ODPOWIEDZ
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Słucham? — dopytuje oto gwałcenie ludzi. Tego jeszcze nie słyszała, ale wielką fanką waleni w ogóle nie była — z wybrzeża można zobaczyć wieloryby i organizują rejsy, żeby można było zobaczyć delfiny — dodaje zaraz i tak. Obie aktywności miała zaplanowane. Rejs małym jachtem na jego dziobie wydawał się być porywający. Co do skolopendr pokiwała głowa, nie wyglądały na najfajniejszych przyjemniaczków. Zresztą Kovalski nie przepadała za jakimkolwiek bezkręgowcami. Z jakiegoś powodu były zmiennocieplne, takim istotom się nie ufa. Gadom też.
Do Afryki wyleciał, a do niej mamy blisko — zaczęła Charlotte, marszcząc przy tym delikatnie swoje brwi — może pomylił lądy i go tu spotkamy? — spytała, parskając śmiechem. To dopiero by było. Człowiek-gołąb z nimi na wakacjach. Brakowałoby jeszcze świnie zaczęły latać. Chociaż tu na szczycie nie było żadnych dzieci, wyglądających na fanów Świnki Peppy.
Strzeliła mu standardowego kuksańca pod żebra. W żadnej chwili się nie hamowała, musiała dać upust temu uczuciu. Wiedźma? To Patel był ogrem.
To trzeba zejść ze szlaku, a nie lać na samym jego środku — wycedziła Charlote, a chwilę później już chowała się w jego ramionach — PATEL! — krzyknęła i walnęła go pięścią w tors. Na takie słowa nie było odpowiedniego momentu. Chociaż może był? Znowu William udaje wielkiego kozaka, buja się na prawo i lewo, a ona jest wręcz tym rozbawiona i przestraszona na raz. Obronił ją, rzucając tym policjantem. Taki był odważny. Była pod wrażeniem, jak typ zbiegał ze szlaku z opuszczonymi spodniami. Niestety, zdołała zobaczyć jego gacie z logo lidla. Lidl też był marketem na kanarach.
Biedronka — przeczytała, przechylając głowę — to chyba polski — kurna, wszystkie znaki rozpoznawalność były odhaczone. Siatka, JP II, polskie piwo i sandały ze skarpetami — cała siata leszków — mruknęła pod nosem, bo jej babka zabierała ją kiedyś do Polski. Pamiętała, jak jebała piwo. Pojechały razem na wycieczkę rowerową. Babcia kupiła jej loda, a samej sobie piwo. Koniec wypracowania Caro w drugiej klasie szkoły podstawowej o, Will. Powiedz leszek, albo chrząszcz brzmi w Szczebrzeszynie — brzmiała, jak typowy wężousty z Harrego Pottera. Jakieś syczenie, inne rz, sz, cz. Dla osoby nie znającej polskiego języka, to dopiero musiało być trudne. Zwłaszcza że Lotte mówiła bardzo łamanym polskim.
Dobra, chodź wracamy do auta — zarządziła finalnie Charlotte, klaszcząc w dłonie. Sam powrót wydawał się być szybki. W samochodzie nałożyła mu kolejną warstwę aloesu. Działanie profilaktyczne może coś faktycznie da. Szybciej Patel okaże się żmiją, a skóra zacznie stopniowo z niego schodzić. Potem już jechali, kolejne trzydzieści minut.
Tu nasz hotel — a raczej przytulny dom z kilkoma pokojami, wszystko się zgadzało. No, może poza kłótnią z gospodarzem, bo nie było już pokoju z pojedynczymi łóżkami — tu pokój, tu śpimy — duże łóżko, łazienka, szafa, stoliczek z czajnikiem herbatą, kawą i butelkami wody — tu kolacja, tu jemy — tak chodziła po tym w hotelu. Przed wyjściem zostali uroczeni przysmakami od gospodarzy, a później trzeba było ruszyć dalej — Dobra, idziemy z powrotem na górę — klasnęła w swoje dłonie, po czym poczłapała wprost na zdobycie szczytu. Przepakowała trochę plecak, nawet czołówkę (sic!) wzięła ze sobą.
I jak podoba Ci się? — zagadnęła, uśmiechając się szeroko. Na przeciwko zachodzącego słońca rozłożyła kocyk, rozsiadając się na nim. Jeszcze chwila i zajdzie słońce, a wtedy będą mogli podziwiać gwiazdy na niebie — gdyby nie fakt, że tutaj jesteś, to powiedziałabym, że jest tu romantycznie — stwierdziła, rozsiadając się wygodnie na kocyku. Wyspa delikatnie schowana za obłoczkami z chmur i przebijające się za nią promienie słońca. Idealnie, może nawet zbyt idealnie. Brakowało jedynie taniego wina — a tak to muszę siedzieć z ogrem — cebula ma warstwy, ogry mają warstwy i William tez miał warstwy. Pytanie czym był? Cebulą? Ogrem? A może tortem?
