ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
What the worm was to the corpse, his sins would be to the painted image on the canvas. They would mar its beauty, and eat away its grace.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

008.
Nie lubił zmian. Nie lubił też stagnacji. Drący aksamit sprzeczności, jaki oblepiał pled jego własnego grzbietu, rozrywał się więc w ciele Richardsona raz za razem, gdy poddawał się kontrastującym w nim emocjom, obserwując jak strzępy tego, co uważał niegdyś za rozsądek, leżały smętnie tuż u jego stóp. W życiu bowiem jedynie bywał logiczny, a znacznie częściej pozostawał kapryśnym, niekonsekwentnym w działaniu artystą. Wszystko to dlatego, że choć czuł się obcy — nieprzystający do świata — i na pewnym poziomie nawet mroczny, nie wiedział przy tym, co dokładnie wolałby z siebie wydrzeć, a co zostawić. Chyba nigdy nie odnalazł w sobie dobrych proporcji, wciąż dostrzegając w swoim zachowaniu, czy w swoim myśleniu pewne skazy i pęknięcia.
Wspomniany w ostatnich wiadomościach do Eriki wadliwy system Lenny’ego nie był więc mrzonką, choć nie był również końcem. Nawet z pewnym jarzmem usterek, towarzyszącym mu przez całe życie, pozostawał operacyjny. A dziś…
… czuł nawet na sercu ciepło.
Pielesze minionego kontaktu otulały go spokojem, ale również pewnego rodzaju determinacją do czynienia dobrze, którą to myśl tego wieczoru łapał niespodziewanie w locie, przytulając ją wyjątkowo szczelnie do serca, mimo tego że wokół panowała grobowa niemal atmosfera.

Park przed cmentarzem był pusty, cichy;
skąpany w ciemnościach od czasu Blackoutu nie dawał się też ująć w żaden konkretny kształt. Cienie i przebłyski księżycowej łuny nie tylko nadawały temu miejscu melancholijnej aury, ale także rozpraszały krawędzie przedmiotów i naturalnego otoczenia. Jedynie potężny, stary dąb, odznaczał się grubą kreską pnia, prezentując swoją koronę na wejściu do parku.
To właśnie tutaj się umówili.
Stał więc pośrodku niczego, mając wrażenie, że wieczór zacierał się w ciemnościach, ale jednocześnie w oczekiwaniu na wszystko, czym miała go obdarzyć jego randka; na co prawdopodobnie nawet nie zasłużył.
Erika była przystępna, ciepła, pełna empatycznej aury, tak silnie kontrastującej z jej mrocznym, gotyckim wizerunkiem. I chyba to podobało mu się w niej najbardziej: ten rodzaj niejednoznaczności wydawało mu się, że rozumie i jest w stanie przygarnąć, mimo że serce, wzburzone przez własne poczucie oszustwa wobec niej, wybijało mocny, niedający się zignorować rytm.
Nie wiedziała kim jest. Nie tak do końca.
Natrętne cyklony myśli, przemierzające prędko jego głowę, nie dawały mu o tym zapomnieć. Rozbijały się o kanty różnych refleksji i ścigane przez winę — niczym rozpierzchnięte na niebie skrzydła, głośne i szeleszczące — koegzystowały dziś z nim. Przeklął cicho, poprawiając sweter, by rozgonić w ten sposób rozgardiasz własnych wątpliwości. Westchnął także ostatni raz przed dostrzeżeniem jej w cieniach uliczki, gdy ciało, drgające w naturalnej potrzebie poznania się, pochyliło się nieznacznie w kierunku dochodzącej do niego dziewczyny. Dopiero jednak, gdy była parę kroków od niego, wyciągnął w jej kierunku dłoń, choć nie do powitania, jak można było przypuszczać.
— Mam nadzieję, że pijesz kawę. Czarną. Kupiłem po drodze — rzucił na wstępie, pozwalając, by duży kubek z Tima Hortonsa zawiesił się bezpiecznie między nimi, jak bufor, dystansując ich ciała, gdy zamiast przytulenia, czy podania ręki, zdecydował się na przekazanie parującego pod wieczkiem napoju.
Jeśli jednak nie chcieli zasnąć pośród otaczającej ich ciemności, kofeina była dobrym rozwiązaniem. A przy tym dodawała temu spotkaniu odrobiny fizycznego ciepła, co akurat mogło mieć znaczenie w starciu z wieczornym chłodem.

