Nazwać to, co działo się w tym samolocie
cyrkiem, to jak nic nie powiedzieć. Bo chociaż nie brakowało małp, które szarpały fotele i rozwrzeszczanych klaunów na tylnym siedzeniu, kłapiącymi wielkimi dziobami, to uwaga całego samolotu była skupiona na nich. Na Pilar, która niezmiennie siedziała na kolanach Madoxa i ani kurwa myślała się z nich ruszać. Już nawet nie dlatego, że były całkiem wygodne, a bo prędzej skona lub faktycznie ją wypierdolą ze spadochronem, niż da tym wszystkim wariatkom jakąkolwiek satysfakcje, że ich pierdolenie faktycznie coś załatwiło. I wychodziło na to, że Madox był podobnego zdania, bo już zaczął tłumaczyć stewardesie, że byli kurwa MAŁŻEŃSTWEM wybierającym się w podróż poślubną. A Pilar oczywiście na to poszła. I przytuliła się do niego jeszcze bardziej, gładząc ciepłymi palcami miejsce za jego uchem. Co by sobie te stare wywłoki nie myślały, że to jakieś kłamstwa były wyssane z palca.
Chociaż i tak te związkowe kłamstwa nijak miały się do tej domniemanej choroby Noriegi, którą Pilar strzeliła na poczekaniu. No bo co innego mogła powiedzieć? Pomyślała o tikach, to i wystrzeliła z Zespołem Touretta. Tylko w życiu nie pomyślałby, że stewardesa będzie potrzebowała faktycznie dowodu, a tym bardziej, że Madox faktycznie jej go da.
Na pierwsze
Chuj, kurwa! aż podskoczyła na tych jego kolanach i musiała tak mocno zagryźć policzek od środka, by nie jebnąć głośnym śmiechem, że już po chwili poczuła na języku metaliczny smak krwi. A potem spojrzała na niego poważnie, chociaż oczy prawie płakały ze śmiechu. Wiedziała, że był dobrym aktorem, ale żeby aż tak? Żeby z takim wielkim oddaniem i pasją wyrzucać z siebie tiki słowne i gesty? No trzeba było przyznać, że wziął jej kurwa zaimponował.
—
Już dobrze — przyciągnęła jego głowę do swojej piersi, gdy tak opowiadał o tym, jak jego stan się pogarsza w sytuacjach stresowych, podczas gdy wzrok wbiła w pracownicę samolotu. Mina Pilar była tak surowa i
niezadowolona z zaistniałej sytuacji, że kobieta aż się wzdrygnęła i wręcz w podskokach spierdoliła sprawdzić sytuację. I dobrze. Bo tak szczerze to Stewart nie wyobrażała sobie teraz siedzieć w tym doborowym towarzystwie jeszcze przez kolejne siedem godzin. Bo skoro już zrobiła się taka afera, co by było potem? Tak po trzecim czy czwartym drinku? Cóż, z pewnością fotel Dżesiki wypierdoliłby już z zawiasów od tego ciągłego napierdalania. Bo nawet Pilar kopnęła w niego z trzy razy, kiedy tak czekali na stewardessę. Tak z zemsty za to
ruchanie. I ogólnie za to, że Dżesika była głupią pizdą.
—
Fajnie — Pilar jedynie wzruszyła ramionami na jego słowa o spadochronie. —
Zawsze chciałam skoczyć z samolotu — aż się jej oczy zaświeciły na samą myśl. Co prawda może pierwsze miło by było przejść jakieś szkolenie i zrobić to pod okiem specjalistów, ale z drugiej strony.. po chuj. Może nawet i lepiej tak na spontanie skoczyć sobie siup i wylądować Bóg wie gdzie, bo już na pewno byli daleko za Toronto. Może w Quebec? Na dachu tego zasranego burdelu od razu. Mogliby sobie iść jeszcze herbatkę wypić z Arthurem zanim poszedłby testować nowy towar.