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Opowiadam jej o tym jak czytałem w artykule, że delfiny to strasznie napalone skurwysyny i tworzą gangi, między którymi dochodzi do bójek i różnych innych batalii, a poza tym to się zdarza, że taki gang porywa człowieka z płytkiej wody tylko po to żeby próbować go gwałcić. Strasznie krzywa akcja, dlatego nie ufałem tym pływającym skurwielom. Ale walenie to już chętnie bym zobaczył i nawet się trochę jaram jak mnie informuje, że to też ma w planach. Boże, ona była niemożliwa z tym planowaniem, chyba byłem pod wrażeniem. Śmiejemy się z gołębia, ale szczerze mówiąc to nie chciałbym go tutaj spotkać, jeszcze by nam zniósł kolejne jajko, a ja nie do końca pamiętałem co się właściwie stało z poprzednim. Potem przeganiam tego chłopa jak prawdziwy bohater i zdobywam nagrodę w postaci płynnego złota. Co było więcej warte? Cała siata Leszków czy pocałunek księżniczki? Tym drugim też bym się zadowolił w sumie. Patrzę na nią jak tak syczy do mnie i nie wiem czy mnie nie przeklina w tym momencie. Nawet nie próbuję tego powtarzać, bo bym poległ pewnie na pierwszej sylabie. W każdym razie zabieram torbę pełną skarbów i wracamy do auta, a potem prosto do hotelu. Robi mi wycieczkę po okolicy i z zaciekawieniem oglądam pokój (na tym łóżku to już się chciałem wyłożyć, ale mi nie daje), potem kuchnię, a potem kolejna wycieczka. Boże, ta dziewczyna mnie kiedyś zamęczy, ale nie będę przecież mulił w hotelu, skoro mieliśmy jeszcze gwiazdy do zobaczenia. Podczas drogi na górę trochę narzekam, że nogi mnie bolą i plecak ciężki, bo ona miała wszystko co potrzebne w swoim, a ja w swoim browary, flaszkę, kanapki i hasz. Czyli w sumie też same potrzebne rzeczy. W końcu docieramy do celu, a ja od razu zrzucam bagaż oraz buty i rozsiadam się na tym kocyku, od razu rozprostowując nogi. Tego mi było trzeba, chwili odpoczynku - Bardzo - wokół było pięknie, natomiast słońce znikające za oceanem robiło ogromne wrażenie - Ta? A ja i tak powiem, że jest romantycznie, a będzie jeszcze bardziej jak się zrobi ciemno - wzruszam ramionami - Z ogrem? - unoszę obie brwi i się krzywię, ale tylko na pokaz, bo tak naprawdę to się nie obrażam - Chyba z piratem, zobacz co mam - sięgam do swojego plecaka, chwilę grzebię we wnętrzu aż wyjmuję dużą butelkę, żeby jej pokazać - Ronmiel de Canarias - czyli taki lokalny, miodowy rum, ale to pewnie też zdążyła już gdzieś wyczytać. Ja w sumie czytałem tylko o tym - Skusisz się? - pytam, chociaż nie oczekuję innej odpowiedzi, niż no jasne, właściwie nie chcę nawet słyszeć odmowy, już dzisiaj i tak nie będzie musiała nigdzie jechać, można się było zrelaksować. Otwieram trunek i podaję jej flaszkę - Znasz się trochę na gwiazdach? - pytam, bo ja się znałem, chociaż tutejsze niebo wyglądało zupełnie inaczej niż w Kanadzie i byłem bardzo ciekaw co też zobaczymy jak słońce wreszcie zgaśnie. Zapowiadała się bezchmurna, piękna noc z tysiącem błyszczących punktów ponad naszymi głowami. To naprawdę brzmiało bardzo romantycznie.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Charlotte podkula kolana bliżej siebie. Wiatr powodował, że przez jej ciało przechodziły dreszcze, pojawiła się gęsia skórka, ale widok był tak niesamowity. Przez moment wpatrywała się w niego w ciszy, a później odwróciła się w stronę Patela. Tańczące światła zachodzącego światła w jego oczach wyglądały jeszcze piękniej. Przez moment bała się przełknąć ślinę, bo chyba zakochała się w tym widoku.
Wiesz, myślałam, że gdy jesteśmy razem nie może tak być — zaśmiała się nerwowo pod nosem. Choćby nie chciała wracać do Toronto, to robiła to. W głowie kołatały jej myśli z sądu, każdej ich kłótni, a to bolało ją jeszcze bardziej. Tak naprawdę w myślach próbowała go bronić. Mógł pozwolić na wywiezienie jej do afrykańskiego burdelu, nie bronić jej przed gadem, zboczeńcem. Musiał być dobrym człowiekiem. Chciała móc w to wierzyć. Naprawdę. Tylko wszystko wewnętrznie gryzło się jej ze sobą.
Piratem to dopiero będziesz — parsknęła Lotte, widząc butelkę — kupię Ci taką czarną chustę z czaszkami na obserwację wielorybów — wtedy William zostanie prawdziwym kapitanem Jackiem Sparrowem — chociaż piraci nie narzekają — dodała, chichrając się cicho pod nosem. Tak, wypominała mu całą wędrówkę. Bywały momenty, w których chciała zepchnąć go w przepaść. Dla niej wędrówka była czymś prostym. Miała kontemplować naturę, dać się ponieść surowym krajobrazom, a przy Patelu było to niemożliwe. Cały czas słuchała narzekania starej baby, co gorsze w hotelu pewnie będzie pokazywał jej odciski, a ona wręczy mu na nie plasterek.
Chyba nie mam wyboru, co? — zaśmiała się, chwytając butelkę. Szybko wzięła kilka większych łyków i od razu się skrzywiła — jezu, jakie to słodkie — ta nutra miodu była zdecydowanie zbyt mocna, jak na jej kubki smakowe. Wolała gorzki alkohol. Pierdolone whiskey wypiłaby na raz bez żadnego zastanawiania się. A rum? To nie było modżajto dla mojej świni, a jego właśnie potrzebowała.
Trochę — no przecież, że przyjechała przygotowana — połóż się, to Ci je pokażę — powiedziała, kładąc mu dłoń na torsie i pchając delikatnie ku dołowi. Sama położyła się zaraz przy nim, prawie się wtulając. Drażnił ją zmieszany zapach alkoholu oraz ciepło jego ciała. Przysunęła się do niego delikatnie, głowę podparła na łokciu i patrzyła ku górze.