Erika Lindberg
Ostatnio zmieniony pn paź 19, 2026 1:36 am przez Lenny Richardson, łącznie zmieniany 1 raz.
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
28 y/o
Dungeons & Dummies
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Daughters of darkness
Sisters insane
A little evil
Goes a long, long way
We stand together
No we're not afraid
We'll live forever
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od zawsze miała swoją pewną strefę komfortu. Nie drżała jednak ledwie na samą myśl o tym, aby postawić stopę poza jej granicami.
Nie widziała problemu w tym, że po raz kolejny umówiła się z kimś na pobliskim cmentarzu. Nie przerażały ją ciemności, bliskość zmarłych drzemiących pod ziemią, ani też fakt, że podobne spotkania towarzyskie z odpalaniem blanta od znicza mogłyby byś profanacją. Wiedziała, że nekropolia przy St. John’s ma do zaoferowania bardzo wiele, a ona chciała zobaczyć jaki urok dostrzeże w niej autor poczytnych kryminałów.
Było coś w twórczych ludziach, co ją przyciągało. Nie zakładała, że z tego spotkania wyjdzie cokolwiek poza czymś na kształt przyjaźni czy zwyczajnej znajomości. Lenny zakładał też seks. Ona nie wykluczała tej możliwości. Zostawiała otwarte drzwi, a przez nie mogło przejść dosłownie cokolwiek. Nie lubiła planować. Wolała, gdy rzeczy toczyły się swoim torem i chciała po prostu zobaczyć jak to będzie spotkać się z pisarzem i poznać go osobiście.
Miasto od dłuższego czasu skąpane było w ciemnościach, które otulały je ciemnym całunem. Można było zobaczyć w całym jego ogromie jedynie nikłe punkciki światła: lampy solarne, świece w oknach, a w niektórych blask lamp zasilanych przez generatory prądu. Był to na pewno przedziwny czas. Zapewne nie powinna wychodzić z domu, a tym bardziej na cmentarz. Po ciemku. Po to, aby spotkać się z nieznanym jej dotąd mężczyzną. Można było jej pogratulować instynktu samozachowawczego. Może jednak powinna przyjąć ofertę Gabrieli, która proponowała jej broń palną? Pewnie dzięki temu mogłaby być bezpieczna. O ile tylko nie zrobiłaby sama sobie krzywdy.
Światło księżyca było dosyć wątpliwą formą oświetlenia. Nie potrafiło w odpowiedni sposób zarysować kształtów otaczających ją elementów miejskiej infrastruktury i niknęło, co jakiś czas między chmurami. Całe szczęście była w stanie dostrzec postać mężczyzny, który czekał na nią w umówionym wcześniej miejscu. Uśmiechnęła się sama do siebie, powtarzając sobie w duchu, że przecież na pewno nie będzie tak źle. Bijące jednak mocno w jej piersi serce zdradzało drobne oznaki stresu i pompowało żyłami adrenalinę w żywym rytmie.
— Hej. Mam nadzieję, że nie czekałeś zbyt długo — powiedziała w ramach typowego przywitania, zbliżając się do niego powoli.
Raz jeszcze mogła przeklinać tę wieczorną porę i brak światła, bo przez to nie była w stanie dokładnie dostrzec jego twarzy. Nijak nie mogła ocenić czy wyglądał podobnie do mężczyzny ze zdjęć oglądanych na ekranie telefonu, ani czy realna wersja była dużo bardziej pociągająca od tej widniejącej w internetowym świecie.
Propozycja kawy sprawiła, że jej uśmiech stał się nieco bardziej nerwowy. Kącik ust drgnął, gdy starała się wciąż zachowywać dosyć kulturalnie. Jednocześnie jej głowę przecinała gonitwa myśli, które gnały w zastraszającym tempie po jednym torze, aby wygrać trwający ułamki sekund wyścig i zdecydować o tym, co powinna w tej sytuacji zrobić. Jakie wyjście było tym właściwym?
