ODPOWIEDZ
23 y/o
Welkom in Canada
183 cm
You make me money I'll make you laugh
Awatar użytkownika
Ty też mi obiecaj, zanim utonę. Zanim upadniemy za nisko. Że wiesz coś o mnie. Że niestety znasz mnie. Wiesz dlaczego dzwonię, co noc.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Take it slow. Take it easy on me.
And shed some light. Shed some light on me, please.
   Kiedy przeczytał swoje wiadomości o rozbiciu się samolotu po raz drugi, a potem trzeci i w końcu czwarty, westchnął zirytowany i opadł na podłogę z cichym stęknięciem, bo i tak zsuwał się od kilku chwil powoli z kanapy, z lenistwa nie mając ochoty się podciągnąć. Czy on zawsze musiał być takim kretynem? Sam nie rozumiał czemu wysłał coś takiego Tristanowi, bo nawet on sam nie uważał, że to w jakikolwiek sposób jest śmieszne. Nagle przez to cały ten lęk trochę mu się udzielił i zaczął co chwilę zastanawiać się czy wszystko w porządku i nawet zerkać na nowe wiadomości, czy przypadkiem nie rozbił się żaden samolot. Nie dokończył nawet lasagne z ulubionej włoskiej restauracji i jedyne co przechodziło mu przez gardło to napój energetyczny o smaku kokosowo-jagodowym.
   Przekręcił rękę, a jego dłoń opadła na twarz i został tak na dłuższą chwilę, w dramatycznej pozie wyrzucając sobie, że gdyby okazało się, że to naprawdę ostatnia wiadomość, jaką wysłał Tristanowi przed jego śmiercią, to nigdy by sobie tego nie wybaczył. N i g d y. W końcu odsłonił oczy i sięgnął po pilota, żeby przełączyć na kanał informacyjny i słuchając głosu reporterki, wzrok wbił w spodni blat ławy, na który miał z podłogi dobry widok. Zapatrzył się w przyklejoną tam gumę do żucia i pomyślał o Pani Marcie, która przychodziła do niego regularnie, żeby posprzątać mieszkanie. Zajmowała się też posiadłością jego matki i to już tak długo, że brała czynny udział w wychowywaniu go w okresie dorastania. Może miała nawet więcej z prawdziwej matki, niż jego rodzona matka. Zdziwiło go, że przeoczyła gumę. Może miała jakiś problemy? Dawno nie pytał co u niej.
   Przez kolejną godzinę rozmawiał z Marthą, dalej walając się po podłodze, a ona w tym czasie krzątała się po domu jego matki, wykonując swoje zwyczajowe obowiązkowi. Wiele z niej nie wyciągnął, bo nie chciała go martwić, ale coś tam mimochodem mu zdradziła, jednocześnie wysłuchując o jego problemach, bo pierwszy raz od dawna znowu się przed nią otworzył 一 przez ostatnie trzy, może cztery miesiące, wręcz unikał poważnych rozmów, z kimkolwiek.
   Po wszystkim poczuł się trochę lepiej i poszedł wziąć prysznic i przebrać się w coś bardziej twarzowego, chociaż podejrzewał, że Tristan (jeżeli przeżyje) chciałby i tak najbardziej widzieć go nago. Pojechał Mercedesem, głównie dlatego, że wyjątkowo niskie temperatury nie zachęcały specjalnie do jazdy motorem.
   Wpisał podany kod i zgarnął klucze (które zamierzał sobie przywłaszczyć), po czym wjechał na jedno z miejsc parkingowych przed domem i stamtąd przebiegł, chociaż też nie jakoś super szybko, do drzwi wejściowych. Wychodząc od siebie sięgnął po niezbyt ciepłą kurtkę, więc chciał przemknąć do wnętrza jak najszybciej, żeby znaleźć się w cieple. Klucze cicho zabrzęczały, kiedy wsuwał jeden z nich w zamek i przekręcał. Wewnątrz o dziwo panował porządek, więc może była tu wcześniej jakaś ekipa. Czy zrobili też zakupy? Bingo.
   Wskoczył na kanapę z pudełkiem lodów ciasteczkowych i nie zważając na pogodę na zewnątrz rozsiadł się wygodnie, po czym włączył sobie The Conjuring: Last Rites i czekając na Blackwella oglądał horror, wyjadając lody dużą łyżką. Nie przestał ich jeść nawet wtedy, kiedy jego nos zrobił się zimny jak sopel lodu.