Widzisz te trzy gwiazdy w prostej linii? — dopytała, pokazując mu dłonią, o co dokładnie jej chodziło. Przybliżyła się jeszcze bliżej, by ich perspektywy były zbliżone — to Orion — stwierdziła spokojnym tonem, czekając na jego potwierdzenie — Orion był myśliwym, który kochał tak mocno, że jego historia została zapisana w gwiazdach — teraz to dopiero zaczynało robić się romantycznie. Przez ułamek sekundy spojrzała na jego twarz, po czym odwróciła się w stronę gwiazd — a tam trochę dalej to lew — wskazała kolejny gwiazdozbiór — jak ty — zaśmiała się cicho pod nosem, unosząc jeden z kącików ust ku górze — podobno gwiazdozbiór symbolizuje siłę oraz lojalność — co zgadzałoby się bardziej z Charlotte, ale tego nie wypowiedziała głośno. Kącik ust jej drgnął, bo brak lojalności wobec niej najbardziej mu zarzucała. Przecież gdyby był nie wziąłby sprawy jej rodziców, prawda? — a ta najjaśniejsza gwiazda to serce, które nigdy nie gaśnie — zamilknęła przez chwilę. W środku czuła sprzeczność, której nie była w stanie już w łatwy sposób ukryć. Dlaczego w takim momencie chciała się do niego przytulić? Zniszczył jej matce życie, a ona zamiast się kłócić, zamiast planować jego zniszczenie, wtuliła się w niego. Wewnątrz tłumaczyła sobie, że to przez zimno, choć wiedziała, że było kompletnie inaczej.
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- A wcześniej nie bywało? - pytam, bo co prawda większość wspomnień opiera się raczej na kłótniach, ale na przykład podczas sylwestrowej nocy? Było strasznie dziwnie, a poniekąd romantycznie, albo po tej nieudanej imprezie przedwalentynkowej, zaczęło się strasznie, skończyło... Trochę romantycznie. Albo podczas obiadu u moich rodziców, widziałem jak się we mnie zapatrzyła kiedy dawaliśmy koncert i ja też grałem wtedy głównie dla niej. Gdzieś między ciągłymi uszczypliwościami i wyzwiskami były też te chwile, które warto zapamiętać, chociaż mniemam, że przez wzgląd na ostatnie wydarzenia mogły się trochę rozmyć - Oooo! Dobra! - cieszę się jak dziecko, któremu właśnie powiedziano, że... No, że może być piratem właściwie, kto by się nie podjarał? - Chyba, że na szkorbut - śmieję się kiedy Charlotte stwierdza, że piraci nie narzekają - Albo na brak rumu - nie wiem co gorsze w sumie, dla mnie chyba jednak brak rumu - Chyba nie masz - wzruszam ramionami i patrzę jak spija pierwsze łyki, po czym się krzywi. Unoszę w zdziwieniu obie brwi - Niedobre? - dla mnie pyszne, ale ja lubiłem słodkie alkohole. Jak szedłem z chłopakami na piwo to i tak wolałem fikuśne drinki, bo lepsze, słodkie, owocowe. Odbieram flaszkę i też upijam kilka dużych łyków, a potem oblizuję wargi. Zakręcam butelkę coby nic się nie wylało - A czy jest coś na czym się nie znasz? - pytam ze śmiechem, ale kładę się tak jak mi poleca , a jej drobna dłoń, oparta na moim ciele sprawia, że dreszcz przebiega mi po plecach, taki z rodzaju tych przyjemnych. Podkładam rękę pod głowę i słucham - Mhm - potwierdzam, Oriona znajduję bardzo szybko, bo doskonale znam ten gwiazdozbiór. Kosmos zawsze mnie fascynował, chociaż od fizyki wolałem jego bardziej mistyczną stronę opartą o mitologie i artyzm - Tak? To dopiero musi być romantyczna historia, opowiedz mi - proszę, krzyżując z nią spojrzenia kiedy i ona na mnie patrzy - Tam, w mgławicy Oriona rodzą się nowe gwiazdy, może właśnie teraz, niesamowite, co? Właśnie obserwujemy proces, który kiedyś stworzył też nasze Słońce - brzmiało magicznie i bardzo poetycko. Daję jej mówić dalej i przesuwam wzrokiem po obszarach nieba, które mi pokazuje - No tak, siła i lojalność, cały ja - chociaż nie sądzę, żeby się z tym zgodziła i ta myśl kształtuje mi się gdzieś w głowie, więc wzdycham przeciągle żeby ją odgonić - Serce, które nigdy nie gaśnie? - powtarzam i kiedy się we mnie wtula to w pierwszej chwili czuję się mocno skonfundowany, bo raczej nie spodziewałem się takich czułości, ale z drugiej jest to bardzo przyjemne, więc po krótkim spięciu, obejmuję ją ramieniem i tym razem to ja wyciągam rękę, żeby wskazać miejsce tuż nad horyzontem - A gdzieś tam powinien być koziorożec, upierdliwy i wkurwiający - rzucam żartem, ale szybko dodaję - Żartowałem, raczej ambitny i wrażliwy, chyba coś w tym jest - zamyślam się i w tym zamyśleniu głaszczę ją dłonią gdzieś po ramieniu.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Bywało — stwierdziła, marszcząc przy tym brwi. No właśnie, bywało między nimi romantycznie. Momentami czuła gęstnącą atmosferę, która roztaczała się między nimi. Wtedy gdy wpatrywała się w niego i czuła sprzeczne emocje. Wbrew pozorom zdawała sobie sprawę z jednego. Jej naprawdę na nim zależało. Co by nie powiedziała, to by prawda, a najgorsze było to... że nie było to w czasie przeszłym — może przypomniałbyś sobie moje słowa wobec Ciebie, co Patel? — mruknęła ciszej pod nosem, zaciskając usta. Przecież w złości mu to powiedziała. Lubiła go. Zaczynało jej na nim zależeć. Uważała go za dobrego człowieka. Tylko sąd wiele zmienił, a ona już nie wiedziała, czy faktycznie powinna mu ufać.
