-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Kiedy tylko chcesz, jak zdążymy to teraz, a jak nie to następnym razem, albo znajdę jakieś miejsce specjalnie pod nurkowanie i po prostu tam wyskoczymy na weekend - tak też mogli zrobić. Od czas do czasu coś dla siebie, a nie dla wszystkich dookoła. Przecież Madox przed Medellin to nawet nie pamiętał kiedy był na urlopie. Przecież on wiecznie siedział w klubie. Ale od tego czasu trochę zmienił priorytety.
Ale według niego to zdecydowanie na lepsze, bo co miał z tego, że się tak poświęcał dla Emptiness, dla policji, wiecznie jakieś problemy. Chociaż z drugiej strony przecież on to lubił, kłopoty, które przyciągał jak magnes, oboje je przyciągali. Tylko te z Pilar były przyjemniejsze.
Nawet to co odwaliła mu Maddie i Esme zdawało się jakoś mniej dotkliwe, kiedy Stewart przeczesywała jego jasne włosy, sunęła palcami między mokrymi kosmykami.
Kiedy zapytała o tego przyjaciela, to na moment się zawiesił, zamyślił, bo to był taki przyjaciel o którym właściwie nikt nie wiedział. Madox się z nim spotykał po kryjomu, tak jak mieli z Pilar na początku, tylko jednak z tym jego latynoskim kumplem wychodziło mu to ciut lepiej.
- Taki... Aldo, Osvaldo Morales, nie wiem czy go kojarzysz? - mogła go kojarzyć jeśli miała jako takie pojęcie o latynoskich gangach, bo Aldo był tam naprawdę kimś, tylko nigdy nie kojarzyli go z Noriegą, nawet na mieście krążyła taka plotka, że oni się nie trawią, dlatego Morales nie bywa w Emptiness, a nawet kiedyś podobno nasłał kogoś, żeby spalić klub. Dlatego nie wszyscy Latynosi ufali Madoxowi. Ale Aldo mu ufał, a on jemu. Obaj pochodzili z Kolumbii i praktycznie w tym samym czasie zaczęli się piąć po szczeblach swojej kariery, zgoła różnych, a jednak powiązanych...
- Jakieś pięć lat temu była taka akcja, że ktoś chciał spalić Emptiness i wtedy wszyscy myśleli, że to Aldo, a prawda jest taka, że jakby nie on, to bym miał klub w zgliszczach, ale ja też kiedyś trochę... nagiąłem prawo, żeby mu pomóc, ale w sumie je zawsze to robię - objął ją ramieniem i znowu się przekręcił, żeby dziabnąć ją w udo, a później musnąć skórę wargami, kierując się wyżej.
Dopiero kiedy padło pytanie o Maddie to się zatrzymał, to przez chwilę zawiesił ciemne tęczówki na jej koronkowej bieliźnie. Nie wiedział co ma z nią zrobić...
Chociaż wiedział.
Nie chciał tego robić, ale czy miał inny wybór? Już Ruby zostawił i jak na tym wyszedł, chciała postrzelić Pilar. Wypuścił ciężko powietrze z płuc, ciepły oddech omiótł jej bieliznę i brzuch.
- Zwolnię ją - powiedział to po prostu, bo taki miał plan. Albo weźmie kogoś innego, zaufanego. Albo będzie kogoś szukał? Przymknął na moment oczy, kiedy masowała mu skronie, palcami sunąć gdzieś po jej rozgrzanej skórze na udzie. Słuchał jej...
I chyba pierwszy raz od dawna się z nią zgadzał. Chociaż on się z nią często zgadzał, ale często też nie... I te jego nie były zdecydowanie bardziej spektakularne, bo kiedy się nie zgadzał to się szarpał, miotał. A kiedy przyznawał jej rację...
