ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
185 cm
💰 właściciel w Nightingale Investments
Awatar użytkownika
But there’s no such thing as free. There are only different and more horrible ways to be enslaved.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3. os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
#4
You're never fully dressed without a smile!

Wrzesień powoli oddawał pola październikowi, a wraz z nim Toronto zaczynało przywdziewać tę charakterystyczną, złocistą szatę, którą tak łatwo było przeoczyć, żyjąc w wiecznym pędzie między jedną naradą a drugą. Liście na drzewach otaczających Meridian Arts Centre zdążyły już nabrać rdzawych i bursztynowych odcieni, a wieczorne powietrze niosło ze sobą tę specyficzną, chłodną świeżość, która zapowiadała rychłe nadejście prawdziwej jesieni. Wciągnął w płuca powietrze, w którym po raz pierwszy od tygodni wyczuł zapowiedź zmiany pory roku, obserwując, jak przed budynkiem powoli zbiera się tłum – pary trzymające się pod ramię, starsze małżeństwa kroczące powoli w stronę wejścia, grupki koleżanek chichoczących nad czymś na telefonie, rodzina z nastoletnią córką wystrojoną tak, jakby to był jej pierwszy wieczór w teatrze. Zwykli ludzie przyszli obejrzeć niewyszukany spektakl, bez żadnej ukrytej agendy, bez kalkulacji, kto obok kogo powinien usiąść i dlaczego. Nic więcej. Nic mniej. To był ten rodzaj wieczoru, na który dawno sobie nie pozwalał.
W ostatnim czasie niewiele czasu poświęcał na takie wydarzenia. Praca pochłaniała go bardziej, niż chciałby przyznać – niekończące się posiedzenia, telefony o dziwnych porach, dokumenty wymagające jego podpisu, zanim ktokolwiek zdążył je porządnie przeczytać, kolacje biznesowe przeciągające się do późnych godzin wieczornych, podczas których rozmowa tak naprawdę nie schodziła z tematu pieniędzy. Ale nie chodziło tylko o brak czasu. Od dłuższej już chwili nie wyszedł nigdzie jako prosty człowiek, jeden z tłumu, anonimowy widz w publicznej sali pełnej obcych twarzy, które nie wiedziały, kim jest, i w zasadzie nie musiały. Jego świat od dawna kręcił się wokół prywatnych pokazów, zamkniętych aukcji, salonów, do których wstęp wymagał zaproszenia albo odpowiedniego nazwiska. Elity spotykające elity, za zamkniętymi drzwiami, z kieliszkiem szampana w dłoni i rozmowami, które nie schodziły poniżej pewnego poziomu wyrafinowania, poniżej progu, za którym kryło się coś więcej niż tylko nieszczere uśmieszki i wymuszone chichoty. Zmęczenie. Puste rytuały.
A przecież uwielbiał teatr. Prawdziwie, bez sztucznych pozorów. Może to była jedna z niewielu rzeczy w jego życiu, których nie robił dla zysku, wizerunku ani dla utrzymania odpowiednich kontaktów. Po prostu lubił siedzieć w ciemności, patrzeć, jak historia rozgrywa się na scenie, pozwolić sobie na te kilka godzin, w których nie musiał być nikim więcej niż widzem – nie inwestorem, nie filantropem, nie nazwiskiem, które prasa lubiła wymieniać przy okazji kolejnej afery, której nawet nie był częścią. Ophelii powiedział, że łatwo mu przenosić spotkania, że bycie szefem samego siebie ma swoje zalety. To akurat była prawda, choć nie do końca oddawała to, jak rzadko z tej możliwości ostatnio korzystał, jak często ta swoboda pozostawała czysto teoretyczna, zamknięta w szufladzie razem z dobrymi intencjami.
Zaparkował swojego Porsche Taycana na niewielkim parkingu przy budynku, prowadząc dziś wyjątkowo sam, bez kierowcy, bez nikogo, kto mógłby zapytać, dokąd i po co jedzie, bez konieczności tłumaczenia się z tego, że wybiera się na musical, a nie na zebranie zarządu. Cisza panująca we wnętrzu samochodu w drodze była przyjemna, niemal terapeutyczna – żadnych telefonów, żadnych powiadomień, tylko on i droga rozświetlona resztkami zachodzącego słońca. Niebo nie zapowiadało deszczu, więc nie zabrał parasola – jedyne ryzyko, na jakie dziś pozwolił sobie bez wcześniejszego planowania. Było już na tyle późno, że mrok nocy zaczynał gęstnieć nad miastem; spektakl zaczynał się o dziewiętnastej, a światła latarni wokół teatru zapalały się jedna po drugiej, rzucając ciepłe, pomarańczowe plamy na chodnik, na którym powoli gromadził się coraz gęstszy tłum.
Ubrał się dziś inaczej, niż zwykł się ubierać na oficjalne kolacje biznesowe – żakiet patchworkowy, złożony z paneli w odcieniach brązu, beżu i kremu, każdy o nieco innej fakturze i splocie, jakby ktoś zszył razem kawałki kilku różnych garniturów w jeden, spójny obraz jesieni, dokładnie taki, jaki teraz otaczał go ze wszystkich stron. Pod spodem koszula w cieplejszym, rdzawym odcieniu, rozpięta pod szyją, bez krawata, bez tej sztywności, którą nosił na co dzień jak drugą skórę. Jasne, niesforne włosy – dopiero co pofarbowane – opadały mu na czoło swobodniej niż zazwyczaj, jakby i one wiedziały, że dziś nie musiał robić na nikim wrażenia, przynajmniej nie tego rodzaju, do którego przywykł w swoim wykreowanym świecie. Nic na pokaz. Dziś nikt nie będzie na niego patrzył w ten sposób.