Nie lubię słodkiego — stwierdziła, wyciągając jeszcze raz rękę po butelkę z alkoholem. Musiała zagłuszyć własne myśli. Życie w sprzeczności nie pasowało jej. Świat wydawał się prosty, momentami wręcz czarno-biały — nie masz wytrawnego wina? — dopytała, unosząc ku górze jedną ze swoich brwi i z tym niewinnym uśmiechem. Ona była koneserką gorzkich alkoholi — chyba w tej kwestii się nie zgadzamy, powinieneś wypić ze mną moją ulubioną whiskey — zaśmiała się pod nosem i zaraz spojrzała mu prosto w oczy — zakochałbyś się w nimalbo w niej. Za dużo myśli. Zdecydowanie zbyt wiele. Zatrzymuje się, słysząc kolejne pytanie. Na wielu rzeczach się nie znała, ale też na wielu naprawdę znała. Tylko jednej nie potrafiła zrozumieć.
Na Tobie się nie znam — stwierdziła z dużo poważniejszą miną, kładąc się przy nim — nie rozumiem Cię — dodała cicho, unosząc ledwo oba kąciki ust. To była bezdyskusyjna prawda. Ich relacja była rollercoasterem. Nie było nic pomiędzy. Albo bardzo dobrze, wręcz zajebiście, albo bardzo słabo.
Orion był silnym i odważnym łowcę, ale wszystko zmieniło się, kiedy poznał Artemidę — może nawet odrobinę przypominał jej Williama. Silny, odważny z chęcią poznania całego świata — ona ceniła ciszę, wolność i niezależność, a on próbował jej zaimponować — o zgrozo, przypominała Charlottę. Ta historia miała zbyt wiele podobieństw do nich — polowali razem, śmiali się i patrzyli razem wprost na niebo — tak jak oni teraz. Można by powiedzieć, że Patel upolował dziś zboka oraz jaszczurkę kanadyjską — jednak to zaniepokoiło jej brata, bał się, że jego siostra porzuci swoje obowiązki, więc postanowił rozdzielić zakochanych. Pewnego wieczoru Orion pływał na morzu, a Apollo wskazał mały punkty na horyzoncie, zastrzeliła go — tragiczny koniec był tej historii, niestety — dowiedziała się o wszystkim, gdy ciało Oriona wyrzuciło morze — dodała już ciszej, kreśląc paznokciem kółka na jego torsie — błagała Zeusa oto, by nie zniknął na zawsze, a on spełnił jej prośbę — uniosła dłoń, by jeszcze raz pokazać trzy gwiazdy w prostej linii — umieścił Oriona wysoko na niebie jako gwiazdozbiór — i zaraz dodała najważniejszą część — podobno świeci tak jasno, bo dalej na nią czeka... — chrząknęła głośno, czując narastające napięcie między nimi. Zaczęło się robić nawet zbyt romantycznie.
Z tą lojalnością bym nie szarżowała — prychnęła Kovalski, kręcąc delikatnie głową. Tu miała wewnętrzny zgrzyt. Jeśli byłby lojalny wobec niej, to stanąłby w jej obronie, nie zostałby prawnikiem Gustava... Jednak dalej bolało.
Musisz być zawsze wredny? — zaraz wciska mu palec między żebra — tak mnie widzisz? Ambitna, ale wrażliwa? — spytała, przybliżając się odrobinę do jego twarzy — wiesz William — zaczęła ściszonym tonem — sprawiasz, że zachowuję się jak wariatka — nie potrafiła wytłumaczyć własnego zachowania. Tym bardziej odruchu zwilżenia warg przy tym. Bo czy przyszła odpowiednia chwila? Oni i gwiazdy. Bała się tej niezręcznej ciszy, która zapadła między nimi — może napijemy się jeszcze? — zaproponowała, ale ani przez moment się od niego nie odsuwała. Jej wzrok mimowolnie wędrował na jego usta. Tyle wystarczyło? Romantyczna atmosfera? Oni z gwiazdami? Nie wiedziała i pierwszy raz liczyła, że zadecyduje za nią.
