-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— To może się poważnie nad tym zastanów, skoro teraz uprawiasz więcej pieprzenia niż w łóżku. — Uśmiechnęła się wyzywająco, gotowa tu i teraz przyjąć każdą dawkę pieprzenia, jaką Teddy miała jej do zaoferowania. Nie, chwila. Przecież najpierw miało być słodko i romantycznie. Znowu kompletnie o tym zapomniała. Strasznie ją rozpraszała. A co dopiero będzie później, jak wreszcie pozbawi ją tych całkowicie niepotrzebnych ubrań? Przymknęła oczy i przyłożyła dłonie do policzków, biorąc głęboki wdech. Zastanawiając się nad takimi rzeczami na pewno nie utrzyma się na powierzchni. Zdecydowanie powinna myśleć teraz o czymś, co nie jest jękami Teddy tuż przy swoim uchu.
April chciała wierzyć, że ich miesiąc miodowy będzie trwał co najmniej w nieskończoność. Trudno było jej sobie wyobrazić moment, w którym przestanie patrzeć na ukochaną jak na cudowne zjawisko albo taki, w którym nie będzie na nią bez przerwy nakręcona. Ale może faktycznie kiedyś się uspokoi? Niewiele przecież wiedziała o długich, dobrych i prawdziwie stałych związkach. Sama nigdy w takim nie była, nie miała okazji się na takie porządnie napatrzeć, bo niby gdzie? Na pewno nie w domu.
— Czyli będziesz się też ze mną ciągle rozwodzić? — dopytała, idąc za nią z powrotem w stronę bazy. Skoro miały się tak na okrągło pobierać, to jakoś to trzeba było rozwiązać – innego pomysłu nie miała. Może jednak to hajtanie się nie było takim doskonałym pomysłem? Nie chciałaby, żeby fakt, że nie może się już jej oświadczać jakkolwiek przygasił ich uczucia albo sprawił, że Teddy zacznie myśleć o niej jakoś gorzej. Zdecydowanie nie powinna się tym teraz martwić.
Oczywiście od razu zaczęła się tym przejmować. Przeżuwała porcję, zastanawiając się, jak bardzo burzliwe będą ich kłótnie i rozpady kolejnych etapów relacji. No i co to w ogóle pomysł z braniem szybkiego ślubu w urzędzie? Zdecydowanie tak nie chciała. Potrzebowała tej całej romantycznej otoczki, inaczej to przecież tylko durny papier. A może po prostu Teddy bardzo chciała tego uniknąć i nie zgodzi się na nic poza kameralną akcją wyłącznie przy świadkach?
Zamrugała wybitna z tych myśli głosem strażaczki. Potrzebowała chwili, by dotarło do niej, co właściwie powiedziała. Nie powinna odpływać w dniu kochania Teddy, to było bardzo niesprawiedliwe wobec jej ukochanej.
— Daj spokój, nawet bym ci tego nie zaproponowała. Po co ci takie nazwisko, skoro masz takie świetne swoje? — Wzruszyła ramionami, wsuwając znów widelec do ust. Może i jej nazwisko brzmiało dobrze, ale marnie się jej kojarzyło, a to już spora przeszkoda. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się, jak właściwie na ten pomysł zareagowaliby jej rodzice.
— Myślę, że ojciec by się raczej wkurwił, co sprawia, że jednak mam trochę ochotę namówić cię na przejęcie nazwiska. Ale nie no, to byłoby strasznie durne. Równie dobrze możemy zostać przy swoich, wiesz? Nie muszę cię oznakowywać jako mojej własności — zapewniła, uśmiechając się z czułością. Coś jej jednak w tym zdaniu wyraźnie nie pasowalo, nie powinno przecież tak wybrzmieć. Pokręciła głową niezadowolona.
— A przynajmniej nie w ten konkretny sposób — poprawiła się szybko. Tak, to brzmiało dużo lepiej. Wiadomo, że Teddy przydałby się jakiś wielki napis nad głową, że jest już zajęta, to może chociaż połowa kobiet na świecie przestałaby się w nią wgapiać jak w kawał mięsa. Gorzej, że tej drugiej połowie pewnie by to nie przeszkadzało, a może nawet zachęcało.
