34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

18
Wrong crowd.
Wrong drink.

Madox zupełnie tutaj nie pasował.
Nawet teraz kiedy stał w tym swoim dobrze dopasowanym smokingu, który przecież wypożyczył na tę okazję, a spod którego wciąż widoczne były te jego tatuaże, nikogo by nie oszukał, że on tutaj pasuje, że on tutaj w ogóle dobrze się czuje. Bo nie czuł się wcale, wręcz przeciwnie miał dziwne wrażenie, że ta muszka pod szyją zaciska się coraz mocniej na jego szyi, uniósł wydziaraną dłoń, żeby ją poprawić, poluzować, przejechał palcami po tych krótkich, jasnych włosach, które on teraz przecież posiadał. Nie chciał się dzisiaj rzucać w oczy, a i tak chyba to robił. A przede wszystkim to wcale nie chciał tutaj być, już prawie się wykręcił, ale Winston nalegał, a tak się składa, że facet zostawiał pokaźne sumy w klubie Noriegi. Zawsze zamienili te kilka słów, no i Madox też częstował go rumem prosto z Kolumbii, w zamian dostając te wszystkie drogie butelki, które mógł sobie później ustawiać za barem razem z podarunkami od Debbie.
Chciał to odbębnić i się stąd zwinąć, wznieść jakiś toast tym drogim szampanem, może wypić ze trzy kieliszki, a później się ulotnić. Zniknąć. Złoży życzenia Winstonowi i będzie mógł stąd uciekać, jechać do Stewart, jeśli mu pozwoli, albo do klubu. Wracać do siebie, do swojego brudnego świata.
Tylko jak na złość Winstona nigdzie nie było, zamiast tego Madox porozmawiał już z kilkoma parami, których wcale nie znał, uśmiechając się przy tym sztucznie. A szampana wypił już chyba z pięć kieliszków. Zjadł też kilka tych wykwintnych przystawek, których nazwy nawet nie umiał zapamiętać.
Teraz też stał zafascynowany przed wysoką wieżą ułożoną z kieliszków, sięgała prawie pod sufit i Madox zastanawiał się jak będą nalewać szampana tam na górze. Musieli to robić z drabiny, albo z jakiegoś balkonu? Przechylił na bok głowę, a jego palec przesunął się po szkle jakiegoś kieliszka znajdującego się na dole tej piramidy. Dość stabilne, ale znając szczęście Noriegi, gdyby on próbował czegoś takiego w swoim klubie, to potem musiałby te szkła sprzątać przez tydzień. Ale Emptiness to jednak była mordownia, nie to co tutaj, te pary poruszały się miedzy stolikami w swoim jakby zwolnionym tempie. A później w takim zwolnionym tempie Madox zobaczył Winstona, który stał ze swoją żoną po drugiej stronie tej szklanej piramidy i już ruszył w jego kierunku, ale odwrócił się chyba zbyt gwałtownie, szybciej niż poruszali się ci wszyscy ludzie i wpadł na jakąś brunetkę, która od tego impetu, z którym on w nią wlazł zachwiała się niebezpiecznie na tą kieliszkową piramidę. Aż Madox musiał złapać ją za przedramię i odciągnąć na bok.
- Santa madre - mruknął i zrobił wielkie oczy zerkając na szkło, które zadzwoniło niebezpiecznie. Tydzień sprzątania i wszędzie szkła, jak nic. Na szczęście kieliszki się utrzymały, a Noriega odetchnął z ulgą i dopiero jego spojrzenie padło na twarz kobiety, która przed nim stała.
- Charity? - zapytał z tym swoim dziwnym akcentem i uniósł jedną brew. W zasadzie kogo jak kogo, ale jej mógł się tutaj spodziewać. Może nawet chciał powiedzieć coś jeszcze, ale przekręcił głowę na bok, żeby odszukać wzrokiem Winstona, tylko on znowu gdzieś zniknął, rozpłynął się w powietrzu.
- Mierda, gdzie on kurwa jest? - rzucił pod nosem, bardziej do siebie niż do niej, i dopiero teraz znowu na nią spojrzał, zmierzył wzrokiem - co tutaj robisz? - chyba jego ulubiona kwestia ostatnio. Chociaż z drugiej strony, to przecież ona w tej pięknej sukni, pełnym makijażu i z diamentami otulającymi szyję i wiszącymi w uszach, pasowała tutaj zdecydowanie lepiej, niż Noriega w tym swoim wypożyczonym smokingu, ze spinkami do mankietów z pchlego targu.

glina cherry
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Madox A. Noriega

Charity oddychała pełną piersią. Huczne bankiety bogatych ludzi były dla niej naturalnym środowiskiem. Doskonale zdawała sobie sprawę, w jaki sposób powinna się poruszać, jakie gesty wykonać oraz do kogo się uśmiechnąć. Miał to być najzwyklejszy wieczór, w którym będzie mogła odpocząć od wszelkich zmartwień. Ostatnio w jej życiu dramat gonił za tragedią, mieszając się ze sobą. Potrzebowała móc czuć się gwiazdą, nawet jeśli fizycznie podupadała.
Włosy miała delikatnie spięte z koka, z którego wystawały kilka niesfornych falujących kosmyków włosów. Na sobie miała czerwoną sukienkę, sprawiającą, że trudniej było jej nabrać powietrza do płuc. Każdy szczegół wyglądu, łącznie z biżuterią miała dopracowany do perfekcji. Makijaż wydawał się zakrywać delikatne wory pod oczami i bladą twarz.
Idealna weszła pewnym siebie krokiem na bankiet. Tylko wytrawny obserwator, ktoś kto znałby ją od podszewki, zauważyłby, że coś nie grało. Ten chód wiele skrywał. Pewną słabość, wątpliwości coś, co tkwiło głęboko w sercu. Stanęła przy jednym ze stolików, zawieszając wzrok w różnych miejscach sali. Próbowała odnaleźć przyjazne samej sobie osoby. Uniosła wysoko brodę. To był jej świat. Pełen diamentów, pieniędzy i drogiego szampana. To właśnie za nim podążyła, gdy poczuła zderzenie.
