Lubiła jego historie.
Kiedy opowiadał o domu, w którym nigdy nie było kolorowo. O ojcu, który nie potrafił kochać i wszystko widział tylko przez pryzmat zarobku i interesów. O matce, która została porwana przez
smoka i gdzieś po drodze kompletnie zgubiła siebie. O Ticiano, który niby był przyjacielem, ale w najważniejszym dniu jego życia złamał mu serce, wbił nóż w plecy. O planach i marzeniach, które może niekoniecznie potoczyły się tak, jak chciał, ale za to sprawiły, że ukształtował swój charakter, stał się silniejszy, bardziej ostrożny, może nawet chwilami bezwzględny. Kochała go poznać. I tam samo kiedy opowiadał jej o tatuażach, tańcząc do rytmu melodii wygrywanej z wielkich głosów, słuchała go uważnie. Całując i gryząc jego skórę, a jednak kodując każdą, najmniejszą informację, jaką ją raczył. Jak spłacił dług i uniezależnił się od ojca tyrana. A ona muskała ustami każdy jeden z tych tatuaży. Celebrowała je. A przy okazji oczywiście zaczepiała, bo nie byłaby sobą, gdyby w tej nagłej chwili zbliżenia nie znalazła okienka na lekkie świntuszenie. Zaśmiała się głośno, gdy ostrzegł ją, że jeśli znowu go nakręci, to nie da jej spokoju, póki…
—
Póki co? — jeszcze chciała to z niego wyciągnąć, pociągnąć go za język, ale tuż obok pojawiła się Theresa. Matka kurwa Theresa, jebana męczenniczka i ćpunka. Niszczycielka dobrej zabawy i napięcia seksualnego, które budowało się miedzy nimi przez zaledwie jedną, marną piosenkę.
I chociaż lubiła kobietę, darzyła ją sympatią, tak kiedy Noriega wspomniał o zakopaniu jej w dołku rażę z głową, Pilar naprawdę chciała się zgodzić. Bo przecież to już był szczyt bezczelności, że oni nie mogli spędzić ze sobą w samotności dłużej niż pięć minut. Aż szok, że zdążyli zakopać Stewart w piachu i nic po drodze się nie wyjebało. Trzeba było to kategoryzować w granicach
cudu. Teraz jednak byli od niego daleko, szczególnie z Theresą u boku, pijaniutką w dodatku, podtrzymująca się na gołej klacie Madoxa.
—
Jaką niespodziankę? — spytała o razu Stewart, słysząc o tym, że Ravi miał dla nich jakąś niespodziankę, bo był zajebiscie kreatywny po narkotykach. Super, ciekawe czy zdąży im ją w ogóle przedstawić, zanim będzie mieć zjazd. Z drugiej strony w sumie fajnie, że Theresa i Ravi aż tak ich ugościli. Gdyby miała pomyśleć, że w tym wszystkim jeszcze na własną rękę musieliby szukać sobie kogoś, kto im udzieli ślubu i do tego odpowiedniego miejsca nie znając miasta, mogłoby być ciężko. A tu proszę — nie dość, że nie musieli o tym myśleć, to jeszcze ktoś za nich to zorganizuje i zapłaci. A akurat z tego ostatniego, to pewnie Madox będzie zajebiście zadowolony.
—
A ty wiesz, że niespodzianki są po to, żeby ktoś o nich nie wiedział, nie? — Theresa zachichotała, a Pilar tylko wzruszyła ramionami. No niby z jednej strony wiedziała, ale z drugiej
ona lubiła wiedzieć. Miała taki a nie inny charakter i czasami ciężko było jej wykrzesać z siebie pokłady cierpliwości. Ale może już niedługo się dowiedzą, skoro trzeba było się zbierać.
Przeszli wzdłuż deptaka na pomost, tylko zaraz okazało się, że nigdzie nie było Marii i Juana. Pilar rozejrzała się dookoła, przeleciała też spojrzeniem po ludziach na parkiecie, ale nigdy nie mogła ich wypatrzeć.
