-
You were my town
Now I'm in exile, seeing you out
I think I've seen this film before
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Wpatrywała się w niego uparcie, wyzywająco… konfrontująco. Patrzyła prosto w jego ciemniejące tęczówki i wiedziała, że to nie skończy się dobrze. Skończy się jak zawsze. Kiedy jednak coś tak długo w tobie siedzi, nieprzerwanie zajmuje twoje myśli i czyni twoje życie żałosnym – nie możesz po prostu odpuścić. Nie jesteś w stanie wiecznie udawać, że wszystko jest w porządku, że problemów nie ma i że wszystko ci odpowiada.
Chciała… ale nie potrafiła.
Zagryzła lekko wargę pozwalając mu mówić, a raczej odbić piłeczkę… i to wcale nie umknęło jego uwadze. Nie odpowiedział. Nie zaprzeczył. Jasne – nie potwierdził, ale jednocześnie nie zaśmiał się, że wygadywała bzdury, że nie miała czego się obawiać, że przecież była dla niego najważniejsza. Nie była. Wiedziała to już od dawna, ale jednocześnie była przekonana, że przegrywa tylko i wyłącznie z pracą. Może była naiwna, że tak myślała?
Drgnęła, gdy uderzył o drzwi, ale nie oderwała od niego spojrzenia. Nie zamierzała tak łatwo się wycofywać… skoro rozpętała burzę, postanowiła ponieść tego konsekwencje. Ściągnęła mocniej brwi i przez chwilę milczała… sunęła wzrokiem po męskiej twarzy, studiowała jej grymas, napięcie mięśniowe i wróciła do jego oczu. Kiedyś mogła się w niego wpatrywać godzinami, a teraz? Nie pamiętała kiedy ostatni raz był tak blisko.
- Nawet jeśli któryś z nich by mnie pieprzył… bardziej przejąłbyś się tym, że mam romans i to świadczy o tym jak źle jest w naszym małżeństwie, czy raczej chodziłoby o męską dumę, poczucie własności, reputację i nie daj boże pozycję w firmie? Co zraniłoby cię bardziej, Percy? – rzuciła chłodno i podobnie jak mąż nie zaprzeczyła. Nie potwierdziła, bo przecież nie miała żadnego romansu, ale jednocześnie nie zaprzeczyła od razu, chcąc odrobinę zagrać na męskich nerwach i coś mu uświadomić… bo miała swoje podejrzenia. Domyślała się, która odpowiedź była bliższa prawdy i to łamało jej serce.
Dużo łatwiej byłoby go nie kochać. Dużo.
- Zainspiruj mnie… może wykorzystam to, gdy po powrocie do miasta znowu nie będziesz miał dla mnie czasu. – wycedziła przez zęby jeszcze mocniej się do niego przybliżając, zupełnie jakby chciała go pocałować… i jakaś część jej chciała, ale jednocześnie chciała mieć po prostu pewność, że ją usłyszy. Dotrze do niego sens jej słów.
Zdecydowanie łatwiej byłoby go nie kochać.
Percival Gardner
-
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zadane przez nią pytanie odbił w swoim egocentrycznym stylu.
Przysunęła się do niego w momencie, gdy chciał się odsunąć. Zaczynało go to wszystko męczyć bardziej niż do tej pory. Pewnie dlatego, że tam, daleko za betonowym Toronto, ich kłopoty nagle wydały się Percy‘emu realniejsze.
„…może wykorzystam to, gdy po powrocie do miasta znowu nie będziesz miał dla mnie czasu”.
Poczuł jak jego serce walnęło bez uprzedzenia.
Po moim trupie.
— Tylko spróbuj — warknął, na powrót przysuwając swoje wargi do jej. — Tylko, kurwa, spróbuj.
Kłótnia w drewnianym domku w lesie zdawała się wybrzmiewać innym rytmem; dzikszym, wyraźniejszym, bo z dala od tłumów, przed którymi codziennie rozgrywali małżeński teatrzyk. Byli tylko przyjaciele – na dole, przy jeziorze. W takiej odległości, że niczego by nie usłyszeli.
Trzymane z boków dłonie wplotły się w bujne włosy, łapiąc je z czułością, zachłannością, wkurwieniem – znała go od każdej strony. Ten stanowczy ścisk mówił więcej niż słowa, których nie chciał wypowiadać. Poza tym, że skostniało jego serce, chyba zwyczajnie nie był w stanie jej bez przerwy okłamywać. Raz za razem, bez końca. Ale myśl, że ktokolwiek inny mógłby dotykać tego ciała, doprowadzał go do szału.