W głowie tytułowała się Królową Największej Wpadki, wpadłaby wprost na piramidę z kieliszków. Tylko coś, a w zasadzie ktoś ją przed tym zatrzymał. Słysząc jego głos, ten charakterystyczny dla niej akcent, cała mimowolnie się spięła. Doskonale pamiętała ich ostatnie spotkanie. Odzyskując równowagę, od razu wykonała krok do tyłu.
Madox — mruknęła, słysząc jego pytanie. Nie spodziewała się go. Choć bardziej dziwiło ją jego zdziwienie. Przechyliła głowę, wpatrując się w niego z niezrozumieniem. Nie rozumiała samej siebie. Jedno krótkie przywitanie i powinna ruszyć dalej. Kilku inwestorów miała dziś ogarnąć.
To ja Tobie powinnam zdać to pytanie — wycedziła wprost Cherry, zakładając rękę na rękę. Zaraz jednak westchnęła cicho — świętuję udany rok z inwestorem — żadnej, wielkiej tajemnicy nie odkrył. Bardziej interesowało ją coś innego i oto miała zamiar dopytać. — a ty? Nie podają tutaj tequili, ani rumu — uniosła delikatnie do góry jeden z kącików ust. Zmierzyła wzrokiem Madoxa i musiała przyznać, że dobrze wyglądał w smokingu.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox nie był wytrawnym obserwatorem, nie, jeśli chodzi o to, że powinien zauważyć, że coś jest nie tak, bo dla niego Cherry w tej czerwonej sukience wyglądała zjawiskowo. Idealnie pasowała do tych stołów zasłanych czerwonymi, zdobnymi obrusami, do tych wiszących pod sufitem świątecznych ozdób, jemioły i innych cudów. Dopełniała ten obrazek, jak w jakimś świątecznym filmie, przy boku brakowało jej tylko jakiegoś księcia w idealnie skrojonym fraku.
Madoxowi jednak daleko było do księcia, chociaż prezentował się nie najgorzej, a jednak on się tak nie nosił, nie potrafił tak brylować w towarzystwie, co zaraz zresztą Cherry mogła zobaczyć, kiedy sięgnął do przechodzącej obok dziewczyny i ściągnął z jej tacy kieliszek z szampanem. Tak to chyba się nie odbywało w wyższych sferach, ale Noriega nie miał wcale o tym pojęcia, bo nie był jakimś... Galenem Wyattem.
Zanim jednak jeszcze napił się bąbelków to zaproponował je Cherry wystawiając kieliszek w jej stronę, ale zgromiła go spojrzeniem. To chyba miało znaczyć nie, ale to nawet lepiej dla niego, bo zaraz przechylił szkło.
Wzruszył ramionami na to jej pytanie, jakby sam nie wiedział co tutaj robi, ale kiedy ona tak zgrabnie założyła rękę na rękę, to Madox odłożył kieliszek na pierwszy lepszy stolik i też splótł ręce na piersi. Może tak zachowują się bogacze?
- Ja to samo - powiedział powoli, ale przecież on... No nie miał inwestorów, a rok też był średnio udany.
- A właściwie to szukam Winstona, żeby mu złożyć życzenia i spadać - dodał w końcu, a to akurat była prawda. Ten Madox to się ostatnio zrobił jakiś prawdomówny - no i jeszcze chcę zobaczyć jak napełniają tę piramidę, z drabiny? - zerknął w bok na te kieliszki, ale później znowu jego ciemne tęczówki zatrzymały się na dużych, błyszczących oczach Cherry. Jeden kącik ust drgnął ku górze.
- No i dlatego uważam, że dużo tej imprezie brakuje, wszyscy lepiej by się bawili, gdyby było tu chociaż trochę rumu, albo tequili - puścił do niej oczko - po szampanie już czuję, że jutro będę leczyć kaca - dodał poważniej - chociaż pasuje do niego to coś... - i on znowu sięgnął do jakiejś kelnerki, która przechodziła obok nich z tacą, żeby ściągnąć jej z niej jakieś przystawki. A to były mini kanapeczki z foie gras i gdyby Madox wiedział co to jest, to pewnie by tego w życiu nie zjadł. Ale nie wiedział. I zjadł dwie ze smakiem.
- Co się robi na takich imprezach? Tylko pije szampana i je te małe kanapeczki? - zapytał po chwili i jakoś tak odruchowo zrobił krok w jej kierunku, ciut bliżej - jesteś z narzeczonym? - zerknął gdzieś w dal, bo ostatnio w klubie mu przecież tak ładnie dała do zrozumienia, że jest zaręczona.

glina cherry
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Madox A. Noriega

Zgromiła go wzrokiem. Takie imprezy kierowane były konkretnymi regułami. Odpowiedni ubiór, postura ciała, ale przede wszystkim wypowiadane słowa. Każdy szczegół, choćby najmniejszy, musiał zostać odpowiednio zaprezentowany. Kątem oka zauważyła inwestora, z którym miała dzisiaj porozmawiać. Wróciła wzrokiem do Madoxa, kładąc dłonie na boki i nieznacznie przechylając głowę. Przypominała matkę karcącą dziecko.
Noriega nie podchodzi się w ten sposób do kelnerów — wyrzuciła z siebie, wzdychając ciężko. Magia świąt nie powinna od nikogo wyrzucić kultury. Kilka sekund trwało, zanim wpadła na odpowiednie słowa — przynajmniej coś do nich powiedz. To też są ludzie, jak jesteś przy barze i ktoś do Ciebie mówi, to jest lepszy, niż ktoś krzyczący: mojito dla mojej świni — miała zadziwiająco poważny ton. Dla niej kultura na tego rodzaju przyjęciach wydawała się być wisienką na torcie. Każdy ich obserwował. Dla Madoxa mógł to być krótki wieczór, a dla Charity okazja, by pokazać firmę z jak najlepszej strony.
