ODPOWIEDZ
23 y/o
Welkom in Canada
183 cm
You make me money I'll make you laugh
Awatar użytkownika
Ty też mi obiecaj, zanim utonę. Zanim upadniemy za nisko. Że wiesz coś o mnie. Że niestety znasz mnie. Wiesz dlaczego dzwonię, co noc.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Take it slow. Take it easy on me.
And shed some light. Shed some light on me, please.
   Kiedy przeczytał swoje wiadomości o rozbiciu się samolotu po raz drugi, a potem trzeci i w końcu czwarty, westchnął zirytowany i opadł na podłogę z cichym stęknięciem, bo i tak zsuwał się od kilku chwil powoli z kanapy, z lenistwa nie mając ochoty się podciągnąć. Czy on zawsze musiał być takim kretynem? Sam nie rozumiał czemu wysłał coś takiego Tristanowi, bo nawet on sam nie uważał, że to w jakikolwiek sposób jest śmieszne. Nagle przez to cały ten lęk trochę mu się udzielił i zaczął co chwilę zastanawiać się czy wszystko w porządku i nawet zerkać na nowe wiadomości, czy przypadkiem nie rozbił się żaden samolot. Nie dokończył nawet lasagne z ulubionej włoskiej restauracji i jedyne co przechodziło mu przez gardło to napój energetyczny o smaku kokosowo-jagodowym.
   Przekręcił rękę, a jego dłoń opadła na twarz i został tak na dłuższą chwilę, w dramatycznej pozie wyrzucając sobie, że gdyby okazało się, że to naprawdę ostatnia wiadomość, jaką wysłał Tristanowi przed jego śmiercią, to nigdy by sobie tego nie wybaczył. N i g d y. W końcu odsłonił oczy i sięgnął po pilota, żeby przełączyć na kanał informacyjny i słuchając głosu reporterki, wzrok wbił w spodni blat ławy, na który miał z podłogi dobry widok. Zapatrzył się w przyklejoną tam gumę do żucia i pomyślał o Pani Marcie, która przychodziła do niego regularnie, żeby posprzątać mieszkanie. Zajmowała się też posiadłością jego matki i to już tak długo, że brała czynny udział w wychowywaniu go w okresie dorastania. Może miała nawet więcej z prawdziwej matki, niż jego rodzona matka. Zdziwiło go, że przeoczyła gumę. Może miała jakiś problemy? Dawno nie pytał co u niej.
   Przez kolejną godzinę rozmawiał z Marthą, dalej walając się po podłodze, a ona w tym czasie krzątała się po domu jego matki, wykonując swoje zwyczajowe obowiązkowi. Wiele z niej nie wyciągnął, bo nie chciała go martwić, ale coś tam mimochodem mu zdradziła, jednocześnie wysłuchując o jego problemach, bo pierwszy raz od dawna znowu się przed nią otworzył 一 przez ostatnie trzy, może cztery miesiące, wręcz unikał poważnych rozmów, z kimkolwiek.
   Po wszystkim poczuł się trochę lepiej i poszedł wziąć prysznic i przebrać się w coś bardziej twarzowego, chociaż podejrzewał, że Tristan (jeżeli przeżyje) chciałby i tak najbardziej widzieć go nago. Pojechał Mercedesem, głównie dlatego, że wyjątkowo niskie temperatury nie zachęcały specjalnie do jazdy motorem.
   Wpisał podany kod i zgarnął klucze (które zamierzał sobie przywłaszczyć), po czym wjechał na jedno z miejsc parkingowych przed domem i stamtąd przebiegł, chociaż też nie jakoś super szybko, do drzwi wejściowych. Wychodząc od siebie sięgnął po niezbyt ciepłą kurtkę, więc chciał przemknąć do wnętrza jak najszybciej, żeby znaleźć się w cieple. Klucze cicho zabrzęczały, kiedy wsuwał jeden z nich w zamek i przekręcał. Wewnątrz o dziwo panował porządek, więc może była tu wcześniej jakaś ekipa. Czy zrobili też zakupy? Bingo.
   Wskoczył na kanapę z pudełkiem lodów ciasteczkowych i nie zważając na pogodę na zewnątrz rozsiadł się wygodnie, po czym włączył sobie The Conjuring: Last Rites i czekając na Blackwella oglądał horror, wyjadając lody dużą łyżką. Nie przestał ich jeść nawet wtedy, kiedy jego nos zrobił się zimny jak sopel lodu.

tristan blackwell
Myre
nie lubię postów wygenerowanych przez ai, braku interpunkcji i inicjatywy
24 y/o
For good luck!
177 cm
aktor tam, gdzie akurat dostanie angaż
Awatar użytkownika
Baby, take me, don't hesitate
With a girl like me, you better activate
I'm a tidal wave comin' for your grave
I wanna do bad things with you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Był wściekły.
A raczej: swoje przerażenie maskował złością na skończonego kretyna, Bowiego Vance'a. Zdradzając mu swój lęk, nie spodziewał się, że jedna z ostatnich wiadomości, które wymienią, będzie dotyczyła katastrofy lotniczej. Prawdopodobnie właśnie przez to panikował bardziej niż zazwyczaj; podczas startu jego serce wybijało szalony rytm, co nie uszło uwadze jego zegarka, który informował o drastycznym skoku pulsu.
Nieco lepiej poczuł się dopiero w momencie, w którym załoga wyłączyła sygnalizację zapięcia pasów; wtedy się rozluźnił i pozwolił sobie na relaks, wykorzystując do tego rozrywkę pokładową. Oglądał filmy, grał w głupie gry, a niekiedy po prostu patrzył na lokalizację samolotu, m a r z ą c, by wreszcie pokonali ocean i znaleźli się w Kanadzie. Faza lotu na jedenastu kilometrach nie wywoływała w nim strachu, ale zdawała się dłużyć w nieskończoność, co także nie było przyjemne.