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Hm? - zerkam na Charlotte bo właściwie to było wiele słów, które do mnie kierowała i teraz niekoniecznie czaję czy chodzi bardziej o pojebało cię, a nie mówiłam, nienawidzę cię czy nie wiem czemu, ale cię lubię? Mniemam, że raczej nie zechce rozjaśnić sytuacji, chociaż może się zdziwię? Oddaję jej butelkę - Nie, ale mam te piwka jak wolisz - cały plecak znaleźnych browarków. Ja miałem strasznego kaca po piwie, chociaż pewnie potem i tak się skusze, żeby dojebać do tego rumu. Bardziej niż kac przeszkadzała mi trzeźwość - No i jeszcze hasz jakbyś miała ochotę - wróżkowy pył ze mną żarła w dziwacznym klubie, więc może i na lufę się skusi? - Wypiłbym wszystko co byś mi dała - nie oszukujmy się, może nie byłem jakimś amatorem whiskey, ale nie gardziłem żadnym alkoholem, ostatecznie zawsze można dolać coli - Być może - zaglądam jej tak samo głęboko w oczy jak ona mi i przez chwilę się zastanawiam czy wciąż rozmawiamy o trunkach czy już o czymś (kimś?) zupełnie innym. Zastanawiam się chwilę nad jej odpowiedzią, a w końcu krótko wzdycham - Sam się czasem nie rozumiem - tak jak na przykład teraz, bo czy właśnie nie spędzałem maksymalnie romantycznych chwil z własnym nemesis? Co będzie jak za tydzień, dwa, albo dziesięć wrócimy do Toronto? Znowu zaczniemy się unikać i udawać, że nic takiego nie miało miejsca? A jeśli nie? Co jeśli chcielibyśmy, być może, troszkę się jednak polubić? Co na to jej rodzina? Albo moi przyjaciele? Wszyscy mieli ją raczej za wariatkę. Mnie pewnie za najgorszego wroga. Od razu przypomina mi się Szekspir - dziwny miłości ślad się na mnie iści, że muszę kochać obiekt nienawiści. Chociaż to chyba za dużo powiedziane. Przesuwam dłonią po twarzy i wracam na ziemię, słucham historii, którą mi opowiada. Tylko to wcale nie pomaga, każde kolejne słowo sprawia, że robi mi się coraz bardziej gorąco. Przecież to dosłownie brzmi jakby było o nas - Orion, odważny i głodny przygód, to wykapany ja, a ceniąca niezależność i ciszę Artemida? Charlotte jak się patrzy. Szkoda tylko, że ta historia ma taki tragiczny finał. Mocno wciągam w płuca powietrze i sięgam jej dłoni, splatając razem nasze palce, a kiedy opieram je na własnej piersi to może poczuć jak mocno wali mi serce - Wow, to było... Piękne, myślisz, że się kiedyś doczeka? - pytam, wbijając spojrzenie w gwiazdy, wokół jest już całkowicie ciemno, a one błyszczą jak resztki kryształu rozsypane na wygaszonym ekranie telefonu. Nie komentuję tematu mojej lojalności, bo naprawdę nie chcę się teraz kłócić, ten wieczór zapowiadał się, a nawet już teraz był fantastyczny i kiedy mi wbija palec między zebra to się obruszam - Ała! - wiem, że to lubi, jak jestem trochę wredny, zresztą ja też to w niej lubiłem, że była inteligentna i potrafiła mnie zagiąć. Głupie laski bawiły mnie tylko na chwilę, a rozmowa nie przynosiła żadnej satysfakcji, z Charlotte było całkiem inaczej, podobały mi się nie tylko czarne pukle jej włosów i wielkie, czekoladowe oczy, czy te pełne, kształtne usta, ale też wspaniały, bystry umysł, czasem zbyt bystry - Właściwie to tak, chociaż jest też kilka innych słów, które mógłbym użyć, żeby cię opisać - mówię, a kiedy dochodzą do mnie jej słowa to uśmiecham się lekko - O tak, wariatka to jedno z nich - obserwuję jak czubek jej języka sumie po rozchylonych zmysłowo wargach i przełykam ślinę. Napięcie rośnie, a panująca między nami cisza tylko je wzmaga. Patrzę w te ciemne oczy otoczone firanami długich rzęs i w tym momencie mam ochotę zanurzyć palce w jej włosach, a potem złączyć nasze usta w czułym pocałunku. Robię ruch w jej stronę, tylko zamiast tego co krąży mi teraz po głowie wymijam ją i podnoszę się do siadu. Boże, tak bardzo nie rozumiem siebie w tej chwili - Tak, powinniśmy się napić - sięgam po butelkę, po czym podciągam nogi, uginając je w kolanach i krzyżując mniej więcej na wysokości kostek. Otwieram flaszkę by ściągnąć kilka dużych, porządnych łyków, potem podaję jej butelkę, ale głowę odwracam w drugą stronę i udaję że rozglądam się po niebie - Tam jest Ursa Major, Wielka Niedźwiedzica - rzucam, chociaż w myślach już się przeklinam. Ale ze mnie idiota.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Hm? — zagadnęła za nim, próbując odwlec temat. Nie byłaby w stanie mu powtórzyć słów wypowiadanych w złości. Że jej zależy, że zaczynała go lubić... Mogła powiedzieć to, tylko po to by go zranić, ale prawda była inna. Zdawała sobie z tego sprawę, zwłaszcza teraz kiedy znajdowali się na szczycie, a ona wpatrywała się w jego ciemne oczy. Rozgwieżdżone, wręcz przepiękne, jedyne, w które chciała wpatrywać się cały czas. Mogła zdradzać samą siebie wewnątrz, ale duma nie pozwoliłaby jej tego wypowiedzieć.
To piwo mi dasz później — stwierdziła dosyć luźno — hasz może też, ale nie tu — w hotelu, albo na plaży, lub przy oglądaniu wielorybów. Byle nie na najwyższym szczycie La Palmy, bo oboje upadliby na sam dół. Albo ona. Kto wtedy wezwałby pomoc, skoro Patel nie miał telefonu? — zesram się, zanim wrócimy do hotelu ze strachu w nocy — przyznała całkiem szczerze. Zdecydowanie była bardziej trzeźwa, ale też bardziej odpowiedzialna. Potrzebowała odpowiednich warunków do spełnienia, żeby móc odpalić wrotki i jechać bez kasku. Chociaż... przy Willu często je odpalała, działając bez większego zastanowienia się. Tylko ten jego wzrok, to jak zaglądał w jej oczy, sprawiało, że jeszcze bardziej chciała się w nim zatracić.
To jest nas dwoje — powiedziała jeszcze ciszej. Choć bardziej nie potrafiła zrozumieć ich relacji. Była zagmatwana, jak stara po czteropaku piwa. Niby wiesz, czego się spodziewasz, a cały czas dzieje się coś szalonego, czego nie jesteś w stanie zatrzymać. Wrzucanie środka na przeczyszczenie było irracjonalne. Nigdy nie zachowywała się w ten sposób, a Patel wyciągał z niej to, co było najgorsze... ale też najlepsze.
