ODPOWIEDZ
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

019
dead man walking
Noe był już na takim etapie zmęczenia, że poważnie zastanawiał się, czy nie powinien po prostu położyć się na jednym z wolnych stołów i przespać przynajmniej godziny. Brak prądu utrudniał im pracę, ale najwyraźniej nie przeszkadzał ludziom w umieraniu. Wręcz przeciwnie. Zwłok przybywało, obowiązków również, a on powoli tracił rachubę, ile godzin spędził już w zakładzie. Kawa przestała pomagać, plecy bolały go od ciągłego schylania się, a jedyne, na co miał ochotę, to wrócić do domu.
Pierwsze dziwne sytuacje próbował sobie jakoś racjonalnie wytłumaczyć. Otwarte drzwi? Może ktoś z pracowników zapomniał je zamknąć. Poprzestawiane narzędzia? Przy takim zapierdolu nietrudno było odłożyć coś w inne miejsce i kompletnie o tym zapomnieć. Sam przecież nie pamiętał już połowy rzeczy, które robił tego dnia. Problem polegał na tym, że z każdą kolejną sytuacją coraz trudniej było mu uwierzyć we własne wyjaśnienia. W pewnym momencie nawet zatrzymał się przy jednym ze stołów, przyglądając się leżącym na nim narzędziom, zanim pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Ja pierdolę, naprawdę potrzebuję urlopu - mruknął pod nosem, przecierając dłonią twarz.
Kiedy usłyszał pierwszy odgłos dobiegający z pomieszczenia, w którym przechowywano ciała, początkowo nawet się nim nie przejął. Uznał, że ktoś jeszcze kręci się po zakładzie. Dopiero drugie, wyraźne szurnięcie sprawiło, że przystanął. Przez chwilę nasłuchiwał, marszcząc brwi, po czym ruszył w stronę drzwi. Nie miał najmniejszej ochoty sprawdzać, co się dzieje, ale jeszcze mniej podobała mu się perspektywa pozostawienia tam kogoś, kto nie powinien mieć dostępu do pomieszczenia.
- Halo? Jest tam ktoś? - odezwał się, zanim zajrzał do środka.
Przez kilka sekund stał nieruchomo, próbując zrozumieć, na co właściwie patrzy. Jedno z ciał znajdowało się na podłodze, drugie leżało inaczej, niż powinno.
- No nie, kurwa. Nie ma mowy - powiedział cicho, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego.
Przez głowę przemknęła mu myśl, że ktoś robi sobie z niego wyjątkowo pojebane żarty. Zaraz jednak uświadomił sobie, że nie znał nikogo, kto dla głupiego dowcipu zrzucałby zwłoki na podłogę. Już miał wycofać się na korytarz i poszukać kogoś do pomocy, kiedy usłyszał skrzypienie. Skierował telefon w stronę chłodni, a gdy dostrzegł powoli wysuwającą się szufladę, poczuł, jak żołądek mu się zaciska.
- Okej... Okej, zajebiście - wymamrotał, cofając się o krok. - Albo ktoś mi czegoś dosypał do kawy, albo zaraz naprawdę stracę rozum. - Mimo znajomości zmarłych zdecydowanie preferował ich w stanie, w którym nie przemieszczali się bez pomocy żywych. I do tej pory współpraca układała im się całkiem nieźle. Teraz jednak nie zamierzał podchodzić do szuflady i sprawdzać, co znajduje się w środku. Nie był aż tak ciekawy. Serce waliło mu jak oszalałe, chociaż nadal usiłował przekonać samego siebie, że wszystko ma jakieś normalne wyjaśnienie. - Jeśli ktoś robi sobie jaja, to przysięgam, że to nie jest śmieszne! - zawołał głośniej, licząc, że zaraz usłyszy znajomy głos któregoś ze współpracowników. - Wyłaź, do cholery! - Nie otrzymał jednak żadnego wyjaśnienia i sięgnął wolną ręką do klamki. Zamierzał wycofać się na korytarz i sprowadzić kogoś, kto potwierdzi, że nie dostał właśnie halucynacji ze zmęczenia, bo jeżeli naprawdę zaczynało mu odwalać, to chyba najwyższy czas zmienić pracę.
Ruelle I. Prescott
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
ODPOWIEDZ

Wróć do „White Lily Funeral Services”