- Wiem - powiedział spokojnie i otworzył oczy, żeby na nią spojrzeć - i przede wszystkim nie mógłbym jej trzymać przy sobie, bo... - zmarszczył brwi, bo podejrzewał, że Pilar wiedziała, ale i tak postanowił jej to powiedzieć - jak znasz kogoś tyle lat, ufasz mu, a on cię zdradza, to jest nóż wbity prosto... - przesunął palcem po tym tatuażu na swoich żebrach, ale tak naprawdę to był chyba nóż wbity prosto w serce. Właściwie złamane serduszko, chociaż Madox by się chyba do tego głośno nie przyznał - nie mógłbym na nią patrzeć - wywrócił oczami. Chociaż zaraz się uśmiechnął, zaraz sięgnął do jej dłoni splatając swoje palce z tymi jej - wciąż chciałbym zobaczyć waszą walkę i teraz na pewno bym obstawiał ciebie - pocałował wierzch jej dłoni. Kiedyś, dawno temu w sumie, obstawiał Maddie, on by kiedyś swoje życie Maddie zawierzył. Ale od tej pory tyle się wydarzyło...
A zresztą oni teraz rzeczywiście byli na wakacjach, więc chyba z tego powinni korzystać, a nie przejmować się Maddie, więc kiedy zapytała o to śniadanie, to Madox znowu poczuł jak go ssie.
- A na co masz ochotę? Poszedłbym na targ i coś kupił i możemy coś zrobić w chacie, takie jak wczoraj? - bo on był zachwycony tymi jej warzywami, które tak ładnie pokroiła - albo jajko? Albo coś zamawiamy? - cokolwiek, bo kiedy o tym mówił to czuł się coraz bardziej głodny. Skinął głową, kiedy powiedziała, że muszą też sobie załatwić jakieś ciuchy. A kiedy go ugryzła w nos to też napiął mięśnie brzucha i się do nie wyrwać, żeby ją ugryźć, ale mu uciekła, kłapnął tylko zębami w powietrzu, a zaraz się podniósł żeby usiąść.
- Jednak myślę, że wpadniemy do domu i sprawdzimy gdzie tym razem posuwają się Matteo i Guilia - pokazał jej czubek języka - zjemy, przebierzemy się, może odpoczniemy? - to była taka luźna propozycja, bo znając ich to i tak nie odpoczną - bo potem jak wyjdziemy na plażę, to zabieram cię do Guadalupe na tą imprezę, czyli pewnie znowu wrócimy rano - więc trzeba było to jakoś sensownie rozplanować. Wstał z ziemi otrzepując się z trawy i zaczął na siebie wciągać ubrania, chociaż jak sięgnął po tą bluzę Pilar i obejrzał ją z obu stron, to aż parsknął śmiechem.
- Peor que un trapo sacado de una cuneta - gorzej niż jakaś szmata z rowu (mówiłam, że się przyda), znowu się zaśmiał. Nawet miał jej oddać swoją koszulkę, już trzymał ją w palcach, ale zarzucił sobie na ramię - skoro ja mam znośne ubrania, to wyrzucisz mnie po drodze na targu, stamtąd mam jakieś pięć minut do domu, kupię coś i będę, co myślisz? - zaproponował jej swój plan. Jemu się wydawał całkiem sensowny, co prawda nie miał butów, ale za bardzo się tym nie przejmował. Wciągnął na siebie spodnie i pasek, który teraz będzie chyba jego ulubiony, a później podał Pilar jej piękną bluzę, żeby założyła ją chociaż na chwilę, bo znowu ktoś mógłby się do nich dowalić, że jeżdżą sobie na golasa.
- Chyba, że na targu się okaże, że mogę iść tak, albo będą tam mieli jakieś koszulki, wtedy ty zakładasz to, pokazał jej hulkową koszulkę i idziemy razem - to też była jakaś opcja. Bo o ile paradowanie po plaży bez koszulki było w porządku, to na targu nigdy nie wiadomo. Chociaż to Meksyk, może by to przeszło? Ciężko stwierdzić.
