-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Weźmy na przykład to co on zrobił wczoraj w nocy. Ewidentnie się zapomniał, w sensie zapomniał, że nie jest sam w mieszkaniu. Peach sobie robiła właśnie SPA night w swoim pokoju, świeczki zapalone, odpalona miła muzyczka, pewnie jakaś Billie Eilish, maseczka nałożona, w piżamce sobie siedzi i obrabia foteczki na Instagram, a tu nagle słyszy jakieś wycie z dołu, aż wystawiła głowę z pokoju i patrzy na dół a tam ciemno, jakieś lampki zapalone i widzi jak William z gitarą siedzi i drze się udając, że wie jak śpiewać Nickleback a przed nim siedzi niunia ze sztucznymi cyckami. Nawet na początku to było śmieszne i kawałek tego wycia nagrała, ale z tego śmiechu potrąciła jakiś obrazek i się przestraszyła, że ją niunia Williama zobaczy, wiec zaraz uciekła do pokoju. Nie wiadomo co jej do głowy wpadło, żeby być takim dzikusem, bo to zupełnie nie jest w jej stylu, ale pożałowała tego bardzo mocno, bo kiedy tylko chciała iść spać okazało się, że William i panna wcale spać nie chcą i mają całkiem głośną imprezę na dole. Peach już miała do nich iśc na dół, żeby poprosić żeby nie darli się tak bardzo, ale po pierwsze to była trochę pod wrażeniem, że aż tak się darli a po drugie jednak ma troche ptsd po oglądaniu jak inni ludzie sie ruchają (po Frankie Ferrarim) więc leżała w łóżku swoim, z poduszką na twarzy i zaciskała ją na uszach, żeby nic nie słyszeć.
Niestety bardzo dużo słyszała i przez to nie spała prawie całą noc. Obudziła się jakoś po ósmej i uznała, że musi iść pobiegać, ale najpierw chciała wstawić pranie. Natomiast jak tylko zniosła rzeczy do prania i zobaczyła jaki pierdolnik William zostawił w salonie to jebnęła tym praniem i przeklinając pod nosem wyszła pobiegać.
Naiwna myślała, że jak wróci to już będzie wszystko posprzątane, ale nie! Wróciła po przebiegnięciu ośmiu kilometrów, zmęczona i w sumie całkiem już jej przeszła ta złość na Wiliama, ale kiedy tylko weszła okazało się, że ten dalej śpi. No żesz! Jebneła drzwiami wejściowymi najmocniej jak się dało, ale wcale to na Williama nie zadziałało. No więc poszła sie wykąpać i tak sobie w głowie układa co powiedzieć dziadowi, żeby mu w pięty poszło, a jak już sie wykąpała to idzie na dół w jakimś dresiku i z mokrymi włosami, bo pewnie suszarkę trzyma akurat na dole.
- O kurwa Mick Jagger wstał, no DZIEN DOBRY - mówi podniesionym głosem, bo wyraźnie Wiliam dziś wygląda tak jakby go przynajmniej autobus z piętnastoma hiszpańskimi seniorkami przejechał. Naburmuszona tylko tak na niego patrzy spod byka i idzie do kuchni, bo mają taką otwartą. Otwiera głośno szafkę i wymuje z niej blender a później idzie do lodówki i też głośno ją otwiera i bierze rzeczy do shake'a. Nie byłaby jednak sobą, gdyby nic nie powiedziała, dlatego tak sobie komentuje: -Nawet nie spytam jak wieczór, bo wiem
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Peach J. Pepper
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
-A ja wymagam szejka, dla Twojej wiadomości przebiegłam właśnie dziesięć kilometrów, więc just don't kill my vibe - i macha na niego ręką, i to co on chowa spowrtoem do lodówki, to ona wyjmuje znów z lodówki. Przy okazji tak go mierzy wzrokiem trochę zdegustowanym, bo jak do niej podszedł to bardziej czuje jeszcze tego cepa. - Tobie zresztą też by nie zaszkodziło trochę poćwiczyć William -tak mu radzi, chociaż jak na to, że on się odżywia głównie kokainą i fast foodem to ma dość hot tyłek, ale no mu przecież nie powie tego, szczególnie że jakby zaczął serio ćwiczyć to by mógł na pewno jeszcze lepiej wyglądać niż wygląda.
Oczy jej prawie z orbit wyszły jak powiedział, że ona mu ogarnąć.
