Krew.
Jej zapach tak intensywnie unosił się w powietrzu, była wszędzie, i Madox przez chwilę czuł, jakby właśnie ta cała krew mu odpłynęła gdzieś z głowy, a później to nawet zrobiło mu się jakoś tak słabo, jakby sen miał teraz przynieść ulgę. Bo może by przyniósł? Jakby zamknął oczy i trochę się zdrzemnął, a później obudził, może bez tej rany wcale. Tylko, że Madox chyba też wiedział, że jakby teraz usnął, to może już wcale by się nie obudził.
Przecież widział niejeden postrzał, i sam też już raz dostał, gdzieś tam w ramię, pod tatuażami miał bliznę. Ale to było otarcie, kule przeszła na wylot, a nie siedziała w ciele. Chociaż ta teraz też już przecież nie siedziała. Nie było jej.
Spać.
Tak bardzo chciało mu się spać, że powieki same zaczęły opadać, ale wtedy Pilar zaczęła go klepać po policzkach, i sięgnął jakoś nieskoordynowanie do jej ręki, żeby ją zsunąć ze swojej twarzy, po szyi, na klatkę piersiową.
-
Nie... - mruknął, ale bardziej mu chodziło o to, żeby go tak nie klepała, a może, że nie będzie na nią patrzył?
Ale patrzył przecież, teraz jednym okiem na przykład, bo to drugie było ciężkie, powieka była ciężka, i ta ręka Maddie na jego boku też była ciężka. Ale już tak nie bolało. Bolało jak rana, jak dziura, ale nie tak, jakby ktoś tam grzebał pogrzebaczem, tylko jakby mu ten pogrzebacz wbił.
Popierdolona Ruby, jak już stąd wyjdzie, to sam ją zbije. Ale chyba nie powinien, Maddie na nią naśle na przykład.
I kiedy on sobie tak odpływał myślami gdzieś do tej walki Maddie i Ruby w klatce, to Stewart znowu chwyciła go za twarz, a te jego ciemne, zamglone oczy, trochę nieobecne, spoczęły na jej twarzy. Pięknej, ale jakiejś takiej zatroskanej.
Najpiękniejszej jaką widział.
Już sięgnął ręką do jej policzka, chciał sięgnąć, ale zaplątał się w pościel, pierdoloną czarną pościel. Bo na czarnym nie widać krwi.
I znowu ta
krew odpływająca z głowy, wypływająca z rany, na te jasne ręce Maddie zakończone czerwonymi, długimi paznokciami.
Czerwony to był ich kolor. Tylko, że Madox wcale nie widział tej czerwieni, bo on już patrzył gdzieś w sufit, w te... czerwone też lampy. Tylko, że ta nad nimi dawała jeszcze to jasne światło, mieszało się z czerwienią, tworząc jakaś specyficzną barwę, dziwną poświatę, której Madox nawet nie umiał nazwać. Tuż nad głową Pilar, kiedy znowu się tak nad nim pochyliła. I już otworzył usta, bo jej chciał powiedzieć, że jest
piękna, ale ona mu wtedy zabrała tę poduszkę i opadł plecami na ten chłodny materac, zimne, czarne prześcieradło, aż po plecach znowu przeszedł dreszcz i rana znowu zapiekła, a on syknął.
Ale te poduszki pod nogami może coś pomogły, bo może ta
krew rzeczywiście zaczęła napływać do głowy? Aż wypuścił mocniej z płuc powietrze, ale poczuł to w tej ranie, to mocne westchnienie. Wszystko tam czuł, a potem poczuł na policzku znowu jej rękę, i teraz to nawet udało mu się palcami sięgnąć do jej dłoni, złapać za nią, ale rzeczywiście ona była w tym momencie taka
ciepła, przyjemna, bo jemu było zimno.