Stanął pod wejściem do teatru, nie śpiesząc się, by wejść do środka. Oparł się swobodnie o kolumnę przy drzwiach, obserwując przepływający obok tłum, z rękami w kieszeniach spodni, pozwalając sobie na coś, co u niego rzadko przypominało relaks. Zjawił się dobre pół godziny przed czasem – nawyk, którego nigdy nie porzucił, nawet gdy okazja nie wymagała aż takiej punktualności, choćby gdy jedynym, co dziś stracił dzięki temu, była możliwość wejścia do środka od razu, prosto na widownię.
Nie do końca wiedział, czego mógł się spodziewać po kobiecie. Ale sama myśl o tym spotkaniu była miłą odskocznią od reszty jego tygodnia. Nigdzie się nie śpieszył. Czekał na nią.

Ophelia Attwood
36 y/o
Indulge in local cuisine
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I could play the doctor
I can cure your disease
If you were a sinner
I could make you believe
Lay you down like one, two, three
Eyes roll back in ecstasy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Subtelne zmiany temperatur oraz w widoku za oknem najlepiej świadczyły o upływie czasu oraz tym, że powoli rok kalendarzowy zbliżał się ku nieuniknionemu końcowi. Łatwo to jednak było przeoczyć, jeśli tylko ktoś spędzał więcej czasu w pomieszczeniach niż na zewnątrz. Odkąd w mieście zrobiło się nieco chłodniej to na pewno w czasie wolnym najlepiej było pozostawać w domu. No, a jeśli chodzi o pracę? Tutaj już Ophelia mogła odhaczyć dziesiątki spotkań, maili, telefonów oraz długie godziny w klubie. Starała się wyjść i dotknąć trawy raz na jakiś czas, ale nie było to wcale takie proste.
Cieszyła się jednak z tego, że miała również możliwość zwyczajnego wyjścia wieczorem i spędzenia czasu w doborowym towarzystwie. Przynajmniej liczyła na to, że jednak spotkanie będzie udane, bo nie na co dzień spotykało się faceta, który wydawał się posiadać ogładę oraz być wyjątkowo zainteresowanym sztuką. Wydawało jej się, że trafiła w dziesiątkę. Nie obiecywała sobie jednak niczego, ani nie miała oczekiwań. W końcu wpierw musiała się przekonać jak się z nim rozmawia na żywo. W końcu nic nie było w stanie zastąpić takiego żywego kontaktu. Zwłaszcza, gdy w tych czasach ludzie potrafili do zwykłych rozmów używać chata GPT, aby tylko robić odpowiednie wrażenie.
Uwielbiała takie wyjścia. Uwielbiała teatr, balet, operę… To były miejsca, w których mogła podziwiać prawdziwe emocje oraz dzielić je z samymi artystami. To były dziedziny, w których mogła zwyczajnie czuć więź z odtwórcami poszczególnych ról. To wydawało jej się być najbardziej autentyczną formą sztuki z jaką można było mieć do czynienia. Na pewno było dużo bardziej wyraziste niż malarstwo, rzeźba czy inne środki wyrazu, które nie pozwalały na nawiązanie tak żywego kontaktu i współodczuwania.
To nie był też jej pierwszy raz, gdy miała okazję oglądać Od dziewiątej do piątej. Całkiem lubiła ten musical, który w zabawny sposób pokazywał realia kobiet w pracy biurowej. Ostatnim razem chyba oglądała go akurat podczas wizyty w Londynie. Ciepło wspominała zarówno tamtejszą obsadę, jak i wiadomość od Dolly Parton, którą wyświetlano przed samym spektaklem. Chętnie jednak odświeżyłaby sobie te wspomnienia.
Na miejscu znalazła się jakiś kwadrans przed ustalonym spotkaniem. Zawsze starała się być przed czasem na wypadek, gdyby po drodze wystąpiły nieprzewidziane wypadki oraz żeby zwyczajnie oszczędzić zwyczajnie zbyt długiego czekania drugiej osobie.
Nie starała się też wyglądać jakoś szczególnie wykwitnie, ale wciąż na tyle elegancko, aby pokazać, że jej zależało. Postawiła na swoją ulubioną sukienkę w kolorze kości słoniowej, która idealnie opinała jej sylwetkę i dopasowany do niej żakiet, bo ze względu na pogodę raczej nie mogłaby paradować z niemal całkowicie odsłoniętymi ramionami. Buty na obcasie, które były skoordynowane kolorystycznie z resztą dodawały jej kilku centymetrów wzrostu, a delikatna złota biżuteria stanowiła miły dodatek, który nie nadawał całości jakiejś ciężkości oraz zbędnego przepychu.
Raz jeszcze sprawdziła godzinę na telefonie i powoli ruszyła w kierunku wejścia do teatru, gdzie już z daleka widziała opartego o kolumnę mężczyznę. Z daleka jednak nie była w stanie rozpoznać w nim tego, z którym się umówiła. Dopiero, gdy już się zbliżyła i mogła mu się lepiej przyjrzeć to na jej ustach pojawił się drobny uśmiech.
