-
Wydaje mi się, że na razie idzie w dobrym kierunku? - zapytał i przechylił na bok głowę. Galen naprawdę nie chciał tego dzisiaj zepsuć, ale... przecież wiedział jaki jest. Wiedział jak działa jego pokręcony mózg, że czasami chlapnie coś zanim się zastanowi i wtedy jest już za późno. Dzisiaj się pilnował. Słuchał jej słów, a swoje ważył dwa razy, zanim coś powiedział.
Cherry miała rację, zarzucała mu, że jest dupkiem, kobieciarzem, że ma romans z sekretarką, ale nie powiedziała mu, że jest złym prezesem. A on jej tak, kilka razy. Podrapał się po skroni, wcale tak o niej nie uważał, chociaż wtedy może tak? Ale w tej chwili dotarło do niego, że to nie może być prawda, że taka silna, piękna kobieta, nie mogłaby działać w ten sposób. Zrobiło mu się głupio, chociaż Galen nigdy nie potrafił się do czegoś takiego przyznać. Przełknął ślinę i nabrał powietrza w płuca.
-
Przepraszam Cię za to Cherry - powiedział to w końcu, na wydechu i na moment spuszczając wzrok. To nie były dla Wyatta proste rzeczy przyznać się do błędu, a później jeszcze za to przeprosić. Charity Marshall jakby otwierała w nim jakieś drzwi, które do tej pory były zamknięte, jakby przy niej uczył się czegoś nowego... Cholera. On przy niej próbował nowych rzeczy, i wcale nie miał tego dość!
-
W męskim świecie kobiety zawsze będą budzić emocje -powiedział w końcu, a naprawdę chwilę nad tym myślał, jak to ubrać w słowa, żeby nie zabrzmiało źle. Chociaż i tak nie był do końca pewny, czy ten męski świat był tutaj na miejscu, ale tak było, kobiety na takich stanowiskach zdarzały się rzadko. A do tego tak piękne kobiety. To było nieuniknione, że ktoś zawistny rozpuszczał takie plotki. O Wyacie też mówili różnie, czasami wymijając się z prawdą, ale jemu to nie przeszkadzało. On jakby przez swoją płeć był tutaj na trochę lepszej pozycji.
Patrzył na nią kiedy milczała, wciąż było mu głupio, że tak ją ocenił, że wszyscy tak ją oceniali. Przez moment zrobiło mu się jej nawet szkoda, tak po ludzku, ale w końcu odchrząknął.
-
Myślę, że to dlatego, że po prostu jesteś w tym świetna - musiał to powiedzieć, bo chciał ją trochę podnieść na duchu, trochę podbudować. Zanim te łzy, które zebrały się w jej pięknych oczach popłyną, a on pożałuje, że w ogóle zaczął ten temat.
To co powiedziała później sprawiło, że jedna jego brew uniosła się ku górze, a zaraz dołączyła do niej druga. Czyli to jednak była fikcja? Tego się nie spodziewał, chociaż może odrobinę...
Uniósł szklankę do ust, ale w zasadzie to nawet nie upił łyka, dał sobie chwilę do namysłu, do zastanowienia się, na poukładanie myśli, które w tej jednej chwili straciły cały swój bieg. Czyli ten cały jej narzeczony był tylko schodkiem do jej prezesury.
-
Musisz wyjść za mąż, żeby dostać posadę? - zapytał, żeby się upewnić, bo to wydawało mu się dopiero irracjonalne. Chociaż... Jeśli będzie mężatką to postrzeganie jej na pewno odrobinę się zmieni, przecież to wszystko do siebie idealnie pasowało, tylko...
-
Czyj to jest warunek? - zapytał, chociaż chyba znał odpowiedź. Nie spuszczał z niej wzroku, ale teraz jego spojrzenie, które wcześniej było pełne tego pożądania, było jakieś chłodne. Zamyślone. Jakby na głowę zawalił mu się właśnie cały świat, a on trochę nie potrafił się z tego wygrzebać, ze zgliszczy, które po sobie zostawiła ta historia Charity Marshall.
Milczał dłuższą chwilę starając się jakoś to ułożyć, trzymał po prostu jej dłoń, przyłożył ją sobie do policzkach, muskając jej gładką skórę tym kilkudniowym zarostem. Jakby chciał jej powiedzieć, że w tej chwili jest przy niej, jakby chciał poczuć, że ona była przy nim.
-
Matka, nasza matka zawsze była zaborcza, a Galen Wyatt do pewnego momentu swojego życia nie potrafił się jej nigdy postawić - odpowiedział powoli na jej pytanie. Kompletnie szczerze, tak jak ona jemu. Nigdy tego nikomu nie powiedział, nie przypuszczał, że by potrafił, a jednak Cherry tak na niego działała, że kompletnie się otworzył. Patrzył jej w oczy, a to, że powiedziała, że będzie mu kibicować naprawdę było dla niego czymś ważnym. Bo widział w jej spojrzeniu, że było to szczere.
Słuchał jej słów, gdy opowiadała o dzieciństwie. Czy wszystkie bogate dzieci miały podobne przeżycia? Pewnie w większości tak, chociaż Galen miał troszeczkę inne.
Uśmiechnął się delikatnie, gdy mówiła o braciach, bo może i te opiekunki brzmiały niekoniecznie dobrze, to jednak to jaki miała kontakt z braćmi było w porządku, zazdrościł jej nawet jeśli to były przepychanki.
-
Dobrze jest kogoś mieć - powiedział patrząc jej w oczy -
mnie Yvonne zostawiła - urwał, bo nie za bardzo umiał nawet to ubrać w słowa, nie umiał o tym mówić, że siostra zostawiła go w najgorszym momencie jego życia. Nie zastanawiał się czy Cherry mogłaby to wyciągnąć, bo gdyby to zrobiła, to mogłaby go zniszczyć w jednej sekundzie. Ale on może nawet dałby się jej zniszczyć, bez mrugnięcia okiem.
Zacisnął palce mocniej na jej dłoni, jakby chciał sobie dodać trochę otuchy, niebieskie tęczówki spoczęły gdzieś na stoliku.
-
Kiedy przedawkowałem i wylądowałem na odwyku, to powiedziała mi, że to zrobiłem, żeby zwrócić na siebie uwagę, jak zwykle... - powiedział to w końcu, wolną dłonią potarł się po czole, bo to brzmiało bardzo melodramatycznie, może za bardzo jak na niego? -
wiesz Cherry, ona wciąż ma mi za złe to, że zawsze byłem jakimś takim pierdolonym złotym dzieckiem naszej matki, jej wytrenowaną cyrkową małpką, którą mogła się chwalić w towarzystwie. Ja jej nawet nie mam tego za złe - wzruszył ramionami, bo naprawdę nie miał. Matce też już chyba nie. Zadbała o jego edukację, miewali czasem dobre momenty, jak te opowieści o gwiazdach na przykład. Ale chyba przez gardło by mu nie przeszło, że miał dobre dzieciństwo. Brakowało w nim czegoś ważnego i Galen doskonale o tym wiedział. Wiedziała to też Yvonne.
Cherry Marshall