34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- Loca... - mruknął wywracając oczami, kiedy powiedziała o tym, że gdyby szarpnął ją jeszcze raz za włosy, nie musiałaby udawać, że chce się na niego rzucić, w zasadzie Madox zdawał sobie sprawę z tego, że oni oboje lubili agresywnie, intensywnie, bez głaskania po główkach, chociaż teraz do niej sięgnął, żeby tylko przesunąć kciukiem po jej policzku, zgarnąć z niego czarne kosmyki - uwielbiam za nie szarpać, a ten nowy kolor jest... kurewsko caliente - może nawet powiedziałby coś jeszcze, ale już dłoń Pilar wylądowała na jego udzie, a Madox na moment spuścił na nią spojrzenie. Nabrał mocno powietrze w płuca, a zaraz wypuścił je nosem - tak zajebisty, że nie chcę już żadnej innej - rzucił, a te coraz ciemniejsze tęczówki zatrzymały się na jej twarzy, na pięknych, czekoladowych oczach - może takie szczegóły zostawię dla siebie? A jemu po prostu powiem, że kurewsko dobrze obciągasz, a w łóżku jesteś prawdziwą ella-diabla - diablica, uniósł jedną brew, a zaraz nawet uśmiechnął się delikatnie - no i że umiesz zakładać nogi za głowę - musiał to dodać i musiał też poklepać ją znowu po kolanie - ale w zasadzie to jeszcze nie widziałem, więc będę musiał Diego wciskać kit... - i znowu się na nią oglądał, chociaż zaraz jego ciemne spojrzenie spadło też na tę jej dłoń, która opierała się na jego udzie. Mógł tego nie mówić, bo on się znowu nakręcał, aż się poprawił na fotelu, bo jak tak dalej pójdzie, to będzie musiał zjechać na pobocze.
A Pilar wcale nie pomagała, tylko jeszcze podkręcała atmosferę, bo on zaraz odwracał się do niej, tak blisko, że mogła czuć na policzkach jego oddech, który przyspieszył - to brzmi jak wyzwanie, a wiesz, że mnie... nie trzeba dwa razy powtarzać - jeszcze spojrzał znacząco w jej oczy, jeszcze wyrwał się do przodu, jakby znowu chciał ukraść z jej pełnych, gorących warg pocałunek, ale tego nie zrobił, odwrócił się w kierunku drogi - nie mogę się już doczekać tej aż tak dobrej nocy poślubnej - zerknął jeszcze na nią z ukosa i mrugnął do niej jednym okiem. Madoxa nie trzeba była wcale za bardzo podpuszczać, chociaż jej słowa od razu osiadły mu w głowie gdzieś głęboko. Kurwa co on teraz zrobi, żeby półświatek przyklasnął ich małżeństwu. Chyba wszystko.
Chciał się skupić na drodze, ale kiedy poczuł jak jej paznokcie wbijają się w jeans, to aż mruknął, niekontrolowanie. Tak jak spięły się jego mięśnie, pod jej dotykiem - creo que hoy me enseñarás cómo pones las piernas detrás de la cabeza - chyba dzisiaj pokażesz mi jak zakładasz te nogi za głowę, rzucił, a zaraz sam zacisnął palce na jej kolanie, ale tylko przesunął nimi po nim, a zaraz zabrał rękę, pokręcił głową, żeby zrzucić z karku to napięcie. Mało brakowało, żeby rzeczywiście zjechał na pobocze.
Atmosferę ochłodził jednak temat Luny. Bo Madox rzeczywiście nie chciał z nim zadzierać. Aż po plecach przeszedł mu kurewsko nieprzyjemny dreszcz. Ale zaraz znowu odwracał głowę na bok, żeby spojrzeć na Stewart.
- Nie wierzę, że to powiedziałaś - aż zmarszczył brwi, ale zaraz kiwnął głową - tak, trzeba będzie odpuścić... Ale to ty masz problem z odpuszczaniem cariño - mógł sobie tak gadać, ale prawda jest taka, że oboje mieli z tym kurewski problem. Byli zawzięci i ciężko było im coś wyperswadować, ale teraz przecież... na pierwszym miejscu stawiali siebie - okej, ale ty też mi obiecaj, że nie wpierdolisz się w nic za moimi plecami, że nie będziesz ryzykować - on też złapał jej spojrzenie, na moment, bo zaraz patrzył w szybę - Eliot kiedyś bardzo chciał go przymknąć, ale nic na niego nie mają, bo Luna ma od wszystkiego ludzi... i to takich, że nikt, nigdy nie puścił pary, on bardzo chciał... - nie dokończył, bo wtedy Pilar zwróciła mu uwagę na ten zjazd, który prawie ominął. Skręcił gwałtownie, aż samochodem trochę zarzuciło, ale zaraz wyrównał i nawet zwolnił, bo nawigacja wskazywała, że zaraz będą na miejscu.
