—
Ty też masz buzie jakby ci Michał Anioł ją dłutem haratał — rzucił praktycznie od razu w odpowiedzi na słowa Petera. Bo co to niby znaczyło, że ten cały Matthew miał zajebiste włosy? Peterek też miał zajebiste, do tego geste w cholerę. I oczka takie ładne, błyszczące. Nie wspominając nawet o tym, że jaka normalna laska wolałaby spotykać się z psychologiem, który do każdej rozmowy podchodziłby jak do terapii, a nie z facetem, który był hokoistą i związany ze sportem. Bez przesady. —
Srapitan Ameryka — wywalił oczami, przy okazji wciskając sobie do ust kilka garści popcornu. Oczywiście wszystkie na raz, bo Lucas Miller nie znał umiaru, szczególnie jeśli w grę wchodziło jedzenie.
Zazwyczaj nie był również najostrzejsza kredką w piórniku, często stroił sobie ze wszystkiego żarty, ale im dłużej słuchał swojego kumpla, im bardziej przyglądał się jego przejętej twarzy, tym bardziej widział w tym wszystkim siebie. Siebie i własne doświadczenia, z którymi był już te kilka
ważnych kroków do przodu. I może dlatego zadał mu te wszystkie pytania? Bo przecież były dosłownie tymi, które on chciał, by ktoś mu zadał miesiąc temu.
I dużo chyba się nie pomylił, biorąc pod uwagę, że Blythe faktycznie w pierwszej kolejności na pytanie
czy ją kocha pomyślał o Wendy. Sam fakt, że w ogóle zaczął się nad tym zastanawiać, niż odpowiedzieć, że zależy mu tylko na Kristin był wystarczającym argumentem.
Westchnął ciężko i rozłożył się jeszcze bardziej na kanapie, opadając na moment głową na poduszki. Nawet nie ruszał się po pady, bo zaczęli takie rozmowy z grubej rury, że gierka to chyba dopiero potem wjedzie na odreagowanie. Ale może to dobrze? Czasami warto po prostu zerwać plaster, bez ostrzeżenia. Przegadać wszystko tak, jak było, a nie czaić się z tym przez pół wieczoru. Podniósł spojrzenie na Petera dopiero, gdy ten spytał, a co jeśli jego obchodziło to, z kim sypiała Wendy i jakie miała podejście do związków.
—
No to wtedy masz przejebane, przyjacielu — chciał poklepać go po ramieniu, ale Peter siedział daleko, więc Miller jedynie cisnął w niego jedną z poduszek, które miał pod ręką. —
A wiesz co jest w tym gorsze? Lepiej nie będzie — mało pocieszające, ale taka była prawda. Bo skoro Peter dopiero teraz uświadamiał sobie, że czuje coś więcej do swojej przyjaciółki, tak przecież to zmieni kompletnie nie tylko dynamikę w ich duecie, ale również tym z Kristin.
—
A wiesz, że to chyba nie takie dziwne? — wbił w niego jasne spojrzenie. —
Kochać obie — Lucas coś przecież o tym wiedział. Tylko właśnie, sam też nigdy o tym nie mówił. Wstydził się. Bał się oceniania, bo przecież to, co zrobił nie było dobre. Było kurwa złe na każdej płaszczyźnie, a jednak chyba nie żałował. —
Dobra, słuchaj — poprawił się i trochę powiercił. —
Miałem przyjaciółkę. W snesie kurwa, dalej mam, ale ogólnie ja i Indie przyjaźniliśmy się od dzieciaka, jeszcze jak mieszkałem w Whitby. I chociaż czasami było coś tam więcej, to jednak trzymaliśmy się tej przyjaźni, aż w końcu szambo wyjebało i się ze sobą przespaliśmy. A ona… — westchnął głośno, czując uścisk gdzieś pod żebrami, ale skoro już zaczął… —
A ona spierdoliła na drugi koniec kraju na drugi dzień, podobno na jakieś zasrane studia. Przeniosła się. Tak po prostu. I wtedy po jakimś czasie poznałem Charlotte i się zeszliśmy. Wiesz, może nie było jakiś wielkich wybuchów namiętności, ale była… jak to się kurwa ładnie mówi… — popstrykał palcami, aż nie znalazł odpowiedniego słowa. —
Bezpieczna, o. Było spokojnie. Tak wiesz, bez większych dram i emocji w sumie też. No i wszystko byłoby spoko, gdyby trzy miechy temu Indie nie wróciła… — spojrzał wymownie na Petera. Mógł sobie tylko wyobrazić do czego to zmierzało. —
I niby próbowaliśmy się przyjaźnić, ale tak naprawdę ciągle się kłóciliśmy. Nie mogliśmy się dojść, aż w końcu no, doszliśmy się aż za bardzo. Pocałowaliśmy się na wyjeździe z pracy i… — przysunął się bliżej kumpla. —
I wiesz, Peter, ja ci nie mówię tego, żeby się pożalić, bo wiem ze zjebałem i nie powinien będąc w związku ale kurwa, przysięgam ci, że ten pocałunek był wart tysiąca takich z Charlotte. I tylko uświadomił mi, że to jest wiesz, silniejsze ode mnie. Też myślałem, że kocham obie. Każdą za coś innego. Że jedna daje taki spokój i pewność, że będzie dobrze, ale druga zaś cały wachlarz emocji i takie nie wiem kurwa, skok adrenaliny. Przy Indie naprawdę czuje, że żyje. Że żarty mi lepiej siedzą i jakiś taki bardziej uśmiechnięty jestem. I też zajęło mi trochę czasu nim dojrzałem do tego, żeby przyznać się przed Charlotte… — a reszty można się było tylko domyślić, ale przecie Lucas nie o tym, bo co on chciał powiedzieć Piterkowi, to że… —
Myśle, że Wendy jest twoją Indie — bo to tu właśnie leżała puenta całej tej historii.
Peter Blythe