- Zwariowałeś? Nie będę sprzątać po Twojej imprezie. To - tu zakręciła palcem pokazując ogólnie salon - jest twój problem
William N. Patel
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Peach J. Pepper
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Wow, nie wiedziałam, że tak się znacie z tą Laurą. A ona przypadkiem nie pracuje w Emptiness? Bo wygląda na taką co nie ma nic w głowie - złośliwie Peach dalej ciśnie, chociaż tak szczerze go niby nic do Laury nie ma, ale no jeżeli jej zabrała te spinkę od Prady, to trochę jednak może jej nienawidzić. - Ja nie jestem rasistka, ale tak szczerze, to właśnie zawsze to tak wygląda, że te latynoski to nic by najchętniej nie robiły tylko leżały dupa do góry, a takie hard working girls jak ja później na tym tracą. Na przykład spinki od Prądy. I dlaczego to niby jest moja wina, że mi ją ukradła twoja siksa? Powinieneś mnie rozumieć, sam dużo pracujesz - no ale niestety nie rozumiał i wszystko tylko na Peach zwala, że to jest jej wina. Jeszcze wcale z nim nie może dojść do porozumienia, więc się znów denerwuje i widzi, że ten jej jogurt znów schował, więc znów go musi wyjąć na zewnątrz.
Później Willam się tak odpalił, że już Peach normalnie stoi tylko i oczy na niego wytrzeszcza, buzia też jej trochę opadła, w sensie szczęka, bo William łapie za selera, wyjebuje go za okno???? Pewnie jebnal na inny taras bo oni nie mieszkają na parterze przecież. Potem krzyczy na nią, że żadnych szejków nie będzie i Peach zagotowała się w sobie i zaciska usta, żeby nie płakać, chociaż trochę jej łzy do oczu napłynęły.
- Nienawidze z tobą mieszkać, jesteś najgorszy - mówi mu jakby faktycznie była jego córka i obchodzi te wyspę kuchenną z drugiej strony i idzie na górę obrażona już na amen.
William N. Patel
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Peach J. Pepper
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
No wcale jej się nie podoba taki współlokator. Jak byli u rodziców, którzy to zaaranżowali, to wydawało jej się, że to może wyglądać zupełnie inaczej. Może sobie nawet wyobrażała, że skoro William jest taki dorosły i prawnik, to może jej coś pomoże z jej sytuacją obecną, ale to już na prawdę więcej zrobił Clyde, który z nią poszedł na oględziny zalanej chaty i rozmawiał pół dnia z robolami. Jak już poszła do tego pokoju to jest zła jak osa, ale też smutna jak bóbr i ściąga tą bluzę którą miała na sobie i zaczyna w szafie szukać innych ubrań, takich które może założyć, żeby wyjść stąd. Wywala z pół szafy na łóżko i już łapie za walizkę, bo uznała, że trudno, bedzie mieszkała z Clydem i jego kuzynką nawet jeżeli oni razem śpią w jednym łóżku, cokolwiek jest lepsze niż po prostu przebywanie tutaj w tym mieszkaniu w którym ma jakiegoś starego prawnika, który się na niej wyżywa i nawet jej nie pomoże ze znalezieniem innego rozwiązania na mieszkanie. No ale zanim zdążyła się spakować, to William już puka do jej drzwi, czego na początku nie usłyszała, ale nagle słyszy że on do niej mówi, aż podskoczyła i się obraca i patrzy na niego jak mu te zmarszczki cale napuchły od zatrzymanej wody w organizmie i też wzdycha, bo żal na prawdę się kłócić o takie bzdety, dobrze że ją przyszedł przeprosić, bo nagle cała ta jej złość jakby zmalała do litości, że on jest jednak już dojrzały i po prostu pewnie nie może normalnie strawić alkoholu. Otarła łzy, dobrze że nie miała make upu to nie poleciały jej jakieś wodospady tuszu. Odrzuciła jakąś tam bluzkę, którą właśnie ściskała w ręku i staje tak na środku pokoju.
- Billy, ty nie możesz mnie tak traktować jak jakiegoś intruza, jak bardzo nie chcesz mieć współlokatorki to trzeba było powiedzieć to swoim rodzicom, a nie zgodziłeś się jak potulny baranek, a teraz to moja wina jest, że nie podoba mi się, że zapominasz że ja tu jestem
Chyba nici z tej jajecznicy, bo Peach wcale nie wygląda jakby się chciała ruszać gdziekolwiek.