Gdy dostrzegł, że byli blisko 一 przynajmniej skali, którą stworzył w swojej głowie 一 wrócił myślami do Vance'a. Pisząc do niego po roku przerwy, nie myślał, że ich relacja będzie rozwijać się aż tak dynamicznie; skłamałby jednak, gdyby powiedział, że mu się to nie podobało.
Każda wiadomość, zaczepka i prowokacja wywoływała w nim przyjemny dreszcz podniecenia, co tylko skłaniało go do kontynuowania gry, częstszych spotkań i cielesnych uniesień, które pozwalały mu na osiągnięcie spełnienia.
Zastanawiał się, czy artysta był już u niego w domu i jeśli tak, co miał na sobie (nie ukrywał, że rozwiązaniem które najbardziej przypadłoby mu do gustu było n i c). Niestety, przyjemne myśli pokrzyżował komunikat kapitana: burza śnieżna szalejąca nad Toronto przyczyniała się do istotnych opóźnień, bowiem służba naziemna nie wyrabiała się z odśnieżaniem pasów.
Blackwell spiął się lekko, bo w samolocie nie miał nikogo, kogo mógłby złapać za rękę i powierzyć mu swój lęk; dodatkowo martwił się, że komplikacja wystąpiła po wiadomości Bowiego. Co, jeśli wszechświat chciał sobie z nich zadrwić i naprawdę doszłoby do katastrofy?
Czarne myśli uderzyły w niego z tak dużą siłą, że poderwał się ze swojego miejsca i postanowił pójść do łazienki (żałował, że samolotowa woda się do tego nie nadawała, bo desperacko pragnął obmyć twarz).
Nie mogąc siedzieć w małej przestrzeni w nieskończoność, wyszedł z toalety i wrócił na swoje miejsce. Zaledwie chwilę później kapitan włączył sygnalizację zapięcia pasów; Tristan nie wiedział, ile kółek wykonali nad kanadyjskim lotniskiem, ale gdy wreszcie dostrzegł, że podchodzą do lądowania, zaczął modlić się, by wszystko nie skończyło się tragedią.

Nigdy nie cieszył się aż tak z tego, że był na ziemi; z tych wszyskich emocji zapomniał napisać komukolwiek, że wylądował i że warunki pogodowe przyczyniły się do nieco prawie dwugodzinnego opóźnienia, a nie katastrofy, która pochłonęła wiele dusz.
Wsiadając do taksówki, myślał już tylko o tym, by wykąpać się i położyć w swoim wygodnym łóżku. Był do tego stopnia zmęczony, że na chwilę całkiem zapomniał o tym, że w domu czekał na niego Bowie. Przypomniał sobie o nim dopiero, gdy dostrzegł jego samochód na podjeździe.
To właśnie wtedy na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech, który jedynie poszerzył się, kiedy przekroczył próg domu. 一 Nie jest ci zbyt wygodnie? 一 rzucił na powitanie, dostrzegając, że Vance czuł się tu prawie jak u siebie (i dobrze).

Bowie Vance
Боже мой
nie mam triggerów, sama w sobie nim jestem
23 y/o
Welkom in Canada
183 cm
You make me money I'll make you laugh
Awatar użytkownika
Ty też mi obiecaj, zanim utonę. Zanim upadniemy za nisko. Że wiesz coś o mnie. Że niestety znasz mnie. Wiesz dlaczego dzwonię, co noc.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

