34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Wszystko dostaniesz, co tylko chcesz - jeszcze rzucił, bo to była kompletna prawda, że on by jej wszystko oddał, i wszystko dla niej zrobił. Nawet ładnie trzymał rączki przy sobie, kiedy już wylądowali w tych poduszkach. Nawet jej swoją ulubiona poduszkę oddał! A kiedy Pilar usnęła, to dla odmiany on jeszcze przez chwilę patrzył na to jaka była spokojna, kiedy spała. Zupełnie nie jak ona, klatka piersiowa unosiła się w miarowym oddechu, a te czarne rzęsy, które opadły leniwie na policzki, nawet nie drgnęły, kiedy jego palce przesunęły się powoli po jej biodrze kiedy jeszcze ją do siebie przytulił, mocniej. Mógłby się do tego przyzwyczaić, do tej chwili spokoju, po ciężkim dniu, z nią w ramionach.

Poranek też miał być miły, chociaż kiedy Madox otworzył oczy jej nie było już obok, a szkoda. Po kilku minutach wygrzebał się z pościeli i chociaż najpierw zamierzał wziąć prysznic, to wszedł do salonu, ubrany w jakieś szare dresowe spodnie, przeciągnął się jak kot prężąc do tyłu, tylko, że zaraz ciemne tęczówki odszukały jej postać. Nawet nie zauważył tego, że posprzątała, chociaż przechodząc przez salon nie potknął się o ten dywan, o który zawsze się potykał, a którego nigdy nie chciało mu się poprawić. Ani jemu, ani Debbie. Bo McDowell też wcale nie była jakaś porządnicka, a zresztą ona tu była wciąż gościem. Jak się zaraz okaże gościem, którego obecność Pilar już zauważyła.
- Co jest? - zapytał jeszcze zanim znalazł się przy niej, zaraz sięgał dłonią do jej ramienia, przesunął palcami po jej karku, a już po chwili dostawił sobie krzesło na przeciwko niej. Myślał, że ona się tak wciąż przejmuje tym Nickiem Daltonem, już miał jej coś powiedzieć, ale ona wtedy wypaliła, że jednak zaraz będzie się zbierać.
- Co? - wypalił najpierw - dlaczego? - tu już zaczęły pojawiać się w jego głowie różne pytania - nie - rzucił stanowczo. A potem tak samo stanowczo chwycił za nogę jej krzesła, żeby ją do siebie przyciągnąć, żeby to jej krzesło zderzyło się z tym jego, a ona znalazła się bliżej, tak blisko, że mógł patrzeć w te jej piękne, brązowe oczy.
- Zostań tutaj... - chciał dodać coś jeszcze, może jakieś proszę? A może, że mu obiecała? A może zapytać skąd ta nagła zmiana?
Tylko, że zaraz okazało się skąd.
No tak, rzeczy Debbie, które walały się po całym mieszkaniu. Pokręcił głową i pochylił ją, żeby oprzeć czoło o jej kolano, na moment. Wypuścił z płuc powietrze prosto w jej nogi.
- Nie - powiedział od razu, no bo przecież nie zamierzał jej okłamywać. Nigdy jej nie okłamywał.
Pozostała tylko kwestia jak jej powiedzieć o Debbie, delikatnie, żeby zaraz nie zrobiła się z tego kolejna wojna. Podniósł głowę, a jego ciemne tęczówki znowu odszukały jej piękne, brązowe oczy.
- Moją przyjaciółkę wyrzucili z mieszkania i zatrzymała się tu na kilka dni, póki czegoś nie znajdzie - powiedział kompletnie szczerze przecież, bo Debbie była tak jakby wciąż jego przyjaciółką? Miał do niej pewien sentyment biorąc pod uwagę fakt, że on nią przecież był zauroczony, wracali do siebie kilka razy. Może teraz też by coś z tego było, gdyby Madox wcześniej nie stracił głowy dla Pilar? Może jeszcze by próbował czegoś z Debbie, ale nie próbował. A nawet kiedy ona nocowała tutaj, to on najczęściej wybywał jednak do klubu, bo w końcu tam też miał łóżko, które Pilar widziała. Ale Debbie też rzadko tu spała, dużo podróżowała, większość czasu się mijali. Czasem tylko wpadli na siebie i zjedli razem kanapki, czy coś, co zrobiła McDowell.
- Ale ona jest stewardessą, dużo podróżuje, teraz poleciała... gdzieś tam - nawet nie wiedział gdzie, chociaż na moment się zamyślił. Do Grecji? Mniejsza o to. - Nawet nie zauważysz jej obecności, a jak będzie miała wrócić to jej wynajmę hotel - dla Madoxa to było takie proste. No bo przecież on nic złego tutaj nie robił...
Na pewno?
- Jesteś o to zła? - zapytał, bo nie umiał tego z niej wyczytać, czy znowu się na niego wściekała? Raczej nie, bo jakby tak było, to rzuciłaby w niego czymś, albo już na wstępie zwyzywała od cholernych idiotów.
- Nie pasuje ci to? - kolejne ważne pytanie, aż odsunął się od niej i opadł plecami na oparcie krzesła, chociaż to nie zmieniło faktu, że wciąż siedzieli blisko siebie - mam ją wyrzucić? Jeśli chcesz to zaraz do niej napiszę, że musi się przenieść do hotelu, zaraz jej coś zarezerwuje - sięgnął do kieszeni, tylko, że on przecież znowu nie miał telefonu, chyby o tym zapomniał, że znowu będzie musiał kupić nowy. Jak najszybciej przecież, bo nawet nie wiedział co się działo w Emptiness, a nie było go tam od wczoraj.
Chociaż teraz to bardziej niż klubem, przejął się nią. I naprawdę był gotowy wystawić Debbie za drzwi, gdyby Pilar powiedziała mu tylko słowo. Sięgnął palcami do jej stopy, musnął ją opuszkami, chciał ją jakoś zaczepić. Nie mogli zaczynać tego dnia od kolejnej kłótni. Już ten wczorajszy był cholernie ciężki, nie było im to potrzebne, nie według niego.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ciężko było od wczoraj w jej głowie. Myśli ciągle kłębiły się wokół wszystkiego, co złe, chociaż te krótkie chwile sam na sam z Madoxem zdecydowanie przepędzały najczarniejsze chmury. I kiedy już była na tyle naiwna, by myśleć, że będzie tylko lepiej, nagle okazało się, że do wczorajszego szamba zaczęło dolewać się kolejne. I to związane z Noriegą, więc nie było już jak odsuwać na bok tych czarnych chmur jego obecnością.
Jego reakcja wcale jej nie zdziwiła. W końcu jeszcze wczoraj tak łatwo się zgodziła. Chociaż może za łatwo jak na nią? Może już to powinno dać mu do myślenia? Chociaż prawda była taka, że Pilar naprawdę chciała tu zostać, przeczekać, pomyśleć. Tylko jak ona miała tu myśleć o Daltonie i następnych krokach, kiedy teraz zachodziła w głowę, czy zaraz nie wyjdzie, że kolejny mężczyzna w jej życiu coś ukrywał. A raczej kogoś. I bardzo szybko okazało się, że tak.
Doceniała jego szczerość, jednak to, jak szybko przyznał sie, żę nie mieszkał tu sam, zakuło ją gdzieś w śledzionę. Poczuła nieprzyjemny chłód na plecach i karku, a wzrok jakoś sam na krótką chwilę odbiegł od jego spojrzenia.
I chociaż chciała się jakoś dobrze zachować, kiedy mówił o tej przyjaciółce, nie potrafiła powstrzymać się od żałosnego prychnięcia i energicznego pokręcenia głową. I jakoś nagle zapomniał jej o tym powiedzieć? Ba, od powrotu z Medellin nie wspomniał ani razu, że nie mieszka sam. I dobra, można było się spierać, że przecież wcale nie spytała, ale raczej takie rzeczy zakładało się z góry. No jak widać nie Madox.
