25
You always find me in the worst places.
You always stay anyway.
Kiedy tylko się obudził, kiedy tylko był w stanie cokolwiek powiedzieć, to próbował wypisać się na własne żądanie, bo on przecież musi jechać do Toronto. Cały czas o tym mówił, nawet nie pozwolił sobie robić jakiś badań, póki go nie wypiszą.
Cały czas słyszał tylko, że jeszcze nie mogą, że ledwo go odratowali, że temperatura ciała spadła poniżej 32 stopni, a to już poważna hipotermia. Ale czy Madox tego w ogóle słuchał? Nie, wcale.
On zresztą nigdy nie słuchał.
Ale jego też nie słuchali i dopiero Eliot, który przyszedł do jego sali o kulach zarządził, że jeśli pozwoli się sobą zająć, to załatwi mu transport do Toronto.
Pozwolił, kroplówki, badania akcji serca, jakieś testy i kolejne badania. Tylko, że przecież on czuł się już dobrze. No może jeszcze był trochę słaby, ale to nie przeszkadzało w niczym, żeby już go wypuścili, żeby on mógł jechać do Toronto. Musiał jechać do Toronto. Teraz on się trochę zachowywał jak ten psychopatyczny Nick Dalton, kiedy tak się uparł na to Toronto.
No i w końcu pojechał, w karetce, może nawet zrobiłby sobie w niej kolejne zdjęcia na pamiątkę, które później by pokazała Pilar, ale nie miał telefonu, bo utonął mu w jeziorze. Trzeci w tym tygodniu. Ale Eliot powiedział, że skoro stracił go
na służbie, to dostanie nowy, w końcu jakiś plus. Nowy telefon, ciekawe czy będzie miał na sobie jakieś policyjne logo?
W szpitalu w Toronto, od razu poszedł do Pilar, ale ona spała. Bardzo mocno spała, była taka spokojna, posiedział przy niej chwilę, ale kiedy sam się zwinął na tym fotelu przy jej łóżku i prawie usnął, wrócił do swojej sali.
Zajrzał do niej jeszcze dwa razy, po drodze trafił na Eliota, który znowu wyraził swoją dezaprobatę do tych jego wycieczek, a później jeszcze oznajmił, że jak wydobrzeje to musi
zdać raport.
I chociaż Madox w pierwszej chwili rozłożył ręce pytając jaki raport, to powiedział mu w końcu, że z nim pogada. Ale nie teraz, bo teraz on jest jeszcze taki chory...
Dla Eliota był chory, ale żeby się wypisać na własne życzenie i jechać do Pilar, całkiem zdrowy.
Spędził tu niecałą dobę, a już miał dość, już zagadywał wszystkich po kolei, kiedy on będzie mógł stąd wyjść. A w odpowiedzi dostawał, że jak wszystko będzie z nim w porządku. No przecież było, chociaż wciąż jeszcze ładowali w niego jakieś kroplówki wzmacniające, wciąż jeszcze rozgrzewali podwójnymi kocami, a Maddie przyniosła mu jakieś ubrania, w które kazała mu się przy niej ubierać, grube i ciepłe i te skarpetki w jakieś kociaki. Paskudne.
Ale poubierał to wszystko, dla świętego spokoju.
Dla świętego spokoju też, zawrócił na korytarzu, kiedy tuż przed drzwiami do sali Stewart spotkał pielęgniarkę, która oznajmiła mu, że ona śpi.
Znowu śpi.
Będzie próbował jutro, jutro zamieszka w jej sali, jeśli będzie trzeba, żeby w końcu się z nią zobaczyć. Z tymi myślami on też postarał się usnąć i nawet mu to wyszło.
Nawet mu się coś śniło, chociaż ten sen zaraz odpłynął od niego, kiedy poczuł dotyk na swoim policzku, zanim jeszcze otworzył oczy, to sięgnął do jej ręki.
-
Pilar! - wypalił i zerwał się tak, że prawie wyrwał sobie kroplówkę, ale bardzo się tym nie przejął, bo zaraz rzucił się na nią, prawie ją zrzucając z łóżka. Nie zrzucił jej, przytrzymał przy sobie.
-
Ja pierdole, myślałem, że masz śpiączkę, co do ciebie zaglądałem, to ty spałaś - przytulił ją do siebie, a zaraz się odsunął, zaraz przesunął szorstkimi, wciąż chłodnymi opuszkami po jej policzku -
jak ty... - zaczął i już miał jej pytać jak ona się czuje, ale wtedy zwróciła uwagę na jego kroplówkę, on też na nią zerknął. Machnął ręką, chociaż chciał jej przez chwilę powiedzieć, że jest słaba, ta kroplówka.
-
Ale jak ty... - znowu zaczął, ale ona znowu mu się wbiła w pół słowa, wywrócił oczami, ale zaraz utkwił je w niej -
a ty? Jak ty się czujesz? - przysunął się do niej wbijając ciemne tęczówki w jej piękne, czekoladowe oczy. Te oczy, które mu się śniły i które mu się pokazywały, kiedy myślał, że to już koniec. Jej obłędne oczy.
-
Na randkę? - uniósł jedną brew, ale przecież nie musiała mu mówić dwa razy, bo on już zaraz zrzucał z siebie te dwa koce -
czyli trójkąt? - zapytał przechylając na bok głowę i przyciągając do siebie stojak od kroplówki. Sięgnął do niej jeszcze, żeby ją przyciągnąć do siebie, żeby się w nią wtulić -
Maddie mi przyniosła skarpety, a wystarczyło przyprowadzić ciebie, i od razu zrobiło się cieplej - serce też mu od razu biło mocniej. Wysunął się z łóżka i spojrzał na Stewart.
-
To gdzie ta randka? - zapytał znowu zawieszając na niej wzrok. Nie mógł odwrócić od niej spojrzenia, chłodne palce zacisnął na jej dłoniach -
zamówić jakąś podwózkę? - zerknął na nią z ukosa, a już po chwili szarpnął w jej kierunku wózek, który stał przy drzwiach, na którym go wozili jeszcze rano na jakieś badania. Bo później to już chodził sam, a pielęgniarki nawet nie chciały z nim dyskutować.
Pilar Stewart