Ale kiedy Pilar zarzuciła na niego kołdrę, też czarną, to zrobiło się jakoś przyjemniej, chociaż pierwsze zetknięcie tej chłodnej pościeli z zimną skóra było nieprzyjemne, tak nieprzyjemne, że Madox przekręcił się jakoś na bok, ale Maddie nie puściła rany, przesunęła się tylko bardziej na brzeg materaca. Chociaż ona też wyglądała blado, jak jakiś duch, w tej swojej blond szopie, ze śladami krwi na włosach. Wyglądała strasznie i Noriega na pewno by to skomentował, ale mu się teraz nie chciało. Bo kiedy zaczęło się robić cieplej, to jemu nagle zaczęło się znowu chcieć spać, więc sięgnął ręką do Pilar, a ona doskonale to odczytała, bo zaraz go za tą dłoń złapała i usiadła obok. A on właśnie tak bardzo chciał, żeby usiadła obok. Oparł głowę na jej nagich udach, wtulił w nie policzek, a tę jej rękę
wreszcie oparł sobie na karku.
-
Podrap - mruknął, ale może to wcale nie był taki najlepszy pomysł, bo kiedy go tak głaskała, kiedy przesunęła paznokciami po karku, po skórze na głowie wplatające palce w te jasne, krótkie włosy, to zrobiło mu się jakoś przyjemnie, tak jakby ten ból znowu zszedł na dalszy plan.
Błogo.
Może za błogo?
Drugą ręką sięgnął do jej biodra, żeby ją objąć, żeby się do niej przytulić, kiedy tak mu kazała oddychać. Przecież to robił, lekko, bo jak zaciągał to powietrze mocniej, to bardziej bolało, chociaż w pewnym momencie, to znowu się zaciągnął tym jej znajomym zapachem. Takim bliskim, takim, którego mu przez ten tydzień tak brakowało, że aż się skrzywił. Nie przez zapach, bo ten był intensywny, wymieszany z metalicznym zapachem krwi, ale z bólu.
-
Tylko dziesięć minut Pilar... - mruknął cicho prosto w to jej udo, które musnął wargami. Bo mogła mu przecież dać teraz to dziesięć minut odpocząć. Przespać się.
Ale chyba nie mogła, bo zaraz powiedziała, że ja zamknie oczy, to ona dzwoni po pogotowie. A on wtedy tymi oczami, które wciąż się kleiły, to aż wywrócił, bo co ona by im powiedziała, że bawiła się w lekarza i mu wyciągnęła kulę, bo jej kazał.
-
Loca - znowu mruknął. Ale powieki wciąż mu ciążyły, bo ta krew teraz krążyła w organizmie tak jakoś powoli. Wolniutko, zupełnie nie w jego stylu.
Zimna, wolna krew. I kiedy on znowu zamknął na moment oczy, to wtedy Pilar wypaliła z tymi krokodylami, a Madox najpierw spojrzał na nią jednym okiem, ale zaraz drugim też, no bo przecież on te ciekawostki to pamiętał prawie wszystkie. Ale tej o krokodylach nie pamiętał, więc spojrzał na nią, ale nie jak Maddie, tylko z prawdziwym zainteresowaniem.
-
Krokodyle - powtórzył po niej, a potem to on wystawił jej czubek języka. Te jego ciemne tęczówki spoczęły na jej twarzy, na jej czekoladowych, pięknych oczach, a kiedy powiedziała o tych trzech sercach ośmiornicy, to uśmiechnął się delikatnie. Wciąż blado jakoś, ale jednak.
-
Trzy serca - aż zerknął na Maddie, czy ona też jest taka zainteresowana, ale chyba nie była, bo Maddie zrobiła jakieś wielkie oczy. Ale może właśnie z powodu tych trzech serc?
Chyba te poduszki rzeczywiście zdziałały cuda, a może to te ciekawostki? A może to wszystko razem, no i jeszcze to, że Pilar znowu była tak blisko, bo kiedy powiedziała o tych słoniach, to Madox sięgnął do jej policzka i oparł na nim palce, ale już tak bardziej zdecydowanie.