Starała się zachować spokój. Nie wybuchnąć z samego rana, chociaż na język już cisnęło się jej klasyczne pojebało cię, madox. Starała się, chociaż było kurewsko ciężko. Nie była przyzwyczajona do spokojnych rozmów, szczególnie nie wtedy, kiedy jej serce waliło już w piersi jak oszalałe, a głowa pracowała na najwyższych obrotach.
Przyjaciółka? — przyjrzała mu się uważnie, zawieszając ciemne spojrzenie na jego czekoladowych oczach. Okłamałby ją? Chciała wierzyć w to, że nie. Chociaz z drugiej strony wczoraj na własnej skórze przekonała się, jak dobry był w wymijające odpowiedzi, które jedynie ocierały się o prawdę, kiedy na dziesięć razy wyciągała od niego kim była Cherry. — Nigdy nie wspominałeś, że mieszka u ciebie przyjaciółka — zauważyła. Chociaż kiedy powiedział o tej stewardessie to przez ułamek sekundy Pilar pomyślała sobie o Karen. Jebanej Karen z samolotu do Medellin, która napluła im tak wiele krwi, ale też zapewniła genialny orgazm. Prochami oczywiście, nie sobą. Aż spojrzała uważniej na Noriegę, ale przecież chyba nie byłby aż tak głupi, żeby brać tą wariatkę pod swój dach, a tym bardziej przypisywać jej łatkę przyjaciółki.
Na pytanie, czy była zła, złapała w płuca więcej powietrza.
Była.
Była kurwa na niego zła. Tylko czy miała prawo być? Skoro to faktycznie była tylko p r z yj a c i ó ł k a i to jeszcze taka, którą wyjebali z mieszkania? Skoro robił w tym wszystkim jedynie dobry uczynek i nic więcej go z nią nie łączyło? Jasne, była to inna kobieta i to kurewsko się jej nie podobało, tylko czy to była podstawa do robienia afery?
Na moment spróbować postawić się na jego miejscu; przecież gdyby jej dobry kumpel z komendy (nie Dalton) potrzebował nocowania, nie wyrzuciłaby go na bruk. Chociaż gdyby trwało to dłużej niż jeden, dwa dni z pewnością poinformowałaby o tym Noriegę, właśnie żeby potem nie było takich niedomówień jak teraz tu u nich.
Jeśli nic cię z nią nie łączy ani z nią nie sypiałeś, to nie jestem — odezwała się w końcu, trzymając w sobie te wszystkie negatywne emocje. Bo jednak Pilar była zazdrosna. Nawet bardzo. Wciąż nie potrafiła przetrawić tych nieprzyjemnych emocji, które rodziły się w jej ciele i głowie na samą myśl Madoxa z innymi kobietami. No po prostu nie umiała. Może przyjdzie jej to z czasem. Chociaż i tak progresem był fakt, że powiedziała to wyjątkowo spokojnie.
Za to mniej spokojnie zareagowała na pytanie czy jej to przeszkadza, bo spojrzała na niego z wyrzutem.
A tobie by nie przeszkadzało, jakby mieszkał u mnie jakiś kumpel? — spytała szczerze i prosto z mostu. Przecież Noriega również był narwany jak ona, świadczyła o tym sama reakcja na Galena wtedy w drodze powrotnej z sierocińca. — Jakby miał u mnie swoje rzeczy i nawet jebane majtki w koszu na pranie? — uniosła się delikatnie, jednak wciąż w granicach rozsądku. Bo jedną rzeczą był fakt, że on tu nocował koleżankę, a czymś innym, że nie widział w tym żadnego problemu. A Pilar też była hipokrytką, bo kiedy Noriega oznajmił, że wyrzuci tą swoją przyjaciółkę na zawołanie, to znowu spojrzała na niego z pretensją. Bo kto tak traktował swoich przyjaciół?
Wyjebali ją z mieszkania i ty też chcesz ją wyjebać ze swojego? — aż przewróciła oczami i jednym ruchem wyrwała mu stopę z uścisku. — Ona nie ma gdzie mieszkać, ja mam. Więc po prostu wrócę do siebie i po sprawie, a ty możesz sobie tutaj… — wstrzymała się, bo przecież miała być dzisiaj spokojną i opanowaną kobietą. Oazą spokoju wręcz. Pierdolonym, zajebiście wyciszonym kwiatem lotosu, na zajebiście spokojnej tafli jebanego jeziora.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nawet chciał jej powiedzieć o Debbie, nawet się do tego przymierzał, raz zaczął temat, ale tyle się działo, że to zawsze spadało na jakiś dalszy plan. Jakiś taki nic nie znaczący, tak jak Debbie nic nie znaczyła dla niego. Bo kiedy on miał jej powiedzieć, jak wyznawał jej miłość, albo dokładać do pieca, kiedy się kłócili? Ich relacja była intensywna, a takie poważne rozmowy zdarzały się rzadko, a jak już do tego doszło to przecież rozmawiali o nich, i co on tam nagle miał wciskać jakąś Debbie? A może wczoraj miał jej powiedzieć, kiedy ona potrzebowała słów wsparcia, a nie kolejnego zapalnika, który by ich poróżnił.
Nie było okazji, tak uważał Madox.
I to nie tak, że on to chciał przed nią zataić. Nie chciał.
I może tego, że Debbie to nie tylko jego przyjaciółka też nie powinien? Wbił w nią spojrzenie ciemnych ślepi, zacisnął palce na brzegu jej krzesła, gdyby chciała się odsunąć.
- No... - zaczął i już miał jej wyjaśnić, że to nie tylko przyjaciółka, ale czy to naprawdę tyle zmieniało, że oni kiedyś ze sobą byli? Przecież już nic ich ze sobą nie łączyło, a nawet już byli na takim etapie, że po prostu nie brnęli w żadne dwuznaczności, w żadną chemię, bo to się po prostu między nimi nie sprawdziło.
- Bo nie było okazji... - powiedział powoli mierząc ją spojrzeniem - ale chciałem ci powiedzieć - dodał zaraz. Powiedziałby, gdyby w końcu zgodziła się do niego wpaść. Wczoraj gdyby nie ta sytuacja z Daltonem też by jej to powiedział, już by mieli tę rozmowę za sobą.
Nabrał mocno powietrze w płuca na jej kolejne słowa, wypuścił je nosem i spuścił głowę, nie no kurwa musi jej powiedzieć. Bo jak jej nie powie, to ją okłamie, a nie chciał jej okłamywać. Była jedyną osobą na tym świecie, z którą on był szczery, chciał być. Nawet jeśli miało mu się za to oberwać. Już otworzył usta, ale ona wtedy zapytała, czy jemu by to nie przeszkadzało i przez chwilę się nad tym zastanowił.
- Cholernie by mi przeszkadzało, bo jestem o ciebie kurewsko zazdrosny, ale... ufam ci Pilar - powiedział i spojrzał w jej piękne, duże oczy - ale za te majtki to bym go chyba zabił - wywrócił swoimi ślepiami. Z jednej strony wierzył, że by go nie zdradziła, ale z drugiej był o nią zazdrosny, z drugiej wciąż jeszcze z tyłu głowy miał to, że kiedy on ostatnio tak głupio się zakochał, na całe życie myślał, to tak oberwał po dupie jak jeszcze nigdy.
Tak się zamyślił nad tą Rosą, że nie załapał tych jej pierwszych słów, dopiero kiedy wyszarpnęła nogę spod jego palców, to znowu podniósł na nią wzrok. Wstał. Chociaż wciąż stał nad jej krzesłem.