Nie masz żadnych inwestorów — stwierdziła krótko. Nie znała Madoxa od wczoraj, by znać podstawowe informacje na jego temat. Nie spodziewała się, że mógłby chcieć sprzedać Emptiness. Nie miała w stosunku do niego złej krwi.
Mogłam się tego spodziewać — zaśmiała się cicho pod nosem, słysząc jego wytłumaczenie — widziałam wyższe wieże — takie przelewane na imprezach sylwestrowych najbardziej bogatych ludzi na całej kuli ziemskiej. Idealnie wykonane kieliszki ze złotymi szczegółami. Ta dzisiejsza robiła na niej wrażenie, choć bardziej czekała na występ artystyczny na ogrodzie Winstona. Podobno serce będzie mogło zatrzymać się od tańca ognia.
Pasuje do niego wątróbka z kaczki? — uniosła do góry jedną ze swoich brwi, widocznie rozbawiona. — musisz znaleźć sobie towarzysza, bo zjesz jeszcze końskie jądra — powiedziała poważnym tonem. Dla mężczyzny wydawała się być to realna groźba. Ohydna sprawa zjadać męskie narządy. Cherry zdążyła się nauczyć, że na takie imprezy przyjeżdża się najedzonym. Momentami skala dziwności posiłków ludzi w jej kręgu ją przerażała.
Rozmawia, tańczy się i pije szampana — a gdy znajdzie się odpowiedniego kompana, chowa się przed całą zgrają z butelkami alkoholu — buduje się własną markę — dodała już nieco poważniejszym tonem. Rozmowy z ludźmi, wiązanie się z nimi, tworzenie koneksji. Proste cele.
Dopiero ten krok w jej stronę, spowodował delikatny ucisk w żołądku. Z jej twarzy zniknął uśmiech. Pierwszy raz od dawna Charity Marshall nie wiedziała, co powinna powiedzieć. Wiele słów cisnęło się jej na usta, a żadne nie wydawało się odpowiednie. Nie w tłumie ludzi, nie na trzeźwo. Odwróciła głowę, by spojrzeć na ludzi zafascynowanych wieżą z kieliszków.
Jestem singielką Madox — powiedziała krótko, chłodno. Dosłownie sekundę później znów się odezwała — chcesz tu tak stać, czy pokazać Ci lepsze miejsce? — uniosła kąciki ust. Niepierwszy raz imprezowała u Winstona. Miała własne ukryte lokacje.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy tak złapała się pod boki i gromiła go spojrzeniem, to Madox nawet jakoś tak spuścił głowę delikatnie, rzeczywiście jak dzieciak, który dostaje burę, słuchał jej z ciemnymi tęczówkami utkwionymi w jej brązowych, dużych oczach.
- No... pierwszy raz jestem na takiej imprezie Cherry, a tamten facet się w ogóle do nich nie odzywa - bardzo kulturalnie wskazał palcem jakiegoś grubego gościa we fraku, który rzeczywiście nic nie mówił, tylko chrząkał i mruczał coś pod wąsem - mam im mówić, że to szampan dla mojej świni? Ludzie tu przychodzą ze świniami? - rozejrzał się, bo by się wcale nie zdziwił, bogaci byli dziwni. A Madox po prostu nie słyszał takiego określenia jak świnia na swoją panienkę, bo on i tak jeszcze czasami coś przeinaczał, pomimo, że przecież żył tutaj już dziesięć lat. I jej pełne imię też wciąż wymawiał z tym dziwnym, wyjątkowym akcentem.
- Ale mógłbym mieć Charity. Moglibyśmy z Winstonem na przykład otworzyć taki kolejny klub... Już mi to proponował, ale po co mi to? - bo Madox to jednak nie miał takiego parcia na szkło, nie chciał być jakimś potentatem sieci klubów, jemu wystarczyło Emptiness, które już i tak mu przysparzało sporo kłopotów biorąc pod uwagę fakt jakie towarzystwo się tam bawiło.
Zerknął na wieżę z kieliszków, kiedy Cherry powiedziała, że widziała wyższe, on nie widział, on nawet nigdy na żywo nie widział jak to się odbywa, to napełnianie tej wieży, a jak on później miał z niej wziąć kieliszek? A może ci bogacze ich wcale nie brali? Może to był tylko taki pokaz?
Na moment zawiesił się na tych kieliszkach i dopiero jak Marshalll powiedziała o tej wątróbce, a Madox nienawidził wątróbki, najgorsza rzecz na świecie, to aż się skrzywił. Aż go wzdrygnęło i wystawił na moment język, a potem znowu się odwrócił do jakiejś kelnerki i chwycił z jej tacy kieliszek.
- Dziękuję bardzo, macie pysznego szampana, ale powinniście mówić ludziom, że to jest wątróbka - wskazał znowu palcem drugą kelnerkę z przystawkami, a potem to wychylił ten kieliszek prawie na raz, chociaż go zemdliło. Pewnie od tej wątróbki, a może dlatego, że to chyba już jego ósmy kieliszek?
- Wolałbym chyba te jądra od wątróbki - samo to słowo wątróbka, w jego ustach sprawiło, że go wzdrygnęło. Wyzerował tego swojego szampana, a ciemne tęczówki zawiesił na twarzy Cherry.
- Które to są końskie jądra? - zapytał poważnie patrząc jej w oczy, gorzej jak już je zjadł, bo on już tutaj próbował różnych rzeczy, aż na moment zamknął oczy obiecując sobie, że nigdy więcej. Dopiero na jej kolejne słowa je otworzył.
- Powiedz mi tylko, że nie tańczy się jakiegoś walca, albo czegoś w tym stylu, bo jeśli tak, to żegnam Panią - a co on myślał, że się tańczy salsę? Na pewno jakieś eleganckie tańce dla nadętych bufonów. Aż Madox znowu się poczuł jakoś bardzo nie na miejscu, przejechał dłonią po tej swojej białej koszuli, aż mucha mu się trochę przekrzywiła, ale nawet tego nie zauważył.
