Zawsze działało, a przynajmniej Madox tak uważał, że dobry trening, dobra napierdalanka, czy nawet mordobicie, dużo dawały, zwłaszcza jeśli chodziło o kłębiące się pod czaszką, czy w sercu emocje. A dzisiaj było ich dużo, jeszcze nie do końca opadły wczorajsze, a oni już obudzili nowe kłócąc się o jego byłe. O tych jej też powinni?
Chyba nie, zwłaszcza, że Madoxowi tak dobrze szło po raz kolejny uziemienie jej, sprowadzenie do parteru.
Za łatwo, ale może rzeczywiście on się bardziej potrafił
skupić. Bardziej zakręcić na tym, żeby jednak z nią wygrać, bo gra przecież była warta świeczki, miała się do niego wprowadzić.
Trzy - dwa.
Jeszcze dwa razy i będzie
cała jego.
Chociaż czuł, że już była, kiedy jej noga wisiała na jego ramieniu, kiedy docisnął ją jeszcze do gleby. Palcami przesunął po gardle. A kiedy ona tak wyciągnęła szyję, to aż strzelił oczami.
-
Pilar to nie jest zabawa - mruknął, bo dla niej chyba była? Przeciągnęła się pod nim na macie, a on aż podniósł do góry głowę, chociaż po jej słowach, te ciemne tęczówki znowu odszukały jej piękne, czekoladowe oczy.
-
Mówiłem ci, że to pomoże - a taka była niechętna, żeby wejść z nim na matę, a tu jednak proszę,
działało. Tak jak założył, tak jak chciał właściwie, skoro straciła co do niego wszelkie
wątpliwości, które od rana pojawiły się w jej głowie. Że jest wierny, że ją okłamuje, że jest
tylko jej.
A przecież był, tylko i wyłącznie jej. Tego był pewny.
Tak samo jak tego, że
mógł z nią zrobić co chciał, chociaż kiedy zaczęła mu tłumaczyć, że nie do końca, to od razu obejrzał się na swoją rękę, a później na jej drugą nogę, której wcale nie unieruchomił. Mogła to zrobić bez problemu,
skręcić mu kark. I nawet przez chwilę się wahał, czy nie powiedzieć jej, żeby mu to udowodniła, bo przecież on też jeszcze mógł z nią walczyć, nie był chłopcem z porcelany, który by jej tak łatwo na to pozwolił, chociaż finalnie nie powiedział nic, tak jak nie zabrał ręki z jej szyi, przesunął palce niżej zaczepiając o ten złoty łańcuszek, który miała na sobie,
jego łańcuszek...
Już chciał powiedzieć, żeby sprawdzili kto będzie szybszy, bo przecież on też te reakcje miał wyczulone, szukanie okazji, chwytanie jej w jednej chwili i wykorzystywanie, lata praktyki. Ale zaraz z jego ust posypały się te inne pytania. Dużo ich było rzeczywiście.
-
Tak, następnym razem ja biorę kajdanki, przykuwam cię do łóżka i przesłuchuję, co myślisz? - naparł jeszcze mocniej na te jej biodra, które wypchnęła w jego kierunku, tak, żeby poczuła to w rozciągających się mięśniach, nie do bólu, ale to ich napięcie. A jednak kiedy z jej ust padło to
siedmiu, może ośmiu, poluzował uścisk. Dziewięć kobiet i ośmiu facetów, on był dziewiąty. To jakaś wyższa matematyka. Na moment przymknął powieki, jakby się nad czymś zastanawiał. Ruszyło go to?
Odrobinę. Mniej niż przypuszczał, bo chyba spodziewał się jeszcze więcej? A może w zasadzie miał to gdzieś? Oboje mieli dość barwne życie erotyczne, no i co z tego? Może to, że mogli powiedzieć, że są w tym dobrzy. To chyba na plus nawet.
Chociaż na tych
dwóch, od razu uniósł jedną brew.
-
Dalton i kto? - chciał wiedzieć? Znał go? Znał dużo psów. Machnął ręką, może lepiej nie, bo on się znowu będzie nakręcał jak z Daltonem.