- Co mogę sobie tutaj? - warknął może trochę mocniej niż powinien - bo co, bo jak ktoś miesza z byłą, to od razu ją rucha? - nie tak to miał jej wytłumaczyć...
Zdecydowanie nie tak.
Ale Madox też był jakiś bardzo zafiksowany na punkcie zdrady. Bo on może i miał tę swoją opinię Don Juana, ale nigdy nie zdradził żadnej kobiety. Jak się z kimś spotykał to był wierny, jak pies. A i tak wszyscy wyrzucali mu wiecznie, że jest kobieciarzem, że sypia z kobietami, jedna za drugą. A on kurwa nawet z Charity Marshall, gdzie ich związek opierał się tylko na tym, na seksie, był wierny. Póki nie zadecydowali, że to koniec.
Przejechał palcami po jasnych włosach i szarpnął je, odwrócił się robiąc dwa kroki w kierunku kuchni, ale zaraz znowu na nią spojrzał.
- Spotykaliśmy się kiedyś z Debbie, ale to jest przeszłość, to jest dawno skończone, ona nic dla mnie nie znaczy, bo ty znaczysz wszystko, tylko ja kompletnie nie rozumiem dlaczego mi nie ufasz - walnął pięścią w stół. Bo tego nie rozumiał. Nie rozumiał jak on miał by ją zdradzić, kiedy ją kochał, i to kochał na zabój, do szaleństwa ją kochał. Może dlatego on się tak znowu unosił? Niepotrzebnie. Ale ona w nim zawsze budziła tyle emocji. Kochał ją do szaleństwa, a teraz... teraz go tak strasznie wkurwiała, kolejnymi niepotrzebnymi wyrzutami. A może tym brakiem zaufania? Kiedy on się tak starał, kiedy wychodził raz za razem ze swojej strefy komfortu. Uczył się przy niej tych nowych rzeczy, nowych emocji. A to i tak było mało.
- Czy ja naprawdę daję ci jakieś sygnały?... Jakieś powody?... - podszedł znowu bliżej, ale nie usiadł na tym krześle, spojrzał na nią z góry - bo wszyscy tak mówią, że Noriega to jest jebaka i ty w to wierzysz? Wierzysz, że mógłbym wyznawać ci miłość i posuwać inne laski? - pokręcił głową.
Bardzo miły poranek, nie ma co. Ale go to zabolało, najgorzej właśnie to co powiedziała na sam koniec, że on może sobie tutaj...
Bo nie mógł, nie potrafiłby, nie chciał. Nie po tym co mu kiedyś zrobiła Rosa, z najlepszym przyjacielem, z bratem, ale przecież Pilar by mu czegoś takiego nie zrobiła. Nie zdradziłaby go, on nawet nigdy by ją nie podejrzewał, że ona przeżywała jakieś tam chwile uniesienia z Galenem Wyattem, bo jak?
I chociaż Madox z przyzwyczajenia flirtował z kobietami, to na tym się kończyło, on nawet Jamie spławił, a przecież z nią tylko zatańczył, całkiem niewinnie, bo kiedy jego dłoń zjechała na jej pośladek, to ona to ukróciła. Napisał jej, że ma dziewczynę tylko dlatego, że Pilar była o nią zazdrosna.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jakoś nie wierzyła w to, że chciał jej powiedzieć. Jasne, zawsze tak mówiło się już po fakcie. Tylko szkoda, że wcześniej tego nie zrobił. I ciekawe czy w ogóle by zrobił, gdyby ona sama nie znalazła tych wszystkich kosmetyków i bielizny. Bo teraz Pilar już wcale nie była tego taka pewna.
Za to pewna była jego kolejnej odpowiedzi. Oczywiście, że przeszkadzałoby mu, gdyby to u niej nocował jakiś facet. Nie, wróć, nie nocował a m i e s z k a ł, bo to akurat była wielka różnica. I chociaż ona w pierwszej chwili wcale nie chciała zajebać tej kobiety po znalezieniu jej majtek, jakby on to zrobił, to wciąż była o to zła. I miała prawo być zła. Jaka kobieta by nie była? A co dopiero taka, która nie potrafiłą być w związku; dla której te wszystkie emocje i uczucia były tak wielką nowością. Bo Pilar nie miała miliona byłych jak Madox, kurwa, ona nawet nigdy nie pozwoliła samej sobie się w kimkolwiek zauroczyć — skąd miała wiedzieć, jak to działa? Jak mogła po prostu przestać być zazdrosna, kiedy ledwo co rozumiała to zaciskające śledzionę uczucie?
I już miała mu o tym powiedzieć, że ona na ten moment po prostu nie umie inaczej, że to wszystko dla niej jest nowe i kurwa przerażające, tylko on nagle zerwał się z miejsca, podczas gdy z jego ust wyleciały kolejne słowa.
I to wcale nie byle jakie.
Takie, które w sekundę wbiły ją w krzesło. Była? To jednak kurwa była, a nie wcale żadna przyjaciółka? Oczywiście, że była. Bo czy on miał jakiekolwiek przyjaciółki, z którymi kiedyś się nie ruchał? Cóż, w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin Pilar dowiedziała się, że z pewnością dwie z którymi spędzał czas albo mieszkał, były kiedyś z nim w związku.
I jak ona niby miała sobie nie dopowiadać? Jak miała nie snuć wniosków, kiedy jej wnioski były w punkt?
Czyli jednak nie przyjaciółka, a nagle była laska? — znowu prychnęła, znowu prześmiewczo, czując, jak zalewa ją fala gorąca. Aż zacisnęła dłonie w pięści. Również miała wielką ochotę przyjebać w stół, jednak ostatkami sił zatrzymała to w sobie. Bo może dało się to jeszcze jakoś wyjaśnić? Nie no kurwa, niby jak? Na to nie było wytłumaczenia. A najbardziej w tym wszystkim ugodził ją chyba fakt, że on znowu próbował wywinąć się od odpowiedzi. Że skłamał. Bo Pilar właśnie tak patrzyła na to, co właśnie odjebał, kiedy patrząc jej prosto w oczy nazwał tą całą Dabbie przyjaciółką doskonale wiedząc, że była kimś więcej. Zrobił to z intencją i premedytacją, a to mogło oznaczać tylko jedno… przynajmniej dla Pilar.
Ale jak mogę ci ufać, kiedy kłamiesz mi w żywe oczy?! — warknęła, już wcale nie próbując się pohamować. Najmniejszego wrażenia nie zrobiło na niej to, kiedy ponownie przywalił w stół. Nawet nie drgnęła. Nawet nie spojrzała na jego dłoń, bo oczy miała wbite w te jego, ciemne i tak kurewsko ogniste, że aż drapało ją na skórze. — Kiedy zamiast od razu się kurwa przyznać, rzucasz mi jakieś wymijające odpowiedzi, wciskając kit, że to tylko przyjaciółka — również wstała. Nie miała zamiaru dać mu przewagi w tej wymianie zdań, kiedy tak patrzył na nią z góry. Chuj, że nawet jak stała to patrzył, ale przynajmniej ona miała również więcej argumentów.
Szczególnie gdy on tak zaczął nawijać o tym, co mówią o nim inni.
