30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Proponuję przy okazji zrobić kampanię reklamową. No wiesz, kilku roznegliżowanych strażaków pod hasłem "Te tyłki gaszą pożary. Przydałoby im się nie marznąć pod prysznicem" — podsunęła z rozbawieniem. Była przekonana, że koledzy z remizy znowu chętnie napięliby mięśnie do zdjęć. Teddy również mogłaby się poświęcić. Dla dobra sprawy, oczywiście!
Kątem oka widziała, jak April przegląda się w przedniej kamerze telefonu. Wyglądała świetnie. Jak zawsze. Darling zdążyła już zobaczyć wszystkie stany skupienia swojej narzeczonej i żaden z nich nie sprawił, żeby wzdychała do niej choć odrobinę mniej. Widziała już wszystkie możliwe wersje swojej narzeczonej. Niewyspaną, chorą, zasmarkaną, obrzyganą i owiniętą kocem niczym burrito cierpienia. Nawet taką, której fryzura przypominała efekt wyjątkowo nieudanej konfrontacji z gniazdem szerszeni. I ani razu nie przestała uważać jej za najpiękniejszą kobietę na świecie. Czy Finch naprawdę sądziła, że brak makijażu cokolwiek zmieni? Chyba czasami zapominała, że znają się trochę dłużej niż dwa czy trzy dni.
Świetnie — skwitowała krótko. Z tego, co kojarzyła, April nigdy nie miała problemu z wysokościami. Przynajmniej wtedy, gdy były nastolatkami i pakowały się na każdy rollercoaster, który wyglądał choć odrobinę niebezpiecznie. W tamtych czasach były przecież całkowicie nieśmiertelne. Albo przynajmniej bardzo mocno w to wierzyły. U Teddy niewiele się pod tym względem zmieniło, ale nie była już tak pewna, czy wszystkie dawne atrakcje przypadłyby dziś ukochanej do gustu. — W takim razie nie pozostaje ci nic innego, jak mi zaufać — mrugnęła do niej porozumiewawczo. Zresztą Finch nie miała za bardzo wyboru. Była uwięziona w samochodzie, a Toyota właśnie wtaczała się pod wysoki budynek o ośmiu naziemnych kondygnacjach. Auto nawet nie zdążyło się porządnie rozpędzić, ale wyskakiwanie w trakcie jazdy nadal pozostawało raczej kiepskim pomysłem.
Na moment przeniosła wzrok na osiedle, które wskazała narzeczona. Faktycznie nadawało się na szybki numerek. Jak właściwie każde inne osiedle. Dodatkowym atutem był zapadający zmroki fakt, że coraz mniej ludzi kręciło się po okolicy. Ale to przecież nie było częścią planu. Przynajmniej na razie!
Po chwili zatrzymały się przed szlabanem blokującym wjazd do budynku. Teddy nachyliła się do schowka, wyciągnęła z niego lekko pognieciony bilecik i przyłożyła kod do czytnika. Coś piknęło i szlaban zaczął się podnosić. Wjechała do środka i skierowała samochód na spiralny podjazd prowadzący na kolejne, otwarte poziomy. Na twarzy strażaczki pojawiał się uśmiech zadowolenia Wyjątkowo dobrze bawiła się świadomością, że April wciąż nie ma pojęcia, dokąd właściwie jadą!
Na ostatnim piętrze parking nie był już typową, ciasną kondygnacją z wyznaczonymi miejscami postojowymi. Zamiast tego znajdowała się tam duża, otwarta przestrzeń bez podziału na stanowiska, a widok na miasto rozciągał się we wszystkie strony. Na środku tej otwartej przestrzeni stał wóz strażacki. Na karoserii widoczne były ślady intensywnego użytkowania - drobne rysy, przetarcia lakieru i miejscowe odbarwienia. Wyglądał na w pełni sprawny, ale miał już za sobą najlepsze lata, podczas których dzielnie służył w 132 jednostce i w końcu trzeba było się z nim pożegnać.
Mówiłam ci, że mamy w jednostce nowy sprzęt, prawda? — Teddy zatrzymała samochód tuż obok tego służbowego. — Poprosiłam, żeby przetrzymali go tutaj do jutra, zanim trafi... w sumie nie wiem gdzie. Pewnie gdzieś na obrzeża prowincji. Albo po prostu go zezłomują — wyjaśniła, w oczekiwaniu na jakąś reakcję. Nie miała sposobności, żeby ot tak przewieźć narzeczoną wozem strażackim, ale przecież obiecała, że kiedyś będzie mogła sobie w takim poruchać posiedzieć.

