34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Oni to zawsze znaleźli sobie odpowiednie miejsce na ważną rozmowę, kibel na komisariacie. Przy śmietniku w Meksyku. Pod prysznicem w Medellin, albo na podłodze na zapleczu Emptiness. Wiecznie na przekór wszystkiemu, po swojemu.
A w tym wszystkim szczerze, tak jak czuli, to co dyktowało im serce. Dzielili się swoimi uczuciami i obawami, i chociaż czasem się kłócili, wydawać się mogło, że nie znajdą porozumienia, to finalnie zawsze to robili. Dogadywali się.
I dzisiaj też, Pilar rozładowała atmosferę swoimi żartami, odgoniła od Madox te myśli, wątpliwości. Bo może on potrzebował tylko tego, żeby go zapewniła, że sama też wiedziała jaki ciężar niosło ze sobą jego nazwisko? A może tego, że nie żałowała tej decyzji, mimo, że świat wciąż sypał im się na głowy, że dostawali po dupie, nawet w pierdolonej Brazylii.
Niesamowite było to jak oni się od siebie uczyli pewnych rzeczy, jak nagle potrafili zamieniać się rolami i to Madox miał wątpliwości, a one je rozwiewała. Uzupełniali się, ale w tym momencie też po prostu byli dla siebie wsparciem, w każdej sytuacji, nawet jeśli robili rzeczy, które przecież nie leżały jakoś głęboko w ich naturze, to próbowali.
To uczuli się tego od siebie. Czerpali z tego całymi kurwa garściami.
- Ta... to limonka była obrzydliwa - wywrócił oczami zerkając na Pilar z ukosa. Ale zaraz przyciągał ją do siebie bliżej. Jego żona też była niesamowita, to, że dla niej kisiel limonkowy był gorszy niż robaki. Znowu zapatrzył się w jej piękne, błyszczące oczy, kiedy jego palce przesuwały się po jej udzie zaczepnie, coraz wyżej pod materiał sukienki - siem... - zawsze, to chciał jej powiedzieć, że zawsze jej pomoże. Z zabiciem smaku limonki i ze wszystkim, czego tylko by od niego chciała, ale nawet nie zdążył bo ona już znowu zamknęła mu usta pocałunkiem. Z serii tych, które mogłyby trwać wiecznie, do usranej śmierci. Które sprawiały, że nic innego się nie liczyło, tylko obłędny smak jej ust. Tylko to jak serce rwało się do niej w piersi, a usta smakowały się długo, głęboko, do utraty tchu.
Tylko ktoś wszedł do łazienki i sprowadził ich na ziemię. Nie było to wcale przyjemne zderzenie z rzeczywistością, ale może i potrzebne? W końcu mieli tutaj coraz mniej czasu. W dzikim Rio de Janeiro. Chyba najdzikszym ze wszystkich miejsc, które oni do tej pory odwiedzili. A na pewno najbardziej porąbanym.
Do Salonu Tatuażu dotarli szybko, a że Ravi załatwił im wejście poza kolejką, to zaraz zapoznawali się z tatuażystami i oznajmiali im co chcą sobie wydziarać. Madox wiedział od samego początku, ale Pilar w końcu nie zdradziła mu co, chociaż on przecież podpuszczał ją do tej stokrotki, która nie pasowałaby wcale do jej węża, do innych tatuaży, które ukrywała pod bielizną, a które Madox przecież znał na pamięć. Wskazałby je z zamkniętymi oczami.
Musiał ją jeszcze trochę podpuścić, a kiedy Pani Noriega powiedziała o żabci na czole, to zrobił zeza patrząc we wskazane miejsce.
- No i super, pasowałaby ci... żabciu - pokazał jej czubek języka, ale zaraz musnął palcami środek jej czoła - tutaj, to by było takie miejsce na buziaki - świetnie to brzmiało, żabcia na czole i buziaki, jak jakieś dwa słodziaki. Ale Pilar nie odpuszczała i kolejny był słodki króliczek, jeszcze zamiast węża, na co Madox znowu parsknął - no tak, lepiej do ciebie pasuje króliczek, przecież ten sprytny wąż to jak? To króliczki zakładają nogi za głowę i w ogóle... - też ją musiał pozaczepiać, chociaż jego spojrzenie opadła na jej dekolt, na węża, którego odsłoniła i jej piersi. A kiedy przysunęła się bliżej, to jakoś tak odruchowo palce ułożył na jej pośladku, na którym chciała sobie wytatuować...
Nie dowiedział się co, bo nagle przerwał im Chico.
Z jednej strony dobrze, bo mało już brakowało, żeby znowu mu... zawróciła w głowie. Z drugiej, to kiedy już Pilar odwróciła się do tatuażysty, to Madox się jeszcze do niej połasił, jeszcze zaczepił palcami o jej pośladki. Ale zaraz już patrzył na swoją żonę, kiedy oznajmiła, że wiedziała od początku, już miał pytać, że czemu mu nie powiedziała, ale kiedy wyznała, że chce taki sam, to się uśmiechnął i przytulił ją jeszcze do siebie. No bo w sumie to był rzeczywiście zajebisty pomysł, takie same tatuaże. Zgodził się z Chico kiwając głową, już miał pytać gdzie go sobie zrobi, ale wtedy Luna i Chico pokazali im swoje matching tatuaże. Też były świetne, może nie w stylu Madox i Pilar, bo oni jednak te swoje mieli mniej dziecinne, ale fajne, Noriedze się podobały, nawet je pochwalił. Ale zaraz Chico pytał Pani Noriega gdzie będzie jej róża, a Madox od razu spojrzał we wskazane miejsce, a zaraz sam oparł tam dłoń, bo akurat ta jego róża będzie tak na dłoni, że kiedy będzie stał za nią i oprze dłoń na jej sercu, albo piersi, to róża wyląduje koło róży.
Madox już się ruszył, bo Luna zawołała go do siebie, ale jeszcze stanął koło Pilar, kiedy rzuciła to lubię jak boli, wzruszył ramionami.
- Ja nic o tym nie wiem, jestem delikatny jak kwiatuszek. Jak różyczka - chyba nikt w towarzystwie mu nie uwierzył. A Luna nawet przewróciła oczami.
Oczywiście Madox pomógł swojej żonie z zapięciem sukienki, ale rzeczywiście... nie tak miał ją dzisiaj z niej zdejmować, palcami przesunął po jej kręgosłupie i zatrzymał je na zapięciu jej stanika, a kiedy go zaczepiła, to pochylił się jej do ucha.
- Jeszcze to zrobię, zerwę ją z ciebie, chociaż trochę mi jej szkoda, jest piękna - musnął wargami jej ucho, a językiem zaczepił o kolczyk, odbezpieczył zapięcie biustonosza, a zaraz odsunął się do Luny, żeby podać jej rękę. Dziewczyna od razu wzięła się do roboty, odbiła mu na dłoni wzór, oceniła, a potem napełniła tuszem maszynkę i zaczęła go dziabać.
- Ravi mówił, że wzięliście dzisiaj ślub? - zagadała, a Madox skinął głową.
- W zajebistej świątyni, ogarnęli nam tam z Theresą pełno róż, chcesz zobaczyć zdjęcia? - no tak, ale to Pilar je miała na telefonie, bo Noriega swojego nie miał, więc rzuciła mu torebkę, z której Madox wygrzebał jej smartfona, podsunął go tylko Pani Noriega do odblokowania, zrzucił jakieś smsy i inne rzeczy, a zaraz pokazywał Lunie i jej mężowi ich zdjęcia ze ślubu. Jeszcze Ravi i Theresa mieli coś na aparacie.
- Ten Voucher to wygraliście w konkursie dla par w klubie? - tym razem Chico pytał Pilar - odjechany jest, nie? - podniósł na nią spojrzenie znad kalki, z której odbijał już wzór na jej skórze - też kiedyś braliśmy w nim udział - dodał i obejrzał się na Lunę.
- A byliście w podziemiach? - zapytała bez skrępowania, a Madox rzucił tylko ta...
Luna się uśmiechnęła - a jaki wybraliście pokój? - zagaiła znowu.
- Czerwony - odpowiedział Noriega, a dziewczyna podniosła na moment głowę.
- I co tam było? My byliśmy w czarnym - zerknęła przez ramię na swojego męża.
- Orgia - Madox też za bardzo się nie wstydził. A Luna na to parsknęła śmiechem.
- I co fajnie było? - musiała zapytać. Madox wzruszył ramionami i zerknął na Pilar, złapał na moment jej spojrzenie.
- Może być - no w zasadzie w czerwonym pokoju bawili się całkiem nieźle, później było gorzej.
- Czyli macie dość luźne podejście do związku? Luna na przykład jest w chuj zazdrosna - zagaił Chico, na co jego żona odwróciła się i zdzieliła go w plecy.
- Powiedział ten co nie jest - znowu wywracała oczami, a zaraz skupiała się na tatuażu Madoxa.
Noriega za to znów patrzył na swoją żonę.
- Ja też jestem... w chuj zazdrosny - stwierdził, bo taka była prawda, co miał się z tym kryć, skoro gadali tak na luzie. A zresztą niech Chico wie i nie pozwala sobie na za dużo. Chyba by nie pozwolił, bo jego żona zerkała w jego kierunku co jakiś czas, ale oboje byli profesjonalistami. Widać to było w każdym ich płynnym ruchu, w tym jak te tatuaże pojawiały się na skórze.

Me gusta tu tatuaje de rosa ִֶָ𓂃 ࣪˖ ִִֶֶָ🥀་༘࿐
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nikt, ale to absolutnie nikt w pomieszczeniu nie uwierzył mu, kiedy powiedział, że był delikatny jak kwiatuszek. Z Pilar Noriega na czele. Kto jak kto, ale akurat ona wiedziała najlepiej, jak niedelikatny potrafił być, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Madox nie bał zrobić sobie krzywdy, nie odpuszczał w miejscach i sytuacjach, w których większość ludzi już dałaby sobie spokój, nie wspominając nawet o jego zamiłowaniu do okładania się po mordach, którą przecież praktykował nie tylko na sali treningowej, ale bardzo często na posadzkach klubów, co zresztą było widać na załączonym obrazku. Nawet po dzisiaj miał krwiaki na twarzy i rozwaloną, zaczerwienioną wargę. Luna chyba też to widziała, bo równo z Pilar przewróciła oczami.