— Naprawdę doceniam to, że o mnie pomyślałeś — powiedziała, przyjmując kubek, a opuszki jej palców w naturalny sposób zetknęły się ze skórą jego dłoni, gdy tylko przyjmowała gorący napitek, który pewnie mógł ją skutecznie rozgrzać. — No, ale jeśli chcesz poznać jeszcze jedną ciekawostkę to…
Na chwilę zawiesiła głos. Nie miała pewności czy postępuje na pewno słusznie. Pewnie powinna po prostu przyjąć kubek i wypić z niego kilka łyków, udając, że jej smakuje. Mogła też liczyć na to, że przez cały czas trwania randki nie zauważy, że w ogóle nie ruszyła tej kawy czy też wylać ją pod jakimś cisem porastającym cmentarz, ale zamiast tego zdobywała się na szczerość… Bo chyba właśnie to ludzie potrafili docenić w innych.
— Nie pijam kawy. Żadnej. Nigdy nie umiałam się do niej przekonać — przyznała w końcu.
Było to na pewno niecodzienne wyznanie, biorąc pod uwagę jak wielkim kultem otaczany był ten napój, ale nie mogła zmienić tego kim była. Inni mogli po prostu zaakceptować ją, taką jaką się urodziła i nie próbować na siłę wciskać jej tego boskiego (rzekomo) nektaru, wmawiając jej, że po prostu nie trafiła na odpowiednią kawę. DLa niej żadna nie była odpowiednia i z tym należał się pogodzić.

Lenny Richardson
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
What the worm was to the corpse, his sins would be to the painted image on the canvas. They would mar its beauty, and eat away its grace.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rozmyty w oddali kształt sylwetki z początku przypominał ledwie plamę lub cień. Jeden z wielu, jakie nakładały się na siebie przy aktualnych, panujących w mieście ciemnościach. Jedynym źródłem światła wydawała się dziś jasna łuna księżyca z dopiero co ubywającym garbem, co dawało im dostatecznie duże ułatwienie dla oczu, by nie zginąć dziś w totalnej czerni.
Pierwsze, co w niej rozpoznał przy bliższym dystansie, to mocny makijaż i ciemne, wtopione w tło ubranie. Wyglądała zjawiskowo, ale również onirycznie, jakby niesiona na skrzydłach tej nocy, miała zaraz ulecieć. Uśmiechnął się nawet lekko do tej myśli, mając cichą nadzieję, że jednak nie zakończą spotkania na nagłej jej ucieczce. Byłoby szkoda. Plan z odpaleniem odprężającego jointa przy nagrobkach wydawał się całkiem przyjemny, potrzebował tego od dawna, i nawet swojego czasu próbował uskutecznić podobny scenariusz w Kenorze, gdyby nie fakt nieprzewidzianego spotkania z obcą mu kobietą na cmentarzu. Teraz mógł jednak za obopólną zgodą rozgościć się z ziołem między wargami, w zastępstwie za inne, znane mu pieszczoty ust.
— Przyszedłem dosłownie chwilę przed Tobą — uspokoił ją od razu, nie unosząc tonu. Zresztą, sposób w jaki mówił zwykle sprowadzał się do zrównoważonego akcentu i naturalnej barwy głosu, nakrapianej ciepłym i czystym barytonem. Mówił z dość powszechnym, kanadyjskim akcentem, ale melodyjnie i z imponującą kontrolą, ukrytą między głoskami.
— Och — skwitował moment przejęcia kubka, rejestrując krótki urywek ciepła, dogasający szybko na wierzchu jego dłoni, gdy odsunął ją od Eriki i od przejętej przez nią kawy. Nie miał pojęcia, że dziewczyna nie pije kofeiny.
— W takim razie możesz potraktować ją jako chwilowy termofor — zaproponował, choć nie chciał napierać na tę opcję. Równie dobrze mogła wyrzucić kubek do kubła na śmieci.
— Jeśli kiedyś uznamy, że robimy powtórkę, to przyniosę termos z herbatą, ok?
Wyczuł w niej napięcie, a raczej dostrzegł to w przerwach między wypowiedziami, w trakcie których narastały między nimi niezręczne emocje. Choć nie zawsze miał w nawyku podążać za tym nastrojem, dzisiaj – w ciszy, w całunie wieczoru i przy generalnej ciężkości, jaka rozchodziła się wokół nich za sprawą cmentarnej aury – poczuł na sobie lekki tonaż tej emocji. Trochę jak uszczypnięcie na barkach, które spięło je momentalnie.
— Możesz też ją wyrzucić — dodał do poprzedniej swojej kwestii, nie chcąc pozostawiać między nimi dodatkowych niedopowiedzeń. Liczył na to, że dzięki szczerości będą mieli miejsce na inne emocje, niż skrępowanie.
