-
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
No więc napisał do niego, znów zupełnie spontanicznie, może trochę na wyrost traktując ich znajomość... a może wcale nie. Zrobił jakieś zakupy i wibja się do mieszkania Lucasa zbijając z nim piątala.
- No siemka, masz ładuj do lodówki - podał mu siate browarow no i jedno whisky, jakieś chipsy i dwa chińczyki które kupił sobie, bo był głosny, rozejrzał się jeszcze czy są sami w mieszkaniu - Co tam Lucas nowego? Kiedy wpadasz na meczyk? - zaczyna wiadomo od jakiegoś small talku, ale tam po kilku minutach jak siedzą już na ziemi oparci o sofę to słyszy pytanie "no dawaj opowiadaj co się stało" i wzdycha i kiwa głową.
- Pokłóciłem się z Wendy, tym razem chyba tak już na dobre
No może mało sie znali, ale akurat to, że Wendy była koleżanką Petera to mógł Lucas wiedzieć, chociaż czy będzie kojarzył, że to jest jego przyjaciółka czy dziewczyna? Nie wiadomo.
Lucas Miller
-
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Akurat kiedy wydawało mu się, że uporządkował swoje życie, w miarę się ustatkował, posegregował w głowie pewne sprawy, wszystko wywaliło mu się do góry nogami. Wszystko za sprawą jednej ciemnowłosej kobiety, która pierwsze zniknęła z jego życia w momencie, kiedy najbardziej jej potrzebował, to potem, znowu się pojawiła i wszystko skomplikowało się jeszcze bardziej. Wyjebał się z rowerka. Trzeba było to przyznać.
Zerwanie z Charlotte również nie było proste. Związek z nią był bezpieczny, stabilny, poukładany, a jednak Miller ostanowił przekreślić to wszystko tylko po to, by dać Indie kolejną szanse. By spróbować. Sprawdzić, czy poryw serca, dzikość i jebana przygoda w nieznane będzie bardziej dla niego. Nie żałował. A jednak przez ostatnie dni chodził jakiś zmieszany. Dlatego tym bardziej docenił wiadomość od Petera. Możliwość zobaczenia kumpla, przewietrzenie głowy i dla odmiany skupienie się na cudzych problemach spadło mu jak grom z jasnego nieba.
Nawet dom kurwa ogarnął, chociaż akurat odkurzacz jak został wrzucony do szafy trzy tygodnie temu, tak dalej z niej nie wyszedł. Tak jak obiecał, zgarnął z kina cały wór popcornu i naładował padziki, żeby przy okazji mogli pyknąć w jakąś gierkę, jak na dobrych kumpli przystało.
Blythe oczywiście pojawił się o czasie, kiedy Lucas jeszcze strzepywał okruszki z kanapy, dlatego tym bardziej docenił, że przyjaciel sam się obsłużył klamką. Przywitał go ich specjalnym hand shakiem, a następnie odebrał wory z zapasami.
— No gdzie do lodówki — spojrzał na niego jak na wariata. — Jak chcemy to zaraz pić i ma być zimniutkie, to do zamrażarki i za dziesięć minut będzie gotowe — oczywiste, nie? Nawet nie czekał na to, co Peter miał na ten temat do powiedzenia, bo jak zrobił, tak powiedział. — A co u mnie? No w sumie to same nowe rzeczy — rzucił z głową wciśniętą między jedną szufladą a drugą, próbując updać wszystko gdzieś pomiędzy zamrożone kotlety w ilości w chuj, które dostał ostatnio od matki podczas wizyty w Whitby. — Rozstałem się z Charlotte — oznajmił w końcu, kiedy mu się udało i podniósł spojrzenie na Petera. Może i trochę by o tym pogadał, ale przecież to Blythe ewidentnie potrzebował kumpla do wygadania się. Millerowe smaczki mogli zostawić sobie na deser. Ściągnął brwi, kiedy kumpel oznajmił, że pokłócił się z Wendy.
