zabić — wciąż była masa rzeczy do dopracowania, kurewsko dużo, ale wydawała się to na pewno lepsza baza niż żałosne ochłapy tego, co zaprezentowała im Esmeralda.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox w ogóle miał wrażenie, że są w jakimś kiepskim filmie... Nie no, tak właściwie to w zajebistym, pełnym zwrotów akcji, tylko, że Noriega nie za bardzo chciał w nim grać, bo mieli się poopalać na jakiejś dzikiej meksykańskiej plaży, a nie zastanawiać się jak uprowadzą dziecko największego gangstera w Acapulco, albo w ogóle w całej Ameryce Południowej.
- Coś... coś byśmy wymyślili - powiedziała Esmeralda, ale jej głos był już o wiele mniej pewny siebie. Chociaż Madox uznał, że to wciąż ta jej gra, że jak nie siłą, to będzie próbowała ich wziąć na litość. No i próbowała.
A Noriega zatrzymał spojrzenie na Pilar, już miał jej powiedzieć, żeby z nią nie dyskutowała, bo to nie ma sensu. Ale przecież gdyby powiedział to Stewart... też bez sensu, bo ona się go nigdy nie słuchała.
Oparł się o oparcie krzesła i nabrał powietrze w płuca krzyżując ręce na piersi.
- Zabiłby ją... gdyby się dowiedział i jeszcze połączyłby fakty, że akurat ty rzekomo umarłaś, ciebie też by znalazł i zabił - wtrącił się tylko w ich rozmowę. A kiedy Esmeralda na niego spojrzała to wzruszył ramionami. No przecież Madox od lat infiltrował takich gangusów, wiedział jak działają, czym się kierują. A zemsta często brała górę nad czymkolwiek innym, nawet nad więzami rodzinnymi, czy kurwa jakimiś wymyślonymi, bo ona przecież nie była jego córką. Spuścił na moment głowę, bo jak on by miał w to iść, to jak najdłużej utrzymywałby, że to córka Pablo, żeby ją chronić. Ale zanim w ogóle zdążył się z nimi tym podzielić, to matka już zasugerowała, nie, ona kurwa błagała ich, żeby to oni wzięli małą. Madox tylko kręcił głową, bo niedowierzał w to co słyszy, już trzy razy był przy drzwiach balkonowych, patrzył tylko na Pilar. A ona w te spodki.
Kurwa.
Za dobrze ją znał i już nawet miał do niej podejść i ją szarpnąć, że to nie jest ich sprawa, ale wtedy Esmeralda rzuciła tym, że to jego siostra i on chce ją tutaj zostawić.
- Nie mam siostry - warknął i zrobił krok w kierunku Esme - matki też nie, jak wczoraj modlił się o to, żeby ten trup nie okazał się jego matką, tak dzisiaj przyjąłby ten fakt z pocałowaniem ręki. Obejrzał się na Pilar, kiedy Esmeralda zwróciła się do niej.
- Zostaw ją - i znowu warknął na matkę, bo przecież ona doskonale wiedziała w co celować, i o ile Madox te jej teksty miał głęboko gdzieś, w dupie konkretnie, bo co go obchodziła jakaś małolata, nawet jej nie znał, nie jego problem. To przecież znał Pilar, to wiedział, że ją to dotknie bardziej. Aż wyciągnął do niej rękę, kiedy się odwróciła, ale wtedy ona powiedziała to dobra, zrobimy to, a Madox się cofnął, patrzył to na jedną to na drugą.
- Popierdoliło was obie, ja wychodzę, jakbyś mnie szukała to jestem z Matteo i Guilią na basenie - rzucił do Pilar i rzeczywiście zrobił kilka kroków w kierunku wyjścia na taras. Tylko, że Stewart już zaczęła snuć plan.
- Pilar! - syknął i zrobił kolejną rundkę po pokoju. Nawet przez myśl mu przeszło, żeby przerzucić ją sobie przez ramię i po prostu spierdalać. Ale zdawał sobie doskonale sprawę, że jak ona się nakręci, to przecież nie ma zmiłuj. Nabrał mocno powietrze w płuca, podszedł do jej krzesła i odszedł. Miotał się.
Nie muszą w tym brać udziału. Muszą?
Dla Esmeraldy? Nie, na pewno nie. Dla tego dziecka? Nie znali jej nawet. Ale czy to znaczy, że powinni ją tutaj zostawić? Mogliby. Matka chciała ją tutaj zostawić...
Tak jak jego, w Medellin, na pastwę losu, licząc się z tym, że będą chcieli go zajebać, za to co zrobiła. Pablo może też by chciał? Kopnął jakąś komodę, ale wazon na niej tylko zadrgał niebezpiecznie.
Esmeralda już kręciła głową.
- Nie wie, wie, że mam syna, ale nie widział... - zaczęła, ale Madox już stał obok nich.
- Widział... - odwrócił się do Pilar, bo chciał jej znowu proponować, żeby się stąd zawijali, ale Esmeralda wtedy zapytała.
- Co? - i złapała go za ramię, żeby na nią spojrzał. Odwrócił się, ale zaraz po prostu stanął między nimi obiema, westchnął ciężko.
- Pablo był w Emptiness, raz nawet siedzieliśmy razem przy stole, nie wie, że jestem twoim synem, bo podałem mu fałszywe nazwisko, w ogóle w tamtych kręgach jestem Matteo - zerknął na Pilar, no bo śmieszeni się złożyło, że on akurat udaje jakiegoś Matteo, a oni z jednym mieszkają. Bardzo zabawne.
Nie, wcale nie było im do śmiechu, bo nagle ten świetny plan Pilar miał kolejne dziury.
- Nie wiem czy mnie pozna, ale... - akurat Madox był charakterystyczny, chociaż wtedy nie miał jasnych włosów, ale miał już te wszystkie dziary. Raczej nie poudaje w ten sposób ochroniarza, podrapał się po potylicy - a kogo zapraszacie na te urodziny? - zapytał, a Esmeralda podniosła na niego spojrzenie, bo przez chwilę usilnie wpatrywała się w swoje dłonie.
- Wszystkich... Jakiś przyjaciół Pablo, trochę dzieci, moje koleżanki... - zaczęła wymieniać, a Madox znowu zerknął na Pilar. W końcu jednak chwycił ją za rękę i pociągnął, nawet się nie zatrzymał kiedy Esmeralda krzyknęła za nim Madito, kiedy wyciągał Stewart na taras, pod tą różaną pergolę, którą połamał i z której spadł. Tylko, że zamiast ją ciągnąć przez podwórze do furtki, to on ją postawił pod tymi różami, to zacisnął palce na jej ramieniu.
