-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tylko ta cisza trwała zdecydowanie za długo. Teddy miała wrażenie, że wszystko już zostało powiedziane, a mimo to żadna reakcja nie nadchodziła. Abigail dalej milczała, jakby potrzebowała jeszcze chwili, żeby to sobie poukładać, ale ta chwila zaczynała się niebezpiecznie przeciągać. Może utknęła na etapie wysyłania wiadomości i zapomniała kliknąć dalej? Nikt jednak nie wyglądał na zainteresowanego restartem systemu. A może kopnięcie w łydkę przyspieszyłoby ten proces? To by się dopiero pani Finch zdziwiła! Darling miała bardzo głupi odruch, żeby coś powiedzieć tylko po to, żeby przerwać tę ciszę. Cokolwiek. O pogodzie, o winie, o tym, że tarta była naprawdę dobra.
Na co dzień nie była aż tak zestresowana. W pracy wiedziała przynajmniej, co się dzieje - ktoś krzyczy, coś się pali, jest konkret. Dobrze, że teraz April przez cały czas była była obok. I to serio pomagało. Darling ścisnęła jej dłoń trochę mocniej, jakby sprawdzała, czy nadal jest po tej samej stronie rzeczywistości. I bardzo starała się nie zerkać co chwilę na Abigail. Tylko trudno było udawać luz, kiedy po czymś takim dostaje się spuszczony wzrok.
Wyczekiwane słowa w końcu nadeszły. W nowym stanie rzeczy nie było nic nieprzyjemnego. Kiedy dla pani Darling rozwinięcie ich relacji było jedynie kwestią czasu, dla pani Finch był to ewidentny szok. Nie spodziewała się, że przyjaźń córki ze strażaczką może skręcić w taką stronę. Ale nie można jej za to winić, nawet dla nich to nie było ani trochę oczywiste! Kolejna wypowiedź za to była bardzo miła i Teddy pierwszy raz do dłuższego czasu naprawdę poczuła się dobrze. Nie całkiem swobodnie, ale wystarczająco, żeby uśmiechnąć się do narzeczonej i tym samym uśmiechem obdarowała przyszłą teściową.
— Bez przesady! Świetnie sobie pani radzi — zapewniła całkiem nieironicznie, bo nie dało się nie zauważyć, że Abigail naprawdę chciała być częścią tego spotkania. Poza tym nie przyjechałaby tutaj, gdyby jednak nie spróbowała dogadać się z córką. — Za piękne wesele — skinęła głową i przystawiła swój kieliszek do pozostałych. Po lofcie uniósł się krótki brzdęk szkła.
Pani Finch zamoczyła usta w alkoholu, ale zaraz drgnęła na krześle, jakby jeszcze przypomniała sobie o czymś istotnym.
— Skoro już o tym mówimy, to jak sobie to wyobrażacie? — zaczęła tym swoim wyważonym tonem, jednocześnie przechodząc do kolejnego punktu rozmowy. — Macie już jakieś miejsca na oku, czy to bardzo wstępny etap? Kameralne przyjęcie czy raczej duża uroczystość? Bo od tego zależy cała reszta. No i termin, oczywiście. Chcecie zrobić to szybko, czy raczej dać sobie więcej czasu na przygotowania? — zasypała ich pytaniami i niewiele brakowało, żeby wyjęła kajecik, w którym zaczęłaby to wszystko notować.
Teddy próbowała wyłapać moment, w którym rozmowa przestała być tylko toastem i przeszła w coś, co brzmiało jak wstępne przygotowania do ślubu. Jeszcze chwilę temu siedziały przy winie i próbowały przetrwać niezręczne momenty, a teraz pani Finch autentycznie starała się zagłębić w ich pomysły. Ale one nie miały jeszcze żadnych pomysłów! To znaczy, Darling ich nie miała, w głowie April na pewno zrodziła się już jakaś wizja.
czy chcesz zamieszkać na wyspie, pewnego dnia i ze mną?
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Stuknęły się kieliszkami, a April wreszcie pozwoliła sobie na porządny, szeroki uśmiech. Rozluźniły się jej ramiona, wszystko nagle nabrało jaskrawych kolorów. Było naprawdę nieźle. Dużo lepiej niż się spodziewała. Mniej więcej tak wyobrażała sobie tę rozmowę przed ich ostatnim spotkaniem. Wtedy poszło jednak skrajnie tragicznie. Przez tamto złe doświadczenie zakładała, że teraz może pójść w najlepszym przypadku kiepsko – a tu proszę bardzo – mamy mały sukces! Ludzie naprawdę potrafili się zmieniać i rozwijać niezależnie od wieku. To było dla niej pocieszające.