Kto powiedział, że ja wierze w cokolwiek z tych bredni?! — tym razem to ona spojrzała na niego z pretensją. Bo jak on mógł w ogóle pomyśleć, że Pilar miała o nim aż tak złe zdanie? — Naprawdę myślisz, że stałabym tutaj teraz z tobą i w ogóle chciała mieć z tobą cokolwiek do czynienia, gdybym miała o tobie aż tak okropne mniemanie? — nie potrafiła tego pojąć. Przecież ona kurwa sama mu powiedziała, że kocha go za to dobre serce, za szczerość, za to, jaki był… jak mogłaby mówić to wszystko, być z nim, jeśli uważałaby, że ją zdradzał? No jak? I chyba spojrzenie pełne zawodu, które mu posłała mówiło wszystko. Chociaż zaraz pojawił się w nim też gniew. — I kto kurwa mówi tu cokolwiek o jakimś jebaniu, Madox? — bo na pewno nie Pilar. — Ale chyba trzeba zacząć o tym mówić, skoro aż tak się kurwa oburzyłeś i tak bardzo cię to ruszyło — bo przecież ona — chociaż raz — była spokojna. Rozmawiała z nim z delikatnie podniesionym głosem, jak na Pilar bardzo stonowanym. A on? On kurwa zaczął krzyczeć i walić rękami w stół. Jeszcze brakowało, żeby krzesłem rzucił. Pilar znała takie zachowania aż za dobrze z sali przesłuchań i zazwyczaj najbardziej w taki sposób bronili się ludzie, którzy mieli coś na sumieniu. Nie uważała, że on miał, ale jego zachowanie sprawiało, że naprawdę zaczęła się nad tym zastanawiać.
Przeszła się kawałek wzdłuż stołu, próbując jakoś rozchodzić to budujące się napięcie, powstrzymać się od tego, żeby odwrócić się na pięcie i po prostu wyjść. Bo naprawde chciała to zrobić. Ale wcześniej chciała dać temu jeszcze ostatnią szansę.
Od kiedy ona tu mieszka? — odwróciła się w jego kierunku i podeszła klika kroków bliżej. — Tylko już bez kłamstw — zajrzała mu głęboko w oczy. — Przed czy po Medellin? — bo jeśli była tu już przed, zanim to wszystko się zaczęło, jeszcze była w stanie to jakoś zrozumieć.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wywrócił oczami na jej słowa, ale później te ciemne tęczówki utkwił w jej twarzy. Bolało go to, że ona mu w ogóle nie ufa, że dopowiada sobie te swoje wersje, gdzie pół Toronto to jego byłe, z którymi on spędza czas. Nie spędzał, trafił na Cherry przez przypadek, a Debbie chciał tylko pomóc. Nie umawiał się z nimi na spotkania towarzyskie, nie pili sobie kolorowych drinków wspominając zamierzchłe czasy, bo kto tak robi? Na pewno nie Madox.
- W tym momencie już przyjaciółka, ty skreślasz wszystkich, z którymi spałaś? - no chyba nie, bo Daltona nie skreśliła. Madox nie wiedział do końca jak to z nimi było, spali ze sobą, dała mu kosza, teraz się przyjaźnili? Podobny schemat? Tak, dla niego trochę tak. Ale przecież nie zamierzał teraz drążyć tematu. Debbie też nie zamierzał.
Przyjaźnili się, tyle ich teraz łączyło, więc czy on jej skłamał?
- Kurwa Pilar, to co mam ci zrobić jakąś listę kobiet, z którymi spałem, z którymi się przyjaźnię, a z którymi już nie - i znowu walnął ręką w stół, nie mocno, oparł ją na nim z impetem i pochylił się nieco w jej kierunku, z tym intensywnym spojrzeniem wbitym w jej oczy. Oczy, które mu się tak podobały, a które dzisiaj patrzyły na niego tak, jakby ją zdradzał, jakby ją cały czas okłamywał.
- Oh mierda, bo to jest tylko przyjaciółka, z żadną z moich byłych mnie już nic nie łączy, i dlatego są byłe, bo nam kurwa nie wyszło - warknął, nawet nie ruszył się z miejsca, kiedy wstała, chociaż znowu znaleźli się blisko siebie. Zrobił jeszcze nawet to pół kroku w jej stronę, tak, że jego naga klatka piersiowa zetknęła się z jej falująca w przyspieszonym oddechu piersią.
- To dlaczego dzisiaj cały czas mnie pytasz, kto to jest, co cię z nią łączyło, spałeś z nią? Najpierw Cherry, teraz Debbie, bo nie wierzysz? - teraz to on prychnął i odwrócił się na pięcie, ruszył dwa kroki przed siebie, ale się zatrzymał, odwrócił znowu w jej kierunku - no kto Pilar? A co chciałaś powiedzieć? A ty możesz sobie co? Układać z nią puzzle, grać w chińczyka? - tym razem to on spojrzał na nią z wyrzutem. A może tych wyrzutów było już tyle, że inaczej nie mogli na siebie patrzeć?
Chociaż Madox zaraz pokręcił głową i spojrzał na nią po prostu smutno, z zawodem.
- Wiesz co mnie ruszyło Pilar? - znowu zrobił krok w jej kierunku, do tego krzesła, na którym jeszcze przed chwilą siedział - że wczoraj mi zaufałaś, a dzisiaj już nie umiesz wcale - i kopnął to swoje krzesło, oczywiście, bo Madox to nie umiał się nie unosić. Pewnie dlatego miał kilku prawników, bo przecież on na sali przesłuchań to by robił to samo, gdyby nie miał nad sobą Williama, albo Melanie. Czy to rzeczywiście znaczyło, że miał coś na sumieniu?
Nie, ale Pilar już musiała sama do tego dojść, bo Madox już wciągał na siebie jakąś koszulkę, którą gdzieś tam znalazł, pewnie tą z napisem łobuz kocha najbardziej, bo on się zbierał do tego, żeby stąd wyjść. A budził się z myślą, że ona naprawdę się tutaj wprowadzi. A najgorsze jest to, że go to naprawdę cieszyło, że by tego chciał, znowu przy niej zasnąć, w tej chwilowej ciszy, w jakimś takim spokoju, który dawali sobie nawzajem, mimo tego, że świat dookoła wcale się nie zatrzymywał, tylko wiecznie im dopierdalał.
Wygładził koszulkę i już miał iść po kurtkę i buty, chociaż kiedy Pilar ruszyła w jego kierunku, to znowu się zatrzymał.
Jakby chodziło o Debbie, o Cherry, o kogokolwiek innego, już dawno by wyszedł i pierdolnął drzwiami, bo chyba powiedział już wszystko, a z nią? A z nią stał i te czarne teraz oczy zatrzymał na jej twarzy.
- Jak byliśmy w Medellin to się tu wprowadziła, nie poinformowała mnie o niczym, nawet nie pamiętałem, że miała klucz - taka była prawda, że to nawet nie wyszło z jego strony, jakaś propozycja, że słuchaj Debbie to może się wprowadź, tylko McDowell postawiła go przed faktem dokonanym. Miał ją wyrzucić?
Może powinien. Może teraz powinien w ogóle nie odzywać się słowem do swoich byłych, bo Stewart się to nie podobało? Ale dlaczego ją to tak ruszało? Bo mu nie ufała.
Mogło się wydawać, że on też jej nie ufa, skoro jej robił podobne jazdy za sprawą Galena Wyatta, czy Nicka Daltona, tylko, że... On jej ufał, wierzył jej, we wszystko co mu mówiła wierzył. On bardziej nie ufał Wyattowi, czy Daltonowi. Teraz się okazało, że Daltonowi to nawet słusznie. Ale jej ufał. Nawet wczoraj to pokazał, z tymi zdjęciami, trzymając język za zębami, przyznając jej za każdym razem rację, chociaż przecież go nosiło, żeby coś zrobić.
Zawsze go nosiło, żeby coś zrobić. Teraz też już się schylał zbierając z podłogi jakieś skarpetki, wciągnął je na stopy, każda inna, ale jakoś się tym nie przejmował.
- Czy to już koniec przesłuchania, czy gryzie cię coś jeszcze miel? - to skarbie wycedził przez zęby. Bo czemu ona wciąż nie rozumiała, że była dla niego wszystkim? Madox nie umiał tego pojąć, dlaczego jakaś Debbie, jakaś Cherry, które były przeszłością nagle miały tak wiele znaczenie.