Bonnie i Clyde, ale jedyne co będziemy kraść, to sobie serca nawzajem
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Oczy na mnie, Finch — powiedziała stanowczo, unosząc dłoń i wskazując na nią dwoma palcami, by po chwili przenieść je na własną twarz. — Nie tam — dodała, widząc, że wzrok partnerki co jakiś czas ucieka do jej prześwitującej koszuli. — Tutaj. Na mnie — uśmiechnęła się zawadiacko. Skoro April nie chciała być rozpraszana, to nie będzie. — Przestań pieprzyć o pieprzeniu, bo tylko się nakręcasz — zauważyła, zresztą całkiem słusznie. Czy nie miały poudawać, że potrafią być
Nie znała żadnego sprawdzonego przepisu na długi i szczęśliwy związek. Nikt jej go nigdy nie wręczył w formie instrukcji obsługi, którą wystarczy przeczytać i stosować. A jednak takie relacje istnieją. Widziała je na własne oczy. Jej rodzice byli tego najlepszym dowodem. Trzydzieści lat razem. Trzy dekady wspólnych poranków, cichych wieczorów, sprzeczek o rzeczy błahe i rozmów o tych najważniejszych. A mimo to wciąż potrafili patrzeć na siebie tak, jakby czas nie miał nad nimi żadnej władzy. Jakby każde spojrzenie było pierwszym i jednocześnie tysiąc razy powtórzonym wyznaniem.
— Rozwodzić to ja mogę się nad tym, jaka jesteś durna — nie mogła powstrzymać się od przewróceniem oczami. Jeszcze trochę i zobaczyłaby własny mózg. — Nikt nie powiedział, że nie można oświadczać się komuś już po ślubie. Można nawet codziennie, jeśli ma się na to ochotę — pokiwała głową, przeżuwając kolejny kęs jedzenia.
Ich wizje uroczystości ślubnej były w gruncie rzeczy bardzo podobne. Teddy również pragnęła pięknej uroczystości, na którą mogłaby zaprosić rodzinę i przyjaciół. Nie wyobrażała sobie, żeby na ich ślubie zabrakło rodziców czy chłopaków z jednostki. Wprawdzie rodzina Darling nie była duża, ale strażaczka miała mnóstwo ulubionych ludzi, z którymi chciałaby dzielić ten dzień. Szkoda, że nie mogła wejść do głowy ukochanej i wyperswadować jej tych wszystkich czarnych scenariuszy.
— Wkurwienie twojego ojca byłoby tego warte — parsknęła w swój talerz. Chciałaby zobaczyć, jak Paul piekli się niemiłosiernie, bo jego nazwisko nosi ta sama kobieta, która sprowadziła jego córkę na złą drogę. — Ale może wściekłby się tak samo mocno, gdybyś wzięła moje? Na pewno stwierdziłby, że próbujesz w ten sposób odciąć się od rodziny. Tak tylko mówię, do niczego nie namawiam — uniosła rękę z widelcem w obronnym geście. — Za to moi rodzice nie mieliby nic przeciwko — powiedziała, bo pewnie Tessa i Trevor nie posiedliby się z radości. — Nazwisko nie ma znaczenia — zapewniła jeszcze, tak na wszelki wypadek. Co prawda później byłby to pewien problem dla dzieciaków, ale zawsze można im wcisnąć oba.
Przechyliła głowę wpatrując się w April z lekkim rozbawieniem i podwinęła rękaw koszuli, eksponując tatuaż.
— To nie jest konkretne oznaczenie? — zapytała, a potem odgarnęła włosy z szyi, na których widniały ślady po malinkach. — Albo to? — uniosła brwi, bo jak to nie wystarczyło, to Teddy nie miała pojęcia, jak dobitnie udowadniać całemu światu, że jej serce już do kogoś należało i to tak na poważnie.
szkoda czasu, noc niemłoda, musisz wiedzieć, że ja ciebie też
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Przestań pieprzyć o pieprzeniu, bo tylko się nakręcasz — przedrzeźniła ją, chcąc dać w ten sposób upust własnej frustracji. Wiedziała przecież, że jej partnerka ma rację – jak zwykle. Ale i tak chciała się z nią trochę podroczyć. Jakby April się ze wszystkim zgadzała i ulegała każdemu jej gestowi, to na pewno szybko by się jej znudziła, a na to nie mogła pozwolić.
