Kiedy Madox wysiadł z samochodu, to od razu chciał ruszyć do mieszkania Daltona, bo on przecież nie umiał tego tak powoli rozpracowywać. On nie umiał się bawić w śledztwa, w jakieś zbieranie dowodów. Bo to już wszystko było przesądzone, oni teraz potrzebowali tylko czegoś, co ich zaprowadzi do Daltona. Jakiegoś tropu, gdzie ta gnida mogła się ukryć, bo na pewno nie było go tutaj.
Ale gdzie?
Madox cały czas zastanawiał się i wertował w pamięci to ich ostatnie spotkanie, czy Dalton mógł powiedzieć coś, co naprowadziłoby ich na jego trop?
Czy widział coś w jego samo...
Ta zapalniczka w jego aucie, którą przekładał w palcach.
Coś na niej było, jakieś miejsce, tylko co?
Już się zamierzył, żeby ruszyć prosto do wejścia, ale pojawił się Tom z raportem i Noriega słuchał go. Stał z boku i słuchał. Tylko, że to wszystko wiedzieli, kiedy tutaj jechali, że Daltona tu nie będzie, nie wracał by tu, nie był głupi. Musiał się gdzieś zaszyć, przeczekać. Gdzieś, gdzie na pewno nie będą go szukać. Madox przestąpił z nogi na nogę, kiedy Eliot odesłał praktykanta, już chciał go zapytać na co czekają, ale najwidoczniej Eliot chciał porozmawiać.
Za mało jeszcze im powiedział?
Tak. Bo przecież jeszcze wcale nie powiedział najważniejszego, skąd on się tam wziął, jaki on miał w tym wszystkim udział. Cały czas dawał im tylko poszlaki, kolejne tropy obciążające Daltona, dziewczyna ze stacji, właściciele motelu, chłopaki z policji. Tylko, że chłopaki z policji mogli powiedzieć akurat, że on też się wtedy interesował Stewart, pytał o nią i Daltona i dlaczego im nic nie powiedział? A co miał im powiedzieć, że ich kumpel porwał Pilar?
Westchnął ciężko i wziął jednego papierosa, obrócił go w palcach. Ta zapalniczka Daltona,
ta jebana zapalniczka.
-
Eliot kojarzysz... - zaczął i już miał go o to zapytać, czy kojarzy te zapalniczki z widoczkami. On miał taką z Toronto, ale ta Daltona na pewno miała inny obrazek. Tylko, że w tym momencie Eliot zapytał go o te zdjęcia, a Noriega wyciągnął dłoń po zapalniczkę, żeby sobie też odpalić papierosa. Przechwycił ją, chowając do kieszeni, jakoś tak odruchowo, ale Eliot nawet się nie upomniał, patrzył na niego wyczekująco.
Przez chwilę zastanawiał się co ma mu powiedzieć, ale Eliot był jednym z nielicznych, którzy przecież znali jego
słodką tajemnicę, miał mu kłamać? Zmyślać coś na poczekaniu? Zaciągnął się mocno papierosem.
-
Widziałem je - rzucił zgodnie z prawdą, a Eliot w pierwszej chwili spojrzał na niego, jakby on rzeczywiście był w to zamieszany. A przecież nie był.
Był?
Był bardzo. Eliot pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo. Przejechał palcami po jasnych włosach, robiąc kilka kroków w przeciwnym kierunku. Znowu zaciągnął się papierosem. Powinien mu powiedzieć, czy nie? Przecież nie powinien utrudniać śledztwa, no i Eliot był jego...
-
Napisała mi, że coś jest nie tak, połączyłem kropki, a on ją wczoraj namawiał na tą imprezę, to była zaplanowana akcja Eliot, on to wszystko zaplanował - Madox znowu się nakręcał, zostawił tego papierosa między wargami, a ręce wcisnął w kieszenie policyjnej kurtki, bo już go znowu nosiło. Już nie chciał tutaj stać, tylko czegoś poszukać, czegokolwiek, co mogła ich zaprowadzić do Daltona, skoro on to już wcześniej planował. Czy jako gliniarz miał też kryjówkę na wypadek, gdyby wszystko się posypało?
Mógł mieć.
Jeszcze raz zaciągnął się papierosem trzymając go w zębach, ale finalnie pstryknął go w jakąś zaspę.
-
Pojebało cię Eliot - rzucił, kiedy ten zasugerował, że zaraz się okaże, że współpracowali. Chociaż czy teraz Eliot nie powinien się już spodziewać wszystkiego? Może powinien, skoro nagle się okazuje, że zdradził Dalton, ten, którego on traktował jak syna. A Madox, ten, który miał się od policji trzymać z daleka, prowadził jakieś prywatne śledztwo, no i do tego zbratał się z policjantką, bardziej niż powinien. Eliot nie był głupi też już połączył kropki. Gorzej, że uważał, że Noriega w tym momencie robił wielką głupotę. Kolejna osoba do listy, która uważała, że go
pojebało.
Ale przecież
pojebało, na jej punkcie, Pilar.
Znowu przestąpił z nogi na nogę, bo już miał dość tego pierdolenia. Dalton może w tym czasie się chować tak, że nigdy go nie znajdą.