Zauważył za to spojrzenie Cherry wbite w te kieliszki, sam też momentalnie na nie zerknął, na sam szczyt, bo on wciąż się zastanawiał jak to się będzie odbywać. Ale to była tylko chwila, bo z jej kolejnymi słowami, kiedy powiedziała, że jest singielką, to Madox już stał obok niej i wyciągnął do niej ramię.
- Świetnie się składa - powiedział, bo skoro ona dzisiaj tu była sama, on też sam, to mogła mu potowarzyszyć i chociaż powiedzieć czego nie powinien jeść. Kiedy już ujęła go pod ramię, to pochylił delikatnie głowę w jej kierunku, intensywny zapach perfum Cherry miał w sobie dzisiaj coś słodkiego, świątecznego. Szkoda tylko, że Madox wcale nie lubił świąt.
- To prowadź - mruknął jej do ucha - i błagam Cię Cherry, powiedz mi wcześniej co oni podsuwają mi pod nos na tych tacach, bo jak jeszcze raz trafię na... - to słowo na w, kończące się na ątróbka, aż nie chciało mu przejść przez gardło - na coś tak ohydnego to może się to źle skończyć - wciąż jeszcze czuł jak ta wątróbka mu teraz siedzi na żołądku.

glina cherry
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Madox A. Noriega

Miała wrażenie, jakby rozmawiała z dzieckiem. Wielkim, dużym, męskim, które właśnie poznaje świat wystawnych imprez. Nie zdążyła Madoxa zaciągnąć na żadną. Może zdążyła mu kiedyś kupić markowe koszule, by się lepiej przy niej prezentował. Dbała o prezencję, ale z jakiegoś powodu ich drogi się rozeszły. Niezgodność charakterów, a może bardziej światów?
Smith ma sztuczną szczękę. Ciesz się, że nic do Ciebie nie mówi. Byłbyś cały w jego ślinie — skwitowała Charity, odwracając głowę w stronę mężczyzny. Oczywiście, zaczął wcinać kolejną przekąskę, a jej resztki zostały mu na wąsie — nie przychodzą. To takie potoczne określenie na dupę — wytłumaczyła Marshall. Czasami zapominała o pochodzeniu Noriega. Niezbyt wiele o nim wiedziała, ale bywały momenty potrzebne wyjaśnienia. Słyszała jego akcent, chwilami wolała przestawić się z Madoxem na rozmowy po hiszpańsku.
Kwestii kolejnego klubu nie skomentowała. Jedynie krótko wzruszyła ramionami. Rozumiała go. Może sama, słysząc o sieci, miałaby zapalone oczy. Pojawiłyby się w nich ogniki. Emptiness w całej Kanadzie brzmiało przekonująco. Tylko nie każdy był rekinem biznesu. Cherry zdążyła przywyknąć do tego, że nie każdy miał takie ambicje jak ona.
Parsknęła krótko śmiechem, widząc minę Noriega. Nie spodziewała się, że wątróbka wywoła w nim takie emocje. Kacza lub gęsia wątróbka. Przysmak wielu ludzi. Sama niekoniecznie w nim smakowała, ale widok Madoxa spowodował pojawienie się uśmiechu na jej twarzy. Drugie parsknięcie padło, kiedy pouczał kelnerkę o ostrzeganiu ludzi przed niecodziennymi przysmakami. Nie mogła się powstrzymać. Aż zasłoniła usta dłonią.
Nie wiesz, co mówisz, Noriega — odpowiedziała poważnym tonem, patrząc mu prosto w oczy. Bardziej przypominała biznesową, skupioną na celu Charity, a rozmawiała o byczych jądrach — zrobiłbyś to bratu? To prawie jak zerwanie z sojuszem plemników — jeden z jej kącików ust poszedł mimowolnie ku górze. Aż pokręciła rozbawiona głową. Nie spodziewała się, że w takich okolicznościach mogła się... dobrze bawić?
Tamta blondynka je nosi — powiedziała, przechylając głowę w stronę kobiety. Kształtem jądra przypominały kuleczki w panierce. Dosyć niewinnie wyglądające. Nieświadomy niczego człowiek łatwo mógłby się na nie skusić.
Zależy od orkiestry — stwierdziła poważnym tonem. Najczęściej rozbrzmiewała muzyka klasyczna. Żadnych gorących rytmów nie było. Ewentualnie piosenki świąteczne wykonane w odpowiednim akompaniamencie — czasem walc, czasem tango — dwie opcje. Kiedys nie przepadała za walcem, ale odnalazła w nim pewną magię. Klasyka była jak złoto. Nigdy nie wychodziła z mody.
Poczekaj Madox — mruknęła Cherry, zbliżając się do niego krok bliżej. Wyciągnęła dłonie, by poprawić mu muchę. Wszystko musiało być perfekcyjne, a skoro Madox był jej tymczasowym partnerem, powinien się prezentować. Nawet odpowiadał mu ten smoking.
Szybko ujęła jego ramię. Z ulgą przyjęła jakikolwiek brak pytań. Potrzebowała jednego, krótkiego wieczoru, w trakcie którego mogła odpocząć. Przestać przejmować się głupotami życia codziennego. Pozwami, włamaniami cyberprzestępców, a co najgorsze młodszym bratem. Jeden dzień odpoczynku. W pewnym momencie zatrzymała się i stanęła na palcach, by powiedzieć mu ich tajną misję.
Tylko będziesz musiał dokonać włamania — powiedziała mu na ucho, a na jej twarzy wymalował się uśmiech. Cherry lubiła sprawiać kłopoty. W kontrolowanych warunkach lekka dawka buntu nikomu nigdy nie zaszkodziła — już nie jojcz jak dziecko. Z grzeczności powinieneś zapytać, co oferuje dana kelnerka — mruknęła, słysząc kolejną wzmiankę o wątróbce. Niezbyt ją ona interesowała — większość ludzi tu nic nie je. Robią to z kultury i chęci zabłyśnięcia w towarzystwie — — o tam są butelki — piękna zasada bogatych ludzi. Najedz się oczami, a nie żołądkiem — udam zagubioną idiotkę, a ty je porwiesz, czy odwrotnie? — spytała finalnie, pokazując mu pomieszczenie z czymś lepszym niż szampan — później pokażę Ci idealne miejsce na oglądanie napełniania wieży. Będziesz zachwycony — a przede wszystkim będą mogli odpocząć od surowej atmosfery, panującej w sali bankietowej. Wszyscy idealni, sztuczne uśmiechy, gesty i niewygodna grzeczność.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox też spojrzał na tego całego Smitha i w zasadzie był mu wdzięczny, że jednak nic do niego nie powiedział, zmarszczył brwi starając się dopatrzeć tej sztucznej szczęki, ale nie było jej za bardzo widać, poza tym kolejne słowa Cherry sprawiły, że jego ciemne tęczówki znowu zatrzymały się na jej twarzy.