I rzeczywiście już po chwili Madox parkował przed jakimś zadbanym domkiem, na krawężniku, a zaraz szedł za Pilar. Oczywiście, że stanął za jej plecami, tak blisko, że gdy się cofnęła, to w niego wpadła, to już opierała się plecami o jego tors, a on nie ruszył się z miejsca. Tylko pochylił głowę do jej szyi, na moment, zaciągając się jej zapachem, bo zaraz Alma otworzyła przed nimi drzwi, a Madox podniósł rękę, żeby się przywitać.
- Cześć - rzucił, no bo przecież nie dzień dobry, a zaraz już Stewart wyjaśniała kobiecie kim są. Noriega rzeczywiście ją kojarzył, przychodziła czasem na mecze, z ich synem i zawsze siedzieli z przodu, chociaż to przecież w ich wykonaniu była amatorka, ale ostatnio skopali dupę Pingwinom z Mississauga, Diabły z Toronto, tak się nazywali.
Wszedł za Pilar do środka, chociaż kiedy Pani Benitez wspomniała o tym martwym ptaku na podjeździe, to Madox jakoś odruchowo się tam obejrzał. To mógł być przypadek, ale mógł to też być znak, który jasno sugerował, że ktoś obserwował dom. Zanim Alma powiedziała, żeby nie ściągali butów, to Madox już swoje zrzucił, ale on zawsze to robił, matka i ciotki mu to wpoiły, żeby nie wnosić brudu do domu, jeszcze je poprawił i zaraz też skierował się do salonu, w skarpetkach. A kiedy Emilio zwrócił na nich uwagę, to on też zaraz podnosił rękę na przywitanie.
- Cześć - powiedział najpierw, a kiedy chłopczyk obserwował go dokładnie, to już nawet otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale dzieciak był pierwszy.
- Ciebie znam, grasz z tatą w piłkę, lewy skrzydłowy! - nawet go pokazał palcem, a Alma jeszcze raz zmierzyła Noriegą spojrzeniem. Może coś kojarzyła, bo chociaż na boisku nie miał tych swoich kolorowych koszul, to i tak trochę rzucał się w oczy, z tymi swoimi tatuażami.
- Tak, Luciano mówił, że też grasz... W jakiejś drużynie szkolnej? - zapytał, bo tak mu się skojarzyło, chociaż prawda jest taka, że Madox nigdy za bardzo się nie przejmował takimi opowieściami o dzieciach, bo ich nie lubił. Inna sprawa, że one lubiły jego. I Emilio też zaraz kiwał głową.
- Tak! Tata zawsze chodził na moje mecze, ale teraz... mama nie ma tyle siły, i już nie gram tyle w piłkę, ale... mam nowe rękawice mogę ci pokazać - nawijał już dzieciak, a matka posłała mu groźne spojrzenie.
- Emilio miałeś iść do siebie i nie przeszkadzać! - pogoniła chłopaka i zaraz jakoś się skrzywiła łapiąc za brzuch. Madox nawet ruszył się z miejsca, ale pierwsza była Pilar i pomogła Almie usiąść w fotelu.
- To może naszykuj te rękawice Emilio, a ja zaraz przyjdę? Jak pogadamy z mamą? - zaproponował Noriega, ale dzieciak się jeszcze trochę pokrzywił - jak taty nie ma to musisz się słuchać mamy - dodał jeszcze i zerknął na Pilar, bo chyba dobrze mu powiedział? Ale Madox w ogóle nie miał podejścia do dzieci - a jak chcesz to potem mogę chwilę z tobą pokopać - i pozwoliłby im wejść sobie na głowę. Bo on akurat dzieciakom nigdy nie umiał odmówić.
Emilio w końcu się ucieszył i pobiegł po schodach na górę, ale Madox nie był taki pewny, czy nie będzie podsłuchiwał, chłopcy to jednak mieli różne pomysły. Dlatego kiedy Alma im powiedziała, żeby usiedli, to Noriega podsunął Pilar do fotela, na którym siedziała kobieta, pufę, a sam kucnął sobie za nią. Żeby jednak mogli porozmawiać ciszej.