— Szczerze mówiąc nie zaczęłyśmy jeszcze oficjalnego planowania. Ale no wiesz, chciałybyśmy jakąś porządną imprezę. Niekoniecznie z wielką pompą, ale ze sporą liczbą znajomych. Nie spieszy nam się jakoś wariacko. Na pewno nie tak jak z zaręczynami — wyjaśniła, kiedy pani Finch wróciła do jedzenia. April czuła rosnącą ekscytację. Uwielbiała, gdy ktoś pytał ją o ślub. Naprawdę nie miała w głowie jeszcze zbyt wielu planów, ale rozmawianie na ten temat sprawiało jej przyjemność. Niedługo wszyscy na pewno będą mieli dosyć jej paplania.
— No i pewnie w Toronto. Albo okolicach, żeby wszyscy mogli wygodnie dojechać. Będzie pewnie mnóstwo żarcia i... innych... rzeczy — zawiesiła się nieco, bo zdała sobie sprawę, że to nie są sprawy, które powinna zrzucać teraz matce na głowę. Nie chciała omawiać z nią teraz zalet zamawiania głównie wegetariańskich opcji, a tym bardziej nie miała siły, by wyjaśnić jej, że zaoferowanie gościom skrętów, a nie tylko alkoholu, to najlepszy pomysł, na jaki można wpaść.
— Rozumiem. Przemyślcie sobie wszystko na spokojnie. Może pójdziemy razem do Ines? Z tobą, Theodoro, również chętnie się wybiorę. Albo po prostu podeślę wszystkie potrzebne informacje na temat Di Santo Theresie — szybko przerobiła propozycję w taki sposób, by nie brzmieć na kogoś, kto się narzuca. April jęknęła cicho pod nosem i potarła skroń, próbując zapanować nad myślami. Wiedziała, że Ines Di Santo jest starą znajomą jej matki, u której Abigail kupowała własną suknię. Problem w tym, że ceny, jakie oferował jej salon, przekraczały budżet każdego rozsądnego człowieka.
— Jasne, dzięki, mamo. Możemy pójść. No wiesz, pobadać opcje. Ja na przykład jeszcze nie mam pomysłu, w jakim chciałabym być kroju. Jest tyle opcji do wyboru — westchnęła rozmarzona, próbując przy okazji przenieść myśli matki na bardziej ogólne rozważania. To zdecydowanie nie był moment na rozmowę o pieniądzach. O to pokłócą się innym razem.
Za każdym razem, kiedy Cię widzę, Chcę być przed ołtarzem, ale między nami DJ
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Po ostatniej kolacji w domu Finchów, musiała założyć, że gorzej już być nie może. Byłoby, gdyby na dzisiejszym obiedzie pojawił się również Paul, ale Abigail sama zaproponowała spotkanie bez męża, co - jak widać - było wyśmienitą decyzją. Może na początku było dziwnie i Darling od rana świrowała, ale finalnie obie z narzeczoną powinny być zadowolone z przebiegu spotkania. O ile pani Finch nagle coś nie odpierdoli i nie zrzuci na nie jakiejś niespodziewanej bomby.
Była skłonna dać ukochanej wolne pole do działania w kwestii organizacji ślubu. April zdecydowanie lepiej odnajdywała się w planowaniu czegokolwiek z wyprzedzeniem. Teddy potrafiła ogarnąć akcję ratunkową pod presją czasu, ale wybieranie dekoracji, kolorów serwetek albo porównywanie lokali weselnych brzmiało jak coś, przy czym bardzo szybko zaczęłaby tracić koncentrację. Nie oznaczało to oczywiście, że nic jej nie obchodziło i miała wszystko w dupie. Po prostu ufała April na tyle, żeby wiedzieć, że cokolwiek wymyśli, finalnie będzie dokładnie takie, jakie powinno być. Była pewna, że dla narzeczonej samo planowanie okaże się ważną częścią całego tego doświadczenia. I szczerze? Niezmiernie ją to rozczulało. Sama mogła - albo nawet musiała - przypilnować, żeby ukochana nie próbowała zrobić wszystkiego naraz i nie doprowadziła się do skraju wyczerpania psychicznego miesiąc przed ślubem. Bo Teddy wiedziała oczami wyobraźni, jak Finch siedzi nad jakąś tabelką o drugiej w nocy i stresującą się odcieniem kwiatów albo układem winietek. Ktoś w tym związku musiał zachować resztki rozsądku!
— Obie mamy wokół siebie dużo osób, które chciałybyśmy zobaczyć na naszym ślubie — powiedziała, tym samym właściwie potwierdzając słowa April o większym przyjęciu. — A jak doliczyć jeszcze osoby towarzyszące, to na pewno zrobi się z tego całkiem spora impreza — pokiwała głową, bo pod tym względem były ze sobą wyjątkowo zgodne. Nie marzyły o skromnym obiedzie dla kilku osób ani cichej uroczystości, która kończy się przed północą. Teddy wychodziła z założenia, że skoro już organizuje się wesele, to takie, które ludzie będą później wspominać przez lata. Tylko najpierw ta taki ślub trzeba było odłożyć, więc Darling czeka dodatkowa harówka i nadgodziny w remizie.