Trzymał ją tak mocno, że musiałaby się wyrwać, żeby się wyswobodzić.
— Nie zrobisz tego. — Bardziej rozkaz niżeli stwierdzenie. — Z nikim, rozumiesz? Ani z Dawsonem, ani z pieprzonym Carnegiem. Z nikim.
Nieprzyjemnie szumiało mu w głowie, gdy tak na nią patrzył. Intensywnie, pewnie, z bólem.
-
You were my town
Now I'm in exile, seeing you out
I think I've seen this film before
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Pretensja ze strony męża odbiła się w jej świadomości, bo wiedziała… wiedziała, że to dzieje się między nimi ciągle. Bezustannie. W kółko od nowa. Każda jedna konfrontacja kręciła się dookoła jednego i tego samego. Tego, czego ona chciała, a on najwidoczniej nie mógł albo zwyczajnie nie chciał jej dać. Bo przecież doskonale wiedział, czego chciała… jak sam powiedział – powtarzała to kółko, jak pieprzona katarynka. Dlatego nie odpowiedziała. Uparcie wpatrywała się w męskie tęczówki, ale nie odpowiedziała czego chciała. Może to ten moment, w którym Percival Gardner powinien się wysilić, chociaż spróbować…
Zanim będzie za późno.
Pierwszy raz zobaczyła w jego spojrzeniu coś jeszcze. Jakby nagle do niego dotarło, że wcale nie żartowała… że naprawdę może odejść, że w każdej chwili może rzucić rolę w tym pieprzonym przedstawieniu idealnego małżeństwa. Może nie czekać na niego w domu, gdy wracał z pracy. Może nie błyszczeć u jego boku na branżowych imprezach. Nawet jeśli tego nie chciała to był to jej świat, pasowała tam i doskonale się w nim odnajdywała. Ludzie z jego otoczenia ją lubili, uważali za swoją i jakkolwiek brutalnie by to nie brzmiało Gigi wiedziała, że była jego idealnym dodatkiem. Na boga… pracował z jej ojcem! Jej odejście odbiłoby się na jego życiu w wielu różnych aspektach.
Albo była po prostu naiwna, że tak myślała. Tak bardzo pragnęła jego zainteresowania, że naiwnie myślała, że on jej potrzebuje.
Chce.
Serce zabiło jej mocniej i nawet na moment nie odwróciła od niego wzroku. Zacisnęła mocniej palce na męskiej koszulce, przyciągając go do siebie jeszcze mocniej. Nie chciała się wyrywać, nie chciała, żeby rozluźniał ten uścisk, wypuszczał ja z ramion i odchodził… wypity alkohol szumiał jej w głowie, dawno zabrał zdrowy rozsądek i zdolność logicznego myślenia.
- Dlaczego? – bo miała mu nie sprawiać przykrości? Oh, przecież sam robił to nieustannie… dlaczego miałaby w ogóle o tym myśleć? - Bo jestem twoja? – może jednak poczucie własności? Podejrzewała, że o to właśnie chodziło nie dawało im to wielu szans na powodzenie – Udowodnij. – szepnęła prosto w męskie wargi, muskając je ciepłem swojego oddechu i wpatrując się w męża prowokująco.
Chciała tylko, żeby ją kochał. Jakkolwiek. I nie była z tego dumna.
Percival Gardner
-
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dlatego, że należała do niego. Jakkolwiek by to nie brzmiało, był tego pewien. Nawet jeśli już dawno nie było to prawdą ani myślał sądzić inaczej. Nie zostawiłaby go przecież… prawda?
Prowokujące „udowodnij” musnęło jego usta w zadziwiająco miękki sposób, jakby tylko na nie czekał. Gdyby w żyłach Gardnera nie płynął właśnie wypity alkohol, zapewne kazałby jej się uspokoić. Udowodnij. Też coś, on niczego nikomu nie musiał udowadniać.
Ale resztki opanowania już dawno go opuściły, a Gigi była ostatnio mistrzynią przemieniania się w czerwoną płachtę. Nic go tak nie wkurwiało jak te wieczne podchody, pytania, próby sprawienia, żeby się przed nią otworzył. Percy nie potrafił otworzyć się nawet przed samym sobą.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
-
You were my town
Now I'm in exile, seeing you out
I think I've seen this film before
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
-
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
You were my town
Now I'm in exile, seeing you out
I think I've seen this film before
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor