ODPOWIEDZ
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

010.
Poranek był omszały i gorący;
już samo powietrze niemal zdawało się stać w miejscu, duszące i gryzące od ulicznego brudu, który z prawie odpychającą natarczywością przylepiał się do skóry wraz ze zraszającym ciało potem. Wystarczyło, że Jayce przespacerował się pomiędzy włoskim sklepikiem spożywczym, a domem, by żarząca się aura dworu przebiła się wyniosłą dumą przez warstwy letniego ubrania i korpus jego sylwetki. Tam osiadła w jego porach, zapychając je ciepłem powietrza i popołudniowym słońcem.
Nie pamiętał, kiedy ostatnio w Toronto było tak upalnie – jakby Słońce zapomniało o naturalnej granicy pomiędzy orbitami i posuwało się coraz bliżej Ziemi, chociaż Jayce doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to tylko złudne wrażenie.
Za wszystko winił klimat.
Wilgoć w powietrzu, charakterystyczna dla kanadyjskiej atmosfery, ciążyła nieprzyjemnie w przestrzeni i sprawiała, że temperatura wydawała się o kilka stopni wyższa. Szczególnie w bardziej zabetonowanych częściach dzielnic, gdzie promienie słoneczne odbijały swoje ciepło od chodnika jeszcze długo po tym, gdy zostały wchłonięte przez asfalt i kafle deptaka, a w takich momentach... najlepiej czas spędzało się w zaciszu klimatyzowanego domu.
Jego mieszkanie byłoby do tego idealnym punktem, gdyby nie to, że tego popołudnia panel w klimatyzacji przestał działać, a żaluzja pozostawała nieruchoma, niezależnie od tego, czy próbował ją otwierać pilotem, czy ręcznie. Daremne były więc kolejne próby.

Popołudnie stało się przez to nieprzyzwoicie gorące, drażniące.
A drażliwość ta wpełzała pod koszulkę świeżą strugą spływającego po nim potu.

Głos desperacji – cichy, poderwany do życia nagle i bezskutecznie przy tym przez niego wyciszany – zalęgł wtedy w kątach męskiej głowy: Powinieneś do Niej pójść. Słowa te, chociaż pozostawały jedynie echem głowy, przyciągnęły jego uwagę, nie dając się uśpić. Wątłe, ale obecne, zadomowiły się w przedsionku myśli, nawet wtedy gdy zaklął głośno, próbując w ten sposób wyrazić odmowę dla własnych pomysłów.
Powinieneś, powtórzyła świadomość uparcie, aż do momentu w którym ciało poderwało się do ruchu, zamaszyście zgarniając z blatu kuchennego dopiero co wyłożoną tam siatkę z zakupami.
— Niech Cię szlag, Ally — mruknął jedynie w podsumowaniu refleksji, wpływ jaki wywierała na jego głowę ta kobieta, uznając za niefortunne fatum lub presję życia na tym samym osiedlu. Trudno było się czasem z nią nie spotkać w przelocie...

...a więc trudno też było o niej zapomnieć.
I trudno było nie pomyśleć, że dobrym pomysłem
będzie przeczekać największy upał u niej.
Bo była... mu bliska blisko.
Tego skąpego wyjaśnienia – tłumaczącego jego wizytę u niej w mieszkaniu – zamierzał się trzymać, gdy przekręcając zapasowy klucz w zamku drzwi, usłyszał posłuszne kliknięcie. A później dźwięki zamarły. Cisza, zastygła w pustym korytarzu, wisiała nad nim jak widmo ostrzeżenia, gdy wchodził do kuchni. Zbyt skoncentrowany na przyjemnie chłodnym powietrzu i komfortowej, rozległej przestrzeni mieszkania, zignorował wszystkie inne bodźce.
Z plastikowej siatki wyjął kawę, mleko kokosowe, lód i syrop klonowy, z których planował zrobić mrożoną Latte. Pozostałe zakupy, w tym oliwki, wędliny i sery, zostawił w zakupowej torbie.

