ODPOWIEDZ
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#21
If I text you from a gala, it’s fine.
If I text you from an ambulance, it’s still kind of fine.
Nawet wyjście na bal dla bogaczy musiało się skończyć na pogotowiu? Najwidoczniej, a to wcale nie za sprawą tej wątróbki, którą Madox niechcący zjadł, już bardziej to te nadprogramowe kieliszki szampana, które gdzieś po drodze wypił. A może to wina whisky? Whisky jest zdradliwe, dzisiaj bardzo go zdradziło. Do tego stopnia, że palce w ogóle nie trafiały w literki na telefonie. Ale kto by się tym przejmował?
Noriega trochę się przejmował, bo tak mu się tutaj nudziło, Cherry dostała jakąś kroplówkę, a on nie. Co to za sprawiedliwość, kiedy to on przecież był tutaj bohaterem, ugasiła ją marynarką. Marynarką z wypożyczalni, za która będzie musiał teraz bulić. Cudownie.
Jemu powinni sypać tutaj na te metalowe tacki jakieś prochy tak w ramach podziękowania i jakiejś imprez dziękczynnej, że jednak uratował Marshall życie, albo przynajmniej włosy. Tylko, że Madox kiedy tylko wszedł z Cherry do sali podając się za jakiegoś jej partnera, to wyjebał na podłogę taką metalową tackę i wszystkie leżące na niej narzędzie, ale to dlatego, że się zatoczył i złapał, przecież nie specjalnie. Blondynka, która zajmowała się Cherry, jakaś rezydentka chyba, wywaliła go z sali i posadziła na korytarzu. Jeszcze coś mu nagadała, że jest nietrzeźwy. A jaki miał być, skoro oni przyjechali z balu? Roztańczony? Nienajedzony? Miał się śmiać głośno, szczerze i radośnie?
No chyba nie.
Siedział sobie na tym niewygodnym krzesełku na poczekalni i pisał z Pilar. Dobrze, że miał telefon, bo okazało się, że płaszcz zgubił, a miał tam portfel i papierosy.
- Mierda... - przeszedł się dwa razy po korytarzu, a nawet zapytał jakiegoś ratownika, czy nie ma jego kurtki, ale to nawet chyba nie był ten, z którym przyjechali. Potem to w ogóle tak się zakręcił, że zgubił Cherry, nie kojarzył w ogóle w której sali leżała, a może już w ogóle wyszła? W końcu nic takiego jej się nie stało, bo Madox - bohater, dość szybko zareagował. Tylko później trochę spanikowali, bo byli nawaleni w trzy dupy i zadzwonili po to pogotowie.
A może ono samo przyjechało? Tylko to tak chyba nie działa.
Zresztą no nieważne, bo jednak szczęście się do niego uśmiechnęło, i Pilar stwierdziła, że przyjedzie. Świetnie, bo w przeciwnym wypadku trzeba byłoby znaleźć taksówkę, albo jakąś świeżo upieczoną wdówkę, która by go podrzuciła.
Albo Cherry.
Może powinien znaleźć Cherry, zwłaszcza, że gdzieś tam po drodze do szpitala obiecywał jej, że jej nie zostawi, a zrobił to kiedy tylko weszli do sali. Mniejsza o to. W końcu powiedziała mu, że nie musi za nią ponosić odpowiedzialności, więc...
Mógł sobie pójść.
Może nawet by to zrobił, bo już raz wyszedł przed szpital, tylko bez tego płaszcza było mu zimno, wrócił do budynku. A potem nawet przez chwilę opierał się o kontuar na recepcji rozmawiając z pielęgniarką o tym, że nie może dostać kroplówki. Szczerze był zdziwiony dlaczego nie, a później mu się przypomniało o Marshall, nawet udało mu się dowiedzieć w jakiejś sali ona jest, już miał do niej iść, już stał przed drzwiami z ręką na klamce, ale na całe szczęście zobaczył przez szybę, że ona już nie jest sama. Bo był z nią jej ojciec, którego Madox to szczerze nie lubił. Oni w ogóle się nie lubili, bo ojciec Cherry myślał, że Madox to był jakiś gangus, trochę był. A jeszcze teraz jakby się okazało, że podpalił włosy jego córki, ale w sumie to tego nie zrobił, ale kto by słuchał jego tłumaczeń? No na pewno nie stary Marshall. Noriegę mogliby wtedy deportować.
Chyba nie mogliby. Ale jednak lepiej tam nie zaglądać, najwyżej jej za dwa dni wyśle balonik z napisem "wracaj do zdrowia", czy coś.
Właśnie przy takich balonikach, w jakimś sklepie na dole, stał sobie Madox, gdy zobaczył Pilar
Nie, to wcale nie była Stewart, tylko jakaś podobna do niej dziewczyna, nie tak piękna, żeby nie było, ale całkiem miła, bo zaraz Madox się jej pytał, czy nie mogłaby na przykład go podrzucić do domu, a ona się nawet zgodziła. I to mógł być początek jakiejś nowej, pięknej historii miłosnej, ale nie był.
Z jednej strony dobrze, bo jeszcze jedna taka popierdolona historia miłosna Madoxa wciąż trwała. No i kiedy on wychodził z tego szpitala z wcale nie Pilar, to właśnie trafił na prawdziwą Stewart, nawet w tej czapce z pomponem, którą już widział. Szczerze się ucieszył na jej widok, naprawdę. Bo ta jego nowa koleżanka była jakaś dziwna. Zwłaszcza, kiedy on już stał przy prawdziwej Pilar, a tamta zatrzymała się obok i jakoś dziwnie na nich patrzyła.
- Ja pierdole Pilar ale masakra - wyrzucił z siebie na jednym oddechu, a potem mu się zapomniało, że przecież mieli udawać, że się nie znają, albo nawet nienawidzą i chciał się do niej przytulić, łasić jak kot, tylko że tamta dziewczyna, która miała mu robić za podwózkę, zrobiła krok w ich kierunku i Madox się zawiesił.
- No to jedziemy czy nie? - zapytała, ale Noriega to już stracił wątek gdzie. Chociaż... chyba do niego. Podwieźć go miała, czy coś takiego.
Właściwie Madox już wcale nie był pewny co on jej nagadał.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor


018.
that moment you want to kill him
and love him at the same time



Miał to być spokojny wieczór. Wróciła z pracy kompletnie styrana, zjadła suchy ryż, wcisnęła się w dresy i rozłożyła na kanapie. Mieszkanie wciąż pachniało nim, a pozostałości po ich ostatniej eskapadzie wciąż było widać w pomieszczeniu — zerwana zasłona, wykrzywiony kwiatek i dwie dziury w materacu. Czy żałowała czego kolwiek? Ani kurwa troche. Chociaż jak tak dalej pójdzie, kilka wizyt i całe jej mieszkanie mogło legnąć w gruzach. Albo stanąć w płomieniach, to nawet było jeszcze bardziej do nich podobne. Ale to by się tym przejmował?
Na pewno nie Pilar, chociaż kiedy Noriega wciąż wysyłał jej najebane smsy, to jednak trochę się przejęła. Niby był dużym chłopcem i umiał się sobą zająć, a jednak kiedy napisał, że jest w drodze do szpitala, serce Pilar momentalnie podeszło do gardła, szczególnie, że wcześniej radośnie oznajmił, że idzie się bawić w pirotechnika.
Pięć minut później już siedziała w samochodzie.
