-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nikt nawet nie próbował doskoczyć i wyrwać Finch piłkę z rąk. Każdy stał jak kołek i obserwował dalszy ciąg wydarzeń, jednocześnie pozwalając, żeby miała swoje pięć minut. Albo sekund. Nie tylko mogła zdobyć punkt, ale też zawiesić się na obręczy jak jakiś Shaquille O'Neal. Była jednak o niebo ładniejsza i wbrew pozorom, miała zdecydowanie więcej gracji niż ponad dwu metrowy chłop, który ważył prawie sto pięćdziesiąt kilo. Darling jako jedyna zaklaskała z entuzjazmem w dłonie, bo reszta zdążyła już wrócić na swoje pozycje. Nie dawali jej szansy, żeby swobodnie zachwalała swoją narzeczoną na każdym kroku. Co za bezsens! Przynajmniej mieli kilkupunktową przewagę. Niedużą, ale jednak! Zawsze to jakiś zapas, zanim Donovan znów stwierdzi, że trzeba wziąć April na barana. Swoją drogą, ciekawe, czy takie zagrania były w koszykówce niedozwolone? Do tej pory nie widziała czegoś takiego podczas prawdziwych meczów, a przecież lubiła włączyć sobie włączyć WNBA i popatrzeć na ładne laski. To znaczy, obejrzeć prawdziwe, sportowe widowisko!
Zgrabnie przechwyciła piłkę od młodszego Secady i już miała się odwrócić, żeby podać ją Youngowi, który miał doskonałą pozycję do rzutu, ale wtedy od tyłu dopadła ją Finch. Dobrze, że w sportowym ferworze Teddy nie dawała się zbajerować tak, jak na początku!
— Pamiętam — odparła i nawet wypięła się trochę, chcąc odepchnąć ją tyłkiem. — Ale nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że prysznice tutaj są obrzydliwe — zerknęła na nią przez ramię. Ich spojrzenia spotkały się i Darling nie omieszkała naprzeć na ukochaną jeszcze mocniej.
Sala gimnastyczna przy remizie miała w sobie wiele uroku, jeśli ktoś bardzo chciał go tam znaleźć. Ale łazienki zdecydowanie do takich miejsc nie należały. Prysznice były stare i koedukacyjne, więc nie miały wiele wspólnego ani z komfortem, ani z prywatnością. Na ścianie wisiał rząd obluzowanych słuchawek, a woda ciekła z nich zimnym, kapryśnym strumieniem. Płytki na ścianach dawno straciły swój pierwotny kolor. W fugach osadził się ciemny nalot, który nie ustępował nawet po porządnym szorowaniu, a w powietrzu zawsze unosił się lekki zapach wilgoci. To zdecydowanie nie było miejsce, w którym April chciałaby spędzać więcej czasu, niż było absolutnie konieczne, żeby się odświeżyć.
— Ale mam dla ciebie niespodziankę — powiedziała, zapominając, że powinna zachować czujność. Nic dziwnego, że przez swoją nieuwagę nie zauważyła skradającego się Secady. — Po meczu nie wracamy do domu — mruknęła tajemniczo i wtedy zauważyła ruch. Zanim jednak zdążyła zareagować, Erik już wyszarpał jej piłkę z rąk. — Hej! — zawołała, ale na nic zdał się pretensjonalny ton. Czy on nie widział, że rozmawiały?! Teddy chciała go dogonić, jednak szybko stwierdziła, że nie ma szans. Ten punkt i tak był stracony. Może chociaż wzmianką o niespodziance trochę zdekoncentruję narzeczoną i ta zacznie popełniać jeszcze więcej błędów?