Kiedy stali już koło Jeepa to Madox rzucił jej kluczyki, gdyby miała go jednak wyrzucić koło targu, żeby nie musieli się przesiadać. Sam wpakował się na miejsce pasażera.
- Teraz ja będę ciebie zaczepiał - rzucił do niej zaczepnie, tylko do targu mieli dosłownie kilka minut jazdy, zresztą jak do Acapulco i tej ich pięknej chaty też.
Cuando quieras y donde quieras, cariño 🪼⋆.ೃ࿔*:
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słuchała go z należytą uwagą, wciąż bawiąc się jego włosami. Nawet słowem się nie odezwała, tylko kiwała głową, kodująć odpowiednie informacje w głowie, przyjmując wszystko, co jej mówił. Chociaż kiedy temat zszedł na Maddie, a z ust Madoxa padła kluczowa informacja o zwolnieniu swojej managerki, Pilar na moment wstrzymała dłonie i wbiła w niego spojrzenie.
— Jesteś pewien? — spytała, chociaż czy on na tych wakacjach był czegokolwiek pewien? Prawda była taka, że za godzinę mogło mu się odwidzieć, a co dopiero za kilka dni. Ta świadomość jednak nie powstrzymała ją przed tym, by podzielić się z nim swoim zdaniem, a raczej zmartwieniami. — Jak znajdziesz kogoś na jej miejsce? Skąd będziesz wiedzieć, że to nie kolejna Ruby? Przecież Maddie zajmowała się też biznesami z półświatkiem… — dzieliła się z nim tym wszystkim, chociaż zdawała sobie sprawę, że on również mógł nie mieć na te pytania odpowiedzi. Jeszcze. W końcu Maddie była z nim od samego początku, to ona pomagała mu z Emptiness, była u jego boku, kiedy załatwiał sprawy z gangusami, wiadomo, że nie mógł wziąć pierwszej lepszej managerki z ulicy, która wcześniej pracowała w innym klubie, bo jednak jakby na to nie spojrzeć, Emptiness nie było normalnym klubem.
Uśmiechnęła się pod nosem, gdy oznajmił, że chętnie zobaczyłby ich walkę i teraz obstawiałby na Pilar.
— Dopiero teraz? — uniosła wysoko brwi. — Mówiłam, że jeszcze zmienisz zdanie — dokładnie to powiedziała mu w samolocie do Medellin, kiedy rozmawiali o tym, że Stewart również potrafiła się bić. Kiedy tak pewnie i bezczelnie zarzucała mu, że spokojnie by pokonała i jego. I raz prawie się jej udało, kiedy okładali się na macie, jednak finalnie to Madox zdobył więcej punktów i wcale nie było tak dlatego, że Zgroza lepiej kula kostkami niż ja.
Chciała jeszcze przytrzymać go na moment, żeby powiedzieć mu jedną ważną rzecz. Chciała, żeby wiedział, że chociaż najbliższe mu osoby ciągle wbijały mu nóż w plecy, ona nie miała zamiaru robić tego nigdy, że stała i będzie stała u jego boku, tylko finalnie Noriega już zaczął nawijać o targu, a Stewart była tak głodna, że nie chciała znowu wracać do tematu Maddie. Liczyła jednak na to, że wiedział, że mógł na nią liczyć. Że ona nigdy go nie zdradzi. Chyba pokazała to wystarczająco ilość razy, walcząc u jego boku.