tristan blackwell
Myre
nie lubię postów wygenerowanych przez ai, braku interpunkcji i inicjatywy
24 y/o
For good luck!
177 cm
aktor tam, gdzie akurat dostanie angaż
Awatar użytkownika
Baby, take me, don't hesitate
With a girl like me, you better activate
I'm a tidal wave comin' for your grave
I wanna do bad things with you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Był wściekły.
A raczej: swoje przerażenie maskował złością na skończonego kretyna, Bowiego Vance'a. Zdradzając mu swój lęk, nie spodziewał się, że jedna z ostatnich wiadomości, które wymienią, będzie dotyczyła katastrofy lotniczej. Prawdopodobnie właśnie przez to panikował bardziej niż zazwyczaj; podczas startu jego serce wybijało szalony rytm, co nie uszło uwadze jego zegarka, który informował o drastycznym skoku pulsu.
Nieco lepiej poczuł się dopiero w momencie, w którym załoga wyłączyła sygnalizację zapięcia pasów; wtedy się rozluźnił i pozwolił sobie na relaks, wykorzystując do tego rozrywkę pokładową. Oglądał filmy, grał w głupie gry, a niekiedy po prostu patrzył na lokalizację samolotu, m a r z ą c, by wreszcie pokonali ocean i znaleźli się w Kanadzie. Faza lotu na jedenastu kilometrach nie wywoływała w nim strachu, ale zdawała się dłużyć w nieskończoność, co także nie było przyjemne.

Gdy dostrzegł, że byli blisko 一 przynajmniej skali, którą stworzył w swojej głowie 一 wrócił myślami do Vance'a. Pisząc do niego po roku przerwy, nie myślał, że ich relacja będzie rozwijać się aż tak dynamicznie; skłamałby jednak, gdyby powiedział, że mu się to nie podobało.
Każda wiadomość, zaczepka i prowokacja wywoływała w nim przyjemny dreszcz podniecenia, co tylko skłaniało go do kontynuowania gry, częstszych spotkań i cielesnych uniesień, które pozwalały mu na osiągnięcie spełnienia.
Zastanawiał się, czy artysta był już u niego w domu i jeśli tak, co miał na sobie (nie ukrywał, że rozwiązaniem które najbardziej przypadłoby mu do gustu było n i c). Niestety, przyjemne myśli pokrzyżował komunikat kapitana: burza śnieżna szalejąca nad Toronto przyczyniała się do istotnych opóźnień, bowiem służba naziemna nie wyrabiała się z odśnieżaniem pasów.
Blackwell spiął się lekko, bo w samolocie nie miał nikogo, kogo mógłby złapać za rękę i powierzyć mu swój lęk; dodatkowo martwił się, że komplikacja wystąpiła po wiadomości Bowiego. Co, jeśli wszechświat chciał sobie z nich zadrwić i naprawdę doszłoby do katastrofy?
Czarne myśli uderzyły w niego z tak dużą siłą, że poderwał się ze swojego miejsca i postanowił pójść do łazienki (żałował, że samolotowa woda się do tego nie nadawała, bo desperacko pragnął obmyć twarz).
Nie mogąc siedzieć w małej przestrzeni w nieskończoność, wyszedł z toalety i wrócił na swoje miejsce. Zaledwie chwilę później kapitan włączył sygnalizację zapięcia pasów; Tristan nie wiedział, ile kółek wykonali nad kanadyjskim lotniskiem, ale gdy wreszcie dostrzegł, że podchodzą do lądowania, zaczął modlić się, by wszystko nie skończyło się tragedią.

Nigdy nie cieszył się aż tak z tego, że był na ziemi; z tych wszyskich emocji zapomniał napisać komukolwiek, że wylądował i że warunki pogodowe przyczyniły się do nieco prawie dwugodzinnego opóźnienia, a nie katastrofy, która pochłonęła wiele dusz.
Wsiadając do taksówki, myślał już tylko o tym, by wykąpać się i położyć w swoim wygodnym łóżku. Był do tego stopnia zmęczony, że na chwilę całkiem zapomniał o tym, że w domu czekał na niego Bowie. Przypomniał sobie o nim dopiero, gdy dostrzegł jego samochód na podjeździe.
To właśnie wtedy na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech, który jedynie poszerzył się, kiedy przekroczył próg domu. 一 Nie jest ci zbyt wygodnie? 一 rzucił na powitanie, dostrzegając, że Vance czuł się tu prawie jak u siebie (i dobrze).

Bowie Vance
Боже мой
nie mam triggerów, sama w sobie nim jestem
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”