   Ich relacja od początku była burzliwa, bardziej, niż burza śnieżna nad Toronto dzisiejszego wieczoru. Ich rodziny były skłócone jeszcze zanim się urodził i dorastał w zasadzie w poczuciu pogardy do Blackwellów, chociaż narzuconej, bo sam miał to generalnie gdzieś, jak z resztą dużo rzeczy, które pierdolili jego rodzice. Z jakiegoś jednak powodu coś go do Tristana przyciągnęło, może najpierw przewrotny los. Nawet nie był do końca pewien kiedy wdali się w romans, który był na początku czysto fizyczną potrzebą. Spotykali się na seks, z biegiem czasu coraz częściej i zanim się obejrzeli między nimi zaczęło rosnąć uczucie, które Bowie długo wypierał. To nie mogło skończyć się dobrze, tak myślał, i przed rokiem doszło do kłótni, po której nie odzywali się do siebie aż do niedawna.
   Nie radził sobie z tym zbyt dobrze, przez co robił głupotę za głupotą, chcąc jakoś zwrócić na siebie jego uwagę. Kiedy w końcu się udało, jak już myślał, że już na pewno nic z tego nie będzie i wtedy sprawy nabrały tempa i teraz, siedząc sam w jego mieszkaniu i słuchając wiadomości o burzy i odwołanych albo opóźnionych lotach, wiedząc że Tristan właśnie siedzi w samolocie, w tym chaosie, drętwiał ze strachu. Nie mógł uwierzyć, że stało się to akurat teraz, tuż po tym, jak napisał mu wiadomość o katastrofie lotniczej, nie zdając sobie wtedy sprawy, jak to kurewsko źle brzmiało. Był na siebie tak wściekły i jednocześnie sparaliżowany strachem o życie Blackwella. Tego cholernego chłopaka, który chyba znaczył dla niego dużo więcej, niż chciał przed sobą przyznać.
   Mówił sobie, że jeszcze jest czas, że pewnie już wylądował, że zaraz tu będzie, ale kiedy minęły dwie godziny od momentu, w którym powinien był wylądować i nie dostał żadnej wiadomości, zamiast do niego zadzwonić, wybrał numer do menadżera ojca, żeby zmusić go, aby dowiedział się co się stało z lotem Tristana. Pokłócił się z nim, bo nie potrafił powiedzieć jaki to numer lotu, a ten kretyn nie potrafił domyślić się sam. Usłyszał jednak szczęk zamka w drzwiach i po prostu chamsko się rozłączył, po czym odwrócił głowę, z napięciem wpatrując się w korytarz. Siedział gdzieś obok kanapy na podłodze i to chyba było piąte miejsce, w którym się skulił w ciągu ostatniej godziny.
   Patrzył na Tristana przez chwilę tak, jakby zobaczył ducha, upewniając się, że to naprawdę on. Kiedy się odezwał, Bowie powoli się podniósł i podszedł do niego bliżej, a potem wyciągnął do niego dłoń i dotknął jego twarzy. Był cały i zdrowy, na całe szczęście. W końcu odetchnął i zmarszczył gniewnie brwi, cofnął dłoń, a potem popchnął go, chociaż złapał też mocno za jego kurtkę, zaciskając na niej dłonie.
   一 Czemu nie napisałeś, że wylądowałeś? 一 zapytał głośno, ale głos lekko mu zadrżał. 一 Jaki z ciebie dupek 一 warknął trochę ciszej, przez zaciśnięte zęby. Rozluźnił uchwyt, czując jak drętwieją mu palce, a potem objął go, przyciągając do swojego ciała i mocno przytulając. Wsunął dłoń na jego głowę, wplatając palce w jasne loki i przycisnął jego chłodny policzek do swojego ramienia, wdychając zapach jego ciała, bo potrzebował tego teraz bardziej, niż powietrza.

tristan blackwell
Myre
nie lubię postów wygenerowanych przez ai, braku interpunkcji i inicjatywy
24 y/o
For good luck!
177 cm
aktor tam, gdzie akurat dostanie angaż
Awatar użytkownika
Baby, take me, don't hesitate
With a girl like me, you better activate
I'm a tidal wave comin' for your grave
I wanna do bad things with you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Do tej pory nie wiedział, dlaczego ich rodziny pałały do siebie tak dużą nienawiścią; mimo wielu rozmów i jednoznacznych sugestii, nie potrafił traktować artysty w ten sposób. Prawdę powiedziawszy jego uczucia znajdowały się na przeciwległym biegunie; już jakiś czas temu Tristan zrozumiał, że pod zewnętrzną warstwą składającą się z cielesności, kwitły pozytywne emocje. Wpierw była to sympatia: tamtym okresie aktor zaczynał dostrzegać, że rzeczy związane z Bowiem wywoływały uśmiech na jego twarzy. Blackwell lubił oglądać jego zdjęcia, rozmawiać z nim i żartować, bo osobowość chłopaka mu pasowała. Z czasem zaś relacja zaczęła się rozwijać i nie tylko lubił, ale także zauroczył się artystą.
To właśnie w tamtym momencie przyszła do niego panika; zorientowawszy się, że najpewniej był jedynym kretynem, który bezmyślnie dopuścił do głębokich i silnych emocji, przeraził się i gorączkowo zaczął szukać rozwiązania. Nie chcąc, by prawda wyszła na jaw, zdecydował się wycofać, w czym pomogła mu karczemna awantura (ale to wcale nie tak, że dążył do niej umyślnie).
I choć na przestrzeni długich miesięcy żałował jej wielokrotnie, uparcie trzymał się przyrzeczenia, że nigdy więcej nie skontaktuje się z Vancem. Wymiękł dopiero, gdy jego ojciec zaczął opowiadać mu o trudnej sytuacji znienawidzonej rodziny; chcąc na własnej skórze przekonać się, jak radził sobie Bowie, napisał do niego wiadomość, która płynnie i szybko zaprowadziła ich do obecnej chwili.
Wszedł do domu, nie kwapiąc się, by ściągnąć z siebie chroniące przed mrozem warstwy odzieży. Ważniejsze było zobaczenie artysty i przytulenie się do niego, co mogło mu pomóc rozluźnić się po wielu godzinach strachu i niepewności. Uśmiechnął się, gdy poczuł ciepłą dłoń na swojej twarzy, lecz szczęście ustąpiło miejsca zdezorientowaniu, które wywołało szturchnięcie. 一 Ja jestem dupkiem? 一 prychnął, kręcąc przy tym głową.
Dopiero słowa Bowiego uświadomiły mu, że zapomniał o istotnej rzeczy i nie poinformował nikogo o bezpiecznym lądowaniu; przez chwilę zastanawiał się, czy jego rodzice odchodzili od zmysłów lub czy nie jechali tu, by na własne oczy przekonać się, że był cały i zdrowy. 一 Moment 一 mruknął, sięgając po telefon. Pośpiesznie napisał krótką wiadomość, a potem 一 nie chcąc dawać Bowiemu powodów do stwierdzenia, że był zaniedbany 一 schował iphone'a i oparł głowę na jego ramieniu. 一 Tak kurewsko się bałem 一 szepnął, po czym wtulił się w ciało chłopaka. Zrzucił wszelkie maski; podzielił się swoim najściślej strzeżonym sekretem, pokazując, że miał słabe strony i że był wrażliwy.
Starał się łapać głębsze oddechy i z ulgą przyjął, że przy Bowiem prościej było mu się zrelaksować i osadzić w rzeczywistości. Był bezpieczny. Nie działo się nic niedobrego. 一 Tęskniłem, chociaż mało brakowało, żebym dostał jakiegoś zawału. Jestem wykończony. 一 Pierwotny plan zakładał miejsce na cielesne uniesienia, ale dwugodzinne opóźnienie i gigantyczny stres znacznie obciążył aktora, który myślał już tylko o odpoczynku.