Siedziała i klęła pod nosem, czekając aż Madox łaskawie wyśle jej odpowiedni adres. Co prawda szpitali w Toronto nie było aż tak dużo, żeby nie była w stanie go znaleźć — co najwyżej podjechałaby pod każdy, podając się za jego siostrę lub żonę i jakoś by sobie poradziła. Całe szczęście on w końcu się zlitował i udostępnił lokalizację.
Droga minęła jej szybko, zwinnie i w c a l e nie dlatego, że przejechała praktycznie na każdym czerwonym, gotowa powoływać się na własną odznakę i oznajmić, że była w trakcie kurwsko ważnego pościgu, gdyby ktokolwiek ją złapał. Całe szczęście nic podobnego się stało i po piętnastu minutach była już pod wskazanym przez Noriegę adresem.
Wywlokła się z samochodu, zaciągająć zamek kutki pod sama brodę, przy okazji oporawiajać czapkę z pomponem spod której wylewały się jej długie, kasztanowe kudły włosy i ruszyła w kierunku głównego wejścia.
W głowie miała już setkę scenariuszy, co mogło pójść nie tak oraz w jak okropnym stanie musiał znajdować się Noriega. A najbardziej to chyba wkurwiało ją to, jak bardzo się tym wszystkim przejęła. Bo to nie było normalne, żeby człowiek rzucał wszystko i leciał bez najmniejszego przemyślenia. Czy jednak było?
Ona naprawdę była przekonana, że coś mu się stało. Że odstrzelił sobie nogę albo ramię, bo przecież Madox samowolnie nie pojechałby do szpitala, jeśli nie byłoby to poważne. A jednak — kiedy jego wzrok namierzył znajomą sylwetkę i kiedy doszło do niej, że nic mu nie było, wszystko wskazywało na to, że dopiero będzie miał coś złamane. I to ona będzie katem. Szczególnie, że przemieszczał się w najlepsze z jakąś inną kobietą.
¡¿Qué carajo?! Co jest, kurwa?! Warknęła, nawet nie starając się być chociaż trochę życzliwa. Ba, gdyby tylko był sam, pewnie już zaciskałaby palce na jego koszuli. Bo nawet kurtki nie miał na sobie! I już chciała się go zapytać, co się stało i gdzie do cholery miał swoje rzeczy, kiedy kobieta obok nagle się odezwała, robiąc krok w kierunku Noriegi.
No to jedziemy czy nie?
Pilar spojrzała na nią tak, że dziewczyna w sekundę wróciła na swoje poprzednie miejsce.
On nigdzie z tobą nie jedzie — fuknęła niezadowolona, wciskając dłoń do kieszeni i to tam układając ją w pięść, żeby przypadkiem nie wyszła przy obcych na jakiegoś agresora. Chociaż może na to i tak już było za późno? — Co tam się stało? — dopytała, bo może chociaż ona byłaby w stanie jakoś sensownie opowiedzieć jej, co właściwie odjebało się na tym balu.
Ale gdzie? — albo jednak nie.
No jak to gdzie? — prychnęła, powoli tracąc cierpliwość. — A skąd przyjechaliście tą karetką? Z placu zabaw? — zrobiła krok w kierunku kobiety, a ta jedynie zmarszczyła czoło, jakby zupełnie nie załapała ironii ani genezy pytania Pilar.
Lala, nie mam pojęcia o co ci chodzi — zaczęła, grzebiąc w długim, błyszczącym paznokciu. — Ja tu tylko przyszłam odwiedzić brata, a tego tutaj spotkałam na korytarzu — obie uniosły spojrzenie na Noriegę, chociaż wzrok kobiety był o wiele bardziej zadowolony i rozochocony niż ten Pilar. — Miałam go odwieźć. To znaczy mieliśmy jechać do niego. Powiedział, że ma w domu jakiś dobry rum i może mi pokazać, jak się kręci porządne drinki — wzruszyła ramionami. — I jeszcze nazwał mnie jakąś loko sziką, sztuką czy coś. Nie wiem, co to znaczy, ale brzmiało nawet hot — stwierdziła, posyłając Noriedze zalotny uśmiech, a Pilar jedynie ściągnęła brwi do siebie. To ona kurwa jechała cały ten kawał, przejmując się, zachodząc w głowę, co mu się mogło stać, czy był cały w jednym kawałku, podczas gdy on pojechał sobie na SOR podrywać laski? Za-je-bi-ście.
Na usta cisnęło się jej wyjątkowo dużo słów, jednak finalnie przełknęła je wraz z głośnym westchnieniem.
A, no chyba żę tak — rzuciła beznamiętnie, wbijajać ciemne spojrzenie w Madoxa, by już po chwili wrócić nim do ciemnowłosej kobiety. — No to jedźcie, nie będę was zatrzymywać — wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów, którą kilka dni temu kupili na stacji i umieściła jednego w ustach, po czym odwróciła się napięcie i podeszła do murku tuż obok, opadając na niego plecami. — Poczekam aż ktoś inny będzie potrzebował transportu.
Lala, kurwa.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy ktoś mówi do ciebie co jest, kurwa?!, to nigdy nie oznacza nic dobrego, a jeszcze po hiszpańsku... Madox doskonale o tym wiedział. Wiedział też pewnie, że Pilar się będzie wściekała, że on sobie łazi po szpitalu i szuka podwózki, i znalazł... Tylko, że on w tym swoim stanie nieważkości, to właściwie wiedział i nie wiedział. Nie docierało po prostu. Chociaż to ¡¿Qué carajo?! - dotarło. Aż zatrzymał się w pół kroku i jak wcześniej był taki rozochocony, żeby jechać do niego i kontynuować imprezę, to w jednej chwili ta cała ochota się z niego ulotniła.
Już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale wtedy odezwała się ta druga brunetka, a później zaraz Stewart, za niego. Nawet dobrze, bo ona w tym swoim on nigdzie z tobą nie jedzie, była taka stanowcza, że Madoxowi aż się oczy zaświeciły.
- Maravilloso - cudowna, mruknął do siebie pod nosem, tylko, że oczywiście zaraz coś mu wypadło i on się już odwracał, żeby to podnieść, ale tak naprawdę mu się tylko wydawało, bo... w marynarce miał na plecach ogromną dziurę na wylot i cały czas w ogóle miał wrażenie, że coś gubi. Zgubił płaszcz.
Zanim on się zdążył zorientować, to dziewczyny już rozmawiały sobie w najlepsze, Madox nawet sobie pomyślał, że może się zakuplują i we trójkę pójdą dalej pić rum, ale chyba nie...
Bo zaraz padło to lala, i to skierowane do Pilar, aż Noriega uniósł jedną brew.
Lala, ciekawe.
Madox zrobił wielkie oczy, kiedy ta loko szika zaczęła opowiadać co on do niej powiedział, a na koniec parsknął śmiechem. Tak jej mówił?
Bardzo możliwe, bo właściwie on już nawet nie pamiętał po co tutaj przyjechali, a co dopiero co opowiadał tym wszystkim ludziom po kolei, blondwłosej pani doktor, albo pielęgniarce przy kontuarze, od której chciał wydębić kroplówkę. Tej dziewczynie też do końca nie wiedział co mówił, ale sięgnął w jej kierunku i poklepał ją lekko po ramieniu.