Róża nie jest delikatna — wtrąciła się po chwili, spoglądając na swojego męża. — Ma kolce. Może ci zrobić k r z y w d ę piękna ale niebezpieczna. Trochę jak wszystko, co z nimi związane. Jak cała ich relacja. Jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna, kwintesencja miłości, ale w tym samym czasie z milionem kolcy, które chciały ich skrzywdzić. Z problemami, które atakowały z zaskoczenia i na moment wywalały ich świat do góry nogami. Ale to wszystko co złe… to była tylko marna łodyga, bo przecież na górze rozkwitał piękny, czerwony kwiat.
Może dłużej podyskutowaliby sobie o roślinach, ale tutaj trzeba było wziąć się do roboty, dlatego podsunęła się do Noriegi i poprosiła, żeby ją rozpiął. Znowu. Zapinając dzisiaj tą sukienkę naprawdę nie sądziła, że zamek w jakikolwiek sposób będzie jeszcze używany. Wytknęła mu to, a on co? Niby obiecał, ale jednak dodał, że trochę szkoda mu sukienki. SUKIENKI. Aż odwróciła się do niego z wysoko uniesionymi brwiami i sama nachyliła się do jego ucha.
Szkoda ci sukienki, Noriega? — musnęła ustami jego ucho, przyciskając wargi do ciepłej skóry. — Nie mów, że już zdziadziałeś i zgubiłeś po drodze jaja. Jesteśmy dopiero dwanaście godzin po ślubie — wypomniała mu, łapiąc płatek w zęby i przygryzając. Ostatnie czego dla nich chciała, to żeby zrobiło im się na tyle wygodnie, że straciliby ten ogień, który do siebie żywili przed ślubem. To niedoczekanie, porywającą potrzebę bliskości. Wiedziała, że nie. Że oni z dnia na dzień chcieli się jeszcze bardziej i bardziej, ale Pilar przecież uwielbiała się z nim droczyć, podjudzać go, wjeżdżać mu na ambicje. Żeby teraz siedział na pieprzonym krześle i myślał tylko o tym, jak ją w końcu do siebie szarpnie. Szczególnie że po chwili Pilar kładła się na leżance rozebrana do połowy, jedynie dłonią i przedramieniem przysłaniając piersi.
Chico za ten czas przygotował wzór i odbił go starannie na gładkiej skórze przy piersi, nawijając o tym, jak cienka była w tym miejscu, tuż przy żebrach podczas podpinania maszynki. I faktycznie — kiedy tylko zaczął ją działać, Pilar poczuła kurewsko piekący ból już o pierwszego przyłożenia igły. Syknęła pod nosem, odchylając nieco głowę w tył, a potem już skupiła się na Noriedze, niwelując myśli o bólu praktycznie do zera.
A co było w czarnych? — wtrąciła się po chwili, trochę zdziwiona, że sam Madox tego nie zrobił. Przecież ten facet był najbardziej ciekawską osobą chodzącą po tej planecie, wszystko musiał widzieć. I ona jak widać teraz już też.
Ciemność — zaśmiał się Chico, a Pilar przekręciła na niego głowę. — No serio — wrzucił, przyciskając igłę i przecierając to zaraz ręcznikiem papierowym. — Nie było tam nic widać. Nawet spód drzwi był oklejony, więc nie było najmniejszego źródła światła, a w środku… wiecie w chuj napalonych ludzi — wyjaśnił, śmiejąc się pod nosem. — Człowiek nawet nie wiedział kogo dotykał — Luna odchrząknęła, a Cicho zaśmiał się pod nosem. — No wiadomo, że oprócz ciebie. Twoje piersi poznałbym od razu, idealnie pasują mi do dłoni — dodał na swoją obronę i chyba faktycznie się obronił, bo dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem, posyłając mu zadowolone, dwuznaczne spojrzenie. A potem zaczął się temat zazdrości i… no kurwa kto jak kto, ale Państwo Noriega wiedzieli o nim aż za dużo. Złapała spojrzenie Madoxa, gdy mówił, że on również był w chuj zazdrosny.
Lubimy mieć się tylko dla siebie — dodała swoje cztery grosze, nawet na moment nie spuszczając wzroku z jego pięknych, czekoladowych oczu. Taka prawda. Czerwone drzwi może i były fajne po emce, ale tak naprawdę to tyle. Nie było w tym wcale więcej pożądania niż kiedy nakręcali się sami. Poza tym, kurwa, niby orgia, a na koniec oni i tak doszli w swoich ramionach, zapominając o reszcie świata. To chyba też o czymś świadczyło. — Jedynie Shakira jest naszym wyjątkiem od reguły — dodała z uśmiechem, a Chico z Luną buchnęli śmiechem. Aż musieli odsunąć się od maszynek, przy okazji wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
Naszą jest J.Lo — rzuciła Luna, wracając go kończenia róży na dłoni Noriegi. — Poznaliśmy się w klubie, akurat jak leciała jej piosenka i Chico wziął mnie w obroty. Jakby na to nie patrzeć, to zawdzięczamy jej cały związek.
A do tego jest kurewsko hot — Chico jak widać miał o wiele mniej rozbudowaną argumentacja na to, dlaczego przespałby się z Jennifer, ale no trzeba przyznać, że wcale się nie mylił. Ona i Shakira jak na swój wiek wyglądały i ruszały się obłędnie.
Dobra, ja już — Luna odsunęła się od stanowiska i sięgnęła po płyn do dezynfekcji. Chico za to oburzył się, że go zagadała i to wszystko jej wina. Okazało się, że oczywiście założyli się, kto zrobi szybciej, jakby byli jakąś brazylijską wersją Pilar i Madoxa. Powymieniali kilka zaczepek i w końcu Pilar też mogła wstać z leżanki. Samotna łza spłynęła jej po poliku, którą zauważyła dopiero w lustrze. Bolało. Chyba nawet bardziej niż jak kiedy robiła węża między piersiami. Przysunęła się bliżej do Noriegi, opierając nagimi plecami o jego tors.
Daj rękę — przeciągnęła ją sobie do przodu i ułożyła na piersi zamiast swojej. Róże idealnie do siebie pasowały. Były takie same. Równie piękne. Jedna obok drugiej. Oparła głowę na jego ramieniu i mruknęła prosto do ucha, kiedy tak zacisnął dłoń na jej wrażliwej skórze. I kiedy tak sobie patrzyła na nich w odbiciu, na to jak p i ę k n i byli, do głowy wpadł jej jeszcze jeden pomysł.
Chico — odwróciła się w stronę mężczyzny, który już zabierał się za sprzątanie stanowiska. — A jakbym chciała, żeby mąż mi zrobił o tutaj serduszko sam, to da rade? — posłała mu ciepły uśmiech a potem jeszcze złapała spojrzenie Noriegi w lustrze.
No pewnie, kładź się — Chico poklepał leżankę i machnął na Madoxa. — Chodź stary, pokaże ci co i tak, to jest zajebiście proste — rzucił, a gdy tylko Noriega podszedł bliżej, chłopak usadził do na swoim obrotowym krzesełku i dał mu rękawiczki. A potem już tylko mówił, gdzie się naciska i jak mocno powinno się przystawić maszynkę do ciała, żeby odbił się tusz, ale nie zrobiła rana.
Aquí, por favor tu poproszę, mruknęła zadowolona, pokazując miejsce obok róży, gdzie wymarzyła sobie mieć serduszko wydzierane przez miłość jej życia.

Aquí, por favor ᝰ✍🏻 .ᐟ
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- To jak ty - powiedział odnośnie róży, która może zrobić krzywdę, bo jego żona przecież też taka była, piękna, zachwycająca, ale potrafiła zrobić krzywdę. Złamać nos jednym ciosem. Położyć na podłogę trzech karków, a nawet... zabić. Była niebezpieczna, chociaż nikt na pierwszy rzut oka by pewnie tego nie założył. Bo jak? Jaki Diabeł chował się za tymi pięknymi, ciemnymi, dużymi oczami? Za tą śliczną twarzyczką?
Tylko Madox z tego pomieszczenia wiedział jaki. Prawdziwa Diablica.
Co zaraz mu pokazywał, kiedy on powiedział, że szkoda mu sukienki, a ona go podpuszczała. Oczy momentalnie mu pociemniały, bo przecież dla niego brzmiało to jak... wyzwanie. Bo co ona myślał, że nie zerwie z niej tej sukienki, bo mu jej szkoda? Przecież oczywiście, że to zrobi. Bo nie zdziadział i nie zgubił jaj po drodze, teraz to musiał jej pokazać. Jeszcze klepnął ją w pośladek.
- Po ślubie już możemy z siebie cierpliwie zdejmować łaszki i składać je w kostkę, zanim się do siebie dobierzemy - jeszcze się do niej pochylił szczypiąc ją zębami w odkryte ramię, zanim się od niego odsunęła. Tak ją tylko zaczepiał, bo to było awykonalne, żeby oni zdjęli z siebie normalnie ciuchy i jeszcze je poskładali, kiedy oni zawsze rozpierdalali je wszędzie, a po wszystkim znajdowali w jakiś randomowych miejscach. Ale Madox raz spotykał się z laską, która potrafiła zdjąć z niego koszulę i powiesić ją na oparciu krzesła. Pojebane to było, ale wcale nie tak jak ten ogień, który oni do siebie żywili z Pilar, w zupełnie inny sposób, bo jak kiedy myśli już kręciły się na jej obłędnym, gorącym ciele, to jak myśleć wtedy o koszuli, albo sukience?
Nie myślał o sukience, tylko o tym jak ją będzie z niej zrywał, jeszcze dzisiaj, żeby odsłonić piersi, na których teraz zawiesił spojrzenie. Żeby później się z nią pieprzyć, tak jak lubiła, a nie jak jakiś dziad.
Może dlatego był trochę rozkojarzony, kiedy Luna mówiła o tych podziemiach klubu, kiedy pytała go co było w czerwonym pokoju.
Zapytałby pewnie o ten czarny, ale teraz skupił się na czymś zupełnie innym, na swojej żonie. I dopiero kiedy się odezwała to wrócił myślami na ziemię.
- Ciemność? - Madox też spojrzał na Chico. Z jednej strony brzmiało ciekawie, z drugiej, a co jeśli by mu się pojebało i złapałby za tyłek inną laskę? Albo Pilar przykleiła by się do innego faceta?
No nie, chyba niemożliwe, bo przecież oni znali się na pamięć, byli tak kurewsko dotykalscy, że musieliby się poznać, nawet w takiej ciemności. To jak reagowali na siebie pod opuszkami palców, to jak smakowały jej usta, gorące, słodkie, najlepsze na świecie. Znowu jego myśli fiksowały się na niej i znowu na tym, co by mogli zrobić, gdy stąd wyjdą. Chociaż... To też już miał załatwić Ravi.
