34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że mu nie umknęło to uderzenie Pilar, a jeszcze bardziej to mu nie umknęło jak się Pablo do niej dostawiał, on po tym koksie to pewnie by mu coś powiedział, ale zatrzymała go meksykańska Pilar, i dobrze, że chociaż jedna Pilar z nim współpracowała...
Do tego stopnia, że tak ładnie to razem rozegrali, że Pablo postanowił ich zabrać na strzelanie, tylko może ta dziewczyna wcale nie wiedziała, że grała w jakąś grę Madoxa. Bo on przecież to specjalnie, i nawet chciał o tym powiedzieć Stewart mruknąć jej na ucho, że tak ładnie im to ustawił, a ona co? No wbiła mu łokieć w biodro, mocno, poczuł. Nawet się od niej odsunął i stęknął sobie gdzieś w eter. Kiedy złapała go za rękę, to może trochę mocniej niż powinien zacisnął palce na jej dłoni, ale i tak był delikatny, a już kiedy siedzieli sobie w meleksie, na jednym siedzeniu to jego ręka wylądowała lekko za jej plecami. Właściwie to Madox nawet nie zauważył, że Pablo sobie urządza macanki z ich nowymi koleżankami, bo on się rozglądał po tym polu, oczywiście, że za tym magazynem, ale skoro to był prawie klub Pablo, to mógł sobie popatrzeć nie? Chociaż ręka Pilar na jego udzie odrobinę go rozpraszała.
- Powiem ci Pablito, że czasem wymieniłbym moje Emptiness na coś takiego... Panienki też są tu ładne, no i powietrze, spokój, takiego czegoś mi teraz potrzeba - pokiwał głową. Pablo też to zrobił, chciał nawet coś powiedzieć, ale znowu wtrąciła się Sofia. Ta to była trochę wkurwiająca.
- A co to Emptiness? - zapytała i popatrzyła na Madoxa, a potem na Pablo.
- Matteo prowadzi klub nocny... - rzucił Gonzales.
- Ojacie i to jest taki klub jak nasz tylko w nocy? - Sofia zamrugała. A Madox chwilę walczył w sobie, żeby nie strzelić oczami, Pablo przesunął ręką po twarzy, a druga Pilar… Parsknęła głośnym śmiechem.
- Estúpido! Dupy tam tańczą, jest koks, seks, muzyka... - zaczęła wymieniać, ale Sofia nadęła usta - to trochę jak u nas... - może by się dalej dochodziły, ale Pablo pochylił się do przodu odgradzając je od siebie, wypytywał Stewart o to czy umie strzelać. Madox w pierwszej chwili drgnął za jej plecami, ale w zasadzie... Mogła umieć. A tak naprawdę to umiała lepiej niż on pewnie. Przesunął palcem po jej nagiej skórze po ramieniu. Czyli jednak umie... bo miała ojca wojskowego. Oni wymyślali na poczekaniu tyle tych bajek, że cud, że je wszystkie spamiętywali. Miał się nawet nic na to nie odzywać, ale kiedy Pablo znowu zaproponował to szkolenie, a Pilar się zgodziła, to Madox chrząknął.
- Już nie bądź taka skromna bebé, zajebiście strzela, właściwie nie znam drugiej takiej ślicznotki, która tak posługiwała by się bronią - rzucił, a Pablo aż się ożywił. Właściwie to Madox jeszcze nie widział wcale Stewart jak strzela, no ale... może dzisiaj zobaczy?
- A z jakiej broni? Mój ulubiony FN Five-Seven - Madox nie znał się na broni, ale o tej akurat słyszał jeszcze za czasów Kolumbii, ulubieniec karteli, przebijał nawet kamizelki kuloodporne.
W końcu dojechali na miejsce, a Pablo nawet odesłał Sofię po drinki, świetnie, bo ona akurat ten swój kolor włosów, chociaż widać, że ewidentnie farbowany, to miała trafiony. Madox już miał pytać skąd wezmą broń, bo po to tutaj przyjechali, żeby zobaczyć magazyn, ale wtedy Pablo zaczął ten temat urodzin Aury, Noriega zanim jeszcze poczuł uścisk Pilar, to wiedział, że teraz musi się odezwać, tylko tak, żeby Gonzales ich zaprosił.
- A no tak mówiłeś... To ta princesa, która jeździ konno, też jeździłem jako dzieciak, w Kolumbii, to był dobry czas - rozmarzył się, ale prawda jest taka, że nigdy nie jeździł konno - też mi się marzy takie życie amigo, dlatego staramy się z Rosą o dziecko, wolałbym mieć córkę, córka to jest corazón ojca - nawet oparł rękę na ramieniu Pablo, żeby go poklepać. Gonzales pokiwał głową, aż mu się łezka w oku zakręciła, bo może Aura to było takie jego serduszko? Madox jednak nie miał czasu się nad tym zastanawiać.
- Ale w Toronto wszyscy nasi przyjaciele nie mają dzieci, Kanadyjczycy są popierdoleni, w ogóle nie myślą o rodzinie... Nie to co Meksyk, nie to co piękna Kolumbia, to są kraje, gdzie czuć ten ambiente familiar - Pablo znowu pokiwał głową, a zaraz walnął Madoxa w plecy. Jak on nie będzie miał poodbijanych na nich siniaków, to będzie dobrze, ale nawet się nie ruszył.
- Cała prawda, w Meksyku ludzie są bardzo familia - aż zacisnął rękę w pięść, że tacy są rodzinni - musicie dzisiaj przyjść do mnie na te urodziny, poznacie moją rodzinę - powiedział i spojrzał na Madoxa, który zaraz zerknął na Stewart, niby jakby jej pytał co ona na to, na ten pomysł. Ale tak naprawdę to czekał na jakąkolwiek pochwałę, że on się tutaj dzisiaj tak ładnie produkuje.
- Co o tym myślisz Rosita hermosa? W takim rodzinnym gronie od razu serás fértil, a twoje piękne biodra, wydadzą na świat wspaniałe dziecko owoc meksykańskiej miłości - aż do niej podszedł i zmierzył ją spojrzeniem, te jej piękne biodra chyba. Madox nabrał w płuca powietrze, bo prawie parsknął, musiał naprawdę ze sobą walczyć, żeby tego nie zrobić.
- Będziesz rodzić dzieci jedno za drugim - naćpany Pablo się chyba dopiero rozkręcał, bo już obejmował Stewart ramieniem i pokazywał jej ręką gdzieś w dal - urodzisz mu córkę i syna... Musisz mieć syna Matteo - Madox pokiwał głową.
- Syna też chciałbym mieć - nawet jakby kolejnym punktem był kucyk pony, którego muszą sobie kupić, żeby te dzieci wozić, to Noriega też by go chciał.

Pilar Stewart
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pilar zdecydowanie wolała Sofie niż tą drugą, której imienia miała zamiar nie wypowiadać. Może i była durna, ale przynajmniej kleiła się do swojego szefa zamiast jej faceta. Były do siebie zbyt podobne, żeby Stewart nie zrobiła się zazdrosna. Kurwa, nawet imię miały to samo. Chociaż nie, przecież ona była pierdoloną Rosą. Jeszcze tylko brakowało, żeby powiedział Pablo, że była z Medellin i podkochiwał się w niej jak był dzieckiem.
Całe szczęście zamiast tego, on wypiął dzielnie pierś do przodu i oznajmił, że Stewart nie tylko zajebiście strzela, a sam nie widział kobiety z lepszym celem. Milutko, chociaż prawda jest taka, że Noriega jeszcze nie widział, co ona potrafiła. Z całego kunsztu bycia funkcjonariuszem akurat broń palna była jej ulubionym narzędziem. Wolała go bardziej niż nawet łamanie nosów i walkę wręcz. A to lubiła przecież b a r d z o. I cóż, skoro Madox i tak zrobił jej taką promocję, to już wcale nie musiała udawać początkującego, prawda?
Five-Seven? — uniosła brew, nie żałując sobie delikatnego prychnięcia. — Za głośny jak na mój gust — wzruszyła obojętnie ramionami, jakby ta uwaga wcale jej nie obchodziła, a jednak Pablo jakby się rozbudził i spojrzał na nią wyczakująco. — Osobiście wolę coś, co dobrze leży w dłoni. CZ-tka na przykład — wzruszyła ramionami. Była zwolenniczką klasyków i uważała, że ponad wszystko broń powinna odpowiednio leżeć w dłoni i być zwinna, szczególnie kiedy celowało się w ruchome obiekty, a nie tylko plansze na strzelnicy. I przede wszystkim, trzeba było umieć strzelać. Wszystkie inne fikuśne rarytasy były jedynie dodatkiem. Bo co ci z broni, która przebijała kule, kiedy miało się problem z trafieniem?