— Ale jak na dobre? Co ty w ogóle gadasz — spoglądał na niego co chwile, chociaż w międzyczasie otwierał szafkę, żeby wyciągnąć miskę i nasypać do środka chipsów. — Weź opowiadaj kurwa od początku, a nie dajesz mi takie strzępy informacji. Chociaż niezależnie od tego, co się stało, jestem pewien, że i tak się pogodzicie — rzucił z pełnym przekonaniem. Laskie już takie były — obrażały się i wyolbrzymiały, a nie mijało kilka dni i jak już sobie wszystko po swojemu przetrawiły, to jednak były o wiele bardziej skore się godzić. Poza tym, tutaj była mowa o Peterze. Przecież tego na tego faceta nie dało się długo gniewać.
Peter Blythe
-
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Co wy tu macie za tragiczną sytuacje z parkowaniem chłopie - tak mu się przypomniało, to skomentował po męsku, bo akurat hokej i parkingi to jest coś o czym chłopy zawsze mogą gadać. Bez końca.
Już pierwszy łyk piwka jest jak miód na jego serce, tego właśnie potrzebował. Bierze wdech i sądził, że sobie pójdzie spokojnie przed TV, ale Lucas zrzuca na niego bombę.
- Niee... co ty gadasz? Ile wy byliście razem? - jak mu powie że tyle co on z Kristin, czyli pięć lat, to się Peter serio zacznie zastanawiać poważnie nad tym, czy to nie jest jakaś zasada, że trzeba mieć kryzys w związku po połowie dekady. - A czekaj, wy mieszkaliście razem?
Bo może to jest jego i Kristin błąd, że nie mieszkają? Pije kolejny duży łyk, taki że zaraz mu się to piwko skończy i siada na wskazanym miejscu na ziemi.
- Nie wiem stary to bylo ciezkie - Peterowi chyba teraz łatwiej już było mówić o tym co myśli, bo nie stoi przed zapłakaną dziewczyną i nie dusi go w gardle wyznanie o tym, że ma do niej uczucia. - My nigdy nie kłóciliśmy się w ten sposób. Tam wiesz, że ona nie ogarnia mapy, albo że mi syfi w aucie to tak, ale to są takie kłótnie.. no wiesz, do przeżycia, ale to... - kręci głową i skoro już Lucas nie może czekać i prosi do DETALE, no to Peter mu da.
- Słuchaj, no co mam powiedzieć, byłem rano obejrzeć mieszkanie i akurat spotkaliśmy się na korytarzu, kiedy wypuszczała swojego Don Juana - zaczyna opowieść i z nerwów to trochę zaczął obsukbywać butelkę. - To spoko chłopak, myślę, że jeden z tych "dobrych". Ma pracę, jakieś osiągnięcia, jest psychologiem i pracuje z dzieciakami. No ale, nie jestem dumny z tego, powiedziałem jej że może już czas a takim razie, żeby się ustatkowała z nim - chociaż gdyby tak na prawdę wzieła te radę do serca i to zrobiła, to nie wie Peter czy by to mu się spodobało. - Bo wiesz, może dla mnie to brzmi jak coś co słyszałem odkąd skończyłem dwadzieścia jeden lat, ale najwyraźniej Wendy nie, bo jak się odpaliła na mnie - popija piwko, słysząc jak odbijają mu się od uszu słowa, które mówił on, okropne oskarżające, że Wendy lawiruje pomiędzy miesiącem miodowym a byciem singielką, a chłopaków wymienia częściej niż szampony. O tym, jak oskarżyła go, że jego związek nie ma sensu, bo nie ma w nim bliskości, jak powiedziała, że wcale jej nie zna. - Kurwa, myślę, że za dużo powiedzieliśmy sobie. Ja mówiłem o jednym, ona o drugim, to była jakaś trzecia wojna światowa. Ja mówię, że ona jest niepoważna bo ma niezdrowe situationships, ona mi mówi, że mój związek jest do dupy, a jej to przynajmniej ma jakąś bliskość, że ja się okłamuję. Wiesz, ja ją nawet przeprowsilem ja, na co ona powiedziala, ze to sa jakieś bezpieczne przeprosiny a wogóle to marnujemy czas czy coś takiego - zmarszczył czoło na sam koniec, bo w sumie to już nie wiedział o czym były te ostatnie zdania. - Także nie wiem, z jednej strony wkurzyła mnie niesamowicie, a z drugiej obawiam się, że to co mogła mówić akurat o mnie i Kristin ma troche w sobie prawdy... - zawiesił się i odkłada pustą butelkę po pierwszym piwku.
Lucas Miller