- Ciekawe, czy gdyby zaczął przeciekać, dostalibyśmy coś w ramach rekompensaty. Znaczy, najpierw musielibyśmy sami dopłynąć do brzegu, chyba że ktoś by nas zgarnął, aczkolwiek poza nami… raczej niewiele osób pływa rowerkami. - stwierdził, rozglądając się na lewo i prawo, by ocenić
frekwencję osób, które wybrały to samo, co Eric i Alex. Stones ogólnie lubił takie wypady na rowerki (zarówno wodne, jak i lądowe), kajaki, a nawet statki dopływające do różnych miast. Podczas podróżowania statkiem, niejednokrotnie wyobrażał sobie siebie jako pirata i zastanawiało go, dokąd by dopłynął - należało przyznać, że inspiracji zaczerpnął od dość znanego filmu pt. Piraci z Karaibów (obejrzał wszystkie części), po którym zaciekawiło go m.in. jak smakuje rum, czy piraci istnieli w dzisiejszych czasach (nie drogowi ani internetowi, tylko właśnie tacy pływający statkami) oraz zazdrościł tym morskim podróżnikom poczucia, a jednocześnie bycia wolnymi, choć z drugiej strony, musieli jakoś
walczyć o przetrwanie, nie mając stałego źródła dochodu.
A jednak dobrze było mieć hajs.
- Bo trochę zjebałem. - trochę bardzo powinien powiedzieć, ale już mniejsza. Po chwili do uszu Alexa i Erica mógł dotrzeć dźwięk otwieranej paczki chipsów, bo po coś je przecież wzięli na tę rowerkową wycieczkę po jeziorze.
- Muszę się z Tobą zgodzić. Zaiste zacnie smakuje. - dodał od siebie, biorąc kilka łyków napoju. Musiał zwilżyć usta i gardło, bo przecież czekała go opowieść z życia wzięta, która mogła skończyć się
bad endem.
- Bo go zostawiłem na ławce… i nie zablokowałem. Znaczy, pewnie wydawało mi się, że blokuje, ale w rzeczywistości tego nie zrobiłem. - wyjaśnił, przeczesując dłonią włosy.
- Nie wiem, czy wpadł na mnie przypadkiem, czy mnie śledził, i tak znamy się. Poznałem go, kiedy Shereen studiowała w Ottawie. Nie powiem, byśmy znaleźli wspólny język… ale przez wzgląd na Sher, starałem się go tolerować, choć było ciężko, bo wiesz… to boli, kiedy ktoś, kto Ci się podoba, jest z kimś innym… i to jego trzyma za rękę. To do niego się przytula, a Ty… nic nie możesz zrobić, więc tylko patrzysz albo odwracasz wzrok, szukając czegoś, na czym można by zawiesić oko. - wyjaśnił, zaciskając pięść, jednocześnie przypominając sobie podróże do Ottawy i ten charakterystyczny ból w klatce piersiowej za każdym razem, gdy Oliver kręcił się obok Winfield, mając prawo, by być blisko, skoro wtedy BYLI parą. Stones sięgnął po kilka cziperków, które popił piwkiem zero.
- Wiesz co… też się najpierw wkurwiłem, gdy własny brat postanowił mnie skuć, ale z drugiej strony, kto wie, czy ten wariat Oliver nie postanowiłby mi czegoś zrobić, bo po pierwsze, miałem scyzoryk, a po drugie, wyobraź sobie, że on jest nadal przekonany, że Shereen jest jego własnością. Nie potrafi po prostu… iść dalej. Dlatego moim zdaniem powinien trafić do jakiegoś zakładu albo psychiatryka. - powiedział, dalej czując ogromne wkurwienie, gdy opowiadał o Oliverze. Wkurwiał go swoim istnieniem oraz tym, że zamiast znaleźć sobie jakieś hobby, wolał stalkować innych. Eric miał ochotę wykonać dokładny research, by pogadać z osobami, które go znały (Olivera), aby sprawdzić, czy one także padły ofiarą stalkera i były śledzone praktycznie każdego dnia. Konkretniej, przydałaby się Ericowi informacja o byłych partnerkach, bo skoro Sher doznała zaszczytu bycia pod obserwacją, to może one także.