Nie wątpiła natomiast, że Pablo dobrze strzela. Jako ktoś, kto handlował bronią, jeśli wierzyć w to, co mówił Noriega, z pewnością posiadał swoje umiejętności, które często praktykował. I myśl, że zaraz sobie postrzelają była chyba pierwszym momentem tego dnia, w którym Pilar s z c z e r z e się podekscytowała. Autentycznie jak narazie najlepsza zabawa na całych wakacjach.
Chciała go jeszcze dopytać, jaką broń miał tutaj na strzelnicy, ale wtedy Gonzales zaczął temat urodzin, Noriega oczywiscie go podłapał i Pilar momentalnie się wycofałą, dając Maoxowi przestrzeń do działania. Musiała przyznać, że poszło mu to śpiewająco. Za dobrze wręcz. Czasami naprawdę zastanawiała się, ile razy on jej wciskał podobny kit, a ona za nic nie była tego w stanie wyłapać.
Uśmiechnęła się radośnie, kiedy Papi zapytał ją, co sądziła o wizycie na urodzinach jego córki.
Ah naturalnie! — klasnęła w dłonie cała zadowolona. — Moje biodra są zajebiście gotowe na dzieci!! — wyszło zbyt sztucznie, wulgarnie? Chyba nie, bo Pablo ścisnął ją jeszcze bardziej, wbijając palce we wcześniej wspomniane biodra. Mocno. Nie spodobało jej się to. Wciąż jeszcze nie była okej z dotykiem obcych mężczyzn na swoim ciele po tym, co się stało z Daltonem, ale jakoś musiała to przełknąć. Nie było teraz miejsca na traumy i zbędne troski.
Czyli ty też nie możesz doczekać się na dzieci, Rosita? Macierzyństwo to taki momento maravilloso — znowu sie na niej zacisnął, a Pilar już nie mogąc tego wytrzymać odskoczyła od niego. Całe szczęście ograła to nadmierną ekscytacją, bo zaraz podskoczyła jeszcze w miejscu dwa razy i pokręciła ręką po brzuchu.
Pewnie, że nie mogę się doczekać — rzuciła z udawaną eskcytacją. — Tyle dzieci mu urodzę, że będzie miał mnie dość — jeszcze trochę i naprawdę zaczęłaby prezentować w jaki sposób je autentycznie urodzi, bo Pablo łapał wszystko, co mówiła z takim zaangażowaniem, że aż szkoda było nie ciągnąć tego dalej. A potem jeszcze podeszła do swojego Matteito. — No i zależy ile mój marido będzie w stanie wyprodukować — zachichotała i zaraz przejechała dłonią po kroczu Noriegi. Sofia i Pilar zaśmiały się głośno, a Pablo? A Pablo aż znowu złapał się za brzuch, po czym podszedł do Madoxa i ułożył mu dłoń na ramieniu.
Obyś ruchał lepiej niż trafiasz w piłkę — rzucił wciąż rozbawiony, a potem jeszcze coś zaczął w drodze nadawać o tym, jak do dziury też trzeba odpowiednio trafić i nawet odciągnął na bok Madoxa, że powiedzieć mu pod jakim kątem najlepiej robić dzieci, żeby wyszły bez downa, jakby był faktycznie jakimś ekspertem.
Przeszli niewielkim chodnikiem wzdłuż drzew, jeszcze bliżej w stronę parkingu, na który Pilar wcześniej zwróciła uwagę. Dopiero teraz zauważyła za zakrętem wielki magazyn, z którego właśnie wyjechała ciężarówka z napisem Mexican Fruit. Kilka owoców dookoła loga i jakiś slogan o zawsze świeżych produktach. Szkoda tylko, że dookoła nie było nawet jednej szklarni ani pola. Czy tak przewozili broń? Pod przykrywką owocowego przewoźnika?
Madox wciąż dyskutował z Pablo, a Pilar włócząc się gdzieś za nimi sięgnęła do torebki po telefon i szybko udając, że robi sobie selfie, zrobiła przy okazji też zdjęcie ciężarówki i magazynu. Schowała go w ostaniej chwili, bo Sofia już stała przy niej, pytając się, czy mogłaby jej pokazać, bo chyba weszła w kadr, a akurat drapała się po tyłu i musiała się upewnić, że nie wyszła źle. Całe szczęście Stewart udało się ją zapewnić słownie, że na pewno jej nie widać na zdjęciu.
To tutaj!! — głos Pablo przerwał ich dyskusje, a jego dłoń wskazała na wejście do pomieszczenia. Budynek był jednopiętrowy, a drzwi do niego w pełni z metalu. Tuż przed nimi stał odziany w garniak ochroniarz. Jego ochroniarz. Pilar poznała przypinkę, którą miał wpiętą na wysokości piersi. Ochroniarze Esme też ją mieli — niewielkie słoneczko na czerwonym tle.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox nie miał swojej ulubionej broni, wiec nawet się słowem nie odezwał przy tej ich wymianie zdań, bo on jednak zdecydowanie wolał walkę wręcz, no i jakieś kastety, pałki, linki, takie rzeczy, jak prawdziwi chuligansi. Ale to pewnie z racji tego, że w klubie te pistolety jednak nie były na porządku dziennym, wiadomo, ostatnio pojawiało się coraz więcej gangusów z bronią. No i Pablo też zawsze nosił przy sobie gnata, czy Franki... Chociaż Madox podejrzewał, że tamten przygłup to nawet nie umie go odblokować.
A właśnie kiedy oni sobie tak gadali o broni, to Maddie wysłała mu zdjęcia Frankiego przywiązanego do łóżka, czyli Maddie jak zawsze się spisała. Noriega wysłał jej w odpowiedzi kilka uśmiechniętych buziek. Przez chwilę to jej nawet chciał wysłać zdjęcie swoje i Stewart w tych wdziankach, ale jeszcze by uznała, że oni się tutaj świetnie bawią na jakimś pedalskim golfie, kiedy ona musi odwalać całą brudną robotę.
Ale oni przecież tez musieli... Chociaż Madox to się nawet nieźle bawił, jak Pilar zaczęła tak klaskać i skakać i nawijać, że jej biodra są gotowe na dzieci, aż mu prawie jakaś żyłka na czole strzeliła, bo tak się spinał, żeby nie parsknąć śmiechem. Chociaż kiedy Stewart tak odskoczyła od Pablo, to jakoś tak się przesunął, żeby stanąć między nimi.
- Jakbyśmy spłodzili dziecko w Meksyku to damy mu na imię Pablito, jak będzie chłopak, a jak dziewczynka to Pablita - dowalił? Pewnie tak, ale Pablo był zachwycony, a jak Pilar kontynuowała przedstawienie i zaraz sięgnęła do kroku Noriegi, to jeszcze się do nich przysunął. No świetnie.
- Akurat w ruchaniu to ja jestem meastro - rzucił Madox, znowu dojebał, ale Pablo się zaśmiał i poklepał go po ramieniu, a meksykańska Pilar też na niego spojrzała jakoś tak zalotniej? Mógł może tego nie mówić, ale akurat Matteo to przecież był bardzo pewny siebie... Madox w zasadzie też. Pablo i Noriega szli pierwsi, a Gonzales cały czas nawijał o tym, jakie są najlepsze pozycje, żeby spłodzić córkę, a jakie dla syna. Madox nawet już mu miał powiedzieć, że przecież nie ma syna, ale kiwał tylko głową i udawał, że łyka wszystko jak pelikan.
- Co ty kurwa? W pełnie nie można? A co wilkołak będzie? - zapytał gdzieś po drodze, ale Pablo nazwał go estúpido, aż Madox obejrzał się przez ramię na Stewart, która... robiła sobie fotki. To znaczy nie podejrzewał, że ona je robiła sobie jak Paach, kiedy ją poprosił, żeby robiła zdjęcia, a ona zaczęła selfie. Jednak Pilar chyba była lepszą agentką niż Peach.
Stanęli w końcu przed magazynem, a Pablo oznajmił, że to tutaj. Wreszcie kurwa. Bo Madox autentycznie nie mógł go już słuchać, dowiedział się, że ma jeść więcej ananasa i szpinaku, ale pod żadnym pozorem nie jeść szparagów, ale za to, że wątróbka też się nadaje. Już miał powiedzieć, że chyba nadaje się do wyjebania do kosza, ale ugryzł się w język.
