ODPOWIEDZ
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że ten dzień będzie okropny. Energia, którą miała w sobie, gdy napisała wczoraj do mamy, gdzieś wyparowała. Sama nie wiedziała, skąd jej się to wczoraj wzięło. Chyba zwariowała. Ale teraz było za późno, żeby się wycofwać. Wszyscy zgodzili się na to dziwaczne spotkanie. Teddy nie miała absolutnie nic przeciwko, co było do przewidzenia. Fakt, że zgodzili się też rodzice, był dla niej zaskakujący. Myślała, że może ze zwykłej upartości postanowią się na nią wypiąć. Z drugiej jednak strony, nie bez powodu zdecydowała się napisać akurat do mamy, a nie ojca. Nie żeby była jakąś anielicą, ale zawsze sprawiała wrażenie mniej... wrogiej niż tato. Może mniej wymagającej? A może po prostu nigdy aż tak bardzo nie chciało jej się wdawać w dyskusje z córkami. W każdym razie – odpisała. April zaproponowała wspólną kolację i zapowiedziała, że przyjdzie z Teddy. Abigail podała konkretną godzinę i odpisała do zobaczenia. I tyle. Trudno było cokolwiek wyczuć z tych kilku liter. April nawet nie była pewna, czy ojciec będzie na miejscu, ale pewnie nie odpuściłby okazji oglądania kajającej się córki.
Westchnęła ciężko, gdy Teddy zaparkowała na podjeździe. Miała wrażenie, że żołądek podchodzi jej do gardła. Były nieco przed czasem, bo młoda Finchówna chodziła już po ścianach, byle tylko wyjść i się nie spóźnić. Nawet nie spędziła nieprzyzwoitej ilości czasu w łazience na szykowanie się! Wszystko zaplanowała w nocy. Nie zmrużyła oka, więc miała mnóstwo czasu, by przemyśleć, co na siebie założy, co powie i jakie słowa będą ostatecznym znakiem, że pora stamtąd wypierdalać. W jej wyobrażeniach oczywiście każdy rodzaj dialogu kończył się dramatyczną katastrofą. Miała wrażenie, że jej skóra dopasowuje się kolorem do stroju. Kto by pomyślał, że w ogóle miała w szafie takie barwy! Uzbrajała się w ten sposób głównie dla rodziców. Chciała wytrącić im z rąk chociaż jeden oręż. Nie będą jej mówić, że wygląda niepoważnie. Nie miała w sobie już tej buty i wściekłości, z jaką wyszła z domu ostatnim razem.
— A może jednak uciekajmy? Napiszemy, że miałyśmy straszny wypadek i w nim umarłyśmy — zasugerowała, przenosząc wzrok z wejścia na swoją narzeczoną. Plan miał w sobie kilka dziur, ale nie była w stanie się nimi teraz przejmować. Trudno było przechytrzyć Finchów, to przecież bardzo inteligentni ludzie. Zaczęła też zastanawiać się, czy na ścianie w jadalni został ślad po tym, jak rozwaliła tam kieliszek z winem. Może powinna przyjechać tu z farbą i zaoferować naprawdę? Nie, to dopiero byłoby kretyńskie. Nie mogła dać się aż tak poniżać. Za stara już na to była. Powinna w międzyczasie zmądrzeć, wziąć sprawy w swoje ręce i po prostu zacząć zachowywać się jak dorosły człowiek. A jednak w tym momencie wydawało jej się to paskudnie trudne. Czuła się jak durna piętnastolatka, która wie, że zaraz dostanie opierdol i szlaban za coś, czego w ogóle nie żałowała. Wcisnęła się jeszcze bardziej w fotel, licząc, że może po prostu rozpłynie się w niebycie i problem zniknie.

Tylko w Tobie nadzieja. Teraz chore serce otwieraj bez znieczulenia
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

049.

