ODPOWIEDZ
17 y/o
For good luck!
157 cm
uczennica w riverdale collegiate institute
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

# 003
Ja się chyba zastrzelę… — mruknęłam pod nosem, kiedy opadłam bez sił na środku pokoju z porozrzucanymi wokół rzeczami. Ubrania, podręczniki, buty, plecaki (nie mylić z torebkami, bo te zawsze są idealnie wyeksponowane na specjalnie przygotowanych dlań półkach) i w samym centrum ja — zrozpaczona, zdruzgotana i bez wiary w sens istnienia. Leżąc na plecach ze wzrokiem wbitym w sufit, wygrzebałam z kieszeni bluzy telefon i szybko pożaliłam się przyjaciółce, że to na pewno jest najgorszy dzień w moim życiu. Mam serdecznie dosyć i jeśli mnie zaraz piorun nie trzaśnie, to umrę ze zgryzoty. To jeden z nielicznych wolnych dni, kiedy mogłam wreszcie wyrwać się z domu nie do szkoły, nie na trening, a poślizgać się w centrum z dziewczynami i jakieś dziwne zrządzenie losu zdecydowało, że to najwyższa pora, by być nieszczęśliwą. Za jakie grzechy? Czy to dlatego, że nie dałam na teście z francuskiego ściągać pryszczatemu Davidowi? A może za mały napiwek zostawiłam przedwczoraj w kawiarni, chociaż widziałam, że barista ewidentnie się starał, gubiąc między zamówieniami? Czy jednak dlatego, że w myślach mało pochlebnie skomentowałam wygląd Betsy, która przyszła ostatnio w poplamionym uniformie na trening zespołu? To niemożliwe, przecież nie jestem żadną wredną i roszczeniową mendą, żeby mnie tak bezlitośnie karać! Jestem miłą i uczynną osobą, zawsze (a przynajmniej często!) życzę innym wszystkiego, co najlepsze i unikam wszelkich konfliktów. A może to ta sławna karma i zrobiłam coś okrutnego w poprzednim życiu?
Poderwałam się na równe nogi i poprawiłam brzeg sportowej koszulki, zestawionej z legginsami. Doskoczyłam do okna, sięgając wzrokiem ku niebu. Do którego z bogów powinnam składać modły? Który z opiekuńczych duchów mnie teraz wysłucha, kiedy ja, biedna, muszę mierzyć się z tak straszliwą sytuacją?! Powinnam sięgnąć do najwyższej instancji, do kosmosu, całego wszechświata!
Galen! — zawołałam, mając nadzieję, że mój głos dosięgnie kuzyna, nawet jeśli będzie na drugim końcu mieszkania. Tutejsze przestrzenie miały setki metrów, więc wcale bym się nie zdziwiła, gdyby nie dość, że był za daleko, to jeszcze słuchał muzyki, albo rozmawiał przez telefon. Kimże jednak jestem, by się poddawać? — GAAAALEEEN! — Tak, teraz musiał mnie usłyszeć, innej wersji zdarzeń nie dopuszczałam do świadomości. To niemożliwe, by był zajęty jakimiś biznesowymi sprawami, Galen może i zarządzał potężną firmą, obracającą milionami dolarów, ale właśnie dlatego nie musiał przynosić roboty do domu. Na takim szczeblu miał od tego ludzi i wystarczyło, że kontrolował ich co jakiś czas, sprawdzając, jak idą postępy, samemu mając czas na własne zainteresowania. A przynajmniej tak chciałam widzieć pracę biznesmena, pozbawioną wielkich trosk.
Odstąpiłam kilka kroków od okna, jeszcze jednym krytycznym spojrzeniem omiatając bałagan, jaki powstał w szale poszukiwań i westchnęłam ciężko, wychodząc z pokoju, by znaleźć kuzyna.
Widziałeś moje łyżwy? — spytałam płaczliwym tonem, odnajdując go wreszcie. — Nigdzie nie potrafię ich znaleźć. — Mogłam to olać, mieć głęboko w poważaniu byle przedmiot, który można było kupić w dowolnym sklepie sportowym. Ale te były sprawdzone, przetestowane, moje ulubione i nie chciałam ot tak się poddać.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
space cadet
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

61.
I thought I was done with teenage problems.
Turns out they just moved in.