- Pilar… przegadajmy to - zaczął, Esme obserwowała ich przez okno - zadzwonię do niego i się wkręcę na tą imprezę, ale jeśli to się wypierdoli to będzie źle, kurewsko źle... - bo teraz to on ryzykował tą swoją przykrywką z Toronto przecież - sama nie pójdziesz - ubiegł od razu jej kolejne cudowne pomysły, zerknął jeszcze ponad jej ramieniem na matkę, ale zaraz wciągał ją już głębiej pod te róże. Tak że kiedy zrobił krok w jej kierunku, to plecy Pilar zderzyły się ze ścianą.
- Więc jeśli w to wejdziemy, to trzeba iść na całość, bez żadnych półśrodków, bo nie będzie odwrotu, nie wykręcimy się - on się nie wykręci, bo jak Pablo się dowie, że ten sam Matteo u którego w klubie się zabawiał, chce go zrobić w chuja... Jest synem jego żony... I bratem dziecka, które tak naprawdę nie jest jego dzieckiem.
Bardzo pojebane to było.
Ale czy oni przecież nie przyciągali do siebie takich pojebanych akcji? Zawsze?
Przyciągali, byli jak jakiś kurewski magnes na kłopoty.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To był zły pomysł.
Kurewsko zły.
Nie powinni się w to mieszać. Wiedziała to. A jednak i tak była na tyle głupia, żeby przystać na błagania Esmeraldy. A przecież miała być na nią odporna, miała nie zwracać uwagi na jej błagania i ckliwe historie. I pewnie tak by było, tylko kurwa od kiedy w grę wchodziło niczemu niewinne dziecko… Stewart jakoś nie potrafiła odpuścić. Zupełnie jak wtedy, gdy została postrzelona na misji. Wtedy też zamiast zająć się pracą, skupiła się na dzieciaku w aucie i prawie przypłaciła za to życiem. Tu robiła dokładnie to samo, głupio łudząc się, że tym razem wszystko pójdzie zgodnie z planem. Oczywiście, że nie pójdzie, bo przecież ten plan był kurwa cały dziurawy. Pod żadnym względem nie był dopracowany. On nie miał prawa się po prostu udać.
A zaraz okazało się, że nawet planu nie mieli, bo Madox nagle oświadczył, że Pablo go zna. Pilar spojrzała na niego równie zaskoczona co Esmeralda, chociaż to spojrzenie Stewart miało w sobie o wiele więcej wyrzutów. Przecież powiedział, że go nie znał, że gdzieś o nim słyszał. Znowu ją skłamał. W pierdolone żywe oczy ją skłamał. Aż złapała więcej powietrza w płuca, zastanawiając się, jak wiele rzeczy jeszcze przed nią ukrywał.
Wcale nie było jej do śmiechu, kiedy oznajmił, że przedstawiał się jako Matteo. Nic z tego nie było śmieszne. Ba, cała ta sytuacja była poważna, grobowa wręcz. Bo dokładnie do grobu trafi cała ich trójka, jeśli cokolwiek z tego by poszło nie tak. A może nawet nie. Może za to co zrobili, Pablo nie zagwarantowałby im nawet grobu.
Co z twoimi gorylami? — rzuciła jeszcze zanim Esmeralda zaczęła wymieniać kto będzie na przyjęciu. — Jaką masz pewność, że cię nie sprzedadzą? Nie uwierze kurwa, że żaden z tych dwunastu typów będzie ci wierny jak Lopez — przecież wiedzieli o przybyciu Pilar i Madoxa, połowa z nich była przy akcji z bronią, przy połowie rozmawiali po hiszpańsku. Skąd Esme mogła wiedzieć, że byli godni zaufania? Przecież to Pablo im płacił. Tacy ludzie zawsze mieli jakąś kwotę, która sprawiłaby, że zaczeliby gadać. Miała jej nawet o tym powiedzieć, wypomnieć to, tylko wtedy Madox szarpnął ją za przedramię i pociągnął na taras.
Prychnęła głośno na jego Pilar przegadajmy to i przewróciła oczami. Teraz chciał gadać?
Wiedziałeś, że to dom Pablo? — warknęła na niego praktycznie od razu, strącając sobie jego rękę z ciała. — Wiedziałeś w co się tu ładujemy zanim tu przyjechaliśmy? Odpowiedz mi! — kompletnie ignorowała jego pytania, zadając własne. — Co jeszcze przede mną ukrywasz? — w jej głosie dało się słyszeć wyrzut i złość. Bo była na niego zła. Bardzo. Bo co, nagle to był jeden wielki przypadek, że akurat w Toronto zabrał się za sprawę z przemytem broni, a oni nagle trafili do domu prowodyra całej zabawy? Że jeszcze wczoraj skiskował coś z Eliotem? Miała uwierzyć, że to był jebany zbieg okoliczności? Jej złość spotęgowała się jeszcze bardziej w momencie, gdy oznajmił, że do niego ZADZWONI i poprosi o zaproszenie.
Chyba cie popierdoliło — wbiła w niego ogniste spojrzenie. — Do reszty cię kurwa popierdoliło, Madox — znowu nie gryzła się w język, co Esme z pewnością mogła usłyszeć. Może niepotrzebnie, dlatego Pilar zaraz odchrząknęła i spuściła z tonu. — Nie ma nawet takiej opcji, że będziesz się bezpośrednio narażać. Nie zgadzam się — to nawet nie podlegało dyskusji. Nie kurwa i koniec. — Co ty myślisz, że nagle zadzwonisz do niego jak gdyby nic z Toronto, a on zaprosi cie na urodziny córki do jebanego meksyku na drugi dzień i uwierzy w to, że tak po prostu sobie przyleciałeś? Przecież byłbyś pierwszym podejrzanym w całej sprawie i pierwszym do odstrzelenia — nie mogła na to pozwolić. Po prostu nie mogła. Czuła podskórnie, że taki scenariusz wysypałby się w pierwszej kolejności, a potem co? Nawet gdyby uciekli Pablo doskonale wiedziałby, gdzie go szukać. Nie miałby dzień, a Madox miałby meksykańską mafie w Emptiness.
