-
Galen Wyatt? - zdziwił się, a jedna jego brew momentalnie skoczyła do góry i on też teraz dopiero spuścił wzrok na ten jej telefon, na którym nawet jeszcze w zasadzie nie wyłączył latarki, bo on przecież go wrzucił w śnieg. Niechcąco, ale jednak. I dopiero teraz rzuciło mu się w oczy, że tam było jakoś tak dużo tych małych zdjęć Galena Wyatta i dużo wiadomości. Madox nawet chciał już o to zapytać, ale Pilar wyszła oddzwonić sobie do Galena Wyatta, więc Noriega tylko odprowadził ją spojrzeniem. Ciekawe czy do niego by tak oddzwaniała?
Przez moment stał w miejscu przyglądając się jej, kiedy tak spacerowała po korytarzu z telefonem, ale w końcu dzieciaki zaciągnęły go na kanapę, bo już nie mogły się doczekać prezentów, i Madox chciał, czy nie, to się poddał.
Złapał te torby z prezentami i usiadł na kanapie.
-
A gdzie moja czapka? - rozejrzał się, a Dora zaraz mu podała jego mikołajkową czapeczkę, założył ją sobie na głowę -
a śnieżynka? - opaskę miała jakaś mała latynoska dziewczynka, którą Madox posadził sobie na kolanie -
o super, to Ty mi będziesz pomagała Ana? - dziewczynka uśmiechnęła się szeroko i pokiwała głową, aż te dzwoneczki na jej głowie zabrzęczały. Kiedy Pilar usiadła obok, to oboje, Madox i Ana obejrzeli się na nią.
-
Estás decepcionado porque no es Wyatt? -
jesteś zawiedziona, że to nie Wyatt, zapytał i uniósł jedną brew -
supongo que escribes mucho con él -
chyba dużo z nim piszesz, bardziej stwierdził niż pytał, ale przecież tych smsów nie przeczytał, chociaż teraz żałował, że chociaż na nie nie spojrzał, bo aż go skręcało w środku, dlaczego, a przede wszystkim o czym, ona z nim tyle pisze -
os llamáis el uno al otro? -
dzwonicie sobie do siebie?, zapytał z jakimś wyrzutem w głosie, chociaż ona przecież wcześniej sama powiedziała, że on nigdy nie dzwoni. Ale dlaczego Pilar się tak zerwała skoro zadzwonił? Jakby chodziło o kontenery, to pewnie dzwonili by do niej z komisariatu.
-
Este es el maldito principal sospechoso Stewart -
to jest kurwa główny podejrzany, warknął Madox i może nawet powiedziałby coś jeszcze, ale wtedy mała Ana spojrzała na niego przekrzywiając główkę na bok -
qué significa el maldita? -
co to znaczy kurwa?, a Madox spojrzał na małą wielkimi oczami, no tak, może akurat przy niej rozmawianie po hiszpańsku nic nie dawało, bo ona z pewnością go rozumiała. Uśmiechnął się delikatnie i pogłaskał ją po policzku.
-
Es una palabra muy fea, es mejor que Ginny no la escuche -
to bardzo brzydkie słowo, lepiej żeby Ginny go nie słyszała, powiedział cicho do dziewczynki i puścił jej oczko. Zerknął przelotnie na Pilar, ale Ginny akurat przyniosła gitarę i Ana przesiadła się na kolana do Stewart, wyciągnęła do niej małe, pulchne rączki, żeby ją wzięła, a Madox został z gitarą.
-
Lepiej niż gram... - rzucił tylko na to,
żeby jeszcze powiedział, że śpiewa. Bo taka była prawda, Noriega grał kiepsko, ale śpiewał całkiem dobrze, tylko, że on nigdy tego nie robił. NIGDY.
Gitary też nie trzymał w rękach ładnych parę lat, więc przesunął po strunach palcami chwytając jakiś prosty chwyt.
-
A co w ogóle śpiewamy? - zapytał patrząc po dzieciakach i chociaż Dora krzyknęła, że
Feliz Navidad, a Madox uśmiechnął się do niej ciepło, to inne dzieci nie były wcale zainteresowane śpiewaniem, ale to może i dobrze, bo Noriega nawet nie za specjalnie chciał to robić. On po prostu chciał jakoś wybrnąć z tego
brzydkiego słowa, które prawie powiedział. Oparł gitarę z boku o kanapę.
-
Dobra, to teraz prezenty - sięgnął do tych swoich torebek wypełnionych paczkami, większość zapakowali mu w sklepach, ale niektóre Madox musiał pakować sam, bo na przykład je zamawiał, bo to były prezenty, które figurowały w listach dzieciaków do Mikołaja. Niektóre były brzydkie, owinięte papierem i poklejone taśmą, bo Madox akurat w pakowaniu prezentów był bardzo słaby. Dał Danny'emu płaski pakunek, który na pewno był fifą.
-
To jest wasza wspólna, macie się dzielić i grać grzecznie, bo jak nie to zabieram, bo to też było na mojej liście do Mikołaja - pogroził im palcem, a chłopaki od razu zaczęły rozrywać papier. Każde dziecko dostało jakiś pakunek, Ana też miała, tylko, że nie umiała sobie poradzić z rozpakowaniem, bo akurat ten Madox owinął taśmą dookoła, spojrzała na Pilar dużymi oczami.
-
Ayudarás? -
pomożesz, zapytała podekscytowana. A do Noriegi w tym czasie podeszła już Dora, która bez problemów rozerwała swój papier, opierała się o jego kolano i pokazywała mu puzzle, które dostała.
-
A skąd wiedziałeś, że to moja ulubiona lalka? - zapytała, a Madox wziął od niej pudełko, żeby obejrzeć te puzzle -
bo dostałaś taką w zeszłym roku, a nie będą za trudne? - zapytał, ale wtedy Dora już kręciła głową, że nie a jeśli tak, to on jej pomoże. Oczywiście, że by pomógł. Dzieciaki pokazywały sobie nawzajem prezenty, a potem w zasadzie każdy zajął się swoim podarunkiem. Chłopcy polecieli odpalić konsolę, a dziewczynki pokazywały sobie nawzajem lalki. Zrobiło się głośno, jeszcze po drodze kilka maluchów im podziękowało, ale finalnie to Madox i Pilar
wreszcie zostali sami.
Noriega ściągnął tę mikołajkową czapkę i rzucił ją na bok, oparł się o oparcie kanapy.
-
Zbieramy się? - zapytał, ale skoro chcieli jeszcze poważnie porozmawiać, to pewnie powinni, a może teraz to mieli nawet jeszcze więcej poważnych rozmów do przeprowadzenia? Bo Madox wciąż się zastanawiał o co chodzi z tym Galenem Wyattem. Bo o coś na pewno, skoro ona wyszła, żeby do niego oddzwonić, od razu. Bez słowa.
Wstał z miejsca i pozwijał te puste torby po prezentach, chociaż, nie, one wcale nie były puste, bo w jednej jeszcze był jeden prezent, krzywo zapakowany i wcale nie podpisany, Madox zabrał go pod pachę.
-
Mogę prowadzić? Chociaż z drugiej strony zajebało drogę, ciekawe czy nie będę musiał Cię popchnąć - spojrzał przelotnie w jej brązowe oczy, a później, w końcu, wyciągnął do niej rękę. Chociaż, kurwa, wciąż gdzieś tam z tyłu głowy miał tę jej dziwną reakcję na telefon
Galena.
Pilar Stewart