- To jakieś określenie w wyższych sferach? Byłaś moją świnią Charity Marshall? - jedna brew skoczyła do góry, a kąciki jego ust uniosły się mimowolnie, bo tak absurdalnie to brzmiało. Ale przecież Madox nie byłby sobą, gdyby o to nie zapytał, zwłaszcza, że dzisiaj Cherry wyglądała jak taka prawdziwa dama.
Chociaż to rozprawianie na temat byczych jąder do damy pasowało średnio, a jednak sprawiało, że Noriega czuł się przy niej zdecydowanie luźniej, jakby ten cały bankiet trochę zszedł z tonu, kiedy nawet Charity Marshall chowała naturalny uśmiech za swoją filigranową dłonią.
- No... nie brzmi to zachęcająco, jeść w ogóle czyjekolwiek jądra - znowu te jego ciemne oczy odszukały jej brązowych, a w tych jego zapaliły się jakieś wesołe ogniki, bo te rozmowy schodziły na trochę dwuznaczne tory - ale lepsze niż wątróbka - wróg numer jeden Madoxa Noriegi - wątróbka. Żeby tylko Stewart nie wpadło nigdy do głowy, żeby ją gotować... Ale najpierw to w ogóle musiałaby się nauczyć gotować.
Obejrzał się przez ramię, kiedy Cherry wskazała, która blondynka je nosi, całe szczęście Madox nie gustował w blondynkach i jakoś odruchowo próbował tylko jakiegoś syfu od brunetek, uf. Aż odetchnął z ulgą, a później znowu odwrócił się do Cherry.
- Jestem Ci winny drinka, pod koniec imprezy mógłbym je pomylić z jakimiś nagetsami, czy czymś - aż wywrócił oczami, bo kto podaje bycze jądra w panierce? Bogole, a kto.
Na jej kolejne słowa, że to zależy od orkiestry nabrał powietrze w płuca i już miał powiedzieć, że powinni w takim razie zaprosić jakąś latynoską, ale ugryzł się w język.
- Tango ujdzie - co prawda Madox to był mistrzem salsy, ale tango w Medellin zajmowało też specjalne miejsce, to była Kolumbijska stolica tanga, nic więc dziwnego, że Madox musiał też je umieć, może nawet Cherry będzie miała okazję sprawdzić? Jak orkiestra oczywiście je zagra.
Stanął w miejscu kiedy kazała mu zaczekać, a kiedy zrobiła krok w jego kierunku, nie ruszył się nawet na centymetr, nawet delikatnie pochylił się w jej stronę. Oblizał spierzchnięte wargi, kiedy poprawiała mu muchę, a spojrzenie zawiesił na jej błyszczących oczach.
- No i co? Wyglądam jak latynoski James Bond? - uniósł jedną brew. A potem to już chwycił pewnie pod ramię jej dłoń, przesunął palcami po wierzchu jej ręki. A kiedy wspięła się na palce, żeby odezwać mu się do ucha, to aż na nią zerknął z ukosa. Charity Marshall proponowała mu włamanie?
- Podmienili Cię Marshall? Ty i włamanie? Czy to jakaś podpucha i chcesz mnie po wszystkim zakuć w kajdanki? - mruknął zbliżając twarz do jej policzka, pochylając się nad jej uchem. Kiedy powiedziała, że nikt tutaj nic nie je, to aż otworzył usta, żeby zapytać po co tu w takim razie przychodzą i co później robią z tym całym jedzeniem, ale zainteresowała go tym włamaniem i się zamknął. Zerknął we wskazanym miejscu, na te butelki, a później na Marshall. Zrobił duże oczy i wystawił czubek języka spojrzeniem prześlizgując się po jej sylwetce. A potem przejechał dłonią po swoim dobrze skrojonym fraku.
- I gdzie ją to niby schowam Marshall? Zobacz jak to dobrze na mnie leży - nawet się obrócił, żeby zaprezentować się jej z tyłu, rzeczywiście fraczek leżał na nim zajebiście. Sięgnął ręką do tej jej rozkloszowanej sukienki.
- Ty to musisz schować pod kiecę, a ja udaję idiotę, jestem w tym mistrzem... - rzucił i puścił do niej oczko, a zanim zdążyła zareagować, odpowiedzieć, to Madox jeszcze się na nią obejrzał - daj czadu Cherry - a potem to już odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie. Odszedł może na kilka kroków, a później przeszedł koło jakiejś pary, eleganckiej kobiety w podeszłym wieku, która oczywiście zawiesiła na nim oko i jej męża, tylko, że kiedy mijał tego męża, to jakoś tak się zatoczył i wpadł na niego.
- Przepraszam... - rzucił i chciał sięgnąć do mężczyzny, żeby dotknąć jego ramienia, ale ten się szarpnął i walnął Madoxa łokciem w bok. W ten jebany bok, na którym on miał ranę po postrzale, Noriega aż syknął...
W każdych innych warunkach, zawsze, by mu się odwinął, ale nie tutaj na tym eleganckim balu. Zareagowała na szczęście żona faceta, która zaraz wyciągnęła do Madoxa swoje szpony pytając czy nic mu nie jest. Nawet dobrze się złożyło. Noriega pokręcił energicznie głową, że nie, ale zaraz złapał się za policzek.