Tworzenie własnych reguł perfekcyjnego związku było bardzo kuszące. Perfekcyjny nie oznaczał oczywiście takiego bez wad. Na pewno przez lata wyłapią w sobie jakieś nowe drobiazgi, które będą im w sobie nie pasować. Już teraz byłyby w stanie ich kilka wymienić. Na pewno też czasem będą się sprzeczać, a raczej to Finch będzie się drzeć, a Darling uciekać, doprowadzając tym samym tę pierwszą do jeszcze większej furii. Ale to wszystko nie miało żadnego znaczenia, bo przecież ich miłość jest silniejsza od tych wszystkich bzdur razem wziętych. Muszą tylko obie jej bardzo chcieć, a to na razie wychodziło im fenomenalnie.
— Ach, czyli mam ci się oświadczać aż do końca świata? Strasznie szybko cię rozpieściłam. — Zaśmiała się, nieco zaskoczona tym, jaka Teddy potrafiła być spragniona uczuć i uwagi. A niby to Finch była tą wiecznie niedopieszczoną. Musi przestać dać sobie to wmawiać, przecież jej ukochana wcale nie była lepsza. Z drugiej strony, właśnie z tego powodu zorganizowała im dzisiaj taki miły wieczór. Miała nadzieję, że zaspokoi to – choć na moment – potrzebę Teddy wyksieżniczkowania się .
— Najwyżej rzucimy monetą — podsumowała żartobliwym tonem, chcąc uciąć temat nazwisk i rozważań, jak zareagowaliby na to wszystko jej rodzice. Nadal nie miała ochoty się z nimi widzieć i układać im nowej roli w swoim życiu. Na pewno nie chciała tego robić w tym momencie i marnować czasu tego miłego wieczoru na jej kretyńskie problemy.
— Najwyraźniej nie, skoro musiałaś w obu przypadkach się postarać, żeby w ogóle je pokazać — prychnęła, udając wielce obrażoną. Teddy sama sobie grabiła w tym momencie! Może i miała na sobie jakieś znaki, ale przecież nie były widoczne z daleka. Ba, nawet z bliska był ewidentny problem. Jeżeli ktoś nie wie, o ich istnieniu, to może oblecieć strażaczkę wzrokiem i nie mieć bladego pojęcia, że została wcześniej zarezerwowana.
Podniosła się z miejsca, zgarnęła puste talerze i od razu odstawiła je do kuchni, żeby im nie zawadzały. Odpaliła skręta po raz enty, bo coś bardzo kiepsko szło im dzisiaj dokończenie go. Na szczęście zostało im całkiem niedużo, a one były we dwie i były bardzo dzielne! Zaciągnęła się porządnie, znów klękając na przeciwko Teddy. Złapała za jej koszulkę, przyciągnęła ją bliżej do siebie i pocałowała ją głęboko, dzieląc się tym samym narkotycznym dymem. Słodkawy smak nijak miał się jednak do tego, co oferowała jej partnerka. To dzięki jej ustom była ciągle taka uśmiechnięta, to od nich szumiało jej w głowie. Odłożyła do popielniczki sam różowy filtr i pociągnęła dziewczynę za sobą w głąb bazy. Najedzone i zjarane mogły się wreszcie położyć na miękkich poduszkach i kołdrach, które tu naznosiła. Przytuliła twarz do materiału, zadziwiona jego jedwabistością. Ta poduszka zdecydowanie nie była taka wygodna jeszcze wczoraj wieczorem. Spojrzała w oczy kobiety swojego życia, które wczoraj zdecydowanie były równie głębokie.
— Kurwa, Teddy... chciałabym ci dać cały świat, a mam tylko tę głupią bazę — mruknęła, przesuwając leniwie palcami po jej ciepłym policzku. Była wyraźnie sobą zawiedziona, ale i tak uśmiechała się rozanielona obecnością strażaczki.
— Ale my miałyśmy kiedyś dziwaczny gust — dodała, słysząc, że Twoface zaczęło właśnie śpiewać Fire in Your Eyes, które w liceum z jakiegoś powodu wydawało im się fenomenalną piosenką do darcia mordy w samochodzie, którego przecież żadna z nich wtedy nie miała. Jakby zrobiły teraz playlistę z utworów, które wtedy wydawały im się perfekcyjne do jazdy, pewnie skończyłyby w jakimś rowie.
