Pokręcił głową, na te słowa Pilar, że
trzeba ją unieruchomić, no bo nie, oni się tutaj nie będą szarpać z wariatką, Madox już się szarpał z Daltonem, wystarczyło mu to i Stewart też nie miał zamiaru puścić. Mocniej zacisnął palce na jej przedramieniu.
-
Daj spokój... Zaraz stąd wyjdziemy... - mruknął cicho jej do ucha. Zresztą kiedy ta blondynka była u niego w sali, to przecież była nieszkodliwa, nic mu nie zrobiła, a nawet sobie posiedzieli, pogadali i jedli razem lizaki. Nie wydawało mu się wtedy, że jest taka walnięta. Za to teraz, kiedy ona odstawiła ten cały teatr z zastrzykiem z adrenaliny, to już mu się tak wydawało. Noriega wcisnął się w róg windy i pociągnął za sobą Stewart. Nie miał na to w ogóle siły, żeby się tutaj w windzie jeszcze dochodzić z jakąś kolejną psycholką. Nie i koniec.
Mocniej przytrzymał Pilar, kiedy chciała się ruszyć. Nie zamierzał jej puścić. Nie mogła go raz posłuchać? Przecież jakby stali w tym kącie, to może ta wariatka wróciłaby sobie do śmiesznych kotów?
Chyba jednak nie, bo ona już krzyczała, że pękła jej aorta i ma zawał, a Stewart krzyczała na niego, żeby ją puścił.
-
Nie kurwa, Pilar! - teraz to on uniósł głos, tylko, że ona mu się wyszarpnęła, a on nie miał siły, żeby ją złapać. Nawet ręki nie mógł podnieść, bo z jednej wciąż lała się krew, a ta druga bolała przy każdym mocniejszym ruchu. Nie czuł się za dobrze, ale kiedy Pilar podeszła do tego głośniczka, to dał sobie spokój, bo skoro już zaraz ich wypuszczą, to chyba teraz sobie odpuści to unieruchamianie?
Odpuści prawda?
Tylko, że to była Pilar i zamiast cofnąć się z powrotem do niego, to ona stała przy tym głośniku i patrzyła na blondynkę. A najgorsze jest to, że tamta również nagle ożyła. I jeszcze coś zaczęła pierdolić, że Stewart krwawi, aż Madox się na nią obejrzał.
-
Spokojnie, ona nie krwawi... - chciał jakoś dotrzeć do tej psychopatki, tylko zaraz się okazało, że to na nic, bo ona już trzymała w ręce jakąś wielką igłę. A on już wyciągnął rękę, tą krwawiącą do Stewart.
-
Pilar chodź... - tylko wtedy właśnie ta wariatka zwróciła uwagę na niego, a on naprawdę krwawił. I kiedy ta psycholka ruszyła na niego to może nawet by się jej odwinął kolanem, albo łokciem? Może na to by miał trochę siły? Tylko zanim zdążył cokolwiek zrobić, to już miedzy niego, a blondynkę wpadła Pilar. Mógł się tego spodziewać? Pewnie mógł. Może nawet jakby nie był taki pokiereszowany i nie kręciło mu się tak w głowie, to by ją odciągnął na bok, bo przecież on zawsze te reakcje miał jakieś takie wyczulone, szybkie. Bo musiał mieć.
Tylko, że tym razem wcale nie miał i Pilar oberwała. Znowu.
I znowu ta
krew, która spłynęła po jej brzuchu.
-
Kurwa, Pilar... - zdążył jeszcze rzucić i nawet wyrwał się do przodu, ale wtedy windą szarpnęło, a Madox poleciał do tyłu na ścianę, a Stewart na niego. Przytrzymał ją, tylko, że już naprawdę było mu słabo i się po tej ścianie osunął na ziemię, a Pilar na niego.
Sięgnął do jej brzucha, i przesunął po nim palcami obok tej rany, nie wyglądała dobrze.
Ale dobrze, że drzwi windy zaraz się otworzyły, a pielęgniarka, która zajrzała do środka aż pisnęła łapiąc się za pliczki. Bo winda była cała zapaskudzona krwią.
Blondynka na podłodze załkała i zwinęła się w kłębek i w pierwszej chwili jakaś lekarka ruszyła do niej.
-
Najpierw ona, ta wariatka wbiła jej igłę - oczywiście, że chodziło mu o Stewart. Ktoś tam nawet powiedział, że ta blondynka to
szalona Dolores z psychiatrii i w jej kierunku ruszył jakiś rosły ochroniarz. A lekarka za to zajęła się Pilar. Od razu zapakowali ją na wózek...
I tyle ją Madox widział, bo później ktoś też zabrał się za oglądanie jego ręki, jego też posadzili w jakimś gabinecie zabiegowym. Jakaś pielęgniarka zatamowała mu krwotok i dali mu jakiś zastrzyk. On się nawet za bardzo nie przejął tą igłą, bo już znowu pytał.
-
A ta brunetka, która była ze mną w windzie? - zbyli go, kilka razy go zbyli. Jak zwykle.
Dali mu kolejną kroplówkę i tym razem owinęli mu całą rękę plastrem, żeby jej nie wyrwał. Coś tam jeszcze chcieli mu podać, a może jakieś badania mu zrobić? Cały czas mu coś gadali, a on cały czas pytał
co z Pilar.
Zdarta płyta, już drugi dzień.
Dopiero kiedy on kategorycznie odmówił jakichkolwiek zabiegów, póki się nie dowie, to jakaś ciemnowłosa pielęgniarka się nad nim zlitowała. Wsadziła na wózek, powiesiła mu nad głowa nową kroplówkę, pewnie jakąś Karen Dwa. I zawiozła go sali Stewart.
Tyle to trwało, to jego proszenie, te wszystkie zastrzyki i nowe kroplówki, że ona tez już była u siebie, w łóżeczku i nawet w czystej piżamie. Madox też, w takiej szpitalnej, opatulony kocem, jakby był jakiś obłożnie chory. Kiedy wjechali do sali Stewart, to on od razu chciał się zerwać z tego wózka, ale pielęgniarka przytrzymała go za ramię.
-
Pięć minut, a później robimy EKG - zarządziła, bo takie miała wytyczne, tylko, że Noriega powiedział, że nie zrobi, nic nie zrobi, jak mu nie powiedzą znowu co z Pilar.
Najpierw wyciągnął do niej rękę, kiedy pielęgniarka podsunęła wózek do jej łóżka, ale kiedy wyszła, to się zerwał zrzucając z siebie ten koc.
-
Pilar... - już siedział obok niej na łóżku, a jego ciemne spojrzenie przesunęło się po jej sylwetce -
jak ty... - zaczął, ale finalnie to nawet tego nie dokończył, tylko ją do siebie przytulił.
Chociaż na usta mu się cisnęły różne
estas loco.
Pilar Stewart