- Nie mów do niej lala, bo może ci zajebać - powiedział dość poważnie, a później się zatoczył. Jego ciemne tęczówki padły na sylwetkę Pilar, na jej twarz, piękną, ale jakoś tak zmarszczoną, że Madox nie mógł wcale z niej wyczytać, czy ona jest na niego jakaś zła, czy jednak wciąż jeszcze zatroskana? A to wszystko pewnie dlatego, że mu się obraz trochę rozmazywał. Zaraz jednak Stewart się odezwała, do tego jeszcze jakoś tak beznamiętnie, że Madox nabrał w płuca mocno powietrze, zmrużył powieki i przez dłuższą chwilę myślał o co jej może chodzić. A przede wszystkim to...
- Wkurwiła się? Jest wkurwiona? - oczywiście chodziło mu o Pilar, ale pytał się tej sztuki, tylko zaraz już machnął ręką, chociaż ona coś tam zaczęła gadać, że nie będzie tutaj stała jak słup, więc albo się ruszą, albo... - no to spierdalaj - to były jej słowa, chociaż Madox powiedział je na głos. To znaczy powtórzył po niej chyba?
Mogli nie palić jeszcze z Cherry na dokładkę tego blanta, bo on teraz to był jednocześnie wyczilowany, ale też nawalony. A do tego włączył mu się jakiś tryb imprezowania do rana, szkoda tylko, że on nawet ustać w miejscu nie umiał, bo jeszcze może wciągnął po drodze jakąś kreskę i nim bujało na boki. Ale opcja jeszcze była taka, że to po prostu cały świat się tak bujał.
- A kto? - zapytał, kiedy Pilar powiedziała to, że poczeka aż ktoś inny będzie potrzebował transportu - ale ja potrzebuję - wskazał na siebie palcem, a później przesunął wytatuowanymi palcami po tej zniszczonej marynarce i aż go otrzepało, bo jednak na dworze było zimno. A on wciąż nie znalazł swojego płaszcza.
- I potrzebuję policji, bo mnie okradli - dodał zaraz i wsadził ręce do kieszeni spodni, a w jednej z nich znalazł też te swoje papierosy. W drugiej telefon i zaczął zaraz je tak przekładać z jednej kieszeni do drugiej, a potem jeszcze do marynarki, bo wcale tego nie kontrolował. Nie kontrolował też tego, że on już wydeptał w śniegu dookoła Pilar jakiś okrąg. Ani też tego, że myśli to mu znowu gdzieś odpłynęły daleko stąd, albo może blisko?
Kiedy Pilar sięgnęła ręką z papierosem do swoich ust, to Madox ją za tą rękę chwycił, zatrzymał się bardzo blisko i spojrzał jej w oczy, a te jego to były czarne i szklące, jakby rzeczywiście był w jakimś innym świecie, swoim własnym może.
- Włosy jej się zapaliły - pokiwał głową, bo nagle mu się przypomniało, ale zaraz znowu machnął ręką - ale już jest u niej ojciec, to możemy jechać - dodał i jeszcze przesunął palcami po jej dłoni - ale jesteś hot - bo on to akurat był zmarznięty, tylko, że chyba nawet tego nie czuł, bo jednak w żyłach wciąż krążył alkohol, a do tego jeszcze jedna, albo dwie, inne substancje. Zanim jeszcze Pilar się ruszyła, to on opierał się ręką o murek i wisiał nad nim.
- Zaraz się porzygam - stwierdził, ale później się wyprostował - nie, jednak nie - mdliło go jakoś dziwnie, może to na wspomnienie tej wątróbki? W ogóle czemu on o niej teraz myślał?
- Cherry - wypalił nagle, bo znowu mu się przypomniały te fajerwerki, sięgnął do swoich pleców, żeby przełożyć palce przez dziurę w marynarce. Zajebiście. Będzie musiał za nią zapłacić.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak. Była wkurwiona.
I to nawet nie na to, że Noriega spruł się do granic możliwości, poprawił jointem i strzelił gwoździa do trumny w postaci Bóg wie czego, ale bo narobił jej stracha. Bezczelnie pozwolił jej myśleć, że coś mu się stało i nakręcać się w głowie do tego stopnia, że kiedy parkowała pod szpitalem, serce podchodziło jej do gardła, podczas gdy najczarniejsze scenariusze już rozkręcały się w głowie. Jak się szybko okazało — kompletnie niekoniecznie. Bo Madoxowi nic nie było. Ba, on bawił się świetnie, wybornie wręcz, znajdując sobie przy okazji doborowe towarzystwo w postaci jakieś l a l i.
Pilar lalą z pewnością nie była. Daleko było jej do damy, a gdyby koleżanka Noriegi szybko się nie ogarnęła, może nawet na własnej skórze przekonały się jak bardzo pomyliła określenia względem Stewart. Całe szczęście sam Madox w miarę szybko ją wyjaśnił krótkim spierdalaj, Pilar mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem. Mogła być na niego wkurwiona, ale jednak miewał chwile przebłysku i potrafił rozbroić pojedynczym tekstem. A może po prostu podobało jej się, kiedy dawał innym laską kosza? Ciężko stwierdzić.
Z początku stała niewzruszona, oparta o chłodną ścianę i spoglądała na niego równie lodowatym wzrokiem. Dopiero kiedy spytała kogo chciała podwieźć jak nie jego, kącik ust Pilar minimalnie drgnął ku górze.
Jak to kogo? — zaciągnęła się papierosem, przyglądając mu się uważnie. — Jakiegoś zbłąkanego, gorącego latynosa, tylko na razie żadnego tutaj nie widzę — wychyliła się zza jego ramienia i rozejrzała dookoła, kompletnie ignorując fakt, że Noriega już stał i energicznie wskazywał na siebie dłonią. Dopiero po chwili oddała mu należytą uwagę. — Ty? Ty przecież już masz podwózkę — chociaż koleżanka to już dawno zdążyła sobie pójść. Wystarczyło jedno to spierdalaj, a ona ofuczana odwróciła sie na pięcie i poszła do swojego samochodu. Przez myśl Pilar przeszło pytanie co by było, gdyby przyjechała pięć minut później. Pojechałby z nią? Wsiadł do auta jakiejś randomowej laski i nawet raz by się nie zastanowił, że ona już po niego jechała? Chciała go o to zapytać, nawet rozchyliłą wargi, nabierająć więcej powietrza w płuca, tylko on wtedy zaczął od nawijać o policji i tym, że musieli zgłosić, że go okradli.
Okradli cię, czy wszystko zgubiłeś? — zawiesiła na nim ciemne spojrzenie. Wyglądał, jakby własny mózg kurwa zgubił, a co dopiero płaszcz, w którym miał rzeczy. — Możemy to zgłosić, ale jutro. Nikt o zdrowych zmysłach nie przyjmie od ciebie żadnego zgłoszenia w takim stanie — zaciągnęła się mocno. — Nawet ja — dodała, a następnie wypuściła wielką smugę dymu prosto w jego twarz.
Przyglądała mu się jak przekłada rzeczy po kieszeniach — wyciągał z jednej i wsadzał do drugiej, a Pilar przez moment zastanawiała się, czego on tak zawzięcie szukał. I również dopiero wtedy zobaczyła wielką dziurę na plecach w czarnej marynarce. Już miała zapytać, co tam się stało, kiedy on sam zaczął gadać, jakby co najmniej czytał jej w myślach.
Włosy? — ściągnęła brwi, nachylają się do przodu. Przez moment miała wrażenie, że się przesłyszała. — Komu zapaliły się włosy, Madox? — naciskała na niego, próbując dowiedzieć się czegokolwiek więcej. Chociaż to przynajmniej wyjaśniałoby, dlaczego dziewczyna sprzed szpitala nie miała o niczym pojęcia — bo to nie z nią bawił się w pirotechnika. Aż pokręciła głową z niedowierzaniem. Noriega to umiał się kurwa zakręcić. Nowa panienka w każdym miejscu, nawet szpitalu.