- Alma, to od kiedy nie ma Luciano? I co ty o tym myślisz? - zapytał Madox, bo może i Pani Benitez nie wiedziała, że jej mąż gra w piłkę z gangusami, ale przecież mogła coś zaobserwować.
Alma oparła ręce na okrągłym brzuchu, westchnęła ciężko.
- To już będzie ponad trzy tygodnie, wyszedł z domu i... Powiedział, że idzie tylko do pracy, bo go wezwali, ale to było późne popołudnie, a jego nigdy o tej porze nie wzywali, szanowali to, że on ma rodzinę - westchnęła ciężko i znowu przesunęła ręką po brzuchu - ale Luciano już od kilku dni chodził jakiś przybity, jakiś poddenerwowany, a kiedy pytałam o co chodzi, to mówił tylko, że to kłopoty w robocie, żebym się nie przejmowała, bo on nie przynosił pracy do domu, starał się nie... - westchnęła ciężko. A Madox przysunął się bliżej.
- A czy... zabrał coś ze sobą? Jakieś rzeczy? Coś zniknęło z domu? - zapytał, bo to mogła być ważna kwestia. Alma zastanowiła się przez chwilę, a jej spojrzenie błądziło od Madoxa do Pilar.

Creo que hoy me enseñarás cómo pones las piernas detrás de la cabeza ⋆˚࿔
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ona też prawie się złamała.
Nie miała pojęcia skąd to się brało, ale chemia między nimi potrafiła się zrodzić w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Nawet w tak skrajnych przypadkach jak sterczenie nad trupem, czy chociażby teraz, kiedy jechali w sprawie jebanego zaginięcia, a tu wystarczyło jedno muśnięcie ud, dwa słowa wypowiedziane prosto do ucha i oboje przepadali. A kiedy Madox dokładał do tego spojrzenie prosto w oczy to… kurwa. Spychał ją na sam koniec krawędzi. Dosłownie na milimetry od przepaści i tego, by sama nie szarpnęła za kierownicę i zjechała na pobocze. Nikt nigdy wcześniej tak na nią nie działał. Tylko on. A ona dalej nie rozumiała, co takiego miał w sobie.
Tak samo nie rozumiała tego, jak człowiek, który niby nie lubił dzieci, mógł się z nimi tak dobrze dogadywać. Z jednej strony mówił, że go męczyły, a jednak kiedy same do niego podchodziły i inicjowały rozmowę, Madox stawał się najbardziej ciekawą postacią w całym pomieszczeniu. Aż chciało się go słuchać. Fascynował te szkraby i to nie był przypadek a tendencja, bo Pilar widziała to już w Medellin, domu dziecka, a teraz jeszcze tutaj. I szczerze? Jakoś dobrze się na to patrzyło. Aż nawet nie odpowiedziała Almie, czy chcieli herbatę, bo tak bardzo zasłuchała się rozmowie Madoxa z Emilio.
Ja też chętnie z wami pokopie potem — dodała, a chłopczyk pierwsze spojrzał na ią podejrzliwie, jakby nie mógł uwierzyć, że dziewczyny też umieją grać w piłkę, ale potem zmierzył ja wzrokiem i chyba doszedł do wniosku, że skoro nie miała na sobie sukienki, to może faktycznie będzie coś tam umiała kopnąć. Skinął głową, wyrażając swoją aprobatę i uciekł na górę.
Kiedy tylko Alma złapała się za brzuch, Pilar oczywiście doskoczyła do niej i wzięła ją pod rękę, żeby spokojnie przeprowadzić aż do fotela. Nie miała pojęcia jakie to uczucie, być tak ograniczonym ruchowo, ale po twarzy kobiety no nie wyglądało to jak coś przyjemnego.
Chcesz coś do picia? Wody? Cokolwiek? — przejęła się, ale Alma jedynie pokręciła głową i uśmiechnęła się do niej ciepło. Pojebane jak często Pilar przebywała wśród gangusów i przestępców, zapominając, jak naturalnie życzliwi potrafili być ludzie. Podziękowała Madoxowi skinieniem głowy za pufę i przysiadła się zaraz przy kobiecie.
Słuchała uważnie, kiedy ciężarna opowiadała o swoim mężu. O tym, że wezwali go do roboty, chociaż nigdy tego nie robili, że chodził jakiś przybity i tłumaczył to problemami w pracy… no brzmiało to wszystko co najmniej dziwnie i chyba nie tylko dla samej Almy.