- Elijah? - zapytała łagodnie, aby się upewnić czy na pewno ma do czynienia z tym o kim myślała. - Wyglądasz zupełnie inaczej w blondzie.
To prawda. Nie wyglądał źle. W jej głosie pobrzmiewała nuta komplementu, ale na swoim profilu miał wyłącznie zdjęcia w ciemnych włosach. Czyżby to była jakaś zupełna nowość?

Elijah Nightingale
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
33 y/o
For good luck!
185 cm
💰 właściciel w Nightingale Investments
Awatar użytkownika
But there’s no such thing as free. There are only different and more horrible ways to be enslaved.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3. os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Preferował pokazy na żywo. Choć nie unikał wychodzenia do kina na dobry seans, rzadko pojawiał się w takich miejscach publicznie. Wybierał raczej domowe pokazy we własnej sali kinowej, gdzie mógł kontrolować każdy detal tego doświadczenia – dźwięk, oświetlenie, nawet temperaturę powietrza, gdyby przyszła mu na to ochota. Nie przepadał za atmosferą kin – głośno, chrupanie popcornu i wysypywanie go na lewo i prawo. Często wąskie i niewygodne siedzenia, intensywny zapach gotowanej parówki i ostrej musztardy z hot doga unoszący się nad rzędami, mieszający się z tanim, syntetycznym maślanym aromatem sączącym się z prażonej kukurydzy. Bywało to przytłaczające. I choć nie był z tych snobów, którzy z przerażeniem otrzepywali swój płaszcz, gdy jedno ziarenko popcornu spadło im na rękaw, wolał unikać takiego otoczenia. Czuł się w nim nieswojo. Jak ktoś, kto trafił na przyjęcie, na które nikt go nie zaprosił.
Zupełnie inaczej było z operami, teatrami, baletem. Choć dzisiaj te atrakcje były dostępne dla każdego – niezależnie od statusu i majątku – wciąż otaczała je aura, której nie dało się kupić za samą cenę biletu. Były postrzegane jako miejsce, w którym zachowanie ma znaczenie. Ubiór zazwyczaj też. Unikane raczej przez osoby, które nie lubiły zasad, formy – całego rytuału poprzedzającego samo przedstawienie. A jego całe życie było na nich oparte, skrupulatnie układane, od dzieciństwa aż po dzisiaj. Nie wiedział, jak inaczej funkcjonować.
Nigdy jednak nie był na tym konkretnym musicalu. Wolał zwykle coś o większym ładunku emocjonalnym – Upiora w operze, Nędzników, Hamiltona, Hadestown. Tragedie, nieszczęśliwe zakończenia, coś, co zostawiało w nim ciężar i skłaniało do refleksji na resztę wieczoru. Bardzo często latał do Londynu, żeby przejść się po nowościach na West Endzie. Czasem pojawiał się na nowojorskim Broadwayu. Kanada, w tym nawet tak duże miasto, jak Toronto, nie miało aż tyle do zaoferowania w tej kwestii. Trochę nad tym ubolewał, choć nie na tyle, by przenieść się gdzie indziej na stałe. Kochał ten kraj.
Dostrzegł ją dopiero po chwili. Odwzajemnił uśmiech. Nie wyciągnął ręki ani nie ucałował dłoni. Pierwsze wydawało mu się zbyt toporne, drugie nieco wymuszone, zbyt teatralne jak na pierwsze spotkanie poza ekranem telefonu.
– Jedyny w swoim rodzaju. Ophelia? Miło w końcu poznać bratnią duszę na żywo – odpowiedział z wyrachowaniem, ale w przyjaznym tonie. Nie mógł nazwać się ekspertem w tego typu spotkaniach towarzyskich. Wszystkie, do których przywykł, były raczej bardziej oficjalne, biznesowe, opatrzone agendą i planem rozmowy przygotowanymi wcześniej przez kogoś innego. – Och, to taki trochę bunt człowieka po trzydziestce. Stwierdziłem, że potrzebuję czegoś nowego. Przynajmniej na chwilę. Mam nadzieję, że nie wyglądam w nich nagannie?
Azjaci w blond włosach albo prezentowali się zjawiskowo, albo komicznie. Nic pomiędzy. Taki już był ich parszywy los, że matka natura obdarzyła ich bardzo ubogą paletą, jeśli chodzi o kolor oczu i włosów. Musieli sobie z tym sami radzić, jedni lepiej, drudzy gorzej.
Spojrzał na topniejącą grupkę osób, gdyż większość gości zdążyła już wejść do środka, zostawiając na chodniku tylko nielicznych spóźnialskich.
– Wypadałoby zająć nasze miejsca – zaoferował, ruszając w stronę wejścia. – Żadnych problemów po drodze? Muszę przyznać, że wyjątkowo spokojne są dzisiaj ulice Toronto.
Przyzwyczaił się do stania w korkach, nawet o późnych, wieczornych porach. Było to bardzo zaludnione miasto, a nie za specjalnie duże jak na tę liczbę mieszkańców. Kanadyjczycy, podobnie jak Amerykanie, bardzo lubili wszędzie jeździć samochodami. Choć transport publiczny w Toronto działał na naprawdę dobrym poziomie, nie przyczyniało się to do rozrzedzenia ruchu drogowego. Może ktoś w ratuszu w końcu zaczął słuchać skarg mieszkańców, a może po prostu wszyscy siedzieli już dziś w domach, kinach i restauracjach, chowając się przed jesiennym chłodem.
