ODPOWIEDZ
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

049.
The cop, the lawyer
and the potato thief
— Patel!! — krzyknęła głośno, zbiegając po ostatnich schodkach na klatce. — Przytrzymaj mi drzwi — ręce miała kompletnie zajęte. W obu trzymała worki załadowane śmieciami. Ba, nawet w zębach trzymała płócienną torbę na zupy. Całe szczęście jeszcze pustą, bo pewnie by jej urwało szczękę. Madox oczywiście chciał iść z nią, pomóc, ale jak na samodzielną, szanującą się kobietę zarzekała się, że da radę sama. No i tak kurwa dała, że na ostatniej prostej prawie wywinęła orła i wpadła prosto na Williama. Jeden z worków wcisnął się pomiędzy ich ciała i chwała Bogu, że to ten w lewej ręce z butelkami, bo w drugim było jakieś stare, zgniłe żarcie, o którym państwo Noriega zapomnieli… tydzień temu.
— Oh, sory — mruknęła, podnosząc na niego ciemne spojrzenie. — Ale jak już trzymasz, to weź mi pomóż — nawet nie czekała na jego odpowiedź. Po prostu zostawiła mu ten worek i cała zadowolna już z jednym tylko zbiegła po schodach do niewielkiej, odgrodzonej kanciapy, w której znajdowały się kontenery na śmieci. Jedną ręką zwinnie otworzyła zamek, chociaż źle wymierzyła i tak otworzyła drzwi z impetem, że William prawie zarobił gonga. Całe szczęście w porę je przytrzymała.
— Co się tak patrzysz? To do żółtego — wzruszyła ramionami i z uśmiechem na ustach wskazała mu odpowiedni kontener. Widziała tą jego Patelkową, charakterystyczną irytację, to jak marszczył czoło i pewnie gotowy był jej odpowiedzieć coś równie bezczelnego. I może by to zrobił, może nawet znowu by się poprztykali, ale wtedy… usłyszeli szloch.
Siorbnięcie było tak głośne, że nie dało się go nie zauważyć.
Pilar zamarła w pół ruchu i spojrzała na Williama. A potem oboje mogli usłyszeć głos nikogo innego jak ich ukochanej Pani Broccoli.
— …Nie wiem, Theresa, co mam zrobić — rzuciła przestraszona, drżącym głosem. — Już któryś raz dostałam tą kartkę z pogróżkami. Giuseppe mówi, żebym poszła z tym na policję, ale… przecież napisali, że nie mogę. Jezu boje się. Już wczoraj zniknęły mi ze sklepu dwa worki ziemniaków! — nawijała jak nakręcona, stojąc tuż obok swojego warzywniaka. Tuż obok. Dosłownie kilka kroków dalej. A oni w śmietniku.
Policjantka i adwokat.
Chyba lepszego duo nie dało się wyczarować do tak patowej sytuacji?

