Cassian Lennox
Irytował ją. Ta cała pustka na twarzy, której nie była w stanie rozgryźć. Przegryzła swoją dolną wargę, próbując wymyślić plan na rozgryzienie go. Interesowało ją, co dokładnie siedziało pod jego głową. Ta czarna czupryna skrywała więcej, niż chciała pokazać. Miała niewątpliwą satysfakcję rozgryzania szachów 3D. Tylko ta biała plama na jego twarzy... chciała usłyszeć jego szczery śmiech. To było jedyne, czego potrzebowała do szczęścia.
— Czego mam się bać? — spytała, przechylając głowę. Wpatrywała się w niego zaskakująco długo
— o co chciałbyś się założyć tym razem i jaka miałaby być twoja, i moja nagroda? — spytała całkiem szczerze, oczekując konkretnych rozwiązań. Nie bała sie go. Chciała móc spędzić z nim więcej czasu. Większość bogatych facetów była inna, prostsza. Bardziej przyrównywana do jej samej. Nie było w nich nic zaskakującego, nie miała, jak odkrywać kart. Przy Cassianie miała żywą rozrywkę, którą chciała realizować, kiedy tylko na niego spoglądała. Zastanawiała się jedynie, jak bardzo mogła go jeszcze bardziej zszokować.
— Nie sądzisz, że przy kolejnej sprawie będziesz miał problemy, by zmierzyć się ze mną w sądzie? — spytała lekko prowokującym tonem
— ja mogłabym spędzić z Tobą weekend. Jesteś inny. Poza tym pytanie powinno brzmieć, które z nas chce tak naprawdę tego weekendu — znów zaczęła bawić się włosami, ale tym razem wyraz twarz odrobinę się jej zmienił. Wyglądała na pewniejszą siebie. Nie wiedziała, skąd się to wzięło. Cassian nie odmówił od razu wspólnej propozycji wyjścia na ryby, a to powoli zaczynało ją bawić. Pub wydawał się dla niego czymś dużo straszniejszym. Za to dla niej było wręcz odwrotnie.
Przy czym zgodziłaby się na oba.
Musiała odkryć, jakie myśli skrywały się w jego głowie.
— Wyglądasz, jakby spotykanie się ze mną było co najmniej karane dożywociem — skwitowała poważnym tonem, mierząc go wzrokiem. Wzięła większy łyk drinka. Powoli budowała napięcie, nie wiedząc przez moment co powiedzieć. Czy to był odpowiedni moment na rozdanie kart? Wzięła głęboki oddech, próbując rozgryźć, w jaki sposób powinna to rozegrać
— ale tak, byłabym chętna. Inaczej bym Cię tutaj nie zapraszała — sekundę później odwróciła wzrok, skupiając się na światłach wywieszonych między drzewami. Nie chciała rozpocząć analizy. Tym razem się jej bała. Co miałaby mu powiedzieć w takiej chwili? Okłamać? Grać głupa? Szybko, by rozpoznał, że coś jest nie tak. Za to ona... faktycznie chciała poznać go bliżej.
— Nie — miała chłodny ton jak na nią
— kwestia słabej psychiki. — wzięła głęboki oddech przed próba wytłumaczenia tego, co siedziało jej dokładnie w głowie
— wcale nie jestem bezpieczniejsza. Zjebię sprawę jakiegoś gangusa, to mogą wziąć mnie na cel — raz dostała przepięknym tekstem, że taką niunię to każdy weźmie na mieście, kiedy się nie spisze. Uśmiechnęła się chłodno, odwracając wzrok. Momentami bała się własnej pracy. Nie każdy klient był wart walki, a kiedy była w nieswojej kancelarii nie zawsze kontrolowała zlecenia, które dostawała
— myślę, że tkwisz w tym, tyko po to by nikt Cię nie zranił — odpowiedziała finalnie, opuszczając wzrok na kraniec własnej sukienki. Zaczął wydawać się jej bardziej interesujący niż Cassian. Kiedy zaczynała być szczera, za bardzo opuszczała gardę. Teraz bała się o samą siebie. Co prokurator mógłby zrobić z taką wiedzą? A była pewna, że jeszcze kilka razy zmierzą się w sądzie.
— Bo mnie nie doceniasz — zresztą jak każdy mężczyzna, dodała już w myślach
— widzisz we mnie głupią blondynkę, którą nawet nie jestem. Za to ja patrzę na emocje i szczegóły, na które inni zwracają uwagę — na tym polegała reklama. Budziła uwagę, bo niosła za sobą jakiś przekaz. Kovalski za każdym razem próbowała zrobić to samo, wszelkimi możliwymi sposobami próbowała sprzedać własnego klienta
— na przykład na twoją togę. Wygląda okropnie, powinieneś już ją zmienić, bo nikt nie bierze Cię na poważnie — nie było w jej tonie złośliwości. Wprowadziłaby zaledwie kilka zmian we wyglądzie Cassiana, by ludzie brali go bardziej na poważnie. Jego toga przypominała jej ubrania w rodzinach wielodzietnych. Prokurator, który nie potrafi ubrać jednej rzeczy porządnie, nie mógł być brany na poważnie. Innym aspektem sprawy dla niej wydawało się, wzbudzenie zaufania jako kobieta.
Musiała mówić, inaczej by się nie sprzedała.
— Lennox — rzuciła poważniejszym tonem
— za krótko się znamy, żebyś rzucał mi takie wielkie hasła — dodała już spokojniejszym tonem. Mieli za sobą kilka spotkań w sądzie. Nie zależałoby jej na osobie, której nie zna. Za to poznanie Cassiana należało do eksperckiego poziomu trudności
— bardziej bym powiedziała, że interesujesz — poprawiła go, ale tym razem pozwoliła sobie na badawcze spojrzenie
— inny facet już by się zastanawiał, czy to pora na wyjście z pubu i seks, a ty... — była całkiem szczera, gdy o tym mówiła. Nie raz spotykała się z palantami, którzy tylko widzieli dwie pary jej oczu
— odpychasz mnie rękoma i nogami — przegryzła przez moment dolną wargę, przerywając przez moment swój monolog
— ciekawi mnie to — rzuciła finalnie. Mogłoby to zabrzmieć krótko: tak, zależy. Tylko znali się krótko, a on budował w niej ten dziwny rodzaj ekscytacji, który chciała poznać bliżej.
— A może pojedziesz ze mną? — zaśmiała się Charlotte, nie spodziewała się zaproszenia. Sama musiała się wszędzie wpraszać
— już daj spokój, widzę, że Cię interesuję — dobra mina do złej gry. Wyprostowała się momentalnie i wpatrywała się w niego jak obrazek
— na tyle że wyłapujesz drobne szczegóły, które ktoś inny by olał — czysta prowokacja. Interesowała ją jego reakcja oraz to w jaki sposób potoczy się reszta tego wieczoru. Nic już nie było pewne.