dobrze cię znam, ale lubię jak mnie kmninisz
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ufała jej całkowicie. Nie zmieniało to faktu, że strasznie chciała wiedzieć teraz, już i natychmiast. Nie miała wątpliwości, że miejsce, do którego zabierze ją Teddy, będzie świetne i będą się tam doskonale bawić, ale potrzebowała jakichś konkretów. Bujać w obłokach to mogła przy własnych hobby. Darling była tą dużo pewniej stąpającą po ziemi, więc nie powinna kombinować i drwić z biednej Finch. A jednak to robiła i zdawała się przy tym doskonale bawić. Trzeba się zastanowić, czy to podchodzi pod znęcanie psychiczne.
Natychmiast spojrzała na przedmiot, po który narzeczona sięgnęła do schowka. Miała ochotę złapać ją za nadgarstek i wyrwać owe coś z dłoni, ale to byłoby już jakieś paranoiczne. No i to okazał się tylko bilecik, czyli absolutnie nic, na co powinna rzucać się jak wygłodniałe zwierzę. Wychyliła się nieco zza sylwetki narzeczonej, żeby spojrzeć na maszynkę przyjmującą bilety, ale nie miała na sobie żadnych konkretnych napisów, które mogłyby sugerować, gdzie teraz wjeżdżają. Wypuściła tylko powietrze przez nos, godząc się z porażką i wbiła się głębiej w fotel. Czekała je droga przez zakrętasy, więc to właściwie był bardzo dobry pomysł na teraz.
Ostatnie, czego spodziewałaby się na dachu, to wóz strażacki. A lubiła wchodzić na dachy! Głównie w ten legalny sposób, ale zdarzało się też przecież inaczej. Nigdy jednak nie spotkała tam wozu strażackiego. Widziała masę nudnych samochodów osobowych na parkingach, to jasne. Zdarzały się foodtracki, budki z lodami i jakiś niesamowicie nowoczesny samochód, na widok którego Kira pewnie by się posikała, a April nie była w stanie przypomnieć sobie nazwy, mimo że marka sponsorowała event, na którym to się wydarzyło. Ledwo się powstrzymała, by wysiąść z jadącego samochodu. Wystrzeliła z niego jak z procy, kiedy tylko narzeczona wreszcie się zatrzymała. Otworzyła szeroko usta i podeszła bliżej wozu. Zastukała kilka razy w blachę, jakby musiała sprawdzić, czy to nie była jakaś iluzja optyczna. Ale nie była! Spojrzała na narzeczoną z wciąż rozdziawioną mordą.
— Wóz strażacki! — błysnęła intelektem. Dobrze, że Teddy będzie miała taką mądrą żonę, bo inaczej by zginęła. Finch obeszła pojazd dookoła, oglądając go z zainteresowaniem. To nie tak, że widziała tego typu pojazd z bliska po raz pierwszy w życiu, ale przecież ta sytuacja była całkowicie inna. Doskonale zdawała sobie sprawę, że będą mogły sobie w nim porobić wszystko, co tylko im przyjdzie do głowy. Na przykład posiedzieć.
— Ty jakaś jebnięta jesteś — oświadczyła, zatrzymując się wreszcie przy narzeczonej. Zanim strażaczka jeszcze zdążyła zaprotestować albo się obrazić, ujęła jej twarz w dłonie i zamknęła usta zachłannym pocałunkiem. Zawsze miała straszną słabość do kobiet w mundurach, a teraz jedną miała na własność! Nie była blacharą, ale to akurat jej imponowało. Pewnie podobnie jarałaby się radiowozem. Nie no, wcale nie. Radiowóz to frajestrwo w porównaniu z wozem strażackim.
— Oprowadź mnie w takim razie — poprosiła, zsuwając ręce z jej policzków na kark. Nie próbowała nawet ukrywać, jak bardzo narzeczona jej zaimponowała. Pewnie nawet nie dałaby rady. Była podjarana jak dziecko na widok choinki z naręczem prezentów.

Bo jesteś moją supergirl, Jesteś moją cat woman
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Fire Station 132”