Ally Aldridge
Ostatnio zmieniony śr sie 12, 2026 3:45 pm przez Jayce Byrne, łącznie zmieniany 1 raz.
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
29 y/o
Welkom in Canada
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

klik
I think you're special, don't get me wrong
It takes a special kinda man to piss me off
Read the room, boy, writings on the wall
Did you really think that I was gonna call?
Biegała. Bieganie bolało. Bieganie w tę pogodę było niebezpieczne.
A Ally była wkurwiona zdesperowana.
Szukała ulgi wszędzie. W metodycznym, archeologicznym odkopywaniu skarbów na dnie pudełka lodów. W próbach zamieszkania w warsztacie, bo zawsze jest coś do zrobienia. W pisaniu kilometrowych wiadomości których nigdy nie wysłała, w decyzji by wypocić każdą, najmniejszą komórkę tłuszczu i udowodnić światu, że to on stracił. Nie ona. Ona była przecież szczęśliwa.
Była pierdolonym kwiatem lotosu na tafli jebanego jeziora, skąpanym w ciepłym słońcu… W ogniu.
Całe jej życie stało w płomieniach żeliwnego, piekielnego kociołka. O ironio.
Jeden zniknął. Drugi okazał zaręczony. Lekarz grzmiał o zagrożeniu życia. I nie była w stanie znaleźć jednej, mikroskopijnej części do zabytkowego Mustanga Stanleya, na którego czekał bardziej niż dzieciak na prezenty pod choinką.
Zatem b i e g a ł a. Czy było to gonienie za czymś, czy uciekanie przed czymś - ważne, że bolało. Że odcinało te kabelki jej mózgu, które podpowiadały myśli niewybaczalne.
To z tobą coś jest nie tak.
To ciebie każdy opuszcza.
Może gdybyś była mniej…
Bardziej…
Inaczej…

N i e.
Do mieszkania wpadła rozbujana truchtem po schodach - od czasu spotkania narzeczonej Reida, winda nabrała dla Ally nowego, niesmacznego charakteru - i w obu słuchawkach. Starych, z kablem który skakał z każdym pokonanym metrem i plątał się, dając jej coś do zajęcia rąk gdy hałas dnia ucichnie. Gdy światła zgasną, a Aldridge znów skonfrontuje z najcięższym z wniosków: jest s a m a.
Dlatego podskoczyła z piskiem, gdy w kuchni jej rozleniwione spojrzenie zaatakowała sylwetka rosłego mężczyzny, który zapewne włamał się w samych najgorszych celach: ograbić, zabić, zsikać do doniczek - chuj wie. Odetchnęła, z uszu wyrzucając słuchawki i chwytając teatralnie za serce, by bez chwili zawahania wyrecytować cytat z ulubionego serialu:
— JESTEŚ PRZESTĘPCĄ? ZE STATYSTYK? — wrzasnęła gniewnie, wcale jednak nie planując ucieczki przez okno (za wysoko - kiedyś próbowała), w stronę drzwi (za daleko - zdążyłby ją złapać) ani fizycznej konfrontacji (wygrałby - jej biceps był tylko do silników i dekoracji).
Pozostała nadzieja że ta gęba, która bez wątpienia kiedyś doprowadzi do jej przedwczesnego zgonu, teraz się przyda. I negocjacjami wygra swą wolność, bo złodziej będzie honorowym rycerzem i puści damę wolno.
Zaraz.
Żaden tam rycerz. Kolejny bawidamek, jakich pełno w krainie.
Jak chorób wenerycznych. Szkoda.
Odetchnęła z ulgą, ciskając zaś w Jayce’a laserami - nie miał p r a w a używać klucza po swoim popisowym ghostingu.
— O cholera, nikt mi nie uwierzy — w słowach dominowało jednak znużenie i ironia; brakło spójnej ze zdaniem ekscytacji. — Zmartwychwstanie! W 2026! Czekaj, zrobię ci zdjęcie - Watykan może potrzebować dowodu do kanonizacji — zaś gniewnie założyła dłonie na piersiach.
O d j e b a ł.
A teraz Dante przeprowadzi go przez kręgi piekła w mieszkaniu Ally Aldridge.

