Niebieskie oczy Galena przez moment błądziły po przedniej szybie, kiedy on też sobie przypominał to wszystko, tę kolację u Seeleya, tylko on zwracał uwagę na odrobinę inne rzeczy niż Pilar. Na to jak walczyła, żeby założyć podsłuch, jak się spinała, kiedy udawała zainteresowaną modą Anitkę, na to jak pięknie wyglądała w sukience, którą jej wybrał i w tej bajecznej kolii, którą sprzedała... A Galen ją odkupił, i zrobiłby to pewnie jeszcze ze sto razy. Za każdym razem, by ją odkupił, bo może jeszcze nadarzy się okazja, by ją jej znowu wręczyć?
A może nigdy?
Może będzie spoczywała u niego w biurku, w szufladzie, razem z rodowym pierścionkiem zaręczynowym Wyattów, już na zawsze.
Pamiętał te ich rozmowy i to z jakim błyskiem w oku prowadziła wtedy Porsche, dlatego dał jej kluczyki od Lambo, bo chciał, żeby te jej piękne, brązowe oczy zabłyszczały znowu od świateł latarni, które mijali. Chociaż... to chyba nie te światła, a ta szybka jazda. Galen doskonale znał to uczucie, bo przecież sam je uwielbiał.
Na jej pytanie, czy sugeruje, że nie potrafi być delikatna pokręcił tylko głową. Tak właśnie sugerował, tak uważał, chociaż poznał Pilar z takiej strony, której nie każdy się po niej spodziewał, kiedy opowiadała o swoim dzieciństwie, kiedy rozmawiała z Marie, kiedy zwierzała mu się w Wendys, nad tymi kurczakami... To nie uważał jej za delikatną. Pilar była narwana, dzika, intensywna, ale to go w niej pociągało. Bo tego brakowało w życiu Galena Wyatta jakiegoś takiego pierwiastka tej dzikości, przygody, nieoczywistej, a takiej która może zaskoczyć, i ona mogłaby mu to dać. A tak przynajmniej uważał Wyatt, kiedy jego wzrok zjechał na jej dłoń, na jego śnieżnobiałym kołnierzyku. Pasowała do niego, do tego, żeby go poprawiać, zanim na przykład poszedłby do biura. Do tego, żeby się wozić jego bajecznymi samochodami. Aż Galen się zastanowił, czy do jego apartamentu też by pasowała? Na pewno.
Kącik jego ust uniósł się ku górze, gdy prędkość dochodził do tych trzystu na godzinę, bo Galen też go tak testował, czy rzeczywiście wyciąga maksymalnie to trzysta sześć na godzinę. Wyciągał. A do tego robił to z taką gracją, że w tym aucie można było się zakochać. Wyatt był zakochany, jak we wszystkich swoich samochodzikach.
Niebieskie tęczówki znowu spoczęły na jej twarzy, kiedy powiedziała to
kurewsko dużo rzeczy, bo kiedy Galen tu wsiadł po raz pierwszy to też w głowie miał to
kurewsko dużo rzeczy, tylko on już wiele z nich przetestował, między innymi tylną kanapę i te podgrzewane fotele, na których sobie woził do biura kawę, żeby mu nie wystygła. Co prawda driftowania po śniegu nie próbował, jeszcze.
Bo jednak chyba dzisiaj miało się to zmienić.
Przejechał palcami po jej ręce, ale w końcu ją cofnął, oparł na kolanie, na tych swoich eleganckich, drogich spodniach. Na to jej
nic nie rozwalę zerknął na nią z ukosa, jakby jej nie znał, to by w to od razu uwierzył, ale widział Pilar w akcji, kiedy targała na łóżku pościel w Quebec, kiedy później u Seeleya poleciała z nim na podłogę jak długa, nie był tego
nie rozwalania niczego taki pewny, a jednak się nie odezwał, skinął głową. Gdy powiedziała, że słyszała o niedźwiedziu też się nie odezwał, podejrzewał to, liczył się z tym, że wciąż jest prześwietlany. Właściwie ta historia z niedźwiedziem to rozniosła się już też w firmie, chociaż Galen nie do końca wiedział jakim cudem... No może o tym wspomniał przy ekspresie do kawy? Do jakiejś sekretarki?
Dopiero kiedy przysunęła się z tym fotelem tak, że jego dłonie wylądowały miedzy jej udami, to spojrzał na nią z bliska, niebieskie tęczówki odnalazły jej ciemne oczy.