Od rana starała się utrzymać w sobie coś, co mogłoby uchodzić za pozytywne nastawienie, ale w środku umierała. Przerażenie nie było może spektakularne ani widowiskowe, bo nie drżały jej ręce i nie miała ataku paniki, ale dosłownie czuła, jak żołądek wywraca jej się na lewą stronę i zawiązuje w ciasny supeł. Wizyta w rodzinnym domu April miała być formalnością i konsekwencją ich decyzji. Znała jej rodziców, wiedziała, czego się spodziewać. I właśnie w tym tkwił cały problem. Nie, to był wyłącznie jej problem, sama od kilku dni nagabywała narzeczoną na spotkanie, więc teraz ma za swoje. Jeszcze do wczoraj wychodziła z założenia, że im szybciej poinformują ich o zaręczynach, tym lepiej. Tylko tak właściwie dla kogo lepiej? Na pewno nie dla Teddy, która dla Finchów była jak alergia na nabiał w ludzkiej postaci - niby nie śmiertelna, ale wywołująca natychmiastową reakcję odrzucenia.
Nie była w domu rodzinnym April odkąd skończyły szkołę średnią, a teraz miała tam wrócić. Już nie jako przyjaciółka, którą można jakoś jeszcze tolerować na obrzeżach przypadkowych spotkań, ale jako przyszła część ich rodziny.
Pamiętała, żeby ubrać się odpowiednio do sytuacji. Żadnych dekoltów. I stanik! Koniecznie stanik, żeby nie świecić cyckami przed Finchami. Przez chwilę nawet rozważała założenie golfu, przekonana, że malinka, którą narzeczona zostawiła jej na szyi na początku tygodnia, wciąż jest zbyt widoczna. Ostatecznie uznała jednak, że to lekka przesada, więc po prostu przypudrowała ślad na skórze.
Zgasiła silnik i zabębniła palcami o kierownicę. Głupi nawyk, który odzywał się zawsze, gdy coś ją stresowało. Mimo wszystko, słysząc propozycję April, szybko pokręciła głową. Nie mogły się z tego wykręcić, fingując własną śmierć, choć przez krótką chwilę ten pomysł zabrzmiał wyjątkowo kusząco. Podejrzewała jednak, że państwo Finch nie byli aż tak naiwni i nie połknęliby tej ściemy jak gęś kluski.
Nie możemy się teraz wycofać — oznajmiła stanowczo i dostrzegłszy, że ukochana próbuje wtopić się w fotel pasażera, odpięła pas i nachyliła się, żeby ująć jej twarz w swoje dłonie. — Na pewno nie będzie tak źle — zapewniła, próbując dodać jej otuchy. I sobie też. Ale czy na pewno nie będzie tak źle? A może będzie jeszcze gorzej. Fatalnie, na przykład. Nie mogła przecież myśleć w taki sposób. — Będziemy pięknie wyglądać i ładnie się uśmiechać. I potakiwać, nawet jeśli nie do końca będziemy się zgadzać z tym, co mówią. Pamiętaj, że to twoi rodzice. Kochają cię i chcą dla ciebie jak najlepiej. Nie unoś się, jeśli krzywo na mnie spojrzą i nie prowokuj, kiedy powiedzą w moim kierunku coś niemiłego. Dam sobie radę. I ty też świetnie sobie poradzisz — krótko musnęła ustami jej policzek. Lepiej nie kusić losu, gdyby Paul albo Abigail wypatrywali je przez któreś okno.
Teddy bardzo chciała zrobić dobre wrażenie. Może nie pierwsze, bo o to było trudno, skoro nie było to ich pierwsze spotkanie. Ani nawet nie drugie. Pozwoliła się poznać ze strony nastolatki, która wpycha ich córce język do buzi, więc trudno będzie zatrzeć ten niesmak. Miała jednak cichą nadzieję, że Finchowie dawno wymazali ten obraz z pamięci i posiadali z Darling choć jedno, przyjemne wspomnienie. O, może pamiętali, jak dokręciła im kran w kuchni? Albo wymieniła żarówkę na piętrze? Albo jak pomagała Kirze w matematyce przed ważnym sprawdzianie? Musiało być coś, czym w minimalnym stopniu im zaimponowała!