ona ma ze mną borderline, chciała border collie
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wzmianka o niespodziance nieco przewiała czarne chmury, które zaczęły zbierać się nad głową April. Przekrzywiła nieznacznie głowę, próbując od razu wyczytać z oczu narzeczonej, co konkretnie kombinowała. W głowie Finch pojawiło się mnóstwo pomysłów przyjemniejszego spożytkowania czasu niż zwyczajne pójście do domu, ale na który z nich wpadła również narzeczona? Musiała dowiedzieć się jak najszybciej! Cholera, a nawet nie wiedziała, ile trwa taki mecz. W pewnym momencie Erikowi udało się jednak odebrać piłkę strażaczce. Pognał przed siebie, zostawiając dziewczyny samym sobie. April, zamiast go gonić, żeby mu pomóc, objęła narzeczoną w pasie i szarpnęła mocno za jej koszulkę, by obrócić ją przodem do siebie. Złapała ją za kark, żeby nie zdążyła się wysmyknąć i wpiła się zachłannie w jej wargi, skupiając się wyłącznie na namiętnym pocałunku, który nie powinien nigdy przez nikogo zostać uznany za faul. Ktoś za nimi podskoczył, ktoś krzyknął, piłka odbiła się kilka razy od podłogi aż wreszcie wpadła do kosza, otoczona wiwatami, spośród których Finch usłyszała głos Donovana. Chyba się udało!
— No to już jest szczyt wszystkiego! — krzyknął Darnell, wskazując na parę, jakby dopuściły się jakiegoś świętokradztwa. April obróciła się w jego stronę i uniosła brew, wbijając w niego badawcze spojrzenie. Mieliła na końcu języka kilka żartów na temat tego, jakby mógł zacząć rozpraszać Ericka, jeśli tylko miałby do tego odwagę. Spojrzała nawet na Azjatę, a potem znowu na Darnella, aż w końcu się powstrzymała. Nie miała pojęcia, czy któryś z nich wyczuł, co się święci, chociaż Secada odchrząknął nerwowo i odbiegł na drugi koniec boiska.
— Może wszyscy po prostu uznamy, że nasza drużyna wygrała i każdy pójdzie w swoją stronę? — zaproponowała, ocierając wierzchem dłoni pot z czoła. Mecz trwał już przecież tak strasznie długo, ileż można! Zmęczenie jeszcze nie przejmowało nad nią kontroli, mogłaby jeszcze na spokojnie pobiegać, ale po tym, co usłyszała od Teddy, straciła nieco zapału do gry.
Zobacz na te inne suki, grasz w zupełnie innej lidze
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Poczuła nagłe szarpnięcie za koszulkę, tak gwałtowne, że prawie straciła równowagę. Obróciła się odruchowo i z całym impetem wpadła prosto w ramiona narzeczonej. Nie zdążyła nawet zaprotestować. Przez krótką chwilę hałas na sali i piłka odbijająca się od parkietu przestały istnieć. April skutecznie wybiła ją z rytmu, a pocałunek okazał się na tyle niespodziewany, że Teddy aż zabrakło tchu. Kiedy w końcu się odsunęła, złapała łapczywie powietrze i zamrugała i zmarszczyła brwi, jakby właśnie przypomniała sobie o czymś szalenie ważnym. Ach tak, mecz! Za jej plecami od razu rozległy się przeciągłe gwizdy, okrzyki i komentarze chłopaków, którzy najwyraźniej uznali, że właśnie stali się świadkami największego skandalu sportowego w historii.
— Ej, halo! Przesada! — stwierdził Blaze, chociaż jedyne, co było tutaj przesadzone, to właśnie ich reakcje.
— Kartka! Dajcie im kartkę! — dołączył do protestów Jamal. Tylko po co, jak to jego drużyna trafiła do kosza i zdobyła punkt?
— Weźcie sobie pokój! — Johnsona natychmiast poparł jego brat. — To był faul emocjonalny! A publiczne okazywanie uczuć powinno być punktowane dla przeciwnej drużyny! — wymyślił na poczekaniu, mimo że sam pewnie chciałby być teraz całowany przez Secadę.
— No przecież nic takiego nie robimy! — rzuciła przez ramię Teddy. — Ja mam ręce przy sobie! — dodała natychmiast, unosząc je demonstracyjnie. Co było technicznie prawdą. Przynajmniej w tej konkretnej sekundzie. Cała odpowiedzialność za zaistniałą sytuację spadła więc na April. Darling posłała jej niewinne spojrzenie. Naprawdę nie rozumiała, skąd to zdziwienie. Finch powinna już wiedzieć, że kiedy strażaczka była pochłonięta rywalizacją, funkcjonowała trochę inaczej niż zwykle. Miłość miłością, ale sportowy zapał był jedną z niewielu rzeczy, które potrafiły skutecznie konkurować o uwagę Teddy.