- Ja jebie, jakby dotknął mnie tam jakiś facet... Nigdy nie idę do czarnych - Chico parsknął śmiechem.
- No stary ja się nadziałem na jakiegoś sterczącego chuja, ale na szczęście potem zajęliśmy się sobą - puścił oczko do Luny, a ona się trochę zarumieniła, bo pewnie sobie przypomniała jak zajęli się sobą.
Pewnie jakby Madox się na coś takiego nadział, to zaraz by się chował za Pilar. W ogóle może powinien zapytać co to znaczy to nadziać się, ale chyba wolał nie. Wypuścił powietrze z płuc tak, że ciemne loczki Luny zatańczyły jej wokół twarzy.
Ale zaraz mówili o tym, że jednak zarówno tatuażystka, jak i Noriega byli kurewsko zazdrośni. Może nawet było to po nich widać, po jakimś takim ogniu w spojrzeniach. Czymś zadziornym. I kiedy Pilar powiedziała to, że lubią mieć się tylko dla siebie, to Madox podniósł na nią spojrzenie. Lubił mieć ją dla siebie, bez żadnego skrępowania mówił jej, że była jego. Tylko jego. Jakkolwiek nie źle to brzmiało. I on też chciał być tylko i wyłącznie jej. Chociaż czasem walił te dwuznaczne teksty, posyłał innym laskom zaczepne uśmiechy, czy puszczał oczko, ale Pani Noriega była dla niego w zupełności wystarczająca. Zaskakiwała go za każdym jebanym razem, z dnia na dzień kochał ją coraz bardziej. Co by się musiało stać, żeby ten ogień między nimi zgasł? Albo się wypalił?
Niemożliwe.
Parsknął śmiechem, kiedy Pilar wspomniała o Shakirze.
- No tak, ale tylko w trójkącie, jakbym sam miał okazję zaliczyć Shaki, to nie mogę - wywrócił oczami patrząc na swoją żonę. A kiedy parka się obśmiała i wspomnieli, że ich wyjątkiem jest JLo, to Madox pokiwał głową - też jest niezła, moja menadżerka jest do niej podobna - tak wtrącił, a Chico odsunął się, żeby zapytać czy ma jakieś fotki, ale przecież Madox nie miał telefonu.
Nic dziwnego, że Luna skończyła pierwsza, mniej się rozpraszała, a przy tym była kurewsko skuteczna i zaraz Madox oglądał swój nowy tatuaż. Prezentował się zajebiście i pomimo, że była to róża, to wcale nie ujmował jego wizerunkowi gangusa. Pasowała mu nawet, piękna i niebezpieczna, jak jego żona, na której zaraz zawiesił spojrzenie. I kiedy Chico kończył ją dziarać, to Madox się do nich przysunął z krzesełkiem Luny, która sprzątała swoje stanowisko, żeby się przyjrzeć.
Dopiero kiedy Pilar wstała do lustra, to stanął za nią, chciał sięgnąć do jej policzka, po którym spłynęła ta samotna łza, żeby ją wytrzeć, ale Pani Noriega już oparła się o jego tors, a on też przecież gdzieś po drodze zrzucił koszulę, nie dlatego, że był dziarany, tylko pokazywał swoje tatuaże. Więc znowu jej rozgrzane plecy zetknęły się z jego klatą, skóra przy skórze. A zaraz róża obok róży, kiedy sięgnęła po jego dłoń i ułożyła ją sobie na piersi. Jej piersi też idealnie pasowały do jego ręki. A róże pasowały do nich.
- Te są dopiero dojebane, mój nowy, ulubiony tatuaż - pochylił się do niej, żeby musnąć wargami jej pełne, gorące usta, krótko, zaczepnie, kiedy palce zaciskał już na jej piersi. Chciał jej nawet powiedzieć coś jeszcze, kiedy ciepły oddech wylądował za jej uchem, ale Pilar już odwracała się do Chico. Madox na początku uniósł jedną brew, bo on miałby jej zrobić tatuaż? Ale z drugiej strony... chciał.
- A może stokrotkę? - no i musiał ją zaczepić. Ale kiedy Pilar wróciła na leżankę, to on podsunął się do Chico z krzesełkiem. Jeszcze przez moment patrzył na Pilar, jeszcze przez głowę mu przeszło, żeby zapytać ją czy jest pewna, ale przecież widział, że była - dobra, chyba umiem - no tak, bo akurat dla Madoxa nie było rzeczy niemożliwych - to znaczy no... widziałem jak to robicie - biorąc pod uwagę ile czasu on spędził na takich leżankach z tymi swoimi dziarami, to tak, na pewno się na to wystarczająco napatrzył. Założył rękawiczki, a Chico odbił na piersi Pilar serduszko, żeby było mu łatwiej. Pokazał mu jeszcze jak mocno ma dociskać, i dobrze, bo przecież Madox... no wcale nie był delikatny. Pochylił się bliżej swojej żony, zajrzał jej jeszcze głęboko w oczy, a zaraz przyłożył igłę do jej skóry. Może serduszko było maleńkie, ale czarne w środku. Wyglądało trochę jak fikuśny pieprzyk, no i Madox tak się na tym skupił, że wystawił język. Chico dał mu jeszcze kilka instrukcji jak ma przesunąć ręką, a potem to obetrzeć. Noriedze oczy zaświeciły jak u dziecka, bo on przecież uwielbiał próbować nowych rzeczy, a to było całkowicie nowe doświadczenie. Kiedy skończył to odsunął się odrobinę do tyłu, żeby popodziwiać swoje dzieło.
- No... Jak kiedyś zamknę klub to idę w dziary, wyszło zajebiście - sam się pochwalił, ale Chico też dodał, że dobrze mu poszło jak na pierwszy raz. Luna też podeszła bliżej.
- Ty też mu zrób Pilar - zaproponowała, a Noriega zaraz zrywał się z miejsca.
- Tak! - rzucił z entuzjazmem - za uchem, tu... - przesunął palcami po tym wrażliwym miejscu za swoim uchem.
- Też będzie bolało - wtrąciła Luna.
- Nie bardziej niż jak mnie gryzie - rzucił bez skrępowania Madox, a zaraz podsuwał się z krzesełkiem między uda swojej żony, kiedy spuściła nogi z leżanki. Oparł szorstki policzek o jej nogę odsłaniając jej ucho, to na którym miał dwa kolczyki. Może nie najlepsza pozycja, chociaż... Chico zaraz stwierdził, że może być i tym razem podawał rękawiczki Pilar, usiadł obok niej na leżance, żeby ją poinstruować.

Haz uno para mí también ♥️⊹₊⟡⋆
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tatuaże wyszły pięknie.
Jedna jak i druga róża były wykonane z najwyższą starannością, kiedy tylko ustawili je obok siebie, wyglądały identyczne. Jak odbite od kalki. Pilar na moment zapatrzyła się na nich w lustrze. Na tatuaże, ale też jego uśmiechniętą twarz w odbiciu. Tak jak dobrze razem wyglądali. Jak ona opierała się o jego nagi tors, a on bez skrępowania zaciskał palce na jej piersi, zasłaniając wszystkie newralgiczne miejsca. Czy mogło być coś lepszego?
A no mogło! Kolejny tatuaż, tym razem wykonany osobiście przez jej męża. Nie jeden człowiek nazwałby to kompletną głupotą, ale przecież to nie tak, że działała sobie jego imię na obok piersi. Tylko ona będzie wiedziała skąd miała to serduszko i za każdym razem patrząc na nie, tylko w jej głowie będzie pojawiać się ta chwila, ten mężczyzna, który w tak cholernie krótkim czasie stał się całym jej światem. Miała nadzieje, że zostanie z nią jak ten tatuaż. Na zawsze.
Stokrotkę? — prychnęła, słysząc jego propozycję alternatywy dla serduszka. — Jakbyś ty jeszcze umiał namalować stokrotkę — zaśmiała się, strzelając go w ramię. Prędzej wyszedłby z tego jakiś pokraczny kwiatek z czterema płatkami, jaki każde dziecko rysowało w przedszkolu zaraz obok wielkiego, trójkątnego domu i krzywego drzewa bez gałęzi. Poza tym, kwiatków już na dzisiaj wystarczyło. Róża, która tak bardzo pasowała do ich relacji i samej Pilar była zdecydowanie wystarczająca, jedyne co trzeba tam było dodać, to odrobinę… miłości.
Ułożyła się ponownie na leżance i podtrzymała pierś, odpowiednio się nastawiając. Chico dość szybko wyjaśnił Noriedze, gdzie powinien przyciskać i jak odpowiednio przesuwać maszyną, żeby tusz odpowiednio zaszył się pod skórą. Nawet chciał mu dać banana, żeby sobie przećwiczył jak każdy początkujący tatuażysta, ale Madox oczywiście chciał już, wszystko na teraz, bez zbędnych prób.
Przekręciła głowę, przyglądając mu się, gdy zabrał się w końcu do roboty. Z początku chciała go trochę zaczepiać, ale szybko doszła do wniosku, że przecież dziarał jej właśnie ciało i jeśli coś spierdoli, to zostanie to z Pilar już na wieki. Dała mu więc spokój i tylko patrzyła. Na te skupione, obłędne brązowe oczy, które nawet na moment się nie rozproszyły. I na język, który wywalił z pełnym zaangażowaniem, gdy kolorował wnętrze serduszka. Wyszło chyba całkiem nieźle, bo Chico jak i Luna stali za jego plecami i tylko kiwali głowami z uznaniem. W sumie co się dziwić — Noriega miał na sobie tyle dziar, że pewnie więcej czasu spędził w takich salonach niż u lekarza przez całe życie. Siłą rzeczy musiał się nauczyć tego i owego od chociażby patrzenia. Ona natomiast zobaczyć nie mogła, niby coś tam podwijała skórę, nachylając się do przodu, ale wszystko się jedynie rozciągało.
I jak? — zapytała Luny, to na niej zawieszając spojrzenie.
Jak dla mnie zajebiście — dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i zaraz szukała czegoś w szafce. — Sama zobacz — wyciągnęła w końcu niewielkie lusterko i podała je Pilar. Dziara faktycznie wyglądała super. Była idealna. Piękne serce — pełne i wypełnione. Co prawda czarnym tuszem, ale ta ich miłość nie była przecież zawsze czerwona. Miewali swoje upadki, miewali też momenty nadmiernej toksyczności, zawsze jednak trwali w tym razem.
