Biorąc pod uwagę fakt, że Madox prawie mieszkał w Emptiness, spędzał tutaj więcej czasu, niż u siebie w mieszkaniu, to latino lecące z głośników pewnie znał na pamięć. Każdą jedną piosenkę, może nawet on je układał w odpowiedni sposób, pouczał DJ'a co ma puszczać i kiedy, żeby ta salsa była naprawdę ognista, żeby parkiet płonął.
I dzisiaj też płonął, a jego czarne już teraz oczy, wodziły po jej zgrabnym, filigranowym ciele. Jamie umiała się ruszać, musiał jej to przyznać. Może nie było w niej tyle ognia, co w niektórych Latynoskach, z którymi rzeczywiście czasem trzeba było się nieco poszarpać, ale Noriega to lubił, tą jakaś taką buntowniczość, w tańcu też. Jednak Jamie dawała się prowadzić, czuła rytm, a przede wszystkim czuła jego, a to też mu się podobało. To, że nie musiał sam kierować jej dłońmi, czy odpowiednio ją ustawiać, bo ona to wszystko wiedziała. Wiedziała gdzie położyć dłoń i gdzie ją przesunąć, wiedziała, że jej miejsce jest tuż obok jego. Ciało, przy ciele.
Było to całkiem przyjemne doświadczenie, coś takiego, co pozwoliło mu na moment nawet odpłynąć, zając czymś te myśli, które przecież kłębiły się w głowie. Zapomnieć na chwilę o Medellin, a nawet o tej imprezie, którą szykował na jutro.
Jego ciemne tęczówki spoczęły na jej twarzy, kiedy znowu wpadła w jego ramiona, a później na tych ustach, które zawisły tak blisko tych jego, i przez jeden krótki moment Madox nawet zastanawiał się, jak smakują, te jej pełne, ciepłe wargi.
Czy tak samo jak ten słodki zapach, który wdarł mu się teraz w nozdrza, który uderzył go tą rześką, a jednak cukierkową nutą. To pewnie ta wanilia, która drażniła, ale w jakiś taki przyjemny sposób, a Madox na co dzień wcale nie lubił takich uroczych nut.
Za to te dłonie na jej pośladkach, były już dla niego jakieś typowe, chociaż może rzeczywiście się zagalopował? Zapomniał, że nie tańczy z jakąś
loca chica, że powinien trochę bardziej to wyważyć. Dopiero kiedy tak zesztywniała pod jego palcami, to na moment spojrzał jej w oczy, a potem strzelił nimi w sufit, ale się uśmiechnął, jeden kącik jego ust uniósł się ku górze. Pozwolił jej złapać się za rękę, tę drugą dłoń przesuwając powoli na jej talię, może i Madox był narwany i zawsze hej do przodu, a granice to praktycznie dla niego nie istniały, a już zwłaszcza w tańcu. Bo jak, kiedy ciało pragnie ciała, kiedy dotyk jest tutaj dyktowany rytmem, dyktowany
czuciem, a Noriega uwielbiał
czuć.
-
Coś na odwagę? - zapytał, kiedy powiedziała o tym drinku, a później to sam ją szarpnął do baru, trochę energiczniej, bo jednak Madox był w gorącej wodzie kąpany. Z nim wcale nie trzeba było chodzić, nigdzie.
On lubił doświadczać, chociaż kiedy wyjął wysoką szklankę, żeby jej przygotować tego drinka, kiedy lał rum do szklanki, to jego myśli odpłynęły gdzieś daleko stąd. Gdzieś do pewnego drinka i czerwonej sukienki.
Dopiero kiedy Jamie oparła się o ladę przed nim, to wrócił na ziemię.
-
Dulce y Peligrosa, słodka i niebezpieczna, myślę że ci zasmakuje... - powiedział powoli, chociaż on zdecydowanie był większym fanem tego drugiego, jakiegoś takiego niebezpieczeństwa. Przygody, której ciarki było czuć pod skórą. Nasypał do szklanki lodu, rum dopełnił sokiem z ananasa i tonikiem, do tego trochę malinowego syropu dla różowego koloru. Zamieszał drinka długą łyżeczką wprawiając w ruch kostki lodu, a kiedy wyjął tę łyżkę, oblizał ją i wrzucił do zmywaka.
-
Dla mnie za słodkie, ale pasuje do Ciebie - znowu jej puścił oczko, a później ozdobił szklankę półplasterkiem limonki i w końcu podsunął jej pod nos tego drinka.
Tylko kiedy Jamie podniosła szklankę, to wpadła na nią jakiś pijany typ i pewnie tym drinkiem się oblała, chociaż Madox to wcale tego nie zobaczył, bo on już w trzy sekundy stał po drugiej stronie baru i ściskał tego pijanego gościa za koszulę.
-
Jak kurwa łazisz? Wpadłeś na Panią - no i wskazał podbródkiem Jamie, tylko, że tamten coś prychnął i wcale się Madoxa nie bał, tylko się szarpnął i go odepchnął. I to był błąd. Bo Noriega zrobił krok do przodu, a kiedy facet się zamachnął, jakby chciał go uderzyć, to on zareagował od razu, a to bicie się to on miał we krwi, tak jak ognistą salsę. Złapał mężczyznę za rękę i wykręcił mu ją do tyłu, a już po chwili, to ta jego pijacka gęba wylądowała na barze obok Jamie, a Madox tylko docisnął go mocniej.
-
Miałeś chyba przeprosić - warknął, a gość jeszcze próbował się wyswobodzić, a nawet go kopnąć, tylko, że Madox na takie rzeczy był przygotowany, mocniej szarpnął jego rękę, tak, że ramie prawie wyskoczyło mu ze stawy, i jeszcze mocniej docisnął go do lady -
czekam... - burknął pochylając się nad typem.
No cóż, miało być miło, a wyszło jak zwykle...
dulce y peligrosa