Właściwie... wiele osób widziało Wyatta przez dokładnie taki sam pryzmat jak Pilar, a on jakoś wcale nigdy nie starał się tego swojego wizerunku ocieplić, właściwie to można by dać mu koronę króla dupków i posadzić go na tronie z tej włoskiej licowej skóry. Wszystko by się zgadzało. Romanse, imprezy, życie proste i przyjemne, za pieniążki ojca. Tak chyba o nim pisali na jakimś kanadyjskim pudelku?
Prawda była jednak zgoła inna i tylko sam zainteresowany wiedział, jak wypruwał sobie nie raz żyły, żeby ojciec nie spojrzał na niego i nie powiedział, dostałeś firmę i zawaliłeś, tego się spodziewałem.
Nie mógł zawalić, bo nie mógł dać staremu Wyattowi tej satysfakcji. Odkąd prowadził ten cały syf, to podpisał kontrakty z Teksasem, z Tokio, a teraz chciał również zawojować Europę. Szkoda tylko, że teraz najprawdopodobniej tam będą kojarzyć Northex z trupami w kontenerach na statku. Walczysz o każdy kontrakt, zachwalasz tę swoją stal, jakby była darem od Boga, a tu ktoś pakuje do Twojego kontenera jakieś biedne kobiety i to nie jedną, tylko dziesięć. Żałował ich, ale co miał zrobić? Usiąść i płakać nad ich losem? W jego firmie pracowały setki, może tysiące ludzi, nie w samym Toronto przecież, może w jakimś Tokio małe japońskie dzieci właśnie czekały na ojca, który miał im przynieść do domu worek ryżu z pensji, którą wypłacał mu właśnie Wyatt, przecież nie mógł ich zawieść.
-
Na posterunku macie okropne krzesła - wiedział coś o tym bo siedział na takim prawie dwie doby, jeszcze czuł na plecach te rurki, które wbijały mu się w kręgosłup -
czy te najgorsze dajecie kryminalistom, żeby ich złamać? - znowu zawiesił na niej spojrzenie, na jej ciemnych tęczówkach. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy powiedziała, że przyszła sama, cieszył się, że rzeczywiście nie ma jej partnera? A może to było ukłucie satysfakcji spowodowane tym, że wyczuł, że ktoś tutaj boi się pozwu?
Albo jeszcze gorzej... teraz ona będzie przed nim zgrywać dobrego glinę?
Zmarszczył brwi, kiedy powiedziała o tym jego siniaku, nie bolał, ale za każdym razem gdy spojrzał w lustro, a w tym gabinecie ściany były z pierdolonego szkła, to przypominał sobie o tym dlaczego zarobił. A zarobił właściwie słusznie. To nawet było gorsze niż jakby znęcał się nad nim jakiś walnięty przemocowy glina. Chociaż z drugiej strony słyszał już w holu, jak jakieś recepcjonistki żałowały go, więc... Coś za coś.
-
Nie złożyłem pozwu, czy to jest cel Pani wizyty, śledztwo na temat mojej skargi? - znowu strzelił oczami. Galen miał hopla na punkcie swojego wyglądu, na punkcie swojego wybujałego ego, więc to wytykanie mu tego ciosu, było... ciosem poniżej pasa, zirytowało go. Znowu zerknął na zegarek, dziesięć minut może wytrzyma.
Ściągnął usta w wąską linię...
-
Już powiedziałem Pani koledze, że gdybym miał do zakopania trupa, to na mogile nie zostawiałbym swojej wizytówki - może nie tymi słowami to wtedy powiedział, może brzydszymi i za to dostał w ryj? Ale sens był ten sam. Po cholerę miałby wkładać zwłoki do swojego kontenera. Tę ciszę, która między nim zapanowała przerywało jedynie ciche brzęczenie wibracji w jego telefonie, na biurku, przed nim. Dobijali się do niego, ale Galen był jednak słowny, obiecał jej to przeklęte dziesięć minut, więc tyle czasu jej da.
Na to czekał, aż przejdzie do rzeczy, nawet w pierwszej chwili chciał ją pospieszyć gestem ręki, tym, którym pośpieszał tych swoich podrzędnych pracowników ze słowami: czas to pieniądze Cal. Ale jednak tego nie zrobił, uniósł tylko jedną brew słuchając jej słów. Podrapał się po brodzie pokrytej kilkudniowym, ale idealnie przyciętym zarostem.
-
Teraz mam się poczuć bezpiecznie? Bo Pilar Stewart weszła do klatki lwa bez broni i bez podsłuchu i liczy, że teraz będzie się z nim bawić jak z potulnym kotkiem? - pokręcił głową z udawanym niedowierzaniem, a potem nabrał powietrza w płuca ze świstem -
sam chciałbym to wiedzieć, ale chyba Ty tutaj jesteś gliną Pilar? - znowu utkwił w niej te niebieskie tęczówki. Jak tak będą prowadzić śledztwo to szybciej on sam do tego dojdzie. Na to pytanie o wrogów parsknął gorzkim śmiechem, krótko, potem oparł łokcie na biurku i pochylił się w jej kierunku.
-
A kto ich nie ma? Każdy ma jakiś wrogów, a im więcej masz pieniędzy, tym jest ich więcej, możesz mi wierzyć. Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile osób chciałoby żebym zdechł - lista była długa... jak paragon z biedronki. Ale taka praca, żeby Northex wygrywał przetargi, to ktoś musiał je przegrać. A do tego jeszcze te wszystkie desperatki, którym Wyatt dał kosza. Dochodzili też ich zazdrośni kochankowie. Dwa paragony z biedronki i to takie na kilka stówek, jak nic.
Pilar Stewart