— Po prostu uznajmy, że jest remis — zadecydowała w końcu. Nie miało najmniejszego znaczenia, że w koszykówce remisy właściwie nie istniały. Każdy, kto choć raz obejrzał mecz, wiedział, że w takiej sytuacji rozgrywa się dogrywkę. Darling jednak najwyraźniej uznała, że jej autorytet jest ważniejszy od oficjalnych zasad.
— Zagrajcie sobie trójki czy coś — machnęła ręką, jakby rozdawała zadania na szkolnym WF-ie. — Blaze, podejdziesz na moment? — poprosiła i podeszła do ławek, na których kotłowały się ich rzeczy. Odeszli na bok, a kiedy Young wcisnął jej coś w dłoń, wrzuciła to coś na dno torby i odnalazła wzrokiem April. Na jej twarzy pojawił się ten charakterystyczny uśmiech, który zwykle oznaczał, że coś kombinuje. — Mówiłaś, że chcesz zobaczyć prysznice? — skinęła głową w stronę drzwi prowadzących na korytarz, na końcu którego znajdowały się szatnie.
na salonach dzieła sztuki, nie ma suki drugiej takiej jak ty
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Naprawdę oburzacie się, że dwie laski się obok was całują, bo chcieliście porzucać sobie piłką do kosza? Nie wierzę. — Pokręciła głową wyraźnie zażenowana. Czy słyszała w życiu coś bardziej pedalskiego? Pewnie nie! A wiadomo, w jakim towarzystwie pracowała. To już boga w sercu trzeba nie mieć, żeby wybierać koszykówkę ponad takie widoki. Powinni im być wdzięczni i błagać o rady, skąd mają wytrzasnąć takie gorące dziewczyny dla samych siebie, a dla nich liczyły się wyłącznie punkty. I jak ona miałaby się kiedykolwiek zacząć tak naprawdę dogadywać z chłopami na jakimś metafizycznym poziomie? Nigdy nie dosięgną sedna wzajemnego jestestwa.
Wzruszyła ramionami, łaskawie zgadzając się na wersję z remisem. Wolałaby jednak, żeby wygrali, ale z dwojga złego lepiej w tę stronę. Jakoś przełknie tę pół porażkę, jeśli tylko będą mogli skończyć te cyrki. Z wielką radością pognała za narzeczoną w stronę szatni, nawet w międzyczasie nie rejestrując żadnych machlojek związanych z Blazem.
Weszła do szatni pełna pozytywnej energii, ale im były bliżej pryszniców, tym było jej gorzej. Pociągnęła kilka razy nosem, jakby chciała się upewnić, że wokół naprawdę unoszą się takie zapachy i nie zwariowała do reszty. Nie była przyzwyczajona do woni testosteronu, która zdążyła osiąść na kafelkach. Nie miała przecież braci, a jeden Paul nie wystarczał, by zamaskować damski zapach okalający rodzinny dom Finchów. Nigdy też nie mieszkała z więcej niż jednym mężczyzną na raz, więc to było dla niej totalnie nowe doświadczenie.
— O rany, ty nie żartowałaś o tych prysznicach. Teddy i ty tutaj na co dzień funkcjonujesz? Nie wiem, czy jakiś orgazm jest w stanie zamaskować to... wszystko. — Machnęła ręką w nieokreśloną stronę, chcąc chyba zaprezentować wszystko, co tylko je otaczało. Nieco przygasł jej entuzjazm związany z możliwością dobrania się tutaj do narzeczonej. Przekrzywiła niepewnie głowę, patrząc to na strażaczkę, to na prysznice. Może jednak wytrzyma jakoś do domu? Czy gdziekolwiek tak mają isć.
No chodź, ze mną, npokaż mi, to jedno z miejsc, które w twym mieście są, tak jak Ty gorące