Jakie mógł mieć problemy w pracy w przytułku dla bezdomnych? — spytała prosto z mostu, bo chyba nie tylko jej to się wydało dziwne? Nie oceniała pracy samej w sobie, ale raczej nie wydawało się to zbyt stresujące zajęcie. I Alma zdawała podzielać się jej zdanie, bo tylko spojrzała na nich wymownie i wzruszyła ramionami. Zamyśliła się dopiero, kiedy Madox spytał czy zabrał coś ze sobą, kiedy wtedy wezwali go do roboty.
Nie — pokręciła finalnie głową. — Nic nie wziął. Nawet kanapek nie chciał, chociaż przygotowałam mu z avocado na szybko. Powiedział, że i tak szybko wróci… — westchnęła jakoś smutno i skrzywiła się na twarzy, jakby naprawdę ledwo co podtrzymywała łzy, albo już nie miała czym płakać. Pilar mimowolnie nachyliła się do przodu i ujęła jej dłoń w jakimś bliżej nieokreślonym pokrzepiającym geście. Nie chciała być nachalna, po prostu tak poczuła.
Spokojnie, znajdziemy go — zapewniła ją, oczywiście łgając jej w żywe oczy. Ale co innego mieli zrobić? Kobieta była w zaawansowanej ciąży. Nie trzeba było być lekarzem, żeby wiedzieć, że stres i nadmierne nerwy mogły doprowadzić do prawdziwej tragedii, a jeśli tego typu zapewnienia mogły nieco oczyścić jej głowę… no to trzeba było chociaż spróbować. — Ale musimy wiedzieć wszystko, co ty wiesz, Alma — dodała po chwili, już nieco bardziej stanowczo. — Jakiekolwiek jego dziwne zachowanie, co mówił, z kim się zadawał, może zostawił komputer w domu? Nie wspominał jakiś imion, których nie kojarzysz? Cokolwiek — zasypała ją kolosalną ilością pytań, ale przecież od tego trzeba było zacząć. Potrzebowali jakiś punkt zaczepienia, a prawda była taka, że Alma była jedyną osobą, która mogła im to dać.
Często dziwnie się zachowywał, ale zawsze mówił, że miał wszystko pod kontrolą — przewróciła oczami, dłonią głaszcząc własny brzuch, jakby chciała uspokoić dziecko. — Miał swojego jednego, najlepszego przyjaciela, może on by c…
Sofía? — kobiecy głos wybrzmiał gdzieś w korytarzu, a oni wszyscy razem podnieśli spojrzenia. We framudze drzwi stała starsza kobieta, bardzo stara nawet, podtrzymując się o lasce i zaciskając jedną dłoń na pomiętym materiale sukienki.
Jaka zaś Sofía mamo, znowu majaczysz? — Alma przewróciła oczami i machnęła ręką na kobietę, a zaraz spojrzała na nich. — Moja teściowa — westchnęła ciężko, spoglądając na nich przepraszająco. I chyba oczekiwała, że kobieta sobie pójdzie, jednak ona wciąż trwałą w tym samym miejscu, ze wzrokiem wbitym… w Pilar.
Sofía, to ty?? — powtórzyła znowu, kręcąc głową z niedowierzaniem, a przez plecy Pilar przeszedł jakiś dziwny, niekontrolowany dreszcz. Spięła się. Madox mógł to czuć na dłoni, którą miał ułożoną gdzieś na jej tyłach.
NIE — Alma się zirytowała i aż podniosła z fotela. — To są Pilar i Madox, znajomi Luciano, pomogą go szukać — wyjaśniła wszystko tak jak była, ale kobieta wciąż gapiła się na Pilar. Dopiero kiedy Alma podeszła do niej i zaczęła ją spychać do korytarza, prosząc, żeby dała im chwilę, staruszka spojrzała na swoją córkę.
Wygląda zupełnie jak ona — tylko tyle zdążyła wymruczeć, nim Alma dosłownie wywaliła ją z pokoju. Zamknęła za nimi drzwi i wróciła na fotel.
Bardzo was przepraszam — westchnęła, próbując usiąść. — Mama jest już stara i schorowana. Często już gada jakieś głupoty, o których nikt nie ma pojęcia. Mieszka z nimi, bo wiecie… nie przelewa się a domy spokojnej starości są wyjątkowo drogie — wyjaśniła po krótce i pokręciła głową, a już po chwili podniosła spojrzenie na Noriegę. — To o czym my to? A tak, Luciano i jego kolega. Hugo. Znasz go? Chyba też gra z wami w piłkę?

