Wyjazd Zelli do Vancouver trwał jedynie ponad miesiąc, natomiast taka ilość czasu wystarczyła jej w zupełności, by tylko utwierdzić się w swoim przekonaniu, że Toronto zawsze będzie dla niej czymś więcej. Wcześniej nie miała okazji wyjeżdżać na dłużej. Były to raczej wypady drobne, krótkie, niepozwalające na roztrząsanie tak poważnej kwestii jaką było poczucie przynależności. Może też zwyczajnie nie chciała jej rozgrzebywać po latach życia w niezbyt łatwym domu, z którego przy pierwszej lepszej okazji odeszła. Ale nawet upływu czasu, nawet mimo tego całego trudu, który doświadczyła, nie potrafiła zostawić wszystkiego za swoimi plecami. Czuła się wręcz, jakby bez tego całego bagażu życiowego była zwyczajnie pusta, nijaka.
Być może dlatego też wróciła na stare śmieci dużo szybciej niż przewidywała.
Ostatnie formalności z lokalem otwieranym w Vancouver były już dopięte, co też umożliwiało jej szybsze pożegnanie się z tamtym miastem. Jeszcze kilka dni przed wyjazdem miała jeszcze wątpliwości, myśli, żeby może zostać tutaj dłużej, dopilnować wszystkiego, spróbować się oswoić lepiej z nowym miejscem. Już wtedy była jednak świadoma faktu, że to nie miało sensu. Że prędzej czy później wróci tutaj, nawet nie czując, że w ogóle stąd wyjechała. I jej słowa się sprawdziły.
Z momentem, w którym weszła do swojego poprzedniego mieszkania, wiedziała że wróciła do domu. To był tylko kolejny, jasny sygnał. Żadnych przeprowadzek, długich, kilkumiesięcznych wyjazdów. Tu czuła się najlepiej, nawet mimo przeciwności losu, które za każdym razem wystawiały ją na ciężkie próby.
Nie czekała z niczym. Do pracy wróciła od razu, do życia towarzyskiego również. Nic dziwnego, bo w końcu to dawało jej też sens życia. Dodatkowo cieszyła się niezmiernie, bo z okazji jej powrotu mogła umówić się z bratem, który znalazł chwilę czasu na to, by wpaść do niej i pogadać. Od czasu rozmowy o meblach wymieniali wiadomości jedynie sporadycznie, a przez nagły wyjazd Zella nawet nie podesłała mu zdjęć nowych mebli, które kupiła wtedy na Black Friday. A to jego przecież pytała wtedy o radę, choć finalnie i tak zdecydowała się na zakupy stacjonarne, nie chcąc ryzykować dostawy bez ważnych elementów czy innych, słynnych dostawowych problemów.
Dzień przed przyjazdem Percivala wysprzątała całe mieszkanie, a kilka godzin przez jego przybyciem zajęła się kuchnią. Mieli dzisiaj wspólnie gotować, a przynajmniej taki był generalny zamysł. Co z tego wyjdzie - nie miała pewności. Najwyżej skończą z dowozem jeśli pół kuchni zostanie wysadzona w powietrze, a jedzenie zostanie zwęglone.
Percival Gardner