Odskoczyła na bok, kiedy oznajmił, że będzie rzygać, prawie przypalając mu tą już i tak rozjebaną marynarkę kiepem. Ale wtedy on powiedział, że jednak nie będzie I Stewart spojrzała na niego jak na wariata.
Jak chcesz rzygać to teraz, Noriega — wystawiła palec w jego kierunku, osadzając go na wysokości klatki piersiowej i tatuażu lwa. — Nie będziesz mi bełtać w aucie — jeszcze tego brakowało, żeby zarzygał jej samochód. A przecież Pilar zaledwie tydzień temu wzięła furkę na myjnię i nie planowała w najbliższym czasie kolejnej wycieczki. — Nie wiem, wsadź sobie paluchy, albo wypal papie…
Cherry.
Co? — przerwała momentalnie, gdy z jego ust padło to imię. Osobiście znała tylko jedną Cherry i to nie wspominała jej za dobrze, okropnie wręcz, chociaż szanse, że mowa była o tej samej była wyjątkowo nikła. — Jaka Cherry? — dopytała, chociaż jej myśli na krótką chwilę, dosłownie na kilka sekund odpłynęły w stronę Wyatta. — To jej spaliłeś włosy? — naciskała i nawet chciała go szarpnąć w swoją stronę, by na nią spojrzał, kiedy przez szklane drzwi szpitala wyszedł wielki, nabity ochroniarz i spojrzał na nich z pogardą.
Dobra, chodź — mruknęła pod nosem, łapiąc go za ramię. — Opowiesz mi w aucie — zwinnie przesunęła palce wzdłuż jego ręki i już po chwili splotła ich dłonie, ciągnąć go w stronę parkingu. Przy okazji zdjęła jeszcze czapkę z głowy i zarzuciła ją niezdarnie Noriedze na głowę, żeby dodać mu chociaż minimalnie ciepła. Szkoda tylko, że tym samym zasłoniła mu całe pole widzenia.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze, że Madox tak nie do końca wiedział, że była wkurwiona, bo może by się przejął?
A może wcale nie, bo jednak już go dzisiaj jakoś tak mało rzeczy obchodziło, na przykład to czy on teraz będzie już pił rum sam, skoro kazał tej dziewczynie spierdalać.
Tylko, że zaraz się trochę przejął tymi słowami Pilar i nawet ze trzy razy, albo pięć, pokazał na siebie, że tutaj właśnie przed nią stoi taki gorący, zbłąkany Latynos. Chociaż zbłąkany to był, można nawet powiedzieć obłąkany, bo wciąż nie mógł ustać w miejscu, tylko się zataczał. Z gorącym można by dyskutować, bo po pierwsze przemarzł, a po drugie, to ta jego marynarka wyglądała jakby wrzucił ją w ognisko, wyjął i założył na siebie, a koszula też była cała upaprana i wystawała mu z jednej strony ze spodni. A jeszcze kilka godzin temu wyglądał przecież tak dobrze. Przejechał palcami po jasnych, krótkich włosach zaciągając się zimnym powietrzem, aż poczuł jak pali w płucach. Zimne jak chuj.
- Ale ja bym chciał jechać z tobą - stwierdził zaraz, kiedy ona tak mu powiedziała, że on już ma podwózkę i te ciemne oczy, które były odrobinę rozbiegane, starał się zawiesić na jej twarzy. Bardzo mu się podobała, chociaż kiedy mu powiedziała to, okradli cię, czy wszystko zgubiłeś, to już trochę mniej. Rozłożył ręce, bo nie wiedział. Ale równie dobrze mógł wyjebać gdzieś ten płaszcz, bo go na przykład denerwował. Chociaż... najprawdopodobniej to on został na tym całym bankiecie w szatni, bo przecież jak Cherry się jarała, to nikt nie myślał o tym, żeby szukać numerka i odbierać sobie płaszczyk, a właśnie...
W pewnym momencie wyciągnął z kieszeni ten swój numerek do szatni, a potem znowu chwycił Pilar za dłoń i go jej przekazał, jakby to był co najmniej jakiś przepiękny prezent, numer 13.
- To dla ciebie - uśmiechnął się do niej pięknie. Pięknie, ale jednak pijacko, a zaraz się skrzywił, kiedy ten dym z jej papierosa poleciał mu prosto w twarz, i znowu go zemdliło. Ale Pilar już pytała o te włosy, a Madox zastanowił się wystawiając czubek języka. Komu się te włosy zapaliły?
- Dziewczynie - aż się złapał za głowę, bo zaraz sobie przypomniał jak Cherry odpalała te fajerwerki, nic dziwnego, że jej się włosy zapaliły. A może jej się zapaliły od jointa? Podrapał się po karku, ale znowu go zmuliło i już po chwili opierał się o murek. To będzie rzygał, czy nie będzie?
Sam nie wiedział, tylko patrzył na Pilar tymi błyszczącymi ślepiami, kiedy mu tak mówiła, że jeśli chce to teraz, bo na pewno nie w jej aucie.
- Ale jesteś piękna - znowu do siebie gadał, a później to nawet może chciał sobie wsadzić te paluchy, tylko zrobił to jakoś tak nieumiejętnie, że mu się tylko czknęło i go otrzepało.
A potem to już mu się przypomniała Cherry, jego to wcale nie zdziwiło, bo jednak to z nią tutaj przyjechał. Zgasił ją też marynarką. Może mu zapłaci za ten smoking, w końcu Cherry była taka dziana.
- Bogata - wypalił w odpowiedzi na pytanie jaka Cherry, czyli już trochę więcej faktów, ale chyba jeszcze wciąż za mało. Chociaż na kolejne pytanie Stewart pokręcił energicznie głową, chyba zbyt energicznie, bo znowu się zachwiał niebezpiecznie.
- To nie ja, ona sobie sama spaliła - wzruszył ramionami, a później machnął nad głową rękami - pierdolnęła ją petarda - wcale nie prawda, bo jej włosy się chyba zajęły od zapalniczki, albo od blanta, na szczęście, bo jakby ją rzeczywiście pierdolnęła petarda, to ciekawe jakby to się skończyło - a ja ją uratowałem marynarką - obrócił się dookoła prezentując jej dziurę na plecach. Przez chwilę patrzył na nią czekając na jakieś słowa uznania, bo przecież nikt mu jeszcze nie powiedział, że on się tak bohatersko zachował ratując Cherry. A może powiedział? Ale czekał aż Pilar też to powie. Tylko ona zamiast tego, to powiedziała dobra, chodź.
- A gdzie? Na bal? - zapytał, ale kiedy złapała go za rękę, to on sobie te ich ręce wsunął do kieszeni tej zniszczonej marynarki - a zawieziesz mnie do domu? - westchnął ciężko, a zaraz Pilar wcisnęła mu na głowę czapkę. Co może było miłe, troskliwe z jej strony, tylko rzeczywiście mu ją naciągnęła na oczy.