Pomiędzy jedną, a drugą wypowiedzią, upił własną kawę, czując naglącą potrzebę bliskości z ciepłem i z czymś nieco bardziej pobudzającym, niż ciemność otoczenia.
— Palę zazwyczaj w okresie jesienno-zimowym, jak najdzie mnie chandra. A Ty? — zaczął bezpiecznie od luźnego pytania, nim ruszyli w kierunku cmentarza, majaczącego na widoku za kościołem.

Erika Lindberg
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
28 y/o
Dungeons & Dummies
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Daughters of darkness
Sisters insane
A little evil
Goes a long, long way
We stand together
No we're not afraid
We'll live forever
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Póki chmury całkowicie nie zasnuły niepełnej tarczy księżyca, Erika wolała nie sięgać jeszcze po telefon czy kieszonkową latarkę, która od czasu blackoutu zdawała jej się towarzyszyć nadzwyczaj często. Tak na wszelki wypadek. Na razie jednak była w stanie zaakceptować niewyraźne kształty, których kontury pozostawały niewyraźne, jeśli nie zbliżyło się do nich na odpowiednią odległość. Zresztą, było coś niezwykle malowniczego w krajobrazie namalowanym jedynie odcieniami szarości.
Nie była dziewczyną, która spędzała szczególnie długie godziny na przygotowywaniu starannego makijażu czy stroju na randkę. Zwłaszcza, że było to ich pierwsze spotkanie, które miało polegać na wypaleniu skręta na cmentarzu. Pewnie inaczej byłoby, gdyby mieli udać się do jakiegoś eleganckiego lokalu czy specyficznego baru. Przykładała zwyczajnie taką samą wagę do swojego wyglądu, jak zwykle, gdy tylko wychodziła z domu. Zwłaszcza, że wieczorne powietrze zaczynało powoli kłuć chłodem, wymuszając na niej założenie ciepłej bluzy pod cienką kurtkę, którą uwielbiała nosić jesienią.
— W takim razie się cieszę. Nie chciałabym cię zostawiać zbyt długo samego na chłodzie — odparła, gdy tylko pisarz zapewnił ją, że nie pozwoliła mu czekać zbyt długo.
Wciąż nie miała pojęcia, w jaki sposób powinna odcyfrować jego reakcję na przyznanie się do bycia poza kręgiem kawofili. Domyślała się, że nie było zbyt wielu takich ludzi i większość po prostu przyjęłaby kawę i wypiła ją. Nawet jeśli odbiegałaby w jakimś stopniu od ich zwykłego zamówienia. Pewnie byli też tacy, którzy narzekaliby na to, że nie była to ich idealna kombinacja, ale ona… Nie piła żadnej. To była rzadkość.
— Tak właśnie zrobię. Rozgrzeję się, a potem zobaczę czy będziesz miał ochotę na wypicie drugiej — zasugerowała z delikatnym i może nieco niezręcznym uśmieszkiem.
To też była jakaś opcja. O ile tylko Lenny byłby skłonny do tego, aby przyjąć kolejną dawkę kofeiny. Wiedziała, że niektórzy unikali wlewania w siebie zbyt wiele kawy, a preferencji mężczyzny w tej kwestii jeszcze nie znała.
— Brzmi w porządku. Chyba, że umówimy się w jakimś lokalu, gdzie serwują napoje — odparowała natychmiast, bo póki nie skończyli jednego spotkania, to trudno było mówić o tym czy będzie kolejne i jak będzie no wyglądało. — Na pewno nie wyrzucę. Tak się nie robi.
Powoli rozluźniała się coraz bardziej w jego towarzystwie, a początkowa nerwowość związana z kawowym incydentem powoli się rozpływała w powietrzu, niknąc gdzieś w niebycie. Przynajmniej tyle dobrego.
— Ze mną jest tak, że najczęściej palę w towarzystwie. Na imprezie lub ze znajomymi, gdy proponują spędzenie w ten sposób czasu. Nic związanego z porą roku — przyznała jeszcze, gdy tylko powoli podeszli do furty w ogrodzeniu cmentarza. — Zwykle robisz to na cmentarzach czy masz do tego też jakieś inne miejscówki?
Całe szczęście brama nie była zamknięta. Mogli bez problemu wkroczyć na teren rozciągającej się wokół kościoła nekropolii i zanurzyć się w alejkach prowadzonych pomiędzy szarymi nagrobkami.

Lenny Richardson
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „St. John's Anglican Church”