Orion i Artemida w ogóle im nie pomagają, a kiedy czuje jego dłoń. Patrzy na ich splecione razem dłonie. Faktycznie przepada. Niemalże wyczuwała jak mur, który dla niego postawiła, zaczyna topnieć wraz z biciem jego serca. Jej biło podobnie. Szybko, jakby chciało połączyć się z tym Williama. Dawno nie była tak obnażona. Może to chwilowa słabość, albo... Patel mógł być dla niej jak narkotyk. Uzależniający, cały czas chwytała więcej, mocniej chciała go sprowokować i teraz też chciała go więcej. Zastanawiała się, czy ten rum na jego ustach będzie smakował równie paskudnie. Pewnie nie. Lepiej, słodko.
Tak... — tylko czy ona cały czas mówiła o Orionie i Artemidzie? — każdy zasługuje na znalezienie prawdziwej miłości — kogoś, kto będzie w stanie nas zrozumieć, dać poczucie bezpieczeństwa — może zabrzmię ckliwie, ale ona jest w stanie pokonać wiele — chociażby najgorsze przeciwności losu, nawet jeśli zakończyłoby się śmiercią. Prawie jak Romeo i Julia. Dwójka nieszczęśliwych kochanków rozdzielonych przez rodzinę.
Lubiła ich drażnienie się. Przestała odbierać je jak przytyki. Nie wierzyła w nie. Kompletnie nie była w stanie pojąć tego, co się działo w środku niej. Lubiła je. Go. Nawet jeśli był przyćpanym typem, którego powinna unikać. Tylko nie umiała, bo między nimi była pewna iskierka, którą cały czas chciała zbadać.
A jakie są inne? — dopytała, nie ruszając się. Atmosfera zrobiła się gęsta. Nie potrafiła wziąć głębokiego oddechu, bo liczył się jedynie on. Te ciemne oczy wydawały się tak odległe, dalekie. Przełknęła nerwowo ślinę, kiedy zaczął się do niej zbliżać.
Tylko czar prysnął.
Jak za dotknięciem magicznej różdżki. Czuła, jakby właśnie bestia zaatakowała jej serce. Naprawdę chciała tego pocałunku, poczucia zapomnienia i upewnienia się, że każdy sygnał płynący z ciała, miał rację. Zamiast tego odchrząknęła krótko. Dawno nie czuła się tak niezręcznie. Podniosła się do pozycji siedzącej i chwyciła za butelkę rumu. Znów się skrzywiła. Zdecydowanie za słodki. Na jego ustach smakowałby lepiej, znaczy co, Lotte wcale tak nie myślisz.
Daj mi to piwo — mruknęła z odwróconą głowę na przeciwko, byle nie musieć na niego patrzeć. Była idiotką, że w ogóle o tym myślała — Tak, jest... — jej głos był wyraźnie smutniejszy, z większą pokorą. Zamknęła na moment oczy. Idiotka. Nie mogła tak się zachowywać, ale na nowo zaczęła budować mur między nimi. Chwyciła za puszkę piwa, kiedy już ją jej podał. Otworzyła ją, biorąc kilka solidnych łyków. Poprawka. Wypiła całe prawie na raz. Potrzebowała wygłuszenia myśli, nie mogła siedzieć, myśląc o pocałunku, do którego nie doszło. Byli wrogami, a ona powinna to zaakceptować.
Tam jest Andromeda — zaczęła, pokazując kolejną gwiazdę — przez przechwałki matki została przykuta do skał jako ofiara potwora morskiego — Lotte też została. Przez chwilę słabości w trakcie której poszukiwała bliskości — dopiero Perseusz pokonał bestię i uwolnił księżniczkę — tylko tu nie będzie happy end'u. Wrócą do Toronto i powrócą nienawiść. Tamten unik mocno jej to uświadomił — podobno jest ona symbolem cierpliwości — gówno prawda, cierpliwość ssie — czasami trzeba czekać, aż ktoś przetnie łańcuchy strachu — tylko to nie miało żadnego sensu. Powinna znaleźć jakiegoś niezobowiązującego kutasa. Może nie na La Palma, ale kogoś, kto pozwoliłby jej o nim zapomnieć. Nie mogła zakochać się w kimś, kto przekupił sędziego.
Chyba już nie mam chęci na opowieści o gwiazdach. — szepnęła cicho, odsuwając się jeszcze o kawałek. Nie rozumiała siebie. Dlaczego jej nie pocałował? Albo co gorsze, dużo gorsze, dlaczego poczuła się odrzucona, skoro ostatnio sama go wyzwała? Przyciągnęła do siebie kolana, kładąc na ich czubku brodę. Cholera, dlaczego oczy zaczynały się jej szklić? Potrzebowała więcej alkoholu, albo snu.
