-
Mnie możesz zabierać, jestem dobrą osobą towarzyszącą na spotkania biznesowe - bo Galen się na tym biznesie zna, no i nawet umie zachować, chociaż to też zależy przy kim, ale na przykład przy takim Richardzie jak najbardziej. Na pytanie o tego innego prezesa uniósł brew.
-
To zależy z jakim - bo z takim, który ma opinię jak Galen Wyatt, to niekoniecznie. Z takim jak jego dyrektor logistyczny, na pewno nie, ale z takim Richardem już tak. Ale to tylko dlatego, że Galen widział jak Winston patrzy na swoją żonę. Tak jak on teraz patrzył na Cherry.
-
Mogłabyś, podobała mi się - zrobiła na nim wtedy wrażenia, bo Wyatt miał słabość do takich sukienek, które nieco odkrywały, ale też dużo zakrywały pozwalając działać wyobraźni. A jeszcze to dopasowanie do jego oczu, przecież on też wtedy ubrał stalowy garnitur specjalnie dla niej.
-
Cieszę się. Na pewno się wszystkiego nauczy, u mnie też... nie miała łatwo - nie ze względu na to, że wszystko musiało być ułożone pod linijkę, chociaż często było, bardziej dlatego, że Galen naprawdę czasami zostawiał po sobie taki bałagan, jakby przez apartament przeszedł huragan. Najgorsze było wino na kaszmirowym dywanie, albo pościel i poduszki z kanapy, które musiała zbierać nawet z łazienki i wszędzie odciski palców, nie tylko palców zresztą. Lucita po weekendzie zazwyczaj bardzo narzekała, ale ostatnio nawet pochwaliła Galena, że jest czysto i była w szoku. No i wtedy zaczął jej opowiadać o Cherry, wszystko. Lucia była dla niego trochę jak przybrana, meksykańska babcia, chociaż była w wieku jego matki, ale niektóre teksty miała jak babcia, kiedy na przykład przypominała mu rano, żeby zjadł śniadanie. A przecież Galen nie jadał śniadań, ale czasem zrobił przyjemność swojej gosposi i je jadł.
Tylko, że rano Cherry też nie zebrała tych ubrań, bo w pierwszej kolejności zrobiła Galenowi jajecznicę... to chyba musiała być prawdziwa miłość.
-
Mam nadzieję, że same dobre rzeczy - w sumie wszystko było na jakiejś takiej dobrej drodze, zaręczyli się, to teraz tylko przygotowania do ślubu, a później poczekać, aż na świat przyjdzie ich dziecko, później stworzyć mu ten dom pełen miłości. Jeszcze, żeby tylko Galenowi udało się oczyścić z zarzutów, to na pewno wszystko będzie dobrze. Musiało być.
Tak, to była zdecydowanie ta mina, kiedy Wyatt wyobraża sobie za dużo, zbyt obrazowo i trawił te wszystkie słowa Cherry, jak penis w pochwie, który wcale nie dotyka dziecka. Westchnął ciężko.
-
Nie brzydzi mnie, nigdy Twoje ciało nie będzie mnie brzydzić Cherry, ale może o takich rzeczach moglibyśmy porozmawiać na przykład na szkole rodzenia? - i tylko tam, bo przy kolacji, czy śniadaniu też wolałby nie poruszać takich tematów. Zawiesił spojrzenie na Cherry, kiedy poszła nalać mu whisky. Ufał jej, ale oddanie kluczyków do Porsche to było coś takiego, jakby zaprosił ją do biura i posadził w swoim fotelu, no takich rzeczy się nie robi. Bo jego fotel prezesa jest tylko jego, i jego Porsche też, chociaż może po ślubie będzie też trochę Cherry. Raczej nie musieli podpisywać jakiejś intercyzy, bo w zasadzie ich majątki mogły wyglądać podobnie. Od razu napił się tego whisky, i trochę mu to pomogło pozbyć się tych dziwnych myśli. Uniósł jedną brew, kiedy powiedziała o tym problemie, ale widział w jej spojrzeniu, że coś kombinowała. No tak. Sukienka ją uwiera.
-
Cherry... - zaczął i wywrócił tymi niebieskimi ślepiami, ale zaraz uśmiechnął się zadziornie i wstał. Podszedł do niej i przejechał palcami po jej udach w górę, żeby delikatnie podwinąć do góry materiał krótkiej sukienki.
-
Jesteś niemożliwa - bo była, wystarczyło tylko jedno jej spojrzenie, żeby go skusić. Powoli musnął palcami naga skórę na jej karku i zgarnął z niego włosy, żeby przełożyć je do przodu przez ramię. Pochylił się muskając wargami bok jej szyi, żeby wciągnąć w płuca zapach jej intensywnych, kobiecych perfum. Odpiął guzik na górze, a potem powoli zjechał suwakiem w dół, włożył palce pod cienki materiał, żeby przejechać nimi po linii kręgosłupa, żeby zahaczyć o te koronki, które ubrała dla niego.
A później to już odwrócił ją do siebie przodem jednym szybkim ruchem, dłoń opał na jej karku, ale przejechał nią niżej po szyi, na ramię, żeby zsunąć z niego materiał sukienki, palcami przesunął po nagiej skórze na ramieniu i chwycił ją za nie, żeby przyciągnąć ją do siebie, drugą ręką złapał ją za tyłek i wpił się w jej pełne usta. Łapczywie, jakby to miał być rzeczywiście taki pierwszy pocałunek, który był przypieczętowaniem ich zaręczyn.
Szarpnął w dół za materiał sukienki, żeby osunęła się po jej gładkim ciele na ziemię. Oderwał się od jej ust na moment, żeby odsunąć się od niej, żeby spojrzeniem prześlizgnąć się po newralgicznych punktach na jej ciele, które teraz skrywały tylko te seksowne koronki. Oblizał wargi.
-
Sto procent w moim guście - powiedział patrząc jej w oczy, a później zdjął marynarkę i rzucił ją na krzesło, niechlujnie, ale chyba Cherry jej teraz nie posprząta, na pewno nie, nie będzie miała okazji, bo Galen znowu do niej podszedł rozpinając jeszcze mankiety w eleganckiej koszuli. Jeden kącik jego ust uniósł się ku górze.
-
Powiedziałaś, że musimy nadrobić trzy Cherry? - zapytał wzrok spuszczając na jej koronkowy stanik.
Cherry Marshall