Ochroniarz gdy tylko zobaczył Pablo, to zaraz się z nim przywitał, zbili piątkę, a potem facet otworzył drzwi i wpuścił ich do środka. Magazyn był większy niż wydawał się z zewnątrz, a przed nimi rozciągały się regały, na których było pełno broni. I to co Madox widział u Frankiego, gdzie cztery pierdolone ściany były pokryte spluwami, to było nic w porównaniu do tego. Tutaj ta broń była wszędzie, różna. Kiedy wkroczyli dalej, to okazało się, że mają nawet jakąś wyrzutnię rakiet i tego to już Madox musiał sobie dotknąć.
- Robią wrażenie nie? - zapytał Pablo, a Noriega pokiwał tylko głową, bo teraz się zastanawiał jak zrobić więcej zdjęć tak, żeby nikt nie zauważył, zwłaszcza, że po magazynie kręciło się pełno ludzi. Ochroniarzy mogło być z tuzin, przy samych drzwiach było ich trzech.
- Franki będzie kurewsko żałował, że tego nie zobaczył - powiedział jeszcze przesuwając palcami po bazooce.
- Franki wie, że tu jesteś? - zapytał Pablo, bo przecież Madox jeszcze o tym nie wspomniał, a może mógł to teraz wykorzystać?
- Tak, gadaliśmy dzisiaj rano i powiedziałem mu, że mamy się spotkać - Pablo zmarszczył brwi i spojrzał na wyrzutnię rakiet.
- Franki to jest pojeb... - a Madox pokiwał głową.
- No raczej, stanąłby mu, jakby zobaczył takie cudo - znowu głaskał tą bazukę, jakby to był jakiś ósmy cud świata.
- To wyślij mu zdjęcie z nią... - zaproponował Pablo, a Noriedze to aż oczy zabłyszczały.
- No co ty mogę? - Pablo pokiwał głową, a Madox spojrzał na Stewart - zrobisz mi cariño? - a potem to już wszystko poszło szybko, gładko, najpierw Madox zapozował z wyrzutnią rakiet, potem zawołał do siebie Pablo, zapozowali razem, potem na ścianie z bronią i jeszcze z innymi pistoletami - niech kutas żałuje, że nie przyjechał, a namawiałem go... - rzucił Madox.
- I nie chciał? Zaraz do niego dzwonię - Pablo wyjął telefon i wykręcił numer, ale Franki nie odebrał. Zadzwonił drugi raz.
Madox syknął.
- Pablito kurwa... wysłałem go do Emptiness, żeby się zabawił, może właśnie dupczy jakąś laskę, daj mu chwilę... - najwyżej jak Pablo będzie nieugięty, to mu pokaże zdjęcie jak Franki jest przywiązany do łóżka i powie, że tak się z Maddie zabawiają. Przecież... niektórzy lubią takie zabawy.
Ale Pablo lubił inne, bo poprowadził ich dalej, na strzelnicę, w końcu... Chociaż na dobrą sprawę mieli już tyle zdjęć, że mogli na spokojnie...
- Co kurwa? - wyrwało się Madoxowi, bo kiedy oni weszli na tą strzelnicę, to okazało się, że tam całe ściany były... we krwi. Co oni tam odpierdalali? I czym były te ruchome cele?

Pilar Stewart
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie było nawet takiej OPCJI, że gdyby jakimś cudem spłodzili dziecko w Meksyku, daliby mu na imię Pablo. Nie w tym ani w żadnym innym życiu, które Pilar dzieliła z Madoxem. No na pewno. A może jak będzie dziewczynka to Esme? Albo kurwa lepiej: może Rosa? Aż przewróciła oczami, słysząc tą rozmowę.
Chociaż musiała przyznać, że zaskoczyło ją, jak bardzo zaangażowany Gonzales był w temat dzieci. Kiedy Esmeralda wspominała, że Aura jest jego oczkiem w głowie, Stewart bardziej spodziewała się człowieka, który lubi dziecko tylko wtedy, kiedy przed innymi może poudawać dumnego ojca, ale tutaj? Tutaj wcale nie musiał, sam zaczynał temat i zdawał się widzieć na ten temat… dużo. Szczególnie ten robienia dzieci, którego Pilar wolałaby nie słyszeć. Serio. Gdyby w pobliżu był jakiś basen z kwasem, chętnie zalałaby sobie uszy.
Całe szczęście zaraz dotarli na miejsce i Pablo w końcu się zamknął. Chyba nie chciał przy swoich kumplach ochroniarzach mówić o kącie robienia chłopca versus dziewczynki, a może po prostu to dlatego, że miejsce do którego weszli za nic nie przypominało takiego, w którym rozmawiało się o dzieciach.
Ściany pokryte były licznymi półkami z bronią — przeróżnego typu i rodzaju, z różnymi magazynami, wyrzutniami i dodatkowymi elementami jak precyzyjne celowniki. Pilar zamrugała zaskoczona i w tym wszystkim sama nie wiedziała, co ją bardziej dziwiło — że Pablo trzymał to aż tak bardzo na widoku, zaraz po wejściu, biorąc pod uwagę, że przecież w każdej chwili mógł mieć tutaj jakiś nalot, a po drugie, że z taką łatwością wprowadził tutaj już nie tylko samego Matteo — bo jednak robił z nim biznesy — ale przede wszystkim jego narzeczoną. Przecież jej nie znał, a Madox nawet nie musiał za nią poręczyć. Jaką miał pewność, że Rosa zaraz nie wybiegnie stąd z krzykiem i nie zadzwoni na policję? Przecież to kurwa nie miało sensu. A może był po prostu aż tak naiwny? Może faktycznie to drugie, bo kiedy Noriega z taką łatwością namówił go na foteczki, zeby wysłać Frankiemu, Pilar aż pokręciła głową. Szło im za łatwo. To też niedobrze.
Wyciągnęła telefon i zrobiła im zdjęcia z różnych kątów, oczywiście przy okazji poruszania telefonem i ustawiania odpowiedniej pozycji, zrobiła też masę fotek samym półką. Nie była pewna, czy nie wyjdą zamazane, ale coś tam z pewnością było na nich widać.
Widać również było to jak popierdolony był Pablo, kiedy w następnym pomieszczeniu, który miał robić za strzelnicę, ściany były pokryte w czerwonej mazi. I to wcale nie tak, jakby ktoś rzucił w to farbą, a kurwa rozprysk krwi. Akurat to Pilar wiedziała doskonale, bo w swoim życiu wystarczająco naoglądała się takich scen na żywo.
Uniosła wzrok na to co kurwa Madoxa razem z Pablo. Tylko on w porównaniu do Pilar, jedynie się uśmiechnął i zaraz podszedł do jednej z półek, przebierając w broniach, zupełnie tak, jak wcześniej robił to z kijami.
Co jest, Matteo? — pokręcił głową, cmokajac ustami. — Na strzelnicy nigdy nie byłeś? — rzucił rozbawiony, chociaż wcale nie omieszkał zaakcentować drugiego słowa, sugerując, że przecież żaden z nich święty nie był.
Stewart cały czas rozglądała się dookoła, próbując rozumieć, w co oni właściwie się wjebali i jak powinna to rozegrać, jako Rosa. Ojciec wojskowy, twarda babka, okej, ale taki widok chyba jednak powinien zrobić na niej jakieś wrażenie albo chociaż wzniecić ciekawość?
A co to za czerwone plamy? — spytała, wskazując palcem i teatralnie otwierając szerzej oczy. Pablo podniósł głowę i spojrzał przez ramię. Z początku wcale nie ruszył się z miejsca. Dopiero po chwili wybrał pistolet i podszedł do Stewart stając za jej plecami.
To? — zza jej ramienia wystawił, oczywiście nie omieszkając zahaczyć lufą o materiał jej sukienki. — Krew moich wrogów — rzucił prosto do jej ucha, chociaż wzrok utkwił w Madoxie. Sprawdzał go? A może po prostu sprawdzał na ile mógł sobie pozwolić przy Rosie? Pilar drgnęła, chociaż wcale nie na jego słowa, a na dotyk lufy przy ciele, znowu na moment wracając do pieprzonego Nicka Daltona. Chociaż Pablo odebrał to inaczej. — Ale ty słońce nie masz się o co martwić, przecież jesteśmy przyjaciółmi — wymruczał do jej ucha, po czym w końcu się odsunął, dając jej przestrzeń i podszedł do Madoxa. — Prawda, amigo? — zarzucił mu rękę, w której trzymał broń przez ramię i poklepał kilkakrotnie w pierś spluwą.
Pilar wstrzymała oddech.
Jednak Pablo był loco.
A już na pewno, kiedy ktoś robił go w chuja.
Cóż, trzeba było mieć nadzieje, że za nic nie pozna się na tym, że i oni się do tego szykowali.
Rosa!!! — ruszył się z miejsca i wystawił do niej wolną dłoń. Pilar złapała ją niemal od razu. — Wybierz sobie broń. Którą tylko chcesz — pociągnął ją do stanowiska, przy którym sam wcześniej dokonywał tego samego wyboru. Stewart wcale nie musiała się długo zastanawiać. Już na pierwszy rzut oka widziała SIG Sauer, który na nią patrzył. Złapała za niego praktycznie od razu. — Ciekawe — mruknął tylko Gonzales pod nosem, a po chwili machnął dłonią na Noriegę. — Matteo! Chodź też się poczęstować. Jakie lubisz przyjacielu? Szybkie, zwinne, czy może takie, które odpowiednio czuć w dłoni?

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pewność, że Rosa nie wybiegnie stąd z krzykiem i nie zadzwoni na policję stała przy drzwiach, sztuk trzy, w czarnych marynarach pod którymi pewnie mieli któreś z tych spluw, które tak ładnie zdobiły wszystkie ściany. Madox właściwie nie był wcale zdzwiony, że ich powitała już wyrzutnia rakiet, bo Pablo był zdrowo popierdolony, uwielbiał się chwalić, walił z grubej rury, dziwne, że ta bazuka nie stała na samym wejściu na jakimś podeście, żeby każdy kto tutaj wchodzi od razu ją widział. Zresztą u Frankiego było to samo, co prawda on swój magazyn chował w sypialni na przeciwko wielkiego łoża w kształcie serca, no ale też nie był za specjalnie zabezpieczony. Oni chyba myśleli, że skoro mają tej broni tyle, to są... bezkarni? Bezpieczni? Madox chociaż swoje grzechy chował w podziemiu Emptiness, albo pod podłogą.
Pablo i Franki zawsze lubili rywalizować na każdej płaszczyźnie, w klubie Noriegi najczęściej na takiej, kto wciągnie więcej koksu i rozpierdoli więcej butelek, albo przeleci więcej panienek, więc Madox musiał z tego skorzystać. A potem jeszcze skorzystał ze zdjęcia, które wysłała mu Maddie, Frankiego przywiązanego do łóżka, a że w tle załapał się pokaźny cycek Maddie to nawet lepiej.
- Nieźle się tam bawią w Emptiness - rzucił pokazując Gonzalesowi, a ten parsknął śmiechem i rzucił coś, że Maddie jest gorąca jak na taką kanadyjską pannę. Madox pokiwał głową. Dobra, to przynajmniej z głowy będzie miał też to dzwonienie do Frankiego.
Tylko zaraz okazało się, że to był ich najmniejszy problem, bo znaleźli się na strzelnicy, której ściany jak jakieś przerażające graffiti zdobiła krew... wrogów Pablo.
- No nie na takiej upierdolonej, kurwa, ale syf, ujebiemy sobie ciuchy - rzucił Madox, bo może zareagował trochę gwałtownie, no ale rzeczywiście tej krwi było tyle, że wyglądało to jakby ktoś chlapał nią po ścianach. Dobrze, że Matteo był elegancikiem, to mógł się przejąć swoimi bielutkimi ubraniami.
- To wyjebiesz, przecież cię stać Matteo - rzucił Pablo, jakby nigdy nic. A Madox wzruszył ramionami.
- I tak nie gram w golfa - no w zasadzie, zresztą nawet to nie były jego ciuchy, tylko chyba Lopeza, chociaż jego w takim wdzianku jeszcze trudniej było sobie wyobrazić niż Noriegę.
Kiedy Pilar zapytała o te czerwone plamy, to Madox przeniósł na nią spojrzenie, nawet miał coś palnąć, a na co ci to wygląda bebé? Ale ubiegł go Pablo, to na nim zatrzymały się ciemne oczy Noriegi, chociaż kiedy zahaczył o sukienkę Pilar, to nabrał mocno powietrze w płuca i wypuścił je nosem. Oczywiście, że chciał się zerwać w jakimś odruchu, bo może Pablo na razie wcale nie miał złych zamiarów, może to leżało bardzo w jego naturze, to jednak widok broni przy jej nagiej skórze, no po prostu go ruszył. A jednak zapanował nad sobą, z jakimś takim calma odbijającym się pod czaszką. Szkoda, że nie było meksykańskiej Pilar, która mogła by mu to przypomnieć.
Nawet nie drgnął kiedy Pablo mu zarzucił rękę na ramię, kiedy poklepał go bronią po klatce piersiowej.
- La lealtad vale más que la sangre - lojalność jest warta więcej niż krew, powiedział Madox z poważną miną, ale Pablo to się chyba spodobało, bo poklepał go jeszcze po ramieniu kiedy się odsuwał. Żeby tylko nie okazało się, że za tą lojalność... a raczej jej brak w stosunku do Gonzalesa, to tej ściany nie ozdobiła... ich krew.
Kiedy Pilar wybierała broń z Pablo, Madox jeszcze raz obrzucił spojrzeniem strzelnicę, a kiedy przyszła jego kolej, do tego ekscytującego wyboru, to on nawet za bardzo się nie zastanawiał, chociaż może jako Matteo powinien wybrać coś bajeranckiego? Ale w zasadzie Matteo też nie był zwolennikiem bronie palnej, akurat tutaj z Madoxem się zgadzali. Wziął Glocka 19stkę, dobrze leżał w dłoni.
- Praktyczne - rzucił tylko, a Pablo zacmokał i pokręcił głową.
- Roska bardziej lubi się bawić - znowu się do niej zbliżył i znowu już zarzucał Pilar na ramię rękę z bronią, chłodną lufą muskając skórę na jej szyi. Ale tego Madox to już nie wytrzymał. Zrobił krok w kierunku Pablo, i tym razem sięgnął do talii Pilar, żeby opleść ją ramieniem i przyciągnąć do siebie.
- Pablito przyjacielu... chyba mi to wybaczysz, ale... oszalałem na jej punkcie i jestem o nią kurewsko zazdrosny, aż mnie kurwa skręca - powiedział powoli, a później przyciągnął ją do siebie mocniej, tylko po to, żeby zaraz wpić się intensywnie w jej usta. I chociaż tego pocałunku nie musieli udawać.
A Pablo też nie wydawał się wcale urażony.
- Dobrze amigo, trochę zazdrości jest nawet wskazane, trochę ognia... - powiedział, kiedy już Madox oderwał się od Pilar. Jakby oni tego ognie mieli mało...
- Rosita pierwsza - powiedział Pablo i machnął na nich spluwą, żeby podeszli do tablic, w oddali zamajaczyły te tarcze w kształcie sylwetek, Pablo oparł się o jakiś blat i czekał na Pilar…
- A może jakiś zakład? Tak dla podkręcenia atmosfery? Co ty na to Roska? Matteo? - zapytał zerkając po ich twarzach.
- Co proponujesz? - zapytał Madox, a Pablo uśmiechnął się jakoś brzydko. A przynajmniej Madoxowi to się wydał taki uśmiech, który chętnie by zmył z jego gęby, nawet tym Glockiem...
- Skoro jesteś taki zazdrosny... To proponuję, że jak was pokonam, to ta księżniczka wypije ze mną drinka, sam na sam, na imprezie, w moim gabinecie, co myślisz odpowiednia stawka? - właśnie takiego czegoś Madox się spodziewał po tym jego uśmiechu.
- Pojebało cię... - rzucił od razu, ale Pablo zmrużył oczy i chyba czekał aż Rosa coś powie, bo zerknął na nią.

Pilar Stewart
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przeszkadzała jej ta bliskość.
Sposób, w jaki Pablo kompletnie nic nie robił sobie z jej przestrzeni osobistej i dotykał ją przy każdej możliwej okazji. Kiedy wodził chłodną lufą od pistoletu wzdłuż nagich ud, a potem muskał nią ramiona, które zdążyły już złapać nieco meksykańskiego słońca. Pilar stała spokojnie, nie dając poznać po sobie dyskomfortu, chociaż czuła, jak serce w piersi wali jej już na przyspieszonych obrotach.