To wszystko znika przy tobie, Gdy jestem przy tobie, znika
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słysząc te przedrzeźnienia, zmrużyła oczy i cmoknęła głośno.
— Ja się nakręcam, kiedy tak gapisz mi się na cycki — sprostowała z łobuzerskim uśmiechem. Teddy to jednak potrafiła być małym złośliwcem. Najpierw kazała patrzeć sobie w oczy, a potem umyślnie prowokowała, żeby wzrok Finch błądził wszędzie, byle nie w obrębie jej twarzy.
Różniły się pod wieloma względami, ale nie było tak od dziś, ani nawet od wczoraj. I czy kiedykolwiek to przesądziło o ich relacji? Nie. W związku na pewno będzie nieco trudniej, ale ich komunikacja była na tak zaawansowanym poziomie, że - kto wie - może zdołają przebrnąć przez niektóre sprzeczki bez trzaskania drzwiami? Innym razem April będzie zatrzaskiwać je za uciekającą Teddy, ale zostawmy to na
— Rozpieściłaś? — powtórzyła po ukochanej z nieukrywanym rozbawieniem. — Jeśli to uważasz rozpieszczaniem, to wolisz nie wiedzieć, co będzie później — zagroziła, ale nie na poważnie. W rzeczywistości Darling nie potrzebowała być rozpieszczana. Oczywiście doceniała każdy gest, bo Finch była przekochana, ale nie musiała się dla niej starać aż tak bardzo. Już i tak kochała ją mocno i bez wyjścia!
Może i musiała się trochę nagimnastykować, żeby pokazać oznaczenia, ale to powinno być dla innych wystarczającym ostrzeżeniem, że była zajęta i nie do ruszenia. Nie mogła ludziom zabronić na siebie patrzeć, a wydrapywanie oczu innym babom, to już działka April.
— Mam własnym rozum, więc nie muszę niczego nikomu pokazywać — zaznaczyła jeszcze, zanim partnerka przyciągnęła ją do siebie. — A jak jakieś panienki zaczną się do mnie dobierać, to w końcu zapytają o malinki i tatuaż... — uśmiechnęła się w jej usta, nie mogąc powstrzymać się od tego, żeby trochę się z nią podroczyć i wzbudzić małą zazdrość. Zresztą, o co tu być zazdrosną? O kogo? Darling była tak wpatrzona w swoją kobietę, że nie zwracała uwagi na żadne inne. Jasne, kodowała ich obecność i wciąż potrafiła ocenić, że któraś była ładna, ale myślała wyłącznie o April.
Rozchyliła wargi, wciągając dym, którym tak hojnie się z nią podzielono. Zatrzymała go na moment w płucach i wypuściła, a smuga rozpłynęła się pod zadaszeniem z koca.
— Co ty wygadujesz? — opadła na poduchy, podpierając głowę na ręce. — Ta baza wcale nie jest głupia — zastrzegła natychmiast, bo jednak trzeba było włożyć sporo starań, żeby to wszystko nie zawaliło im się na łby. Ujęła dłoń ukochanej i złożyła pocałunek po jej wewnętrznej stronie. — Dajesz mi cały świat, bo ty jesteś moim światem. I dajesz mi masę szczęścia, wiesz? Całe mnóstwo. Multum szczęścia mi dajesz — Teddy uśmiechnęła się do niej calutką sobą. Najchętniej sprawiłaby sobie kieszonkową wersję Finch, żeby zawsze nosić ją sobie w kieszeni. Albo doczepić do kluczy, jak breloczek!
Może i April była zakochana wiele razy, ale ona nigdy nie czuła czegoś takiego, a przecież bywała zakochana. Najwyraźniej nie aż tak intensywnie. A może po prostu wtedy wszystkie inne miłości wydawały się na tamten moment wystarczające?