Nie no, umiał to pojąć, bo mu nie ufała. Tylko... to go bolało najbardziej.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy skreślała wszystkich, z którymi spała? Niekoniecznie. Z kilkoma osobami miała lepszy kontakt jak na przykład z Heleną, ale na przykład z Daltonem wcale. Nawet by się jej nie śniło pozwalać mu się wprowadzić, jeszcze bez wiedzy Noriegi przy aktualnym stanie rzeczy. Poza tym, akurat Dalton był kurewsko złym przykładem w tej kłótni, bo przecież on wciąż ją chciał, nawet jeśli ona jego nie. Wiec idąc tym tokiem rozumowania te jego byłe dziewczyny wcale mogły nie patrzeć na niego tylko i wyłącznie przez pryzmat przyjaźni. Poza tym…
Ale jest różnica między niezobowiązującym seksem a związkiem, Madox! — krzyknęła, może głośniej niż powinna, ale on wyzwalał w niej tak skrajne emocje, że nie umiała inaczej. No bo jak? Może gdyby wcale jej nie zależało, umiałaby być spokojna. Ale zależało i to kurwa najbardziej na świecie. Podeszła bliżej, zaglądając mu głęboko w oczy, z tym charakterystycznym dla nich ogniem. — Gdybym się z tobą rozstała, w życiu nie potrafiłabym na ciebie spojrzeć tylko jak na przyjaciela, bez żadnych uczuć — i to była chyba najprawdziwsza prawda, jaką tylko mogła z siebie na tamten moment wyrzucić i chyba też główny powód, dla którego dostawała tak wielkiego pierdolca na punkcie ich byłych. Bo Pilar spoglądała na to wszystko z pryzmatu ich związku — w końcu było to jedyne doświadczenie, jakie znała. Skąd mogła wiedzieć, że jego inne związki wcale nie wyglądały jak ten ich? Że im nie mówił tak pięknie o miłości i byciu wszystkim? Skąd? Nie siedział przecież w jego głowę, nie znała jego historii. Nie miała pojęcia, że to co mieli, dla niego było równie wyjątkowe, co dla niej. Bo dla niej było kurewsko bardzo. Właśnie tak bardzo, że miała wrażenie, że nawet gdyby go spotkała po dziesięciu latach jebanej rozłąki, wciąż by go chciała. Że nie potrafiłaby się z nim po prostu kumplować, nie myśląc na okrągło o smaku jego obłędnych ust. Może myślała tak, bo stała w epicentrum tych uczuć, ale tak właśnie było i nic nie mogła na to poradzić. Nawet kiedy on ciskał w nią coraz to nowymi pociskami.
Pytam, bo nie wiem! To aż takie, kurwa, dziwne? — a co miała robić? Ciekawe kurwa czy jak on znalazłby ostatnio tone męskich rzeczy u niej w mieszkaniu i sypialni, to czy by tak kompletnie to olał i nawet nie zadał żadnego pytania? Oczywiście, że by zadał i to z pewnością mniej miło niż ona. — A ty zamiast normalnie odpowiedzieć, to się oburzasz, jakbyś miał coś do ukrycia — tylko że Madox na ten moment po prostu nie potrafił postawić się w jej sytuacji, nawet nie chciał tego zrozumieć i do tego wszystkiego jeszcze ciągle wmawiał jej, że mu nie ufała. Co było kolejnym zarzutem wyssanym z palca.
Przecież ja ci ufam, estúpido! — aż wywaliła ręce wysoko w powietrze i finalnie sama strzeliła w stół, którego tak bardzo zarzekała się, że nie tknie. Coś nie wyszło. Ale czy jej kiedykolwiek wyszło trzymanie nerwów na wodzy, kiedy on był obok? Kiedy patrzył na nią tymi ciemnymi, ognistymi oczami, w których mogłaby się kompletnie zatracić? Kiedy podchodził tak blisko, że jego klatka piersiowa obijała się o tą Pilar, mieszając ze sobą wariujące w piersi serca? — Ale to, że ci ufam, wcale nie zmienia faktu, że mnie to rusza. Martwi, i kurwa nie wiem i gryzie jakoś tak tutaj — aż się cała skręciła, żeby mu pokazać gdzie dokładnie ją gryzło. A gryzło ją dosłownie wszędzie: brzuch się zaciskał, mięśnie napinały, a krew w żyłach przyśpieszała do zastraszajacego tempa. Ona mu wierzyła, naprawdę, ale za nic nie wierzyła tym kobietom. Bo doskonale wiedziała, jak to było go kochać i ona na ich miejscu, wcale nie odpuściłaby go sobie tak łatwo. Jak najwidoczniej ta cała Debbie. Bo kto kurwa normalny WPROWADZA się do mieszkania swojego byłego bez złamanego słowa? Gdyby faktycznie nich ich nie łączyło, gdyby nie mieli kontaktu, przecież raczej by tego nie zrobiła? Przecież tam mógł mieszkać ktokolwiek inny, mógł sobie nie życzyć… nie no kurwa i masa innych powodów.
I dla ciebie to jest normalne? — ruszyła zaraz za nim, kiedy zaczął się ubierać. — Nie widzisz w tym nic dziwnego, że ciebie nie ma, a laska zwala ci się na mieszkanie i nawet cię kurwa o tym nie informuje?! — tak nie robili normalni ludzie i musiał w końcu przyznać jej racje. Chociaż może oni już byli na takim etapie ten kłótni, że każde po prostu na okrągło powtarzało swoje racje i nawet nie próbowali spotkać się pośrodku?
On już się poddawał. Pokazywał to jasno po tym, jak zaczął ubierać buty. Więc może ona też powinna? Skoro Madox widział w tym tylko i wyłącznie przesłuchanie i masę pretensji?
Spojrzała na niego wymownie. I chociaż faktycznie gryzło ją coś jeszcze, przede wszystkim fakt, że znowu się kłócili, nie miała zamiaru nawet z tym więcej dyskutować.
Koniec — rzuciła ostro, chociaż jej oczy zdecydowanie posmutniały. Oczywiście chodziło jej o koniec przesłuchania, ale jak on to sobie zinterpretuje, to już nie było zależne od niej.
Odwróciła na pięcie i również poszła zgarnąć kurtkę, którą wcześniej starannie powiesiła na wieszaku, a następnie wsunęła buty na nogi. Skoro on miał dość jej pretensji, chyba najlepszym wyjściem było po prostu się rozejść? On zostanie u siebie, ona pojedzie na Parkdale i po kłopocie.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Znowu stał przy niej, kiedy mu to zarzucała, że jest różnica między niezobowiązującym seksem, a związkiem. Jaka? Taka, że on nie sypiał z pierwszą lepszą, tylko budował jakieś relacje? To go stawiało w gorszym świetle? Aż wywrócił tymi ciemnymi oczami, a później chwycił ją za rękę, zacisnął palce na jej nadgarstku szarpiąc ją do siebie.
- No i to też jest różnica Pilar, bo ja potrafią na nie patrzeć bez żadnych uczuć i one na mnie też. A na ciebie bym nie umiał - puścił ją, a później się odwrócił, bo on też już dostawał pierdolca. Co ona myślała, że on te wszystkie swoje byłe to traktował tak jak ją? Że tak walczył o te związki, że one były tak samo ogniste? Nie, nie były, bo on prędzej pięrdolnąłby drzwiami i wyszedł niż się dochodził z Debbie, Cherry, czy kimś tam. Stwierdziłby, że ma to gdzieś i sobie poszedł. Tak jak próbował pogrywać ze Stewart. Tylko, że... jej wcale nie miał gdzieś. I nie umiałby chyba wyjść, chociaż teraz już wciągał na siebie bluzę.