Wstrzymała powietrze, kiedy przycisnął ją do ściany, kiedy znalazł się tak blisko. Nagle zatęskniła za tymi wakacjami, które mieli tutaj mieć. Za plażą, na którą nigdy nie poszli, za wypadem na miasto, które nigdy nie miało miejsca i drinki z palemką, które nie wiedzieć kiedy zamieniły się na czysty rum, walony prosto z butelki. To nie tak miało wyglądać.
Wzięła głęboki oddech, próbując się nieco uspokoić, skupić na znajomym zapachu jego ciała, jakoś zebrać myśli. Tylko teraz jej myśli zawirowały już tylko wokół tego, jak zapewnić Madoxowi bezpieczeństwo w tym wszystkim.
Potrzebny nam w takim razie inny plan — rzuciła spokojnie, opierając głowę o chłodną ścianę, chociaż serce wciąż waliło jej w piersi jak oszalałe. Podniosła spojrzenie na Noriegę, a zaraz przyciągneła go do siebie jeszcze bliżej, łapiąc za szorstkie policzki. Tak blisko, że z daleka wyglądali, jakby się po prostu całowali. Pilar jednak nie złożyła na jego ustach pocałunku, a jedynie zahaczała ciepłe wargi swoimi przy każdym, wypowiadanym słowie. — Albo jak pomóc twojej matce i wyprowadzić stąd Aurę, albo jak się z stąd ulotnić — bo przecież ta opcja też była jeszcze na stole, gdyby dobrze to rozegrali.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kłamał ją, ale to wszystko łączyło się z tą sprawą z Eliotem, o której on po prostu nie mógł mówić, więc może jej nie kłamał? Może tylko po prostu przemilczał te kwestie? A teraz się wysypał, nie tylko przed nią, ale też przed matką. Cudownie, bo jeśli coś się zacznie sypać, to ona też mogła go sprzedać, tak jak to zrobiła dziesięć lat temu. Jeszcze mało ludziom się naraził? Potrzebował większej dawki wrażeń?
Nie. Akurat tym razem liczył, że naprawdę trochę odpoczną, ale w Meksyku? Może oni powinni jechać do jakiejś kurwa Łeby nad Bałtykiem, żeby nie nadziać się na jakąś mafię? Chociaż kto wie, czy tam nie okazałoby się, że Madox ma jakiś znajomych polskich gangsterów? Nigdy nic nie wiadomo.
Z nim jest nigdy nic nie wiadomo, i teraz też szarpnął Pilar na zewnątrz mimo, że Esmeralda chciała coś jeszcze powiedzieć, może o tych gorylach? No ale wrócą jeszcze do tego, bo teraz oni, we dwójkę, musieli sobie wyjaśnić pewne kwestie.
Przejechał palcami po twarzy na to jej pytanie, ale pokręcił głową.
- Nie, to akurat był pierdolony zbieg okoliczności - bardzo głupi żart od losu, który uwielbiał ich kopać po tyłkach. Znowu pokręcił głową, bo jakby wiedział w co się ładują, to na sto procent by jej tu nie zabrał.
Kurwa. Przecież nie narażałby jej.
Nabrał powietrze w płuca.
- Dobra... - zaczął i ściszył głos, do szeptu, chociaż chyba byli tu sami? Ale i tak przysunął policzek do jej ucha, a nawet odezwał się po angielsku, skoro tutaj nie wszyscy go znali - tylko się nie denerwuj - i tak już była na niego wściekła, wiec mógł sobie pogadać - od jakiegoś czasu pracuję z policją nad tą sprawą z Pablo, mam już na niego mocne dowody, te zdjęcia, dużo nagrań z Emptiness, możemy go zamknąć... - oddech mu przyśpieszył osadzając się na jej uchu - mieliśmy się z tym wstrzymać do jego następnej wizyty w Toronto, ale... - odsunął się i znowu zaciągnął powietrze w płuca, znowu przesunął palcami po włosach - to chyba destino - czy Madox wierzył w takie rzeczy jak przeznaczenie? Chyba nie do końca. Ale wierzył, że jak jest okazja, to trzeba z niej korzystać, całe życie korzystał z okazji.
Wywrócił oczami, kiedy się uniosła, chociaż prawda jest taka, że przecież go do niej przyciągał właśnie ten ogień. Tak go przyciągał, że już po chwili wciągał ją pod ten różany krzak i przypierał do ściany.
- Nie no kurwa, wiadomo, że w to nie uwierzy, że przylecę tu specjalnie na urodziny jakiegoś gówniarza, zadzwonię, że jestem w Acapulco, na wakacjach i chcę z nim gdzieś wyskoczyć, polecał mi jakieś kluby ze striptizem, lepsze dupy niż w Emptiness i te sprawy, ale no... on powie, że ma urodziny córki, a ja mu wtedy powiem, że bardziej niż kluby ze striptizem lubię tylko imprezki urodzinowe siedmiolatek... - spojrzał na nią unosząc brew, ale zaraz strzelił znowu oczami - chujowo to brzmi, ale jakoś się wkręcę - akurat jeśli o wkręcanie się na krzywy ryj na imprezki, to Madox był mistrzem. Nawet nie podlegało to wątpliwości, a przede wszystkim to on w siebie w ogóle nie wątpił. Może to nie był najlepszy plan, ale Madox się tym nigdy nie przejmował. Najwyżej coś zaimprowizuje... Jakąś kulkę w dupę.
Przysunął się do niej bliżej, kiedy oparła dłonie na jego policzkach, zaciągnął się zapachem jej perfum, szorstkie opuszki ułożył na jej palcach, na gładkiej, ciepłej skórze, klatka piersiowa unosiła mu się w niespokojnym oddechu, kiedy jego ciemne tęczówki złapały jej piękne, przenikliwe spojrzenie. Zawahał się.
Zastanowił się. Mogli to zostawić. Pablo i tak by się pojawił w Toronto, tam by go zamknęli, taki był plan od początku. Mogli mieć w dupie Esme.
- Ona ją tu zostawi, tak jak mnie zostawiła w Medellin, gdyby nie Rosa to by mnie tam zajebali, Pablo tą młodą też zabije jak się dowie - teraz nagle Madox ma jakieś wyrzuty sumienia? A może on chciał po prostu dokończyć tą akcje z policją? I teraz się tylko przykrywał dziewczynką?
- Chcesz stąd uciec? Może ty pojedziesz do Acapulco i jutro pójdziesz na policję i to wszystko wyjaśnisz, a ja zostanę? - to w ogóle był najlepszy plan. Chociaż może Madox naprawdę tak myślał. On zawsze pracował sam. Tutaj poudawał, tutaj się zakręcił i jakoś to było...
Chociaż ostatnio było tak, że najpierw Dalton go postrzelił, a potem jeszcze prawie się utopił i zamarzł. A to był tylko Nick Dalton, a nie jakiś pierdolony Pablo Gonzales. I jego parszywa dwunastka... ochroniarzy.
Znowu się zamyślił, serce waliło mu w piersi jak szalone, ale nie za sprawą bliskości Stewart, po prostu Madox wierzył w to, że to się może udać.
- Skoro już tu jestem, to... Muszę wyciągnąć od Pablo tylko jedną rzecz, i wtedy on będzie skończony, pójdzie siedzieć na sto lat, a stara i Aura mogą sobie uciekać gdzie chcą - kolejny świetny plan. Ale on już się nakręcał, już zakładał, że wszystko pójdzie po jego myśli. Jakby się kurwa jeszcze nie nauczył, że nigdy nie szło. Że ostatnio dobitnie nic nie szło tak, jak to sobie założył. Ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana nie?
Szkoda tylko, że Madox wcale nie lubił szampana.
A zresztą po co mu to wszystko było?
Bo może tak by trochę udobruchał Eliota? Dwie pieczenie na jednym ruszcie, czy coś.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pierdolony zbieg okoliczności. Tak to się teraz nazywało. Zwykły przypadek, że oni akurat znaleźli się w samym centrum akcji, którą Noriega prowadził w Toronto z policją na temat Pablo Gonzalesa. I ona miała w to uwierzyć? Nie miała zamiaru. Takie przypadki się przecież nie zdarzały. Tylko pytanie kto tutaj rozdawał karty. Czy faktycznie Madox był o krok przed Pablo? Czy może jednak odwrotnie?
Uniosła spojrzenie, by przyjrzeć się jego ciemnym oczom. Oczom, które w ostatnim czasie karmiły Pilar samymi kłamstwami. Czuła to. Czuła, że z jakiegoś powodu przestaje mu ufać. Czy to przez tą sprawę z Daltonem tak straciła czujność? Kiedy przeoczyła moment, kiedy przestali być ze sobą szczerzy?
I to tyle? — prychnęła pogardliwie. — Cała ta twoja wielka tajemnica, o której nie mogłeś mi powiedzieć to Pablo Gonzales i jego broń? — spojrzała na niego jak na wariata. Serio? To był ten sekret? O co ona miała się wkurwić? O to, że prowadził sprawę z policją dotyczącą mafiozo, który handluje bronią? Przecież doskonale zdawała sobie sprawę, że Noriega pracował dla policji. Był informatorem, a to zaś wiązało się z tym, że mógł być czasami mniej lub bardziej zaangażowany w pewne sprawy. Albo znowu ją kłamał. I to wcale nie było wszystko.
Przewróciła oczami, kiedy nazwał ten cały cyrk przeznaczeniem. Jednak zaraz kiedy zaczął prezentować swój plan na wciśnięcie kitu Pablo, utkwiła spojrzenie w jego ciemnych oczach. Nawet nie drgnęła. Słuchała go uważnie, chociaż w środku autentycznie miała ochotę go rozszarpać.
Świetnie — rzuciła z udawanym entuzjazmem, by już po chwili kompletnie spoważnieć. — I co, może jeszcze ty sam go zakujesz w kajdanki i zamkniesz? — wbiła palec w jego klatkę piersiową z zamiarem by go odepchnąć, jednak finalnie po prostu wwierciła go w materiał jego koszulki. — Żeby przeprowadzić akcje na taką skalę potrzebujesz zastępów policji i całej przemyślanej akcji. Przecież tam się jutro będzie roić od ochroniarzy i ludzi z pistoletami, tylko czekającymi, żeby władować komuś kulkę w łeb. Nie jesteś w stanie tego zrobić sam, Madox. Eliot by cię chyba zapierdolił, jakbyś zjebał tą sprawę, bo ego podskoczyło ci do góry — akurat ona wiedziała, co mówiła. Na co dzień pracowała przy tego typu obławach i doskonale wiedziała, z czym to się wiązało. Jak potrzeba było mieć na miejscu odpowiedni oddział, snajperów, informatyków i cały transport ogarnięty logistycznie. Nie wspominając nawet o tym, że Pablo mógł mieć przecież kerta w policji. Pewnie więcej niż jednego. Cały plan Madoxa — a raczej jego brak — było jednym wielkim wystawieniem się na pewną śmierć.
A nie możesz po prostu wyciągnąć z niego tą jedną rzecz, co potrzebujesz, a schwytać go w Toronto? — uniosła brązowe oczy na jego twarz, a palce, które wcześniej wbijała mu pierś, teraz zacisnęła na koszulce, szarpiąc w swoją stronę. — Nie chce, żeby coś ci się stało — wyrzuciła w końcu z siebie, przy okazji zagryzając od środka policzek. Pilar nienawidziła okazywać słabości, a jenak przy nim zaczynały mięknąć jej nogi. Cały jej gniew wywodził się z tego, że po prostu bała się, że coś mu się stanie. Czuła to kurwa w kościach, że to nie miało prawa się udać. Już za dużo w swoim życiu widziała takich narwańców, którzy teraz całowali piach.
Ale jak tu się nie wkurwiać, kiedy on mówił takie rzeczy jak: jak chcesz uciekać, to możesz wracać do Acapulco. I nie wiedzieć kiedy zamiast z troską, to znowu patrzyła na niego z wyrzutem i gniewem w oczach.
Wiesz co? Pierdol się — warknęła i tym razem już faktycznie go od siebie odepchnęła. — Ty i te twoje tajemnice — one też mogły się pierdolić. — Daj znać, jak zaczniesz traktować nas jak zespół. A nie jak kulę u nogi — ostatni raz spojrzała w jego oczy i wróciła do środka. Nie miała ochoty z nim gadać. Po dziurki w nosie miała już tego, że on zawsze wszystko chciał załatwiać sam. Jeśl potrzebował w swoim życiu laski, która słuchałaby się go na każdym kroku i wracałą grzecznie do hotelu za każdym razem, jak o to poprosił, to trafił pod zły adres. Bo na jego nieszczęście Pilar nie miała zamiaru się nigdzie bez niego ruszać.
Załatw mi pracę na barze i broń — rzuciła do Esmeraldy od razu na wejściu, po czym usiadła na krześle i znowu napiła się rumu. — I będę potrzebowała też jakieś ciuchy.
A Madito?
A Madito sam sobie załatwi wejściówkę — rzuciła oschle w odpowiedzi, łapiąc jego spojrzenie.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmarszczył brwi, kiedy to powiedziała, czy to tyle, bo to niby było mało? Jeszcze jej się przyznał, że współpracuje z policją, kiedy półświatek myślał, że on przecież jest po ich stronie, wszyscy tak myśleli, ale dla Pilar to było mało.
Faktem jest, że tego sekretu i tak jej nie zdradził, ale powiedział jej i tak za dużo. Eliot by go zajebał, a potem poprawili by jeszcze gangusy z Emptiness, którym grał na nosie. Zrobią to, jak się dowiedzą, że on się wpierdala w takie rzeczy, to to zrobią. Ale się przecież nie dowiedzą, bo Madox uważał, że teraz już wszystko pójdzie gładko jak po maśle...
Jak po gruzie chyba, wymieszanym z tłuczonym szkłem.
- No nie... tym niech się zajmie policja, my go im tylko wystawimy - Madox tu nawet nie miał kajdanek, ale mógł wziąć ze sobą jakieś, przykuć nimi Pilar w tej ich wynajętej hacjendzie i oszczędziliby może trochę nerwów?
Nie, nie oszczędziliby, tylko ona by się gorzej na niego wściekała. Chociaż i tak już poczuł ten jej palec na swojej klacie, zerknął na niego na dół.
- Eliot i tak chce mnie zapierdolić, zresztą to jest nieważne. To Monotoya go przymknie, ja tylko dostarczę mu... jej... im dowody, a oni niech przeprowadzają akcję - Madoxowi to się to wszystko zawsze wydawało takie proste, ale prawda jest taka, że zupełnie inaczej to wszystko wyglądało od strony ulicy, niż policji. Bo na ulicy, czy w Emptiness, jak była szansa to się w to szło, a nie czekało, aż ktoś ci obstawi dupę. Znowu zawiesił spojrzenie na jej oczach, bo widział, że nie jest przekonana, ale chyba nie powinien jej się wcale dziwić, bo on tutaj snuł jakiś irracjonalny scenariusz, jakiś plan, który był tak pełen dziur, że nie możliwe, żeby wypalił.
Chociaż Madox wierzył, że wypali.
- Muszę wyciągnąć tą jedną rzecz... - powtórzył zaraz po niej, a przez moment nawet chciał zanegować to schwytanie Gonzalesa w Toronto, ale kiedy Pilar powiedziała to nie chcę, żeby coś ci się stało, to się zawiesił. Zamknął. Bo on też nie chciał, żeby coś jej się stało.
Dlatego zaraz zaproponował to, żeby wróciła do Acapulco, a co usłyszał? Że ma się pierdolić. Cofnął się kiedy go popchnęła i nawet sięgnął do niej ręką, ale tylko przesunął palcami po jaj ramieniu, tylko odprowadził ją spojrzeniem, bo jeszcze przez chwilę stał na tym tarasie między tymi różami i trawił jej słowa. Chciał ich traktować jak zespół, ale czy w tej sytuacji się w ogóle dało?
Bezpieczniej byłoby...
Znowu się szarpnął, odwrócił i przesunął palcami po karku, ale w końcu wszedł za nią do środka. Ale zamiast do Pilar, to podszedł do Esmeraldy.
- Dobra, muszę wiedzieć, gdzie Pablo trzyma broń, tą która idzie na przemyt, gdzieś tutaj? - wiedzieli gdzie mają magazyn w Kanadzie, kto tam odpowiada za wszystko, wiedzieli, że robi interesy z Pablo, akurat na to Madox miał w chuj nagrań, jak Franki bawi się z Pablo w jego klubie. Nie wiedzieli tylko gdzie tutaj trzymają broń, to była ta rzecz, którą musiał wyciągnąć od Gonzalesa.
Esmeralda spojrzała na niego i przez chwilę się nad tym zastanawiała.
- Tutaj... To znaczy nie w domu, ma taki ukryty magazyn pod polem golfowym - wyjaśniła, a Madox się skrzywił.
- Kurwa, nie umiem grać w golfa, to trudne? - zerknął na matkę, a potem nawet na Pilar, ale Esme wywróciła oczami. Postukała paznokciami w blat stołu.
- Strzela też tam czasem do ruchomych celów - Madox uniósł jedną brew, bo brzmiało mu to co najmniej dziwnie, ale Esmeralda zaraz wyjaśniła - to taki sprzęt, wyrzuca dyski, ale Pablo jest w tym bardzo kiepski... Zawsze z nim wygrywam, w ogóle Pablo kiepsko strzela, mnie nauczył Lopez... - trochę się chyba zagalopowała, wiec zaraz się zamknęła.
Madox też się nie odzywał, bo on też kiepsko strzelał. Ale wiedział, kto robi to dobrze. Jego ciemne tęczówki spoczęły znowu na twarzy Pilar.
- Dobra, ja... Zadzwonię do Pablo, powiem, że jestem na wakacjach w Acapulco, że się nudzę... Muszę jakoś się wkręcić na to pole golfowe, a później na imprezę - jeszcze dokładnie nie wiedział jak, ale taki miał plan. Golf z Gonzalesem, zwiedzanie jego ukrytego magazynu, a potem urodzinki jego córeczki i porwanie. Proste.
- A wy, jaki macie plan? - tu spojrzał na matkę, ale zaraz odwrócił się w kierunku Pilar. Esmeralda westchnęła ciężko.
- Spróbuje zasugerować Pablo, że powinien sobie przed imprezą odpocząć na polu golfowym - powiedziała spoglądając na Madoxa, ale zaraz ona też wbiła spojrzenie w Stewart - ale musicie zabrać ze sobą Aurę, ona jest najważniejsza - Noriega już miał jej powiedzieć, że od kiedy ona tak się liczy z kimkolwiek innym, ale tym razem ugryzł się w język. Teraz czekał na jakieś decyzje Pilar. Bo skoro już byli w tym razem... Skoro on jej przedstawił swój plan.