– Nie mogę uwierzyć, że ta zabawna aplikacja sprawiła, że wyszedłem z kimś na musical – zagaił, gdy stanął w już niewielkiej kolejce do sprawdzania biletów. – Życie potrafi zaskakiwać.
W końcu nadeszła ich kolej. Szybki skan kodu QR i znaleźli się w środku. Do spektaklu pozostało im niecałe dziesięć minut. Plus-minus klasyczne opóźnienie.

Ophelia Attwood
36 y/o
Indulge in local cuisine
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I could play the doctor
I can cure your disease
If you were a sinner
I could make you believe
Lay you down like one, two, three
Eyes roll back in ecstasy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sztuka, czy raczej luźny musical, na który się wybierali nie był wystawiany w jakimś szczególnie prestiżowym teatrze i nie miał też jakiegoś wyjątkowo podniosłego charakteru. Niemniej wolała ubrać się bardziej elegancko. Głównie ze względu na swojego towarzysza, któremu chciała się dobrze zaprezentować. Inaczej pewnie ubrałaby się bardziej komfortowo jak wiele innych gości teatru.
Jeśli chodziło o gust Ophelii to był on zdecydowanie bardziej rozległy. Uwielbiała zarówno te cięższe produkcje, które detonowały na widzu sporej siły ładunek emocjonalny, jak i te, które zapewniały raczej lekką rozrywkę. Zresztą, nawet takie twory często nie były pozbawione pewnego przesłania czy morału. W końcu zwykle twórcom przyświecał jakiś cel, gdy przedstawiali swoją historię. Skądś brali na nią pomysł i mieli wizję na to w jaki sposób ją poprowadzić.
Zwykle pierwsze spotkania były nieco niezręczne, bo trudno było wyczuć drugą osobę na tyle, aby dobrać odpowiedni rodzaj powitania. Łatwo było w końcu przekroczyć pewną granicę. Uścisk dłoni zbyt formalny, pocałunek w dłoń staroświecki i dla niektórych seksistowski, a objęcie było zarezerwowane dla bliższych znajomości. To było zdecydowanie trudne.
- Już awansowałam do rangi bratniej duszy? Chyba nigdy nie poszło mi tak szybko - odpowiedziała z pewnym rozbawieniem w głosie.
Zdawało się jakby mieli ze sobą potencjalnie wiele wspólnego, ale równie wiele rzeczy mogło ich różnić. W końcu podobne zainteresowania nie zapewniały zgodności charakterów, a jedynie sprawiały, że mieliby o czym rozmawiać i mogli z większą łatwością dobrać miejsce potencjalnej randki, ustawiając atrakcje pod to, co ich oboje najbardziej interesowało.
- Wręcz przeciwnie. Wyglądasz w nich dobrze. Inaczej niż mężczyzna ze zdjęć, ale wciąż przystojnie i elegancko - odparła, zapewniając go o tym, że prezentuje się nienagannie. - Z drugiej strony, może nie jestem odpowiednią osobą, aby cię o tym zapewniać. Nie widziałam cię jeszcze ma żywo w ciemnych, więc nie mam takiego porównania.
Chciała być w pełni uczciwa. Zakładała jednak, że mężczyzna o jego urodzie w każdym wydaniu mógłby wyglądać atrakcyjnie. O ile oczywiście nie podjąłby jakiś wyjątkowo nietrafnych i kontrowersyjnych decyzji stylistycznych.
Coraz więcej osób niknęło we wnętrzu budynku. Tym samym oznajmiali im w dobitny sposób, że mieli coraz mniej czasu do podniesienia kurtyny i rozpoczęcia musicalu. Nie znaczyło to jednak, że musieli rezygnować z rozmowy. Po prostu musieli ją przenieść do środka teatru.
- Masz rację. Chodźmy zatem - przytaknęła mu, ruszając za nim ku wejściu i wyciągając telefon, na którym miała zakupione bilety. - Dzisiaj było wyjątkowo spokojnie jak na tę godzinę. Całe szczęście zero utrudnień, a u ciebie?
Wiedziała, że się nie spóźnił. Był nawet przed czasem, ale to nie znaczyło, że nie musiał korzystać z bocznych uliczek i podróż minęła mu całkowicie bez przeszkód. Mimo wszystko w takk ruchliwym mieście sporo się działo.
- Spodziewałeś się, że są tam same osoby, które zainteresowane są imprezami, wspinaczkami czy oglądaniem seriali na Netflixie z kategorii na czasie? - zapytała, pozwalając pracownikowi teatru zeskanować kod na swoim telefonie. - Może też jestem gatunkiem zagrożonym wyginięciem jako kobieta kultury siedząca na apkach randkowych.
Przeszli w końcu do sali, w której za jakieś dziesięć minut miał się rozpocząć spektakl. Ophelii udało się kupić ostatnie bilety w drugim rzędzie od sceny. Lubiła być blisko aktorów, aby w miarę możliwości móc obserwować nie tylko ruchy aktorów, ale także ich makijaż oraz mimikę, które to rzeczy z odległości stawały się niewidoczne.

Elijah Nightingale
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
33 y/o
For good luck!