— O jezu, koniecznie targ! — weszła mu w pół słowa, kiedy zaczął gdybać, że może jednak by coś zamówili. Nie było nawet takiej opcji. Byli w Meksyku, mieli tu dostęp do świeżych, obłędnie smacznych warzyw i owoców. Nie mogli marnować takiej okazji na gotowe, zamawiane żarcie. Szkoda tylko, że ciuchy Pilar były niezdatne do wizyty w jakimkolwiek miejscu publicznym. Bluza wyglądała okropnie. Nadawała się jedynie do śmietnika. Albo do tego rowu o którym wspomniał. — Ty idziesz na targ, a ja jadę do domu — zarządziła, widząc jak Noriega znowu zaczyna się miotać, nie mogąc się zdecydować. Tutaj nie było co gdybać, poza tym, był z niego duży chłopiec, umiał sam zrobić zakupy. Szczególnie że akurat na owocach i warzywach znał się chyba lepiej niż sama Pilar.
Zebrali się z ziemi, otrzepali z trawy tyle ile byli w stanie, chociaż i tak zostało im tego pełno w gaciach. Stewart zgarnęła torebkę i ruszyli do auta. Przejęła od niego kluczyki, łapiąc je w powietrzu i już po chwili ładowała się do samochodu. Oczywiście pierwsze musiała wyregulować sobie siedzenie, bo chociaż miała długie nogi, Madox miał dłuższe, do tego poprawiła lusterka i zabrała się za wyramolenie samochodu z krzaków. Trochę się przy tym umęczyła, szczególnie, że miejsca do nawrotki było praktycznie zero. Finalnie jakoś wyjechali, a po chwili znaleźli się na drodze. Prychnęła pod nosem, kiedy oznajmił, że teraz to on będzie jej dokuczać.
— Proszę cię — zaśmiała się, spoglądając na niego przelotnie, przy okazji wrzucając kolejny bieg. — Dojadę tam szybciej niż zdążysz powiedzieć tengo la mejor prometida del mundo entero — mam najlepszą narzeczoną na całym, jebanym świecie. Oznajmiła zadowolona i skupiła się na drodze. Na targ mieli jakieś osiem minut, a jeśli Pilar odpowiednio przyciśnie po gazie mogli się tam znaleźć za całe pięć. Szczególnie że godzina była jeszcze wczesna jak na weekend i drogi nie były jeszcze tak zatłoczone.
— Jak myślisz, w którym pokoju tym razem pieprzą się Giulia i Matteo? — zagadała, przy okazji zmieniając pas. — Robimy jakieś zakłady? — zaproponowała, bo oczywiście, że oni kochali się zakładać. Chociaż akurat w tym przypadku nie mieli wpływu na wynik. Tutaj trzeba było się zdać na los. — Przegrany płaci za obiad? — wydawał się do całkiem uczciwy układ, biorąc pod uwagę, że pewnie znowu by się przeciskali do terminala przy kasie. Chciała to nawet powiedzieć na głos, ale wtedy jakiś zjeb zajechał Pilar drogę. Ominęła go w ostatniej chwili. — JAK JEŹDZISZ, ESTÚPIDO?! — ryknęła głośno, kręcąć głową i oczywiśnie nie omieszkała wcisnąć klaksonu.
El mejor prometido del mundo entero ⋆˙⟡♡
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Maddie pracowała dla niego od zawsze, była jego pierwszą menadżerką, ona pomagała mu kiedy Emptiness było jeszcze podrzędnym klubem, a teraz... Przecież teraz jego klub był jednym z lepszych w mieście. A do tego głównym miejsce, gdzie spotykała się śmietanka towarzyska tego miasta. Podziemia Emptiness to był przecież wspólny pomysł Madoxa i Maddie, coś co budowali od zera, a teraz on miał ją wyrzucić. Na pewno nie będzie tym faktem zachwycona, ale czy ona miała tutaj cokolwiek do powiedzenia biorąc pod uwagę fakt, że go zdradziła?
Według Madoxa, nie.
Pilar za to miała. Zawsze miała, więc wysłuchał jej spokojnie, a potem na moment wtulił się w nią zaciskając palce na jej skórze.
