A w tym wszystkim szczerze, tak jak czuli, to co dyktowało im serce. Dzielili się swoimi uczuciami i obawami, i chociaż czasem się kłócili, wydawać się mogło, że nie znajdą porozumienia, to finalnie zawsze to robili. Dogadywali się.
I dzisiaj też, Pilar rozładowała atmosferę swoimi żartami, odgoniła od Madox te myśli, wątpliwości. Bo może on potrzebował tylko tego, żeby go zapewniła, że sama też wiedziała jaki ciężar niosło ze sobą jego nazwisko? A może tego, że nie żałowała tej decyzji, mimo, że świat wciąż sypał im się na głowy, że dostawali po dupie, nawet w pierdolonej Brazylii.
Niesamowite było to jak oni się od siebie uczyli pewnych rzeczy, jak nagle potrafili zamieniać się rolami i to Madox miał wątpliwości, a one je rozwiewała. Uzupełniali się, ale w tym momencie też po prostu byli dla siebie wsparciem, w każdej sytuacji, nawet jeśli robili rzeczy, które przecież nie leżały jakoś głęboko w ich naturze, to próbowali.
To uczuli się tego od siebie. Czerpali z tego całymi kurwa garściami.
- Ta... to limonka była obrzydliwa - wywrócił oczami zerkając na Pilar z ukosa. Ale zaraz przyciągał ją do siebie bliżej. Jego żona też była niesamowita, to, że dla niej kisiel limonkowy był gorszy niż robaki. Znowu zapatrzył się w jej piękne, błyszczące oczy, kiedy jego palce przesuwały się po jej udzie zaczepnie, coraz wyżej pod materiał sukienki - siem... - zawsze, to chciał jej powiedzieć, że zawsze jej pomoże. Z zabiciem smaku limonki i ze wszystkim, czego tylko by od niego chciała, ale nawet nie zdążył bo ona już znowu zamknęła mu usta pocałunkiem. Z serii tych, które mogłyby trwać wiecznie, do usranej śmierci. Które sprawiały, że nic innego się nie liczyło, tylko obłędny smak jej ust. Tylko to jak serce rwało się do niej w piersi, a usta smakowały się długo, głęboko, do utraty tchu.
Tylko ktoś wszedł do łazienki i sprowadził ich na ziemię. Nie było to wcale przyjemne zderzenie z rzeczywistością, ale może i potrzebne? W końcu mieli tutaj coraz mniej czasu. W dzikim Rio de Janeiro. Chyba najdzikszym ze wszystkich miejsc, które oni do tej pory odwiedzili. A na pewno najbardziej porąbanym.
Do Salonu Tatuażu dotarli szybko, a że Ravi załatwił im wejście poza kolejką, to zaraz zapoznawali się z tatuażystami i oznajmiali im co chcą sobie wydziarać. Madox wiedział od samego początku, ale Pilar w końcu nie zdradziła mu co, chociaż on przecież podpuszczał ją do tej stokrotki, która nie pasowałaby wcale do jej węża, do innych tatuaży, które ukrywała pod bielizną, a które Madox przecież znał na pamięć. Wskazałby je z zamkniętymi oczami.
Musiał ją jeszcze trochę podpuścić, a kiedy Pani Noriega powiedziała o żabci na czole, to zrobił zeza patrząc we wskazane miejsce.
- No i super, pasowałaby ci... żabciu - pokazał jej czubek języka, ale zaraz musnął palcami środek jej czoła - tutaj, to by było takie miejsce na buziaki - świetnie to brzmiało, żabcia na czole i buziaki, jak jakieś dwa słodziaki. Ale Pilar nie odpuszczała i kolejny był słodki króliczek, jeszcze zamiast węża, na co Madox znowu parsknął - no tak, lepiej do ciebie pasuje króliczek, przecież ten sprytny wąż to jak? To króliczki zakładają nogi za głowę i w ogóle... - też ją musiał pozaczepiać, chociaż jego spojrzenie opadła na jej dekolt, na węża, którego odsłoniła i jej piersi. A kiedy przysunęła się bliżej, to jakoś tak odruchowo palce ułożył na jej pośladku, na którym chciała sobie wytatuować...
Nie dowiedział się co, bo nagle przerwał im Chico.