-
Jedno - rzucił na to jej pytanie, czy on jeszcze jakieś ma. Miał. To jedno, które zaraz jej zadał, a które ona skwitowała prychnięciem. Aż wywrócił znowu oczami, przesunął palcami po jej gardle, tym razem w górę, tym razem na jej krtań, której drgania czuł z każdym słowem opuszczającym jej pełne usta. Czuł też jak jej ciało reaguje na jego dotyk, przecież zawsze to czuł, za każdym pierdolonym razem, i zawsze to wykorzystywał, teraz też. Pochylił się jeszcze nad nią.
-
Rzeczywiście głupio - zdążył jeszcze rzucić, zanim jej noga nie wylądowała na jego barku. Już wiedział co się zaraz wydarzy, ale nie zdążył zareagować, zwłaszcza, że w to pchnięcie włożyła tyle siły.
No wreszcie. Ona też przestała się z nim bawić, poczuł to w tym kopniaku, którego mu sprzedała, prosto w żebra.
Podniósł się z ziemi, wolno i już nawet jej miał powiedzieć, że dobrze, że wreszcie postanowiła mu coś pokazać, tylko ona znowu mówiła o jego byłych, a Madox wyprostował się i przechylił na bok głowę.
-
Myślisz, że powinienem zapytać Debbie, albo Cherry dlaczego lubiły się ze mną pieprzyć? - śledził ją tym ciemnym spojrzeniem, ustawiając gardę, też był gotowy na każdy jej cios, chociaż ten kopniak w kolano trochę poczuł, jakby nie cofnął nogi, to mogła mu ją wygiąć -
a może ta była ciekawa? W sumie żadna mi nigdy nie powiedziała, że jest głupio zakochana - czy w ogóle któraś mu kiedykolwiek to powiedziała, że go kocha? Może. A może wcale nie, tak jak on...
-
Ja też żadnej nie powiedziałem, że ją kocham, nigdy - przecież miał jej się zwierzać, kiedy go powali, a on się tak przed nią odkrywał, zawsze się przed nią odkrywał. I teraz te jej ciosy też mógł zblokować inaczej, sprawniej. Bo to przecież jest akcja i reakcja, szybka reakcja, jak w krav madze, zasłaniasz się łokciem, a potem tym samym łokciem kontrujesz. Tylko, że on się nie zasłonił, dostał w brzuch, a potem z barku w klatkę. Oddał jej, dwa razy udało mu się jej oddać, raz kopiąc ją w udo zanim zdążyła się zasłonić i drugi raz łokciem w ramię. Nie lekko, bo to już nie było
cackanie się, czy
zabawa. A zresztą przecież oni nigdy nie lubili
delikatnie. Tylko
dziko.
I on później z takim impetem wpadł plecami na te szafki, skrzywił się, bo coś akurat mu się wbiło w ten wczorajszy siniak, ale czy mu to przeszkadzało?
Zupełnie.
Kiedy pochyliła się nad nim to od razu sięgnął ręką do jej nadgarstka, który miała ustawiony w gardzie, chaotycznie, nie z żadnym ciosem, zacisnął na nim palce.
-
Pojebało cię Pilar, jesteś dla mnie w kurewsko wystarczająca, wszystkim dla mnie jesteś - rzucił i chciał ją szarpnąć, przyciągnąć do siebie. To był błąd, bo tym razem on się rozproszył, a Stewart zareagowała szybko i sprawnie. Tak sprawnie, że już po chwili jego plecy oderwał się od tych metalowych szafek, ale zamiast tego wylądowały z hukiem na macie. Głośne stękniecie wyrwało mu się z płuc, kiedy tym razem Pilar docisnęła go mocno do gleby.
-
No ładnie - stwierdził wreszcie, bo tym razem to ona wykorzystała sytuację, to, że się rozproszył, że już chciał całą walkę zamienić na...
No właśnie na co?
Szarpnął się do niej do góry, pod jej kolanem, ale nie poluzowała uścisku.
-
To co jeszcze chcesz wiedzieć? - zapytał, bo on już jej przecież tak dużo rzeczy mówił sam z siebie, ale może miała jakieś pytania? Nabrał do płuc powietrze ze świstem, bo jej uścisk był mocny. Ale czy mu to przeszkadzało? Wcale. Nawet go to kręciło.
Pojebane.
Pilar Stewart