William N. Patel
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
35 y/o
WILLIAM
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- No, no, co ty dajesz, serio tak powiedział? I co ona na to?... - gadam do telefonu. Plotkuję z Jane, jak zwykle kiedy nie ma mnie w kancelarii, a tak się składa, że od kilku dni siedzę na zwolnieniu lekarskim z powodu urazów jakich doznałem w wyniku stłuczki. Moja niezrównoważona była wjechała we mnie na skrzyżowaniu i całe szczęście skończyło się na złamanej ręce i gipsie na kilka tygodni. Pozew już się pisał, ale postanowiłem dać sobie kilka dni na odpoczynek od pracy, zgodnie zresztą z zaleceniami lekarza. O ile jednak niektóre sprawy mogą poczekać, o tyle najświeższe biurowe ploteczki zdecydowanie nie, więc z zainteresowaniem słucham jak sekretarka opowiada mi o dzisiejszej aferze, która rozegrała się na oczach prawie wszystkich w głównym holu kancelarii - Mhm - wtrącam, dla potwierdzenia, że nadal słucham i nagle słyszę swoje nazwisko. Generalnie jestem prostym człowiekiem, ktoś krzyczy Patel!!! to się odwracam. Jak ktoś krzyczy ej!!, halo! albo eeeee!!! to w sumie też się odwracam - Poczekaj chwilę - rzucam do Jane, w ostatniej chwili obracam się, żeby złapać lecący na mnie worek, na jego drugim końcu znajduje się Noriega - Cześć Pilar - wywracam oczami. W telefonie wciąż słychać kobiecy głos ej, halo? Słuchasz mnie?..., ale nie słucham, tylko podnoszę słuchawkę do ucha - Odezwę się później - chowam komórkę do kieszeni, po czym dosłownie w ostatnim momencie łapię worek, który dziewczyna beztrosko wypuszcza z uścisku - Wiesz, że ja nie mogę dźwigać?... - mówię, pokazując jej rękę w gipsie, ale idę za nią z worem w drugiej łapie, bo przecież nie zostawię go na klatce. Wcale mi się nie spieszy i może i dobrze, bo o mało nie wyłapuję drzwi na łeb. Kręcę z dezaprobatą głową, wzdychając przy tym ciężko, chociaż sam chyba do końca nie jestem pewien czy to w reakcji na jej słowa czy pewne wspomnienia, które uderzają mnie ostatnio prawie za każdym razem jak wchodzę na śmietnik. Tutaj dowiedziałem się, że będę ojcem. Niemniej wrzucam worek do żółtego i już otwieram usta, żeby bardzo dosadnie przedstawić jej swoje stanowisko w sprawie segregacji śmieci, ale wtedy słyszymy szloch i obydwoje zamieramy w całkowitym bezruchu oraz ciszy. Pilar pewnie dlatego, że tak ją wyszkolili w psiarni, a ja bo po prostu jestem wścibski i podsłuchiwanie sąsiadów to mój chleb powszedni, doskonale wiemy jak to robić. Do naszych uszu dociera znajomy głos baby z warzywniaka, brzmi naprawdę żałośnie, aż się serce kraja. Mrużę nieznacznie ślepia, posyłając Noriedze zdziwione spojrzenie. Pogróżki? Kradzież ziemniaków? Zaczyna się grubo. Po kolejnym głośnym szlochu odzywa się Theresa - Kurde, a mówiłam ci, żebyś tego nie robiła, tak czułam, że nic dobrego z tego nie będzie, wiedziałam, że ktoś się w końcu dowie i zrobi się afera - rzuca półszeptem, pani Broccoli pociąga nosem, odpowiadając równie ściszonym głosem - Nic dobrego? Za pierwsze pieniądze skończyliśmy wreszcie remont kuchni! A tamten facet powiedział, że jak się dobrze sprzeda to będą chcieli więcej... - obie robią sobie krótką pauzę, którą najpierw przerywa przeciągłe westchnienie Theresy, a potem jej głos - No a ta policjantka, która tu mieszka? Może ona mogłaby - zaczyna, ale przerywa jej ta druga - Nie ma opcji, nikt z kamienicy nie może się dowiedzieć, NIKT. Może lepiej wejdźmy do środka, zresztą chcę ci coś pokazać - słyszymy kroki oraz charakterystyczne skrzypienie drzwi od warzywniaka. Mam wrażenie, że dopiero teraz wypuszczam z płuc powietrze i wciąż wbijam zaskoczone spojrzenie w Pilar - Co to, do kurwy nędzy, miało być? Myślisz, że sprzedaje jakieś narkotyki? - pytam, z delikatnie wyczuwalną w głosie nutką nadziei (zaprzyjaźnionych dilerów w twojej okolicy nigdy dość). Po co mówiła, że nikt z kamienicy nie może się dowiedzieć, teraz tym bardziej chcę się dowiedzieć.

Pilar Noriega
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”