Z jednej strony dobrze, bo mało już brakowało, żeby znowu mu... zawróciła w głowie. Z drugiej, to kiedy już Pilar odwróciła się do tatuażysty, to Madox się jeszcze do niej połasił, jeszcze zaczepił palcami o jej pośladki. Ale zaraz już patrzył na swoją żonę, kiedy oznajmiła, że wiedziała od początku, już miał pytać, że czemu mu nie powiedziała, ale kiedy wyznała, że chce taki sam, to się uśmiechnął i przytulił ją jeszcze do siebie. No bo w sumie to był rzeczywiście zajebisty pomysł, takie same tatuaże. Zgodził się z Chico kiwając głową, już miał pytać gdzie go sobie zrobi, ale wtedy Luna i Chico pokazali im swoje matching tatuaże. Też były świetne, może nie w stylu Madox i Pilar, bo oni jednak te swoje mieli mniej dziecinne, ale fajne, Noriedze się podobały, nawet je pochwalił. Ale zaraz Chico pytał Pani Noriega gdzie będzie jej róża, a Madox od razu spojrzał we wskazane miejsce, a zaraz sam oparł tam dłoń, bo akurat ta jego róża będzie tak na dłoni, że kiedy będzie stał za nią i oprze dłoń na jej sercu, albo piersi, to róża wyląduje koło róży.
Madox już się ruszył, bo Luna zawołała go do siebie, ale jeszcze stanął koło Pilar, kiedy rzuciła to lubię jak boli, wzruszył ramionami.
- Ja nic o tym nie wiem, jestem delikatny jak kwiatuszek. Jak różyczka - chyba nikt w towarzystwie mu nie uwierzył. A Luna nawet przewróciła oczami.
Oczywiście Madox pomógł swojej żonie z zapięciem sukienki, ale rzeczywiście... nie tak miał ją dzisiaj z niej zdejmować, palcami przesunął po jej kręgosłupie i zatrzymał je na zapięciu jej stanika, a kiedy go zaczepiła, to pochylił się jej do ucha.
- Jeszcze to zrobię, zerwę ją z ciebie, chociaż trochę mi jej szkoda, jest piękna - musnął wargami jej ucho, a językiem zaczepił o kolczyk, odbezpieczył zapięcie biustonosza, a zaraz odsunął się do Luny, żeby podać jej rękę. Dziewczyna od razu wzięła się do roboty, odbiła mu na dłoni wzór, oceniła, a potem napełniła tuszem maszynkę i zaczęła go dziabać.
- Ravi mówił, że wzięliście dzisiaj ślub? - zagadała, a Madox skinął głową.
- W zajebistej świątyni, ogarnęli nam tam z Theresą pełno róż, chcesz zobaczyć zdjęcia? - no tak, ale to Pilar je miała na telefonie, bo Noriega swojego nie miał, więc rzuciła mu torebkę, z której Madox wygrzebał jej smartfona, podsunął go tylko Pani Noriega do odblokowania, zrzucił jakieś smsy i inne rzeczy, a zaraz pokazywał Lunie i jej mężowi ich zdjęcia ze ślubu. Jeszcze Ravi i Theresa mieli coś na aparacie.
- Ten Voucher to wygraliście w konkursie dla par w klubie? - tym razem Chico pytał Pilar - odjechany jest, nie? - podniósł na nią spojrzenie znad kalki, z której odbijał już wzór na jej skórze - też kiedyś braliśmy w nim udział - dodał i obejrzał się na Lunę.
- A byliście w podziemiach? - zapytała bez skrępowania, a Madox rzucił tylko ta...
Luna się uśmiechnęła - a jaki wybraliście pokój? - zagaiła znowu.
- Czerwony - odpowiedział Noriega, a dziewczyna podniosła na moment głowę.
- I co tam było? My byliśmy w czarnym - zerknęła przez ramię na swojego męża.
- Orgia - Madox też za bardzo się nie wstydził. A Luna na to parsknęła śmiechem.
- I co fajnie było? - musiała zapytać. Madox wzruszył ramionami i zerknął na Pilar, złapał na moment jej spojrzenie.
- Może być - no w zasadzie w czerwonym pokoju bawili się całkiem nieźle, później było gorzej.
- Czyli macie dość luźne podejście do związku? Luna na przykład jest w chuj zazdrosna - zagaił Chico, na co jego żona odwróciła się i zdzieliła go w plecy.
- Powiedział ten co nie jest - znowu wywracała oczami, a zaraz skupiała się na tatuażu Madoxa.
Noriega za to znów patrzył na swoją żonę.
- Ja też jestem... w chuj zazdrosny - stwierdził, bo taka była prawda, co miał się z tym kryć, skoro gadali tak na luzie. A zresztą niech Chico wie i nie pozwala sobie na za dużo. Chyba by nie pozwolił, bo jego żona zerkała w jego kierunku co jakiś czas, ale oboje byli profesjonalistami. Widać to było w każdym ich płynnym ruchu, w tym jak te tatuaże pojawiały się na skórze.
Me gusta tu tatuaje de rosa ִֶָ𓂃 ࣪˖ ִִֶֶָ