- Ja jebię, oślepłem! - trochę spanikował Madox, co skończyło się tym, że on się ślizgnął na lodzie w tych swoich eleganckich bucikach. A jak się poślizgnął, to pociągnął za sobą Pilar i zaraz wylądowali... no na szczęście na masce jakiegoś samochodu, a nie na tym twardym jak diabli betonie. Może byłoby całkiem fajnie, gdyby w tym Bentleyu nagle nie zaczął wyć alarm, na cały ten parking. I chociaż Madox w pierwszej chwili podsunął czapkę do góry, żeby spojrzeć na Pilar, to już zaraz gapił się gdzieś ponad jej ramieniem, bo z samochodu wysiadła jakaś elegancka kobieta w futrze. Starsza, ale wciąż zadbana, ładna. A kiedy na nich spojrzała, to Madox się schował za Pilar, tylko chyba mu nie wyszło.
- Madox? - spojrzała na nich, a Noriega się wyprostował.
- Pani Marshall - wypalił jak jakieś dziecko, ale szczerze nie pamiętał jak ona miała na imię, na pewno coś na C. Dlaczego go w ogóle skojarzyła? Chociaż on ją też.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Informacje, które jej dawał były tak zdawkowe, że w pewnym momencie miała ochotę złapać go za ramiona i potrząsnąć. Pilar lubiła wiedzieć. Wszystko. Zawsze potrzebowała poznać jak największy i najbardziej rozbudowany obraz sytuacji, jaki tylko dało się osiągnąć, żeby wyciągnąć odpowiednie wnioski. A tutaj? Tutaj wiedziała całe jedno, wielki nic. Gówno. Nada.
Zaczynając od tego, że nie miała bladego pojęcia jak doszło do tego całego podpalenia, kto był winny, dlaczego kurwa Madox miał na plecach jebaną dziurę, kto w ogóle był na tyle durny, żeby dać mu dostęp do petard, a tym bardziej dlaczego robił to z jakąś wywłoką Cherry. Tyle pytań, a praktycznie zero odpowiedzi.
No, może oprócz jednej. Jego pieprzonego numerka do szatni, który po chwili wręczył Pilar, jakby to co najmniej był jakiś piękny bukiet kwiatów. Trzynaście. Trochę pechowo. Nic dziwnego, że zgubił.
I co ja mam z tym, zrobić, co cariño? — może nazywanie go kochaniem w takiej sytuacji nie było dobrym rozwiązaniem. W końcu sobie nie zasłużył, ale im dłużej Pilar stała i się mu przyglądała, tym coraz bardziej przestawała być na niego zła. Raczej była jakaś taka… rozczulona? Rozbawiona? Któreś z tych na pewno. A może po prostu schodził z niej ten cały stres, którego się nabawiła jadąc tutaj. W końcu była przekonana, że Noriega leży kompletnie połamany, a jednak widok jego całego i zdrowego zdecydowanie napawał lepszym humorem.
Chociaż kiedy gadał od rzeczy jak o tej petardzie, to Pilar aż pokręciła głową.
Ale jak ją mogła pierdolnąć petarda? — nie rozumiała. No kurwa nie rozumiała. Może była na to za trzeźwa? Zbyt realistycznie patrzyła na temat? — To wy kurwa puszczaliście zimne ognie czy petardy? — aż prychnęła. Bo może Madox tylko tak wyniosłe opowiadał o sztucznych ogniach, które niby puszczali, a może w rzeczywistości to tylko jego angielski nie domagał? Bo przecież gdyby Cherry dostała w łeb petardą, to z pewnością by ją rozjebało na milion kawałeczków i na pewno nie skończyłaby tylko z podpalonymi końcówkami. Przecież to się nie trzymało kupy pod jakimkolwiek względem.
I Madox też się nie trzymał kupy, bo trzymał się Pilar, chwiejąc ich na lewo i prawo, do tego stopnia, że w pewnym momencie runęli na czyjś samochód.
Kurwa, Madox! — jęknęła, czując, jak przygniata ją swoim ciężarem, nad którym w żadnym stopniu nie panował, a do tego jak twarda maska samochodu wpija się w plecy. W żadnym stopniu nie było to przyjemne ani romantyczne. I jakby tego wszystkiego jeszcze było mało, nagle włączył się alarm. — Dawaj, wstawaj. Położymy się na mojej masce — mruknęła, próbując go jakkolwiek przywrócić do pionu. Pilar była silną kobietą — co drugi dzień ładowała ciężary na siłce, nie wspominając nawet o wysiłku jakim miała w pracy — ale za chuja nie była w stanie go podnieść. Nie kiedy jego ciało było jak jedna, wielka galareta.
Dopiero kiedy z samochodu wysiadła elegancka, ciemnowłosa kobieta, Noriega zerwał się do pionu. I Stewart nawet chciała to jakoś skomentować, rzucić zaczepnym tekstem, tylko wtedy kobieta wymówiła jego imię, a on schował się za plecami Pilar.
Pani Marshall.
Zamrugała kilkakrotnie, z początku kompletnie nie rozumiejąc, co się właśnie stało.
Czyli to ty byłeś z moją córką, kiedy TO się stało? — odezwała się po chwili. Jej ton był oschły, a spojrzenie oceniające. Patrzyła na Noriegę, jakby obwinała go za całe zło tego świata, kiedy w rzeczywistości on tylko podpalił włosy jakieś randomowej lasce, których podobno nawet nie podpalił.
Chociaż może jednak wcale nie takiej randomowej skoro jej matka znała jego imię. Głowa Pilar powoli dodawała ze sobą wszystkie fakty, a ten najgorszy był chyba w momencie, w którym zrozumiała, że cały czas mowa była o Charity Marshall. Byłej narzeczonej Galena. Kurwa. Tylko czemu on znał się z jej matką? I czy to był powód dla którego Madox wiedział wtedy o zerwanych zaręczynach? Bo interesował się tym co u niej słychać? Aż nią kurwa wzdrygnęło.
Zacisnęła materiał na marynarce Noriegi, jakby chciała go odciągnąć w stronę auta. I może nawet by im się to udało, gdyby matka Cherry znowu się nie odezwała, wbijając w niego mordercze spojrzenie.
Co ty robisz, Madox, co? Co robiłeś z Charity? — wykonała krok w przód, a Pilar czuła jak za plecami pijaniutki Noriega, chowa się jeszcze bardziej. — Nic nie zrozumiałeś z tego, co wtedy powiedział ci mój mąż? Miałeś się trzymać od niej z daleka! — gadała jak nakręcona, pociągając nosem, jakby Cherry co najmniej leżała teraz na łożu śmierci, a nie miała tylko lekko poddymione końcówki. W jej oczach było widać dziwną furię w stronę Noriegi, a to zaś średnio spodobało się Pilar. — Tylko przyciągasz kłopoty, masz okropny wpły…
Ej hola hola — wtrąciła się w końcu, bo kobieta chyba nieco przesadzała. — Z całym, kurwa, szacunkiem, ale mogłaby pani troszkę grzeczniej? — nie podobał się jej ton kobiety, ani sposób, w jaki mówiła do jej faceta. Bo co to kurwa miało być?
A przepraszam ty kim jesteś, żeby się tak do mnie odzywać?

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na to jej pytanie, co miała zrobić z jego numerkiem do szatni, wzruszył ramionami, ale z szerokim uśmiechem wymalowanym na ustach, bo tak ładnie mu mówiła, że jakby miał jeszcze jeden taki numerek, to też by go jej oddał, ale nie miał. No i jutro pewnie po niego do niej przyjdzie, żeby jednak odebrać swój płaszcz.
Dopiero na to pytanie o petardę zrobił wielkie oczy, chociaż one i tak już były wielkie, takie duże, takie wystrzelone, w kosmos. A później pomachał rękami nad głową, pokazując jej jak te petardy, czyli fajerwerki, wystrzeliły.