185 cm
💰 właściciel w Nightingale Investments
Awatar użytkownika
But there’s no such thing as free. There are only different and more horrible ways to be enslaved.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3. os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prestiż miejsca miał dla niego mniejsze znaczenie niż to, czy mógł się w nim czuć swobodnie i anonimowo. Nie był żadną gwiazdą, ale skłamałby, twierdząc, że ludzie go nie kojarzyli. I nie zawsze wyrażali się o nim w superlatywach. Do takich miejsc wychodziło się po to, by odpocząć. Złapać oddech. A gdy zwracał na siebie niepotrzebną uwagę, czar takich chwil pryskał, a przy okazji narażał swoje towarzystwo na nieprzyjemności.
Na szczęście od czasu przybycia pod budynek nikt go jeszcze nie zaczepił. Może ktoś go rozpoznał, może rzucił mu mniej przychylne spojrzenie, ale nie powiedział nic na głos. To mu wystarczało. Na sali zgubi się w tłumie, a jeśli pechowo nie usiądzie obok kogoś, kto go zna, będzie to przyjemnie spędzony czas w doborowym towarzystwie. A przynajmniej na to szczerze liczył.
– To moja największa słabość – powiedział nieco ściszonym, rozbawionym głosem, jakby dzielił się z kobietą swoim odpowiednikiem kryptonitu. – Nie mogę nic na to poradzić. Osoby podzielające moje zainteresowania otrzymują kilka dodatkowych punktów przewagi nad całą resztą. Czy to sprawiedliwe? Zapewne nie. Czy jest mi z tym dobrze? Jak najbardziej.
Tak jak ludzie mówili o miłości od pierwszego wejrzenia, tak dla niego jej odpowiednikiem było spotykanie osób, z którymi miał coś wspólnego. Zgodna wizja świata, hobby, a może niechęć do własnego gatunku, to znaczy ludzi, którzy mieli pieniądze i nie potrafili ich dobrze wykorzystać. Nie szukał w nich przyjaciół. Nie ufał nikomu po pierwszym spotkaniu. Był jednak otwarty na takie znajomości. Chciał się lepiej poznać, a może nawet powtórzyć wyjście, jeśli to pierwsze zostawiło po sobie sympatyczne wspomnienia.
– To doskonale się składa. Bo moje towarzystwo wygląda zniewalająco, więc miło mi, że nie odstaję – odparł, choć tak naprawdę nie był pewien swojej blond czupryny. Wszyscy powtarzali mu, że wygląda dobrze. Że to niecodzienny powiew świeżości w jego – jak dotąd – stonowanym wizerunku. Sesja zdjęciowa wyszła wybornie. A jednak gdzieś z tyłu głowy kłębiły mu się myśli, że trochę za bardzo zaszalał. Że na takie zmiany był zbyt poważnym człowiekiem i ktoś mógł to odebrać jako kaprys kogoś nieprzystosowanego do poważnych interesów. Chciał się mylić. – A wiesz, że to bardzo świeża zmiana? Zaledwie kilkudniowa. Nie miałem nawet okazji wrzucić bardziej aktualnych zdjęć, za co przepraszam.
Były to raczej przeprosiny z kategorii bo wypada niż bo naprawdę mi przykro. Wciąż przecież wyglądał podobnie jak na profilu. Zjawił się po prostu w nieco lżejszej, odświeżonej wersji siebie. Zapewne też mniej przytłaczającej.
– Jak na Toronto, bardzo spokojnie na ulicy. Zero korków – dodał, trochę sam nie dowierzając własnym słowom. To nie była codzienność w tym mieście. A może nawet luksus, który doceniłby bardziej w dni, kiedy gdzieś się spieszył.

Rozejrzał się po wnętrzu. Miejsce miało już swoje najlepsze lata za sobą, ale wciąż służyło swojemu celowi, a to było chyba najważniejsze. Przypominało mu trochę londyńskie teatry na West Endzie. Niektóre z zewnątrz niemal odrzucały swoim zaniedbaniem, za to w środku bywały nawet przytulne, choć pachniały starymi meblami.
– Poniekąd tak? – Zadał retoryczne pytanie, bo znał na nie odpowiedź. Każdy mógł zarejestrować się na maplinderze, a to, że osoby ich pokroju były w mniejszości, było urokiem czasów, w których przyszło im żyć. – Określenie dinozaury, które słyszałem wielokrotnie od młodszych ode mnie, chyba doskonale tu pasuje. Do starości nam daleko, ale nasze zainteresowania są trochę nieaktualne w oczach ludzi w podobnym wieku. Tak za dziesięć, może piętnaście lat to byłby idealny czas na teatry, opery i inne, podobnie nudne zajęcia – wywrócił oczami na samo to określenie. Dla niego nużące było bieganie po boisku za piłką, ale o nikim tak wprost się nie wyrażał.
Gdy dotarli do swoich miejsc, uśmiechem wyraził zadowolenie z ich położenia.
– Też jesteś fanką bliższych rzędów? Tak, żeby widzieć wszystko, co dzieje się na scenie, ale też doskonale czytać emocje malujące się na twarzach aktorów? – zapytał, rozglądając się po zapełniającej się sali. Zapowiadało się, że dzisiejszego wieczoru nie pozostanie wiele pustych miejsc. – Czy życzy sobie pani czegoś z baru? Chyba mamy jeszcze kilka minut.
Musical zaczynał się za niecałe osiem, ale ludzie wciąż zajmowali swoje miejsca, szczególnie na balkonie, więc spodziewał się przynajmniej pięciominutowego opóźnienia.

