-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Czuła się nieco zagubiona, bo miała wrażenie, że narzeczona wytrąca jej z dłoni więcej oręża niż ustawa przewiduje. Do jej dziwacznych zainteresowań należało przecież też odgrywanie ról i improwizowanie, a to zdawało się działać na ukochaną jeszcze gorzej niż te próby odczarowania jej problemu bycia zajętą. Ale na tym całym udawaniu miało się to przecież wszystko opierać. Bez tego byłaby po prostu April w kolejnym kretyńskim stroju, która na szczęście już rozkochała w sobie Teddy i mogła teraz popełniać takie błędy. A może problemem był jednak ten strój? Powinna wybrać inną postać? Problem w tym, że była święcie przekonana, że w takiej nietypowej dla siebie wersji bardzo się narzeczonej spodoba. Miała być przyjemną odskocznią i szansą pokazania się z różnych stron, których może nawet się po niej nie spodziewała. Może jednak trzeba było zostać przy Triss Merigold? To bardziej wpasowywało się w jej charakter, ale tamten strój chyba sprzedała lata temu. To może w ogóle nie powinna niczego zakładać? To znaczy nie żeby miała tu przyjść nago, tylko w czymś totalnie zwyczajnym. Tylko co niby wyjątkowego wtedy byłoby w tej randce? A może po prostu straciła zdolność do organizowania wyjątkowych rzeczy, za którą zawsze się bardzo ceniła?
Jej myśli przyspieszały z każdą sekundą, mknąć po jej głowie w tempie, które już dawno przestało być tym, co da się jakkolwiek ogarnąć. Wewnątrz jej łba było zdecydowanie za dużo April, a za mało June. Skarciła się w myślach za to rozproszenie i spadek pewności siebie. Na pewno nie mogła się teraz na tym skupiać, zostawi to sobie na inny raz.
— Doskonale — skomentowała uwagę o jej dobrym nastroju, choć nie słuchała zbyt uważnie, co strażaczka w ogóle do niej powiedziała. Dotarł do niej jednak ogólny sens i to musiało wystarczyć. Zaraz jednak musiała skupić się dużo bardziej, bo jej narzeczona zaczęła wymawiać jakieś mądre słowa na temat psów, które oczywiście kompletnie ją przerastały. Biedna Finch po prostu widziała fajnego TikToka z psem na desce i poszła za tą myślą. Tam nie było takich wywodów, tylko czadowa muzyczka.
— No... tak. Nie powiedziałam przecież, że treningi trwają długo — odparła, ostrożnie dobierając słowa, żeby znowu nie powiedzieć czegoś kretyńskiego. To była chyba całkiem niezła wymówka, prawda? Chociaż właściwie, jakby się tak nad tym zastanowić... nie. Ostatnie, co powinna teraz zrobić, to się zastanawiać. Musiała po prostu słuchać uważnie.
— Nie zaczęłam jeszcze trenować kotów ani jenotów, chociaż chciałam, więc na razie to tyle z moich sportowych sukcesów. — Uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami. Nauczenie akurat tych zwierzaków tego typu sztuczki pewnie nie było możliwe. Chociaż chuj je wie, może jenoty też mają tę całą piromanię czy jak tam brzmiało to słowo i są w tym zajebiste.
— Po prostu zostawmy temat pracy. Żadna przyjemność gadać o niej w wolny wieczór, prawda? Opowiedz mi lepiej o najstarszym zamku, jaki kiedykolwiek widziałaś. — Tym razem nie próbowała silić się na żaden flirciarski ton ani wymowne spojrzenia. Pytała całkiem zwyczajnie, naprawdę chcąc poznać odpowiedź i posłuchać nowego zestawu mądrych słów, które kobieta na pewno miała w zanadrzu.
Dzień tu bez Ciebie ma miarę tygodnia. Przestrzeń bez Ciebie - klaustrofobia
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Czyli masz bzika na punkcie sportu? Surfing to twoja ulubiona dyscyplina czy interesujesz się jeszcze jakimiś innymi? Pytam, bo dla mnie to totalna strata czasu — w tym miejscu machnęła obojętnie ręką. — Nie rozumiem, jak ludzie mogą pocić się dla własnej przyjemności. A bieganie z rana? To dopiero skrajna głupota! Po co to sobie robić? I dokąd tak biegną? — pokręciła głową, tworząc w swojej głowie obraz Tiffany, która nie znosiła aktywności fizycznej. To chyba całkiem niezła próba, żeby jakoś oddzielić postać od prawdziwej wersji siebie? Cholera wie, to nie Darling wcielała się w wyimaginowanych bohaterów w wolnym czasie.
Zejście z tematu pracy na coś luźniejszego wydawały się strzałem w dziesiątkę. Po robocie nie gadamy o robocie i takie tam. Tym bardziej że strażaczka nie wiedziała zbyt wiele o zawodzie taggerki. Na pewno brzmiało to okropnie nudno. O nie, czyli Tiff była zupełnie taką nudziarką, jak Teddy? Dobrze, że ta druga miała przynajmniej dość ciekawą profesję.
Schody zaczęły się dopiero, gdy Darling uświadomiła sobie, że nie zna zbyt wielu zamków. Sama chyba nie widziała żadnego. Ale Tiffany na pewno widziała ich mnóstwo, więc musiała kombinować. Rozwiązywała przecież krzyżówki i oglądała teleturnieje, coś tam jej w tym łbie zostało.
— Nie przypuszczałam, że fascynuje cię architektura — powiedziała, grając na czas. To nie tak, że wymyśli coś od strzału, a trudno tak gadać i myśleć jednocześnie. Wtedy przypomniała sobie pytanie z Milionerów. Jaka historyczna forteca w St. Augustine na Florydzie, zbudowana przez Hiszpanów w XVII wieku z coquiny, jest dziś pod opieką National Park Service? Chuj wie, co to jest coquina, ale pewnie jakiś rodzaj skały. Pokruszonej muszli czy innego ścierwa. — Nie widziałam zbyt wiele zamków, ale za to widziałam fortecę w Stanach. Castillo de San Marcos. Tak się nazywa — oznajmiła z nadzieję, że niczego nie przekręciła. Oby tylko June nie okazała się znawczynią starożytnych budowli. — Pytanie wynika z tego, że dużo podróżujesz? Wyglądasz na eksploratorkę — stwierdziła, chociaż trudno stwierdzić po czym. Pewnie po tych wysokich butach. — Na bank masz jakieś niesamowite historie ze swoich podróży — wsparła się łokciem o barowy blat, a głowę oparła na dłoni, gotowa wysłuchać pięknych opowieści.
myślę o tym zanim zasnę, chciałbym cię tutaj zatrzymać i mieć tylko dla siebie zanim wygasnę