- Tak, bam, bam, bum, puf - znowu wzruszył ramionami, ale na kolejne pytanie zmarszczył brwi i teraz chyba wreszcie powiedział coś z sensem - jaraliśmy skręta - troszeczkę by to wyjaśniało, dlaczego on jest taki wyczilowany i niczym się nie przejmuje i ze wszystkimi sobie gada. Szampan wyjaśniał dlaczego się zatacza, brakowało jeszcze tego, czemu on jest taki wystrzelony. Chociaż Madox to ogólnie był jakiś... nadpobudliwy przecież, narwany.
I teraz tak nieobliczalnie wylądował na niej, na tej masce, bo te buty może i były ładne i kosztowały pewnie kilka patyków, ale były śliskie. A Madox w ogóle nie mógł utrzymać równowagi.
- Na Twojej masce? - zapytał i już chciał się do niej pochylić, bo to mu tak... hot brzmiało. Hot, to chyba będzie jego nowe ulubione słowo. Chociaż może nie? Może lepiej jednak z jego ust to brzmiało, że Pilar nie była hot, tylko po prostu gorąca, albo caliente?
Teraz też nawet była caliente, kiedy się tak z nim siłowała. Tylko zaraz ten cały ogień, który ona w nim rozpalała, to zgasiła matka Charity Marshall. Madox się poczuł, jakby mu ktoś wylał wiadro zimnej wody na głowę, aż go wzdrygnęło. Chciał nawet złapać Pilar za rękę i ją stąd odciągnąć, z jakimś spierdalamy na ustach, ale tamta już się zaczęła nakręcać. A Madox tylko strzelił oczami. Powinna mu przecież dziękować, że ją ugasił. Bo mogły jej się wszystkie włosy zfjaczyć i by się musiała ogolić na łyso, a tak podetnie trochę końcówki, zrobi grzywkę i wciąż będzie wyglądała całkiem... hot?
- Nie... - odpowiedział, na to pytanie, czy to on był z Cherry, kiedy to się stało, bo może mu baba uwierzy i da im spokój? Byłoby świetnie. Zwłaszcza, że oni się przecież mieli kłaść na masce Pilar.
Tylko, że oczywiście, że nie dała, zaraz znowu pytała, co on robił z Cherry, i przez chwilę Madox chciał jej powiedzieć, że gówno, a potem złapać Pilar za rękę i szybko się stąd zmywać, tylko, że zamiast tego to on się znowu ślizgnął na tym lodzie, to jednak nie da się szybko i z gracją. Oparł rękę na tej masce, którą miał obok, auto Cherry.
Już miał coś powiedzieć, może, że Cherry przecież sama go namawiała na te fajerwerki, a on sobie tylko pił spokojnie szampana i jadł wątróbkę jakby nigdy nic! Tylko, że ta Pani Marshall już wyjechała z tym, że on przyciąga kłopoty, coś w tym było...
Już miał to powiedzieć, że tak, o co jej chodzi, tylko wtedy odezwała się Pilar, a ciemne oczy Madoxa momentalnie spoczęły na jej profilu. A on znowu sobie myślał, że ona jest taka piękna. A zwłaszcza jak znowu staje w jego obronie, taka waleczna. Może by się jeszcze rozpływał nad tym, nawet jej powiedział kilka słów po hiszpańsku jaka była teraz caliente, tylko znowu odezwała się ta Marshall, a Madox strzelił oczami.
- Moją narzeczoną - wypalił w odpowiedzi na pytanie kobiety, trochę podkoloryzował, no cóż - która po mnie przyjechała, a gdzie jest narzeczony Cherry? - czuł pod skórą, że zaraz będą musieli szybciutko stąd spierdalać, bo on wcale jeszcze nie skończył, nawet cofnął się o krok do tyłu, żeby butem wylądować na asfalcie, a nie na lodzie - chyba ją zostawił, ups, bo jest pierdolnięta, jak pani - rzucił i już pociągnął Pilar za sobą, bo przecież ich chyba baba nie będzie gonić?
To nie tak nawet, że on uważał Cherry za pierdolniętą, bo czasem to miał nawet do niej trochę sympatii, ale też nie będzie mu jakaś stara Marshall wytykała życiowych błędów. Miał ją gdzieś, Marshallów miał gdzieś. Co mu zrobią? Przyjdą do Emptiness, zapraszamy, na jakiś darmowy wpierdol.
Tylko zaraz się okazało, że ta stara Marshall to chyba rzeczywiście była pierdolnięta, bo zaraz się wyrwała do przodu jak jakaś wściekła pantera, w tym swoim futrze w cętki, i złapała Pilar za kaptur, szarpnęła ją mocno, aż Madox stanął jak wryty, i tylko poczuł jak mu się z ręki wyślizguje jej dłoń, tylko sam nie wiedział, czy ona zaraz wyrznie na tym lodzie, oby nie. Czy może się odwinie starej Marshallowej, oby tak.
Trochę na to liczył, chociaż z drugiej strony to się trochę bał, że jak się zaczną szarpać to ich sam nie rozdzieli. Ale w zasadzie kiedy oni tak sobie tutaj przyjemnie dyskutowali, to z auta wysiadła jeszcze młodsza siostra Cherry, którą Madox kojarzył z tego, że kiedyś ją zabrali do kina na bajkę i o niej zapomnieli. Spojrzała na matkę wielkimi oczami, a później na Pilar, a później na Madoxa.
No nie będą się chyba przy dziecku bić. Oby.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pilar nie znała za dobrze Charity. Osobiście widziała ją tylko raz podczas przesłuchania, chociaż nawet wtedy kobieta nie zrobiła na niej dobrego wrażenia. Zreszta nie porozmawiały sobie za dużo, bo oczywiście miała ze sobą prawnika wynajętego za grube pieniądze, który kazał jej nie odpowiadać na żadne pytanie i tylko tępo recytował paragrafy, co tylko wkurwiało Stewart jeszcze bardziej.
A potem jeszcze nasłuchała się od Galena, jak to Marshall była na tyle samolubna i zapatrzona w siebie do tego stopnia, że potrafiła mu wytknąć, że nie miał prawa być szczęśliwy z kimkolwiek innym, niż z nią. Raczej nie oceniała ludzi na podstawie opowiadać, ale z Cherry nie dało się inaczej. Może też błędnie patrzyła na jej osobę przez pryzmat Wyatta, ale jednak kiedy teraz wsłuchiwała pierdolenie jej matki, bardzo szybko doszła do wniosku, że może to po prostu cała rodzina Marshalli miała nierówno pod sufitem?
Bo kto normalny stałby pośrodku szpitalnego parkingu, podczas gdy jego dziecko leży na sali i wydzierał się na randomowego osobnika, jakim to nie był złym człowiekiem? No chyba, że Noriega wcale nie był taki randomowy jak się wydawało na pierwszy rzut oka. Stewart miała nawet już jakieś swoje podejrzenia, jednak postanowiła zostawić to na później, kiedy już będą sami i bezpieczni w samochodzie. W świętym spokoju.
Tutaj tego świętego spokoju nie mieli za grosz. Marshallowa ciągle się wykłócała, a jakby tego wszystkiego było mało, pijany Madox stwierdził, że świetnym pomysłem było przedstawić Stewart jako swoją narzeczoną. No, to by było na tyle z ukrywania się.