— Ty miałaś dziwaczny gust. Przypomnę ci tylko, że przez połowę liceum oglądałaś się za chłopakami — wypomniała jej z zawadiackim uśmiechem. Darling miała to szczęście, że właściwie od zawsze wiedziała, że podobają jej się dziewczyny i nigdy nie musiała się z tym przed nikim ukrywać. A tym bardziej przed samą sobą. I o ile wtedy nie naśmiewała się z młodej, zagubionej Finch, teraz mogła się z niej odrobinę ponabijać. — Nasze muzyczne wybory to nic, w porównaniu z twoimi dylematami — zaśmiała się krótko. A z tym gustem muzycznym też zawsze mogło być znacznie gorzej. Zawsze mogły robić się swoim nieistniejącym samochodem, kiedy w tle Aqua śpiewałaby o byciu Barnie w Barbie świecie.
czy ty nie rozumiesz, że dla ciebie zrobię więcej?
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Czekam na to bardzo niecierpliwie — zapewniła, w ogóle nie bojąc się przyszłych wersji swojej wielokrotnej narzeczonej. Z chęcią by ją nawet pospieszyła, żeby pokazała jej to wszystko najszybciej i najmocniej, jak się tylko da. Mogłaby się rzucić do spełniania jej zachcianek choćby zaraz! Im bardziej byłyby pokręcone, tym lepiej. Lubiła robić dla miłości absolutnie wszystko albo nawet nieco więcej.
— Gwarantuję, że nie zdążą o nic zapytać — odpowiedziała od razu, uśmiechając się przy tym z nutką jakiegoś dziwnego szaleństwa. Nie mówiła na poważnie! Chyba. Nie lubiła przecież przemocy, nigdy nie byłaby pierwszą do mordobicia. Z drugiej strony – Teddy wyzwalała w niej pokręcone instynkty, więc może jednak byłaby gotowa na mord? Pozostaje tylko pytanie, kto zostałby rozszarpany? Tamte zdziry czy może jednak sama Darling?
— Nadal uważam, że to niesprawiedliwe, że ty zawsze wiesz, co powiedzieć i co zrobić. Ja przy tobie nie nadążam za własnymi myślami — przyznała szczerze. Oczywiście to był u niej problem zawarty w standardzie, ale przy Teddy zdecydowanie się nasilał! Była przecież pierwszą osobą, której chciała powiedzieć wszystko, co najlepsze i najgorsze. Przecież to właśnie Teddy dowiedziała się jako pierwsza, że Teddy zaprosiła ją na stos kolejnych randek. April buzia się raczej nie zamykała, co rusz miała ochotę opowiadać o czymś nowym, a w jej ukochanej było przecież tyle rzeczy wartych skomentowania i pochwalenia. Naprawdę trudno byłoby się przy niej nie pogubić.
— To było wyjątkowo durne, masz rację. Byłam bardzo bliska skończenia w długoletnim związku z jakimś uroczym gejem. — Prychnęła rozbawiona na samą myśl o takiej pokręconej relacji. Tacy koledzy zawsze dużo łatwiej rozmiękczali jej serce. Ci, do których najgłośniej wzdychały koleżanki z klasy, zawsze wydawali jej się najmniej interesujący. Im facet lepiej spełniał wymagania stereotypowego mężczyzny, tym gorzej. Szerokie ramiona i obsesja na temat sportu właściwie wyparowywały ich z głowy młodej April. Na pewno perfekcyjnie dogadałaby się z jakimś biednym ziomkiem, który również jest zbyt przerażony, by wyjść z szafy i wziąć życie w swoje ręce. Mogliby być swoimi przykrywkami przez lata.
— Ale za to mój gust do kobiet jest perfekcyjny. Zawsze jestem w stanie wyhaczyć w pokoju tę, która jest najzabawniejsza, która najpiękniej opowiada o swoich pasjach, w której oczach można się utopić... — zawiesiła głos, wymieniając kolejne osiągnięcia, wciąż wpatrują się w te najpiękniejsze oczy, jakie udało jej się kiedykolwiek znaleźć. A przecież poszukiwała długo i bardzo intensywnie. Poczuła, jak rozpływa się pod intensywnością jej spojrzenia i kompletnie gubi podjęty wątek. Jak zwykle!
— O czym ja mówiłam? — zapytała w końcu, przebudzając się z totalnego zapomnienia, które odnalazła w leżącej obok kobiecie.
Twoje oczy lubią mnie i to mnie zgubi