-
No i o to chodzi, żeby nie działało, tylko, żeby się ślizgał - powiedział powoli, ale nie cofnął ręki, nawet czując na niej jej ciepły dotyk, jeszcze później zahaczył palcem o jej udo, przesunął nim do góry, niby przypadkiem, niby tylko cofając rękę, ale tak naprawdę z pełną premedytacją. Patrząc jej prosto w oczy.
Zaraz jednak usiadł jak mu kazała, oparł się o oparcie, a nawet chwycił się za uchwyt na suficie przy drzwiach, żeby nim nie szarpało, bo czuł, że będzie.
Może i Galen nie był jakimś mistrzem driftowania, jakimś street racerem, ale... lubił sobie pojeździć po torze. Lubił jazdę w ekstremalnych warunkach, co prawda w takich kontrolowanych, ale ta dzisiejsza mogła być jeszcze nawet bardziej ekscytująca.
Na to jej pytanie, czy lubi adrenalinę, strzelił oczami. Chociaż może Pilar wcale go nie poznała od tej strony, ale tak, Galen lubił adrenalinę, był od niej uzależniony. Może nie tak, że musiał być ciągle w ruchu, ciągle jej sobie dostarczać, ale jednak wszelkie sporty ekstremalne były dla niego naprawdę przednią rozrywką.
-
Wtedy czuję, że żyję, a Ty Pilar? - odpowiedział równie zaczepnie, chociaż przecież znał odpowiedź. Widział ją w jej palcach zaciskających się na kierownicy. Te jego też zacisnęły się mocniej na uchwycie. Nie patrzył prawie w ogóle w szybę, tylko na nią, na te jej precyzyjne ruchy, a przede wszystkim na twarz, na której pod wpływem tego driftu malowała się prawdziwa ekscytacja. Na tej Wyatta pewnie też, serce przyspieszyło, krew uderzyła do głowy. Jego lekarz by go chyba za to zabił, ale przecież nie musiał o niczym wiedzieć. Lepiej, żeby nie wiedział.
Kiedy wykręciła to pełne kółko, a niebieskie oczy Galena skierowały się za szybę, to z jego płuc wyrwało się głośne.
-
Wow - bo naprawdę był pod wrażeniem, a potem gdy zatrzymała auto i szarpnęło nimi do przodu, to Galen zaraz odpinał swój pas.
-
Teraz ja... Zobaczymy za którym razem mi wyjdzie - i on już wysiadał z auta, już w tych swoich eleganckich bucikach szedł po śniegu. A potem otworzył drzwi od kierowcy i pchał się do środka przepychając ją nad skrzynią biegów na siedzenie pasażera, ale Pilar powinna się tam zmieścić. Za to Galen wcale się nie zmieścił na siedzenie, które przysunęła tak blisko, szarpnął za nie, żeby je cofnąć, a że Stewart jeszcze się przeciskała na to jego miejsce, to nią też szarpnęło, kiedy siedzenie Wyatta odsunęła się do samego tyłu. Tak nią szarpnęło, że wylądowała tyłkiem na jego kolanach, znowu...
Galen tylko wypuścił mocno z płuc powietrze prosto w jej twarz, bo tym razem to był taki upadek, że go poczuł.
-
Delikatnie Pilar... - mruknął i chociaż było całkiem przyjemnie, to Galen już wciskał palce pod jej kolano, żeby wstała -
dawaj, teraz ja - oczywiście chodziło mu o to driftowanie, bo Galen to jednak już się napalił jak dziecko.
Kiedy w końcu Pilar przeszła na odpowiedni siedzenie, a on ustawił to swoje, a potem zapiął pas, bez najmniejszego problemu, to zerknął na nią z ukosa.
-
Gotowa? - zapytał i jeszcze sięgnął palcami, żeby przejechać po jej udzie, żeby zatrzymać je na zapięciu jej pasa, a później to już zacisnąć na hamulcu ręcznym.
Galen też nacisnął gaz do dechy, a później ręczny i kontra kierownicą, chociaż te jego ruchy były bardziej wyuczone, jakieś sztywniejsze, mniej było w nich instynktu, więcej kontroli, aczkolwiek za dziesiątym razem chyba, udało mu się to kółko wykręcić. Serce waliło w piersi jak szalone, kiedy w końcu zatrzymał auto gdzieś przed tym ciemny marketem.
-
To było... zajebiste - pokiwał głową z uznaniem, kiedy te niebieskie tęczówki znowu odnalazły jej piękne, brązowe oczy.
Pilar Stewart