Nie miała nic przeciwko takiemu droczeniu. A właściwie, to miała, ale praktyce sama wcale nie była lepsza. Potrafiła odpłacać pięknym za nadobne, czasem nawet z nawiązką. Nakręcała April do czerwoności, z czystą premedytacją, a gdy już osiągnęła swój efekt potrafiła, jak gdyby nigdy nic, wrócić do wcześniejszego zajęcia z niewinnym uśmiechem. Ale robiła to wszystko z miłości! I trochę dlatego, żeby Finch nie znudziła się nią za szybko. Najlepiej nigdy. Teddy była fatalna w kłótniach, ale jeśli chodziło o subtelne zaczepki, które potrafiły doprowadzić do szału, to w tym niewątpliwie była absolutną mistrzynią. I korzystała z tego bez skrupułów!
W głowie już obmyślała odpowiednią karę. Opcji było wiele. Mogła udawać obrazę przez pół dnia, co w przypadku Darling byłoby spektaklem tak przesadnym, że Finch prawdopodobnie przejrzałaby ją po trzech minutach. Mogła też zastosować klasyczną strategię drobnych złośliwości. Ale była też trzecia opcja w postaci słodkiej zemsty. Ta zdecydowanie podobała jej się najbardziej. Finch pożałuje, że w ogóle posunęła się do tak niecnego czynu!
—
A jak wyskoczymy zbyt wcześnie i rozwalimy się o skarpę? Przewidujesz nam kolejne życie i możliwość powtórzenia misji? — zapytała i zsunęła okulary przeciwsłoneczne na nos. —
Albo chociaż jej pominięcie? — Teddy nigdy nie zapomni tego uczucia wstydu, jaki jej towarzyszył, kiedy gra pytała ją, czy chce pominąć wątek, bo zginęła zbyt wiele razy. Wprawdzie wystarczyło zmienić poziom trudności, ale tylko frajerzy grali na tym najniższym. Darling zawsze próbowała do upadłego, choćby miała wypruć sobie żyły i zesrać się z wysiłku.
Oczywiście, że April była dla niej najpiękniejszym widokiem na świecie! No z tym to nawet nie próbowała się sprzeczać. Zawsze wpatrywała się w nią, jak w obrazek, nie widząc niczego poza jej śliczną buźką i wspaniałym ciałem.
—
Ach, przepraszam! Myślałam, że chodzi ci o tamtą farmę z hibiskusami — powiedziała, przechylając głowę i wskazując dłonią na rozciągające się po prawej stronie pole. Za niskim kamiennym murkiem ciągnęły się rzędy biało-różowych kwiatów, które ktoś najwyraźniej zasadził dla ozdoby przy swojej bogato zdobionej posiadłości. W słońcu płatki połyskiwały delikatnie, poruszane leniwym podmuchem wiatru. Widok był całkiem przyjemny, ale przy Finch i tak wypadał dość blado. —
No już dobrze! — uniosła ręce w obronnym geście, jakby spodziewała się zaraz kolejnej uwagi. Na jej ustach pojawił się krótki, zaczepny uśmiech. —
W takim razie nie musiałyśmy nawet wychodzić z domu. Mogłyśmy spokojnie dokończyć to, co zaczęłaś na kanapie, wiesz? — cmoknęła znacząco i posłała April spojrzenie, które mówiło więcej niż słowa.
W ten sposób dawała jej jasno do zrozumienia, że jeszcze długo o tym nie zapomni.
Długo w przypadku Teddy oznaczało jednak najwyżej pół godziny. Nie należała do osób szczególnie pamiętliwych, a jeśli chodziło o Finch, jej złość potrafiła wyparować właściwie natychmiast.
—
Teraz to wygadujesz bzdury. Nie masz żadnego pojęcia o wyścigach samochodowych — zaśmiała się, jednak bez złośliwości. Sama nie interesowała się samochodami pod względem wydajności i mocy silnika. Może i umiała zmienić koło, a drobne usterki naprawiała sama, ale oglądanie zawodów F1 wydawało jej się najnudniejszym sportem świata. Serio! Jak kogoś mogła ciekawić ciągła jazda w kółku? Chyba tylko siostrę April. —
A Kira dalej bawi się w nielegalną jazdę po nocach? Nie boi się, że kiedyś pójdzie za to siedzieć? Albo że się zabije? — zerknęła na partnerkę i zabębniła palcami o drzwi, bo chociaż miały zielone światło, stojący przed nimi Nissan dalej tkwił w miejscu.
Teddy, niewiele myśląc, wyciągnęła rękę i kilkakrotnie nacisnęła na klakson, czym zmusiła kierowcę do wciśnięcia gazu. Zerknęła przepraszająco na partnerkę, bo miała się nie wtrącać, ale przecież żadna z nich nie chciała sterczeć w korku aż zapadnie zmrok.
na titanicu mogę płakać ci na barku, a potem w parku mogę bronić nas od karków