- Nie no kurwa, nie możesz być na barze - odezwał się w końcu, ale może mogła? Może to była dobra opcja, przecież obsługa nigdy nie rzuca się w oczy. Jak Ruby, stała sobie grzecznie na barze, a co na koniec odwaliła.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy ma się zająć tym policja? — spytała. Chociaż nie, ona nawet nie pytała, tylko warknęła na niego, nie żałując sobie ostrego tonu. — Kiedy ty chcesz z nimi porozmawiać, jak nawet nie masz przy sobie telefonu! — może niepotrzebnie się unosiła, może powinna nieco stonować, bo przecież krzyki i tak nic tutaj nie dadzą, ale… kurwa, nie mogła znieść tego, że on nie widział, że to była kompletnie zgubna akcja. Że to nawet nie miało porządnego fundamentu. A przecież bez tego, to wszystko, co się zbuduje mogło w ułamku sekundy jebnąć w gruzach. A w tym wszystkim on.
Bo to o niego najbardziej jej chodziło.
Nawet nie myślała o sobie w tym wszystim. Ona tylko miała zagrać jakiś dodatek na barze, może przypodobać się Aurze, dać jej jakiegoś batonika ukradkiem, pobawić się z nią pod ladą, zdobyć jej zaufanie. Ale on? On kurwa musiał wyciągnąć informacje od jednego z najgroźniejszych ludzi w całym Meksyku. A zaraz jeszcze się okazało, że nie tylko wyciągnąć, ale i znaleźć się w magazynie pełnym broni. Aż złapała w płuca więcej powietrza i wbiła w niego swoje ciemne tęczówki.
I co, może jeszcze on tak po prostu pokaże ci ten swój magazyn? — prychnęła, kręcąc głową. — Naprawde byłby tak głupi, że zabierze kolesia, z którym raz pił rum w Toronto na wizytacje w miejscu, gdzie robi przekręty międzykrajowe? — Pilar nie znała Pablo, ale miała całkiem dobre pojęcie o tym jak działała mafia. Ciężko było zdobyć ich zaufanie. Ludzie latami próbowali piąć się w szczeblach, by w ogóle uzyskać jakiekolwiek informacje i wjazd do tych najbardziej strzeżonych miejsc, a Madox myślał, że po jednej randce w golfa Gonzales po prostu go tam zabierze? No kurwa no nie.
Patrzyła na niego jeszcze chwilę. Gromili się wzrokiem przez kilka dzikich uderzeń ich serc, które chyba po raz pierwszy były ze sobą tak bardzo sprzeczne. Chociaż gdyby robić to na czynniki pierwsze, oboje wychodzili ze swoimi intencjami z dobrego miejsca, oboje bali się o siebie nawzajem i nie chcieli dopuścić do tego, by stało się coś złego. A jednak z finalnej kwestii nie potrafili się dogadać. A najgorsze w tym wszystkim było to, że ona doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Madox to zrobi, czy ona tego chciała czy nie. Wiedziała to. Widziała to w jego ognistym spojrzeniu, które wwiercało się w samo dno jej duszy. Aż Esmeralda musiała głośno odchrząknąć, by w końcu oboje zeszli na ziemię.
A rób kurwa jak uważasz — wycedziła w końcu i machnęła na niego reką. Nie miała w sobie takiej siły przerobowej, żeby go zatrzymać. Trzeba było wziąć trochę taśmy od grubego, to może mogłaby go chociaż przywiązać do jakiego kaloryfera, a potem zaciągnąć siłą na lotnisko. Przeniosła wzrok na Esmeraldę. — Będziemy potrzebować nasze rzeczy. Telefony przede wszystkim — Pilar swój również. Bo chociaż nie chciała, to w jej głowie wirowała taka myśl, czy by nie zadzwonić jednak do Eliota. Może mieli jakieś wsparcie na miejscu? Mogli kogoś załatwić? Nawet jeśli Madox tego nie rozumiał, ona wiedziała z doświadczenia, że do takich akcji potrzeba było sztabu ludzi, chociażby żeby zainterweniowali, gdyby cokolwiek się wypierdoliło. Nie podjęła jednak jeszcze decyzji, czy to zrobi.
Co z Aurą? Jaką możemy pewność, że Pablo spuści z niej wzrok? — zastanowiła się na moment i spojrzała na Esmeraldę. — Ile goryli zazwyczaj z nią chodzi?
Trzech — odpowiedziała praktycznie od razu, a Pilar pokręciła głową. Trzech? Jak ona kurwa zdejmie trzech goryli? — W tym Lopez — no to już był jakiś punkt zaczepienia.
A nie może Lopez jej po prostu wyprowadzić? — spytała bez ogródek, bo to by przecież był najłatwiejszy scenariusz. — Aura już go zna, ufa mu, może mógł nawet odesłać pozostałych goryli?
Mają zasadę, że nigdy nie chodzą solo.
To co według ciebie mamy zrobić, co? — uniosła się. Kurewsko irytowało ją, że Esmeralda oczekiwała, że to oni odwalą za nią całą robotę. Że nastawią się, podczas gdy ona po prostu zniknie. — Daj nam coś kurwa, cokolwiek — nachyliła się nad stołem w jej kierunku, ale kobieta tylko na nią patrzyła. O czym myślała? Pilar nie miała zielonego pojęcia, bo sama zastanawiała się tylko i wyłącznie nad planem. — A jakby dosypać im do drinków jakieś proszki nasenne? — zaproponowała w końcu, a zaraz wzrok z Esme przeniosła na Madoxa. Bo może to było jakieś wyjście? Skoro to Stewart miała być na barze, może mogła to jakoś ogarnąć? Przecież nawet goryle coś musieli pić podczas takiej imprezy.
Mogę to załatwić — odezwała się w końcu Esmeralda. Brawo. No w końcu się na coś przyda, a nie tylko przyjdzie na gotowe. — Tylko… — zawahała się, ściągając na siebie ich spojrzenia. — Tylko musisz to zrobić naprawdę dyskretnie, bo jak cię przyłapią, to masz momentalną kulę w głowę. Takie są rozkazy odgórne.
Okej — odpowiedziała praktycznie od razu, chociaż przez jej plecy przeszedł wyjątkowo chłodny dreszcz. — Załatw te prochy.
Pozostawał jeszcze problem tego, że Pilar nigdy nie robiła profesjonalnych drinków, chociaż nawet znała się na nich nienajgorzej i swoje przecież widziała. Ale czy to wystarczy? Może Madox by ją wieczorem podszkolił?