- Santa Madre, moja soczewka, gdzieś mi tutaj wypadła soczewka... Nic nie widzę! - rzucił spanikowanym tonem i wystawił do przodu dłoń, tylko, że akurat ta stara baba nadziała się na nią swoją bujną piersią, a Madox aż wypuścił z płuc powietrze ze świstem.
Kurwa.
Mąż damulki się na niego zamachnął, ale Noriega się uchylił, a potem już upadł na kolana niby szukając swojej soczewki. Już ta staruszka mu pomagała, a jej mąż wpadł w jakąś kelnerkę, zamiast w Madoxa i wylał na siebie kilka kieliszków szampana. Zrobiło się zamieszanie.
Nie tak to miało wyglądać, ale musiało to Cherry wystarczyć, bo teraz rzeczywiście wszyscy zerkali w ich stronę, a Madox na czworaka odsuwał się coraz bardziej od tej starej raszpli, która znowu przysuwała się do niego.
Zerkał też w kierunku Cherry i miał nadzieję, że jej to wyjdzie jakoś sprawniej niż jemu.
Oby.

glina cherry
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Madox A. Noriega

Parsknęła na bycie świnią Madoxa. Charity brzydziła się świń. Pokręciła delikatnie głową. Sama tak zamawiała drinki siostrze. Halo kelner, modżajto dla mojej świni! krzyczała za każdym razem, kiedy razem z Corą świętowały mały sukces w życiu. Mężczyznę prędzej zdzieliłaby po głowie po usłyszeniu takiego określenia.
Nie — odparła od razu. Nikt na balu, by nie wypowiedział takich słów w stosunku do kobiety — Madox, nie mów tak. Nie byłam twoją świnią i jak nazwiesz mnie w ten sposób, moje szpilki wylądują na twoich jądrach — lekko spoważniała, czując zbliżającą się tragedię. Brakowało tego, żeby Madox nazwał ją świnką. Chociaż i Cherry miała swoje, świńskie momenty. Może nie teraz w idealnej sukience, nie w tym makijażu, a gdy ubierała najdroższe dresy, siedząc w tłustych włosach w domu. W chwilach kiedy chciała odciąć się od świata.
A ty je wolisz od wątróbki — parsknęła jeszcze raz, próbując powstrzymać kolejną salwę śmiechu. Nie mogła wyjść ze zdziwienia, że facet wolał zjeść jądra niż całkiem dobry pasztet. Dawno jej nic tak nie rozbawiło. Będzie musiała to zapisać w pamiętniczku. Jeśli kiedyś spotka Madoxa, będzie musiała mu podsunąć danie pod nos.
Tu nie ma dobrych drinków — stwierdziła Charity. Tylko same alkohole dla bogoli, wpatrzonych we własny czubek nosa. Ją odrobinę bawiła cała sytuacja. Drogi szampan, a zabrakło dobrego, wytrawnego wina. Zatęskniła za jego smakiem. Aż zaczęła się zastanawiać, czy to odpowiedni moment w roku, by zniknąć z Toronto.
Dla Cherry taniec, który tańczyła, nie miał większego znaczenia. Kiwnęła delikatnie głową na słowa Madoxa. Tango ujdzie, ale dla niej walc miał magię. Był dumny, elegancki, a cała jego fasada skupiała się na dwóch osobach, pochłoniętych w sunięciu po parkiecie. Tym głębokim spojrzeniom, które mogłyby zastąpić gwiazdy na niebie. Tylko do walca Charity nie mogła znaleźć odpowiedniego partnera.
Zmierzyła go krótko wzrokiem, odsuwając się na krok. Wyglądał dobrze, nawet bardzo. Chociaż wydawał się być wklejonym obrazkiem do niepasującego tła.
No masz coś w sobie z Bonda. Jakąś sprawą się teraz zajmujesz, agencie Noriega? — spytała, unosząc jedną brew. Puściła mu oczko.
A ty myślisz, że jak radziłam sobie z nudą jako nastolatka? — dopytała, unosząc obie brwi ku górze — ta, zapnę Cię w moje, różowe kajdanki. Nie znasz mojej zabawowej strony Madox — prychnęła pod nosem. Na jej twarzy malował się tajemniczy uśmiech. Wiele skrywał pod pozorami. Cherry mogła być panną z wysokich stref, ale kiedyś była buntowniczą nastolatką. Byle niczego ojciec nie widział. Skoro miała spędzić czas z Madoxem, musiała wypić coś mocniejszego niż drogi szampan. Coś co byłoby w stanie ją kopnąć.
Założyła rękę na rękę. Z kolei gdzie ona miałaby schować alkohol? Pod pięknym tiulem? Już miała coś powiedzieć, ale Madox ruszył. Stanęła jak wryta, patrząc, co robi. Powstrzymała się od śmiechu i cichaczem zgarnęła dwie butelki whiskey. Tyle im starczy. Przymknęła delikatnie drzwi, a później wsunęła je między pończochy a udo. Jakoś będzie musiała udać się tak na górę. Wyszła szybkim krokiem, przytrzymując butelki. Kiwnęło krótko głową na znak, że wszystko jest gotowe.
Czuję się, jakbym znowu miała piętnaście lat — zaczęła z lekko nerwowym głosem. Bankiet trwał w najlepsze. Rozejrzała się po sali i kiwnęła krótko głową — a teraz idziemy schodami na górę — rzuciła, chwytając Madoxa za rękę. Pociągnęła go, wchodząc w dalszą część rezydencji. Spędziła tu wiele bankietów. Doskonale wiedziała, gdzie zmierzała. Kiedy przeszli kilka korytarzy, znaleźli się na czymś na wzór balkonu. Stąd mogli oglądać całą salę z góry, jednocześnie pozostając niewidocznymi.
