-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Czy to są pieprzone kajdanki?
Jedna obręcz oplatała jej nadgarstek, natomiast druga była przymocowana do ramy łóżka. Nie były to jednak zabawki dla dorosłych, oj nie. Tylko prawdziwe, metalowe kajdany. A to znacznie zawężało jej listę podejrzanych co do tego kto mógł ją przypiąć. Tylko czemu ktoś miałby ją przypinać w jej własnym domu?
Rozejrzała się po pokoju i mogła stwierdzić jedno: to zdecydowanie nie było jej mieszkanie. Pomijając aspekty takie jak to, że w zasadzie to miała całkowicie inne meble i ich ustawienie to było tak zdecydowanie zbyt mało roślin i zdecydowanie zbyt duszno. Albo to ona zaczynała hiperwentylować.
Wzięła więc głęboki wdech uspokajając się i siadając bezradnie. Była sama. Strzępki wspomnień z ubiegłej nocy powoli do niej napływały. Nie tłumaczyło to co prawda jej stanu, ale pamiętała, że po wyjściu Ivy sama zaczęła się zbierać. Wypiła tylko rozchodniaczka i wybrała numer telefonu do Camili, aby ta się nie martwiła, bo dzwoniła do niej kilka razy. Czując, że to dobry trop rozejrzała się niemal panicznie po pokoju w poszukiwaniu komórki. Gdy dostrzegła ją na stoliku nocnym od razu do niej sięgnęła i zbladła widząc ostatnio wybierany numer.
David.
I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystkie wspomnienia zaczęły napływać. Jej dłonie na jego ciele, pocałunki składane wzdłuż jego szyi czy kilka słów prawdy za dużo powiedzianych zdecydowanie po zbyt wielkiej ilości procentów. Oparła się na wolnej dłoni i pozwoliła włosom ukryć twarz. Było jej cholernie głupio. Godności już nie miała. Znaczy się resztek, bo samej jako takiej pozbyła się wiele lat wcześniej.
- Kurwa- - skomentowała tylko. To dalej nie tłumaczyło jak się znalazła w tym miejscu, czemu była przykuta i gdzie do jasnej cholery był Harrison. Nagle zdała sobie sprawę, że irytujący dźwięk, który słyszała umilkł. I jeszcze szybciej zdała sobie sprawę z tego, że był to dźwięk wody prysznica. Przełknęła ślinę, słysząc szczęk klamki od drzwi niedługo potem.
Zwróciła wzrok w stronę dźwięku. Była pewna, że wyglądała jak kupka nieszczęścia. I jeśli nawet nią była to pocieszało ją jedno - przynajmniej miała na sobie ubranie. Mogło zawsze być gorzej, prawda?
I szybko pożałowała tych słów, gdy zobaczyła że mężczyzna wyszedł z łazienki w samym ręczniku. Przełknęła ślinę widząc kilka malinek na jego szyi i bardzo żywo pamiętając jak ona sama je zrobiła. Jej spojrzenie mimowolnie powędrowało na klatkę piersiową i niżej, zanim w końcu porządnie zawstydzona i zażenowana odwróciła głowę. Nawet nie wiedziała co powiedzieć. No bo czy miała rzucić: Hej. Bo w sprawie mojego zmolestowania ciebie po pijaku: czy możemy udać, że to nigdy nie istniało?
David Harrison
-
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiczas narracji-postaćautor
Stojąc pod prysznicem, David więcej lał wody niż się mył, przetwarzając to, co się wydarzyło. Wciąż czuł na swoim ciele oddech Cath, jej pocałunki, dotyk - tak cholernie tęsknił za tym wszystkim. Tak cholernie mu tego brakowało, że aż miał ochotę krzyczeć. Tęsknił za nią. Automatycznie dotknął swojej szyi i przed oczami miał moment, gdy muskała go tam ustami. Woda leciała zimna, lecz absolutnie mu to nie przeszkadzało, bo był rozgrzany myślami oraz wspomnieniami. Czy będzie mógł się skupić tego dnia? Raczej nie, no ale będzie próbował ze wszystkich sił.
Po umyciu się - bo kiedyś wreszcie udało mu się sięgnąć po żel pod prysznic oraz szampon do włosów - wyszedł spod prysznica, owinął sobie ręcznik wokół bioder i podszedł do umywalki, by umyć zęby. Myjąc zęby, przed oczami miał sytuację, gdy Cath swoją dłonią błądziła po jego klatce piersiowej - przymknął aż oczy i wypluł nagromadzoną zawartość pasty, bo gdyby tego nie zrobił, to groziłoby mu zadławienie. Wypłukał jamę ustną wodą i obmył twarz, choć i to nie pomogło w ostudzeniu. Dopiero po dłuższej chwili zauważył, jak wyglądała jego szyja. Normalnie jak za starych czasów. pomyślał, parskając i dotykając każdej malinki po kolei - jakby chciał mieć pewność, że faktycznie tam są. I faktycznie były.
Gdy nic już więcej nie musiał załatwić w łazience, opuścił ją i po chwili znalazł się w sypialni.
- O, wstałaś już. - rzucił na przywitanie, witając kolejne wspomnienie, w którym przygryzała jego płatek ucha. Przeczesał dłonią włosy i sięgnął po swój zegarek, by w następnej chwili zacząć go zakładać na swój lewy nadgarstek. Przy okazji sprawdził też godzinę.
Widząc Cath na swoim łóżku, przypomniał sobie też, gdy po raz pierwszy zawitała w jego pokoju gdy już byli parą i też podobnie leżała... tylko nie była przypięta do łóżka.
- Jesteś głodna? - powiedział i bez względu na odpowiedź, poszedł do kuchni, by zagotować wodę w czajniku elektrycznym. Kiedy woda była wystarczająco gorąca, wlał trochę do szklanki i dodał wody z butelki, a następnie wrzucił kapsułkę zawierającą elektrolity - w powietrzu słyszalne było charakterystyczne syczenie. Wrócił do sypialni ze szklanką i wyciągnął ją do Cath.
- Wypij. To elektrolity. - wyjaśnił, próbując nie patrzeć na jej usta, bo patrząc na nie, chciał je złączyć ze swoimi. Przełknął cicho ślinę. Po chwili spojrzał na srebrne bransolety i w gąszczu tych wszystkich wspomnień próbował sobie przypomnieć gdzie schował kluczyk. Pierwsze co mu przyszło do głowy, to któraś kieszeń w spodniach, które miał wcześniej na sobie.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna/jejtyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description