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Zaraz to załatwię, mój telefon... - oczywiście, że zmacał się po kieszeniach, jakby ten telefon miał ze sobą, ale przecież miał je Lopez, ich telefony. Ale Madox sobie przecież nic z tego nie zrobił, ani z jej krzyków, ani z tego, że to był pojebany plan. Taki, który mógł w ułamku sekundy się spierdolić. Ale nigdy go to nie powstrzymywało, więc czemu teraz by miało?
Teraz powinno, bo siedział w tym z nią.
- Powiem, że przy okazji wakacji Franki wysłał mnie, żeby zobaczyć jak to tutaj wygląda, ostatnio Franki był stałym bywalcem Emptiness, więc jeśli Gonzales ma kogoś w Toronto to będzie wiedział. Muszę tylko... wysłać kogoś do Frankiego - może Peach? Żeby go czymś zajęła, chociaż Peach prędzej coś odjebie niż to zrobi, ale może... Może Eliot mógłby go zamknąć na czterdzieści osiem, żeby Gonzales nie mógł się z nim skontaktować. Trzeba było to jeszcze przemyśleć.
Jak kurwa pewnie większość rzeczy w tym planie. Przemyśleć i lepiej przygotować. A oni co mieli? Kilka marnych godzin.
Tak jak te kilka marnych uderzeń serca, kiedy patrzyli na siebie, Madox przecież widział, że się wściekała. Nie lubił tego, i gdyby nie Esme, to pewnie pierwszy by się złamał, wyciągnął do niej rękę. Ale zamiast tego wcisnął je do kieszeni. Musiał to zrobić, czy jej się to podobało czy nie.
Nabrał powietrze w płuca i wypuścił je nosem na to jej rób kurwa jak uważasz, bo oni oboje wiecznie robili, to co uważali...
Tylko zazwyczaj w tym wszystkim potrafili się dogadać, wziąć swoją stronę, a dzisiaj im to zupełnie nie wychodziło. Dzisiaj jakby stali po dwóch różnych stronach barykady, a przecież stali po jednej, jeszcze nigdy chyba nie stali tak bardzo po jednej jak dzisiaj. Policji.
Esmeralda skinęła głową, że odda im telefony, teraz kiedy się określili, to przecież mogła, powinna. Gorzej już nie będzie, nawet jeśli zrobili by tutaj nalot policji, a może nawet byłoby lepiej?
Słuchał, kiedy Pilar pytała o Aurę, słuchał też odpowiedzi matki. Trzech goryli, w tym Lopez, czyli dwóch i jeden po ich stronie. Łatwizna. Czy nie łatwizna?
- Dzieci są durne, powiesz jej, że masz na zapleczu małe kotki i z tobą pójdzie, nie? - wtrącił się, ale nie wiedział czy bardziej mordercze spojrzenie posłała mu Stewart, czy jego matka. Wywrócił oczami, znowu miał się odezwać, ale Pilar zaproponowała środki nasenne i uniósł jedną brew. No w zasadzie to by zapewniło im trochę spokoju, ale z drugiej strony równie dobrze jak środki nasenne działał odpowiednio wymierzony cios...
Tylko, że tutaj łatwiej było zarobić. Ale jak się zaraz okazało takim gmeraniem przy drinkach też, łatwo było zarobić kulkę w głowę.
- Nie, to głupi pomysł - odezwał się zaraz, bo jaką kulkę w głowę? Beznadziejny plan, gorszy niż ten jego. Pokręcił głową, a zaraz ciemne spojrzenie wbił w Pilar.
- Nie możesz im dosypywać nic do drinków, jak ty nawet nie wiesz jak smakuje zajebiste mohito, bo dla ciebie jest znośne, i co? I zrobisz takiego drinka, żeby nie było w nim czuć prochów? Jeszcze zrobisz to tak, żeby nie oberwać kulki. Nie, to jest chujowy pomysł - spojrzał na matkę, jakby czekał, aż ona go poprze, ale nic nie powiedziała, zamiast tego jej ciemne tęczówki wodziły po ich twarzach. Dobra, czyli Madox musiał to przeforsować sam, skoro nikt tutaj nie zamierzał się z nim zgodzić.
Przez moment znowu chciał stąd wyciągnąć Pilar i tym razem powiedzieć jej, że chuj z tym wszystkim, wracają do Acapulco, skoro ona chce się tak narażać...
On też chciał.
Ale on to co innego.
Ale ona powiedziałaby mu, że nie. Bo przecież on był dla niej ważny tak samo, jak ona dla niego.
Ciemne oczy skierował na matkę.
- To twoja córka, ty im to dosyp, załatwisz prochy, to im je podaj - rzucił. A Esmaradla prychnęła.
- To co mniej podejrzane będzie jak ja będę grzebała przy ich drinkach, niż jakaś barmanka? - zapytała i teraz ona zerknęła na Pilar, jakby czekała, aż tą ją poprze. Może nawet by to zrobiła, ale znowu odezwał się Madox i tym razem wskazał ręką, tą ozdobioną tatuażem z różą, Stewart.
- Ona nawet nie jest barmanką, nie umie robić drinków - warknął, ale właściwie to nie chodziło mu chyba tylko o te drinki, a bardziej o to, że ona się nie mogła narażać, że ktoś ją przyłapie i co wtedy... Wtedy kulka w łeb, zanim którekolwiek z nich zdąży zareagować. Bo kurwa dosypywanie czegoś do drinków to był najgorszy rodzaj skurwysyństwa, oni też jak łapali takich delikwentów w Emptiness, a czasem się zdarzało, to najczęściej kończyli połamani. A to był klub, a nie jakaś mafia.
- Lepiej... lepiej chodź ze mną, to znaczy wejdź ze mną na tą imprezę - spróbował, chociaż to nie był wcale lepszy pomysł. Bo jak jego przykrywka się wysypie, czy cokolwiek, to oboje będą spaleni, a tak jak się rozdzielą...
Nie no kurwa, nie chciał się z nią znowu rozdzielać. Aż znowu spuścił głowę i przejechał palcami po włosach, jak tak dalej pójdzie to ołysieje od tego, czy coś. Ale za dużo dzisiaj było takich momentów, że Madox po prostu nie wiedział co ma zrobić. I z tym też nie wiedział.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zgromiła go wzrokiem, kiedy powiedział, że siedmiolatce wystarczyło pokazać kotki na zapleczu. Jasne, może na jakąś przeciętną Basię by to zadziałało, ale tutaj była mowa o córce jednego z najgroźniejszych mafiozów w całym Meksyku. Na pewno była nauczona, jak zachowywać się w podobnych sytuacjach, nie wspominając o tym, że zawsze jak się dowiedzieli od Esmeraldy, chodziła za nią ochrona. Minimum trzech goryli.