Bowie Vance
Боже мой
nie mam triggerów, sama w sobie nim jestem
23 y/o
Welkom in Canada
183 cm
You make me money I'll make you laugh
Awatar użytkownika
Ty też mi obiecaj, zanim utonę. Zanim upadniemy za nisko. Że wiesz coś o mnie. Że niestety znasz mnie. Wiesz dlaczego dzwonię, co noc.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

   Bowie nie był łatwą osobą i nie chodziło tylko o to, że był chaotyczny, przeskakiwał z nastroju w nastrój, robił dużo rzeczy impulsywnie, mówił coś, zanim pomyślał czy zachowywał się nieodpowiedzialnie i niedojrzałe. Chodziło też o to, że trudno było wyciągnąć z niego te wszystkie poważne myśli i emocje, które naprawdę posiadał i które mogłyby przyczynić się do zrozumienia jakim człowiekiem był naprawdę i że był dużo bardziej ludzki, niż mogło się to wydawać na pierwszy rzut oka.
   Najczęściej analizował coś już w trakcie albo po wydarzeniu, kiedy było zdecydowanie za późno i tak było też w tym przypadku. Był taki moment, niedługo przed tym, jak zadzwonił do menadżera swojego ojca, że strach na kilka dłużących się chwil go sparaliżował. Przecież mieli inne plany, to niby jak mogło spotkać Tristana coś złego? To było przecież niemożliwe. Nie dowierzał jeszcze nawet słysząc po raz pierwszy o burzy i odwoływanych lotach. Wszystkich mogło to spotkać, tylko nie jego i nie Tristana. Potem zaczęło do niego docierać.
   Spoglądał na niego, kiedy pisał wiadomość do rodziców, a potem znowu trzymał go w ramionach, przez chwilę uparcie milcząc i nie dlatego, że nie miał nic do powiedzenia, a dla tego, że nie potrafił wykrztusić z siebie słowa, chociaż myśli wręcz go zalewały. Objął go mocniej, kiedy przyznał, że bardzo się bał, a potem pokiwał głową, odrobinę się odsuwając, gdy usłyszał o tęsknocie i zmęczeniu. Przyglądał mu się trochę bez wyrazu, chociaż oczy miał rozszerzone, a serce biło tak szybko, że ledwo nadążał z oddechem.
   一 Już wszystko dobrze 一 powiedział cicho, trochę jakby chciał przekonać o tym i Tristana, ale i samego siebie. 一 Zdejmij kurtkę 一 dodał, chociaż od razu sam zaczął mu ją zdejmować, powoli zsuwając ją z jego ramion i rzucając gdzieś na fotel. Pomógł mu też zdjąć buty, a potem chwycił go za rękę i ruszył na górę, do dużej łazienki przy sypialni aktora. Odkręcił ciepła wodę, wlał do wanny kilka olejków, a potem stanął na przeciwko chłopaka i zaczął go rozbierać. Nie spieszył się z tym, ale był dokładny i niezwykle delikatny.
   一 Zjadłem twoje lody, te z kawałkami ciastek. Cały litr 一 mruknął, pozbawiając go kolejnych warstwa garderoby, aż nie stał przed nim cały nagi, ze swoim idealnie wyrzeźbionym ciałem i skórą pokrytą licznymi pieprzykami. Wzrok zawiesił głównie na jego twarzy, znowu przyglądając mu się trochę tak, jakby widział ducha. Chyba był trochę nieobecny. 一 Wejdź do wanny, wygrzej się i umyj 一 zachęcił go, w razie potrzeby pomagając mu usiąść w wannie, zanurzyć się w gorącej, pięknie pachnącej wodzie, pokrytej gęsto białą pianą od płynu do mycia.
   Wtedy Bowie usiadł na jasnych kafelkach, plecami oparty o ścianę wanny, zgiął nogi w kolanach i ciasno objął je rękami. Nie potrafił się rozluźnić i chociaż próbował, to ostatecznie dostał gęsiej skórki i zaczął lekko drżeć, jakby dopiero teraz odreagowywał zbyt duże emocje. Pochylił głowę, opierając nos na kolanie i uniósł dłonie, wsuwając je w swoje ciemne włosy. Nie podobał mu się sposób, w jaki oddychał, to było bardzo nieprzyjemne, bolały go przy tym płuca, jakby były za bardzo ściśnięte.
   一 Jesteś głodny? 一 zapytał, ale głos tak mu zadrżał, że musiał przełknąć ślinę i po chwili zapytać jeszcze raz o to samo, kiedy szczęka trochę mu się rozluźniła. Nie ruszał się jednak z miejsca, nawet nie wiedział czy dałby radę zrobić teraz w ogóle coś sensownego. Chyba byłoby go stać na zamówienie w aplikacji czegoś randomowego i otworzenie potem drzwi, żeby to odebrać.