Tylko wtedy Eliot powiedział to
wiesz, że nie możesz go zabić, a Madox podniósł na niego spojrzenie. Wiedział, przecież wiedział o tym doskonale. On się tak wiecznie odgrażał, że kogoś zapierdoli, że może rzeczywiście wszyscy myśleli, że jemu by to przyszło z jakąś łatwością?
Może dzisiaj zatłukł by tego Daltona, gdyby nie przyjechała policja. Ale przecież na co dzień on nie był mordercą. Był narwany, impulsywny, uwielbiał się bić, nie raz pobił kogoś w Emptiness. Ale zabić?
-
Przecież wiem - rzucił znowu przestępując z nogi na nogę. Wiedział. Ale czy jakby teraz dorwał Daltona, to by go nie zabił? Nie rozpierdoliłby mu łba?
Tego nie wiedział.
Nie wiedział, czy umiałby się powstrzymać, czy gdyby miał okazję, szansę, to nie zemściłby się za to co jej zrobił.
Jako Madox z Emptiness na pewno by to zrobił, może nawet nie własnymi rękami, pociągając za odpowiednie sznurki, ale jako Madox w tej policyjnej kurtce?
Znowu wcisnął ręce do jej kieszeni.
Skinął głową i ruszył za Eliotem.
Dom Daltona nie wyróżniał się niczym szczególnym. Panował tu porządek, równo poukładane na blacie kubki, kanapa z równiutko ułożonymi poduszkami i buty postawione przy drzwiach tak, jakby ktoś to robił z linijką w ręce. Za czysto, za sterylnie.
I tylko ten dywan jakiś zawinięty, kiedy Madox się o niego potknął, gdy szedł do kuchni. Nie przejął się zbytnio, bo jego spojrzenie już padło na drzwi lodówki, gdzie magnesem w kształcie serduszka przymocowane było zdjęcie Daltona z Pilar. Z jakiejś imprezy, albo wycieczki, oboje pozowali na nim z uśmiechami. I chociaż Madox się skrzywił, bo coś go ścisnęło w środku...
Był jej przyjacielem, kiedyś. To jednak to nie było to czego szukali. Znowu schował ręce do kieszeni i przeszedł przez to mieszkanie, kiedy Eliot rozmawiał z technikami, znowu potknął się o ten dywan.
-
Co z tym jebanym dywanem? - podwinął go butem, i od razu zobaczył jakąś rysę na panelach, nacięcie. Szarpnął ten dywan do góry, odsłaniając podłogę. W jednym miejscu panele były cięte i teraz źle dopasowane. Madox już do nich sięgnął chcąc je podważyć, tylko, że odsunął go Eliot.
-
Noriega na bok - zamiast niego do schowka już sięgał jakiś technik w rękawiczkach, i chociaż Madox zrobił krok w tył, to jednak spojrzenie utkwił w podłodze, znowu wcisnął ręce do kieszeni kurtki.
Okazało się, że trafili w dziesiątkę, bo pod podłogą Dalton zrobił sobie skrytkę, a tam zdjęcia Stewart, jeszcze więcej zdjęć... Jakieś jej rzeczy,
pamiątki, które Nicka Dalton musiał zbierać już od jakiegoś czasu. I kiedy technik wyciągnął kolejne zdjęcia i podał je Eliotowi, to Madox zacisnął palce na tej zapalniczce, którą przechwycił. Przełożył ją w palcach. Jednak gdy technik wyjął z pod podłogi jakąś bieliznę, która należała do Pilar, to Madox się odwrócił, kopnął jakiś kubeł obok stolika i chciał rzucić tą zapalniczką gdzieś przed siebie, bo już nie mógł wytrzymać, tylko...
Spojrzał na ten rysunek.
-
Co to jest? - odwrócił się do Eliota, który już stał za nim, który już nawet zaczął coś, żeby się uspokoił. Elito uniósł jedną brew patrząc na niego dziwnie. No przecież zapalniczka.
Madox podszedł bliżej, żeby mu ją pokazać, ten rysunek, który na niej był.
-
Co to jest? - powtórzył i Eliot chyba dopiero załapał o co mu chodzi.
-
To takie miejsce nad jeziorem Ontario, można tam połowić ryby i... - nie skończył bo Madox już oddawał mu zapalniczkę.
-
Dalton miał taką samą - stwierdził i chyba chciał dodać coś jeszcze, ale wtedy jakiś inny technik, z tego rozwalonego przez Noriegę kubła, wygrzebał jakiś paragon.
-
To też nad jeziorem Ontario, jest jakiś adres - powiedział podnosząc go wyżej. Madox wbił ciemne tęczówki w Eliota.
-
Gdzie to jest? - zapytał, a Eliot przez chwilę się zastanawiał, czy mogło tak być. Opowiadał o tym miejscu Daltonowi, cisza, spokój, można się zaszyć, odpocząć od zgiełku miasta, połowić ryby, ale mało kto wie o tej miejscówce, bo on odkrył ją przez przypadek. Kompletny przypadek.
Czy teraz też przez taki sam przypadek Madox mógł wpaść na to miejsce? Na kryjówkę Daltona?
-
Dwie godziny drogi stąd... - chciał dodać coś jeszcze, ale Madox już znowu obszedł go dookoła.
-
Jadę tam - rzucił stając przed Eliotem.
-
Nawet nie wiesz gdzie masz jechać! - warknął Eliot, ale Madox czuł, że tam. Czuł, że właśnie tam...
Pilar Stewart