William N. Patel
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Wchodzę głębiej do pokoju i moje spojrzenie pada na stertę ubrań na łóżku i otwartą walizkę - Co ty? Pakujesz się? - pytam, szczerze zdziwiony i zatrzymuje się w pół kroku, bo robi mi się jakoś przykro. Dobra, może częściej darliśmy ze sobą koty, a ona, tak jak dzisiaj, potrafiła doprowadzić mnie do szewskiej pasji, to jednak gdzieś w głębi czułem, że potrzebuję towarzystwa. A Peach była dobrym kompanem, jeśli akurat potrafiliśmy się dogadać. Przecież bywały chwile, w których siadaliśmy na kanapie i oglądaliśmy śmieszne koty albo wypadki, a raz jak zasnąłem zmęczony po pracy na kanapie to nawet okryła mnie kocem. Nie była zła, mogłem trafić zdecydowanie gorzej - Przecież chyba nie masz za bardzo gdzie iść? - dopytuję, bo jakby miała to by się do mnie nie wprowadzała, co nie? Słucham co ma mi do powiedzenia, a potem wzdycham ciężko, pora na moment szczerości - Wiem. To nie twoja wina, ja po prostu potrzebuje chwili na przyzwyczajenie się, że nie jestem tu sam. Nie bierz tego personalnie - przesuwam jej fatałaszki i siadam na łóżku - Myślę, że dobrze mi zrobi towarzystwo, tylko potrzebuje trochę więcej czasu. Następnym razem jak będę chciał kogoś zaprosić to napisze ci SMS, okej? - to chyba brzmiało jak próba dogadania się. Miałem wroga po drugiej stronie klatki, nie chciałem mieć go również w domu. Naprawdę wierzyłem w to, że możemy zacząć współegzystować, a lata temu przecież bawiliśmy się dobrze w swoim towarzystwie. Tylko ona dorosła, a ja zdziadziałem, dlatego taka młoda osoba mogła wnieść trochę życia w moje codzienne rutyny. Wykładam się na łóżku, wspierając łokciem o materac i zaczynam przeglądać jej ubrania - A weź przymierz to - rozkładam jakaś bluzkę i jej podaję - Skąd ty masz tyle ubrań? - baby chyba zawsze miały ich pełne szafy. Jak ona to zmieściła do walizki?
Peach J. Pepper
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Uważaj... - mówi cicho i zabiera mu spod tyłka jakąś jedwabną sukieneczkę, która równie dobrze mogła być piżamą jak i elegancką sukienką. Trzyma ją w ręku i gładzi materiał w zamyśleniu, kiedy jej zaproponował taki układ. - No okej, możemy tak zrobić. Chociaż znając Ciebie to co dwa dni będę dostawała takie smsy - trochę mu tak pocisnęła, ale co zrobić jak się mieszka z jakimś Barney Stinsonem, który ma więcej dziewczyn niż garniturów. Zaciska usta i pociąga jeszcze nosem, ale to ostatni raz. No dobrze, może faktycznie mogła mu nie zaczynać dnia od ciętych komentarzy, przecież widzi jaki jest przetyrany. Odłożyła sukienkę na łóżko. - Poza tym, tak jak zauważyłeś, nie mam gdzie iść. Mój chłopak na przykład wyraził się dość jasno o tym, że woli mieszkać ze swoją kuzynką, niż ze mną, mimo że teraz też szuka mieszkania i moglibyśmy wynająć coś wspólnie. Mindy* mówiła, że to pewnie dlatego, że jest z tej rodziny w której śpi się ze swoimi kuzynami w jednym łóżku. Bo on jest z Arizony, rozumiesz - wywróciła oczami, bo bardzo ją to mierziło tak po prawdzie, że nie może sobie mieszkać ze swoim boyfriend, tylko musi kątem u dziecka przyjaciół swoich rodziców. - Więc nawet jakbym chciała do niego iść, to nie wiem czy mogę. Ale... myślałam, że mnie tu nie chcesz - przyznała w końcu i posyła mu takie znaczące przedłużone spojrzenie, które aż woła o to, żeby jej powiedział, że nie, że chce żeby tu mieszkała.Chociaż w sumie nawet już to zrobił.
W każdym razie on się rozłożył na jej łóżku i jakieś bluzki obleśne w nią rzuca i mu odrzuciła.
- Sam sobie to przymierz, to jest H&M - uśmiecha się lekko i to jest już taki sygnał na to, że może jednak zakopią ten topór wojenny. Złapała za to coś innego, w sensie rzeczy na wieszakach i postanowiła je spowrtoem wsadzić do szafy. - Hm, no wiesz... dostaję od marek, żeby się w tym fotografować i robić im kontent. Jak chcą na przykład wprowadzić jakąś kolekcję, to czasami wysyłają mi całą paczkę żebym ich znaczyła na zdjęciach. Ale nie które rzeczy są dziwne i wtedy ich nie zakładam, na przykład to - pokazała mu jedną z sukienke, które nie wyglądały nawet jak sukienka, tylko jak szalik z dziurami, chyba na głowę i biodra. No tyle, że Peach zawsze chciała być modelką, więc taka praca to jest dla niej spełnienie marzeń. - Jakbym chciała to mogłabym to nawet sprzedawać, czasami tak robię - zdradza mu i po włożeniu kolejnych rzeczy do szafy staje przed nim z założonymi rękami. - Jak tu już jesteś, to możesz mi doradzić, bo chciałam dla Clyde zrobić taki prezent na walentynki - i idzie do szafki przy łóżku, wiec Wiliam to pewnie sie juz boi co ona wyciągnie z tej szuflady, moze jakieś erotyczne zabawki, ale nie, bo to co wyjęła to był tablet na którym mu szybko wyszukała (bo przed snem to googlowala). - Myślisz, że mu się spodoba? - i pokazuje mu ten tablet a na nim jest romantyczna sesja na reformerach i drink na koniec w jakimś różowym studio.
*jakaś random przyjaciółka Peach