Kiedy rozmowa przeszła na temat tłuczonego szkła, Litwin pokręcił głową oraz wyciągnął palec wskazujący lewej dłoni przed siebie.
- Prawie cały. - poprawił przyjaciela, bo zielonooka okazała się na tyle łaskawa, że koniec końców NIE zbiła wszystkiego..
- Zostawiła tylko te z limitowanych edycji. - odparł, choć teraz nie miał zielonego pojęcia, kiedy je otworzy. Poza tym, trochę wietrzenie kuchni, by pozbyć się charakterystycznego, duszącego zapachu, trwało dość sporo czasu, bo rozbitych butelek nie było kilka.
Słysząc kolejne słowa Alexa, Eric uniósł kąciki ust.
- Dzięki ziomuś. Serio. - naprawdę doceniał tak miłe słowa, dlatego wyciągnął dłoń, by przybić z Hallem piąteczkę. Tak, każdy zasługiwał na prawdziwą, uskrzydlającą miłość. Każdemu bliskiemu, Stones życzył, by znaleźli sobie kogoś, z kim będą naprawdę szczęśliwi, tak jak on był z Shereen.
Usłyszawszy pytanie o latynoskie korzenie Winfield, Eric wykonał głośne
Hmmm… i podrapał się po głowie.
- O latynoskich nic mi nie wiadomo… na pewno ma francuskie. - tak, tyle wiedział. W sumie chyba nigdy nie pytał, czy miała latynosów w rodzinie. Rodzinie, którą kilka razy widział, kiedy były organizowane imprezy urodzinowe. Chyba nie kojarzył nikogo, kto odróżniałby się karnacją, aczkolwiek mogło być inaczej.
Parsknął śmiechem, kiedy usłyszał o błogosławieństwie, a w międzyczasie stuknął puszką o puszkę Alexa.
- Jasne. Wszystko dobre, co się dobrze kończy, chociaż… w naszym przypadku to się dopiero zaczyna… całkowicie nowy rozdział. Nowa przygoda. Nowa… rzeczywistość, bo co innego kiedy idziesz na spotkanie z przyjaciółką, a co innego na randkę z dziewczyną. Na randce można sobie pozwolić na nieco więcej. - odparł, zabawnie poruszając brwiami, choć on myślał o np. smyraniu nogi, jeżeli siedziało się obok siebie, albo posyłaniu znaczących spojrzeń…
Zaraz jednak Stones poczuł się tak, jakby ktoś wylał na niego kubeł lodowatej wody. Aż musiał to przepić bezprocentowym piwkiem oraz znowu zjeść parę czipsów.
- Czekaj, co? Jak to Cię rzuciły? Przecież jesteś zajebisty! - podniósł głos i gdyby nie siedzieli w rowerku wodnym, pewnie by wstał, bo halo! Nie rozumiał tego, co Alex mu przed chwilą przekazał. Ostatecznie tylko kopnął mocniej pedał.
- Serio się pokłóciliście? Sądząc po tonie oraz Twoim wyrazie twarzy, nie ściemniasz… Chcesz się podzielić, o co dokładnie poszło? Jak nie, to po prostu zasuniemy kurtynę milczenia i wypijemy, by było lepiej. - powiedział, no bo nie zamierzał do niczego przyjaciela zmuszać ani wymuszać.
- Miałem kiedyś przyjaciółkę… w której sam się zakochałem, a ona we mnie nie. Osiemnaście lat czekałem, żeby dostrzegła we mnie kogoś więcej… - nawiązywał, rzecz jasna, do Shereen. On natomiast nie kojarzył, by to on był tym, który odrzucił uczucia przyjaciółki. Co najwyżej zdarzyło mu się odrzucić koleżankę poznaną na jednej z imprez, bo po prostu… nie była w jego typie, choć była sympatyczna.
Tak czy inaczej, spojrzał z uwagą na Alexa, będąc gotowym, by usłyszeć JEGO historię.
dura lex sed lex