- Dziwne - warknął - nigdy żadna moja była mi nie robiła takich wyrzutów z powodu jeszcze bardziej byłych loca chica - prychnął, ale takie były fakty, on nawet nigdy z nikim takich kwestii nie poruszał, Debbie miała pewnie jeszcze więcej facetów niż on kobiet, a Cherry, z Cherry to go obchodziło właściwie wyłącznie to, żeby jednak mu dała. A z Pilar stał i się kłócił, dochodził się o jakieś swoje byłe. Bez sensu.
Znowu strzelił oczami, bo co on miał do ukrycia? Oburzał się, bo on zawsze to robił, zawsze się unosił bardziej niż powinien, a przy niej to po stokroć bardziej.
- Confías mucho en mí - zajebiście mi ufasz, znowu na nią warknął i znowu stał blisko poprawiając bluzę i może dopiero teraz do niego dotarło, że ona stała przed nim w jego koszuli? Chyba tak bo zmierzył ją spojrzeniem.
Jego też to gryzło, wszędzie, pod skórą, w głowie, w galopującym w piersi sercu, wszędzie go gryzło to, że oni się znowu kłócili, że znowu wyładowywali na sobie te różne emocje, a przecież były na to zupełnie inne sposoby, niż skakanie sobie do gardeł.
Dopiero to jej pytanie, czy dla niego to jest normalne sprowadziło go trochę na ziemię.
- Nie wiem - wzruszył ramionami - nienormalne? - uniósł jedną brew - a jakbyś siedziała na walizkach na mrozie w śnieżycę to zastanawiałabyś się czy to wypada? - rzucił, kiedy już sięgał po jakieś buty, on by się nie zastanawiał. Zwłaszcza, że ich relacja z Debbie była dość luźna, kumpelska. Zawiesił się trzymając w rękach swój but i czekając na odpowiedź czy coś jeszcze.
- Świetnie - odpowiedział na to jej koniec, i oczywiście, że to zinterpretował jako koniec tej wymiany zdań... Chociaż może nie jako koniec całej tej sprzeczki. Spojrzał na nią kiedy zakładała kurtkę i nabrał powietrze w płuca.
- Tak wyjdziesz na mróz? W mojej koszuli? - zapytał i uniósł jedną brew - ubierz się, ciepło... - bo on to akurat był już ubrany, w bluzę, w dres i nawet zakładał już zimowe buty - czekam na ciebie na dole, odgarnę samochód - powiedział i już nakładał na siebie kurtkę, a kiedy Pilar otworzyła usta, to tym razem on stanowczo rzucił - bez dyskusji.

Chciała czy nie, kłóciła się, czy nie, ale finalnie i tak wylądowała w jego czerwonym BMW, i chociaż najpierw mogła sobie pomyśleć, że odwiezie ją do domu, do niej, tak jak chciała, bo wyjechał w stronę Parkdale. To zaraz parkował na krawężniku kilka ulic dalej.
- To tutaj, chodźmy - wysiadł z samochodu, ale nie otworzył jej drzwi, bo grzebał coś przy wycieraczkach, czekając na nią. A kiedy w końcu łaskawie dołączyła, a musiała dołączyć, bo Madox znał ją na tyle, że już wiedział, że ciekawość ją zżera, a on nie powiedział nawet słowa, gdzie się wybierają. To weszli do jakiegoś budynku, nad którym wisiał zaśnieżony szyld. Zanim jeszcze Pilar zdążyła się dobrze rozejrzeć, to do Madoxa od razu podszedł jakiś wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, zbili piątkę, ale tamten pokręcił głową.
- Miałeś być pół godziny temu - mruknął z wyrzutem.
- Zgubiłem telefon i nie miałem jak dać znać - tłumaczył się Noriega, a tamten tylko strzelił oczami.
- Znowu? - Madox wzruszył ramionami.
Facet przekazał Noriedze klucze, coś tam mu jeszcze nagadał, żeby je zostawił tam gdzie zwykle zerkając przy okazji na Pilar, ale dodał, że się spieszy i już po chwili się z nimi żegnał wychodząc z budynku.
Znajdowali się w niedużej sali treningowej, jakieś worki, mata, manekiny, nic specjalnego, ale na ścianach wisiały jakieś zdjęcia dzieciaków trenujących sporty walki, najprawdopodobniej oni tutaj spotykali się na co dzień.
Madox podszedł do Pilar zdejmując czapkę i rozsuwając kurtkę, przytrzymał zamek zębami.
- No to co... - zaczął, ale kontynuował dopiero gdy się rozsunął - to teraz możesz mi pokazać jak bardzo cię wkurwiam, jak bardzo jesteś zazdrosna i jak bardzo działają na ciebie moje byłe - zerknął na nią z ukosa, a zraz się odsunął, żeby odwiesić kurtkę na wieszaku przy drzwiach.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy żadna moja była mi nie robiła takich wyrzutów z powodu jeszcze bardziej byłych
Dziwne. Albo one były dziwne, albo Pilar kompletnie pierdolnięta. Chociaż istniała jeszcze opcja, że te byłe to wcale tak bardzo nie kochały, skoro takie rzeczy wcale im nie przeszkadzały. Może dla niego ten ich związek też po części był nowością. Może nie tak wielką, jak dla Pilar, ale wciąż — czymś innym, złożonym z zupełnie innych emocji i budowany na równie innym fundamencie. W każdym razie dla niej to był problem. I to już nawet nie chodziło o Cherry, chuj z nią, ale jednak mieszkanie ze swoją byłą dziewczyną, która jeszcze na zbity pysk zwaliła mu się na mieszkanie wydawało się jej mocno nie okej. A jeszcze bardziej nie okej były te jego durne reakcje, które nie widziały w tym wszystkim nic dziwnego. Aż prychnęła głośno, kiedy próbował postawić Pilar w tej sytuacji.
Oh proszę cię — przewróciła oczami, by zaraz potem wbić je w jego ciemne tęczówki. — Jakbym wylądowała z walizkami na zimnie, to ostatnie o czym bym myślała, to żeby zwalić się komuś na chatę bez zaproszenia. Szczególnie, że chyba miała kilkanaście dolarów na hotel? Mało ich jest w Toronto? Mówisz kurwa tak, jakby nie miała złamanego grosza przy duszy — wszystkie jego argumenty były z palce wyssane, ale ten najbardziej. A co innego miała zrobić? Iść do hotelu, proste, albo spać kurwa w samolocie, nie dbała o to.
I na tamten moment nie dbała już chyba o nic innego, niż żeby po prostu wyjść z jego mieszkania. Zdystansować się. Często w tego typu sprzeczkach wystarczyło rozstać się na kilka godzin, przemyśleć wszystko na chłodno i z pewnością byliby w stanie się jakoś dogadać. Bo na aktualny stan rzeczy nie mogło wyjść z tego nic dobrego. Dlatego zaczęła się zbierać i po chwili stała już gotowa do wyjścia. Tylko problem w tym, że Pilar chciała iść do domu s a m a. Bez Noriegi. Dlatego kiedy oznajmił, że będzie czekał na nią w aucie, naturalnie zaczęła się wykłócać, że sobie poradzi.
No i poradziła.
Tak sobie poradziła, że już po chwili siedziała w czerwonym audi cała naburmuszona, z dłońmi skrzyżowanymi na piersi, czekając, aż w końcu odwiezie ją do domu. Nie odzywała się do niego. Przeżywała wszystko w milczeniu. Dopiero kiedy zorientowała się, że skręcił w złą uliczkę, próbowała się dowiedzieć, co odpierdalał — oczywiście nie dostała odpowiedzi. Nie wiedziała absolutnie nic do momentu, w którym nie znaleźli się na niewielkiej sali treningowej.