Spojrzała na niego jak na wariata. Jakby wzrok mógł robić krzywdę, to Noriega już wił by się z bólu. Z początku chciało to szybko sprostować, może poudawać, że wcale go nie znała, tylko wtedy on zaczął nawijać o Galenie, a jeszcze potem nazwał matkę Cherry pierdolniętą.
Madox! — skarciła go, chociaż na ustach i tak wymalował się drobny uśmiech. Kurwa, no przecież to nie jej wina, że on w tym wszystkim był jak mały dzieciak, który miał paćkę zamiast mózgu i po prostu bawił swoją głupotą. Może by się przejęła, jakby odezwał się tak do kogoś, kto faktycznie miał dla Pilar jakiekolwiek znaczenie, ale jednak matka Charity Marshall była bardzo nisko w tej hierarchii. Poza tym, nim Pilar zdążyła zareagować, Noriega już szarpał ją w stronę turkusowej Toyoty.
Nie tylko on.
W tym samym czasie, gdy dłoń Madoxa ciągnęła Stewart przed siebie, coś szarpnęło ją za kaptur tak mocno, że prawie wywinęła orła. Pani Marshall rzuciła jeszcze kilka obelg i głośne jeszcze nie skończyliśmy i to wystarczyło Pilar, żeby się jej ulało. Bo w przeciwieństwie do Noriegi ona była w pełni trzeźwa i wcale nie było jej do śmiechu, kiedy jakaś obca baba szarpała ją za fraki, szczególnie, że chwile wcześniej obrażała jej mężczyznę.
Dlatego nie myśląc za wiele, a bardziej działając naturalnym instynktem, Stewart odwinęła się energicznie w stronę Marshall, aż jej szalik spadł na ziemię, a następnie zacisnęła palce mocno na jej nadgarstku, od razu wyginając go do zewnętrznej strony. Kobieta syknęła z bólu i w sekundę zwolniła uścisk. I może to wystarczyło, może Pilar powinna dać spokój i również ją puścić, tylko zamiast tego wykręciła jej rękę jeszcze mocniej.
Ał, puszczaj, wariatko! — krzyknęła, zginając się w pół. — Bo zadzwonię na policje!!! — odgroziła się, spoglądając gniewnie na Stewart, chociaż w jej oczach również czaiła się pewnego rodzaju panika. Może pomyślała, że skoro Pilar była z Madoxem to z niej też była jakaś groźna gangsterka?
Świetnie, nie trzeba będzie długo czekać — odpowiedziała, uśmiechając się ironicznie, zaciskając palce jeszcze mocniej na jej delikatnej skórze. — Tylko skocze do samochodu po odznakę.
Co? jajco, pewnie odpowiedziałby Madox.
I chętnie wystawie przy okazji mandat za znieważenie— wolną dłonią wskazała na Madoxa. Może nie nawtykała mu aż tak bardzo, że podchodziło to pod paragraf karny, ale przecież kobieta nie musiała tego wiedzieć. — I od razu za napaść na policjanta — akurat tutaj już jak najbardziej można było podciągnąć szarpanie funkcjonariusza za wykroczenie. Chociaż z drugiej strony co Marshall po kilkuset marnych dolarach? Pewnie większymi bilonami podcierała się w kiblu. Tacy ludzie jak ona przecież spali na pieniądzach.
Kobieta momentalnie zrobiła wielkie oczy, jakby dopiero dochodziły do niej te słowa, chociaż sama nie była pewna, czy powinna w nie wierzyć. Pilar natomiast zwolniła w końcu uścisk, puszczając ją i robiąc krok w tył.
No czyli mamy jasność — stwierdziła, poprawiając kurtkę, którą prawie została uduszona. — Niech Pani lepiej sprawdzi, co z córką. My również pojedziemy w swoją stronę. Miłego wieczoru — mruknęła jakby od niechcenia i wycofała się w stronę Noriegi, by już po chwili złapać go z rękę i pociągnąć w stronę Toyoty.
Marshallowa coś tam jeszcze fuczała pod nosem, ale kto by się tym przejmował?

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zapomniało mu się, że mieli udawać, że się nie znają, nienawidzą nawet, albo może uznał, że przed jakąś Marshall nie muszą, bo przecież ona i tak wyżej sra niż dupę ma, kim oni dla niej byli? Jakimiś pewnie nic nie znaczącymi ludźmi, marginesem, czy coś, bo przecież nie byli parą królewską i nie tapetowali sobie sypialni studolarówkami.
Nawet to Madox z ust Pilar go jakoś za bardzo nie ruszyło, bo co ona może, ta stara? A on już nic nie mógł powiedzieć? Wywrócił ciemnymi ślepiami.
- Madox... - nawet chciał ją przedrzeźniać, ale mu nie wyszło, nie wyszło mu też wcale to odciągnięcie jej na bok. Z dala od tamtej wariatki w futrze, bo ona właśnie szarpała kaptur Stewart. Madox aż nabrał powietrze w płuca, już chciał coś powiedzieć, nawet się ruszył jakieś pół kroku do przodu, ale przecież Pilar była szybsza, bo przede wszystkim nie była taka porobiona jak on, ale też po prostu miała te reakcje wyćwiczone, oczy znowu mu zaświeciły, aż tyłkiem wylądował na tej masce samochodu, którego alarm wciąż buczał.
- Asombroso - niesamowita, mruknął bardziej do siebie niż do kogokolwiek, a potem nawet mu przez głowę przeszła myśl, że on to ma takie szczęście, ale tamta Marshall już zaczęła się wydzierać, a poza tym koło Madoxa stanęło to jej młodsze dzieciątko, siostra Cherry i Noriega na nią zerknął.
- Ona jest z policji - powiedział do młodej zanim jeszcze Pilar zagroziła starej odznaką - ale jeszcze nie widziałem jej w mundurze - zastanowił się nad tym chwilę, dlaczego, a później z kieszeni marynarki wyciągnął paczkę gum do żucia i jedną dał małej, a drugą wpakował sobie do ust, w momencie w którym Stewart odgrażała się tym znieważeniem i napaścią na policjanta. Podszedł w ich kierunku i rozłożył ręce.
- Jaka matka, taka córka... - zaczął, ale stracił wątek, może i dobrze, bo zaraz gadałby coś znowu o tym, że obie były popierdolone, albo wymyślał jeszcze inne rzeczy - i jeszcze auto zaparkowane na niedozwolonym miejscu - machnął głową w kierunku jakiegoś znaku z zakazem parkowania. Nawalony, ale jednak spostrzegawczy. Chociaż tego jak Pilar się cofnęła, tak, że wpadła na niego, to już nie zauważył, a może specjalnie się nie cofnął? Żeby wpadła, bo zaraz już zakładał jej rękę na ramię.
- A dziecko jeździ bez fotelika, kurwa, nie starczy miejsca na te mandaty - pokręcił głową z niedowierzaniem, a później to już nie mógł się powstrzymać i parsknął śmiechem. A stara Marshall popatrzyła po nich jak po wariatach, bo może coś w tym było? Że oni to jednak nie byli normalni, żeby się na parkingu szarpać z babą, która pewnie smarkała nos w studolarowe banknoty. Poprawiła to swoje futro, coś tam jeszcze pofukała pod nosem, a potem złapała za rękę to swoje najmłodsze dziecko i ruszyła z nim w kierunku szpitala. Dziewczynka jeszcze obejrzała się po drodze, a Madox do niej pomachała, bo akurat ona to była najmniej popierdolona, z tej całej rodziny. Młoda była, ile ona miała? Z osiem lat? Może jeszcze będą z niej ludzie.