Masz — rzuciła, podając mu butelkę whiskey spod sukienki — teraz możemy wszystko oglądać z góry — pokazała mu ruchem dłoni przepiękny widok. Z samej sali bił przepych, a wieża kieliszków wyglądała bardziej wzniośle niż, gdy byli na dole. W tle zaczynała grać orkiestra, rozpoczynając od świątecznych hitów. Last Christmas leciało w wersji muzyki klasycznej.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bardzo obrazowo to przedstawiła, te szpilki na jadrach, więc Madox postanowił już nic nie mówić o tej świni, zresztą nie do końca też to zrozumiał, to określenie, czy to złe, czy dobre. Może powinien o to zapytać Pilar, jakoś by mu to lepiej wyjaśniła. Bo Cherry się bał, zwłaszcza gdy jego spojrzenie padło na dół na te jej szpilki, tak wysokie, że nawet nie musiałby się za bardzo do niej schylać, jakby chciał... coś jej powiedzieć na ucho na przykład.
- Wolałbym kanapkę, ale jak nie ma co się lubi - wzruszył ramionami, Madox nie był jakiś wybredny, jemu naprawdę wystarczyłaby zwykła kanapka i to jeszcze nie jakaś wyszukana, z serem na przykład. Ale te malutkie były z tą wątróbką, postanowił się już od nich trzymać z daleka.
- Ale wiesz gdzie są Marshall, w Emptiness, dobre drinki, dobra muzyka, dobre towarzystwo, wymieniać dalej? - uśmiechnął się do niej zaczepnie. Oczywiście, że Madox będzie stawiał swój klub ponad nawet takie spędy dla bogaczy, bo tam w sumie zabawa była zawsze przednia, nawet gdy wpierdalał się w sam środek jakiegoś mordobicia.
- Atracción sexual? - seksapil, zapytał, kiedy powiedziała, że ma coś z Bonda i on też uniósł jedną brew, a na to pytanie o sprawę, to pochylił się w jej kierunku, tak blisko, że jego ciepły oddech wylądował na jej gładkich policzkach - to ściśle tajne Charity - dodał i puścił do niej oczko. Na jej kolejne pytanie zastanowił się przez moment.
- Pewnie grałaś na harfie, albo chodziłaś na zajęcia z baletu, śpiewu może? - zapytał, bo na pewno się nie spodziewał, że nastoletnia Charity Marshall zakradała się do składzika z alkoholem. Ale tych różowych kajdanek to już spodziewał się po niej jak najbardziej.
- Różowe i z futerkiem? Żeby sobie rączek nie pokaleczyć? - aż mu się przypomniało, jak ostatnio je pokaleczył, bo ktoś zamiast użyć kajdanek z futerkiem, to użył srebrnej taśmy, ciekawe kto.
Madox wywrócił oczami.
- I dzisiaj mi ją zaprezentujesz Marshall? - zapytał i on też posłał jej jakiś taki zaczepny uśmiech. Z jednej strony był ciekawy tej jej imprezowej strony, skoro już tutaj przyszedł, to przecież mógł się trochę rozerwać, prawda?
Ale z drugiej to myślami odpływał w trochę inne miejsca, chociaż jak już zaczął tą swoją szopkę z soczewką, to jednak bawił się całkiem nieźle. Bo Madox aktorem to był akurat dobrym. A kiedy Cherry dała mu sygnał, że jest gotowa, to Noriega poderwał się z ziemi na równe nogi.
- Mam ją! Mam... - zwołał i zasłonił sobie dłonią jedno oko - widzę! - rzucił z pełnym zadowoleniem, a potem te jego ciemne oczy spoczęły na starej prukwie, która tak mu pomagała szukać - i... nie jest Pani w moim typie. Lo siento - przepraszam, powiedział, a już po chwili, to znalazł się koło Cherry, jego ręka przesunął się po jej talii i biodrze.
- Gdzie je masz? Pod kiecką? - zapytał i przesunął się do niej - piętnaście lat? - zdziwił się zaraz - chcesz mi powiedzieć, że piętnastoletnia Charity Marshall to było takie ziółko? - spojrzał na moment w jej duże, błyszczące oczy, bo od tej strony, to jej chyba nie znał. Ruszyła za nią schodami w górę i cały czas się zastanawiał gdzie ona schowała tę butelkę, więc jego spojrzenie wodziło po jej sylwetce. Po drodze, kiedy szli tymi marmurowymi korytarzami Madox przyglądał się rzeźbom, obrazom na ścianach, z niemałym podziwem, bo on przecież nie widział takich rzeczy. No dobrze, może jego rodzina w Kolumbii była bogata, bo to była mafia, ale jednak to nie to samo. A kiedy przy końcu korytarza zobaczył prawdziwą zbroję, to aż zatrzymał się przy niej.
- O kurwa, Cherry zrobisz mi zdjęcie? - i musiała mu cyknąć tę jedną fotkę ze zbroją, bo jakby tego nie zrobiła, to by jej wiercił dziurę w brzuchu.
Kiedy już znaleźli się na tym balkonie, to Madox oczywiści wychylił się przez barierkę, żeby spojrzeć na dół, bo też był pod wrażeniem. Kojarzyło mu się to trochę z balkonami w teatrze, bardzo dobrze. Oparł się o balustradę i spojrzał na Cherry, a kiedy wyjęła spod sukienki butelkę, to sięgnął palcami do tych jej falban - nie no kurwa, musze zobaczyć, jak Ty to tam ukryłaś - rzucił, ale nie zrobił tego, przejechał tylko palcami po śliskim materiale, bo Madox też się trochę zmienił od ich ostatniego spotkania. Zamiast tego odkręcił butelkę i pociągnął łyk z gwinta.
- Okropne - mruknął ocierając wierzchem dłoni usta - nastoletnia Cherry chowała się tutaj przed światem? - zapytał i odwrócił się do przodu, oparł łokcie, żeby spojrzeć w dół, na salę, na gości, który wciąż poruszali się w tym swoim powolnym, spokojnym rytmie. Kiedy do jego uszu dotarło to Last Christmas, to aż strzelił oczami.
- Ja jebię, nawet tutaj grają taki chłam - spojrzał na profil Cherry, gdy stanęła obok niego - do tego też się tańczy? Zaraz zrobią tam na dole jakiś pokaz? - znowu się wychylił do przodu, a kiedy wracał na miejsce, to szturchnął ją łokciem, nie mocno, ale musiała to poczuć.