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Mógłbym teraz piać peany na jej temat, bo w mojej głowie kotłowało się tysiąc słów, począwszy od tych bardziej przyziemnych, a skończywszy na naprawdę poetyckich, tylko zanim zdążę cokolwiek powiedzieć to atmosfera tak gęstnieje, że możnaby ciąć ją nożem albo skruszyć kartą, a w kolejnej sekundzie cały czar tej sytuacji dosłownie pryska. Siedzę na kocu i w pierwszej chwili mam ochotę uderzyć się w czoło dłonią, raz, a później drugi i może nawet trzeci. Przechodzi mi przez myśl, że totalnie zjebałem, jednak odrzucała mnie już tyle razy, że w sumie czemu się dziwić? Właściwie od początku zacieśniania naszej ostro pokurwionej relacji dostaję od niej kompletnie sprzeczne sygnały i teraz też nie byłem do końca pewien czego właściwie oczekiwała. Chyba spanikowałem, co raczej nie było do mnie podobne. Zwykle robiłem to na co miałem ochotę, ale jeśli ten pocałunek miał zakończyć się kolejną kłótnią to ja pasuje. Chociaż teraz była inna, jej intensywny wzrok mówił bierz mnie i może właśnie to sprawiło, że się wycofałem. Analizuję wszystko w myślach, tak szybko jak jeszcze nigdy. Nawet najtrudniejsze prawnicze zagwostki nie męczyły tak bardzo mojego mózgu, jak to co właśnie się stało. To był ten moment i przepadł, a kolejny nadarzy się... Może nigdy. Kiwam głową i podaję jej puszkę piwa, w zamian odbierając butelkę rumu. W tym samym czasie przystawiamy alkohol do ust, ponownie spijam kilka dużych łyków, miodowy rum pali mi przełyk, ale nie przeszkadza mi to, czekam aż zaszumi w głowie, nawet jeśli teraz szumi mi tam tysiąc przeróżnych myśli. Są we mnie dwa wilki - jeden wyje, że dobrze zrobiłem, przecież to nie mogło się udać, a tylko jeszcze bardziej skomplikowałoby i tak już skomplikowaną sytuację między nami, drugi - chciałby teraz cofnąć czas i dać się ponieść romantycznej chwili. Słucham jak opowiada mi o kolejnej gwieździe i przelotem spoglądam w niebo. Dociera do mnie co drugie, albo nawet co trzecie słowo, zaś całkowicie zatracam sens tej historii - rozumiem tylko morał. Czasami trzeba czekać, aż ktoś przetnie łańcuchy strachu - to zdanie odbija się echem w mojej głowie. Znowu piję, prawie do dna. W szkle zostały może ze dwa łyki - Nie? A na co masz chęć? - pytam i dopiero teraz przenoszę na nią spojrzenie. Jest kurewsko ciemno, mrok rozświetlają tylko gwiazdy i cienki sierp księżyca, który rzuca światło na taflę oceanu. I tak wydaje mi się, że oczy ma jakieś inne, jakby spłynęło do nich jeszcze więcej gwiazd, bardziej skrzące. Drapię się nerwowo po skroni, a potem wzdycham ciężko i kręcę głową - Ciebie też nie rozumiem - w moim głosie nie ma ni krzty pretensji - Czego ty właściwie chcesz? - ja na przykład oczekuję wyjaśnień i szczerości, nie kolejnych półsłówek i gierek. Może to był ten moment, w którym wyjaśnimy sobie wszystko co było między nami. Wbijam spojrzenie w jej profil, skryty w mroku bezchmurnej nocy. Ostatni raz unoszę do ust butelkę i wypijam resztki. Pustą odkładam obok. Chyba skuszę się jeszcze na piwo, chociaż jego gorycz pewnie będzie paskudna po tym słodkim smaku kanaryjskiego rumu.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Miała już dosyć tego wyjazdu.
Przed chwilą patrzyła w jego oczy, poszukując w nich blasku gwiazd, a teraz co? Na nowo zalewały ją negatywne wspomnienia. Próbowała sobie wytłumaczyć, że to był zły pomysł. Tak bardzo go pragnęła. Chciała móc smakować jego rumowych warg, poczuć jeszcze raz mocne drżenie jego serca pod opuszkami palców. Tylko że kiedy siedziała skulona, przypominała sobie wszystkie złe wspomnienia. Wspólne wpadnięcie do śmietnika, imprezę walentynkową, skasowanie prezentu od jej ojca, rozwód. Zniszczenie jej oraz spoglądanie, jak cierpi. Skąd mogłaby wiedzieć, jakie miał intencje wobec niej? Uratował ją, a jednak była wewnętrznie rozdarta.
Na nic — mruknęła, przyciągając kolana jeszcze bliżej siebie i wyciągnęła rękę w jego stronę — daj mi drugie piwo, nie chcę być trzeźwa — głos widocznie jej słabł. Kiedy dochodziło do niepotrzebnych analiz miękła za każdym razem. Jeszcze raz rozwód. Chce widzieć, jak cierpisz. Odbijało się w jej głowie. Aż pociągnęła krótko nosem. Nie powinna mu pozwalać na zbliżenie, a jednak chciała. Tak samo chciała prezenty na gwiazdkę, kiedy miała sześć lat. Ten irracjonalny lęk obezwładniał ją, potęgował odrzucenie, którego doświadczyła. Na pewno widział jej rozmarzone oczy, rozchylone wargi błagające o ich skosztowanie.
Sama się nie rozumiem — mruknęła, otwierając puszkę piwa. Od razu mocno ją przechyliła, by zacząć pić kolejny łyk, za kolejnym. Aż połowa puszki nie została opróżniona. Czego ty właściwie chcesz? A skąd miała wiedzieć? Teraz potrzebowała papierosa. Sięgnęła szybkim ruchem po plecak i wyciągnęła z niego paczkę wraz z zapalniczką. Wyciągnęła szluga, szybko go podpalając. Pierwszy większy buch, a jej płuca wypełniały się dymem. Tego potrzebowała, by nie rozpaść się na jego oczach na miliony kawałków. Tylko czego chciała? Jego i nie-jego.
Chciałabym nie być sprzeczna wobec samej siebie — powiedziała cicho, przerywając dźwięk wiatru. Rzuciła na niego kątem oka, wzdychając krótko. Co mogłaby mu teraz powiedzieć? Kiedy w samej sobie czuła ambiwalencję, o którą siebie nie podejrzewała. Niechęć walczyła z sympatią do Patela — chciałeś widzieć, jak cierpię, a teraz spędzamy razem wakacje... — mruknęła jeszcze ciszej — nie powinnam się do Ciebie zbliżać — mówiła to bardziej do siebie niż do niego. Między powinnością a chceniem była zasadnicza różnica. Tylko sumienie byłoby w stanie ją zatrzymać. Przełknęła nerwowo ślinę, wiedząc, co zaraz padnie z jej ust.