Jayce Byrne
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
dallas major
AI
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Powinien usłyszeć kliknięcie zamka i jej miarowe kroki, szelest siatki zakupowej zagłuszył jednak każdy z tych niewinnych dźwięków, gdy wyciągając na blat kuchenny zawartość torby, przesuwał bezwiednie wzrokiem po etykietach. Jedna z dłoni sięgnęła po karton z napojem kokosowym. Jego chłód tkwił mu pod opuszkami palców dokładnie w momencie, gdy weszła do kuchni, a mimo to drgnął nie z zimna, a z zaskoczenia. Był równie zdziwiony rozwojem sytuacji, co ona.
Nie mógł tego przewidzieć.
Nie mógł się na to (na nią) przygotować.
Wprawdzie wiedział, że niedługo będzie musiała wrócić do domu, ale nie spodziewał się, że bliżej nieokreślone niedługo nastąpi z przerażającą szybkością, zamieniając się w całkiem bliskie mu teraz.
TERAZ uderzyło w niego, jak pięść w nos.
Choć nie dał masce upaść, pęknięcie było widoczne w krótkim zawieszeniu, bo przecież Jayce Byrne rzadko kiedy milczał tak, jak teraz. Pozwolił, by pierwsze słowa przypadły jej, gdy sam puścił bezwiednie karton (ten przestał go interesować) i przesunął w instynkcie wzdłuż szczupłego filaru jej sylwetki.
Rozpylała wokół siebie wyjątkowo gorącą atmosferę – nie tylko za sprawą rozgrzanego biegiem ciała, zroszonego potem – wypełniała bowiem przestrzeń aurą kobiecości, co czuć było już od progu, i co roznosiło się jak łuna, aż po ścianę kuchni, na wskroś przechodząc przy tym przez korpus Jayce’a.
Nie był romantyczny w swoich własnych myślach. Nie szukał w niej bóstwa, a w sobie nie dostrzegał przyspieszonego bicia serca, czy uderzeń gorąca, jak z harlequina. Jej obecność miała jednak dla niego z n a c z e n i e, a wartość jej sylwetki, która epatowała charakterystyczną energią, mógł określić w zasadzie w jednym, prostym słowie: Seksapil.

Miał słabość do osób aktywnych fizycznie… i miał słabość do niej.
Jej urok działał dziś podwójnie, a ostudzić mógł go tylko…

Pisk.

Definitywnie i jednoznacznie przeciął względnie panującą ciszę, wyrywając Jayce’a z letargu, gdy patrząc wciąż bezpośrednio na nią, bardziej nawet zrelaksowany niż wtedy, gdy stał w kuchni sam, puścił pierwszą parę z ust. Choć nie powinien, rozerwał przy tym ciężkość nastroju, jaka powinna nim prowadzić. Zamiast wstydzić się za zniknięcie, na jej widok cieszył się na wejście i z automatu, widząc Ally w tej iście teatralnej pozie, jakikolwiek cień skruchy w nim został przekuty bardzo szybko w czyste rozbawienie.
W jednej sekundzie zapomniał, że powinno mu być głupio. Jedna sekunda zawyrokowała o tym, że wrócił mu język. Kąciki ust drgnęły niebezpiecznie w odpowiedzi na wypowiedziany przez nią cytat, stając się preludium dla kolejnej, mimicznej zmiany, gdy parę sekund później, orientując się już w tym, że kobieta jawnie sobie z niego kpi, sam parsknął swobodnie.
— ”Ej, serio… dobrze że jesteś!” — wzniósł głos na wyższy ton, imitując jej akcent, sugerując przy tym, że właśnie te słowa powinna wypowiedzieć na starcie, zamiast posiłkować się mimicznym cytatem z filmu.
— Też miło Cię widzieć, Ally — dodał już od siebie, odkrywając przed nią rząd prostych zębów, gdy zamiast gasić wesołość w zarodku, dał się jej rozbujać, słysząc z ust dziewczyny absurdalny szereg gróźb.
— Watykan może nie udźwignąć moich grzechów… ale Ty możesz mi wybaczyć kilka z nich.
Ignorował żarzącą się w jej oczach złość, zmęczenie zastygłe na ustach i ironię, płynnie zsuniętą z języka. Ignorował również pulsujące między nimi emocje, gdy zamiast wycofać się do męskiej skorupy, jak pewnie wielu zrobiłoby na jego miejscu, przeszedł obok wyspy w kuchni, by móc stanąć bezpośrednio przed nią.
— W końcu na jeden z tych grzechów – rozpustę – swojego czasu nie narzekałaś.
Śmiałość w jego słowach mogła albo zbić ją z pantałyku, albo całkiem go skreślić, zanim jednak sprawdził to na sobie doświadczalnie, westchnął cicho i w niemym kompromisie spowaźniał (przynajmniej na moment).
Prawa dłoń w nieznacznym napięciu wylądowała za karkiem Jayce’a, prężąc przed nią w ten sposób idealny kształt muskularnego ramienia i barku, choć nie jako manipulacja, a jako efekt uboczny tego gestu.
— Klimatyzacja mi padła... w moim domu jest nie do wytrzymania, a Twój był blisko. Zawiesisz topór na dziś? Głowę utniesz mi jutro. Zrobię Ci cholernie dobrą, mrożoną latte.

Twarde negocjacje zwykle przybierały u niego inną formę.
Dziś musiała mu wystarczyć sztywność na języku.

Ally Aldridge
PORZUCONE
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
ODPOWIEDZ

Wróć do „#32”