glina cherry
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Madox A. Noriega

Trzeba się najeść przed — powtórzyła jak mantrę. Sama znała ulubione przekąski Winstona, stąd mogła trzymać się od nich z daleka. Miała określone preferencje jedzniowe. Wątróbkę by przełknęła, za to jąder by nie zjadła — albo po też można — dodała, wzruszając ramionami. W apartamencie czekał już na nią zestaw premium sushi, albo ramen. To była jej własna tradycja, którą wprowadziła dawno temu.
Tak, Madox wiem. A macie tam coś najgorszego? — spytała z nutą ironii, unosząc jedną z brwi ku górze. Ona znała odpowiedź. Najgorsze mieli pogryzione penisy. Na imprezach dla bogatych nigdy takich nie widziała. Przebywająca śmietanka miała własne sekrety, momentami mroczne. Kiedyś, gdzieś usłyszała o pokoju zabaw. Na szczęście nie znalazła go.
Si — kiwnęła głową, zaglądając mu w brązowe tęczówki. Tatuaże dobrze kontrastowały z białą koszulą. Nie mogła mu odmówić uroku, miał go w sobie. Inaczej nie byliby razem te kilka miesięcy — wcale mnie to nie dziwi. Nigdy nie chciałeś mi się zwierzać — zaśmiała się krótko pod nosem. Cherry zawsze lubiła rozmawiać, wiedzieć, ale z Madoxem jedyne co ją łączyło to dobry seks. Brakowało w nim tylko jednego.
To akurat nie... Gram na pianinie — mruknęła lekko zmieszana Charity. Spuściła wzrok, by zaraz na nowo podnieść brodę ku górze — byłam w kółku dyskusyjnym i naukowym. Nawet nerdzi czasem piją — dodała z niewinnym uśmiechem. Młodsza Marshall miała określony tryb dnia, ale nawet ona była w stanie uciec z domu na imprezę do domu obok. By oderwać się od uroków dnia codziennego, odpocząć, chociażby przez krótki moment. Teraz wyjazdy poza Toronto stały się dla niej taką ostoją.
Tak naprawdę to są ze szczerego złota — odpowiedziała, unosząc do góry jeden z kącików ust. Prezent od bogatej przyjaciółki na trzydzieste urodziny. Podobno miały przynieść szczęście, niekoniecznie się to udało, skoro końcówkę roku była jednym, wielkim, firmowym kryzysem — przestaniesz robić ze mnie księżniczkę? One nie ostrzegają przed wątróbką — odparła, słysząc o tym kaleczeniu rączek. Fakt, miała dłonie nieskalane wysiłkiem fizycznym z idealnymi, czerwonymi paznokciami. Lubiła luksus wraz z komfortem, ale miała własne momenty szaleństwa.
Może, nie wiem — stwierdziła, wzruszając delikatnie przy tym ramionami. Reszta historii poleciała szybko. Kradzież, przepraszanie starszej pani. Plan idealny.
Tak, ale nie mów tak głośno — mruknęła, przytrzymując się z uda, by butelka nie roztrzaskała się na milion kawałeczków — zdecydowanie — w wieku osiemnastu lat ostatni raz kradła alkohol, później przynosiła własny — zbuntowana i chowająca się na balach, by napić się prawdziwego alkoholu, paląca szluga w krzakach — rzuciła z chytrym uśmiechem, by ruszyć zaraz po schodach. Mogła zgrywać idealną córeczkę. Kujonka z najwyższymi wynikami. Jako nastolatka nie odpięła wystarczająco mocno rolek, zrobiła to dopiero na studiach. Tam bywały momenty, że nie pamiętała tygodnia po zaliczonej sesji.
Strzeliła oczami, słysząc prośbę o zdjęcie. Zbroja. Jakby była jeszcze autentykiem. Z tego co pamiętała, Winston lubił bawić się w rekonstrukcje.
Niech będzie — stwierdziła, sięgając do swojej mini torebkę po telefon. Zrobiła mu z dziesięć zdjęć. Tylko po to by mieć pewność, że na żadnym z nich nie zamknął oczu. Chociaż odrobinę rozbawiła ją ta dziecięca radość.
Dziwny jesteś, Noriega — skwitowała chwycenie tych falban. Madox szybko przekraczał jakiekolwiek bariery cielesności. Zawsze stał blisko, dotykał, a teraz się odsunął. Aż mogłaby pomyśleć, że zaczął na coś chorować.
Odezwała się księżniczka — mruknęła, wyciągając własną butelkę szalenie, drogiego whiskey. Odkręciła butelkę i upiła kilka większych łyków — alkohol nie ma smakować, ma kopać — pewnie nie był to rum z Madein, ale kopało bardziej niż delikatne bombelki w trakcie imprezy — tak. Kiedyś z bliźniakiem urządzaliśmy konkurs, kto dalej doleci śliną i czy trafi Blackowi na tupecik — wymruczała lekko speszonym głosem. Mało komu przyznawała się do akcji z Cordianem. On miał w sobie zawsze duszę artysty, coś szalonego. Byli trochę jak ogień z wodą.
Daj spokój, nostalgia powinna rozpalić Ci serce — powiedziała ciepłym tonem, przymykając na moment oczy. Lubiła ten rytm, świąteczny klimat. Wyobraziła sobie ubieranie wielkiej choinki w domu Marhallów, którą ubierała z całym rodzeństwem w zgodzie! No dopóki nie pokłócili się o ciastka niani — tańczą do tego, co chcą. Ma być pokaz ognia, zakończony fajerwerkami — zawsze galen u Winstona wyglądały w ten sam sposób. Młodsza patrzyła z wielkimi oczami na kolorowe światła pojawiające się na niebie. To marzenie dalej w niej zostało, ale w innej, bardziej dzikiej formie.
To co, Noriega? Zatańczysz ze mną, czy boisz się, że spodobają Ci się wolne rytmy? — parsknęła Marshall, wyciągając dłoń w stronę Madoxa. Cherry lubiła wolne tańce. Może Last Christmas było sztampowe, ale było w nim coś wyjątkowego.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”