Ophelia Attwood
36 y/o
Indulge in local cuisine
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I could play the doctor
I can cure your disease
If you were a sinner
I could make you believe
Lay you down like one, two, three
Eyes roll back in ecstasy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bywało, że właśnie w tych podrzędnych operach i teatrach trafiało się na prawdziwe perełki czy też może nieoszlifowane diamenty. Jak wielu mogło być wspaniałych artystów, którzy jeszcze zwyczajnie się nie przebili i nie posiadali tej popularności na jaką zasługiwali? Ophelia mogłaby pójść o zakład, że wielu z nich mogłoby odmienić oblicze współczesnych produkcji streamingowych, w które często po prostu wciskano ładne twarze, za którymi niekoniecznie stał talent.
Im dłużej zwlekali z wejściem do sali, tym większe było prawdopodobieństwo, że będą to robić w ścisku. Sporo osób zawsze zjawiało się niemal na ostatni moment, bo nie chciało im się najzwyczajniej czekać zbytnio na rozpoczęcie spektaklu lub zwyczajnie natrafili na utrudnienia po drodze. Już powoli robiło się tłoczno, ale całe szczęście wciąż dane im było zachować odrobinę przestrzeni dla siebie.
— Ale to chyba naturalne — stwierdziła jeszcze na jego słowa, gdy tylko przyznał się do swojej słabości. — Lubię poznawać ludzi o różnych zainteresowań, licząc, że może zarażą mnie czymś nowym i pokażą coś ekscytującego lub zwyczajnie ciekawego, ale kiedy ktoś ma podobne zainteresowania oraz gust to zyskujesz gwarancję tego, że spędzicie wspólnie czas na czymś, co wam obojgu się spodoba i będziecie mogli prowadzić interesujące konwersacje… Dlatego cieszy mnie, że trafiłam na kogoś, kto jest pasjonatem sztuki.
Nie nastawiała się na to, że cokolwiek wyjdzie z tego spotkania. W końcu mogło wyjść różnie, ale gdyby mieli to kiedyś powtórzyć i zostać chociażby znajomymi, którzy mogli prowadzić wspólnie dyskusje, wymieniać się myślami, a czasem dokądś razem wychodzić to na pewno Attwood byłaby bardzo zadowolona.
— Tak, zdecydowanie pasujemy do siebie wizualnie. Bardzo atrakcyjna z nas para — powiedziała, uśmiechając się na jego komplement, który nie wybrzmiał mimo wszystko szczególnie banalnie, choć te miały ku temu tendencję. — Nie masz za co przepraszać. W końcu nikt nie wymaga od ciebie, żebyś każdą zmianę na bieżąco wprowadzał do apek i social mediów. Najważniejsze, że nie przeszłam obok ciebie, uznając, że jesteś kompletnie innym facetem. Potem wyszłabym na taką, co cię wystawiła.
To jednak był pewnie mało prawdopodobny scenariusz. Zapewne udałoby im się rozmówić na komunikatorze aplikacji lub Elijah mógłby ją zaczepić, gdyby tylko mu mignęła. No, ale skoro przeprosiny również nie były jakimś poważnym wyrazem skruchy to mogła sobie pozwolić na coś podobnego.
— To brzmi aż podejrzanie. Miejmy nadzieję, że nie będzie gorzej, gdy wszystko się skończy — rzuciła jeszcze, bo czasami dotarcie do domu z większego eventu potrafiło być pewnym wyzwaniem.
Zapach starych mebli czy nawet lekko wytarte obicie foteli jej nie przeszkadzało. Wszystko było w porządku tak długo jak w lokalu była zachowana czystość, a aktorzy dawali z siebie wszystko. Być może właśnie w tych bardziej podupadłych lokalach można było liczyć na to, że doświadczy się czegoś prawdziwego. Zwyczajnie miały one swoją duszę. W przeciwności do niektórych zdecydowanie zbyt nowoczesnych budynków, które były wznoszone i dekorowane na współczesną modłę.
Prawie zaśmiała się, gdy tylko Elijah wspomniał, że byli dinozaurami. Pewnie dla niektórych tak mogło być. Zwłaszcza, gdy chodziło o zainteresowanie operą czy baletem. Tylko czy wciąż nie istniało sporo młodych zainteresowanych różnymi gałęziami sztuki? Tylko, że głównie mógł to być teatr muzyczny oraz podobne rozrywki dla bardziej artystycznych dusz.
— Nie obce mi inne rozrywki, ale może lepiej już się przygotować na starość? Niektórzy robią to przez plany emerytalne, a my staramy się zobaczyć jak to byłoby być aktywnym seniorem — rzuciła z widocznym rozbawieniem na jego słowa.
Całe szczęście, że nie czekało ich szczególnie dużo przepychania się przez innych ludzi. Miejsca były usytuowane blisko jednego z przejść pośrodku rzędu. Ominęli zatem jedną starszą parę oraz jedną nastolatkę po czym mogli zasiąść na wyznaczonych miejscach.
— Oczywiście, że tak. Jeśli już przychodzę w takie miejsca to w miarę możliwości chcę mieć jak najlepszy obraz i chłonąć szczegóły. Choć czasem nie wiadomo gdzie skupić wzrok i trudno wszystko omieść spojrzeniem — odpowiedziała jeszcze w kwestii wybranych miejsc. - Na ten moment podziękuję, ale ty się nie krępuj. Myślę jednak, że mogę wyskoczyć do baru w przerwie.