Później się schylił po ten szalik, który spadł Pilar, albo Marshall, nieważne, bo teraz to już Noriega okręcał go sobie na zmarzniętej szyi. Pięknie wyglądał w tej jej czapce, szaliku i poszarpanej marynarce, jak bezdomny, ale taki, który wcześniej mieszkał w jakimś pałacu. Dał się Pilar pociągnąć w stronę auta, chociaż jeszcze przed nim ją zatrzymał ciągnąć za rękę w swoim kierunku, tak, że znowu na niego wpadła, a on... no zachwiał się trochę, ale jednak przytrzymał samochodu i było w porządku.
- A ja też dostanę mandat? A może byś się ubrała w mundur? - zapytał patrząc w jej oczy, ale tylko przez moment, bo po chwili to już potarł rękami swoje ramiona i pakował się jej do samochodu. Bo on miewał takie przebłyski... Przebłyski mózgu i przebłyski tego, że było mu tak zimno. Kiedy Pilar wsiadła i odpaliła samochód to on od razu zaczął grzebać przy ogrzewaniu, nawłączał wszystko, skierował na siebie, a potem jeszcze radio jej przełączył i poprzestawiał wszystko co się dało. Nie specjalnie przecież, tylko po prostu chyba cierpiał na jakiś syndrom niespokojnych rąk. Palców, bo już po chwili to stukał nimi w kolano.
- Gdzie jedziemy? - zapytał znowu, bo liczył trochę, że może jednak na imprezę. Jak się trochę zagrzeje, to przecież będzie mógł kontynuować te balety. Nawet spojrzał w lusterko, które sobie rozłożył, żeby poprawić czapkę i szalik, przejechał palcami po brodzie. A kiedy zobaczył te swoje czarne oczy, to aż sam strzelił ślepiami i opadł na oparcie fotela.
- Zamówimy pizzę? - wypalił nagle, bo przecież ta pizza to już mu chodziła po głowie od balu, przed balem nawet. Wyjął z kieszeni telefon i przez chwilę coś tam grzebał w nim, szukał numeru do pizzerii? Zaraz jednak włożył telefon do kieszeni, to znaczy wcale go nie włożył, bo chciał, a on się wsunął między fotele zamiast do tej jego kieszeni, co zaowocowało tym, że Madox się jakoś nieskoordynowanie szarpnął, żeby po niego sięgnąć, aż mu ta czapka znowu opadła na oczy.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Powiedzieć, że Marshallowa zaszła jej za skórę, to jak nic nie powiedzieć. Kobieta w futerku przez zaledwie kilka minut wspieła się wyjątkowo wysoko w hierarchii czarnej listy Pilar. I chociaż przed nią było na niej kilka naprawdę złych ludzi, tak spokojnie osadziła się w top dwadzieścia. Ale chyba każdy spotkał w życiu na swojej drodze ludzi, których od pierwszych słów nie lubił. Szczególnie, kiedy ci ludzie obrażali kogoś bliskiemu sercu, a jednak Madox w ostatnim czasie, to się w tym jej sercu dość mocno zadomowił. Delikatnie mówiąc.
Spojrzała na niego przelotnie, kiedy ruszyli w stronę samochodu. Wyglądał jak siedem nieszczęść — przepalona marynarka, ujebana koszula, czapka z pomponem na głowie i dziergany szalik, który Pilar dostał od jednej samotnej matki, której pomogła w sprawie zamordowanego męża. Już miała mu powiedzieć, że spokojnie mógł iść teraz pod sklep, wyżebrać trochę drobnych na browara, ale wtedy Noriega złapał ją za kurtkę i przyciągnął do siebie.
Zaśmiała się, gdy spytał, czy też dostanie mandat.
A chciałbyś? — pokręciła głową przyglądając mu się uważnie. Ciekawe za co? Chyba kurwa za przekroczenie piękności. — W kajdanki też cię zakuć? — dopytała, chociaż patrząc na jego aktualny stan i sposób, w jaki ledwo łapał pion, nawet kajdanki nie byłby potrzebne. Wystarczyło go obwiązać sznurówką albo gumką recepturką, a on i tak nie umiałby się uwolnić. — Może kiedy będziesz miał okazję, jak dalej się będziesz tak zachowywać — wbiła ciemne spojrzenie w to jego. Wiele pytań kłębiło się w jej głowie, chociaż chyba najbardziej to, skąd znał się z Cherry Marshall. Byli razem? Kurwa, może też byli zaręczeni? Skoro potrafił związać się z kimś takim jak Rosa, może dla Charity również stracił kiedyś głowę? Może dalej coś między nimi było? Chciała wiedzieć. Z drugiej strony, czy przy tym jego aktualnym stanie upojenia, Pilar będzie w stanie się czegokolwiek dowiedzieć? Miała co do tego duże wątpliwości.
Postukała go kilkakrotnie w ramię, żeby ją puścił i ładował się do auta, po czym sama zajęła miejsce przed kierownicą. Wsadziła kluczyk do stacyjki i już chciała sięgnąć do ogrzewania, ale tam już były paluchy Madoxa.
Jak to gdzie jedziemy? Do d o m u — spojrzała na niego wymownie. A gdzie on nigdy chciał jechać w takim stanie? Co najwyżej na wytrzeźwiałkę, bo na żadną szanującą się impreze i tak by go nie wpuścili, kiedy wyglądał jak menel. — Daj mi adres — poprosiła i zapięła pas. Nim jednak wyruszyła z parkingu ściągnęła z siebie kurtkę i nachyliła w stronę Noriegi.
Jesteś cały zmarznięty — zauważyła, przykrywając go, jakby to był co najmniej koc. Cóż, Pilar chociaż lubiła za duże, luźne ciuchy, kurtkę jednak miała dopasowaną i niezależnie od tego, jak bardzo Noriega wciągnął by brzuch, nie było opcji, że jego nabite ramiona wcisnęłyby się w rękawy. Spojrzała na niego przelotnie, czule i złożyła na jego policzku przelotny pocałunek. — Zapnij pasy — poprosiła, a zaraz potem już opadała na własny fotel, wrzucając wsteczny i wyjeżdżając z parkingu.
Drogi były puste. Jedynie kilka samochodów przemieszczało się Bóg jeden wiedział gdzie. Pilar chociaż jadła wcześniej ryż, kiedy Madox wspomniał o pizzy, aż poczuła jak w brzuchu wywierca się jej wielka dziura i nim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, w samochodzie wybrzmiało wyraźne bulbotanie.
Lepiej — odezwała się w końcu, włączając kierunkowskaz i zjeżdżając w prawo, zamiast skierować się bezpośrednio do centrum. — Sami po nią pojedziemy — było takie jedno miejsce, nocna pizzera, do której Pilar często jeździła na nocnych zmianach. Mieli tam najlepsze serowe brzegi w całym Toronto, a Noriedze ewidentnie przyda się solidna dawka jedzenia na fazę, w której aktualnie się znajdował.
Ale dostaniesz pizze tylko kiedy powiesz mi pierwsze… — zaczęła, bo jednak ten temat nie dawał jej spokoju. Zacisnęła mocniej palce na kierownicy. — Co cię łączy z Charity Marshall? — ściągnęła brwi, wbijając spojrzenie przed siebie, chociaż po chwili nie wytrzymała i spojrzała na niego przelotnie. Była gotowa wysadzić go na tym zimnie i trzymać w śniegu dopóki nie wytrzeźwieje i nie zacznie gadać.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”