To wcale nie było tak proste, jak mówił Noriega. Bo jak jeszcze powalenie dwóch typów było do zrobienia, tak trzeba było pamiętać, że przy tym wszystkim miało być dziecko. Dziecko, które pewnie od razu zaczęłoby krzyczeć w takiej sytuacji. A potem z trzech zrobiłoby się tych goryli z dwadzieścia, zupełnie jak wtedy, kiedy celowali do Lopeza w holu. Ile minęło nim zza drzwi wyszła kolejna chmara ochroniarzy? Pięć sekund? Nie mogli ryzykować. Już i taka cała reszta planu to było jedno wielkie ryzyko. Jak to, że Stewart miała stanąć na barze, chociaż za nic nie umiała kręcić drinków.
Co ja poradzę, że to mojito serio było średnie? — wzruszyła ramionami. Nie miała zamiaru się teraz z nim wykłócać, bo szczerze? Za nic już nie pamiętała, jak ono smakowało. Jakoś ten fakt wyparował z jej głowy, robiąc miejsce na o wiele ważniejsze rzeczy. — Poza tym, ja tam mam je robić, a nie pić — mruknęła jeszcze pod nosem, jakby to było faktycznie ważne, czy coś jej smakowało, czy nie. Chociaż pewnie było. Barmani przecież nie raz próbowali na słomkę swoich tworów, żeby upewnić się smak był odpowiedni do podania. Cóż, może ona nie musiała? Albo teraz już będzie wiedzieć, że jak smakuje znośnie, to już jest zajebiste mojito? To akurat był najmniejszy problem. A co do prochów… — Nie czuć ich — odezwała się po chwili, wbijając spojrzenie w stół, tym samym ściągając na siebie spojrzenia. W tym to Madoxa, na które uniosła wzrok. — Dalton nie robił drinka, a tylko swoje dosypał i i tak nie było tego czuć — starała się powiedzieć to spokojnie, chociaż przez jej plecy i tak przeszedł mimowolny dreszcz. Tylko taka była prawda: Nick po prostu coś jej tam wrzucił, a ona nawet przez ułamek sekundy nic tam nie wyczuła, a cały wieczór piła jeden i ten sam drink. Smak ani trochę się nie zmienił, więc może Esme mogła załatwić podobne prochy? Chociaż to mieliby z głowy.
Tylko nie mogli mieć tego z głowy, bo Noriega wciąż zarzekał się, że Pilar jest nieodpowiednia za bar, bo nie umie robić drinków. Jak jakaś zdarta płyta. Do tego stopnia, że Stewart zerwała się z krzesła i stanęła przed nim.
To mnie naucz — warknęła, przyglądając mu się uważnie. Co za problem? Był przecież takim dobrym miksologiem, znał się na rzeczy… — Mamy całą noc. Pokaż mi, jak się robi drinki — Stewart szybko łapała nowe rzeczy. Miała nienaganną pamięć do liczb, więc i proporcję byłaby w stanie zapamiętać, wraz z tym, jaki alkohol do czego wchodził. Mógł jej pokazać, prawda? Chociaż wolałaby, żeby pokazywał jej to w zupełnie innych okolicznościach. Żeby była to część wieczoru, w którym mogli się upić i pieprzyć na blacie, a nie przygotowywać się na spotkanie z mafią. Taki jednak już ich los.
Wstrzymała powietrze na jego kolejną propozycje. To też było jakieś wyjście, a plusem byłoby to, że mieliby się nawzajem na oku. Z drugiej strony zaś, jeśli jedno wpadnie, to drugie z automatu leci razem z nim. Wtedy już naprawdę nie byłoby odwrotu.
A jak wtedy przejmiemy Aurę? — spytała w pierwszej kolejności, bo oczywiście dla Pilar ważniejsze było dziecko niż upierdolenie gangusa. Dla Madoxa wręcz odwrotnie, ale przecież potrzebowali spotkać się gdzieś po środku, żeby oba te scenariusze jakoś ziścić.
Patrzyła w ciemne oczy Noriegi, wyczekując jakiejś odpowiedzi, skoro skłaniali się bardziej w stronę jego planu, przy okazji widząc jak za oknem słońce już zaszło za horyzont. Ile już tu siedzieli? Kilka godzin? Kurwa, aż nie mogła uwierzyć, że to wszystko co się dzisiaj stało, to był jeden dzień. A to wcale nie był koniec. Tylko na dzisiaj powoli kończył im się czas.
Jeszcze jedna kwestia — odezwała się nagle, odchodząc od Madoxa i podchodząc do stołu, tak by oboje ją widzieli, podczas gdy jej wzrok padł na Esmeraldę. — Nie możemy tu zostać — to akurat było chyba oczywiste? — Skoro Pablo wraca jutro z rana, a Madox chce grać jego kumpla, który jest tu przypadkiem na wakacjach, nie możemy ryzykować, że się tu na siebie natkną — wiedziała, że miała rację. Pilar w porównaniu do Noriegi i jak widać Esme faktycznie skupiała się na szczegółach i wyłapywała rzeczy, o których oni nawet nie pomyśleli. Ale co się dziwić, jak w głowie Madoxa już był ten wielki plan bez wad, jak upierdolić mafiozo, na którym się kompletnie zafiksował. Esme patrzyła na nią niepewnie, jakby nie była co do tego planu przekonana. — Dobrze wiesz, że nie możemy tu zostać. Musisz nam zaufać.
A oni musieli zaufać jej. Że to wszystko było prawdą, a nie jakimś kolejnym przekrętem. To miało działać w dwie strony. Musiało. Nawet jeśli Esme była równie nieufna co Noriega… nie mieli innego wyjścia.
Możemy wynająć jakiś hotel w okolicy, żeby nie…
Nie — przerwała jej Esme, prostując się i przy okazji przerzucając ciemne włosy do tyłu za pomocą czerwonych szponów. — Mamy mieszkanie. Dom. Dziesięć kilometrów stąd. Pablo nie ma o nim pojęcia. Możecie się tam zatrzymać. Lopez za kilka godzin dowiezie wam broń i więcej szczegółów.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”