Perfectamente — mruknęła, spoglądając na niego dumnie i chciała nawet dodać coś jeszcze, ale wtedy Luna zaproponowała, żeby i ona zrobiła tatuaż dla swojej drugiej połówki. Madox podłapał to praktycznie od razu. Dosłownie, bo ona ledwo zdążyła usiąść, a on już kładł na niej głowę i odchylał szyję.
Też ci odbić wzór? — spytał Chico, podając jej rękawiczki. Przyjęła je z uśmiechem i od razu zaczęła zakładać, na końcu naciągając lateks, patrząc na Noriegę z góry.
Nie — powiedziała w końcu. — Ja sama — no tak, samodzielna Pilar. Wiecznie wszystko chciała robić na własną rękę i serduszko za uchem swojego męża też chciała namalować sama. Dlatego zaraz dostała w rękę maszynkę. Luna w tym czasie zdezynfekowała mu miejsce i poprawiła głowę, przytrzymując za ucho. Pilar jeszcze prychnęła pod nosem na uwagę, że boli bardziej jak go gryzie i przewróciła oczami.
Jak chcesz, to mogę zagryźć zanim zacznę działać — cmoknęła zaczepnie, ale nim on zdążył cokolwiek odpowiedzieć, ona już przystawiała maszynkę, zgodnie z instrukcjami Chico. Miejsce, które wybrał Madox wbrew pozorą wcale nie było takie łatwe do wytatuowania, szczególnie że skóra tam była bardzo cienka i blisko czaszki. Trochę się namęczyła, ale finalnie po kilku minutach patrzyła na przepiękne, kształtne serduszko zaraz nad koroną.
Ale zajebiste — podjarała się, bo ona trochę jak Madox — kochała próbować nowych rzeczy. Szczególnie z takim skutkiem. Ekscytującym. — Teraz to już jesteśmy naznaczeni na dobre i na złe — jakby wcześniej nie byli. — Czekaj, zrobie ci zdjęcie — przytrzymała go jeszcze za głowę, a Luna podała jej telefon. Strzeliła jedno tatuażu, a potem jeszcze zrobiła im selfie. Trochę w tym wszystkim nie przemyślała sprawy i zaświeciła wszystkimi cyckami, również na zjęciu ale chuj. Będzie pamiątka. Pokazała mu fotki, a potem puściła swoje męża żeby wstał i rozprostował kark. Dostali jeszcze od Chico i Luny samooodychajace folijki na te tatuaże, a Pilar w końcu mogła się ubrać. Zarzuciła stanik, Madox zapiął jej sukienkę i po chwili byli już gotowi do wyjścia.
Gdzie lecicie dalej? — spytała kobieta, sprzątając stanowisko. — Chyba macie jeszcze trochę czasu przed wylotem?
Mamy jeszcze voucher na lot balonem przy… — sięgnęła do torebkę i wyciągnęła z niej świstek papieru. — Botafogo Beach — przeczytała nazwę, po czym podniosła spojrzenie na tatuażystów. — To daleko?
Jakieś dziesięć minut samochodem — rzucił Chico z uśmiechem. — Świetnie się w ogóle składa, bo akurat od piątej zaczynają. To akurat zdążycie na wschód słońca — dodał, a Pilar aż się oczy zaświeciły, bo kurwa, nie dość, że będą mogli się wzbić w powietrze, to jeszcze przy tym wszystkim pooglądać wschód słońca? No kurwa i kto powiedział, że oni nie byli romantyczni.

Perfectamente.
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
To tylko serduszko...
Bo Madox na przykład miał gdzieś na tyłku wytatuowane imię Pilar z serduszkiem, z jednej strony lepsze to niż oczy, które wydziarał sobie William. Lepsze też niż imię Patela, z drugiej, jeśli kiedyś się rozstaną, to rzeczywiście będzie musiał zrobić z tego Dolar. Chociaż Noriega nie zakładał, żeby kiedyś się rozeszli. Musieli by go zabić, żeby to się stało. Albo Pilar musiała by go zdradzić, a w to nie wierzył.
Wierzył za to w swoje umiejętności, co zaraz jej mówił.
- Namaluję ci zajebistą stokrotkę - pochylił się do niej, żeby ją zaczepić, kiedy walnęła go w ramię, żeby kłapnąć zębami, jakby chciał ją ugryźć w rękę.
Chociaż prawda jest taka, że Madox umiał trochę rysować, i na kartce może zrobiłby ładną stokrotkę, to na jej skórze... wolał jednak skorzystać z kalki, nie chciał ryzykować, że potem nie będzie mógł patrzeć na koślawe serce, które zrobiłby na piersi swojej żony, a lubił patrzeć na jej piersi.
Oczywiście, że Noriega nie chciał ćwiczyć na bananie, bo on chciał już, ręka sama mu się rwała, kiedy na skórze Pilar pojawiło się to odbite serduszko. A kiedy się nad nią pochylał, blisko, coraz bliżej, to mogła czuć na sobie jego ciepły oddech. Ciemne oczy wpatrywały się w to dzieło w pełnym skupieniu, do tego stopnia, że wywalił język i dobrze, że Pani Noriega go nie zaczepiała, bo by się nie skupił. Niby Madox miał podzielną uwagę, ale kiedy chodziło o nią, to wszystkie jego myśli fiksowały się tylko i wyłącznie na niej.
A kiedy skończył, to już chciał ją pociągnąć do lustra, żeby też zobaczyła, ale Luna podała jej lusterko, i bardzo dobrze, bo przecież Madox zaraz pytał.
- I co? - podniósł na nią ciemne spojrzenie, na jej duże, piękne oczy czekając aż wyda jakiś werdykt. A kiedy z jej pełnych ust padło to doskonałe, to wyszczerzył się do niej w szerokim uśmiechu, a zaraz pochylił się do niej, żeby skraść jej buziaka, krótkiego, zaczepnego, ale takiego, którym jej podziękował za pochwałę, a może za to, że mógł jej zrobić tatuaż?
Nie było innej opcji, ona też musiała zrobić jemu, więc zaraz zgadzał się z Luną i przysuwał do Pilar, żeby oprzeć jej głowę na udach. Chociaż kiedy powiedziała to ja sama, to poderwał spojrzenie na jej śliczną twarz, na te piękne, ciemne oczy - solo no me tatúes una polla ahí, cariño - tylko nie wydziaraj mi tam kutasa kochanie, niby wiadomo, że Pilar by mu tego nie zrobiła, bo potem by miała męża z chujem za uchem, ale oni to czasem byli jak dzieci, więc musiał ją zaczepić. Jak takie duże dziecko, które zaraz łasiło się do jej uda. Wcale nie niewinnie - to później - przecież lubił, kiedy go gryzła, kiedy drapała skórę do krwi. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale jego żona już zaczęła działać, a Madox... trochę się spiął, ale nie dlatego, że jakoś wybitnie go to bolało, gdzie, kiedy on lubił ból.
Po prostu jego ręka odruchowo wyrwała się do łydki Pilar, chciał ją zaczepić, sunąć palcami po jej gładkiej skórze, ułożyć je na stopie. Finalnie oparł ręce na swoich kolanach. Ale kiedy skończyła i rzuciła to ale zajebiste, to już łapał ją pod kolanem przyciągając do siebie, tak, że jej uda oparły się o jego kark.
- Pokaż - Luna musiała mu dać lusterko, a on przyjrzał się serduszku ze wszystkich stron przechylając na boki głowę. Było piękne, jego drugi ulubiony tatuaż? Uśmiech to mu nie schodził z twarzy, nawet kiedy zadarł głowę, żeby spojrzeć na Pilar - hermoso - powiedział, a zaraz pokiwał głową - teraz jakbyś chciała ze mną zerwać, to najpierw musiałabyś mnie zabić, potem jeszcze usunąć tatuaż... Za dużo roboty - no tak, zabicie to jeszcze okej, ale już usuwanie tatuażu, komu by się chciało? Madox jeszcze pochylił się do jej nogi i ugryzł ją w kolano, w ramach podziękowania pewnie, albo po prostu zaczepki, a zaraz podniósł sobie krzesełko do zdjęcia i ładnie zapozowali, może nawet trochę zakrył jej piersi sobą, żeby nie było, gdyby komuś chcieli pokazać fotki. Z ich nowymi tatuażami.
Luna i Chico zakleili je im ładnie, więc mogli się poubierać, chociaż Madox się pokrzywił, kiedy musiał znowu zapinać swojej żonie sukienkę.
- Tylko ją zapinam i zapinam... - marudził jej do ucha. Ale jeszcze poprawił suwaczek na jej karku i musnął palcami rozgrzaną skórę. Kiedy zaczęli temat balonu, to Madox już obejmował swoją żonę ramieniem.
- Ravi załatwił, że stąd jedziemy od razu na ten balon, a potem, jak dobrze pójdzie... To będziemy mieć jeszcze chwilę - dla siebie, to chciał powiedzieć, ale Chico już nawijał, że załapią się na wschód słońca. Też fajnie.
Podziękowali ładnie tatuażystom, oni też zrobili im fotki, a Madox im zapłacił, mimo, że mieli voucher, no bo jednak zerwali się dla nich o świcie, jeszcze dali im się samym wydziarać, poprosili, żeby ten kupon oddali komuś potrzebującemu, albo zrobili jakiś konkurs, w którym można go wygrać. No i jeszcze niech ktoś powie, że Noriega skąpił na ich ślub. On tylko sobie lubił pogadać.
Dlatego jak siedzieli już w samochodzie, a prywatny kierowca wiózł ich na Botafogo Beach, to Madox od razu się odezwał.
- Dziesięć minut... Zerwę ją z ciebie i... - jedna jego dłoń już wylądowała na udzie jego żony, podwinął materiał sukienki sięgając do jej majtek, zaczepił palcami o koronkę - ale nie mamy nic na zmianę, będziesz musiała nago wystąpić w tym balonie... - czyli jednak jeszcze odrobina logicznego myślenia była w tej głowie, która już powoli, coraz bardziej, fiksowała się na niej, kiedy jego palce sunęły po jej rozgrzanej skórze - dam ci moją koszulę - coraz ciemniejsze spojrzenie utkwił w jej pięknych, czekoladowych oczach. Przecież to był plan idealny. Oparł palce na jej biodrze przyciągając ją do siebie, tak, żeby plecami wyłożyła się na szerokim tylnym siedzeniu kanapy beemki. Czyli to też będzie... ich pierwszy raz w samochodzie?
Mógłby być, bo Madox już robił sobie miejsce między jej udami, już sięgnął do swojego paska, ale wtedy Ralph odchrząknął.
