Mieszkanie z kimś dla Galena było zupełnie czymś nowym, ale jego apartament był tak wielki, że z powodzeniem mogli się unikać, nie wchodzić sobie w drogę. Nawet jakby zapraszał tu jakieś panienki i posuwał je na którymś z kuchennych blatów, to Shanae u siebie w pokoju by wcale tego nie słyszała... No chyba, że by się wyjątkowo postarał, to może.
Ale... dziewczyna trafiła na taki okres w życiu Galena Wyatta, że on świeżo po bolesnym rozstaniu z Cherry, nie zapraszał sobie tutaj modelek... Raz zaprosił, jak Shanae spała u koleżanki. A tak to po prostu czasem jej pisał, że musi zostać na noc w biurze. Bo miał konferencje z Tokio, czy Europą, czy czymś tam. Do tego on po tym rozstanie to jakoś tak zrozumiał boleśnie, że on przecież nie ma nikogo, tutaj w Kanadzie, i nagle pojawia się jakaś jego kuzynka. Rodzina to rodzina. Nie potrafił odmówić, chociaż prawda jest taka, że nie za bardzo się znali. Wcale właściwie. Ale co z tego, skoro była Wyatt ze krwi, to na pewno się dogadają.
Chociaż na razie szło im słabo.
-
No i nie ma? - znowu zapytał głupio, kiedy powiedziała, że były w jej rzeczach. W duchu modlił się, żeby jednak nie płakała. Bo co on wtedy miałby zrobić? Jak mu się jakaś laska rozklejała, to zaraz ją przytulał do klaty, a potem na przykład pokazywał jej to wielkie okno w sypialni. A kuzynce co by pokazał?
Westchnął ciężko na to, że te były jej ulubione, wstając poprawił te swoje eleganckie spodnie.
-
Znajdziemy je, spokojnie - powiedział, chociaż on by już kupował nowe. W ogóle nie przywiązywał się do rzeczy. Nie miał w tym domu nic na czym by mu zależało. Jedynie jego samochody, ale to też... Mógłby je wymienić na inne, lepsze, droższe.
Kiedy ona zaglądała już do szaf, to Galen stanął w kuchni przy kuchennym blacie i nalał sobie do wysokiej szklanki wody z dystrybutora. Właściwie to nie przemyślał tego... Ale z drugiej strony, w jego rzeczach grzebały obce osoby, on nie trzymał w domu nic podejrzanego, a na pewnie nie w szafach, już najprędzej w sejfie, w jego gabinecie.
-
Nie ma tam nic takiego, zresztą Laura układa tam co wtorek - wzruszył ramionami. Bo on czasami szukając krawata, czy skarpetek, które by mu akurat pasowały, potrafił wszystko poprzestawiać. WSZYSTKO. chociaż te szafy w korytarzu to i tak były jakieś jego kurtki, płaszcze, buty, sprzęty domowe, czy właśnie sportowe. Ubrania trzymał w garderobie. A miał tego tyle, że nawet Charity Marshall czuła się przy nim zawstydzona.
Napił się tej wody, kilka łyków, a już za chwilę stawiał szklankę i ruszył do korytarza. Stanął w przejściu zerkając na kuzynkę. W której szafie były te sprzęty? Zamyślił się.
-
Nie wiem, gdzieś tutaj... - pokręcił ręką w bliżej nieokreślonym kierunku, ale finalnie ruszył w głąb. Chciał jej pomóc, więc z rozmachem otworzył jakąś szafę, z której zaraz wypadła jakaś piłeczka tenisowa, prawie mu spadła na głowę, ale Galen ją złapał. Niezły refleks.
Odsunął się i rzucił ją gdzieś na bok...
Jutro Lucita się wkurzy.
-
Może tu? - stwierdził i odsunął się, żeby Shanae mogła spojrzeć, bo on przecież nawet nie wiedział, jak wyglądały. Podrapał się po karku, a później zrobił krok w kierunku drugiej szafy, otworzył ją i tym razem posypały się z niej narty, które też pochwycił, chociaż jedną dostał prosto w głowę -
albo tu - zmarszczył brwi, jak ta Laura to układała, skoro wszystko się wysypywało? Jakoś nieumiejętnie, będzie musiał z nią przeprowadzić rozmowę na ten temat.
-
Jak one wyglądały? - dopytał jeszcze przekładając jakieś buty sportowe. A jednak miał, a ostatnio kupił sobie nowe na trening z Pilar. A tutaj jedna para... Druga. Trzecia. Siódma?
Shanae Wyatt