Gdy kobieta w mundurku wróciła do siedzenia, Pilar uniosła na nią wyczekujące i zniecierpliwione spojrzenie, chociaż tak naprawdę nigdzie jej się nie śpieszyło. A kiedy oznajmiła, że przenoszą ich do pierwej klasy, to aż prychnęła i pokręciła głową. No kurwa, no nie. Jak to się stało, że z oskarżenia o ruchanie się przy innych, nagle dostali ofertę awansu do sekcji luksusu i obłudy w pierwszej klasie? Na to przecież nie dało się inaczej zareagować, niż prychnięciem.
N i e c h ę t n i e zsunęła się z kolan Madoxa i zgarnęła swoje rzeczy, łącznie z zajebistą poduszką w kaczuszki, a potem wszyscy przeszli do strefy premium. Pilar przy okazji skoczyła jeszcze do kibla, bo dopiero kiedy wstała z miejsca, poczuła, że lada moment i pęcherz po prostu jej pęknie. I tyle będzie z całego wyjazdu. A kiedy wróciła, aż zamrugała na ten widok, który ją zastał.
—
No i tak to można podróżować — zaśmiała się pod nosem, już nie potrafiąc trzymać tego w sobie. W business klasie panował kompletny spokój. Kilka osób rozmawiało przyciszonym głosem, za głośna muzyka na słuchawkach odbijała się lekkim echem i gdzieś z tyłu dało się usłyszeć szuranie sztucami o talerz, ale tak poza tym? No kurwa. Zero wariatek, żadnej Dżesiki i typa, którego gil z nosa mógł zabić świat. —
Kto by pomyślał, że twoje wciąganie koksu do czwartej nad ranem zagwarantuje nam pierwszą klasę w samolocie.
Pilar ostawiła torebkę na ziemię i rozsiadła się wygodnie na krześle, uśmiechając od ucha do ucha.
—
Wygodne — stwierdziła, wbijając głowę w poduszkę, taką na siedzeniu, a nie kurwa żałosną, dmuchaną w kaczuszki. A potem przekręciła głowę i spojrzała na Madoxa. —
Chociaż twoje kolana były zdecydowanie bardziej wygodne — rzuciła z udawanym zawodem. A może wcale nie takim udawanym? A potem wyciągnęła rękę po kieliszek z szampanem, który Noriega zapewne zdążył już rozlać, podczas gdy ona była w toalecie.
Rozejrzała się po kabinie. Z boku przy stoliku była masa przeróżnych gazetek. Na przeciwko znajdował się dotykowy ekran z interaktywną mapą ale również z filmami i internetem. I pilot. Do ekraniku? Ściągnęła brwi i zgarnęła urządzenie w wolną dłoń. Jakieś dziwne były te przyciski, żeby być do ekranu. Spojrzała jeszcze na Madoxa, ale nim ten zdążył cokolwiek powiedzieć, to już powciskała te wszystkie guziczki, jak ostatnia idiotka. Nawet skierowała go w stronę tabletu. Tylko zamiast jakiejkolwiek zmiany na ekranie, to jej fotel zaczął cały wibrować, przechodząc w jakiś pojebany typ masażu. A że Pilar została wzięta z zaskoczenia, to w pierwszej chwili zajęczała, cała się wyprostowała i spojrzała zaskoczona na Madoxa. No i super. Znowu będzie, że się ruchają.
—
Kurwa, to masuje? — czyli to temu bogaci ludzie uwielbiali podróżować samolotami? Już teraz zaczynała to rozumieć. Może to życie Galena wcale nie było takie złe, skoro miał takie rarytasy na porządku dziennym. Kiedy w kocu udało jej się nieco zmniejszyć intensywność tego typu masażu, opadła wygodnie na oparcie i wtopiła się w fotel. —
Dobra, jednak tu mi lepiej niż na twoich kolanach — wymruczała, bo tak dobrze jej było. Chociaż też co chwile rozchylała usta, by złapać większy haust powietrza, bo Pilar Stewart była b a r d z o pospinaną kobietą, której mięśnie wołały o pomstę do nieba, więc jednak trochę ją to bolało. A nawet bardzo. Ale to przecież nie był żaden problem.
Madox A. Noriega