tristan blackwell
Myre
nie lubię postów wygenerowanych przez ai, braku interpunkcji i inicjatywy
24 y/o
For good luck!
177 cm
aktor tam, gdzie akurat dostanie angaż
Awatar użytkownika
Baby, take me, don't hesitate
With a girl like me, you better activate
I'm a tidal wave comin' for your grave
I wanna do bad things with you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Choć słowa należały do tych najbanalniejszych na świecie, Blackwell naprawdę ich potrzebował. Artysta miał rację: było d o b r z e, nic nie mogło mu zagrozić, bo był we własnym domu, a na dodatek miał przy sobie chłopaka, na którym od wielu miesięcy zależało mu dużo bardziej niż powinno.
Pozwolił mu się rozebrać i zmuszał się jedynie do minimum, które ułatwiało pozbywanie się kolejnych warstw odzieży. Nie protestował również wtedy, gdy Bowie złapał go za rękę i pociągnął do łazienki. Należało wiedzieć, że Tristan lubił się rządzić 一 robił to często, nawet podczas seksu 一 ale dziś p o t r z e b o w a ł, by ktoś podjął kluczowe decyzje za niego.
Jego kąciki nieznacznie drgnęły i uniosły się ku górze. 一 Były dla ciebie, rzadko jem lody 一 skwitował. Na co dzień Blackwell przestrzegał diety i starał się jeść zdrowo, co miało nie tylko pomóc w zachowaniu tężyzny fizycznej, ale także korzystnie wpłynąć na jego ogólne samopoczucie.
Nie 一 odparł zgodnie z prawdą. Zaletą długich rejsów (szczególnie tych w wyższej klasie) były posiłki; Tristan naprawdę nie mógł narzekać na ich jakość, a nerwy sprawiły, że wciągnął dużo więcej żarcia niż potrzebował.
Już po chwili wpakował się do wanny i jęknął z ulgą, gdy poczuł, że przyjemnie ciepła woda rozluźnia spięte mięśnie. Niestety, nie mógł się jednak zrelaksować w stu procentach, bo nie wszyscy byli na swoich miejscach. 一 Bowie 一 powiedział, kładąc dłoń na ramieniu chłopaka. 一 Nie wydurniaj się. Rozbieraj się i właź 一 polecił. Nie rozumiał, dlaczego artysta nie zrobił tak od razu; czemu wybrał chłodne płytki, gdy miał okazję zanurzyć się w ciepłej wodzie z Tristanem? Może Blackwell znów wyobrażał sobie za dużo? Może powinien przestać, bo bliskość istniała tylko w jego głowie?
Ze zmęczenia interpretował sytuację w absurdalnych kategoriach i postępował g ł u p i o; tyle dobrego, że wkrótce Vance zrzucił z siebie ubrania i wszedł do wanny. Aktor nie dał mu wyboru, bo już po chwili przyciągnął go do siebie i zamknął w szczelnym uścisku. 一 Tego potrzebowałem 一 szepnął, nie myśląc o tym, że mógł zdradzać za wiele (i że poprzez słowa na jaw wychodziły uczucia, które żywił do artysty).
Dopiero kiedy wtulił się w ciało Bowiego, uświadomił sobie, że desperacko pragnął tej bliskości; i choć tym razem nie chodziło o seks 一 cielesne uniesienia były na naprawdę odległym planie 一 było mu naprawdę dobrze, przez co nawet przez chwilę nie myślał, by to przerwać. 一 Tylko nie pozwól mi tu zasnąć 一 poprosił, bo wiedział, że gdy tak się stanie, żadna siła nie wyciągnie go z wanny.