- Będziemy na miejscu za pięć minut - rzucił trochę nieśmiało, a Noriega spojrzał najpierw na niego i złapał jego spojrzenie w lusterku - bo o tej porze nie ma korków, i można szybko przejechać przez miasto... - wyjaśnił. A Madox aż odchylił do tyłu głowę.
- Pięć minut... - powtórzył do Pilar i chociaż jego palce jeszcze przesunęły się po koronkowym materiale sukienki, chociaż szarpnął jeszcze lekko jej rąbek, to jednak westchnął ciężko w jej dekolt - mało - jęknął, a jego czarne już prawie spojrzenie zaraz łapało to jej - dobra, to chociaż... trochę... - nie pozwolił jej nawet odpowiedzieć, bo jego wargi już znalazły te jej w pocałunku, zachłannym, agresywnym, dzikim, takim, który miał ich nakręcić w te marne pięć minut, które mieli - później ją rozerwę - rzucił między kolejnymi pocałunkami. W międzyczasie zsunął też z niej już majtki, a palce odnalazły znajomą drogę między jej uda...
Tylko co z tego, jak Ralph zaraz mówił, że są na miejscu?
Bo dojechali chyba w nawet krócej niż te pięć minut, a przynajmniej Madox miał takie wrażenie. Nawet nie zdążyli... Nic nie zdążyli, bo już trzeba było wysiadać. I jak jeszcze Ralph nic im nie powiedział, to zaraz do jednej z bocznych szyb dopadła jakaś uśmiechnięte dziewczyna, zapukała do nich przez okno i pomachała z uśmiechem.
- Będę waszym pilotem, Ravi do mnie dzwonił - oznajmiła wesoło. A Madoxowi wcale nie było do śmiechu, ale odsunął się od swojej żony, wyprostował i poprawił.
A kiedy wysiedli to wesoła dziewuszka przytuliła ich do siebie i przedstawiła się im jako Lola pilot balona. Madox aż przechylił na bok głowę, bo jakoś śmiesznie to brzmiało. Dziewczyna poprowadziła ich w kierunku wielkiego, kolorowego balona, który już na nich czekał.
Świetnie.
Szkoda tylko, że Pan Noriega to już znowu był nie w humorze.
Ale może jednak Lola baloniara mu go poprawi, bo ona już opowiadała o tym, jaka to jest świetna przygoda taki lot, niezapomniane przeżycia. Cała góra wrażeń i tym podobne.

En lugar de follarte, daremos un paseo en globo aerostático ༘⋆𖦹 🎪 🎈
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Piękne mieli tatuaże.
Róże, które idealnie obrazowały ich relacje jak i charaktery, ale również i drobne serduszka, które sami sobie nawzajem wydziarali. Naznaczyli się tej doby nie tylko poprzez obrączki, które wsunęli na wzajemne palce w opuszczonej świątyni pośrodku lasu deszczowego, ale też czarnymi serduszkami, które od raz zdobiły ich ciała. To Pilar nieco różniło się od tego, które zrobiła Madoxowi, bo nie było z kalki, ale to nawet lepiej. Oni też przecież się różnili, a jednak miłość była równie mocna. Szczerze mówiąc znaczeń tego wszystkiego, co pojawiło się na ich skórze możnaby doszukiwać się naprawdę wiele i rozpisywać o tym na setki stron, ale… nie było czasu!
Ten gonił ich nieubłaganie i jak jeszcze po samym ślubie czuli, że mieli przed soba cały wieczór tak teraz zostało jedynie marne kilka godzin. Do tego jakby wziąć pod uwagę, że na lotnisku musieli zjawić się wcześniej na odprawę, na dobrą sprawę mieli jakieś niecałe dwie, żeby pojechać na balon i…
Jaką chwilę? — spytała, patrząc na swojego męża podejrzliwie, gdy wspomniał, że po balonie coś jeszcze planował. — Co ty kombinujesz, Noriega? — dopytała głupio, bo przecież doskonale wiedziała, że jej nie powie. Nigdy nie mówił jej o swoich planach, a potem robił jej niespodzianki. Kiedyś ich nienawidziła, ale z nim? Z nim nawet lubiła być zaskakiwana. Oczywiście istniały wyjątki od tej reguły, jak chociażby wtedy, kiedy pojawił się w jej mieszkaniu i oznajmił, że wziął ślub z Williamem. Takich niespodzianek nie chciała już nigdy. I może nigdy one nie będą miały miejsca, bo jakby wyszedł teraz za kogokolwiek innego, to poszedłby siedzieć.
Podziękowali Chico i Lunie, wymienili się numerami gdyby para kiedykolwiek była w Kolumbii. Ta, szkoda tylko, że oni wcale tam nie mieszkali i ich nowi znajomi mogli się trochę zdziwić, jak pewnego pięknego dnia zadzwonią do nich o spotkanie w takim Medellin. Chociaż z drugiej strony, co to dla nich, zawsze będzie pretekst, żeby odwiedzić znajome rejony.
Załadowali się do samochodu z Ralphem. Pilar automatycznie złapała za pas bezpieczeństwa, ale kiedy Madox bezczelnie sięgnął do jej uda i zahaczył o materiał sukienki, opuściła go na bok i spojrzała na męża z zaciekawieniem. Bo chyba nie miał zamiaru dobierać się do niej przy tym gościu? No chyba jednak miał, co zaraz ochoczo oznajmił, zarzekając się, że zerwie z niej sukienkę, a potem pożyczy jej koszulę, żeby nie musiała iść nago na lot balonem.
Szkoda… myślałam, że ja z ciebie też będę mogła zerwać ubrania — cmoknęła z udawanym zawodem, również zaczepiając jego udo. Wbiła paznokcie a materiał spodni tak, żeby poczuł ją bardziej, ale nawet nie zdążyła przesunąć się wyżej, bo Noriega już szarpał ją za biodro i układał na tylnej kanapie. — Pierwsza orgia, a teraz pierwszy raz w samochodzie? — spytała, łapiąc jego ciemne spojrzenie, prężąc się zadowolona na czarnej skórze samochodu. Ralph słysząc o orgii lekko zadławił się powietrzem, na co Pilar miała ochotę prychnąć, ale finalnie tylko uśmiechnęła się szerzej, nie spuszczając wzroku z męża. — Co to dzisiaj jakaś noc pierwszych razów? — zacisnęła palce na czerwonej koszuli i pociągnęła go bliżej siebie. Szkoda tylko, że kierowca znowu postanowił im pokrzyżować plany, bo okazało się, że będą na miejscu za pięć minut a nie dziesięć. Bywali szybcy, szczególnie, kiedy byli na siebie cholernie nakręceni, ale kurwa pięć minut? To chyba tylko z Tio.
Madox jednak znalazł rozwiązanie na ich problemy i po prostu postawił na stare dobre całowanie. Tylko Pilar do końca nie wiedziała, dlaczego chciał ich tak zakatować, skoro za moment musieli wysiadać. Nie wiedziała, ale i tak mu na to pozwoliła, kiedy naparł na nią swoim ciężarem, a potem wpił w jej usta zachłannie. Smakował obłędnie, jak zawsze. Wiedziała, że będzie tego żałować, ale nie mogąc się powstrzymać, szarpnęła go za włosy, jeszcze bardziej pogłębiając pocałunek, rozchylając do niego nogi. Czuła, jak smukłe palce zahaczają materiał koronkowych majtek, jak zsuwa je z niej na posadzkę, podczas gdy ona mruczała prosto w jego usta, a potem…
A potem jedno wielkie nic.
Stukot w szybę przeciął całe to nabudowane napięcie, a nad ich głowami wyrosła przyklejona do szyby brunetka z szerokim uśmiechem na twarzy. Tak kurwa szerokim, że Pilar aż zabolała cała szczęka, kiedy na to patrzyła.
Nie no, popierdoli mnie — rzuciła chyba bardziej do siebie, niż kogokolwiek innego, czując nieznośne napięcie, które znowu na tym wyjeździe nie znalazło jakiegokolwiek ujścia. Ciężkie westchnięcie opuściło jej usta, a potem ona cała opuściła samochód.
Lola wydawała się prze miła. Nawet zbyt miła, jeśli w ogóle można było tak o kimś powiedzieć. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, a śnieżnobiałe zęby świeciły praktycznie w ciemności. Poświeciła im po twarzach niewielką latarką, chociaż dookoła była masa latarni i robiło się już powoli widno.
Mega miło was poznać!!!! — kwiknęła zadowolona, wystawiając w ich stronę ręce. — Słyszałam, że przyjechaliście aż z KANADY, żeby wziąć tutaj ślub!?! To jest MEGA romantyczne, normalnie me-ga! Ja to od zawsze mówiłam mojemu facetowi Giuseppe, że ślub to bym chciała na jakimś wyjeździe, jezu Bali na przykład albo Los Aangeles! A w ogóle mój Giuseppe to jest włochem, wspominałam wam? — nawijała jak nakręcona. Usta dosłownie się jej nie zamykały, a Pilar już w połowie tej wypowiedzi posłała swojemu mężowi wymowne spojrzenie. Nawet nie wsiedli do tego balonu, a ona już miała wrażenie, że łeb im pęknie od nawijania tej laski. — A ten no pokażcie obrączki? — przystanęła na moment i sięgnęła do ich dłoni. — OJEZU niesamowite, przepiękne! I ten kamień? Zajebisty! Czekajcie musze wysłać zdjęcie Giuseppe! Teoretycznie jeszcze nie rozmawialiśmy o tych sprawach, bo wiecie, jeszcze mi się nie oświadczył tak oficjalnie, ale na pewno będzie chciał. I wiecie co jeszcze? Ostatnio widziałam, jak bawił się moim jednym pierścionkiem! A mi to mamusia zawsze powtarzała, że jak facet bawi się biżuterią, to jest albo gejem albo chce się oświadczyć — gdyby ktoś Pilar tyle gadał, to chyba rozważałaby bardziej pierwszą opcję, ale kto wie, może Giuseppe faktycznie lubił to, jak bardzo Lola nawijała bez łapania chociażby oddechu. Pozwoliła dziewczynie zrobić zdjęcie, oczywiście na trzy razy, bo za pierwszym nie włączyła lampy błyskowej i nie było nic widać, za drugim Madox ruszył ręką i dopiero za trzecim udało się zrobić w miarę dobrą fotkę. — Zaraz my wyśle, totalnie będzie zachwycony! A tak w ogóle nie wiem czy wam mówiłam, chyba jeszcze nie, ale jest jeszcze jedna para, która będzie z nami lecieć, wiecie?! Bo oni też mają taki voucherek jak wy, więc dostałam cynk, żeby was razem wyrzucić w powietrze! Ze mną rzecz jasna! To co gotowi? — spytała, dając im w końcu czas odpowiedzieć, a Pilar tylko spojrzała na Noriege. Bo może… był jeszcze czas spierdolić?

Madox -`♡´-
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Ciężko stwierdzić co Madox kombinował, biorąc pod uwagę to, że on wiecznie przecież szył na bieżąco, rzadko coś planował. Albo miał w głowie jakiś pomysł, zaczynał, coś tam rzucił, a potem i tak wszystko wychodziło w praniu.
Ale może tym razem coś siedziało mu w głowie? Wiadomo, że nic nie powiedział, wywrócił tylko oczami i zaczepił Pilar. A zaraz już przecież wsiadali do samochodu, a tam...
Tam już zakręcił się na niej, na tym, że mieli dziesięć minut, które powinni odpowiednio wykorzystać, każdą minutę, która została im w Rio, zanim wrócą do Toronto, do problemów, których tam przecież czekała na nich cała masa.
Chociaż w tej chwili Madox nie myślał nawet o jednym z nich, bo już zaglądał w piękne, ciemne oczy swojej żony, już pochylał się nad nią i proponował, że odda jej swoją koszulę.
- I znowu porozrywać wszystkie guziki? - zapytał, kiedy powiedziała, że ona też chciała z niego zerwać ubrania - kiedyś przyniosę ci te koszule, które zepsułaś, żebyś je pozszywała - parsknął w jej dekolt, bo trochę tego było. Pilar nie była delikatna, a przede wszystkim to nie była cierpliwa. Oboje nie byli.
Dlatego Madox zaraz szarpał ją do siebie za nogę, bliżej, na skórzaną kanapę, na której czarne kosmyki rozsypały się wokół jej głowy. Znowu się pochylił zaglądając głęboko w jej piękne, duże oczy.
- A kiedy będzie lepszy wieczór na pierwsze razy, niż noc poślubna? - nie mógł się powstrzymać, żeby nie skraść z jej pełnych, gorących ust przelotnego pocałunku, żeby jej nie zaczepić, kiedy jego wytatuowane palce sunęły po gładkiej skórze, podwijając na razie, sukienkę - może być, ty wymyślasz następny - wytknął jej czubek języka, a kiedy go do siebie szarpnęła, to przyparł ją do chłodnej jeszcze skóry mocniej. Dłoń już lokując na koronkowych majtkach.
Szkoda tylko, że się okazało, że oni wcale nie mają na to dziesięciu minut. I tak mało, ale mogli spróbować iść na jakiś rekord, tak z okazji tych pierwszych razów, ale pięć...
No dobra, na szybko może się uda, najwyżej Ralph chwilę poczeka, albo coś. Dlatego Madox już pochylał się nad swoją żoną w tym zachłannym, agresywnym pocałunku, takim który zabierał z płuc resztki powietrza, i miał ich odpowiednio, i szybko nakręcić. Nakręcał, bo mruczeli sobie w usta, a kiedy Pilar go szarpnęła za włosy, to on mocniej na nią naparł i zaraz ściągał z niej bieliznę, i już miał sprawdzić jak na nią zadziałał, tam między jej nogami, tylko... chuj z tego.
Jak jeszcze kierowca siedział grzecznie i może pozwoliłby im dokończyć, to przyklejona do szyby wesoła twarzyczka i pięść uderzająca w okno raz po raz, na pewno nie. Madox aż wywrócił oczami.
- Ja pierdole... - mruknął w pełne wargi swojej żony, niechętnie się od niej odrywając, a na to jej popierdoli mnie, jeszcze pochylił się nad nią z czarnymi oczami zawieszonymi na jej przenikliwym, szklącym spojrzeniu - dokończymy w balonie... To znaczy ja dokończę... Tobie - czy ta obietnica odrobinę ją uspokoiła? Czy jeszcze bardziej skłaniała do tego, żeby ją popierdoliło. Ciężko stwierdzić.
Ciężko też się słuchało Loli, która nawijała i nawijała, Bóg jeden wie o czym, bo Madox to jej kompletnie nie słuchał, wciąż łasząc się do Pilar, kiedy tak ją obejmował ramieniem, opierając o siebie. A to on podobno dużo gadał.
- Świetnie - rzucił tylko w odpowiedzi na słowa dziewczyny o tym jej ślubie na Bali, brała go tam? Nie no, chyba chciała wziąć, biorąc pod uwagę, że zaraz szarpała ich za ręce, żeby zobaczyć obrączki. Madox też na nie spojrzał. Były piękne, bardzo w ich stylu, wyróżniały się, jak oni, do ślubu ubrani na czerwono. Zaraz splótł palce z tymi swojej żony, kiedy Lola znowu nawijała o swoim chłopaku.
- Ty mu się oświadcz, jak się ociąga, Pilar też mi się oświadczyła, kilka razy - stwierdził jakby nigdy nic. Diabeł jeden. Bo w sumie co jeśli Giuseppe nie podzielał entuzjazmy Loli? Ale chyba lepiej dowiedzieć się wcześniej, nawet jeśli tak było. A Pilar przecież naprawdę mu się oświadczyła, przy śmietniku, ale też wiele razy później, kiedy mówiła, że chce zostać jego żoną, w tym szczerym polu, w którym mu uciekła po stłuczce, albo pod czyimś stołem, w domu, do którego się włamali. Kurwa... ile razy oni to sobie wyznali, to, że chcieli zostać małżeństwem.
A teraz nim byli.
Niesamowite.
Niesamowite było też to, że jednak ich romantyczny lot balonem mieli dzielić z inną parką.
No chuj. Madox wzruszył tylko na to ramionami. I tak się zajmą sobą, a on już się zastanawiał jak dobrać się do Pilar tak, żeby nie było za bardzo widać. Ale ta sukienka miała takie wycięcie z przodu, że jeśli staną sobie przy koszu...
- Hej bitches! - powitał ich jakiś męski głos.
- Och Bert, może trochę grzeczniej? Cześć misie kolorowe, będziemy z wami lecieć balonem. To Bert, a ja jestem Phileas - podeszło do nich dwóch facetów. Trzymali się za ręce, chociaż zaraz przywitali się z Lolą i nimi uściśnięciem dłoni. Bert zrobił to pewnie, a Phileas bardzo miękko, a przy okazji zaczepił jeszcze paznokciami o wytatuowane przedramię Noriegi.
- Ale ciacho - stwierdził jak gdyby nigdy nic, a Madox już się trochę schował za Pilar. Bert za to się skrzywił.
- No nie bądź zazdrosny pysiaczku, ale sam przynaj, że facet jest hot - poklepał swojego partnera po policzku, a potem obaj spojrzeli na Noriegę, jakby go kurwa rozbierali wzrokiem.
- No jest - przyznał ten drugi.
Dobrze, że Lola się wtrąciła, bo robiło się dziwnie. Zaczęła nawijać o jakiś środkach bezpieczeństwa. A Madox chociaż go to nie obchodziło, to jej słuchał, akurat tak sobie staneli, że oni z Pilar z przodu, a geje za nimi, tylko że oni wcale nie słuchali, bo bezczelnie obczajali mu tyłek.
- No na bank ćwiczy, ja ci mówiłem, że ty też musisz robić więcej squatów... - odezwał się Bert, niby do Phileasa, ale jednak tak, że słyszeli go chyba wszyscy.
Lola za to skończyła ten przyspieszony kurs i poprowadziła ich do balona. Stały dwa, jeden taki z dużym koszem, gdzie mogliby sobie stanąć na spokojnie, a drugi... no tam w te dwie pary by się trochę ściskali. Madox liczył, że wybiorą ten pierwszy.

O sea, lo terminaré... por ti 🪂✧˚ ༘ ⋆。˚
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze — rzuciła krótko, kiedy tylko wytknął jej wyrywanie guzików jego drogich, kolorowych koszul. — Od teraz będę je za każdym razem uważnie o d p i n a ć, a potem składać ci koszulę w kosteczkę — dodała z pełną powagą i chociaż Madox doskonale wiedział, że tylko się zgrywała, ona za punkt honoru postawiła sobie, że faktycznie tak zrobi przy najbliższej okazji. Będzie obchodzić się z jego drogimi łaszkami jak z jajkiem do momentu, aż go nie popierdoli. Jeszcze będzie ją b ł a g a ć, żeby zostawiła to w spokoju.
W spokoju jednak jak się zaraz okazało nie chciała zostawić ich Lola, pilotka balona. Usta nie zamykały się jej nawet na sekundę. Do tego stopnia, że Pilar autentycznie zaczęła się zastanawiać, kiedy ta dziewczyna bierze oddech. Płuca miała chyba ze stali, a jeśli tak, to zdecydowanie minęła się z powołaniem i powinna przerzucić się na sporty wodne lub te mocno wydolnościowe. Rozjebałaby konkurencje. W tamtym momencie jednak jedyne co rozwalała to ich mental opowieściami o Giuseppe i faktem, że chłopak dalej się jej nie oświadczył. Całe szczęście Noriega z powodzeniem rozluźnił atmosferę opowiadając o oświadczynach Pilar.
No, faktycznie tak było — skinęła głową, przytakując mężowi. — Pierwszy raz oświadczyłam mu się przy śmietniku — powiedziała tonem, jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie. Jakby każdy jeden człowiek tak robił — nie przy kolacji z pięknym widokiem, padając na kolano, a właśnie przy obskurnym, śmierdzącym śmietniku. Lola od razu ściągnęła brwi do siebie i przekręciła głowę. Jak widać nie do końca była przekonana stylem, w jakim zrobiła ot Noriega. — Ale to było po tym, jak on oświadczył mi się przy obsranych gaciach — dodała, a szczęka Loli opadła jeszcze bardziej. W tamtym momencie Pilar już naturalnie musiała kontynuować. To było silniejsze od niej. — Finalnie udało się za trzecim razem, kiedy przeleciał mnie na czyimś dywanie, w domu do którego się włamaliśmy — zakończyła zadowolona, z wielkim uśmiechem na ustach, szczerząc się do dziewczyny. A ona? Ona tylko mrugała i chyba pierwszy raz tego dnia zapomniała języka w gębie. Piękny to był widok. A jak zrobiło się spokojnie!