- Nie wiem, muszę poszukać, pomyśleć, to nie może być jakaś pierwsza lepsza osoba, bo Emptiness to nie jest zwykły klub - doskonale o tym wiedziała, oboje wiedzieli. Ale Noriega na obecną chwilę jeszcze nie miał pomysłu, chociaż już się nad tym zastanawiał, komu mógłby zaufać na tyle, żeby go wprowadzić w ten świat? Spychał jednak te myśli na dalszy plan, bo teraz przecież byli na wakacjach, ale wiedział, że będzie musiał do tego wrócić. Że w Toronto będzie miał kolejny problem, jakby do tej pory miał ich mało... Chociaż przecież ten z Frankim Ferrarim został przecież rozwiązany. Jeden mniej, a na jego miejsce kolejny.
Zamknął na moment oczy, bo chciał to poukładać w głowie, chociaż zaraz już ciemne tęczówki spoczęły na twarzy Stewart, kiedy zapytała go o to czy dopiero teraz.
- Właściwie to już dawno, już po tym ciosie z Medellin, jak złamałaś nos Alvaro - sięgnął nawet do niej, żeby dać jej pstryczka w nos, a zaraz już wstawał.
Jakby nie złamała wtedy tego nosa Alvaro, to chyba by się w niej tak nie zakochał. Chociaż... może tak?
Ale na pewno był to powód, który znacząco przemawiał na jej korzyść. Łamanie nosów mafiosów jednym ciosem, to nawet Madoxowi nie zawsze to wychodziło.
Za to gadane to miał zawsze, dlatego już zaraz nawijał o targu, albo o tym, że mogą też coś zamówić. Pilar jednak zgodziła się na zakupy, i dobrze, bo Madox już sobie obiecał, że nakupuje dużo mango, jakieś zajebiste meksykańskie papryczki, które mogą dawać do wszystkiego i inne rzeczy...
Z tych myśli wyrwało go dopiero to, kiedy zadecydowała, że on idzie na targ, a ona do domu.
- No i co będziesz robić beze mnie w domu? - musiał zapytać, chociaż najważniejsza opcja to było chyba to, że bez niego będzie miała chwilę... spokoju?
Chociaż w samochodzie to wcale go nie miała, bo kiedy on powiedział, że będzie ją zaczepiał, to od razu sięgał do jej kolana. A jednak jak widział to, jak wyjeżdżała z krzaków to wstrzymał powietrze i gryzł się w język, żeby nic nie powiedzieć. Bo miał już jej mówić, że jej wyjedzie, albo wyjdzie i ją pokieruje, a najlepiej to jednak jakby oddała jemu, bo tam trzeba było bujnąć auto, żeby wyszło z tych kolein, które on sam zrobił.
W końcu się jej udało.
A on nawet tego nie skomentował.
Za to zaraz powtarzał po niej, szybko.
- Tengo la mejor prometida del mundo entero - ręką przesunął po jej udzie, sięgnął koronki majtek, pod którą wsunął czubki palców, ale zaraz je jednak zabrał, kiedy przyhamowała jakoś mocniej, bo ktoś jej zajechał drogę i nimi szarpnęło. Opadł plecami na oparcie i otworzył sobie na oścież okno.
- Obstawiam, że na basenie, zajebista pogoda, ja bym wybrał basen - odwrócił się w jej kierunku i mrugnął do niej jednym okiem, zaczepnie, a zaraz pokiwał głową - dobra, ja basen, a ty? - zapytał, ale zaraz prychnął - ja płacę za obiad i za kolację, w ogóle dzisiaj jest dzień Madoxa i Madox płaci - stwierdził, bo on się z nią nigdy o to nie kłócił. Ale z drugiej strony... - w ogóle to ja zabrałem cię na wakacje i ja płacę - dodał, a kiedy otwierała usta, żeby coś powiedzieć, to już sięgał do niej, żeby oprzeć jej na nich palce, oczywiście, że go ugryzła, ale chyba bardziej by się zdziwił, gdyby tego nie zrobiła. Bo przecież on też by to zrobił - to jest moja nagroda, za wyścig czy coś, nie podlega dyskusji, to wiesz... Jedno życzenie Madoxa - zabrał dłoń, ale przekręcił się do niej bokiem - a ten kto dobrze obstawi Matteo i Guilie to potem sam wybiera miejsce, w którym to zrobimy, może być najbardziej popierdolone, stoi? - czy trzeba było ją na to namawiać? Pewnie nie.