Wyglądała zwyczajnie jak każda inna — worki treningowe, rękawice, maty, kolosalna ilość luster i zdjęcia rozwieszone na ścianach. Wszystko super, tylko co ona tutaj robiła? Spojrzała na niego wymownie, nawet na moment nie rozluźniając skrzyżowanych na piersi rąk.
Serio? — rzuciła, bo na ten moment nic innego nie cisnęło się jej na usta. Dobra, może kilka niemiłych epitetów, ale przecież umiała się czasami ugryźć w język. Przyglądała mu się uważnie, kiedy znalazł się tuż obok, ściągając kurtkę i czapkę. — Mamy się ponapierdalać i to niby załatwi sprawę? — ciekawe jak, kiedy ich problemem wcale nie była fizyczność, a wieczne niedopowiedzenia. Że zamiast usiąść i pogadać, to każdy produkował swoje racje, a przede wszystkim on nie widział w sobie problemu. Jedynie w Pilar i temu, że rzekomo mu nie ufała. Opadła plecami na ścianę, nawet nie ściągając z siebie kurtki.
Nie mam nawet żadnych ciuchów na przebranie — mruknęła pochmurno. Miała się z nim okładać w jeansach? Już wystarczyło, że spędziła w nich całą noc, a to zdecydowanie nie było żadne przyjemne doświadczenie. Przecież nawet nie byłaby w stanie wyprowadzić porządnego kopnięcia, nie mówiąc już o tym, że wcale nie miała ochoty na walkę.
A może miała? Może tak naprawdę chciała, tylko za nic nie chciała tego po sobie pokazać? Bo przecież Pilar kochała się bić, a do tego miała w sobie tak wiele skrajnych emocji, które siedziały jej głeboko pod skóra, że ręka aż sama zaciskała się w pięść. Ale nie, nie miała zamiaru się teraz łamać.
Dlatego stała dalej nieugięta, zastanawiając się, jak mogła dostać się stąd do domu i czy będzie jej do tego potrzebna taksówka. Bo przecież nie będzie prosić Noriegi — jeszcze znowu by ją gdzieś wywiózł. Szczególnie, że on wciąż stał blisko i wbijał w nią to przeszywające spojrzenie. Ogniste. Takie, które w ułamku chwili rozpalało w ciele Stewart wszystko co najlepsze najgorsze. Chociaż dzisiaj to wyjątkowo bardzo ją wkurwiało. Do tego stopnia, że na moment rozluźniła ręce, by już po chwili uderzyć go w bark. Nie pełnią siły, a wystarczająco, by poczuć.
Me estás cabreando Wkurwiasz mnie, warknęła zaglądając mu w oczy. I to wcale nie tak, jak robił to wtedy w mieszkaniu, kiedy potem tak pięknie pokazali sobie jak bardzo nawzajem się denerwowali, a ze szczerej irytacji. Nikt jej tak nie działał na nerwy jak Noriega. No kurwa nikt. Nikt nie potrafił wyzwalać w niej aż tak skrajnych emocji. Pojebane.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

On się nigdy nie zastanawiał, czy Debbie miała na hotel, czy nie miała, czy wprowadziła się do niego, bo rzeczywiście w jego mieszkaniu czuła się bezpiecznie? Bo on jej już od razu proponował, że porozmawia z jej właścicielem. Może i nie łączyło go z McDowell uczucie tak piękne i intensywne jak z Pilar, ale też przecież starał się dla nie bywać wsparciem.
Dla Stewart też chciał być, takim wsparciem jak wczoraj, kiedy wyszła ta cała dziwna sytuacja z Daltonem. Tylko, że oni wciąż na siebie warczeli, jakby byli jakimiś wrogami co najmniej.
Trzeba było rozładować całą tą sytuację, całe te emocje. A Madox to często właśnie rozładowywał je w tym miejscu, w którym oni się właśnie znaleźli, ba, on już nawet kilka dni temu umówił się z Jackiem, że weźmie sobie klucze, żeby się tutaj ponapierdalać, co prawda miał to zrobić z Ericiem, ale jeszcze zdążą, nie dzisiaj to jutro, biorąc pod uwagę fakt, że jego kumpel, trener tych dzieciaków, gdzieś tam z nimi wyjeżdżał i Madox mógł tutaj bywać codziennie.
Zerknął na nią z ukosa na to serio, ale akurat trzymał w zębach suwak i nic nie powiedział. Za to na te jej kolejne słowa odezwał się od razu.
- A nie załatwia? Dla mnie napierdalanie często załatwia wszystkie sprawy - stwierdził. Co prawda miał jej jeszcze proponować jeden, inny sposób, na rozładowanie emocji, ale za niego to mógł naprawdę dostać w twarz i mogła się obrazić, w takim stanie w jakim wciąż była, czyli wciąż na niego zła.
Już odwieszał na wieszak swoją kurtkę, ściągał buty, żeby walnąć je pod ścianę.
- Jak dla mnie możesz trenować nago, albo znajdź sobie coś? - rozejrzał się, przecież były tu jakieś szafki, nikt się nawet nie dowie, jak pożyczyła sobie jakieś szorty - mam ci oddać swój dres? - szarpnął za sznurek od swoich spodni, bo może by jej oddał? Jak on by jej wszystko przecież oddał. Już ściągał z siebie bluzę przez głowę, ale trochę się w niej zaplątał i podwinął ją razem z tą koszulką. W końcu się jednak udało i wylądowała na jakiejś ławce pod ścianą.
- Przecież nie jesteś dzieckiem Pilar - nie tak wczoraj mówiła Daltonowi? Zresztą... powiedział Madox, który jak jakieś dziecko zaplątał się w bluzę, a potem zaraz jak jakieś dziecko już skakał sobie na macie, żeby się rozgrzać, tylko, że Pilar się wcale nie ruszyła.
Zaraz znowu stanął na przeciwko niej i utkwił w niej te ciemne tęczówki.
- Co jest? Żadna moja była nie spuściła mi wpierdolu, będziesz pierwsza - specjalnie to powiedział i może nawet spodziewał się tego uderzenia, ale nie zrobił uniku, przyjął je, a potem nawet poruszył głową, żeby rozciągnąć jakieś spięte mięsnie na karku - sła-bo - mruknął patrząc jej wyzywająco w oczy. A potem nawet zrobił krok w jej kierunku.
- Bueno entonces muéstrame cuánto - no to pokaż mi jak bardzo, znowu zrobił krok w jej kierunku, i tym razem przyparł ją już do ściany, ale tylko na moment. Na to ostatnie ogniste spojrzenie w jej piękne, czekoladowe oczy, zanim się odsunął. Zanim się odwrócił, zanim nie podszedł do worka, żeby kilka razy w niego walnąć, luźno, tak, żeby jeszcze trochę się rozruszać przed właściwym treningiem.
Jeszcze trochę rozciągania, ale wszystko w biegu, wszystko w ruchu, bo w międzyczasie Madox szukał już jakiś rękawic, albo owijek, znalazł jedną taką i rzucił nią w Pilar.
- Vamos - pospiesz się, bandaż się rozwinął po podłodze u jej stóp, ale Madox jakoś się tym nie przejął, bo on już jeden taki owijał sobie na ręce, ale znalazł też ochraniacz na głowę i wyciągnął go w kierunku Pilar - ¿Quieres? - chcesz?, ale chyba nie chciała, więc Noriega chciał go wcisnąć sobie na głowę, tylko ten rozmiar dziecięcy się nie zmieścił na ten jego duży łeb, wrzucił go z powrotem do schowka. Zawinął bandaż na dłoni, ładnie, równo, poruszył palcami, trochę za ciasno, poluzował, a jeszcze dla sprawdzenia uderzył trzy razy w worek, prosty, sierpowy i niski. Może być.
