Nie tak miał potoczyć się ich wspólny wieczór. Moment, kiedy w końcu do siebie wrócą, będą mogli być razem, już na zawsze. Nick i Pilar w ich epickiej, wielkiej miłości. Już na zawsze.
Tylko zamiast miłości była masa krwi dwóch wariatów, którzy na tamten moment byli gotowi zabić. Wszystko było w tym pokoju upierdolone, nawet ściany i sufit, o podłodze i meblach już nawet nie wspominając. Tylko czy cokolwiek z tego miało znaczenie? Dla Daltona nie. Bo on jedyne o czym był w stanie myśleć, to Pilar.
Wciąż leżała na łóżku taka piękna i naga, wciąż tak bardzo na niego gotowa, ale przecież tuż obok była też Martinez. Pierdolona Martinez. Tak bardzo niepotrzebna. Przez moment zastanawiał się, jak mógłby ją spławić, czy było coś, co mógł powiedzieć, żeby sobie poszła i zostawiła mu Stewart, ale chociaż Nick był psychopatą nie był debilem. Doskonale wiedział, że w tym momencie nie będzie już w stanie zrobić absolutnie nic. Nie dzisiaj. Bo przecież w oddali już było słychać sygnał nadjeżdżającej karetki.
Miał kilka marnych minut, żeby na ten wieczór się z nią pożegnać.
— Ja pierdole, biedna Stewart — nachylił się nad łóżkiem i z wielką troską spojrzał na jej twarz. Nick umiał grać. Szczególnie dzisiaj. Udawałby każdego, żeby tylko dostać Pilar. — Gdybym nie dotarł tu na czas… — zaczął, wyciągać rękę do już zziębniętego policzka Stewart, kiedy Matrinez złapała go za nadgarstek w połowie drogi.
— Bez dotykania, Dalton — warknęła. Jej głos był stanowczy a spojrzenie podejrzliwe. W jej oczach widział wątpliwość. Mogła go podejrzewać?
— Daj spokój, Martinez — przewrócił oczami, kompletnie ignorując pulsujący ból, który rozlewał się po całej twarzy. — To ja ją uratowałem — dodał dumnie i już chciał ponowić próbę dotknięcia policzka Pilar, kiedy do pokoju wpadli ratownicy medyczni.
Ktoś podszedł również do niego, pytając o jakieś symptomy, samopoczucie i zawroty głowy… i chociaż Dalton ciągle ich od siebie odpychał, mówiąc, że nic mu nie jest i musi jechać z Pilar jedną karetką do szpitala. Martinez z jakiegoś powodu mu nie pozwoliła. Suka. Kolejna do odstrzału.
Na komisariacie wcale bardziej wesoło nie było.
Sala przesłuchań była zimna. W końcu po co ogrzewanie dla jebanych zwyroli? A przynajmniej z takiego założenia wychodził Quentin, kiedy wykonał już czwarte kółko wokół Noriegi, przyglądając mu się uważnie.
Wciąż czekali na jego adwokata i chociaż nie powinni go przesłuchiwać, cały komisariat razem z przełożonym jednogłośnie uznał, że skoro chodziło w tym wszystkim o Stewart, zrobią to, czy Madox Noriega tego chciał czy nie. Z tej okazji wszystkie kamery zostały wyłączone, a Dolores na recepcji była gotowa wciskać kit jego adwokatowi jak tylko się pojawi, że Noriega jest jeszcze oglądany przez lekarza.
— No gadaj, śmieciu — warknął Quentin, powoli tracąc cierpliwość. Ręce same zaciskały mu się w pięści. Ś w i e ż b i ł y go, by sprać tego zasranego latynosa na kwaśne jabłko za to co zrobił nie tylko kobiecie, ale jednej z nich. Gnojek. Pierdolony gnojek. — Zapytam po raz ostatni… i spróbuj mi znowu wciskać ten kit o Daltonie to inaczej porozmawiamy, Noriega — przeszedł stół dookoła, a następnie z impetem przywalił obiema dłońmi o chłodne drewno. — Zdajesz sobie sprawę kurwo, co grozi ci za próbę gwałtu? Jeszcze kurwa na policjantce? Nie wspominając już o pobiciu innego funkcjonariusza — próbował być spokojny. Naprawdę próbował, ale co on mógł, kiedy jedyne o czym myślał, to by zapierdolić Noriegę tak jak tu siedział, na niewygodnym krześle, przykuty kajdankami po obu stronach.
— Jaki był twój plan? Myślałeś, że wsypiesz jej coś do drinka i co? WYRUCHASZ JĄ I CO KURWA? Myślisz, że nie dowiedzielibyśmy się, że to ty?! — nie wytrzymał. Gruchnął znowu pięścią o stół, a potem przypierdolił Noriege prosto w twarz, powodując, że kolejna stróżka krwi popłynęła z jego ust.
I to wcale nie był koniec.
Bo Quentin wcale się nie pierdolił i w następnej sekundzie wyciągnął z kabury broń, przystawiając ją prosto do skroni Madoxa.
— Daj mi kurwa jeden… JEDEN dobry powód, dla którego nie powinien ci upierdolić głowy w tej sekundzie — warknął, spoglądając mu głęboko w oczy. Nie żartował. Quentin był drugą osobą, która w przeciągu zaledwie godziny chciała odebrać Noriedze życie.
Madox A. Noriega