Może faktycznie nie była jeszcze gotowa na powrót do pracy? A może to tylko kwestia pieprzonego Pablo i całej tej roli, którą musiała grać. Bo przecież w każdych innych okolicznościach, Gonzales już dawno dostałby po jajach i może kulkę w udo, żeby nie mógł się podnieść z podłogi. A tutaj? Tutaj trzeba było grać zainteresowaną i zaangażowaną Roskę, która to wszystko kupowała.
Może dlatego westchnęła głośno z ulgą, kiedy Madox w końcu zdecydował się ją przejąć od swojego przyjaciela. Z uśmiechem na ustach pozwoliła mu złapać się za biodro i przeciągnąć do własnych ramion.
Mi amor — rzuciła, zadzierając głowę w górę i zaglądając w jego piękne, brązowe oczy. Chociaż po chwili już przyglądała się reakcji Pablo na wyjaśnienia o zazdrości, jakie składał Matteo. Widziała jego spojrzenie aż za dobrze. Naprawdę nie trzeba wiele, by zobaczyć tam bezczelność i zadziorność oraz to, że on wcale jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Zupełnie jakby fakt, że Matteo był zazdrosny, jeszcze bardziej podjudzał go do działania.
Dlatego tym bardziej zdziwiła się, kiedy Madox nagle przyciągnął ją do siebie jeszcze bliżej i pocałował. Nie powinni go tak prowokować, a jednak czując jego słodkie, miękkie usta na swoich, nie mogła się powstrzymać, by na krótki moment nie zatracić się w chwili. Wolną ręką szarpnęła za jego białą koszulkę, by przyciągnąć się jeszcze bardziej, a tą z pistoletem oplotła wokół rozgrzanego karku, na kilka marnych sekund zapominając, gdzie byli i co robili.
Dopiero kolejne słowa Gonzalesa przywołały ją do porządku. Oderwała się niechętnie i spojrzała na właściciela magazynu.
Zakład? — powtórzyła zaraz po nim, przeciągając palce, które trzymała na pistolecie, by jej się nie zastały. Już miała zapytać o co, ale z tym akurat ubiegł ją Madox.
Drink sam na sam z Pablo brzmiał… irracjonalnie i tak na dobrą sprawę kurewsko niebezpiecznie. W końcu dopiero teraz wychodził z niego prawdziwy psychopata, a przecież to dopiero początek tej całej zabawy. Stewart nawet nie chciała myśleć, co jeszcze w nim drzemało i przede wszystkim jakie rządze. Szczególnie jeśli wciąż pod uwagę to wszystko, co stało się z Daltonem…
Z drugiej jednak strony była to szansa — i w takich ramach trzeba to też było traktować. Okazja, żeby zamknąć Pablo gdzieś z daleka od imprezy i do tego go przy tym przypilnować. Mogło to stworzyć idealne warunki do tego, by zająć się Aurą i wyprowadzeniem jej z imprezy.
Może właśnie tak powinni to rozegrać? Przegrać specjalnie, żeby to Stewart mogła czymś zatrzymać Pablo? Miała to gdzieś z tyłu głowy, a jednak czując niespokojny oddech Noriegi na swoim karku, wiedziała, że Madox się na to nie zgodzi. Nie, kiedy tego przecież nie przegadali. I nie mieli jak tego przegadać.
To jak będzie Roska? — naciskał, podchodząc coraz bliżej. Już nawet nie patrzył na Noriegę, a tylko i wyłącznie na nią.
Nie kurwa. Nie mogła z nim iść do tego gabinetu. On był kurwa zbyt niebezpieczny, żeby aż tak igrać z ogniem. Powinni trzymać się planu i liczyć, że to policja zgarnie go na czas, zanim cokolwiek się wypierdoli. A to zaś oznaczało wygranie zakładu.
I dobrze.
Bo Stewart nienawidziła przegrywać.
Umowa stoi — rzuciła w końcu, wyciągając wolną rękę przed siebie, by po chwili uścisnąć tą Pablo, na co on… szarpnał mocno, tak, że Pilar wpadła na jego tors, a nim sama zdążyła się odsunąć, on już pchnął ją w stronę jednego ze stanowisk. — Ja pierwsza? — uniosła wysoko brew, patrząc przez ramię.
Naturalnie, kobiety przecież mają pierwszeństwo — Pablo spojrzał na Matteo, jakby chciał się upewnić, że i on nie miał nic przeiwko, po czym wrócił spojrzeniem do Stewart. — No chyba, że się bo…
Świetnie — przerwała mu, nim w ogóle zdążył dokończyć. Nie bała się. Z całej tej dzisiejszej scenerii, to akurat strzelać nie bała się wcale. Już bardziej stresowała się przy trzymaniu kija do golfa.
Posłała jeszcze ostatnie spojrzenie w ciemne oczy Noriegi, po czym ruszyła do miejsca docelowego, a oni tuż za nią. Z początku chciała jeszcze zapytać, czy dostanie słuchawki na uszy, jak to strzelnice miały w zwyczaju, ale wyglądało na to,że tutaj robiło się to na sucho. I okej.
Spojrzała przed siebie, przy okazji jeszcze lepiej zapoznając się z bronią jeśli chodzi o środek ciężkości i odległość do spustu. Targety rozstawione były na różnej odległości, oczywiście Pilar ustawiła się w linii prostej do tego najdalej. Na kształcie ciała były zaznaczone miejsca oraz punktację od jedyny do dziesiątki, gdzie najwyższe noty dostawało się za serce i środek głowy. Wzięła kilka głębszych wdechów i ignorując jakieś mamlotnie pod nosem Pablo, po prostu zabrała się do roboty.
Dziesięć naboi. Każdy z nich wyleciał ze spluwy prosto na target ustawiony praktycznie pod ścianą, kilka kilkanaście metrów od miejsca, w którym stała. I dosłownie każdy z nich wylądował w obszarze oznaczonym numerem dziesięć.
Pablo tego nie wiedział, ale Stewart przecież lata spędziła w tego typu miejscach, na strzelnicach, o wiele trudniejszych i to z ruchomym celem, dlatego to co tutaj dla nich przygotował, było jebaną bułką z masłem. No, przynajmniej dla Pilar. Odwróciła się z bezczelnym uśmiechem na ustach i spojrzała po ich twarzach.
Trochę wadliwy ten zakład — zachichotała, przyglądając się Pablo. — Bo nawet jeśli ty powtórzysz mój wynik, to wystarczy, żeby Matteito zrobił jeden punkt i już wygramy — a przynajmniej na to wychodziło z prostych obliczeń, chociaż patrząc na uśmieszek Gonzalesa, już wiedziała, że miał jakiegoś asa w rękawie.
A kto powiedział, że ja będę w drużynie sam? — spytał zadowolony i zaraz gwizdnął, a jeden z ochroniarzy stanął obok i wyciągnął spluwe z paska.
Okej.
To jednak mogli mieć przejebane jak Noriedze źle pójdzie.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie Gonzales dostałby po jajach, od Pilar, a od Madoxa jeszcze po gębie, tym kastetem, który miał schowany w kieszeni, a na dokładkę to może jeszcze kopa w dupę, żeby już dosadnie dać mu do zrozumienia, że ma spierdalać. A jednak tym razem musieli grać w jego grę, chociaż Noriega może nie do końca to przemyślał, ten pocałunek, który miał w sobie dużo ognia... Tyle, że zaraz się okazało, że nie tylko im zrobiło się gorąco, ale i Pablo. Który z tej zazdrości Matteo, Madoxa w gruncie rzeczy też, zrobił sobie jeszcze pożywkę pod jego chory zakład. Wcale mu się to nie podobało, chociaż przez głowę przemknęła mu taka myśl, że to byłaby szansa, żeby wyprowadzić Aurę, ale... tak szczerze to miał gdzieś Aurę, kiedy na szali ważył się los Pilar. Wszystko miał gdzieś, bo ona była dla niego najważniejsza. Już się wcale nie szczypał, z tym pojebało cię, a kiedy Pablo nie dawał za wygraną, a zamiast tego tylko podsunął się do nich patrząc w ciemne, piękne oczy Stewart, to Madox mocno wypuścił powietrze z płuc w jej kark, jakby chciał dać jej do zrozumienia, że ma się na to nie zgadzać. A jak Pablo posunie się dalej, to zaraz mu wypierdoli. Miał ochotę to zrobić. Bo w pewnym momencie miarka już się trochę przebrała. A może to też jeszcze ten koks, który gdzieś tam nieprzyjemnie drapał pod skórą, jakby krzycząc, weź kolejną kreskę. Irytował.
Koks i Pablo.
Już miał to jeszcze dosadniej wyperswadować Pablo, ale Pilar co? Zgodziła się, aż ruszył się do przodu, żeby ją szturchnąć. Bo Madox doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że on strzela po prostu... kiepsko. Z Nickiem Daltonem miał dużo szczęścia, ale tutaj już wcale nie musiał go mieć. Jeszcze biorąc pod uwagę fakt, że do tej pory szło im tak gładko. Znowu się ruszył, kiedy Pablo szarpnął Pilar.
Kurwa.
Jakby nie ci ochroniarze, to sam by mu strzelił w udo, z bliska, tak żeby na pewno trafił.
Stanął gdzieś z boku, kiedy Stewart szykowała się do strzału. Wiedział, że jej pójdzie dobrze. Poszło jej świetnie i Madox był pod wrażeniem, Pablo zresztą też, bo aż zacmokał. Zatarł ręce, bo chyba jeszcze wierzył w swoją wygraną, Noriega wiedział, że on też dobrze strzela. No to było nieuniknione, gościu od jakiś dwudziestu lat handlował bronią. Tak jak Madox nauczył się robić drinki i tańczyć, a klub prowadził tylko kilka lat. Zaraz okazało się też, że Pablo wesprze jeden z jego ochroniarzy. Świetnie.
To on strzelał po Pilar, wyglądał na mordercę, więc Madox aż wstrzymał powietrze, kiedy gościu wycelował w tarczę, a Pablo? Uśmiechał się pewnie, jakby wygraną mieli w kieszeni. Tylko skąd on to wiedział, skoro nigdy nie widział Madoxa w akcji? Kiedy goryl się ustawiał Noriega nerwowo przestąpił z nogi na nogę, nosiło go. Nawet miał zaproponować Gozalesowi, żeby dociągnęli jeszcze koksu, ale ten jak zahipnotyzowany patrzył jak jego ochroniarz ustrzela kolejne... chujowe noty na tablicach w kształcie ludzi. Trafił może w ramię i gdzieś tam. Trzy na dziesięć strzałów. Pablo aż przeklął, a zaraz w tych nerwach wygonił ochroniarza i sam się ustawił i wycelował. Jemu poszło o wiele lepiej. Bardzo dobrze. Może nie tak jak Pilar, ale osiem strzałów oddał na dziesiątkę, sama głowa. Madox aż zmrużył jedno oko, im też celował by w głowę, na pewno.
Czyli wszystko zależało od Noriegi. I chociaż nie musiał strzelać samych dziesiątek, to wciąż nie podchodził do wyznaczonego miejsca za pewnie. Poprawił jasną koszulkę, bo nagle zaczęła go gryźć w szyję, znowu przestąpił z nogi na nogę, zdecydowanie potrzebował jeszcze jedną małą kreseczkę, ale chyba nie miał na to co liczyć. Poprawił chwyt na pistolecie, ustawił się i strzelił. Celował, ale raz go po prostu wzdrygnęło, drugi raz już się wkurwiał i przeklinał i tak w momencie, w którym poszła już cała seria. On zaliczył... Dwa na dziesięć strzałów, chociaż raz kula odbiła się od czegoś za plecami tarczki i wróciła prosto w głowę, ale tego mu nie zaliczyli. Chociaż przecież to było takie szczęście, tak bardzo w jego stylu...
Pablo nacisnął jakiś przycisk i tarcze podjechały do nich, mogli policzyć punkty.
Dziesięć Pilar i marne dwa Madoxa dawało razem dwanaście zabójczych trafień. A Pablo i ochroniarz mieli ich osiem i trzy... jedenaście. Wygrali kurwa jednym punktem. Fart, niezaprzeczalnie wciąż ten głupi fart się go trzymał. Całe szczęście.
Pablo się pokrzywił, ale później spojrzał na Pilar i Madoxa, był chujem, to nie podlegało wątpliwości, ale słownym.
- No to gratuluję... Chociaż Matteo, nie wiedziałem, że tak chujowo strzelasz, ale dobrze, że ta ślicznotka pokazała klasę - rzucił i wyciągnął rękę, żeby uścisnąć dłoń Pilar, dłużej oczywiście niż powinien. Oczywiście przesuwając po niej palcami drugiej ręki, w której wciąż trzymał broń. Tą Madoxa uścisnął mocno, ale Noriega odpowiedział mu chyba jeszcze mocniej.
- I dlatego ona kiedyś zostanie moją żoną - powiedział pewnie. Bo tak szczerze powiedziawszy to ta bezbłędna seria Pilar podobała mu się równie mocno jak to łamanie przez nią nosów jednym ciosem. Chociaż nie... łamania nie przebiło.
Pablo się uśmiechnął, a zaraz spojrzał na Pilar.
- To co Roska? Jeszcze jedna rundka? Tylko my? I zmniejszymy stawkę... jeden taniec, hm? - zapytał bezczelnie, a Madox znowu się ruszył, przysunął do Pilar. Naprawdę na języku już miał słowa, żeby w dupę sobie wsadził ten taniec.
- A co jak wygra? - zapytał jednak... Bo przecież wierzył w Pilar. Pokazała co umie. Tylko ciekawe czy Gonzales też dał z siebie wszystko? Pewnie dał, bo przecież chciał to wygrać.
- Co będzie chciała - odpowiedział od razu. Ale co Pilar mogła od niego chcieć? Sprzedać mu kopa w jaja?

loca chica
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Poszło jej świetnie. Nienagannie wręcz, co było efektem s e t e k godzin spędzonych na strzelnicy, nie tylko w ramach szkoły policyjnej i zajęć, ale przecież też i po godzinach Pilar uwielbiała pójść z Beckiem na strzelnicę i nieco rozładować emocje. Oczywiście w te dni, kiedy nie chodzili napierdalać się na macie. Cóż, kiedy chodzili na spacery po parku w wolnych chwilach, a Pilar Stewart wybierała kontrolowaną przemoc. Dla każdego coś innego.
I właśnie ta przemoc okazała się im pomóc właśnie dzisiaj, kiedy to Rosa wykręciła całe jebaniutkie dziesieć punktów. Dziesięć. Lepiej się autentycznie nie dało. Może dlatego po chwili odwróciła sie zadowolona i zaczęła pyszczyć do Pablo? Może niepotrzebnie? A może on już od samego początku planował zaangażować jednego ze swoich goryli do pomocy.
Nie miała zielonego pojęcia, jednak kiedy wymieniali się miejscami, a Stewart złapała jego zielone spojrzenie, aż po plecach przeszedł jej dreszcz. Facet wyglądał, jakby zabijał ludzi na śniadanie — wzrok miał morderczy, nie mówiąc już o barach, które same w sobie były chyba w stanie unieść jebane pół tony. Bez kitu facet wyglądał jak Pan Iniemamocny, jak jebany Luther prosto z Umbrella Academy. Pilar była przekonana, że mieli poniekąd przejebane… a jednak kiedy złapał za swoją broń i wymierzył odpowiednie strzały okazało się, że był cienki jak szczypiorek na wiosnę (jak to mówi mój ojciec).
Pilar ułożyła usta w cienką linię, żeby przypadkiem się nie zaśmiać, widząc, jak facet poci się i kręci, ale finalnie zdobił jakieś marne trzy punkty. Zajebiście. Szkoda tylko, że Pablo, który był po nim zrobił aż osiem, więc automatycznie wyszli na prowadzenie. A to znaczyło, że wystarczyły im dwa celne strzały, tylko dwa… I no kurwa, Noriega jak na zawołanie akurat wystrzelał sobie dwa punkty. Ledwo bo ledwo, ale było i to się liczyło! Chociaż Pilar stworzyła w głowie notatkę na później, że zdecydowanie trzeba było go podszkolić w strzelaniu, bo no jakby to powiedzieć… wychodziło mu to gorzej niż Pilar robienie drinków.
Uśmiechnęła się szeroko, gdy Pablo uznał ich zwycięstwo, chociaż jego mina mogła sugerować, że wcale nie skończył się bawić. I faktycznie — nie minęła minuta, a on już proponował kolejny układ. Tym razem pomiędzy Pilar a nim. Ciekawe, jak chciał mieć pewną wygraną, wystarczyło mu wyzwać Madoxa na pojedynek. Jak widać jednak lubił faktyczne wyzwania.
Taniec nie brzmiał najgorzej. Z pewnością lepiej niż spędzenie z nim kilkunastu minut sam na sam w gabinecie. Przynajmniej na parkiecie będzie cała masa ludzi i świadków, gdyby chciał coś odpierdolić. Zakład tym bardziej stał się dla Stewart korzystny, kiedy Gonzales oznajmił, że Rosa dostanie, co tylko będzie chciała. A to już dawało im całkiem dużo pola do popisu. Może mogła nawet zażyczyć sobie jedną broń z magazynu? Może tą z jego odciskami palców? Przecież to byłby kurewsko mocny dowód, który by go obciążał, jednak pierwsze trzeba było wygrać to starcie.
Umowa stoi — wyszła do przodu, znowu pozostawiając Madoxa w tyle i zawarła pakt z diabłem, nawet przez moment się nie wahając. Ale co jej się dziwić? Przecież Pilar była pierdolnięta, prawdziwa loca chica i Noriega doskonale o tym wiedział.
Świetnie — Gonzales klasnął w dłonie i pociągnął Stewart w stronę strzelnicy, oczywiście nie omieszkając, by znowu przejechać szorstkimi palcami po jej ramieniu. Przymknęła oczy i złapała większy oddech. Kurwa, naprawdę była na granicy, żeby mu nie wyjebać za przekraczania przestrzeni osobistej. — Proponuje podkręcić nieco… atmosferę — nachylił się w jej kierunku i ujął jej wolną dłoń, by zaraz umieścić w niej jego pistolet. Pilar spojrzała na niego pytająco, a on… zaczął poprawiać sobie koszule — wcisnął ją bardziej do spodni, a potem jeszcze odpiął dwa guziki z góry i dopiero wtedy odebrał spluwę od Stewart. — Jeden strzał. Tylko jeden. Kto trafi wyżej wygrywa — rzucił propozycję, a Pilar oczywiście, że na nią przytaknęła.
Tym razem Pablo poszedł jako pierwszy, jednak nim oddał strzał kazał wprawić cel w ruch, żeby nie było za łatwo. Swój strzał wykonał… praktycznie bezbłędnie. Pilar poszła tuż po nim, odpowiednio się ustawiła, namierzyła cel i również trafiła.
Remis.
Kolejną kategorię wymyślił sobie, że będą oddawać strzały z zamkniętymi oczami. Każdy miał piętnaście sekund, żeby odpowiednio się przygotować, a potem strzelić… i znowu kurwa obojgu poszło tak samo dobrze.
Będziemy strzelać tyłem! — oznajmił po chwili, wywalając ręce w górę. Z jednej strony miało to sens, że chciał jakoś urozmaicić zabawę, bo chyba byli na to za dobrzy, ale z drugie strony… tyłem kurwa?
Jak tyłem? — spytała, bo jakoś nie potrafiła sobie tego wyobrazić.
No normalnie, stajesz tyłem, ręką za siebie, oczy na nas i strzelasz — wyjaśnił pokrótce, jakby to były najprostsze zasady na całym świecie. — To ja pierwszy — wyszedł przed szereg i delikatnie przesunął sobie Pilar na bok. Spojrzał jej głęboko w oczy, rękę wystawił za siebie i strzelił. Kula trafiła w jakieś marne miejsce jak czapka ludzika, ale trafiła, co dawało mu cały jeden punkt. Wystarczyło, że jej pójdzie chociaż trochę lepiej i będą w domu.
Skinęła głową i ruszyła przed siebie. W pierwszej kolejności spróbować zapamiętać, w którym miejscu był cel, przymierzyła się wpierw przodem, a potem odwróciła się w stronę Noriegi i Pablo, stał tuż za nim. Złapała większy oddech i już miała oddawać strzał, kiedy Goznales postanowił zagrać kurewsko nieczysto. Powoli uniósł spluwę w górę, tuż za głowę Madoxa i uśmiechnął się bezczelnie. Serce w sekundę zawaliło jej mocniej, twarz spoważniała, a ręką momentalnie zadrżała, oddając chybiony strzał. Trafiła prosto w ścianę gdzieś za postacią.
Kurwa.
Pojebało cię?! — ryknęła praktycznie od razu, podchodząc do Noriegi i szarpiąc go w swoją stronę. — Myślałam, że gramy czysto — dodała z wyrzutem, chociaż z drugiej strony czego on się spodziewała od meksykańskiego gangusa?
Nie ustalaliśmy, że nie można rozpraszać.
Ale nie kurwa celując komuś w głowę! — ryknęła. Może nie powinna się tak unosić, może powinna zachować spokój, ale no kurwa, nerwy jej puściły.

:pilar2: mi hombre
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dla Madoxa ten taniec brzmiał źle, kurewsko źle, i już nawet chciał im o tym powiedzieć, że nic takiego nie będzie miało miejsca, żaden zakład, ale wtedy Pilar powiedziała, że umowa stoi. Spojrzał na nią z wyrzutem, i o ile na początku się wydawało, że Matteo to ma jeszcze cokolwiek do powiedzenia, jeśli chodzi o Rosę, to Madox, jeśli chodzi o Pilar, to nie miał nigdy... Tym razem też nie, bo z niej wylazła prawdziwa loca chica, która sobie chciała postrzelać z gangusem, żeby udowodnić mu, że jest lepsza. Cu-do-wnie.
Spojrzał na nią z wyrzutem, kiedy go wyminęła, a później skrzyżował ręce na piersi. Nawet nie ruszył się z miejsca, kiedy Gonzales znowu przesunął palcami po jej gładkiej skórze, chociaż musiał się naprawdę spiąć, żeby tego nie zrobić. A kiedy tamten odezwał się, że proponuje jeszcze podkręcić atmosferę, to Madox nabrał w płuca powietrze. No nie, wyjebie mu...
Na szczęście okazało się, że chodzi o jeden strzał, może to nawet lepiej, bo szybciej się z tym uporają?
Tylko zaraz się okazało, że nie tak szybko, bo szli łeb w łeb. Ale czego można było się spodziewać? Oboje strzelali świetnie, aż Madox pomyślał sobie, że będą tutaj stać do usranej śmierci, ale wtedy Pablo wpadł na genialny pomysł strzelania tyłem. Niczego głupszego Noriega dawno nie słyszał... Nie no wróć, słyszał dzisiaj od Gonzalesa masę bzdur na temat robienie dzieci na przykład.
Westchnął ciężko, kiedy Pablo się ustawił i oddał strzał, dobra tym razem poszło mu słabo, ale kto by się tego spodziewał? Madox się spodziewał, bo co to za pomysł strzelać tyłem, nawet pistoletu dobrze nie przytrzymasz. Przyszła pora na Pilar i chociaż tego nie popierał, nie podobał mu się ten cały pomysł z zakładem, to kiedy się ustawiła, zrobił krok do przodu i stanął przed Pablo, spojrzał w jej piękne, ciemne oczy. Tylko ona wcale nie patrzyła na niego, a za jego plecy...
I kiedy oddała ten chybiony strzał, to Madox się nawet chciał odwrócić, bo przecież nie wiedział co zrobił Pablo, ale Pilar już go szarpnęła do siebie. A zaraz się nawet wyjaśniło, co Gonzales odwalił. I Madoxowi też już puściły nerwy, bo Pablo sobie grabił od początku. Zerknął jeszcze na Stewart, w te jej duże, piękne, czekoladowe oczy, a potem się szarpnął i złapał Pablo za fraki, za tę jego bielutką koszulkę polo, którą wyciągnął mu aż całą ze spodni. Szarpnął go do siebie.
- Celowałeś mi w głowę amigo? - warknął, a potem to chyba trochę przegiął, ale tą broń, którą miał jeszcze w ręce przystawił do skroni Gonzalesa - właśnie tak? - syknął dociskając ją mocniej. Oczywiście, że już stało nad nimi dziesięciu uzbrojonych ochroniarzy, oczywiście, że połowa z nich celowała w Pilar.
- Nie bądź głupi Matteito - mruknął Gonzales, ale przecież Madox nie był aż tak głupi, chociaż Pablo się ewidentnie należało. Może nie kulka w łeb ale chociaż obicie gęby. Tylko, że Madox już odkładał broń na bok, uniósł rękę do góry demonstrując swoją kapitulację, ale palców wciąż nie ściągnął z koszulki Gonzalesa. Cofnął się...
Ale tylko po to, żeby się zamachnąć i walnąć Pablo prosto w gębę, w ten uśmieszek, który mu się malował na ustach. Dopiero puścił. Gonzales się zatoczył, syknął, złapał się za policzek, bo Madox wiedział gdzie go uderzyć, żeby zabolało - kość jarzmowa, a biorąc pod uwagę złote pierścionki Noriegi, zaraz opuchnie i będzie miał podbite limo na urodzinki swojej ukochanej córeczki. Ale sam tego chciał. Zaraz jeden z ochroniarzy złapał Madoxa za fraki, a drugi przyłożył mu pistolet gdzieś pod żebra. Dwóch też od razu doskoczyła do Stewart. Działali sprawnie, wystarczyło jedno słowo, albo gest Pablo...