Może Madox nie miał tak ładnych bucików jak Galen, a nawet dwie różne skarpetki, ale chyba miał trochę więcej pojęcia o ciosach, bo kiedy on już owinął sobie na ręce drugi bandaż, to znowu wyprowadził kilka ciosów w worek, poprawił kolanami i kopniakiem, poskakał jeszcze w miejscu patrząc na Pilar, on był już rozgrzany.
- Do pięciu? Pięć razy wylądujesz na glebie, to jedziemy do ciebie po rzeczy i wprowadzasz się do mnie, co ty na to? - rzucił z pewną siebie miną, no bo jednak Madox czuł, że ma to już jak w garści. Na strzelnicy pewnie by go pokonała, no ale nie w walce wręcz. Mało kto był go w stanie rozłożyć na łopatki, jeśli odpowiednio się skupił. Musiał się tylko teraz skupić.
Co nie było takie proste, kiedy znowu na nią patrzył, ale jednak zamierzał to wygrać. Bo chciał, żeby ona rzeczywiście spakowała piżamkę, szczoteczkę do zębów i się do niego wprowadziła. Bez gadania. A to była chyba całkiem uczciwa propozycja.
- Co pękasz Stewart? - cofnął się na matę i utkwił w niej czarne tęczówki, w jej twarzy, potrzebowała jeszcze więcej zaczepek? Miał nadzieję, że nie.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dla niej napierdalanie się wcale nie załatwiało sprawy. A przynajmniej nie takich, jakie działy się między nimi. Stewart często chodziła na boks i różnego rodzaju treningi, ale głównie żeby wyładować emocje, by spocić się do granic możliwości, spuścić łomot większym od siebie kumplom i tyle. Nigdy nie rozwiązywała pięściami konfliktów. No, może oprócz tego jednego razy, kiedy bez zastanowienia wyjebała Alvaro prosto w nos. Chociaż nawet wtedy, to nie miało być rozwiązanie sporu, a bardziej oddanie za to, że odważył się podnieść rękę na Madoxa. I miała z tego niemałą satysfakcje, kiedy po jednym ciosie on już miał złamany nos i strużkę krwi. I to jeszcze bez rozgrzania nadgarstka.
Tutaj też wcale nie miała zamiaru się rozgrzewać. Nic nie miała zamiaru robić i stanowczo postanowiła, że za nic nie da sie podejść, szczególnie na te głupie zaczepki ze strony Noriegi. Przewróciła oczami na uwagę, że nie jest dzieckiem, chociaż kiedy wspomniał, że jeszcze żadna jego była nie spuściła mu wpierdolu, faktycznie zdobił jej uwagę.
Mam być pierwszą b y ł ą, która to zrobi? — rzuciła bezczelnie w odpowiedzi, zaglądając mu w oczy. Może i jeszcze nie miała tego statusu — ba, nie miała chyba nawet jeszcze oficjalnej dziewczyny — ale kto wie, może jak tak dalej pójdzie, to szybciej się rozejdą niż będą kimkolwiek więcej. I nawet chciała to powiedzieć, rzucić kolejną kąśliwą uwagę, kiedy on nagle przyparł ją do ściany.
Jego bliskość uderzyła ją w ułamku sekundy, a ciepły oddech z rozchylonych ust od razu ostał się na jej zziębniętych policzkach. Wodziła ostrożnie spojrzeniem po jego twarzy, starając się ze wszystkich sił ignorować sposób, w jaki na nią działał. Miała nawet plan, by go od siebie odepchnąć, ale on zrobił to pierwszy — odsunął się na dwa kroki, chociaż serce Pilar już zdążyło mocniej zabić.
Prowokował ją. Podjudzał. Jakby dokładnie wiedział, jak to na nią działało. Jak on na nią działał. Ale i dobre wyzwanie. Bo przecież Stewart kochała tego typu zabawy, kochała przekraczać granice i sprawdzać się dobrym przeciwnikiem. I Madox chyba zobaczył to w jej spojrzeniu, bo zamiast dać sobie kurwa spokój, to dalej naciskał, rzucając jej pod nogi białą tasiemkę. Spojrzała na nią przelotnie, a zaraz potem podniosła spojrzenie na jego ciemne oczy.
Nie umiesz odpuszczać, co? — zaczęła powoli, kręcąc głową z niedowierzaniem. — Insolente — nazwanie go upierdliwym w przypadku Noriegi chyba nie było za bardzo obraźliwe, biorąc pod uwagę jak nie raz potrafiła wyzywać go od idiotów, jednak to słowo wyszło z niej tak naturalnie, że ledwo zauważyła.
Zrobiła krok w przód, przyglądając mu się uważnie, jak dobiera sie do worka, by już po chwili wyprowadzić kilka dobrych ciosów. Obserwowała jego postawę, ramiona i równowagę i chociaż na krótką chwilę jej myśli odbiegły do tego, jak bardzo ta scena różniła się od tej z Galenem, szybko przepędziła je z głowy. Nie było w niej miejsca jeszcze na Wyatta. Nie teraz. Bo Madox już wypełniał każdy wolny skrawek.
Wyminęła bandaż, nawet nie wykazując nim najmniejszego zainteresowania, a zamek od kurtki podciągnęła jeszcze wyżej, kiedy już stała przed nim. Niewzruszona, chociaż serce w piersi biło jej mocno, zresztą jak zawsze kiedy dystans między nimi się zacierał.
Aż dziwne, że nie zaproponowałeś innych sposobów na rozładowanie napięcia — prychnęła prosto w jego twarz, podczas gdy wzrok wodził po wilgotnej już od wysiłku twarzy, zatrzymując się na ustach o których za nic nie potrafiła przestać myśleć. I może nawet chciała go pocałować. Pokazać mu jak ją wkurwiał w ten ich sposób, ale przecież chyba nikt w tym pomieszczeniu nie sądził, że ona odpuści? Chociaż może Madox trochę tak pomyślał, kiedy podeszła do niego bez bandaży i w kurtce. A Pilar właśnie wtedy wykorzystała jego moment nieuwagi — ten ułamek sekundy, kiedy i jego spojrzenie spoczęło na jej ustach, skupiając się na bliskości — obniżyła się gwałtownie i podcięła mu nogę krótkim, ostrym ruchem, jednocześnie pchając go barkiem. Wystarczająco mocno, by stracił równowagę, a potem już fizyka zrobiła wszystko za nią (a raczej kostki) i Noriega gruchnął plecami o podłogę. Przycisnęła go kolanem, nachylając się do jego twarzy.
Jeden zero — wycedziła przez zęby, a nim on zdążył cokolwiek zrobić, Pilar już zebrała się do pionu i ruszyła do szafek, by faktycznie przejrzeć ich zawartość. Może ten pierwszy punkt nie zdobyła najbardziej uczciwą grą, ale przecież nikt nie mówił, że będzie gładko? A poza tym i tak w oryginalnym planie miała nie poddawać się jego zaczepką. Cóż, jak widać poległa.
Jeszcze w chodzie odpięła kurtkę i cisnęła nią gdzieś na ziemię. W szafkach szału nie było — jedynie jakieś przepocone koszulki i jedne męskie gacie (pewnie też Karriona), które musiały jej wystarczyć. Specjalnie odwracając się do Noriegi tyłem, zsunęła powoli jeansy z tyłka, by równie ślamazarnie narzucić na siebie czarne galoty, owijając się sznurkiem na dwa razy dookoła brzucha. Kolorową koszulę Noriegi, którą miała na sobie jedynie podwinęła delikatnie i zawiązała niewielki słupeł nad pępkiem. A to wszystko jeszcze doprawiła wysokim kucykiem z użyciem gumki recepturki. No to chyba jednak będzie napierdalanie?

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”