Na razie nie czuła żadnej potrzeby zorganizowania sobie przekąski czy drinka, a i wolałaby się nie przeciskać przez napływające do sali fale widzów, które z pewnością mogłyby jej utrudnić sprawne dotarcie do baru i z powrotem.

Elijah Nightingale
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
33 y/o
For good luck!
185 cm
💰 właściciel w Nightingale Investments
Awatar użytkownika
But there’s no such thing as free. There are only different and more horrible ways to be enslaved.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3. os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Elijah z natury cenił na deskach teatru doświadczonych i wybitnych w swoim kunszcie aktorów, ale czasem bardzo pozytywnie zaskakiwali go ci, którzy występowali jako dublerzy. Zdarzało mu się chodzić na niektóre musicale i przedstawienia kilka razy: najpierw na zaproszenie twórcy, potem z kimś w ramach towarzystwa. Gdy trafiał wtedy na zastępstwa wśród aktorów, początkowo podchodził do nich z rezerwą i nie był przekonany. Jeśli jednak się spisywali i zapewniali świetną rozrywkę, łapał się na tym, że szukał, w czym grali wcześniej i jakie mieli plany, bo chętnie zobaczyłby ich w czymś jeszcze. Bywało, że otwarcie mówił, że byli lepsi niż oryginalna obsada. Może ich aktorstwo stało na niższym poziomie, ale dostrzegał w nich więcej emocji, zaangażowania i świeżości na scenie. To zawsze stawiał ponad tym, czy ktoś idealnie wypowiada wszystkie kwestie i czy potrafi zawsze stanąć w idealnym miejscu, tak by reflektor złapał go za pierwszym razem.
– Ja nie do końca wierzę w przyciąganie się przeciwieństw. Tak, świetnie, gdy mamy różne zainteresowania i czasem podchwycimy je od drugiej osoby. Ale zauważyłem, że działa to tylko w tych pobocznych, które nie determinują naszej codzienności. Bo jeśli, przykładowo, jedna osoba uwielbia podróżować, a druga woli zostać w domu lub zwiedzać tylko lokalnie, może pojawić się konflikt. Trudno mi wyobrazić sobie relację, w której zawsze podróżujemy osobno – pociągnął temat dalej. – Na szczęście wspólne wyjście do teatru to nieco mniejszy kaliber. No i doceniam, gdy ktoś jednak podziela tę pasję.
Nie żeby spotkania z kimś poznanym przez Maplindera traktował jakoś poważnie. Był to jego sposób na poznawanie zwyczajnych ludzi i zaznanie odrobiny normalności, której mocno mu brakowało. Każdy, kogo spotykał na co dzień, miał do niego jakiś interes: partnerzy biznesowi, kontrahenci, pracownicy albo po prostu osoby oczekujące od niego wsparcia finansowego. Zwykły obiad w restauracji był skrupulatnie zaplanowanym przedstawieniem, bo wybór miejsca, a nawet kuchni, potrafił znaczyć coś więcej niż tylko dzisiaj mam ochotę na. Dlatego wyjście z Ophelią było tak odświeżające. Nie musiał szukać drugiego dna w tym, gdzie poszli i na co, ani udawać, że dobrze się bawi.
– Prawda, prawda, ale słyszałem też, że ludzie potrafią pójść na całość w tym nieinformowaniu o zmianach w wyglądzie. Jak na przykład podawanie się za kogoś zupełnie innego – pokręcił głową z niedowierzaniem na samą myśl, że ktoś mógłby wykorzystać cudze zdjęcia na swoim profilu. – Nie pojmuję takich osób. Przecież prawda i tak wyjdzie na jaw. Rozumiem, że nie dla każdego liczy się wygląd, ale rozpoczynanie znajomości od kłamstwa mija się z celem. Jak komuś po czymś takim uwierzyć w cokolwiek? Choćby pozornie pasował do nas charakterem.
Należał do ludzi, dla których łgarstwo było gorsze niż jakakolwiek inna krzywda. Wolałby już, żeby ktoś zranił go fizycznie albo – gdyby faktycznie na to zasłużył – wydał policji, niż żeby go okłamał. Komuś takiemu nie potrafił zaufać już nigdy więcej. To była droga w jedną stronę, bez powrotu. A czy sam nie bywał kłamcą? Odparłby, że nie. Jeśli o czymś nie mógł mówić albo musiał coś zataić, mówił to wprost, ale nigdy nie podstawiał w to miejsce zmyślonej historii. Ktoś powiedziałby, że to dokładnie to samo, lecz w jego głowie wyglądało to inaczej. Wypowiedziany fałsz nabierał mocy. Przemilczenie nie było honorowe, ale nie wprowadzało w błąd. Co najwyżej zostawiało pytania bez odpowiedzi.
– Nie martwiłbym się na zapas. Może mamy dzisiaj szczęście i nie spotka nas chaos po wyjściu z budynku. Szczególnie jeśli nie korzystamy z transportu publicznego – och, jak on go nie znosił. Raz czy dwa po większym wydarzeniu w Londynie zdecydował, że skorzysta z metra. Żałował tego za każdym razem. Od tamtej pory – nawet gdy nie miał na miejscu własnego kierowcy – wybierał taksówki, choćby miał mocno za nie przepłacić.