Galen właśnie siedział sobie na kanapie, w swoich eleganckich spodenkach od jakiegoś drogiego projektanta mody, nieskazitelnej, białej koszuli, pod krawatem, z tymi wymuskanymi, pięknymi włosami, w drogich butach, z laptopem na kolanach. Wyglądał jak ten facet wyjęty z pisma dla biznesmenów, który właśnie sprawdza w komputerze zestawienia giełdowe, albo odbywa jakieś ważne spotkanie z drugim końcem świata. Prawda jest taka, że oglądał jakieś randomowe konta na Instagramie i lajkował sobie fotki co ładniejszych panienek. Niby nic ważnego, a jednak brwi miał ściągnięte, minę skupioną, jakby tu się ważyły losy świata, albo jego firmy. A on tylko starał się, żeby nie polubić jakiejś, którą już na przykład znał, którą zaliczył, albo próbował.
Pierwsze Galen zignorował kompletnie. Może przez przypadek jej się wcisnęła zielona słuchawka... Tylko, że przecież Shanae wcale do niego nie dzwoniła, tylko go wołała. A może nie jego? Może ona krzyczała Glen? Jest tutaj jakiś Glen?
Obejrzał się po salonie, ale nawet nie wstał.
Drugie GAAAALEEEN, sprawiło, że postukał palcami w podłokietnik kanapy, spojrzał na swój bajecznie drogi zegarek. Czy ona nie powinna być w szkole, czy coś?
Jeszcze wstukał szybko na klawiaturze jakiś komentarz pod zdjęciem jakiejś instagramowej gwiazdeczki i powoli zamknął komputer. Położył go obok na kanapie. Miał tam iść?
A jeśli ona mu powie, że skończyły jej się tampony, albo coś takiego? Albo będzie z nim chciała rozmawiać o chłopakach? Galen kompletnie nie wiedział czego ma się po niej spodziewać. Czasy nastoletnie miał już dawno za sobą, myślał, że problemy nastolatków go już nie dotyczą. A jednak chyba się mylił.
Już miał wstać, ale jego kuzynka wypadła z pokoju, a Galen usiadł sztywno na brzegu kanapy, kiedy tylko zobaczył jej minę. Jak zaraz mu powie, że jakiś chłopak ją rzucił? To co, jako jej starszy braciszek ma go iść zbić?
Na szczęście chodziło o łyżwy i Wyatt odetchnął z niemałą ulgą, wstał z kanapy wygładzając swoją nieskazitelną koszulę.
- A gdzie ostatnio były? - zapytał głupio, bo chyba jakby go widziała, to by nie pytała? A może pytała?
Przeczesał palcami te miękkie, idealnie ułożone włosy.
- Wczoraj była Lucita, jeśli leżały gdzieś na wierzchu, to sprawdź w szafie - rzucił jakby nigdy nic. A w tym apartamencie mogło być z piętnaście szaf. I Galen chyba sobie to właśnie uświadomił, bo jego niebieskie tęczówki spoczęły na twarzy dziewczyny.
- A nie możesz kupić nowych? - to chyba było najlepsze i najprostsze rozwiązanie, a przynajmniej dla Galena. Szybsze niż przetrzepywanie tych wszystkich szaf.
- Albo sprawdź w korytarzu, tam gdzie są moje rzeczy sportowe - więcej pomysłów nie miał. On ich przecież nie ruszał, bo Galen nigdy po sobie nie sprzątał, a jeszcze miał to robić za kogoś? Za niego robiła to Lucita. Albo jakaś inna pomagaczko-pokojówka. Może powinien zatrudnić kogoś jeszcze, kto byłby od pilnowania rzeczy Shanae? Nie był to chyba taki głupi pomysł, skoro sama nie potrafiła nad tym zapanować. Tylko co on ma wpisać w wyszukiwarkę? Ogarniaczka nastolatkowych rzeczy? Pomoc do nastolatki? Opiekunka dla nastoletniej kuzynki?

Shanae Wyatt
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
17 y/o
For good luck!