Bowie Vance
Боже мой
nie mam triggerów, sama w sobie nim jestem
23 y/o
Welkom in Canada
183 cm
You make me money I'll make you laugh
Awatar użytkownika
Ty też mi obiecaj, zanim utonę. Zanim upadniemy za nisko. Że wiesz coś o mnie. Że niestety znasz mnie. Wiesz dlaczego dzwonię, co noc.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

   Obwiniał o to sposób, w jaki on smakował. Obwiniał to, jak odczuwał jego skórę pod swoimi palcami. Obwiniał wygląd jego ciała, po którym przesuwał pożądliwym spojrzeniem, podziwiając każdy ukształtowany pod skórę mięsień, każdą krągłość i każde zakrzywienie. Jego miękkie usta, błękitne, ale mroźne oczy i każdy pojedynczy pieprzyk na jego ciele, które razem tworzyły całkiem nową, intymną konstelacje na niebie jego ciała.
   Był idealny.
   Był dupkiem, ale idealnym dupkiem.
   Ważne, że Bowie mógł obwiniać jego, a nie siebie. Mógł dalej sprowadzać ich relację do czysto cielesnej, tak jak było na samym początku. Wtedy było łatwiej, swobodniej. Chyba nawet wcale go wtedy nie lubił. Może również dlatego, że był idealny? Perfekcyjny syn, aktor, perfekcyjny uśmiech, tyłek i perfekcyjne życie. Przynajmniej ojciec nigdy mu nie mówił, że mógłby być jak pieprzony Tristan Blackwell. Oj nie. Mówił mu za to, że cała rodzina Blackwellów to ścierwo, że nie mają za grosz talentu, że do pięt im nie dorastają, a ten ich synalek to tylko kawałek gówna zawinięty w ozdobny papier. Zgniły, jak oni wszyscy.
   Nie był wtedy idealnym towarzystwem, bo kiedy tylko otwierał usta w innym celu, niż ssanie jego fiuta, mówił głównie rzeczy sarkastyczne: uszczypliwe uwagi, złośliwe żarty, poniżające komentarze. Był sobą, dzieckiem pieniądza, wychowanym na sławie starych, podszytej wszystkim tym, co zepsute. Gdyby nie kilka dobrych osób, które jakimś cudem wzięły udział w wychowaniu go, to pewnie pod tą całą otoczką złośliwego, nieczułego skurwiela naprawdę nic więcej by się nie kryło. Okazywało się jednak, że to tylko pozory, wyuczony sposób bycia, który wypracował, żeby bronić się przed tym, co mogło go zranić.
   A potem jego obrona zaczęła słabnąć i wszystko się skomplikowało. Słabł z każdym kolejnym pocałunkiem, uśmiechem, przygryzieniem wargi, puszczonym oczkiem i momentem, który w niewyjaśniony sposób zaczął ich do siebie zbliżać również emocjonalnie. Kłótnia wybuchła nagle, nawet nie pamiętał o co, ale chyba trochę ją sprowokował i tak samo było ze strony Tristana. Nigdy wcześniej z nikim się tak zażarcie nie kłócił, nigdy nie było aż tak paskudnie. Później został sam i samotność po raz pierwszy okazała się być ciężarem, zamiast przynosić mu ulgę. Czuł się tak bardzo rozdarty, że nie potrafił tego znieść. Nigdy nie był aż tak zagubiony, bezsilny. Po raz pierwszy miał wrażenie, że traci zmysły i to na trzeźwo.
   Znowu wpadł w ciąg jednorazowych przygód, imprez i złych wyborów, z którego ledwo co się uwolnił przed Tristanem. Potem wpakował się w relacje z Jaydenem, chociaż ta też ledwo trzymała się na włosku i to chyba tylko dzięki anielskiej cierpliwości łucznika, który bez sprzeciwu odbierał go naćpanego i najebanego z różnych imprez i udawał, że nie widzi jego dłoni, wsuniętej w majtki przypadkowych, również pijanych, lasek lub typów. Kłócili się, nawet często, kiedy fala wzbierała, ale ostatecznie to Bowie to skończył, bo chyba przypomniał sobie, że jednak ma serce. Zerwał kontakt, żeby nie torturowali się nawzajem.
   Kiedy już był pewien, że jakimś cudem, bardzo powoli, zaczynał doprowadzać swoje życie do względnego porządku (jak na siebie), znowu pojawił się w nim Tristan. Uśpione uczucia odżyły i znowu przepadł. Tym razem było trochę inaczej, jakby wyjście z pierwszego szoku trochę ich otrzeźwiło. Nie potrafił jednak spojrzeć na to szerzej i znowu wpadał w jakąś spierdoloną spiralę obwiniania i uciekania od własnych emocji. Ze strachu, innego powodu nie było.
   Jedyne co mogło przewyższyć strach przed uzewnętrznieniem się, był strach o coś innego. Właśnie ten, który poczuł dzisiaj i od którego narazie nie potrafił się uwolnić. Drgnął w odpowiedzi na dotyk i słysząc jednocześnie swoje imię. Opuścił dłoni i przekręcił głowę, spoglądając na Tristana pytająco.
   一 Przepraszam, zamyśliłem się 一 powiedział bez zastanowienia, jakby to była wyuczona, sztywna kwestia, nie jego własna myśl. Nie miał powodu, żeby mu odmawiać, więc po chwili rozebrał się, zsunął z bioder bokserki i powoli z nich wyszedł, a potem wsunął stopę do przyjemnie ciepłej wody, ostatecznie siadając Tristanowi między udami. Odchylił się, opierając plecami o jego tors i kiedy tylko objęły go silne ramiona poczuł się trochę lepiej. Przemył twarz i odetchnął głęboko, nie robiąc sobie nic z wilgotnych kosmyków ciemnych włosów, które przykleiły się do jego czoła, szyi i policzków.
   一 Ja też 一 przyznał cicho, a na wzmiankę o zasypianiu w wannie lekko się uśmiechnął. W pewnym momencie znowu poczuł się jednak trochę spięty. Przekręcił się trochę i odchylił głowę, a dłoń zacisnął na szczęce Blackwella i musnął ustami jego, inicjując krótki, ale dosyć czuły pocałunek. Przesunął wzrokiem po jego ustach, oblizując własne, a potem uniósł spojrzenie na jego niebieskie oczy.
   一 Gdyby coś ci się stało ogłosiliby żałobę światową 一 wymruczał, unosząc przy tym kącik ust, jakby w rozbawieniu. Właściwie nie czuł się rozbawiony. Trochę nieporadnie chciał coś z siebie wyrzucić, coś prawdziwego, tak jak zrobili to wcześniej w wiadomościach. 一 Gdyby coś… 一 dodał i zatrzymał się na moment, znowu przesuwając językiem po swoich wargach 一 To ja bym żałował. To mnie przeraża 一 dokończył i nawet jeżeli w myślach miał dużo do dodania, to nie potrafiłby tego z siebie teraz wyrzucić. Patrzył na niego dalej, kiedy po jego policzku spłynęła kropla. Trudno było oszacować czy była to łza, czy woda spływająca z kosmyka jego włosów.