- Puśćcie ich... - powiedział cicho rozmasowując policzek. Ochroniarze się zawahali - puśćcie ich! - tym razem ryknął Pablo, a tamci się cofnęli. Madox znowu się szarpnął, a zanim Gonzales w ogóle zdążył cokolwiek jeszcze powiedzieć, bo on od razu sięgnął po jakąś złotą tackę, z której pewnie wciągali koks, ale dzisiaj była pusta, Pablo za to się w niej przejrzał, już zaczął puchnąć... to Noriega już trzymał Pilar mocno za rękę i ciągnął ją do wyjścia. Nie zważając na żadne jej protesty. Ochrona ich nie zatrzymała, bo Pablo uspokoił ich gestem dłoni, takim samym jak to robiła Esme. Kiedy byli już przy drzwiach i Madox pierwszą na zewnątrz wypuszczał Stewart, to obejrzał się jeszcze w głąb na Gonzalesa, ale ten stał w miejscu, nawet się nie ruszył, tylko patrzył na nich.
Madox zdawał sobie sprawę, że nici z tego zaproszenia na urodziny, ale co miał zrobić? Pozwolić Pablo na jeszcze więcej, aż któremuś z nich rzeczywiście coś się stanie? Już i tak nagrabił sobie, kiedy dotykał Stewart, a to celowanie w głowę to już była zagrywka poniżej pasa. Madox żałował, że jeszcze mu nie poprawił kolanem, albo chociaż jakimś mocnym kopniakiem. Nie zatrzymał się nawet kiedy wyszli z magazynu, tylko od razu ruszył do tego meleksa, którym tutaj przyjechali, stał sobie zaparkowany obok. Dopiero przy wózku stanął, chociaż wciąż jeszcze nie puścił ręki Pilar. Chyba powinien coś powiedzieć? Tylko co?
Przeprosić ją, że zjebał?

Pilar Stewart
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A miało być calma.
Pierdolone calma, które on powtarzał jej od samego początku tego wyjazdu. Tylko spokojnie, Pilar, trzeba to wziąć na chłodno... I ona naprawdę się starała. Starała się mieć chłodną głowę. Przetrzymała w sobie wszystkie wydłużone i niechciane dotyki Pablo na jej skórze, wydłużone spojrzenia, aluzje, nawet kurwa to jak celował jej bronią w nogę, a potem jeszcze szyje. Była w stanie to przetrawić, podświadomie czująć, że przecież nie strzeli. Nie było mu to na rękę.
I niby wiedziała, że w Madoxa też nie strzeli.
Nawet jeśli stanął za nim i wycelował mu prosto w głowę, Pilar miała pewność, że nie naciśnie spustu, a i tak wyszły z niej nerwy. Bo sam kurwa ten widok kompletnie odebrał jej rozum. Te jego piękne oczy wbite w jej twarz, a za nimi broń. No kurwa nie wytrzymała. Puściły jej nerwy, ale i tak jak na Pilar w granicy zdrowego rozsądku. W każdym innym przypadku, już celowałaby do Gonzalesa z broni, a tutaj proszę: tylko trochę na niego nakrzyczała.
Zamiast niej zrobił to jednak Madox.
W sekundę doskoczył do Pablo i zaczął w niego celować. Stewart zdążyła jedynie złapać głębszy wdech, nim dookoła namnożyło się goryli. Oczywiście, że było ich więcej, niż zdawało się na pierwszy rzut oka. To nie była kurwa mała skrytka na broń, a pierdolony magazyn, który pewnie ciągnął się przez cały kort.
Jeden z nich szarpnął ją za rękę, drugi zacisnął palce na jej karku i sprowadził prawie do parteru, żeby się ugięła. Nie mieli z nimi szans i Pilar nawet nie chciała próbować.
Ale Madox chciał.
Wyprowadził mu cios prosto w twarz, a Stewart aż westchnęła głośno. Kurwa. To tak mieli się tutaj zachowywać, serio? Napierdalać mafiozo po mordzie? A ona głupia myślała, że nie chcieli tu jednak ginać.
Tylko zaraz się okazało, że jednak faktycznie mieli jeszcze pożyć, bo Gonzales nagle kazał ich puścić. Pilar podniosła na niego spojrzenie, przyglądając się uważnie, jak ogląda swoją obitą mordę, a potem odprowadza ich wzrokiem do wyjścia.
Mieli przejebane?
Miał zamiar się zemścić?
Czy to znaczyło, że z imprezy nici?
I co oni kurwa teraz zrobią z Esme i jej gangusami?
Pytania na nowo zaczynały kłębić się w jej głowie, w zamian oczywiście nie dostając żadnej, pierdolonej odpowiedzi. I tak w kółko i w kółko, aż nie wyszli z magazynu i znowu nie stali przy melexie. Po Pilar i Sofii nie było ani śladu, ani po kierowcy, który ich tutaj przywiózł. Spojrzała w dół na rękę, którą Noriega dopiero co puścił, a zaraz potem podniosła wzrok na jego twarz.
Co jest, kurwa? — spytała bez ogródek, nie fatygując się nawet na jakieś słowa otuchy. — Co się stało z calma? — warknęła na niego, chociaż prawda była taka, że nie było zła tylko i wyłącznie na niego. Po prostu wciąż targały nią nerwy jeszcze ze strzelnicy i ten pieprzony obraz Pablo mierzącemu Madoxwi prosto w głowę. — I co my teraz zrobimy, co? Co powiemy Esme? Myślisz, że tak po prostu nas puści mieć w końcu pierdolone wakacje?! — podniosła głos, nie potrafiąc się pohamować. Pablo był jebnięty i zdecydowanie należała mu się lepa prosto w twarz, ale kurwa nie kosztem wszystkiego, co tutaj od wczoraj budowali i mieli zrobić. Przecież mieli odwalić co trzeba, a od jutra wygrzewać się na plaży, a teraz co? Teraz będą musieli spierdalać do Kanady.
Podeszła jeszcze bliżej, by zajrzeć w jego piękne oczy, by zapytać się go, jak on to sobie teraz wyobrażał… tylko nagle jej wzrok podniósł się nad ramię Noriegi.
Nie odwracaj się — rzuciła praktycznie od razu. — Patrz się na mnie i słuchaj uważnie — uniosła się na palcach, by wtulić twarz w jego policzek i nachylić się do ucha. — Pablo tu idzie — oznajmiła spokojnie, głaszcząc go po włosach i nawet na moment nie spuszczając spojrzenie z Gonzalesa, który szedł w ich stronę w towarzystwie czterech goryli. Czterech kurwa. Chociaż twarz miał obitą, to jakimś cudem uśmiech nie schodził z jego twarzy. Tak samo jak palec wskazujący, który miał przyłożony do ust, kiedy złapał spojrzenie Pilar. Kazał jej się nie odzywać. A więc udawała, że tego nie zrobiła. Po prostu go przytulała do momentu, w którym Gonzales nie był już blisko. — Calma — tylko tyle zdążyła mu wyszeptać do ucha, nim Pablo znalazł się za plecami Noriegi. Poklepał go po ramieniu, a kiedy ten się odwrócił, Papi wymierzył mu cios prosto w twarz. Podobny do tego ze strzelnicy, jednak jak na oko Pilar słabszy. Stewart od razu doskoczyła do Madoxa, którego na moment przyćmiło.
Ahh, Matteo — uśmiechnął się zadowolony i zaraz rozmasował sobie dłoń. — Sprawy trzeba wyjaśniać jak prawdziwi mężczyźni — rozłożył ręce, jakby był jakimś pierdolonym Jezusem Chrystusem zrzeszającym lud i spojrzał na Noriegę. — Czasami strzelić razem kreskę, a czasami po prostu dać sobie po mordzie — wyjaśnił i podszedł krok bliżej, kiedy Madox w końcu się wyprostował. — Wybacz amigo, że celowałem ci w głowę. To był cios poniżej pasa. Dobrze wiesz, że bym tego nie zrobił. Mamy przecież wspólne interesy — jego głos był spokojny, a oczy nawet na moment nie schodziły z twarzy Matteo. Po chwili między ich ciała uniosła się ręka Pablo. — To jak będzie?

:pilar2:
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”