Nie miała pojęcia, kim była Ines, ale z grzeczności odpowiedziała Abigail uprzejmym uśmiechem. Dopiero po chwili dotarło do niej, że chodzi prawdopodobnie o jakiś koszmarnie drogi salon sukien ślubnych, do którego Teddy bałaby się wejść i w którym zostawiłaby swoją roczną wypłatę.
— Ale bardziej skłaniacie się w stronę sukien i bieli, prawda? — dopytała pani Finch. Teddy automatycznie zacisnęła usta w cienką linię i zerknęła na April, jakby liczyła, że narzeczona magicznie przejmie odpowiedź. Do tej pory niespecjalnie się nad tym zastanawiała. Sam ślub owszem, potrafiła sobie wyobrazić sobie. Wesele też. Ale kwestie tego, co dokładnie na siebie włoży, były gdzieś bardzo daleko na liście rzeczy do przemyślenia. Nigdy nie należała do osób, które od dzieciństwa marzyły o białej kreacji albo zapisywały sobie inspiracje na telefonie.
— Ja... chyba jeszcze nie wiem — przyznała w końcu zgodnie z prawdą. — To znaczy, zdecydowanie bliżej mi o czegoś prostszego. Raczej widziałabym siebie w dobrze skrojonym garniturze — opisała swoją wstępną koncepcję, ale od razu poczuła na sobie spojrzenie Abigail. Najwyraźniej pani Finch próbowała dopasować tę informację do wcześniejszego obrazu strażaczki, który zbudowała sobie w głowie. W końcu tylko lekko skinęła głową, nadal nic nie mówiąc, co z jednej strony nie było negatywne, ale z drugiej pozostawiało przestrzeń do różnych interpretacji. Teddy zerknęła na April z krótkim, jakby chciała sprawdzić, czy ta wizja garnitur zamiast sukni przechodzi przynajmniej w domowej wersji komisji zatwierdzającej.
będzie świetnie, jeśli zechcesz przy mym boku znajdziesz swoje szczęście
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
April kiwnęła głową potwierdzając, że chciałaby mieć białą suknię. W garniturach również wyglądała fenomenalnie, ale ten dzień od dzieciństwa łączyła z białą kiecką i nie widziała powodu, żeby to zmieniać. Była też całkowicie otwarta na wybór, jaki podejmie Teddy. We wszystkim przecież będzie wyglądała oszałamiająco. Pokiwała więc głową, gdy partnerka przyznała, że bardziej skłania się ku garniturowi. Gorzej, że w Abigail nie było do tego tyle entuzjazmu. April uniosła brew, przyglądając się matce badawczo.
— To chyba nie jest wielka różnica, co na siebie założymy i w jakim kolorze, co? Ważne, żeby dopasować do siebie odcienie i żeby dupa nie była na wierzchu — wyjaśniła rezolutnie, szczerząc się jak kretynka. Matka westchnęła ciężko i potarła skroń w bardzo podobny sposób, jak jej córka zrobiła to przed paroma momentami. Nic dziwnego, że Abigail czasami po prostu ręce opadały. Wychowanie takiej córki musiało być sporym wyzwaniem, szczególnie biorąc pod uwagę, co z niej wyrosło.
— Nie będę wam oczywiście niczego narzucać. To wydarzenie, które musicie dopieścić samodzielnie. Niemniej jednak z przyjemnością spotkamy się z Theresą i Trevorem, by nieco odświeżyć kontakty — zwróciła się znów do Teddy, uznając, że zignorowanie komentarza o dupie będzie najlepszym, co może teraz zrobić. W sumie miała rację! April pokiwała entuzjastycznie głową, chociaż szybko ta radość z niej wyparowała. Cieszyła się, że matka chce podejść do tego na poważnie, ale było jej przykro, że państwo Darling będą narażeni na takie spotkanie. Abigail to jeszcze pół biedy, ale Paul? Tragedia.
— Super pomysł. Obiecuję, że będę ci dawać znać na bieżąco, jak podejmiemy jakieś decyzje odnośnie do kwiatów albo rodzaju zupy — zapewniła i skinęła głową, by przybić te słowa jeszcze mocniej. Abigail aż odetchnęła z ulgą. Tym razem to jej wyraźnie zszedł z barków jakiś ciężar.
— To cudownie, dziękuję. Na niczym innym mi nie zależy, po prostu chcę, żebyś mówiła mi, co u ciebie. To znaczy, żebyście mówiły obie — wyjaśniła, najpierw przyglądając się córce, a potem posyłając długie spojrzenie Teddy. Tym razem wcale nie było w nim oceny. Mówiła poważnie. Abigail może nie była osobą, do której dzwoni się z płaczem, jak miała zły dzień, ale przecież obie wiedziały, że kiedy trzeba, to ta kobieta jest w stanie ogarnąć każdy problem. Zdecydowanie nie była w stanie jeszcze dołączyć Teddy w poczet swoich córek, ale zbliżała się do tego... drobnymi kroczkami. To już coś.
Z Tobą się zgubię dziś, no i w końcu się wyśpię