A tym bardziej nie powinnam pragnąć smaku twoich ust — pierwszy raz odwróciła głowę w jego stronę. Chciała zapomnienia, chwili, która sprawiłaby, że w końcu przestałaby myśleć, dałaby się jej wyłączyć. On mógłby wyłączyć jej myślenie, ciągłe analizowanie. Dawał jej wolność, sprawiającą, że chciała żyć.
Tu na wakacjach, czy szykując kolejny plan zniszczenia.
Jestem hipokrytką — jej wzrok powędrował na sierp księżyca. Był piękny, cudowny prawie tak jak droga mleczna błyszcząca nad nimi. Gwiazdy w porównaniu do nich miały odwagę, której powinna im zazdrościć. Tylko... czy Orion w końcu doczeka się swojej Artemidy? Chciała móc w to wierzyć, tak jak w to że kiedyś zakocha się bez opamiętania — bo mi zależało i chyba zależy dalej — wydusiła to w końcu. Wzięła kolejnego łyka piwa. Musiała to zapić. Zdecydowanie nie przetrwałaby tego na trzeźwo. Nikotyna. Musiała się uspokoić, sięgnęła po kolejnego papierosa, bo ta cisza między nimi niszczyła ją na małe kawałeczki.
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Sięgam do plecaka, żeby podać jej kolejną puszkę, sobie też wyciągam i otwieram od razu, a zagazowana piana zalewa mi palce, więc obejmuję otwór wargami spijając kilka łyków. Ale to niedobre, strasznie gorzkie i mocne. Krzywię się, ale w słabym świetle i tak tego nie widać. Słychać tylko klik zapalniczki, ciemność na chwilę rozpala krótki płomień, potem końcówka rozżarzonego papierosa. Długie wstęgi gęstego dymu wydają się jakieś nierealne. Czekam aż zacznie mówić i nie przerywam dopóki nie wytknie mi moich własnych słów, wtedy wzdycham przeciągle - Wcale nie chciałem, powiedziałem to tylko po to żeby ci dojebać, żałuję wielu słów, które wtedy padły - bo było tego więcej, chociaż akurat tamto musiało naprawdę wryć się jej w pamięć - Przepraszam - po raz pierwszy, właściwie to drugi - I za to, że rozbiłem ci auto, nie zrobiłem tego specjalnie, jedyne czego nie powinnaś robić to dawać mi prowadzić sportowego samochodu, jestem strasznie chujowym kierowcą, właściwie do tej pory się dziwię, że w ogóle ktoś dał mi prawo jazdy, chyba musiał być pijany - to akurat jest zagadka życia. Przepraszam po raz trzeci - Za to, że pogoniłem tego chłopaka, z którym miałaś iść na randkę, byłem zazdrosny. Może trochę za dużo sobie wyobrażałem po sylwestrze, a ty mnie unikałaś i chyba mnie to zabolało - po raz czwarty - I za to, że nie zareagowałem jak twój stary mówił ci te wszystkie okropne rzeczy, straszny z niego kutas. Przepraszam, że wziąłem tą sprawę nie chciałem tego robić, to było nieporozumienie. Proponowałem spotkanie w kancelarii, ale chciałem się wykręcić i ściemnić, że mam za dużo innych spraw, ale tak bardzo mnie wtedy zirytowałaś - to nie jej wina, działanie w gniewie nigdy nie przynosiło korzyści i powinienem był to wiedzieć - Muszę ci coś powiedzieć, chociaż pewnie już się domyślasz. Sędzia był przekupiony, Twój ojciec mi o tym powiedział już po rozprawie - właściwie pokazał, ale te szczegóły nie były istotne - Gdybym wiedział wcześniej na pewno bym na to nie poszedł, ale nie wiedziałem, nawet ja mam jakieś granice - nie wiem czy mi uwierzy, ale jeśli już się zdecydowałem na ten moment szczerości, to musiałem powiedzieć jej wszytko. Przepijam kolejne zdania dużymi łykami piwa. Może to procenty sprawiają, że mówię dalej - Przepraszam za tamto przesłuchanie, nie powinienem wyciągać niektórych rzeczy i za spacer wstydu po sądzie - tu akurat piję do tego nieszczęsnego spotkania na palarni - I za to, że chujowo segreguję śmieci - było coś jeszcze? Chyba nie. Strasznie bałem się jej to wszystko powiedzieć, ale teraz naprawdę mi ulżyło. Jakbym właśnie zrzucił jakieś mentalne kajdany, które niemiłosiernie cisnęły. Każdy kto mówił, że tylko prawda może nas wyzwolić miał w chuj rację. Poczułem się poniekąd wolny i teraz tylko od niej zależało czy umie mi wybaczyć czy nie - Jeśli chciałaś mnie pocałować to dlaczego tego nie zrobiłaś? - chociaż to samo pytanie mógłbym zadać sobie. Mam też radę na przyszłość i tą też mógłbym z powodzeniem skierować w swoją stronę - Następnym razem po prostu to zrób - o ile będą następne razy. Opieram rękę na kocu i zwracam się w jej stronę. Obydwoje byliśmy pieprzonymi hipokrytami, w dodatku tak kurewsko upartymi, jak osły które ciągną jeden bagaż, tylko w dwie różne strony i żaden nie chce odpuścić. Chyba zależało jej dalej, za to ja - Chyba lubię cię bardziej niż mi się wydawało - rzucam i podobnie jak ona zapijam te słowa kolejnym łykiem bursztynowego trunku. Chociaż może trafniejsze byłoby określenie sikacz.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”