Me conmueve cómo hablas con los niños
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Kiedy Emilio już poleciał na górę cały zadowolony, że Madox i nawet Pilar pokopią z nim piłkę, to Noriega musiał jeszcze zaczepić Stewart, znowu opierając się o jej plecy.
- Ty pójdziesz na bramkę - mruknął jej do ucha, i może nawet pozaczepiałby ją jeszcze, ale Pilar już wyrwała się do Almy, żeby jej pomóc. Madox też ruszył się z miejsca, ale popatrzył tylko z boku jak Stewart się przejęła, musnął palcami jej plecy, kiedy już siadała na pufie, a on za nią. To jaka Pilar była dobra było niesamowite. I zawsze kupowało go w całości.
Przysunął się bliżej, kiedy dyskutowali już o Luciano, ale na to pytanie Stewart jakie mógł mieć problemy w pracy w przytułku dla bezdomnych, to drgnął za jej plecami. Bo takie przytułki to nie tylko biedni ludzie, którzy nie mieli dachu nad głową, a czasem przecież ofiary przemocy, albo ćpuny, według Madoxa to nie była łatwa robota, ale postanowił się nie odzywać. A zaraz pytał czy Luciano wziął coś ze sobą. Na odpowiedź Almy pokiwał głową, bo skoro nic ze sobą nie zabrał, to raczej się nie ukrywał. Jeszcze chciał zapytać o to, czy on w ogóle wtedy rzeczywiście pojechał do pracy, ale widział szklące oczy Pani Benitez i to, jak Pilar do niej sięgnęła, postanowił dać im chwilę. Mógł się tego dowidzieć w przytułku, tam też znał kilka osób, a tam ludzie nie podchodzili do tego tak emocjonalnie.
Poczekał aż kobieta się uspokoi, a kiedy Stewart zadała jej kolejną serię pytań, to on też znowu chciał się wtrącić, ale Alma nie zdążyła nawet odpowiedzieć, zaczęła o tym przyjacielu, a Madox próbował skojarzyć, z kim trzymał się Luciano. A wtedy w drzwiach pojawiła się ta staruszka. Noriega zaraz obejrzał się do tyłu. Przesunął ciemnym spojrzeniem po staruszce, a zaraz podążył za jej wzrokiem na... Pilar. Jakoś tak odruchowo sięgnął do niej ręką, pod którą wyczuł jak się spięła. A on zaraz przysunął się do niej bardziej.
- Dzień dobry... - tym razem ładnie przywitał się ze staruszką i nawet chciał coś jeszcze powiedzieć, ale Alma już tłumaczyła babci kim są. Chyba nie trzeba było nic dodawać. Madox jeszcze spojrzał na Pilar, ale zdawał sobie sprawę, że staruszka mogła gadać od rzeczy, a Stewart po prostu była śliczna, mogła jej kogoś przypominać. Jakąś inną latynoską piękność? - A kto to jest Sofía? - to jednak było jakieś silniejsze od niego. Pani Benitez spojrzała na niego dziwnie, zastanowiła się przez moment, ale w końcu odpowiedziała.
- To taka dziewczyna, która mieszkała kiedyś po sąsiedzku, przychodziła do mamy, ale później przestała... Nie wiem dokładnie, bo to było dawno, jak jeszcze Luciano był dzieciakiem, on też mówi, że pamięta Sofíę jak przez mgłę, że była taka dziewczyna - wzruszyła ramionami. A Madox też skinął głową, bo jednak Sofía nie miała chyba nic wspólnego z zaginięciem Beniteza.
Kiedy Alma wspomniała o Hugo, to zaraz znowu skinął głową. No tak Luciano się z nim przyjaźnił. Ale Madox mniej, bo Hugo uważał, że on i Diego to problemy, i rzeczywiście, kiedy Luciano gdzieś z nimi wychodził, na to piwko, to Hugo zawsze odmawiał - kojarzę go, pogadam z nim - stwierdził, chociaż na dobrą sprawę nie wiedział, czy będzie chciał mu cokolwiek powiedzieć, ale warto spróbować. Hugo mieszkał gdzieś w tej dzielnicy, chociaż Madox nie wiedział dokładnie gdzie, ale wiedział gdzie może go złapać, bo on był ochroniarzem, w jakimś muzeum chyba, z tego co kojarzył Noriega.
Nawet zaczął się nad tym zastanawiać, ale zaraz sobie o czymś przypomniał.