a może mi w końcu pozwolą odnaleźć swój sens i swój kolor. i chcę mieć to z tobą, więc ciągle ty
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sfingowanie własnej śmierci nie było głupim pomysłem. Siostry na pewno by się ucieszyły, bo to oznaczałoby, że spadek zostanie rozdzielony na dwie, a nie trzy. Więcej dla nich! April miałaby zdjęty ciężar z barków i wszyscy żyliby długo i szczęśliwie. Znaczy niby by umarli, ale żyli, więc... właściwie to nieważne. Teddy i tak nie była chętna na ten plan. Finch mruknęła wyraźnie niezadowolona pod nosem. To ma być niby narzeczeńskie wsparcie? Powinna kibicować jej pomysłom, a nie kręcić nosem. Ale niech będzie, tym razem jej wybaczy.
— Nie podoba mi się nic, co powiedziałaś po tym, że będziemy się ładnie uśmiechać — odpowiedziała, znów spoglądając w stronę budynku. W ogóle nie czuła w sobie psychicznej siły, która pozwoliłaby na konfrontację z rodzicami, ale z drugiej strony nie wybaczyłaby sobie, gdyby znowu zaczęła ulegać każdemu ich słowu. Była z siebie bardzo zadowolona po ich ostatniej rozmowie. Mogli to na pewno załatwić w bardziej cywilizowany sposób, ale jednak najważniejsze było to, że się wreszcie postawiła i to z przytupem. Chciałaby po prostu znaleźć balans. Nie dać sobie wejść na głowę, a przy okazji nie demolować naczyń.
— Od razu przepraszam cię za wszystko, co się tam wydarzy — burknęła, wysiadając z samochodu. Nie miała wątpliwości, że stanie się coś, co będzie wymagało przeprosin. Ktoś w końcu straci cierpliwość i palnie coś okropnego. W emocjach mogłaby zapomnieć, że jej narzeczonej należy się uwaga i troska. Na wszelki wypadek chciała ją nadbuować już teraz, by Teddy nie miała żadnych wątpliwości, że jest dla niej najważniejsza w świecie.
Zastygła na moment w bezruchu na tarasie, na szybko rozważając opcję gwałtownej ucieczki. Darling jednak miała rację, nie mogły teraz odpuścić. To byłby kretynizm. Poza tym – rodzice na pewno już zauważyli, że przyjechały. Jakby oddałaby im zwycięstwo walkowerem, to plułaby sobie w brodę już zawsze. Zebrała się więc w sobie do kupy i nacisnęła dzwonek do drzwi.
Dzień dobry. Cieszę się, że już jesteście przywitała ich Abigail Finch, gdy otworzyła drzwi. April przesunęła wzrokiem po jej sylwetce. Córki zdecydowanie czerpały od niej garściami, kradnąc w genach wszystko, co dobre. Czyli pewnie większość. Naprawdę była pod wrażeniem, że wyglądała równie dobrze, co dwadzieścia lat temu. I równie elegancko. Miała w sobie coś takiego, co sprawiało, że nikt nie brał tego za wymuszoną kurtuazję. Gdyby z nią nie mieszkała tyle lat, to mogłaby uznać, że zamiast spania, po prostu hibernuje się w tym stanie i co rano otwiera oczy ubrana w doskonale dopasowane stroje i z perfekcyjnym makijażem. April poprawiła rękaw swetra, bo od razu zaczęło jej się wydawać, że coś było z nim nie tak. Porównywanie się do Abigail nie było jednak uczciwie właściwie dla nikogo.
— Cześć, mamo. Świetnie wyglądasz. Taty nie ma? — Rozejrzała się uważnie po korytarzu, gdy weszły do środka, jakby co najmniej spodziewała się, że ojciec wyskoczy zza ociekacza na parasol. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Abigail wskazała gestem w stronę jadalni, zapraszając je w głąb domu.
Jest na górze. Rozmawia z jakimś klientem. Na pewno zaraz zejdziewyjaśniła, wchodząc do pomieszczenia. April od razu spojrzała w stronę sufitu, który oczywiście nie był transparentny. Wiedziała jednak, gdzie jest gabinet ojca. Liczyła chyba, że takie kontrolowanie, gdzie jest drapieżnik, da jej jakieś poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście nie dało.
Siadajcie. Pieczeń jeszcze dochodzi w piekarniku. Czego się napijecie? Kawy? Wody? Może whisky albo wina?Przy ostatnim słowie drgnęła jej brew, ale zadbała o to, by nie dać po sobie poznać większej liczby emocji. Zatrzymała się przy barku, najwyraźniej spodziewając się, że dziewczyny wybiorą alkohol.
— Pieczeń? — dopytała, czując, jak przewraca się jej w żołądku. W ogóle nie była głodna, ale jednak liczyła, że zostanie ugoszczona czymś innym niż wielki kawał mięsa. Usiadła na jednym z krzeseł, przy którym leżało już nakrycie.
Dla ciebie też coś mam. Więc?dopytała pani Finch, spoglądając to na nie, to na butelki.

I trudno mi się przyznać, że to wszystko nagle traci sens, Gdy Ciebie nie ma
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”