—
Może już są na łódce? — zapytała głupio, gdy Madox stwierdził, że byli na plaży i oddalił się ich poszukać. Już chciała za nim krzyknąć, żeby uważał na wróżkę karlicę i nic jej nie gadał, ale doszła do wniosku, że teraz to już móż on sam to wiedział. Odwróciła się więc do Theresy. —
To ty sprawdź kajuty, a ja idę jeszcze do kibla — wyjaśniła i odwróciła się na pięcie, kierując do toalet za barem. Tylko te były zajęte i miały kolejkę, więc skierowała się do dalszych, w przeciwną stronę. Nie były jakieś bardzo szałowe, ale biorąc pod uwagę, że znajdowały się na wyspie, można było nawet nazwać je
ekskluzywnymi. Przystanęła na moment, widząc czerwoną kropkę pod klamką. Chwile stała, a po chwili coś w środku huknęło raz i drugi, a potem jeszcze trzeci, więc w końcu zapukała. W odpowiedzi dostała jakiś bełkot, a zaraz potem znowu huk. Wcale nie trzeba było być geniuszem, żeby się domyślić, co tam się działo. Aż pomyślała o Noriedze i tym, że jej
też się chciało. Westchnęła jakoś ciężko i już zaczęła rozglądać się za jakimś krzakiem, ale wtedy kobieta w środku krzyknęła głośno, co mogło być róznoznaczne z
końcem zabawy. Postanowiła poczekać, chociaż kiedy drzwi się otworzyły, a z nich wyleciała cała czerwona Maria z rumieńcami na twarzy i rozwalonymi włosami, Pilar aż otworzyła szerzej oczy i uśmiechnęła się szeroko. No proszę. Jakoś nie spodziewała się po Juanie, że miał wystarczająco jaj, żeby zabawiać się a toalecie. Tylko zaraz okazał się, że za nią wcale nie wyszedł Juan, a…
—
Emanuel?! — rzuciła zdziwiona, nie potrafiąc zapanować nad
zaskoczeniem, jakie wymalowało się na jej twarzy, widząc faceta z kolejki, który próbował ją wyrwać.
—
To ty? — facet zamrugał, spoglądając na nią równie zakłopotanie. Chociaż najbardziej zmieszana i przerażona to jednak była Maria.
—
To wy się znacie? — wydyszała i poprawiła ramiączko od sukienki, które było zerwane w połowie. —
Pilar… kurwa, to nie tak jak myślisz — tym razem zwróciła się bezpośrednio do niej, doskakując i łapiąc ją za ręce. Czy ona naprawdę próbowała jej wmówić, że wcale nie zdradzała swojego faceta, tylko przez przypadek wskoczyła na chuja innego typa? Aż złapała w płuca więcej powietrza, żeby ją o to zapytać, ale wtedy Emanuel już kompletnie spanikował i po prostu… wyrwał się w tłum. Normalnie zaczął biec, chyba żeby uniknąć konsekwencji swoich czynów. Jak jakieś dziecko. —
Pilar…
—
Słuchaj, Maria — przerwała jej, opierając palce na drzwiczkach toalety. —
To co robisz, to nie jest moja sprawa. Czy mam na ten temat swoje zdanie i uważam, że Juan niezależnie od tego, jaki jest na to nie zasługuje? Tak. Ale to ty powinnaś mu powiedzieć…
—
Nie mogę mu powiedzieć! — krzyknęła spanikowana, tym razem to ona jej przerywając. —
I ty też nic nie możesz nikomu powiedzieć, Pilar — zrobiła krok w jej kierunku, a w oczach miała jakieś dziwne, bliżej nieokreślone przez Stewart emocje. Trochę szaleństwa może? Niepoczytalności wywołanej strachem?
—
Tak jak mówiłam, to nie moja sprawa — tyle jej miała do powiedzenia i już jedną nogą była w toalecie. —
Wracaj na łódkę. Czekają tam na ciebie — dodała, po czym zniknęła w środku, zamykając się od środka. Pokręciła sobie głową, bo kurwa jak można zdradzić własnego partnera, jeszcze na wspólnych wakacjach, gdzie mógł ich osobiście nakryć, jeszcze kurwa z EMANUELEM. Zacisnęła palce na materiale stroju i chociaż słyszała pod drzwiami jakieś poruszenie, jakby coś o nie jebło, tak za bardzo się tym nie przejęła. Po prostu skorzystała, zrobiła co trzeba, umyła ręce, no tylko kiedy chciała wyjść okazało się… że nie może. Drzwi były czymś zablokowane. I to tak mocno, że nawet nie była w stanie ich wyważyć.
—
Co jest kurwa? — mruknęła pod nosem, a potem spróbowała jeszcze raz i kolejny, ale to było na nic. Sięgnęła do torebki, żeby zadzwonić do Madoxa, ale… jego telefon też tam był.
Świetnie, kurwa.
W międzyczasie Marie znalazła się już na pomoście, cała zziaziana, jakby przebiegła pół wyspy. Wskoczyła na pokład i od razu krzyknęła, że są wszyscy i można wypływać. A potem jeszcze podeszła do kapitana i powiedziała, żeby się pośpieszył, bo gonił ich czas.
¡Cariño, ayuda! Una loca me encerró en el baño