Oczywiście do czasu, aż nie dołączyła do nich druga, wcześniej wspomniana parka. Gejów. Pilar była tolerancyjna, kochała miłość w każdej formie, ale to hej bitches, misie kolorowe i rozmowy o tym jakie z Madoxa było ciacho jak na zawołanie zwiastowały, że podróż balonem będzie… ciekawa. Noriega oczywiście już na starcie schował się za jej plecami. Facet niby wyglądał jak gangus, prowadził się jak gangus, a jednak kiedy tylko na horyzoncie pojawiały się karły lub geje od razu chciał uciekać. Dziwne miał te swoje fobie, ale Pilar czasami r o z c z u l a ł y. Chociaż nie teraz. Teraz po prostu go wyśmiała.
Pilar — przedstawiła się, wyciągając rękę do przodu. — A to Madox, ale musicie mu wybaczyć, jest bardzo… nieśmiały — zacmokała zadowolona, wskazując na męża. Bert przekręcił głowę na bok i spojrzał nad ramię Pilar. Nie wiedziała, o czym myślał, ale dałaby sobie rękę uciąć, że kalkulował jak taki nabity kark w ogóle mógł być nieśmiały. Phileas natomiast od razu wyrwał się do przodu, wyminął Pilar i stanął przy Noriedze.
Ay ay, nic się nie martwcie, już my go rozruszamy!! — krzyknął zadowolony, wyrzucając ręce w górę i trącając biodro Madoxa swoim. Pilar zacisnęła usta w wąską linie, próbując nie ryknąć śmiechem, widząc jak obsrany był Noriega. Nie miała pojęcia czego on właściwie tak się bał, że jeden dotyk geja i od razu zmieni orientacje? A może była to kwestia historii Chico sprzed godziny i tego jak nadział się na chuja w czarnym pokoju w klubie. Cokolwiek to było ewidentnie odblokowało jakieś nowe traumy w głowie Madoxa.
Lola przeprowadziła im szybkie przeszkolenie, które głównie polegało na tym, żeby pod żadnym pozorem nie wychylać się za kosz. That’s it. Wszystko inne o czym mówiła opierało się na tym, ze z dobrym pilotem lot był bezpieczny. Czy ona nim była? Pewnie niedługo się okaże, jednak jeśli latała tak dobrze, jak gadała, z pewnością nie było się czego obawiać.
Którym cackiem lecimy? — spytał Bert, rozglądając się pomiędzy balonami.
Ja to bym chciał tym różowym! — Phileas złapał swoją faceta pod rękę i wskazał na ten, który mu się podobał. — Ma dokładnie taki sam odcień, jak te stringi, które mi kupiłeś na święta!! — dodał podekscytowany, przy okazji odwracając się do Madoxa, łapiąc jego ciemne spojrzenie. — Mam zdjęcia jakbyś chciał zobaczyć — puścił mu oczko, a Bert znowu fukał pod nosem. Zazdrośnik jeden. Ewidentnie nie podobało mu się to, jak jego chłopak przymilał się do Noriegi. Na plus jednak powinno być to, że Madox wcale nie łapał tych zaczepek i za każdym razem chował się za Pilar.
Lecimy tym większym — wtrąciła Lola, prowadząc ich w odpowiednim kierunku. — Tamten różowy jest dwuosobowy, głuptasy — pokręciła głową, jakby każde z nich miało się tego domyślić. — Ale powiem wam, że jest odpowiednio ochrzczony! Kiedyś z Giuseppe wylecieliśmy sobie nim w powietrze i to właśnie w nim pierwszy raz uprawialiśmy seks — uraczyła ich historią, której absolutnie żadne z nich nie potrzebowało. Po drodze opowiadała jeszcze coś jak to potem podłoże trzeba było dać do czyszczenia, bo wszystko pobrudzili, ale Pilar starała się tego nie słuchać. Była zbyt zajęta rozglądaniem się dookoła. Na zewnątrz robiło się widno, a plaża, na której się znajdowali sama w sobie wyglądała obłędne. Z powietrza pewnie było jeszcze lepiej. Zacisnęła mocniej palce na dłoni Noriegi i w końcu wszyscy skierowali się do środka kosza.
Ścianki faktycznie były wystarczająco wysokie, żeby nikt zza nich nie wypadł. Nawet ciężko byłoby się wychylić, biorąc pod uwagę, że sięgały gdzieś do poziomu klatki piersiowej. Lola kazała im zająć przeciwne strony kosza i oprzeć się plecami o ściany, przytrzymując uchwytów. Ogień pośrodku buchnął jeszcze mocniej, a już po chwili mogli poczuć jak balonem zaczyna chwiać na boki. Ziemia nie zdążyła jeszcze porządnie od nich odjechać, a Lola już odwróciła się do pasażerów i nabrała mocno powietrza w płuca. Pilar już doskonale wiedziała, co to oznaczało.
Chciecie ciekawostkę? Na pewno chciecie! — klasnęła w dłonie, patrząc im po twarzach. — Wiecie, że balonem nie da się tak naprawdę sterować w prawo albo w lewo?
To jak my lecimy? — Bert zmarszczył brwi, przyglądając się pilotce.
No z wiatrem, a jak, głuptasy! — pokręciła głową, znowu niepocieszona ich brakiem wiedzy. — Pilot może tylko zmieniać wysokość, a wiecie na różnych wyskościach wiatr wieje inaczej i w różnych kierunkach, wiec zamiast skręcać kierownicą, to musze szukać odpowiedniego prądu powietrza. FAJNIE, NIE?! Wiem, że fajnie… O! A jak spojrzycie o tam… — wskazała gdzieś przed siebie. — To zaraz zobaczycie jeden z najładniejszych widoków w Rio. Widzicie tą górę, o tam tam? To Sugarloaf. Portugalczycy nazwali ją Głową Cukru, bo przypominała im stożki, w których kiedyś sprzedawano cukier.
Pilar zmrużyła oczy, przyglądając się górze.
Jak dla mnie to wygląda jak gigantyczny ziemniak — przekręciła na bok głowę, a potem spojrzała na Madoxa. Już Miałą dopytać, co on o tym myślą, ale wtedy Phileas wyrwał się do przodu.
Mi to bardziej przypomina twojego…
PHIL!!! — przerwał mu Bert, chociaż chyba każdy z obecnych mógł dobie dopowiedzieć co takiego przypominała mu ta wielka, długa, wystająca z ziemi góra.

Madox ⋆。゚☁︎。⋆𓂃 ོ☼𓂃
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
No to Madox chyba sobie przejebał tym swoim marudzeniem. Aż otworzył usta ze zdziwienia, kiedy tak mu powiedziała, że od teraz będzie odpinać jego koszule i składać mu je w kosteczkę, ale prawda jest taka... że jakoś tego nie widział. Jak on kiedyś swojego buta zdejmował z żyrandola, a jej majtek szukali częściej niż kluczyków do samochodu. Na kluczyki mieli taką miseczkę w przedpokoju. A bieliznę raz zarąbał jej jakiś dzieciak. Pogadał sobie jeszcze jakieś tak, na pewno, bo jej nie wierzył.
A potem znowu nie dowierzał, że ktoś może gadać tyle co Lola, kiedy już stanęli z nią przy balonach. Temat zszedł na oświadczyny, i nawet dobrze, bo pilotka się wreszcie zamknęła, kiedy usłyszała, że Pilar zrobiła to przy śmietniku. I chociaż brzmiało to bardzo odklejenie, to Madox patrzył na swoją żonę wielkimi, błyszczącymi oczami i znowu się do niej łasił, ale później musiał dodać.
- Ale to nie były moje osrane gacie, jakiś pies je obsrał. P I E S - przeliterował jeszcze, żeby Lola nie pomyślała sobie, jak Gaba, że to jemu przydarzył się jakiś incydent kałowy. Pilotka zresztą patrzyła na nich z rozdziawioną buzią, to na jedno, to na drogie, kompletnie chyba nie rozumiejąc ich romantyczności. Ale przecież dla nich to takie było.
- Ale kurwa jak cię przeleciałem - mruknął Madox, bardziej do ucha swojej żony, ale może Lola słyszała, przy okazji podszczypnął Pilar w pośladek - a ty jak się włamałaś - aż westchnął ciężko na to wspomnienie jak klęczała przed nim nago i... otwierała drzwi wsuwką.
Dziwne to było, kiedy nie było słychać trajkotania Loli, która trawiła jeszcze w głowie ich opowieść, ale za to zaraz jej miejsce zastąpiła ta urocza parka, gejów.
W zasadzie Madox też nic do nich nie miał. Nie przeszkadzali mu, taki jeden nawet pracował u niego w klubie, on po prostu... dziwnie się czuł kiedy się do niego dostawiali. Bo jakby laska mu powiedziała, że jest ciacho, to pewnie by jej puścił oczko i się do niej uśmiechnął, a do tych facetów? Sam nie wiedział jak zareagować, więc zaraz chował się za swoją anty gejowską i karłową tarczą, swoją żoną.
Pokiwał głową, na to, że jest nieśmiały.
- Tak, to ona w naszym związku jest ta wiecie... towarzyska, a ja boję się ludzi - nie chciał powiedzieć, że boi się gejów, bo jak to brzmi? Ale kiedy Phileas wyrwał się do niego i trącił go biodrem, to Noriega się cofnął - spoko ja... Czasem wychodzą nawet do ludzi - spojrzał na Pilar, bo co miał powiedzieć? Że prowadzi klub, w którym przewija się tyle osób, że ciężko jest mu znaleźć chwilę dla siebie? Chociaż w klubie to był jeszcze na wygranej pozycji, bo jak dostawiali się do niego geje, to on sobie po prostu uciekał do siebie, a tutaj? W tym balonie? W ciasnym koszu. Aż mocniej zacisnął palce na ręce swojej żony.
A kiedy już stanęli przy balonach, to Madox zaraz wypalił.
- Tym niebieskim - bo niebieski to był ten z dużym koszem. Ale Phileas chciał tym drugim, w kolorze jego stringów jak się okazało. Madox nawet nie chciał sobie tego wyobrażać. Ale zaraz okazało się, że nawet by nie musiał, bo Phil miał zdjęcia, które mu proponował, a Noriega aż uniósł obie brwi.
- Nie, dzięki, bo moja żona jest bardzo zazdrosna - rzucił i jeszcze spojrzał na Pilar, żeby go poparła, że jest, ale widział ten jej psotny uśmiech.
Na szczęście znowu odezwała się Lola i poprowadziła ich do większego balona, zajebiście. Madox był jej wdzięczny. Chociaż kiedy zaraz wyskoczyła z tą historią o odpowiednim ochrzczeniu balona, to Noriega znowu uniósł brew. Nie to, że on też by chętnie w takim balonie...