-
Ciekawe z tymi stopami, nie? - znowu na nią spojrzał -
a wiedziałaś, że koliber jest jedynym ptakiem, który potrafi latać do tyłu? - to też była ciekawostka z tych czekoladek, taka którą Madox zapamiętał jeszcze zza czasów dzieciaka. Maddie spuściła z płuc powietrze, kiedy on tak powiedział więcej niż te dwa słowa. I on też się poczuł trochę lepiej, tak, że spojrzał na Maddie.
-
Ale wyglądasz chujowo Mads - blondynka najpierw nadęła usta, ale potem parsknęła -
a ty nie lepiej - rzuciła od razu, ale widać po niej było, że odetchnęła z ulgą. I Madox też trochę odetchnął, bo naprawdę zrobiło mu się lepiej. I te powieki wcale już nie były takie ciężkie, a serce jakoś szybciej zabiło, gdy on znowu wtulił policzek w udo Pilar, a potem wbił w nie też palce i nawet chciał ją ugryźć, ale na języku wciąż miał ten smak krwi. Zacmokał dwa razy.
-
Jest coś do picia? - zapytał i zerknął na jedną i na drugą, spojrzenie zatrzymał na Pilar -
nie wyleje się dziurą? - zażartował nawet sobie. Ale Maddie walnęła go za to lekko.
-
Przyniosę ci sok - powiedziała, ale Madox jęknął coś, że fuj, a Maddie te niebieskie oczy utkwiła w Pilar -
no a co? - i czekała, jakby to właśnie Stewart miała zadecydować co.
-
Rum - i on też spojrzał na Pilar, bo teraz to już ona trzymała tę szmatę przy jego ranie, a Maddie rzeczywiście sobie poszła.
I wreszcie zostali sami.
-
Nie leci już? - zapytał Madox, i nawet sięgnął do jej ręki, żeby tam zajrzeć, i ta krew rzeczywiście już przestała lecieć, już tylko się sączyła. Pilar pewnie zaczęła coś tam, że trzeba założyć opatrunek, albo szyć, bo przecież ona to się tak na tym znała, że Madox był trochę w szoku. Ale z drugiej strony, to dobrze, bo on tutaj dzisiaj prawie zszedł. Już nawet zastanawiał się jak będzie w raju.
Dobre.
Bo on przecież do raju to na pewno by nie trafił, chyba, że po to, żeby wziąć stamtąd klucze do swojej kwatery, gdzieś na samym dnie piekła.
Nie pozwolił jej nawet dokończyć, tylko podniósł ręką tą czarną pościel, pod którą leżał i przesunął się, żeby jej zrobić miejsce koło siebie.
-
Na chwilę, zanim Maddie przyjdzie - powiedział i spojrzał jej w oczy jakoś tak błagalnie, więc chyba nie mogła mu odmówić, nawet mimo tego, że wciąż trzymała tą zakrwawioną szmatę na jego boku. I kiedy wreszcie się koło niego położyła, kiedy mógł się do niej tak po prostu przytulić, to aż westchnął ciężko w jej szyję.
-
Ale mi tego brakowało kurewsko - znowu zaciągnął się jej zapachem, tylko znowu to większe nabranie w płuca powietrza zaowocowało bólem, a Madox się delikatnie skrzywił -
tego nie - przesunął palcami po jej ręce, tej która spoczywała na jego boku, ale później sięgnął do jej szyi, musnął ciepłą skórę opuszkami, które zacisnął na jej podbródku, tak, żeby ją do siebie przyciągnąć, żeby znowu się do niego pochyliła i musnął wargami jej pełne, gorące usta. Raz. Drugi. I trzeci.
-
I tego też, najbardziej - powiedział między tymi pocałunkami. Które były tak przyjemne, ale jednak też bolesne, bo każde te jebane drgnięcie i spięcie mięśni bolało. Bolało w tej ranie. Sercu jednak przynosząc prawdziwe ukojenie.
-
Zamkniesz drzwi? - zapytał znowu wbijając ciemne tęczówki w jej oczy. Bo może...
Maddie wcale już nie była im tutaj potrzebna?
Pilar Stewart