- Alma... Nie wiem czy Luciano ci o tym mówił, ale nasz klub prowadził takie... wsparcie dla rodzin zawodników. Wpłacaliśmy tam jakieś datki, gdyby w razie czego, móc to później wykorzystać i Luciano też wspierał akcję - kręcił i kłamał jak z nut, właściwie to wymyślał to teraz, na poczekaniu - no i chcielibyśmy, jako klub, teraz ciebie wesprzeć, wypłacić ci te pieniądze, bo wiemy jaka jest sytuacja - Alma popatrzyła na niego dziwnie, zmarszczyła brwi. Chyba nic o tym nie słyszała - no i wszyscy się zgodzili, bo Luciano to nasz kumpel z klubu, nie możemy tak tego zostawić - zerknął z ukosa na Pilar.
- Ale ja nie mogę czegoś takiego przyjąć... - zaczęła Pani Benitez. I Madox był gotowy jej powiedzieć, że może, że tak zadecydował klub, a te pieniądze jej się przydadzą. Już otworzył usta, tylko wtedy do salonu wpadł zziajany Emilio, oparł ręce na kolanach.
- Ktoś... Ktoś wam maluje samochód! - zawołał wystraszony. A Madox zaraz zerwał się z miejsca. Jeszcze w biegu zakładał buty, potykając się o własne nogi. A chłopczyk już opierał się o mamę przejęty i nawijał o tym jak wyglądał przez okno na ich fajny samochód, ale kogoś tam zobaczył...
I rzeczywiście, kiedy Madox już wyleciał przed dom, to jakaś zakapturzona postać chowała się za ich samochodem malując coś na boku czerwonym sprayem, ale na razie to była tylko jedna kreska.
- Co kur... - zaczął Noriega, ale wtedy postać go dostrzegła i rzuciła się biegiem wzdłuż drogi. I może Madox powinien to zostawić? Gdzieś zgłosić? Albo po prostu dać sobie spokój?
No jak? Nawet się nie zastanowił, tylko zaraz wyrwał się za uciekinierem, który gdy tylko go zobaczył to skręcił przez płot w jakieś podwórko. Ale Noriega też zaraz skakał przez płot, wpadli między domy i zniknęli z widoku.
Ale po kilku minutach Madox ściskał za ramię jakąś młodą dziewczynę, z której głowy zsunął się kaptur ukazując jej buzię i ciemne loki. Szarpnął ją w kierunku domu Almy, gdzie już wszyscy stali na ganku.
- Puszczaj mnie! Ała, jak to boli! Puść! - krzyczała dziewczyna próbując mu się wyrwać. Ale Madox mocno ją trzymał, chociaż nie aż tak, żeby ją bolało. Podprowadził ją pod schody.
- Ana! - krzyknęła Alma, chyba ją znała, a dziewczyna też znowu próbowała się wyrwać - Co ty zrobiłaś?! - krzyknęła zdenerwowana znowu się krzywiąc, a Emilio zaraz stanął obok niej, żeby ją przytrzymać. I Madox od razu sobie pomyślał, że to zuch chłopak, ale kim była Ana i dlaczego chciała pomazać im samochód?
Zaraz się wszystko okazało.
- Ja myślałam, że to ci ludzie, którzy pytali o Luciano, chciałam ich nastraszyć i... - zaczęła się tłumaczyć dziewczyna.
- Ana! Oni chcą pomóc znaleźć Luciano - uniosła się znowu Alma, ale wtedy dołączyła do nich też staruszka. Pokręciła głową patrząc na Anę.
- Taka sama narwana jak ciotka - wtrąciła się, ale Alma już znowu goniła ją do domu, w końcu ruszył się Emilio, żeby odprowadzić do środka babcię. A Madox stanął nad Aną krzyżując ręce na piersi, spojrzał na nią groźnie.
- Wyczyścisz to... - stwierdził, ale Ana zaczęła, że nie wie czym - to sprawdź w necie, tylko, żeby mi karoserii nie zniszczyło - rzucił.
Alma w tym czasie zwróciła się do Pilar.
- To nasza sąsiadka, dobra dziewczyna, tylko trochę... Narwana - chciała ją wytłumaczyć. Może powinni zapytać Any kto szukał Luciano, ale Madox bardziej zaaferował się swoim samochodem, już zerkał przez ramię Any, kiedy wpisywała w czat czym wyczyścić sprej z karoserii.
- Tak, to drogi samochód - rzucił, a Ana spojrzała na niego przerażona.

¿Todas las latinas están así de locas? 💃❤️✨
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”