Czasami wracała do tego jednego
co by było, gdyby. Gdyby po zeszłorocznym Jarmarku po prostu każda wróciła grzecznie do swojego domu i nic się nie wydarzyło. Czy Teddy i tak zaprosiłaby ją na Sylwestra do Mont Tremblant? Najpewniej tak, przyjaźniły się i April zawsze była jej oczywistym wyborem. Tylko że z Finch nigdy nic nie było do końca oczywiste. Równie dobrze mogła w ostatniej chwili wkręcić się w jakiś projekt i uznać, że nie ma opcji, żeby wyjechać, dopóki wszystkiego nie skończy przed Nowym Rokiem. Czy wtedy zaproponowałaby ten wyjazd komuś innemu? To wcale nie było takie nieprawdopodobne. Może Iris. Albo Jetta. Niewykluczone też, że gdzieś po drodze pojawiłaby się myśl, żeby zabrać ze sobą Riley. Jak to dobrze, że nie musiała rozważać żadnych alternatywnych scenariuszy i jednak April była chętna na spędzenie nocy w jej lofcie. A potem na wspólny wyjazd w góry. Najwyraźniej tak miało być!
Zaśmiała się głośno pod wpływem pacnięcia w ramię. No jasne, że rozumiała. Przez piętnaście lat były dokładnie w tym samym miejscu, z tymi samymi myślami gdzieś z tyłu głowy i tym samym strachem, o którym żadna nie mówiła na głos. Trochę jakby obie milcząco ustaliły, że lepiej tego nie ruszać. Bo to, co miały, było pewne. Sprawdzone. Nie chciały ryzykować i rozwalić czegoś, co działało. Przyjaźń, którą budowały przez tyle lat, była dla nich ważniejsza niż sprawdzanie, czy mogłoby być dla siebie kimś więcej. Dlatego odkładały to na bok i udawały, że nie widzą, że nic się nie zmienia. Tylko że się zmieniało. Bez wielkich momentów, ale w drobnych rzeczach. W tym, jak na siebie patrzyły i jak zawsze wybierały siebie nawzajem. I prawda była dość prosta - kochały się od dawna. Tylko żadna nie chciała tego nazwać. Łatwiej było przecież udawać, że to dalej tylko przyjaźń. I koniec końców to właśnie na niej wszystko się oparło. Bez niej nic z tego nie miałoby sensu!
—
Pamiętam, że Broussard był autentycznie wściekły. Aż mu się uszy czerwone zrobiły — pokiwała głową, bo April musiała poważnie ugodzić swoją nieuwagą. Jak to tak, żeby jego ulubienica wyprawiała takie rzeczy? Była chyba jedyną, która w ogóle go słuchała, kiedy reszta klasy miała go głęboko w poważaniu. Chłopcy strzelali z długopisów papierowym kulkami w sufit, a dziewczęta wolały plotkować. Głównie właśnie o tych chłopcach. Teddy zwykle rysowała coś na końcu zeszytu. Wtedy również podniosła wzrok znad kartki, kompletnie zaskoczona zaistniałą sytuacją.
Pamiętała również wspomnianą jeansową kurtkę, która upolowała w lumpie. Mama wypatrzyła ją pośród sterty męskich bluz. Kurtka też była męska, bo trochę zwisała Teddy z ramion, ale faktycznie wyglądała w niej
cool. I kosztowała jakieś śmieszne pieniądze!
—
Okłamałaś mnie? — ściągnęła brwi, bo nie spodziewała się takiej wersji wydarzeń. —
To ja potem robiłam za twoją skrzydłową, żebyś mogła poderwać Judy, a to cały czas chodziło o mnie? Trzeba było mówić, może przyszpiliłabym cię w tej kurtce do szkolnych szafek. Najlepiej przy wszystkich. Nawet przy samym Broussardzie. I przy Judy też — posłała narzeczonej rozbawione spojrzenie, odgarniając jej z twarzy niesforny kosmyk włosów za ucho. —
Dalej ją gdzieś mam, wiesz? Tę kurtkę. Mogę cię w niej przelecieć, jeśli chcesz. Spełnię chociaż jedną twoją fantazję z przeszłości. Albo i więcej, jeśli mi o nich opowiesz. Nawet te ze snów — uśmiechnęła się prosto w jej usta, zanim April pochwyciła zębami za dolną wargę.
Była ciekawa tych sennych marzeń. Ona też kilkakrotnie śniła o Finch w różnych, dwuznacznych sytuacjach. Zawsze budziła się potem z takim dziwnym uczuciem i przez cały dzień chodziła zblazowana. Do tego stopnia, że nie potrafiła spojrzeć przyjaciółce w oczy!
—
Ukarać, to ja cię powinnam za te licealne łgarstwa — stwierdziła mrukliwym tonem, muskając jej usta. —
A może to kolejna twoja fantazja? — odchyliła się, żeby móc na nią spojrzeć i dostrzegła w jej zielonych tęczówkach tańczące ogniki. Nie ma co się łudzić, April nigdy nie była grzeczną dziewczynką.
nie ma sensu szukać już, z nikim wcześniej nam nie było tak