tristan blackwell
Myre
nie lubię postów wygenerowanych przez ai, braku interpunkcji i inicjatywy
24 y/o
For good luck!
177 cm
aktor tam, gdzie akurat dostanie angaż
Awatar użytkownika
Baby, take me, don't hesitate
With a girl like me, you better activate
I'm a tidal wave comin' for your grave
I wanna do bad things with you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chodź do mnie 一 powtórzył, wykonując jeszcze jeden zachęcający ruch ręką. Potrzebował go przy sobie; nie wyobrażał sobie siedzenia w wannie w pojedynkę, dlatego ucieszył się, kiedy udało się im naprawić ten błąd.
Oddał pocałunek, patrząc na chłopaka intensywniej niż zazwyczaj; Blackwellowi trudno było jednoznacznie określić, co się z nim działo, ale wszystko wskazywało na to, że proces zakochiwania się drastycznie przyspieszył i teraz brakowało już naprawdę niewiele, by Tristan kochał go całym sobą.
Słysząc o żałobie narodowej, przewrócił oczami i pokręcił lekko głową. 一 Jesteś skończonym chujem 一 skwitował żartobliwie zanim Vance dopowiedział, że w tym wszystkim chodziło również o niego. To właśnie w tamtym momencie przez ciało Tristana przeszedł przyjemny dreszcz; chłopak uśmiechnął się lekko, doświadczając trudnych (aczkolwiek pozytywnych) emocji.
W takim razie dobrze, że nic. 一 Bał się mówienia o uczuciach; panikował na samą myśl zdradzenia czegoś w i ę c e j, dlatego podchodził do wszystkiego nieudolnie. Niemal na każdym kroku towarzyszyła mu myśl, że odczuwał intensywniej; że dla Vance'a ich relacja wciąż pozostawała formą zabawy, bo choć niezaprzeczalnie było inaczej 一 czulej i bliżej 一 to nadal nie musiał być ten mistyczny wyższy poziom, któremu tak chętnie poświęcano wiele dzieł literatury. 一 Będziesz musiał się jeszcze ze mną pomęczyć 一 kontynuował, łapiąc mokrym palcem kroplę spływającą po policzku chłopaka. Nie mając pewności, czy to była łza (bał się czynić tak poważne założenia) postanowił przemilczeć temat, bo wygłupienie się było ostatnim, czego potrzebował.
Blackwell zdobył się jeszcze na parę delikatnych muśnięć karku Bowiego, a potem odnalazł wygodną pozycję i na chwilę przymknął oczy. Nie zakodował momentu, w którym przysnął; jego oddech naprawdę szybko stał się głębszy i spokojniejszy, bo ciepło wody i drugiego ciała przyjemnie go odprężały.

Nie wiedział, ile spał, ale kiedy się obudził (założył, że Vance także musiał zasnąć) woda była już chłodna. 一 Vance 一 poruszył się, orientując się, że pozycja, w której zasnął nie należała do najwygodniejszych. 一 Bowie 一 powtórzył, przenosząc rękę na ramię chłopaka. 一 Chodź, musimy przenieść się do łóżka. Woda wystygła 一 poprosił.
Spanie w wannie było fatalnym pomysłem; za niedługo woda byłaby zimna, a to mogło się wiązać nawet z chorobą, której zdecydowanie nie potrzebowali.
Gdy Bowie się poruszył i umożliwił mu wstanie, podniósł się i sięgnął po leżący nieopodal ręcznik. 一 Jakbym miał więcej siły, musiałbyś mnie rozgrzać w łóżku. 一 W pierwszej chwili postawił na poruszanie się po dobrze znanych sobie tematach i dopiero w drugiej mocno z nich zboczył, stawiając na prawdziwą potrzebę: 一 Ale dzisiaj po prostu będziesz musiał znieść to, że lubię się przytulać.