157 cm
uczennica w riverdale collegiate institute
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Przejście do trybu codziennego z niemalże obcymi ludźmi nie stanowiło wielkiego problemu. Z tante Alice niespecjalnie się wcześniej znałam, ale zdawała się jakoś bliższą osobą, niż cousin Galen. Może dlatego, że zdarzało jej się wisieć na telefonie z moją szanowną rodzicielką przez długie godziny i widywałam ją często na wyświetlaczu tegoż, gdy mrużyła okrutnie oczy, jakby miało jej to pomóc w dostrzeżeniu szczegółów na ekranie. Ubolewałam wtedy strasznie, że nauczyłam maman, jak włączyć opcję video, bo z uporem maniaczki chodziła po całym domu, pokazując swojej siostrze każdy świeżo zakupiony sprzęt. Czy towarzystwo Galena powinno być jakoś mniej wygodne? Wiedziałam o nim niemal tyle, co nic, poza wydartymi z prehistorii wzmiankami o rodzinnych przyjęciach, na których pojawiał się i znikał szybciej niż kelnerzy z tacami. Nie mieliśmy wielu wspólnych wspomnień, tylko parę grupowych zdjęć i cudze anegdoty, które dopiero teraz miały szansę zamienić się w coś prawdziwego.
Gdzie były? Gdzie były?! Czy on wziął sobie za punkt honoru doprowadzenie mnie do szewskiej pasji? Niewykluczone, faceci chyba mają to do siebie, że lubią innych wkurzać dla zwykłej rozrywki. Na pewno mogę tak powiedzieć o chłopakach ze szkoły, ci z drużyny też miewają swoje momenty, kiedy rozpraszają się na treningach, puszczając te idiotyzmy z telefonu, czy strzelając do siebie z ręczników.
W moich rzeczach były — jęknęłam, siląc się na to, by nie brzmieć płaczliwie. Nie chciałam załamywać się z takiego błahego powodu. Przedmiot to przedmiot, po co się przywiązywać, skoro lubią się gubić? Tak jak teraz, kiedy byłam pewna, że widziałam je podczas wyprowadzki z Guildwood, że były gdzieś wśród stosu pudeł i walizek, jakże niezbędnych do przeżycia w nowym miejscu. Wraz z toną butów, torebek, czy kolorowych skarpetek z głupimi wzorami. — Nie mogę kupić nowych, te były moje ulubione. — Nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że można zrobić inaczej, niż wytrwale szukać swojej zguby.
Stanęłam wpół drogi, kiedy kolejne wskazówki Galena zaczęły tworzyć w mojej głowie coś na kształt zwarcia. Wzrokiem sięgnęłam ukrytych w korytarzu szaf, z których każda wydawała się identyczna. Po otwarciu drzwiczek uderzył mnie zapach świeżego prania i środka odkażającego, który zresztą używam do swoich butów treningowych. Bez większego entuzjazmu, acz z cieniem nadziei wysunęłam kilka szuflad, szukając znajomych kolorów i kształtów — bezskutecznie. Ściągnęłam zaraz brwi, dochodząc do ciekawego wniosku:
Pozwalasz mi przeglądać swoje rzeczy? Co, jeśli znajdę jakieś niewygodne sekrety? — Bardziej był we mnie podziw, niż ekscytacja potencjalnym znaleziskiem. Tajemnice były super i chętnie poznałabym kilka szczegółów z życia cousin, ale żeby specjalnie przegrzebywać jego garderobę, czy biurko? A co jeśli był jakimś wielkim superzłoczyńcą albo innym Batmanem? Od kiedy z nim mieszkałam, nie zauważyłam, by odwiedzał go jakiś przydupas, ale może miał sekretne przejście, o którego istnieniu jeszcze nie wiedziałam? Eh, tak się kończy rozmawianie z Audrey i chłonięcie opowieści o bohaterach i mutantach, że zaczynam dostrzegać takie podejrzane rzeczy. A może po prostu sobie wmawiam?
W której szafie? Nie widzę — podniosłam jeszcze raz głos, by mieć pewność, że mnie usłyszał. — Pomóż mi! — Nie wiem, jak robi to Lucita, bo nie jest jakoś szczególnie ode mnie wyższa, ale jeśli układała cokolwiek na wyższych półkach, musiała mieć wspomaganie, czyli też supermoce (albo drabinkę, ale ta nie pasowała do tego obrazka). Spojrzałam z ukosa na Galena, przyglądając się idealnie wyprasowanej koszuli i jeszcze piękniej układającym się włosom — gdzie szukać oznak nadnaturalnych zdolności?