Czy w ogóle potrzebowali do tego zakładu? Też pewnie nie. Ale przecież mogli sobie taki zrobić, dla jakiegoś podkręcenia atmosfery, dodania nutki pikanterii, jebanej papryczki czili, do ich płonącego żywym ogniem związku.
Teraz też tak ogniście Pilar ryknęła i zatrąbiła, a samochód przed nimi przyhamował, kurwa, specjalnie to zrobił. Zwolnił, tak, że Pilar też musiała, a kiedy chciała go wyminąć, to zajechał jej drogę. Madox najpierw spojrzał ten samochód, który ewidentnie robił im na złość, a potem na Stewart, która też ewidentnie była już... zła? Sam się szarpnął, żeby walnąć w klakson kilka razy, ale nic to nie dało, bo samochód nie ruszył, a przy kolejnej próbie wyprzedzania znowu zajechał Pilar drogę.
- Ja pierdole... pojebało kogoś - rzucił Noriega. Samochód zjechał w kierunku targu, a Stewart za nim - zaraz mu nakopie, że wkurwia moją narzeczoną - stwierdził jeszcze zaglądając w obłędne, czekoladowe oczy Pilar. Duży SUV z przyciemnianymi szybami zaparkował przed nimi, miał wściekle czerwony kolor, jak Jeep, który stanął zaraz za nim. Madox jeszcze zerknął na swoją narzeczoną, a zaraz wyrwał się do wyjścia, żeby podejść do kierowcy, z tą koszulką wciąż przewieszoną przez ramię.
Już stał przy drzwiach kierowcy, przy tym SUVie, gotowy był wyciągnąć typa nawet przez okno, za to jak sobie z nimi pogrywał. Tylko kiedy okno się otworzyło, zjechało do zera, to okazało się że za kierownicą siedzi... ładna brunetka, w dużych okularach przeciwsłonecznych, ubrana na czerwono.
- Jak kur... - zaczął Madox, ale ona zaraz zawiesiła się na szybie wyglądając do niego. A przecież on miał to zrobić, zawiesić się na szybie i zjebać kierowcę od góry do dołu, a potem wyciągnąć go przez okno i mu nakopać.
Wypuścił jakoś ciężko powietrze z płuc.
- Nie umiesz jeździć? - prychnął tylko, a dziewczyna podniosła z nosa okulary, żeby go zmierzyć spojrzeniem. Aż Noriega się cofnął, a zaraz zakładał na siebie koszulkę przez głowę. Brunetka parsknęła śmiechem.
- No właśnie umiem, to... twój kierowca, chyba nie za bardzo się tutaj odnajduje - zerknęła w kierunku Jeepa, Madox też się obejrzał.
- Zajeżdżałaś jej drogę - rzucił, a brunetka wywróciła oczami, okulary miała już oparte na czarnych, zmierzwionych włosach.
- Bo twoja kobieta bardzo niekulturalnie... napierdalała w klakson - powiedziała powoli, a zaraz już otwierała drzwi, żeby wysiąść. Madox musiał się cofnąć bo prawie go nimi walnęła. Stanęła przed nim w tej swojej zwiewnej czerwonej sukience zadzierając głowę do góry, żeby na niego spojrzeć, prosto w oczy. Aż Madox trochę zgłupiał, czy oni niekulturalnie napierdalali w klakson, czy ona robiła im na złość zajeżdżając drogę?
Tengo la mejor prometida del mundo entero ˚˖𓍢ִ໋