Bowie Vance
Боже мой
nie mam triggerów, sama w sobie nim jestem
23 y/o
Welkom in Canada
183 cm
You make me money I'll make you laugh
Awatar użytkownika
Ty też mi obiecaj, zanim utonę. Zanim upadniemy za nisko. Że wiesz coś o mnie. Że niestety znasz mnie. Wiesz dlaczego dzwonię, co noc.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

   O mało co nie wybił się z rytmu pierwszym komentarzem Tristana, chyba zakładając, że ten da mu dokończyć i ledwo dał radę się opanować, żeby się nie wkurwić i zamiast wyznania o strachu, rzucić jakimiś kurwami i wyzwiskami, prowokując kłótnię. Po chwili oczywiście cieszył się, że tego nie zrobił, tłumacząc sobie, że przecież aktor nie miał pojęcia co planuje powiedzieć Bowie chwilę później. I tak musiał odetchnąć głęboko, rozluźniając uczucie spięcia w podbrzuszu.
   Czasami nienawidził być sobą, a przynajmniej w tych momentach, w których w ogóle przychodziła taka refleksja. W takich chwilach, w których reagował emocjonalnie 一 w takich chwilach, jak ta. Czuł się jak pieprzony frajer, który nie radzi sobie z prostymi rzeczami i sam nie wie, czego tak naprawdę chce. Po co w ogóle się w to pakował? Czemu nie był po prostu… płytkim dupkiem, jak przez większość czasu. Tak było przecież łatwiej, skakać z kwiatka na kwiatek, łapać się prostych przyjemności, imprez, prochów, czasami stworzyć kawałek muzyki, czasami pobawić się w twórcę animacji, innym razem rozbić kolejny samochód i mieć to głęboko w dupie, bo dla chwili adrenaliny było warto, a kasa przecież i tak wszystko naprawi.
   A jednak tu, kurwa, był. Siedział w wannie pełnej gorącej wody, wdychał wilgotną, ładnie pachnącą parę i na granicy płaczu patrzył na Tristana, czując paraliżujący strach po tym, jak dotarło do niego, że coś mogło mu się dzisiaj stać. I nie pomagały nawet myśli, że przecież każdemu może stać się coś w każdej chwili. Nie. Pogoda, informacje o odwołanych i opóźnionych lotach, wiadomość, którą napisał mu kilka godzin wcześniej i brak informacji od Tristana, to wszystko złożyło się na prawie histeryczną reakcję, której się nie spodziewał. Przecież zawsze uważał, że jest ponad to.
   Mógł nic nie mówić.
   Mógł to całe gówno przełknąć, zmusić się do zapomnienia i przejść na tym do porządku dziennego. Obserwował i słuchał reakcji Tristana i z lekką ulgą przyjął do wiadomości, że może jeszcze da radę od tego uciec. Nie skończyło się na kolejnych wyznaniach, nie musiał brać na siebie jeszcze większego ciężaru. Kiwnął lekko głową, a po dłuższej chwili uśmiechnął się lekko i przekręcił oczami, układając się bokiem na jego ciele, zsuwając się jednak, bardziej zanurzając w wodzie, policzek układając na jego klatce piersiowej.
  一 Jakoś będę musiał z tym żyć 一 rzucił, a potem złożył kilka pocałunków na jego piersi, ustami muskając również raz odznaczający się ciemniej na skórze sutek i przytulił się, przymykając oczy. Przez chwilę mogli przecież tak poleżeć. Było ciepło, miło i należało im się trochę relaksu, po dzisiejszym, długim, dniu. Spadające z kranu miarowo krople wody i coraz spokojniejsze bicie serca Blackwella i przyjemne ciepło, otaczające jego ciało, sprawiły, że zasnął szybko. Obudził go dopiero głos Tristana. W pierwszej chwili otworzył oczy, dalej trochę nieprzytomnie, ale potem szerzej, jakby przez chwilę nie kojarzył gdzie się znajduje. Odetchnął głębiej i poruszył się, ale zaraz sobie przypomniał i zamruczał tylko cicho pod nosem, bo chociaż woda była ledwo letnia, to nadal było mu naprawdę dobrze i nie chciał się stąd ruszać.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


tristan blackwell
Ostatnio zmieniony pn lut 09, 2026 10:07 pm przez Bowie Vance, łącznie zmieniany 1 raz.
Myre
nie lubię postów wygenerowanych przez ai, braku interpunkcji i inicjatywy
24 y/o
For good luck!
177 cm
aktor tam, gdzie akurat dostanie angaż
Awatar użytkownika
Baby, take me, don't hesitate
With a girl like me, you better activate
I'm a tidal wave comin' for your grave
I wanna do bad things with you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wytarłszy do sucha ciało, rzucił ręcznik na podłogę (wiedział, że jutro zajmie się nim gosposia), a potem ruszył do pokoju. 一 Czekam w łóżku 一 szepnął, dotykając zgrabnego tyłka Bowiego. Nie kwapił się, by założyć na siebie cokolwiek; myśląc tylko o tym, aby wrócić do snu, ułożył się wygodnie, a podłożywszy rękę pod głowę, niecierpliwie wyczekiwał pojawienia się artysty.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Bowie Vance
Боже мой
nie mam triggerów, sama w sobie nim jestem
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”