- No i jak się uprawia seks w balonie? My z Bertem to lubimy zaliczać takie różne nietypowe miejscówki, robiliśmy to już w kościele, w sklepie, w samolocie... - zaczął wymieniać Phileas, ale jego facet walnął go w ramię. Chociaż jeszcze potem wdali się w rozmowę z Lolą.
Ale Madox i Pilar szli trochę z tyłu, jak na mruka i jego żonę przystało.
- Pięknie, nie? - Noriega też rozejrzał się po plaży, a zaraz zawiesił spojrzenie na swojej żonie, na tle nieba, które powoli nabierało kolorów.
Po chwili jednak pakowali się do balona, a Lola instruowała ich jakie powinni zająć miejsca. Madox oparł się o koszyk, a drugą rękę zarzucił Pilar na ramię przyciągając ją do siebie. Słuchał Loli, kiedy opowiadała jak steruje się balonem, ale kiedy wskazała im Cukrową Głowę, to odwrócili się w tamtym kierunku, za górą słońce wschodziło zza horyzontu nadając niebu piękną różowo-pomarańczową barwę. Wyglądało zjawiskowo, chociaż Madox zaraz się uśmiechnął i skinął głową, że góra wyglądała jak gigantyczny ziemniak - albo kokos - dodał od siebie, ale zaraz dowiedzieli się, że wygląda też jak Bertowy…
Wszyscy sobie w głowach dopowiedzieli co, a Madox wywrócił oczami. Stanął za plecami Pilar obejmując ją z jeden strony ręką, tą drugą szarpnął ja do siebie, tak, że jej plecy zderzyły się z jego torsem. Mruknął jej prosto w kark, kiedy się o niego oparła.
I tak największe wrażenie robiły chyba te kolory, w które malowało się niebo nad Rio, które odbijały się na wodzie, i te góry na ich tle.
Lola coś tam nawijał, opowiadała, że widać stąd miasto, ale też jego zielone płuca, Park Narodowy Tijuca. A Madox i Pilar widzieli go od środka, bo ta świątynia, w której brali ślub, się w nim znajdowała.
Phileas oczywiście zadawał kolejne pytania.
Ale Madox trochę ich nie słuchał, bo on się już znowu łasił do swojej żony. Bo jego wytatuowane palce przesunęły się po jej biodrze na udo, gdzie opuszki musnęły nagą skórę.
- Podoba ci się? - szepnął jej do ucha, pochylając się nad jej odkrytym ramieniem, które omiótł jego ciepły oddech, pytał o widok, czy jednak o jego rękę na jej udzie? - Zabawne, że wzięliśmy ślub, a słonce znowu wschodzi, nie? Świat się nie rozpierdolił, czy coś, dziwne - trochę to było szalone. Bo przecież oni zawsze mieli pod górkę, zawsze tyle rzeczy stało na ich drodze do szczęścia, a tu proszę. Jednak się udało.
Pobrali się, a świat nie wybuchł. Niesamowite.
Madox wypuścił powietrze z płuc prosto w kark Pilar, a jego palce przesunęły się wyżej pod materiał koronkowej sukienki, akurat tam gdzie miała na udzie rozcięcie - myślisz, że zauważą? - mruknął jej do ucha zerkając przez ramię w kierunku Loli, która cały czas nawijała, Phileas z Bertem też się do siebie przytulali, tylko, że ten pierwszy też bez przerwy wdawał się w dyskusje z pilotką.

¿Crees que se darán cuenta? ✿˚ ༘ ⋆。♡˚
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, świntuszenie, +16
Było pięknie.
Jeszcze z poziomu plaży widok był obłędny, kiedy niebo z czarnego zaczęło przechodzić w jasny granat mieszający się z różem. Słońce powoli wstawało ze snu, budziło się również i całe miasto, a panorama tego wszystkiego na ile wody i licznych wysp… o b ł ę d n a.
Nie z tej ziemi.
I oni po chwili faktycznie oglądali ją nie z ziemi, a z powietrza. Balon wznosił się coraz wyżej, Lola gadała jeszcze więcej, a ich ukochana para gejów wdawała się w każdą jedną dyskusję z pilotką. Pilar z Madoxem stali w tym wszystkim gdzieś z boku i zdecydowanie woleli zająć się sobą. Oboje mieli pełną świadomość, że były to dosłownie ostatnie chwile beztroski, na jakie mogli sobie pozwolić. Chwile ulotne, które lada moment zostaną tylko wspomnieniem, gdy wrócą już do szarego Toronto, gdzie nic nie było łatwe. Gdzie problemy mnożyły się szybciej niż zera na koncie Galena Wyatta i dzieci, których ojcem był William. Gdzie nic nie było proste. Gdzie każdy chciał władować im kulkę prosto z łeb i rzucić kłody pod nogi. Pilar sama nie wiedziała, czy była na to gotowa. Miałą przeczucie, gdzieś głęboko w środku, że dopiero teraz dostaną mocno po dupie i nawet przez głowę przeszła jej taka myśl… jak źle byłoby gdyby po prostu tu zostali? Wiedziała że nie mogą, że od problemów się nie ucieka, ale kurwa, mając go w ramionach, kilkadziesiąt metrów nad ziemią, z tym obłędnym widokiem przed nimi chociaż raz była spokojna. Zatracona w jego zapachu, bliskości jego ciała, tym jak równo oddychał jej prosto do ucha, jak zaciskał palce na jej odkrytych ramionach i mówił, że było pięknie. Pozwoliła sobie wyrzucić głowę w tył i oprzeć ją na jego klatce piersiowej, podziwiając niesamowity wschód słońca i przepiękne różowo-pomarańczowe niebo.
Lola nawijała coś o Jezusie na górce i tym, że średnio na rok trafia w niego jakaś kolosalna ilość piorunów podczas burzy, ale lokalni wierzyli, że to na szczęście, podczas gdy oni stojąc po drugiej stronie kosza zajmowali się sobą. Każde niby w swojej głowie, a jednak jego dłoń błądziła gdzieś po jej udzie, zaczepiając materiał sukienki, podczas gdy ta jej muskała przedramię, którym ją do siebie tulił.
Podoba ci się?
Westchnęła, jeszcze bardziej na niego napierając, praktycznie się na nim kładąc.
Widok czy to co robisz swoją ręką? — odbiła piłeczkę, uśmiechając się pod nosem, a swoją wolną dłoń spuściła wzdłuż ciała, a potem dała ją do tyłu i również odnalazła jego udo, wzdłuż którego zaczęła przesuwać się w górę. — Obie mi się kurewsko podobają — wyjaśniła, nim chociażby zdążył odpowiedzieć na jej pytanie.
Faktycznie niesamowite, że wzięli ślub, a słońce znowu postanowiło pojawić się na niebie. Świat nie wybuchnął, ziemia się nie osunęła, a ludzie żyli tak, jak robili to dzień wcześniej. Bogowie wcale się nie poruszyli, a to dziwnie, w końcu oni od początku nie mieli prawa bytu. A tu proszę. Wszystko po staremu. A nawet lepiej, bo ta chwila, którą właśnie łapali — obłędny widok, dotyk, który powodował przyśpieszone bicie serca i momentalna fale gorąca — to wszystko składało się na doświadczenie nie z tej ziemi.
Z momentem, w którym przesunął rękę jeszcze wyżej, wdzierając się pomiędzy wcięcie w sukience a jej uda, z ust Pilar wyrwało się głośniejsze westchnienie. Całe szczęście usłyszeli je tylko oni, bo akurat Bart dyskutował z Lolą na temat lasu deszczowego i ciekawostek, które przeczytał dzisiaj rano w przewodniku. Oczywiście dziewczyna zapodała właśnie historie o legendarnym Giuseppe, z którym robiła dosłownie wszystko na każdej z wysp. Dłoń Pilar również podsunęła się w górę, prosto na jego kroczę. Przesunęła palcami po znajomej, delikatnej wypukłości, uśmiechając się pod nosem. Bo może faktycznie mogliby…
Myślisz, że zauważą?
Nie zauważyli, że nie mam na sobie majtek, bo zostały w aucie, wiec może tego też nie — wyszeptała pod nosem, dzięki czemu tylko on mógł ją usłyszeć. Nie wiedziała nawet, czy sam Madox to zauważył i zakodował, że przecież przed samym wyjściem pozbawił ją dołu bielizny, a ta została niedbale rzucona gdzieś w nogach. Cóż, teraz mógł to poczuć na własnym palcach, jeśli odważył się faktycznie przesunąć swoje palce wyżej, w to najbardziej wrażliwe miejsce.
Poza tym… — zaczęła podejrzliwie, łapiąc w palce klamrę jego paska i szarpiąc za pas, by go odblokować. — Odrobina adrenaliny chyba nam nie zaszkodzi — ciężko było go rozpiąć jedną ręką, ale przecież dla niej nie było rzeczy niemożliwych. Szczególnie kiedy odpowiednio się postarała. A tutaj? Starała się aż za bardzo i już po chwili pasek puścił. Serce zabiło jej szybciej, bo nawet nie mogła się do niego odwrócić. Słyszała jedynie jak oddychał ciężko prosto przy jej uchu, a jego klatka piersiowa raz po raz uderzała o jej plecy. Zacisnęła palce na guziku…
Pilar, Madox!! — głos Luny przeciął nagle powietrze, a ona na moment wstrzymała palce na guziku. — I jak się wam podoba?! — spytała. Pilar nie miała jak się odwrócić, ale słyszała, że jej głos był jednostajny. Czyli stała w miejscu. Dobrze. Uśmiechnęła się pod nosem i z momentem, w którym się odezwała, odbezpieczyła guzik spodni Noriegi.
Jest obłędnie — rzuciła jakaś rozmarzona. — Nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiłam… — mówiła dalej, podczas gdy jej palce bezczelnie przesunęły rozporek w dół, a następnie odnalazły linie bokserek, pod którą bez najmniejszego skrępowania się wślizgnęła.
Ah tak! Lot balonem jest taki ekscytujący, czyż nie?! — zaklaskała w dłonie.
Ta… — westchnęła ciężko Pilar, czując pod opuszkami znajomą fakturę, którą zaraz zaczepiła. Lola miała rację — lot balonem był zajebiście ekscytujący, ale kiedy połączyło się to z tym, co właśnie robili i co mieli zamiar zrobić... dawało to kurwa iście wybuchową mieszankę adrenaliny, zachwytu i napięcia, które już dawno zebrało się między jej nogami.

Nunca he hecho nada parecido a esto... ⋆。゚☁︎。⋆𓂃 ོ☼𓂃 🌡️❤️‍🔥
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”