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
space cadet
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mieszkanie z kimś dla Galena było zupełnie czymś nowym, ale jego apartament był tak wielki, że z powodzeniem mogli się unikać, nie wchodzić sobie w drogę. Nawet jakby zapraszał tu jakieś panienki i posuwał je na którymś z kuchennych blatów, to Shanae u siebie w pokoju by wcale tego nie słyszała... No chyba, że by się wyjątkowo postarał, to może.
Ale... dziewczyna trafiła na taki okres w życiu Galena Wyatta, że on świeżo po bolesnym rozstaniu z Cherry, nie zapraszał sobie tutaj modelek... Raz zaprosił, jak Shanae spała u koleżanki. A tak to po prostu czasem jej pisał, że musi zostać na noc w biurze. Bo miał konferencje z Tokio, czy Europą, czy czymś tam. Do tego on po tym rozstanie to jakoś tak zrozumiał boleśnie, że on przecież nie ma nikogo, tutaj w Kanadzie, i nagle pojawia się jakaś jego kuzynka. Rodzina to rodzina. Nie potrafił odmówić, chociaż prawda jest taka, że nie za bardzo się znali. Wcale właściwie. Ale co z tego, skoro była Wyatt ze krwi, to na pewno się dogadają.
Chociaż na razie szło im słabo.
- No i nie ma? - znowu zapytał głupio, kiedy powiedziała, że były w jej rzeczach. W duchu modlił się, żeby jednak nie płakała. Bo co on wtedy miałby zrobić? Jak mu się jakaś laska rozklejała, to zaraz ją przytulał do klaty, a potem na przykład pokazywał jej to wielkie okno w sypialni. A kuzynce co by pokazał?
Westchnął ciężko na to, że te były jej ulubione, wstając poprawił te swoje eleganckie spodnie.
- Znajdziemy je, spokojnie - powiedział, chociaż on by już kupował nowe. W ogóle nie przywiązywał się do rzeczy. Nie miał w tym domu nic na czym by mu zależało. Jedynie jego samochody, ale to też... Mógłby je wymienić na inne, lepsze, droższe.
Kiedy ona zaglądała już do szaf, to Galen stanął w kuchni przy kuchennym blacie i nalał sobie do wysokiej szklanki wody z dystrybutora. Właściwie to nie przemyślał tego... Ale z drugiej strony, w jego rzeczach grzebały obce osoby, on nie trzymał w domu nic podejrzanego, a na pewnie nie w szafach, już najprędzej w sejfie, w jego gabinecie.
- Nie ma tam nic takiego, zresztą Laura układa tam co wtorek - wzruszył ramionami. Bo on czasami szukając krawata, czy skarpetek, które by mu akurat pasowały, potrafił wszystko poprzestawiać. WSZYSTKO. chociaż te szafy w korytarzu to i tak były jakieś jego kurtki, płaszcze, buty, sprzęty domowe, czy właśnie sportowe. Ubrania trzymał w garderobie. A miał tego tyle, że nawet Charity Marshall czuła się przy nim zawstydzona.
Napił się tej wody, kilka łyków, a już za chwilę stawiał szklankę i ruszył do korytarza. Stanął w przejściu zerkając na kuzynkę. W której szafie były te sprzęty? Zamyślił się.
- Nie wiem, gdzieś tutaj... - pokręcił ręką w bliżej nieokreślonym kierunku, ale finalnie ruszył w głąb. Chciał jej pomóc, więc z rozmachem otworzył jakąś szafę, z której zaraz wypadła jakaś piłeczka tenisowa, prawie mu spadła na głowę, ale Galen ją złapał. Niezły refleks.
Odsunął się i rzucił ją gdzieś na bok...
Jutro Lucita się wkurzy.
- Może tu? - stwierdził i odsunął się, żeby Shanae mogła spojrzeć, bo on przecież nawet nie wiedział, jak wyglądały. Podrapał się po karku, a później zrobił krok w kierunku drugiej szafy, otworzył ją i tym razem posypały się z niej narty, które też pochwycił, chociaż jedną dostał prosto w głowę - albo tu - zmarszczył brwi, jak ta Laura to układała, skoro wszystko się wysypywało? Jakoś nieumiejętnie, będzie musiał z nią przeprowadzić rozmowę na ten temat.
- Jak one wyglądały? - dopytał jeszcze przekładając jakieś buty sportowe. A jednak miał, a ostatnio kupił sobie nowe na trening z Pilar. A tutaj jedna para... Druga. Trzecia. Siódma?

Shanae Wyatt
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”