Starość go nie przerażała. Nie z jego zgromadzonym majątkiem. Wiedział, że gdy przestanie pracować, a zdrowie zacznie odbierać mu niektóre przyjemności, będzie żył pełnią tego, co mu zostało. Nie potrafił sobie wyobrazić siebie jako podeszłego gościa siedzącego w fotelu przed telewizorem. To nie pasowało do jego charakteru.
– Staruszkami z klasą! – odparł w sympatycznym tonie, przepraszając kogoś, na kogo prawie wpadł, przechodząc obok grupy ludzi. – Ale na razie powstrzymajmy się od testowania innych przywilejów starości. Jak siwizna, bóle pleców czy ogromna kolekcja leków, których przeznaczenia już się nawet nie pamięta.
Sala zdążyła się już prawie zapełnić. Wyglądało na to, że nie przyjdzie im czekać na spóźnialskich.
– W sumie ten bar w przerwie nie brzmi wcale tak źle. Nie zostało wiele czasu do rozpoczęcia – zajął swoje miejsce, a na potwierdzenie swoich słów dostrzegł pracowników teatru z tabliczkami informującymi, że musical zaraz się zacznie, i prośbą o schowanie aparatów oraz innych urządzeń nagrywających. Zamilkł, a po kilku minutach światła w końcu zgasły.
Kurtyna poszła w górę, a pierwsze takty orkiestry sprawiły, że mimowolnie się uśmiechnął. Tytułowy numer 9 to 5 znał jak każdy, kto kiedykolwiek włączył radio, choć nie spodziewał się, że na scenie wybrzmi tak żywo. Trzy bohaterki w biurowych stylizacjach z lat siedemdziesiątych szykowały się do pracy w Consolidated Industries, a chór pracowników maszerował do biurek w rytmie, który wydawał się równie ciasny jak korporacyjny grafik.
Violet, doświadczona i nieco zmęczona pracownica, wprowadzała nowo przybyłą Judy w arkana biura w piosence Around Here. Nightingale zauważył, że aktorka grająca Violet w pierwszych minutach wydawała się odrobinę sztywna, jakby wciąż szukała właściwego rytmu, ale z każdą kolejną sceną czuła się na deskach coraz pewniej. Judy, tuż po rozwodzie i speszona nowym otoczeniem, miała w sobie za to ten niewymuszony wdzięk, który cenił ponad perfekcję. Pierwszy raz zaśmiał się cicho, gdy na scenę wkroczył Franklin Hart Jr. Aktor wprowadził go z taką dawką nonszalanckiej arogancji, że widownia zareagowała pomrukiem dezaprobaty, zanim ten zdążył otworzyć usta. Gdy w Here for You zaczął zalecać się do swojej sekretarki Doralee, Elijah uniósł tylko kącik ust. Doralee, grana przez drobną blondynkę z szerokim, południowym akcentem, odpowiadała na to z miną, która mogłaby zmrozić krew w żyłach.
Prawdziwy rozmach zaczął się wtedy, gdy trzy bohaterki, po wieczorze spędzonym w domu Violet, dały się ponieść wyobraźni i każda z nich zaczęła snuć własną wersję zemsty na szefie. Judy w The Dance O' Death zamieniła się w zjawiskową femme fatale w czerni, Doralee w Cowgirl's Revenge okazała się dziką cowgirl z lassem w dłoni, a Violet w Potion Notion przemieniła się w szaloną Królewnę Śnieżkę. Na jej widok roześmiał się głośno, wbrew własnej powściągliwości, i zaraz potem zaklaskał razem z resztą sali. Zerknął kątem oka na siedzącą obok Ophelię, ale szybko wrócił wzrokiem na scenę, żeby niczego nie przegapić.
Dalej akcja pędziła jak nakręcona. Pomyłka z trucizną na szczury, nerwowy wyścig do szpitala, a potem Joy to the Girls, w którym bohaterki wiwatowały z powodu rzekomej śmierci Harta, nim okazało się, że wcale nie umarł. Najgłośniej klaskał dopiero po Heart to Hart, w którym asystentka Roz wyznawała swoją obsesyjną miłość do szefa. Aktorka, która ją grała, niekoniecznie miała najczystszy głos w całej obsadzie, ale wypełniła scenę tak szczerym, komicznym oddaniem, że nikt nie potrafił oderwać od niej wzroku. Nightingale złapał się na tym, że w myślach już szukał jej nazwiska w programie. Dublerzy czy nie, to właśnie dla takich chwil chodził do teatru.
Pierwszy akt zakończył się w momencie, gdy bohaterki w Shine Like the Sun unieruchomiły Harta i zamknęły go we własnym domu w mechanicznej uprzęży nad łóżkiem. Na tym tle, nieco absurdalnym, ale pełnym energii, zabrzmiał finałowy chór, a reflektory zgasły dokładnie w chwili, gdy ostatni dźwięk zawisł w powietrzu. Sala wybuchła brawami, kurtyna opadła, a po chwili zapaliły się światła. Z głośników popłynął komunikat o dwudziestominutowej przerwie.
Klaskał jeszcze przez chwilę, nim opuścił dłonie. Wokół nich ludzie wstawali z miejsc, rozprostowywali nogi i ruszali ku wyjściom, a szmer rozmów szybko wypełnił salę.
– Dwadzieścia minut – powiedział, poprawiając rękawy. – Jeśli ruszymy teraz, mamy szansę uniknąć kolejki przy barze. Prowadzisz, czy mam przecierać szlak?

Ophelia Attwood
ODPOWIEDZ

Wróć do „Meridian Arts Centre”