Gdyby oni już z góry nie założyli, że to Madox, to przecież było wiele innych rzeczy, które poddawały w wątpliwość jego winę. Już chociażby to, że
nawaloną Stewart z baru wyprowadził właśnie Dalton, to że on z nią przyjechał do motelu, niósł ją na rękach, wystarczyło pogadać z Josephem.
Ale przecież oni wszyscy liczyli na to, że Madox się przyzna, że będzie można jeszcze bardziej go dojechać, bo przecież tacy ludzie jak on nie łamią się łatwo... ale kości mają tak samo łamliwe. Może nawet Quentin by to sprawdził, nie strzelałby, to Madox wiedział, ale mógł go jeszcze pookładać, potem powiedzieliby, że to on się na niego rzucił, że działał w obronie własnej. Wszyscy by potwierdzili, bo to przecież
zwyrol.
Może nawet Eliot by w to uwierzył, chociaż przecież wiedział, że Madox... Eliot wiedział po której on jest stronie. Ale może mu odjebało, może za dużo zadawał się z gangusami?
Kurwa Eliot pracował w policji już tyle lat, że wszystkiego mógł się spodziewać.
Chociaż Noriega zasiał w nim jakieś ziarno niepewności mówiąc o tych zdjęciach. Dał mu do myślenia, ale czy na tyle, żeby zrobił coś w tym kierunku, żeby zrobił cokolwiek?
Madox w to wątpił, chociaż teraz było mu już wszystko jedno, skoro wiedział, że z Pilar jest
lepiej, ale kurwa... zdążyli w ostatniej chwili. A co jakby ktoś nie zawiadomił policji? Jakby oni szarpali się tam jeszcze dłużej? Albo jakby Dalton go zabił? Co by było ze Stewart?
Nie chciał o tym myśleć, ale myślał cały czas. Cały czas wyrzucał sobie, że pozwolił jej iść na tę imprezę, że nie pojechał rano do Daltona, żeby mu nakopać. Po cichutku. Tak jak umiał.
Kiedy do pokoju przesłuchań wpadła Martinez, to Madox znowu się szarpnął, bo widział jej minę, i naprawdę przez chwilę bał się, że to jednak coś złego z Pilar. Tylko, że ona wtedy zaczęła, że on jest
najprawdopodobniej niewinny.
-
A Stewart, co ze Stewart? - zapytał znowu, bo już go to nie obchodziło, winny, nie winny. Mogli go zatłuc, tylko, żeby mu powiedzieli, że z nią wszystko w porządku.
Martinez nie odpowiedziała, ale uciszyła go gestem ręki, miękko. Bez tej całej agresji, którą wszyscy kierowali w jego stronę z taką łatwością.
Telefon Nicka Daltona wylądował na stoliku, ale Madox go nie poznał. W pierwszej chwili pomyślał, że może to ten telefon Pilar, który on wciąż miał gdzieś w kurtce. Swój telefon, jej telefon, które też mogły wskazywać na to, że to nie on. Ale tam było tyle wiadomości, które oni wymienili...
Zaraz jednak Martinez kontynuowała,
telefon Nicka Daltona.
A Madox aż wstrzymał powietrze, miał tam jej zdjęcia?
Oczywiście, że miał, i to z dzisiejszego wieczoru. Elito od razu zgarnął telefon, ale Madox widział te zdjęcia, mignęły mu przed oczami. Tak samo jak zaraz mignęła mu ta scena, Dalton i Pilar na tym pierdolonym łóżku. Zacisnął palce mocniej na podłokietniku krzesła, aż jego metal wbijał mu się w dłoń, do krwi, chociaż może to była krew, która płynęła mu po karku, która kapała już na podłogę.
Dużo krwi.
Co miał powiedzieć? A nie mówiłem?
A może widzicie, że Dalton to pierdolony psychol?
Nic nie powiedział.
Eliot złapał telefon Daltona.
-
Martinez zostajesz tu - rzucił tylko i wyszedł z sali. Chyba liczył się z tym, że nie każdy od razu tak łatwo da się przekonać, że to jednak nie Madox. Na przykład taki Quentin. Dlatego zostawił z nim Martinez.
Brunetka westchnęła ciężko, przejechała dłońmi po twarzy, widać było, że ją to wszystko też wymęczyło, widać było, że ona też przejmuje się Pilar, ale chyba nie tak jak Madox, który od razu szarpnął się na tym krześle.
-
Sofia co z nią, co ze Stewart? - zapytał po raz sto dziesiąty chyba. Martinez obejrzała się przez ramię na to lustro weneckie, za którym...
Właściwie teraz już pół komisariatu, jak nie cały, zostało postawione na nogi, może ktoś wreszcie jechał do domu Nicka Daltona? Ale przede wszystkim do szpitala. Żeby złapać tego
prawdziwego zwyrola. Martinez o tym wiedziała.
A potem spojrzała na Madoxa tak jakby wiedziała również coś więcej...
Jakby to też czuła, dlaczego on tak cały czas pyta o Stewart. Była kobietą, jej chyba takie rzeczy przychodziły łatwiej. Sięgnęła ręką do jego kolana i już otworzyła usta, już miała mu powiedzieć, ale wtedy do sali wpadł Quentin.
-
Szef kazał zabrać go do szpitala - warknął niezadowolony, a później skrzyżował ręce na piersi i stanął obok Martinez -
w ogóle mu nie wierzę, pewnie on chce wrobić Daltona, pierdolony zwyrol - Martinez zerwała się z miejsca i wyciągnęła rękę do Quentina, a on...
Schował się, jakby bał się, że Martinez mu przywali. Nie umknęło to uwadze Madoxa, który nie mógł się powstrzymać i parsknął. Podejrzewał, że Martinez ustawia tu wszystkich po kątach, ale Woodsa, który był od niej dwa razy większy?
-
Klucz - warknęła.
-
Ale... - zaczął jeszcze Quentin, ale Martinez zrobił krok w jego kierunku.
W końcu oddał jej ten klucz. W końcu odpięli go od krzesła, chociaż do samochodu wciąż prowadzili go w kajdankach, w policyjnej kurtce, bo ta jego była ciężka od krwi i kajdankach. Wsadzili go z tyłu, a po kilku minutach Quentin parkował pod szpitalem.
Na salę weszła z nim Martinez, może nie była tego do końca pewna, ale zdjęła mu kajdanki, zwłaszcza kiedy znowu jakaś blond włosa, pyskata doktorka powiedziała, że ona nie może tak pracować.
-
Sofia błagam cię... - zaczął Madox.
Ale Martinez wywróciła oczami.
-
Dobra... - westchnęła ciężko -
sprawdzę co z nią, a ty nic nie kombinuj Noriega - rzuciła i pogroziła mu palcem.
Ale on przecież nie zamierzał, zwłaszcza, że lekarka znowu rozgrzebała mu to ramie. Bolało, kurewsko bolało, nie tylko ramię, nie tylko poobijana ze wszystkich stron twarz, wszystko go bolało, tak go tam zlali. Młoda doktorka powiedziała, że dadzą mu coś przeciwbólowego, ale Madox wbił ciemne tęczówki w jej oczy.
-
Mogę iść do łazienki? - zapytał.
Pilar Stewart